Chiny news,Spotkania CSPA,Wydarzenia i zapowiedzi

Spotkania CSPA: Profesor Rybiński o „nadchodzących Chinach”

„Nadchodzą Chiny”?

29 września odbyło się kolejne spotkanie zorganizowane przez Centrum Studiów Polska-Azja, Instytut Sobieskiego oraz Szkołę Języka Chińskiego „Henhao” i chińską restaurację China Garden.  Tym razem gościem był prof. Krzysztof Rybiński, a spotkanie poświęcone  było kwestii „nadchodzących Chin”. Oprócz wyjątkowo licznie zebranych współpracowników i sympatyków CSPA (m.in. prof. Góralczyk, przedstawiciele Związku Regionalnych Portów Lotniczych, prof. Jajszczyk) w debacie mogli brać udział, dzięki bezpośredniej transmisji, także internauci.

P1010024

Profesor Krzysztof Rybiński i Prezes CSPA Radosław Pyffel

Pan profesor zaczął od krótkiego wstępu, w którym przywołał publikowaną już na naszej stronie tezę, że poligonem doświadczalnym tego, co wydarzy się w globalnej gospodarce w przyszłości jest Afryka. Tam najłatwiej zauważyć, jak zmienia się układ sił. Z obserwacji tych trzeba więc wysnuć smutny wniosek, że Europa już dawno poniosła w Afryce klęskę. Państwa tzw. Zachodu chciały upodobnić kraje afrykańskie do siebie (prawa człowieka, demokracja itp.). Tymczasem Chińczycy zaakceptowali zastaną sytuację polityczną, głównym celem współpracy czyniąc udany biznes. Był to klucz do ich sukcesu, jakim jest dziś rodząca się ChinAfrica.

Po krótkim merytorycznym wstępie nadszedł czas na pytania. Oto najważniejsze z poruszanych wątków.

Opłacalność planowanych połączeń lotniczych z Chinami

Jakiś czas temu LOT prowadził rozmowy z chińskimi przewoźnikami, którzy byli bardzo zainteresowani uruchomieniem bezpośredniego połączenia lotniczego Chiny-Polska. Z niezrozumiałych powodów LOT zrezygnował jednak z tego planu, uznając go za nieopłacalny.

Prof. Rybiński zauważył, że poza opłacalnością biznesową, trzeba brać pod uwagę społeczną stopę zwrotu, chociaż planowana linia bez wątpienia obroniłaby się także biznesowo. Narodowy przewoźnik, jakim jest LOT, powinien ponadto realizować narodowe interesy. Interesy z Chińczykami, a co za tym idzie – ułatwianie kontaktu z nimi, jest dziś jednym z nich. Na ten cel powinny się też znaleźć środki w budżecie. Kolejne apele polsko-chińskiej grupy sejmowej nie są jednak rozpatrywane pozytywnie.

Jeśli więc Polska nie jest w stanie sprostać temu zadaniu, to równie dobrze mogą się tym zająć Chińczycy i ich przewoźnicy.

Polska polityka a partnerstwo z Chinami

Po pytaniu o możliwość dopuszczenia chińskich inwestorów do polskich przedsięwzięć o charakterze strategicznymi, zwłaszcza tych, co do których toczą się spory z Rosją, rozpoczęła się dyskusja na temat polskiej polityki zagranicznej.

Nie można robić interesów z Chińczykami nieustannie „plując im w twarz”. Nie można zamykać kolejnych placówek dyplomatycznych w Azji. Trzeba dostrzec, jak nowoczesne stają się państwa tamtego regionu i przede wszystkim wypracować jakiś pomysł na współpracę.

Przy okazji tej kwestii głos zabrał także prof. Góralczyk. Mówił o typowym dla Chin myśleniu strategicznym i udziale państwa w prawie wszystkich chińskich przedsiębiorstwach. Tymczasem w Polsce nadal króluje myślenie „od sondażu do sondażu, od wyborów do wyborów”. Kolejne polskie władze nie są w stanie zrozumieć tej różnicy.  Kwestii chińskiej brakuje też w dialogu publicznym.

Prof. Rybiński, zapytany czy będzie brał udział w publicznej debacie na temat Chin odpowiedział, że rozmowa z politykami nie ma szans na powodzenie. Pozostają oni bowiem głusi na kolejne sugestie różnych środowisk, np. profesorów, którzy zaproponowali, żeby kształcić Chińczyków w Polsce. Władze nic nie zrobiły w tej sprawie.

Nie rozwijamy stosunków z Chinami, gdyż po pierwsze, nie wiemy jak, a po drugie – nie mamy pieniędzy (publiczne są marnotrawione, prywatne ciągle zbyt małe). Polityków trzeba zacząć rozliczać z zagranicznych wizyt i po powrocie pytać: ile? (kontraktów udało się podpisać).

P1010027

Znaczenie waluty chińskiej

Na pytanie o możliwość pojawienia się jednej waluty azjatyckiej, prof. Rybiński odpowiedział twierdząco. Nie wykluczył też możliwości, że Renminbi wyprze za jakiś czas amerykańskiego dolara. Proces umacniania się chińskiej waluty może opóźnić jedynie jakiś kryzys, który, jak stwierdził profesor „należy się Chinom”.

Poruszono również kwestię azjatyckich systemów bankowych, w których udział obcego kapitału nie przekracza 20-30% i potrzebny jest głównie po to, żeby było się od kogo nauczyć efektywnej bankowości.

Dynamiczny rozwój gospodarczy Chin

Prof. Rybiński zauważył, że Chiny nie mogą dalej rozwijać się w tempie 10-12%, bo świat tego po prostu nie wytrzyma. Pojawią się choćby takie problemy, jak wojny surowcowe czy ogromna emisja dwutlenku węgla. W sytuacji, gdy w Chinach co trzy tygodnie otwierana jest nowa elektrownia węglowa, nasze filtry i ekologia pozbawione są głębszego sensu.

Chińczycy dominują już nie tylko w produkcji, ale też w rozwoju nowych technologii. Przejęli z USA najlepsze wzorce kształcenia i już zauważalne są tego efekty. Na ubiegłorocznym sympozjum dotyczącym technologii, odbywającym się w USA, sześć z siedmiu nagrodzonych referatów wygłosili Chińczycy. Prof. Góralczyk podkreślił, że od trzech lat w Chinach obowiązuje nowa strategia – oprócz wzrostu stawiają one na wysokie technologie.

Realnie nie mamy więc szans, aby konkurować z Chinami. Musimy więc uciekać do przodu, inwestować w innowacje, łączyć uczelnie z biznesem.

Demografia i prawa człowieka

Co piąty człowiek na świecie jest Chińczykiem. W przyszłości może to doprowadzić do zachwiania sytuacji na granicy chińsko-rosyjskiej, gdzie wiele rosyjskich szkół już dziś funkcjonuje tylko dlatego, że uczą się tam chińskie dzieci.

Popularne stają się natomiast małżeństwa Rosjanek z Chińczykami, zwłaszcza, że ogromna dysproporcja płci może doprowadzić do walki „o chińską Helenę”.

Prof. Rybiński zapytany, czy powinniśmy się obawiać ingerencji Chin w kwestie naszego światopoglądu, religii itp., stwierdził, że Chińczycy nie robią „prania mózgu”. Jest to po prostu skuteczna polityka. Co do łamania praw człowieka, profesor zauważył natomiast, że tylko w Chinach i dzięki ich pomocy w państwach Azji Południowo-Wschodniej udało się w dużym stopniu zrealizować Milenijne Cele Rozwoju. Może więc lepiej, żeby dziecko pracowało niż gdyby miało przymierać głodem? To pytanie pan profesor pozostawił otwarte.

Prof. Rybiński ocenił też ostatnią wizytę Dalajlamy, jako błąd prezydenta Wrocławia. Im częściej będzie on gościł na salonach prezydenckich, tym mniejsze szanse na biznes z Chinami. Lepszym rozwiązaniem byłaby finansowa pomoc dla Tybetańczyków, np. poprzez wspieranie turystyki.

P1010053

W dyskusji przewijał się ponadto problem nieudolności polskiej gospodarki, był to jednak wątek obok tematu.

Spotkanie z prof. Rybińskim obfitowało w ciekawe pytanie i jeszcze ciekawsze odpowiedzi oraz komentarze. Bez wątpienia wszyscy uczestnicy wyszli z sali bogatsi o nową wiedzę i świadomość wielu problemów. Jak zauważył jeden z przedstawicieli branży lotniczej, prof. Rybiński wypowiadał się w dosyć pesymistycznym tonie, pozytywnym akcentem były jednak bez wątpienia wiara w młodych innowacyjnych ludzi oraz w to, jak ważne i potrzebne są takie spotkania i środowiska, jak CSPA. Każdy zapamiętał też na pewno, że warto uczyć się chińskiego, choćby dla kilkuprocentowej premii w pracy!

Mają świadomość, że „nadchodzą Chiny” nie możemy już chować głowy w piasek.

Lepiej dobrze przygotować się na to spotkanie i z pewnością siebie powitać nowego partnera strategicznego. Ni hao Zongguo!

Spisała Aneta Liszewska

Dziękujemy za pomoc w organizacji spotkania restauracji China Garden oraz Szkole Języka Chińskiego „Henhao”.henhao

Spotkania CSPA to debaty z udziałem ekspertów na temat regionu Azji i Pacyfiku oraz stosunków Polski z azjatyckimi partnerami. Do tej pory mieliśmy przyjemność gościć: profesora Bogdana Góralczyka, doktora Arkadiusza Tarnowskiego, doktora Roberta Bajka, doktora Muhammada Munira z Pakistanu, Piotra Gillerta oraz profesora Krzysztofa Rybińskiego.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Spotkania CSPA: Profesor Rybiński o „nadchodzących Chinach” Reviewed by on 11 listopada 2010 .

„Nadchodzą Chiny”? 29 września odbyło się kolejne spotkanie zorganizowane przez Centrum Studiów Polska-Azja, Instytut Sobieskiego oraz Szkołę Języka Chińskiego „Henhao” i chińską restaurację China Garden.  Tym razem gościem był prof. Krzysztof Rybiński, a spotkanie poświęcone  było kwestii „nadchodzących Chin”. Oprócz wyjątkowo licznie zebranych współpracowników i sympatyków CSPA (m.in. prof. Góralczyk, przedstawiciele Związku Regionalnych Portów Lotniczych,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • P.S. W drugiej połowie lat 90-tych (w każdym razie pewno w 1997 roku) istniały regularne połączenia Warszawa-Pekin obsługiwane przez LOT. Tzn. wtedy się opłacało, a teraz nie? Bez żartów, panowie i panie z LOTu! Jasno widać, że jesteście ubezwłasnowolnieni, że macie tańczyć tak jak Lufthansa wam zagra!

  • Jak zwykle p. Zyggi celnie skomentował sprawę LOT-u. Że tak właśnie było, można być prawie pewnym. Co do reszty – również 100% zgody. Natomiast pytanie do organizatorów tego spotkania jest następujący: czy moglibyście Państwo- jeśli macie- udostępnić plik z nagraniem spotkania?

    • Avatar Krzysztof Iwanek

      Panie Wiesławie – na Facebooku całe nagranie już wisi, w kawałkach.
      http://www.facebook.com/pages/Centrum-Studiow-Polska-Azja/83403844954

      A w kwestii lotów do Chin się zgadzam i już od lat to uważam, że powinien być lot bezpośredni (tylko co to zmienia, że tak uważam?). Bo
      1) wycieczki turystyczne zorganizowane
      2) turyści indywidualni
      3) ale przede wszystkim biznes, i to rzecz w tym, że nie tylko biznes przez wielkie B, bo także osoby prowadzące mniejszy biznes, takie mniejsze firemki, latają do Pekinu. I latali by tym bardziej, gdyby było bezpośrednie połaczenie. No i zysk byłby dla polskiej firmy. Ale cóż…

      Postawa LOTu z tym względzie wydaje mi się co najmniej niekonsekwentna. Pamiętam jak jakieś dwa-trzy lata temu biura LOTu już wystawiły oficjalne ogłoszenie, że od ,,30 marca rusza sprzedaż biletów do Delhi”. Po czym nic z tego nie wyszło.
      A jak jest z tym połaczeniem do Wietnamu, co to miał ruszyć po wizycie premiera? Ruszył?

      • Avatar W4rbird

        Dobre pytanie. Pewnie nie.
        Przed olimpiadą w Chinach też było otworzone (na krótko, czy może w ogóle?) połączenie z Pekinem, ale podobno zamknęli je z powodu małego zainteresowania (nasze społeczeństwo nie jest chyba przygotowane na taką destynację; klapki na oczach – kierunek zmywak w Anglii i Ari Vedercci!) oraz to, że Rosja (呸!) nie zezwoliła na przelot przez ich kraj (korytarz północny), przez co, trzeba było latać przez Uzbekistany, Turkmenistany i inne podobne niebezpieczne kraje (korytarz południowy). Jak widać, dopóki Polska nie ułoży sobie relacji z „Ruskimi” dopóty nie będzie mogła efektywnie współpracować z Chinami, gdyż, jakby niepatrzeć, geograficznie najpierw trzeba minąć Rosję….
        Ale druga sprawa, dlaczeo tylko zajmujemy się LOTem? Przecież ten przewoznik ma jedne z najwyższych cen! Dlaczego inne „nieco tańsze” linie jak Brussels Airlines, Air France czy Air China nie chcą latać z Warszawy do Pekinu, skoro latają z Warszawy do krajów odpowiednio z których te linie pochodzą… To jest właśnie dla mnie pytanie-zagadka. Na pewno jedynym z powodów jest… wiadomo: nieudolność polskich władz (i wcale nie mówię tu o obecnym rządzie, tylko o jakimkolwiek z nich; rzadny z nich nie zrobił praktycznie coś dobrego w kierunku Chin).

  • Cyt. „Jakiś czas temu LOT prowadził rozmowy z chińskimi przewoźnikami, którzy byli bardzo zainteresowani uruchomieniem bezpośredniego połączenia lotniczego Chiny-Polska. Z niezrozumiałych powodów LOT zrezygnował jednak z tego planu, uznając go za nieopłacalny.”
    Otóż zależy dla kogo opłacalny, jestem bowiem pewny, że przynajmniej 1 samolot w tygodniu z Warszawy do Pekinu lub Szanghaju dałoby się bez trudu zapełnić. Coraz więcej Polaków lata do Chin w interesach oraz w celach turystycznych. Natomiast powód rezygnacji LOTu ze starań o przewozy do Chin staje się zrozumiały gdy popatrzymy na to nieco szerzej. Otóż LOT należy do Star Alliance, gdzie pierwsze skrzypce gra niemiecka Lufthansa. A kto jak kto, ale Niemcy nie lubią, gdy ktoś im robi koło pióra w sferze biznesu. Zwłaszcza, gdy czyni to ktoś z drużyny, w której są kierownikami. Wolą Lufthansy jest, by przejąc jak najwięcej połączeń z Chinami. I nie będzie żaden LOT tego utrudniał. Ordnung muss sein i już!
    Czuję się w obowiązku nadmienic, iż ta zasada dotyczy całej Unii Europejskiej, mimowolnie realizującej przede wszystkim ekonomiczne cele Niemiec. I to skutecznie, co widac po imponujących wynikach niemieckiego eksportu. A o ile możliwości nacisku Niemiec na kraje takie jak Francja czy W. Brytania są ograniczone, o tyle takie kraje jak Polska czy Rumunia mają słuchac i już, zwłaszcza, że biorą kasę z Brukseli, a ponadto podpisały Cyrograf Lizboński. Nawiasem mówiąc, Niemcy z pewnym opóźnieniem też go ratyfikowały, tyle, że z zastrzeżeniem, iż w razie konfliktu prawa unijnego z niemieckim, ostateczna decyzja w sprawie zastosowania tego pierwszego należy każdorazowo do obu izb niemieckiego parlamentu. Ot taki drobny szczególik…
    Ostateczna konkluzja mojego postu jest taka, że Niemcy nie po to płacą do unijnej kasy, żeby potem jakieś tam kraiki z Osteuropy wchodziły im w paradę. Niemcy wpłacają do eurokasy dlatego, że traktują to jako inwestycję. Casus nagle przerwanych rozmów LOTu z Chińczykami jest w mojej opinii dobrą ilustracją tego, że Niemcy postrzegają Europę Środkowo-Wschodnią trochę jak za czasów Bismarcka a potem „Wilusia”: Mitteleuropa jako ucieleśnienie starej, wypróbowanej idei Grossraumwirtschaft (Gospodarki Wielkiego Obszaru).

    • Dokładnie. Niemcy nie są instytucją charytatywną i płacą ciężkie miliardy euro na Unię tylko z powodu własnych interesów. Zresztą nie ma się tutaj co dziwić, bo każdy demokratycznie wybrany rząd chce polepszyć los własnych wyborców, a nie jakiś tam Polaków, Słowaków etc.
      Mimo tego Polska jest skazana na taką drogę. Polska nie tylko importuje ogromną ilość towarów z Niemiec (wartościowo znacznie, znacznie więcej niż z Chin), ale także Niemcy są dla polskich producentów ogromnym rynkiem zbytu. Nie dość, największymi polskim portem jest… Hamburg.
      http://biznes.onet.pl/polskie-porty-chca-praw-takich-jakie-obowiazuja-na,18571,3319360,1,prasa-detal
      Co doprowadziło do takiej sytuacji ? Ja myślę, że łatwo tutaj zwalać winę na polityków, ale przyczyną jest raczej ogólne niewielkie znaczenie Polski w Europie i na Świecie. Obecnie o znaczeniu państwa decyduje głównie ekonomia, a my zajmujemy pod względem PKB 6 miejsce w Unii. Nie ma się co łudzić, że to się zmieni. Polska wyczerpała (lub wyczerpuje) już możliwości wzrostu gospodarczego wynikającego z zacofania. Jeżeli nie zostaną wprowadzone szerokie reformy, jak na początku lat 90. to może zostanie dekada 4,5 % wzrostu, a później dołączymy do Europy Zachodniej, nie mając jednocześnie tego samego poziomu życia.

Pozostaw odpowiedź