Komentarz eksperta,Top news

R. Pyffel: Spotkanie Międzymorza z Jedwabnym Szlakiem 2.0. Siedem wariantów chińskiego Intermarium.

Już jutro, 19 czerwca, rozpocznie się w Polsce wizyta przywódcy drugiego światowego mocarstwa (potrwa do 21 czerwca). Przy okazji tej wizyty, warto pokusić się o generalną refleksję, czym może być dla nas „zetknięcie się” coraz popularniejszej w Polsce koncepcji Międzymorza, z chińską koncepcją i inicjatywą „Pasa i Drogi”. W niniejszym tekście (wcześniej napisanym w nieco innej formule dla portalu teologiapolityczna.com) wyliczam siedem wariantów tego „zetknięcia”: (1) Strukturalna niekompatybilność, (2) Międzymorze ofiarą geopolityki, (3) Międzymorze placem budowy, (4) Chiński brak zainteresowania, (5) Polska-lider symboliczny, (6) Polska- lider wyścigu o uznanie cesarza, (7) Pełna synergia.

Tło, czyli warunki brzegowe

Zbrojny konflikt na Ukrainie, brak wyraźnego zaangażowania USA w tej części świata, oraz słabnąca pozycja Unii Europejskiej, z którą Polsce, ale także innym krajom regionu, coraz trudniej znaleźć wspólny język sprawia, że znów aktualna staję się idea Międzymorza, czyli geopolitycznego sojuszu państw Europy Środkowej.

Na wszystkie wyżej wymienione procesy, które przyczyniają się do reaktywacji koncepcji Międzymorza, nakłada się kolejny bardzo istotny. To wzrost potęgi Chin, które pojawiają się, jako zupełnie nowy gracz w Europie Środkowej i które widzą ten region, jako obszar znajdujący się poza strefa wpływów zarówno Rosji, jak i Niemiec.

Jedno nie ulega wątpliwości. Czasy, w których dyskutujemy o geopolityce Europy Środkowej, odwołując się do tradycyjnych koncepcji i poruszając się w świecie tradycyjnych pojęć i nieuwzględniających czynnika chińskiego, odchodzą już do przeszłości.

Jakiekolwiek plany czy działania geopolityczne, powstające z inicjatywy krajów Międzymorza, będą musiały zderzyć się nie tylko z jakąś reakcją Niemiec, czy Rosji, ale także z chińską inicjatywą Jedwabnego Szlaku 2.0 ( nawet w Europie Środkowej, czyli regionie, który znajduję się dość daleko na chińskiej liście priorytetów). Otwartym pozostaje pytanie, co z tego wyniknie.

Próbując odpowiedzieć na to najważniejsze pytanie tego tekstu, na początek dwie krótkie uwagi:

Po pierwsze, najistotniejszym pytaniem, na jakie musimy sobie sami odpowiedzieć, jest nasza własna wizja Międzymorza i rola, jaką Polska ma w nim odgrywać. Wydaję się, bowiem że wizja formułowana w czasach Józefa Piłsudskiego powstała w zupełnie innych warunkach i nie ma już zastosowania. Nie ma zastosowania z tego względu, ze dawniej Niemcy i ZSRR, były mocarstwami globalnymi, podczas gdy dzisiaj są to – bardzo sprawne (Niemcy), lub bardzo agresywne ( Rosja), ale jednak mocarstwa regionalne, mające nad sobą zarówno USA, jak i Chiny. Wszystko wskazuję zatem na to, że w XXI wieku główną osią, będzie zaostrzający się spór i rywalizacja amerykańsko- chińska.

Trzeba zatem szukać nowej wizji Międzymorza, wizji dającej się zastosować w XXI wieku, pamiętając przy tym, że jeśli USA, lub Chiny zdecydują się wejść do gry o Międzymorze ( a Chiny już weszły…), ich wizja niekoniecznie musi się pokrywać z naszą. Jeśli chcemy być państwem liderem, albo środkowoeuropejskim mocarstwem jak w przeszłości, to niby dlaczego Chiny ( lub USA) miałyby nam taki status podarować?

Po drugie, biorąc udział w wielu spotkaniach poświęconym Chinom dochodzę do wniosku, że nasza perspektywa jest bardzo lokalna i jednocześnie bardzo życzeniowa w stosunku do Chin ( co wynika w dużej mierze z niewiedzy). Z jednej strony, obracamy się cały czas w świecie tradycyjnej koncepcji Międzymorza, zapominając jak bardzo przez ostatnie blisko sto lat zmienił się świat, z drugiej widzimy w Chinach kogoś w rodzaju geopolitycznego Świętego Mikołaja, który przybędzie do Europy Środkowej po to, by uczynić Polskę liderem i niemalże wskrzesić, jako regionalne mocarstwo, którym była w przeszłości. Trzy przejawy tego życzeniowego myślenia, to bezustannie opowiadany w poważnych dyskusjach (!) dowcip o polsko-chińskiej granicy na Uralu, brak wiedzy na temat oficjalnie ogłaszanych i często publikowanych w Internecie chińskich dokumentach strategicznych dotyczących Europy Środkowej ( inna sprawa, że polskie media praktycznie w ogóle o nich nie informują), oraz brak dyskusji o Chinach i czynniku chińskim poza kręgiem specjalistów ds. chińskich ( może z wyjątkiem Jacka Bartosiaka i Krzysztofa Raka, którzy sami nie będąc sinologami, czy specjalistami ds. Chin, ten temat podejmują). Z reguły, albo rozmawiamy o Chinach, albo o tradycyjnej geopolityce. Chiny, skądinąd drugie światowe mocarstwo i nowy gracz w regionie, wciąż jawią się, jako kraj egzotyczny, spoza mainstreamu geopolitycznej debaty. Kraj w kontekście którego dyskutujemy raczej o terakotowej Armii, Pałacu Letnim i cesarzowej Cixi, niż o przyszłości Polski, na którą stolice pozaeuropejskie w tym Pekin już mają, a mogą mieć jeszcze większy wpływ.

Miedzymorze- obrazek

Sześć wariantów chińskiego Międzymorza

Jak zatem może wyglądać to „zetknięcie” naszych wizji i marzeń Międzymorza z chińską wizją nowego globalnego porządku, którego Międzymorze ma być częścią? Jakie warianty chińskiego zaangażowania są możliwe i jak mogłoby wyglądać chińskie Międzymorze pod batutą Chin?

Wariant pierwszy: Strukturalna niekompatybilność

Chiny rzeczywiście poparły idee Międzymorza w tym sensie, ze rozmawiają bezpośrednio z krajami szesnastki ( na corocznych szczytach). Tym samym nadają podmiotowość regionowi, ale promują również idee zacieśniania więzów pomiędzy samymi krajami szesnastki, które w ramach stworzonej platformy, mogą także częściej rozmawiać ze sobą.

Pamiętajmy jednak, że po 25 latach transformacji, gospodarki krajów Europy Środkowej przystępują do rozmów z Chinami, jako gospodarki całkowicie kompatybilne ( pesymiści powiedzieliby zależne) z gospodarkami UE ( w praktyce Europy Zach). Oznacza to kilkadziesiąt procent wymiany handlowej z krajami Unii, i kilkadziesiąt procent eksportu generowanego przez zagraniczne koncerny ( w Polsce ok. 70 procent, na Węgrzech według niektórych danych nawet 85 procent). Nad tymi międzynarodowymi firmami, posiadającymi swoje centrale poza Polską, polski rząd- w kontekście polityki wobec Chin- w zasadzie nie ma wpływu. Jak twierdzi Krzysztof Domarecki z wrocławskiej firmy Selena, w praktyce oznacza to, ze Polska w relacjach z Chinami, reprezentuje kraj nie 40 milionowy, ale kraj ok. 12 milionowy ( bo tylko 30 procent polskiego eksportu, to eksport polskich firm).

Kraje Europy Środkowej nie posiadają także własnych marek i brandów, które byłyby rozpoznawalne i przez to konkurencyjne na rynku chińskim (wyjątkiem może Czesi i czeska Praga, oraz Skoda-, choć ta wciąż zarządzana przez czeski zespól, należy jednak do grupy Volkswagena). Dlatego nie można wykluczyć sytuacji, że pomimo szumnych deklaracji, i cały czas ogłaszanej woli politycznej, silniejsza okaże się strukturalna gospodarcza niekompatybilność Europy Środkowej i Chin i przeważą silne związki naszej części kontynentu z Zachodem. Innymi słowy, jako poddostawca dla Zachodu, nie będziemy w stanie zaprezentować sensownej własnej oferty. Będą odbywać się kolejne setki delegacji, w których tak jak w poprzednich latach, blisko połowę będą stanowić urzędnicy i które będą wracać z niczym. Będzie się odbywać dziesiątki spotkań na wysokim szczeblu, będą tworzone grupy robocze i podpisywane kolejne memoranda z nadzieją, że „musi się włączyć biznes”, ale on się nie włączy, nie tylko ze względu na brak rozwiniętej dyplomacji gospodarczej, ale ze względu na strukturalne niedopasowanie. Po prostu kraje Międzymorza to poddostawca Zachodu. To w relacjach z Chinami duże wyzwanie.

Wariant drugi: Poświęcenie Międzymorza na ołtarzu globalnej polityki ( i/lub pragmatyzmu)

Dlatego nie można będzie niestety wykluczyć sytuacji, w której Europa Środkowa nie jest w stanie, wyjść z jakimiś konstruktywnymi propozycjami (poza tworzeniem kolejnych grup roboczych i kolejnymi deklaracjami woli) i za jakiś czas, Pekinowi będzie się opłacać „dogadanie się” np. z Niemcami, czy Rosją, jako partnerami silniejszymi (tak jak często występuje to w relacjach amerykańsko-rosyjskich, gdzie, co jakiś czas Waszyngton deklaruję, iż od Europy Śr ważniejsza jest Moskwa) i przez to znacznie atrakcyjniejszymi w globalnej rozgrywce z USA, niż Międzymorze. Poświęcenie Międzymorza w geopolitycznej grze, jako partnera słabszego, to wcale nie najbardziej pesymistyczny wariant. Najgorszy byłby taki, w którym Chiny uznałyby, że na terenach między Rosją i Niemcami, nie ma sensu ( czy też nie ma z kim) rozmawiać, i jedyny sensowny partner, mający zresztą większe wpływy niż lokalne administracje, to jedno ( a może nawet oba) mocarstwo regionalne…

Wariant trzeci: Europa Środkowa placem budowy dla chińskich firm.

Zwłaszcza, że, Chiny już pokazały w relacjach z Rosją, czy Afryką, że nie ma sentymentów są tylko interesy. Europa Środkowa może być także obszarem, na którym chińskie firmy przede wszystkim będą chciały budować (koleje, porty, lotniska, infrastruktura, energetyka), eliminując konkurencje z Niemiec i trzymając na dystans Rosję, w żaden sposób nie przejmując się polskimi marzeniami o Międzymorzu, czy naszym przywództwie w nim.

Wariant czwarty: Chińskie désintéressement

Kiedy jednak okaże się to niemożliwe (np. w wyniku tego ze marzenia środkowych Europejczyków o chińskim zaangażowaniu w regionie będą inne niż samych Chińczyków, tj. ci pierwsi będą oczekiwać wielkich inwestycji, budowy nowych fabryk i zakładów, a ci drudzy dostępu do zamówień publicznych w energetyce i infrastrukturze, to wówczas region ten może przestać odgrywać w chińskiej polityce istotne znaczenie i Pekin przestanie się nim całkowicie interesować, zwłaszcza, jeśli sprzyjać temu będzie logika wydarzeń polityce międzynarodowej i w polityce wewnętrznej Chin. Wówczas utrzymane zostanie regionalne status quo, a Chiny nie pojawią się jako nowy regionalny gracz ( ku uldze Niemiec, Rosji i Brukseli, a przy obojętności USA).

Wariant piąty: Polska księciem Europy Środkowej i liderem symbolicznym.

Jest możliwe ze Polska zostanie ( tak jak na początku) ogłoszona kimś w rodzaju regionalnego lidera. Pamiętajmy jednak, że w 2012 roku Donald Tusk i ówczesny rząd, odżegnywał się od chęci brania przywództwa w regionie ( polska ambasada w Pekinie, mówiła o Polsce, jako liderze, ale chodziło tylko o to, by uzyskać łatwiejszy dostęp do chińskich urzędników wysokiego szczebla i dyskontować ten „tytuł” w relacjach bilateralnych. W żaden sposób nie było to przywództwo, polegające na organizowaniu i koordynowaniu inicjatyw innych krajów regionu, z których zresztą strony nie było wówczas jakiegoś szczególnego ciążenia ku Polsce, jako pośrednika w relacjach z Chinami. Praktyka pokazała, iż tak naprawdę liderem inicjatywy jest dysponujący zasobami Pekin. Polska zaś, jako największy kraj Europy Środkowej ( Ponad 30 proc ludności i PKB), pełni jedynie role przywódcy symbolicznego ( tzn. polski premier, na wszystkich szczytach przemawia zaraz po chińskim (o ile oczywiście się pojawi, w 2014 roku, Ewa Kopacz opuściła szczyt).  W ramach tego „przywództwa” Chiny oczekiwały ze Polska będzie entuzjastycznie popierać wszystkie chińskie projekty w regionie, namawiając do tego pozostałe Państwa regionu. To zapewne trochę inna koncepcja Międzymorza i naszego przywództwa w regionie niż w naszych marzeniach, w których Polska nie tylko jest największym krajem regionu i liderem tytularnym starającym się to zdyskontować w bilateralnych relacjach z Chinami, ale jest krajem, który autentycznie organizuje i koordynuje inicjatywy całej szesnastki wobec Chin i w ogóle świata zewnętrznego, ( o czym w tym wypadku nie mogłoby być mowy)

Wariant szósty: Polska księciem Europy Środkowej i liderem wyścigu o uznanie chińskiego cesarza.

Chiny maja swój plan Belt and Road Initative i co jeszcze istotniejsze, mają zasoby. A przecież każdy projekt polityczny, wymaga sprawności, efektywności i nakładów finansowych. Co może poza choćby najsłuszniejszą wizją i wolą polityczną zaoferować krajom Międzymorza Polska? Chiny natomiast mają nie tylko wizje, ale także środki do jej realizacji (potencjalnie znacznie większe niż Niemcy, czy Rosja). Od inwestycji, po pożyczki i kredyty, po możliwość otwierania własnego ogromnego rynku, wpływy międzynarodowe, czy nawet „własne” instytucje finansowe jak AIIB, czy bank BRICs itd. Swój plan czy strategię wobec Międzymorza mogą zrealizować z Polską, ale także i bez Polski, której wcale nie potrzebują jako regionalnego lidera ( znajdzie się wielu innych chętnych, którzy już zresztą wielokrotnie wysyłali takie sygnały). Jeśli wiele krajów Europy Środkowej ( Węgry, Czechy) w czasach niepokojów zaczęły skłaniać się do słabej ( choć agresywnej) Rosji, to jest oczywiste ze będą skłaniać się w stronę o wiele potężniejszych i bogatszych Chin, nie zwracając uwagi na Polskę i nasze geopolityczne marzenia.

W dodatku w koncepcji Piłsudskiego Międzymorze było czymś na kształt konfederacji równych podmiotów. W praktycznej koncepcji chińskiej to szesnaście krajów regionu, „wrzuconych do jednego worka”, dzięki czemu łatwiej się rozmawia ze wszystkimi w czasie jednego szczytu, niż z każdym oddzielnie. Gdyby na to nałożyć tradycyjną chińską koncepcje hierarchiczności w stosunkach międzynarodowych ( państwa nie są równe, a cesarz jest w Pekinie), a także przypatrzeć się, jak Pekin „porządkuję” i układa sytuacje w innych regionach świata, to byłoby to coś w rodzaju odtworzenia systemu trybutarnego w realiach środkowoeuropejskich. W Pekinie rezyduje cesarz, a Polska, jako największy kraj regionu, jest kimś w rodzaju księcia, a może nawet króla Europy Środkowej z nadania pekińskiego Syna Niebios pełniącego rolę wspomnianego wcześniej „tytularnego” lidera.

W praktyce jednak, funkcja ta może być jedynie symboliczna, a Międzymorze może stać się areną (bezwzględnej) rywalizacji szesnastu trybutariuszy o względu pekińskiego cesarza, co już się zaczęło i to niestety w wielu wypadkach z inspiracji samej Polski. Weźmy przykład Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM),który odebrał prawo zorganizowania szczytu think tanków China-CEE stronie łotewskiej i będzie go sam organizował w Warszawie.  Wzbudziło to oczywiście zgorszenie i niechęć wobec Polski, wśród przedstawicieli większości środkowoeuropejskich think tanków, z którymi rozmawiałem. Wydaję mi się, że za chwilę inne kraje spróbują to samo zrobić Polsce. Czy zatem tego typu polityka, w którym bezwzględnie rywalizuję się z innymi krajami i przy nadarzającej się okazji, odbiera im się korzyści ze współpracy z Chinami by samodzielnie je zdyskontować to dobry pomysł na budowanie Międzymorza, lub takiego Międzymorza, o które nam chodzi?

Myślę, że nie. Bowiem Chiny widząc tą rywalizacje, mogą tym chętniej usadowić się na pozycji cesarza i przyjmować oferty poszczególnych krajów. Wówczas skończymy nie jako lider-koordynator, ale jako kraj rywalizujący z innymi.

Polska ma wiele atutów – największy rynek wewnętrzny, bardzo dobra lokalizacja- istnieje, zatem duża szansa, że z tej rywalizacji ( z Łotwą i innymi krajami) wyjdzie zwycięsko, i tym liderem i tak będzie, choć nie będzie to lider-koordynator, ale lider w wyścigu o uznanie Chin, chińskie inwestycje, projekty. Może się też okazać, że czasem na przykład w rywalizacji z Czechami, czy Węgrami przegrywamy, lub musimy, jako Polska ( i każdy inny kraj z osobna) czynić coraz większe koncesje i ustępstwa o względy Chin by z tej rywalizacji wychodzić zwycięsko. Jak sądzę takie Międzymorze z chińskim cesarzem dzielącym i rządzącym na terenach między Rosją, a Niemcami, jest nie tylko czymś zgoła odmiennym od tego, jak większość zwolenników koncepcji Międzymorza, sobie te Międzymorze wyobraża.

Wariant siódmy: Pełna synergia.

Chiny rzeczywiście poparły idee Międzymorza w tym sensie, ze rozmawiają bezpośrednio z krajami szesnastki ( na corocznych szczytach). Tym samym nadają podmiotowość regionowi, ale promują również idee zacieśniania więzów pomiędzy samymi krajami szesnastki, które w ramach stworzonej platformy, mogą także częściej rozmawiać ze sobą.

W relacjach Chin z krajami Europy Środkowej nie występuję historyczny resentyment. Kraje tego regionu, bowiem w XIX wieku, nazywanym w Chinach „wiekiem hańby i upokorzeń” nie były, bowiem kolonizatorami, a same były podbijane i kolonizowane. Po 1949 roku zaś, były jednymi z pierwszych, które uznały ChRL.

W tym wariancie zatem uznalibyśmy, że porządkując nowy świat, surowe i wymierzające sprawiedliwość dawnym oprawcom (Wielka Brytania, Francja, Niemcy, USA, Rosja i przede wszystkim Japonia) Chiny, wzięłyby pod uwagę, że w XIX wieku Polakom bliżej było do Czepca z Wesela, zatroskanego o losy powstania bokserów ( „Chińczyki trzymają się mocno?”) niż Stasia Tarkowskiego nierozumiejącego przyczyn antybrytyjskiego powstania Mahdiego.

Środkowi Europejczycy uzyskaliby zatem wiele przywilejów, jakich nie mogliby uzyskać przedstawiciele krajów rozwiniętych- dawnych kolonii, które upokarzały Chiny ( i nie tylko).

W tej sytuacji Chiny, dalej patronowałyby Międzymorzu, wzmacniałyby go, ale potrafiłyby powstrzymać się od ingerencji i „rozgrywania jednych przeciw drugim”. Czyli inspirowałyby do współdziałania krajów Europy Środkowej, a nie rywalizacji między nimi ( o względy Pekinu).

Także kraje Europy Środkowej, włącznie z Polska, okazałyby się zdolne do takiej współpracy w dłuższej perspektywie ido poświęcania swojego interesów krótszej perspektywie czasowej.

Oznaczałoby to ze byłyby zdolne by iść ręka w rękę z Chinami w celu zmiany globalnego status quo ( byłaby to bardzo ważna zmiana- dziś, bowiem kraje Europy Środkowej są albo niezdecydowane, albo popierają utrzymanie globalnego status quo).

Działania te przyczyniłyby sie do tego, iż wymiana handlowa z krajami Unii i strefa Euro ( pogrążonymi w chaosie) maleje, stopniowo zwiększa się wymiana z Chinami i krajami Pacyfiku. Polskie firmy, niczym w XIX wieku zaczęłyby sie orientować się na Wschód, w czym Pekin nie tylko by nie przeszkadzał, ale do czego by inspirował i pomagał, stwarzając wiele ułatwień, faworyzujących firmy z Europy Środkowej ( kosztem tych z Zachodu). Na Jedwabnym Szlaku pojawiłyby się dziesiątki polskich Wokulskich, od Białorusi, Kazachstanu, po Chiny i Indonezje. Polskie członkostwo w AIIB, ewidentnie stałoby się sukcesem, a nasze firmy, właściwie zdegradowane po Euro 2012 do roli drobnych podwykonawców, wygrywałyby kontrakty z niemieckimi, brytyjskimi i francuskimi ( dzięki cichemu wsparciu Pekinu) na rozbudowę infrastruktury w Azji Centralnej, a nawet w Indiach czy Indonezji. Proces wieńczy wejście Polski ( przy cichym poparciu Chin) do G20 i rozpad Unii Europejskiej, ( której w Polsce nikt nie żałuje, tak jak nikt w strefie Euro nie żałuje Polski)

Oczywiście są to marzenia. Częściej o nich słyszę na spotkaniach w całej Polsce, niż w ambasadach czy gabinetach polityków. Ale jeśli marzenia zostaną poparte ciężką pracą, perfekcyjnym przygotowaniem, politycznym geniuszem i … odrobiną szczęścia, to… mogą się stać rzeczywistością. I dlatego trzeba je zapisać, jako możliwy wariant wydarzeń. Wariant numer siedem.

Co z tym Międzymorzem?

Co zatem zrobić, by „zetknięcie się” naszej koncepcji Międzymorza z globalnym chińskim projektem przyniosło dla nas pozytywne rezultaty i nie skończyło się rozczarowaniem?

Odpowiedź na to pytanie jest banalna, diagnoza łatwa do postawienia, co oczywiście nie sprawia, że zadanie będzie łatwe.

Po pierwsze, należy (łatwo powiedzieć) przeskoczyć pułapkę średniego dochodu. Polskie firmy musza stać się innowacyjne i konkurencyjne, aby mieć ofertę dla Chin ( i tym samym mieć ofertę, by stać się choćby junior partnerem). W zrealizowaniu tego celu, może pomoc wzmacnianie polskich firm i instytucji- często, bowiem jest tak, ze Chińczycy nie mają po polskiej stronie odpowiednich partnerów. W tym sensie bardzo dobrą odpowiedzią jest Plan Morawieckiego. Jeśli uda się jego realizacja, w naszych relacjach z Chinami pojawią się nowe atuty i tym samym szansa na Międzymorze, będące integralną częścią Jedwabnego Szlaku i czerpiąca z niej korzyści dla Polski, Europy Środkowej i Chin znacznie się zwiększy.

Po drugie, trzeba o Chinach jak najwięcej rozmawiać i przede wszystkim informować. Trzeba zbierać wiedzę i informacje. Na tym polu mamy bardzo wiele do nadrobienia. Niestety w Polsce kierujemy się stereotypami, albo geopolitycznymi marzeniami. Ryzyko rozczarowania, które wynika z niewiedzy jest ogromne!

Po trzecie wreszcie, poza unowocześnieniem, wzmocnieniem naszych firm i instytucji, a także lepszym poznaniem Chin, powinniśmy także umiejętnie współpracować z krajami regionu ( zamiast rywalizować!).

Jakie będą losy koncepcji Międzymorza i jakie będą rezultaty jej „zetknięcia się” z chińskim projektem „Jednego Pasa Jednej Drogi” pokaże czas. Nie ulega natomiast wątpliwość że rezultaty tego „zetknięcia” będą miały ogromny wpływ na kondycję Europy Środkowej i życie jej mieszkańców w XXI wieku. Zróbmy, zatem wszystko, by to zetknięcie okazało się korzystne dla nas, naszych sąsiadów z Międzymorza, Chin i całego świata.

Radek Pyffel, chiń Rui De Xing/ 瑞德兴

Prezes Centrum Studiów Polska-Azja (CSPA)

Niniejszy tekst w nieco innej formie opublikowałem także na portalu www.teologiapolityczna.pl

Udostępnij:
  • 20
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    20
    Udostępnienia
R. Pyffel: Spotkanie Międzymorza z Jedwabnym Szlakiem 2.0. Siedem wariantów chińskiego Intermarium. Reviewed by on 18 czerwca 2016 .

Już jutro, 19 czerwca, rozpocznie się w Polsce wizyta przywódcy drugiego światowego mocarstwa (potrwa do 21 czerwca). Przy okazji tej wizyty, warto pokusić się o generalną refleksję, czym może być dla nas „zetknięcie się” coraz popularniejszej w Polsce koncepcji Międzymorza, z chińską koncepcją i inicjatywą „Pasa i Drogi”. W niniejszym tekście (wcześniej napisanym w nieco

Udostępnij:
  • 20
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    20
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • „gospodarki całkowicie kompatybilne ( pesymiści powiedzieliby zależne) z gospodarkami UE” – głównie chodzi o Niemcy.
    Historycznie rzecz biorąc istniały trzy bieguny Międzymorza, skupione wokół dorzeczy wielkich rzek, tj. Wisły/Dniestru, Dunaju i Dniepru. Jednakże tylko Polska panowała w pełni nad Wisłą przez czas dłuższy.
    Dla nas najlepiej byłoby odtworzyć układ sił z czasów Kazimierza Wielkiego, naturalnie nie wyrzekając się Wrocławia, Szczecina i Olsztyna.

  • Bardzo ciekawy artykuł i jeśli można tak napisać „w nowym stylu”. Nie ma już trimfalizmu i haseł typu „Polska chińskim lotniskowcem w Europie Środkowej, za czym niewiele się kryło. Natomiast bardzo trafne uwagi zawarto w ustępie „strukturalna niekompatybilność.” Spostrzeżenia nie są radosne. ale sytuacja nie beznadziejna.
    Planując działania polskiego rządu i administracji musimy postaweić sobie 2 podstawowe pytania:
    1. Jak my mamy działać w Chinach?
    2. Czego możemy oczekiwać ze strpny Chin z Polsce, jakie działania inicjować i wspierać, a czego unikać?

    Ad 1. Przede wszsystkim musimy strać się zmniejszać tą niekompatybilność. Z pewnością warto będzie, jeżeli chińska administracja, czy managementy będzie przychylniej patrzyła na działąlność Polaków, chocią to niestety łatwiej napisac niż osiągnąć. Polska może stać się do jakiegoś stopnia bazą do działań Chińczyków w Europie, ale to tez się samo nie zrobi i trzeba sie solidnie postarać.

    Największe efekty da popieranie polskiej przedsiębiorczości. Jeśli polskie firmy będa sprawne, będą dysponowały know-how, , dostaną możliwość „przecierania ścieżek” to jakoś sobie poradzą, jeśli zostaną zostawione same sobie (jeden z polskich wiceministrów gospodarki stwierdził, że nie jest rolą rządu pomaganie polskim firmom, ale już nie jest wiceministrem), to będzie ciężko.

  • Jak P. Hubert napisał. Jak może Pan takie farmazony wypisywać? Jak może Pan przydawać Rosji określenie „prowincjonalny”?! Jak może Pan mówić, że USA będzie niezainteresowane sytuacją Europy środkowej? Niech Mi Pan wybaczy ton, ale ubolewam, że taka niekompetentna persona może sprawować jakiekolwiek wyższe stanowisko, czy choćby być konsultantem.
    Rozumiem, że o Inclusive Capitalism Pan też pojęcia nie ma?

    • Odczepcie się od Pyffla. Zarzucanie mu braku wiedzy to kompletny idiotyzm. Co jak co, ale on ma pojęcie o Chinach. Gdzie tam w tekście jest napisane prowincjonalny??? i gdzie jest explicite napisane, że usa będzie niezainteresowane sytuacją europy???

  • „Zbrojny konflikt na Ukrainie, brak wyraźnego zaangażowania USA w tej części świata”
    Pomijając fakt, że majdan rozkręcili amerykanie, że budują tarcze antyrakietowe putinowi za płotem, soros przejmuhe angore, jakieś inne tam amerykańskie konsorcjum przejmuje iti group to rzeczywiście mają to w dupie

    • a gdzie pan widzi wyraźne czy bezpośrednie zaangażowanie USA? to są domysły przecież! uważa pan, że samuch ukraińców nie stać na majdan? w końcu kto tam ginął???

  • Avatar Waldemar Bartosik

    POLSKA : NOWA SUPERGWIAZDA ŚWIATA.
    O NASZEJ RACJI STANU !
    Pewien sfastrygowany przez środowisko gazety zaborczej na mędrca, sfrustrowany i zakompleksiony podstarzały głupiec, orzekł niegdyś z wysokości swego majestatu autorytatywnie i wyniośle : „Polska, to brzydka panna bez posagu”.
    I w duchu tej cierpiętniczo-pokutniczej filozofii, wśród owacji klakierów, powiódł nas wraz z innymi w jasyr komunistycznej w intencjach i celach – zachodniej hegemonii (plan Spinelliego).
    Cóż !
    Tak jakoś się porobiło, że w Polsce, od co najmniej 2,5 stuleci, karierę robią różnej proweniencji i maści szubrawcy, agenci, konfidenci, kompradorzy obcych wpływów, czy zwyczajni zdrajcy.
    Lecz dziś i to w horyzoncie najbliższych dwóch miesięcy, mamy niepowtarzalną szansę na odwrót od galerniczej służebności, pozycji i mentalności.
    Rychły szczyt NATO i państwowa wizyta Xi Jinpinga, są po temu okazją, zsyłaną nam przez Niebiosa.
    Nie jestem dyplomatą, politykiem, nie znane mi jest stanowisko negocjacyjne rządu, a co najistotniejsze, nie wiąże mnie żadna poufność.
    Powiem więc wprost, bez zbędnych ozdobników i dygresji :
    1/ Stany Zjednoczone, należy zapewnić o niewzruszonej wierności sojuszniczej i podjęciu samodzielnej obrony wschodniej flanki NATO w zamian za ich rozpoznawcze i bojowe technologie oraz kredyty zbrojeniowe.
    2/ Chiny należy wprzęgnąć w budowę europejskiego hubu TRANSKONTYNENTALNEJ wymiany towarowej, na skrzyżowaniu Jedwabnego Szlaku i Via Carpathia.
    3/ W Polsce, pilnie wdrożyć systemową reformę podatków i zabezpieczeń społecznych w oparciu o „algorytm Bartosika”, czyniąc z kraju raj podatkowy, subtelnie wspierany protekcyjnymi instrumentami finansowymi.
    Jak sądzicie : czy wokół centrum logistycznego, w największym suchym porcie świata, na skrzyżowaniu traktów i magistrali wschód-zachód i północ-południe, w warunkach raju podatkowego, dyskretnie wspieranego przez państwo – ROZBŁYŚNIE, czy nie BLASK POLSKI, NOWEJ SUPERGWIAZDY ŚWIATA ???
    Ja jestem o tym głęboko przekonany.
    Wyznaczmy więc sobie wizję i oznajmijmy światu :
    POLISH INSPIRED THE WORLD !
    POLAND, IS A NEW WORLD SUPERSTAR !!!

Pozostaw odpowiedź