Chiny news,Publicystyka,Spotkania CSPA,Wydarzenia i zapowiedzi

Spotkania CSPA: Obejrzyj nagranie ze spotkania z Richardem Mbewe

Richard Mbewe i Radosław Pyffel

Richard Mbewe i Radosław Pyffel

7 kwietnia 2010 Instytut Sobieskiego i CSPA miało zaszczyt gościć dr Richarda Mbewe, znanego ekonomistę pochodzącego z Zambii. Partnerami spotkania była szkoła języka chińskiego Henhao i biuro podróży Travel City, a poprowadził je Radosław Pyffel z CSPA. Spotkanie dotyczyło ożywionej współpracy Chin z państwami afrykańskimi.

Serdecznie zapraszamy do obejrzenia relacji video ze spotkania: (Jest ona dostępna także na naszym kanale na Youtubie: www.youtube.com/cspatv)

Było to już dziesiąte ze Spotkań CSPA, czyli naszych cyklicznych debat z udziałem ekspertów na temat regionu Azji i Pacyfiku oraz stosunków Polski z azjatyckimi partnerami.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Spotkania CSPA: Obejrzyj nagranie ze spotkania z Richardem Mbewe Reviewed by on 19 kwietnia 2011 .

7 kwietnia 2010 Instytut Sobieskiego i CSPA miało zaszczyt gościć dr Richarda Mbewe, znanego ekonomistę pochodzącego z Zambii. Partnerami spotkania była szkoła języka chińskiego Henhao i biuro podróży Travel City, a poprowadził je Radosław Pyffel z CSPA. Spotkanie dotyczyło ożywionej współpracy Chin z państwami afrykańskimi. Serdecznie zapraszamy do obejrzenia relacji video ze spotkania: (Jest ona

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 16

  • @ wute @ PZ

    Jakie ma znaczenie nazwa lokalu na szyldzie jak każdy oferuje te same usługi ?
    Jak wszyscy zaczną bojkotować kiepskie lokale to może padną, wybranie konkurencji kompletnie nic nie da. Czy fakt, że restauracja A sprzedaje stare kotlety zobowiązuję mnie do zakupu starej kiełbasy w restauracji B ?

    • Wszyscy nigdy nie zaczną bojkotować wyborów. To iluzja.
      Lament się podniesie jak pójdzie do wyborów 15%, ale nawet w tym
      wypadku, jak słusznie pisze PZ, będą zwycięzcy którzy zagarną władzę.

  • cholera jasna, mój komentarz nie chce się wyświelić

  • „Świetny post. Z jednym się tylko nie zgadzam, mianowicie na wybory pójdzie najwyżej 30-40 %. Reszta w dniu wyborów pójdzie, ale najwyżej na piwo (z któregoś ze sprywatyzowanych browarów)”

    Tak zamierzam zrobić i namawiam do tego gorąco wszystkich. Nie legitymizujmy władzy tych ignorantów swoimi głosami. Niech nie puszą się dumni jak paw z marnych 50 % udziału w tym przedstawieniu. W rzeczywistości ich władzę popiera przy frekwencji mniejszej niż 50 % ok. 15 % UPRAWNIONYCH DO GŁOSOWANIA. Dla mnie nie ma znaczenia czy stołek zajmują klakierzy z PO, PiS, SLD, PSL czy innych badziewi – skutek i tak zawsze będzie ten sam. Jedyna partia, która na pewno gwarantowałaby zmianę jest UPR/WiP, ale nie odpowiada mi retoryka JKM zwłaszcza w kwestiach społecznych.

    • Z całym szacunkiem ale to droga do nikąd.
      Zawsze mnie uczono, że nieobecni nie mają racji.

    • Takie podejscie tylko ulatwia sprawe konserwowania obecnej sytuacji, bo chyba nie liczysz ze ktokolwiek przejmie sie czy frekwencja byla 30% czy 15% (za wyjatkiem komentatorow spolecznych). Dopoki karty sa w grze, wedlug mnie, samoczynne odpuszczenie tejze gry nieczego nie zalatwia. Moze wlasnie czas wprowadzic troche zametu na podobienstwo „Tea Party”, czy „True Finns” i obudzic nieco zarzadaczy. :)

  • @wute @Zyggi
    Co do tak zwanej „prywatyzacji” to zgodzam sie iz przypominalo to oportunistyczna ekonomiczna kolonizacje przez „przyjaciol z zachodu”, przy czym trzeba sobie uswiadomic iz „gotowka” byla potrzebna od zaraz na pokrycie kosztow biezacych (obsluga zadluzenia to tylko jeden z nich) – stad tez po czesci inaczej sie wtedy nie dalo. W tym wzgledzie odwrocic wielu prywatyzacji latwo sie nie da, aczkolwiek moznaby oczekiwac, ze nasi rodzimi „zarzadzacze” wyciagna wnioski (wykopanie Eureko z PZU to dla mnie jakas jaskolka, podobnie jak pogonienie panstwowego EdF przy prywatyzacji Enei). W przypadku przejecia (przez podmiot zagraniczny) niemal cala czesc zysku zawsze bedzie wytransferowana za granice do firmy macierzystej (ceny transferowe to jedna z mozliwosci), o tym mozna poczytac w podstawowych ksiazkach ekonomii (nie ma wiec co oczekiwac cudow od rodzimych rzadzacych zafascynowanych historia). Dlugoterminowy zysk daja tylko inwestycje „green field” i na pewno nie w budowanie supermarketow, ale w moce produkcyjne.
    Chiny sa przeze mnie osobiscie odbierane jako czesciowa mozliwosc spowolnienia negatywnego procesu jaki obserwujemy od roku 89, poniewaz sami swietnie to rozegrali u siebie. Nie wiem czy ten proces da sie w Polsce zatrzymac, szczegolnie biorac pod uwage fakt, ze chroniczny problem deficytu na rachunku biezacym trzeba z czegos pokryc. Mozemy starac sie zrobic to ‚ala Fed (dodrukowujac PLN’ow) ale to chyba w polskim wydaniu nie przejdzie. :) Do calosci dochodzi jeszcze mozliwosc decydowania, czyli bycia u steru (tylko wtedy mozna akcentowac interes panstwowy), ale do tego potrzeba kompetencji (a nie checi Stacha sprawdzenia sie w biznesie). Dlatego tez jestem goracym zwolennikiem joint ventures (takze z Chinami), jesli wciaz chcemy kontynuowac prywatyzacje, czegos sie nauczyc i miec chociaz te namiastke krajowej ekonomii ktora pozostala. Mam jednak nieodparte wrazenie, ze Polak i przed szkoda i po szkodzie… :)

  • To się nazywa polityka cen transakcyjnych.
    Np. firma nazwijmy ją XYZ Centrala z Zachodu kupuje u zachodniego producenta towar po cenie jednostkowej 1 euro i sprzedaje go w zachodnim supermarkecie po cenie 2 euro. Jej zysk wynosi następująco

    2 euro sprzedaż
    – 0,5 euro koszty manipulacyjne, transport…etc
    – 1 euro koszt zakupu u producenta
    ————————————————
    0,5 euro zysk brutto (przed opodatkowaniem)

    Ta sama firma sprzedaje swojej firmie-córce, nazwijmy ją XYZ Pologne ten sam
    towar od tego samego zachodniego producenta po cenie 3,5 euro na bazie
    Ex Works producent, tzn. źe XYZ Pologne musi na własny koszt odebrać towar
    z Zachodu, który sprzeda w Polsce po cenie 4 euro.
    Kalkulacja XYZ Pologne:

    4 euro sprzedaż
    0,5 euro koszty manipulacyjne, transport
    3,5 euro zakup od XYZ Centrala
    ———————————————————–
    0 zysk (brak podatku w polskim skarbie państwa)

    A jak na tym wychodzi XYZ Centrala

    3,5 euro sprzedaż do XYZ Pologne
    1 euro koszt zakupu u producenta
    – koszty manipulacyjne minimalne, transportu nie ma
    ————————————————————————
    2,5 euro zysk brutto (podatek płacony we Francji)

    i o to chodzi.

    Wpuszczenie tu takiej masy zachodnich marketów to największy błąd zaraz po
    sprzedaniu sektora bankowego.
    Co wniósł do Polski np. Makro Cash, który stawia prowizoryczne budowle, jakieś
    składane hale. I to jest inwestycja. Alle kasa jest. Nie wiem jak teraz, ale w latach
    90-tych byli pod względem obrotu w pierwszej dziesiątce firm prywatnych.

    Wykorzystywanie pracowników to efekt słabości polskich związków zawodowych,
    którym niechętne były wszystkie rządy RP (z wyjątkiem rządu PISu). a i na naszym portalu chyba też nie za bardzo były lubiane. Zachodniacy to widzą i przeto nie liczą się z ludźmi. Trzy przykłady:
    1. Szef koncernu Jeronimo Martins zapytany o łamanie praw pracowniczych
    odpowiedział,. że powinniśmy być im wdzięczni, że zainwestowali w Polsce.
    2. W jednej firmie młodzi zachodni właściciele, kazali kobietom nosić koszulki
    z napisem „bitch”. Potem tłumaczyli, że nie rozumieli co to za słowo !!!?
    3. W jednej sieci zaczęto zwalniać tylko członków ZZ, łącznie z komisją
    zakładową. Ci ostatni podlegają ochronie prawnej.

    Takie numery oczywiście są niemożliwe na Zachodzie, ale u nas tak. Nasze elity
    nie szanują nas ani sami siebie. Na zachopdzie nikt nie pracuje w niedzielę,
    w sobotę sklepy są czynne gdzieś do południa a w inne dni powszednie czynne są do 18 godz, a tylko jednego dnia do 20 godz.

    Spuentuje to tak jak niedawno. Pewnie 90-80% ludzi w Polsce zgodzi się ze mną
    a potem pójdzie głosować na to samo towarzystwo wzajemnej adoracji.
    Karuzela kręci się nadal.

    • Świetny post. Z jednym się tylko nie zgadzam, mianowicie na wybory pójdzie najwyżej 30-40 %. Reszta w dniu wyborów pójdzie, ale najwyżej na piwo (z któregoś ze sprywatyzowanych browarów). Co do samego słowa „prywatyzacja”: O tym, w jak kuriozalny sposób używa się u nas tego słowa, niech zaświadczy „prywatyzacja” TP S.A., kiedy to nabywcą „prywatyzowanej” firmy był francuski, wówczas państwowy France Telecom…

      • Avatar wute

        Zgadzam się, pójdzie max. 50-40%.
        Sama prywatyzacja TP to następne kuriozum. Nikt w Europie
        oprócz outsiderów nie sprzedaje swojego Telekomu bo to
        złota kura.
        Kiedy Berlusconi powiedział, że chce kupić niemiecki Telkom to
        Schroeder powiedział: po moim trupie.

    • P.S. A propos tego kolesia z Jeronimo Martins. Gdybym usłyszał taki tekst, odparłbym, że nikt normalny nie liczy na wdzięczność innych za to, że dba o swoje własne interesy. Więc jeżeli uważa się za normalnego na umyśle, to niech nie opowiada głupot. No, chyba że Jeronimo Martins zajmuje się bezinteresownym dawaniem pracy, a sprzedaż różnych towarów to tylko tak „przy okazji”. :-)

  • I na koniec, taka polska dygresja w odniesieniu do przytoczonego przez Prof. Mbewe powiedzenia, że mając otwarte usta nie należy mieć pretensji do much, gdy te zaczną w nich harcować. Chodzi mi o panoszące się u nas zagraniczne sieci hipermarketów i skutki tego stanu rzeczy. O ile na takiej Litwie, w Czechach czy na Węgrzech nie brak rodzimych sieci handlowych, o tyle w Polsce jest ich jak na lekarstwo – zaskakująco mało w jednym z większych krajów UE. Te, które jak Stokrotka czy Piotr i Paweł próbują konkurować z zachodnimi sieciami, są zwyczajnie dyskryminowane. Jak o się odbywa? Otóż francuska sieć we Francji płaci spore podatki (z tego, co wiem sięgają 65 – 70% zysku, tymczasem w Polsce nie płaci nic albo jakieś śmiechu warte kwoty, bo wykazuje straty lub minimalne zyski. A o ile rodzimego biznesmena skarbówka prześwietli jak Roentgen, o tyle „zagraniczniaków” nie śmie niepokoić (nie wiem jak jest teraz, ale w latach 90-tych takie np. Makro albo Geant miały 3-letnie wakacje podatkowe mimo, że NICZEGO u nas nie wytwarzały!).
    We Francji czy w Niemczech hipermarket płaci pracownikom 1500 euro / miesiąc, w Polsce ledwo trochę powyżej najniższej krajowej (1100 – 1400 zł w zależności od rodzaju pracy lub tego, w jakiej sieci kto pracuje). W dodatku niszczy drobną konkurencję. Wystarczy, że powstanie jakiś Carrefour, Tesco albo Kaufland, a cała okolica zaczyna przypominać handlową pustynię. Ale nie to jest najgorsze, najgorsze, że państwo tu i ówdzie usuwa straganiarzy, bo… „psują ładny wizerunek ulic”. Koń by się uśmiał. A latające torebki z logo hipermarketów i walające się wszędzie śmieci, flachy i psie g***a to niby go nie psują?! To nic innego jak powtórka z walki ze „spekulantami” z lat 80-tych plus podobna odrażająca nagonka medialna na tych dzielnych, ostatnich Mohikanów wolnego polskiego handlu! Czyżby robota na zlecenie? Wszystko wskazuje, że tak! To pokazuje skalę moralnego upadku, służalczości, swoistej afrykanizacji naszych tzw. elit (tu przepraszam co bardziej uczciwych afrykańskich przywódców za to porównanie)…
    Produkty we Francji, Belgii czy w Niemczech są na ogół tańsze niż w Polsce i z reguły o wiele lepszej jakości: żadnej tam przeterminowanej kawy czy parchatej sałaty. Byłem na Zachodzie, kupowałem tam różne artykuły, więc coś o tym wiem. Poza tym mam tam krewnych, znajomych i mają oni wnioski podobne do moich. We Francji za mobbing i zmuszanie kasjerki do pracy w pampersach każdy pracodawca czy kierownik zapłaciłby milionowe odszkodowania, za to można trafić do więzienia. W Polsce człowieka można zeszmacić jak się chce korzystając z tego że nie ma pracy, nie ma zasiłków, trudno się odwołać do sądu pracy bo sprawa trwa latami, a za co ma np. 35-letnia matka żyć w tym czasie? Pracować w innym markecie? A kto jej da wolne, żeby mogła pójść do sądu pracy. Ktoś powie, to niech założy własnądziałalność? OK, tylko jest „drobny szczególik”: z czego taka osoba zapłaci obowiązkowy ZUS i inne opłaty wstępne? Do tego mamy zagmatwane prawo, które w dodatku zmienia się jak w kalejdoskopie, a rodzimy pracodawcy i pracownicy muszą z płaconych podatków utrzymywać rosnącą rzeszę urzędników żłopiących kawę – czyżby to ostatnie było przyczyną ostatnich wzrostów cen kawy na regałach hipermarketów? ;-)
    We Francji i Niemczech hipermarkety o dziwo notują zyski, a w Polsce ich zarządy płaczą, że ledwo wiążą koniec z końcem. Skoro tak im źle, to po kiego czorta tu jeszcze robią interesy? Ano dlatego tu są, że robią kokosowe interesy, bo gdzie znajdą jeszcze drugich takich jeleni i sprzedawczyków jak tu?! Cała ta tzw. III RP słynie w świecie z tego! Jakieś 10 lat temu jeden przypadkowy Turek, nazwiskiem Vahap Toy, przyjechał do Polski i chciał budować lotnisko koło Białej Podlaskiej, ze Skarbem Państwa w roli żyranta. Chodziło o jakieś 6 mld złotych. Nie pojechał z tym do Ruskich, na Ukrainę czy do Rumunii ale akurat do nas. Nie udało mu się chyba tylko dlatego, że nie do końca znał nasze obyczaje, nie odbył z nikim rozmowy na cmentarzu i nie włączył do interesu jakiegoś ustawionego Mira albo Zdzicha.
    Tak nas widzą inni i z tego korzystają, podobnie jak to robią Chińczycy i Zachód w wielu krajach Afryki. Nawiązując do powiedzonka Pana Mbewe, jeśli jakiś głupek całe życie chodzi z otwartą gębą, to jak ma w niej nie być much itp. paskudztwa?

  • Interesujący wykład Pana Richarda Mbewe. Dużo ciekawych spostrzeżeń, przeplatanych dawkami humoru. Przyznam, że gdy mówił o hodowli kur w wybudowanych przez NRD-owców wieżowcach w Luandzie, to zwyczajnie parsknąłem śmiechem. Te blokowiska były chyba równie dostosowane do tamtejszych realiów jak tzw. demokratyczne instytucje. Dają tu do myślenia uwagi Pana Richarda Mbewe o niedostosowaniu demokracji w zrozumieniu zachodnim do afrykańskich realiów, rodzącym patologie w rodzaju „butelki piwa za głos”. W tym kontekście trochę naiwne wydaje się kojarzenie przez wielu z nas słowa „demokracja” z jej liberalną mutacją w wydaniu europejsko-amerykańskim. Dlatego, że media nas przyzwyczaiły? Cóż, w czasach komunizmu też nas przyzwyczajano, np. to tego, że Wschodnie Niemcy są „demokratyczne”, a zachodnie – tylko „federalne”. Demokracja ludowa, demokracja liberalna… Jedno jest pewne: papier jest cierpliwy i przyjmie wszystko.
    Natomiast nie do końca zgadzam się z uwagą, że Afrykanie uciekają z Afryki z braku pracy. Polacy uciekali z PRL mimo, że pracy było tu aż w nadmiarze. Gdy ktoś nie mógł znaleźć, to już mu urzędnicy znaleźli. Czy to nie raczej poczucie beznadziei w swoim kraju wypycha Arabów i Afrykanów z ich krajów? Do tego zagwarantowany socjal w takiej Francji czy Holandii? Byłem na Zachodzie i widziałem, jak ci Afrykanie pracują. Mam na myśli np. Kongijczyków w Brukseli, całymi dniami pętają się bez celu, piją piwo, śmiecą, biją żony, biją się między sobą, płodzą dzieci utrzymywane z podatków nakładanych przez panstwo na miejscowych… U siebie nauczyli się, że pracować się nie opłaca, bo słabo płacą, bo państwo oszukuje, bo to, bo tamto. A w Europie za nic-nie-robienie dostają pieniądze gdy tylko załapią się na status uchodźcy. Czy francuskie lub belgijskie państwo nie mogłoby w zamian za zasiłek wymóc na nich, by chociaż raz w tygodniu sprzątali ulice? Ot, żeby chociaż nauczyć ich, że pieniądze to wynik pracy?
    Pan Marek (nie zrozumiałem nazwiska), podobno ekonomista, który zabrał głos około 1:10:00 smęcił o piractwie, o centralnie sterowanym kursie juana itp. Słysząc tę pustą demagogię aż chciałoby się mówiącemu przypomnieć (lub go oświecić, bo może facet nie wie? ;-)), jak to było z kursem złotówki za Balcerowicza: 9500 zł za 1 USD, kurs sztywny jak nie powiem co! Albo o Argentynie z lat 90-tych, gdzie neoliberalnym „reformom” przeprowadzanym pod dyktando BŚ i MFW przez szereg lat towarzyszył zabójczy dla argentyńskiej wytwórczości sztywny kurs 1 USD = 1 peso. Dobrze, że przerwano bezsensowny 3 czy 4-minutowy monolog Pana Marka. Jak stwierdził Pan Mbewe: wszystkie kraje Azji, które awansowały do 1 ligi gospodarczej stosowały te metody, które obecnie stosują Chiny. Pomijam tu milczeniem metody, jakimi wcześniej wzbogaciły się kraje Zachodu, zwłaszcza niegdysiejsze potęgi kolonialne.
    Nie do końca zgadzam się z wnioskiem Pana Sergiusza Prokurata, jakoby Europejczycy czuli się skrępowani, zawstydzeni swoją kolonialną przeszłością w Afryce. Niektórzy być może. Ale czy Francuzi czuli się skrępowani utrzymując w Afryce całkiem pokaźne siły wojskowe? Albo gdy stworzyli strefę walutową franka CFA?
    Co do braku nawyków przedsiębiorczości w Afryce, o czym wspomniał Pan Prokurat, jest to jeden z głównych problemów tego kontynentu. O ile bowiem kwitnie uliczny handel, o tyle grup kapitałowych, banków czy koncernów o afrykańskim rodowodzie – jak na lekarstwo. Jeśli taka firma ma siedzibę np. w Nigerii, Ghanie czy Kenii, to zwykle na jej czele stoi jakiś Arab, Hindus albo inny nie-Afrykanin (wyjątkiem są przedsiębiorstwa państwowe, gdzie „sami swoi”). Afrykański biznes nie ma chyba ani woli ani wizji działania. Afrykanie często zachowują się jak dzieci znudzone zabawką. Można to zauważyć nie tylko w zmienianiu partnerek i partnerów seksualnych jak rękawiczki (niech Pan Mbewe wybaczy mi te uwagi, ale nie ma sensu udawać, że problem AIDS w Afryce Subsaharyjskiej wziął się znikąd). Takie postawy widać także właśnie w biznesie. Zainteresowanych tematem odsyłam do książki brytyjskiego doradcy biznesowego Petera Biddlecombe’a pt. „Podróże z teczką”, napisano ją jakieś 2 dekady temu, ale nie sądzę, by tam coś znacząco się zmieniło.

  • Bardzo interesująca refleksja na temat tego spotkania.
    Jedna uwaga. Chiny jeszcze w XIX w. wytwarzały ca. 30% światowego PKB, więc
    z pewnością nie były „zacofane.. ..w nie mniejszym stopniu niż Afryka”.

  • Znalazłem chwilę wolną, aby obejrzeć spotkanie – podzielę się moimi odczuciami:
    Pani Palonka wypowiadała nieco kulturalniej popularny pogląd: „a bo murzynom to się robić nie chce”. Jak wiadomo Afrykańczycy nie słyną z chęci do pracy, ale nie powinno się formułować takich tez bez wcześniej analizy przyczyny takiego stanu, bo może prowadzić to do złych wniosków. Oceniając Afrykę, a zwłaszcza porównując ją z Dalekim Wschodem (nie mówiąc o Zachodzie) zapominamy, że Afryka przed kolonizacją była zacofana nie tylko pod względem technologicznym, ale i mentalnościowym. Chiny, chociaż zacofane w XIX w. w nie mniejszym stopniu niż Afryka miały za sobą 4000 lat cywilizacji – potężny fundament do budowania potęgi w przyszłości. Jakie fundamenty w chwili uzyskania niepodległości miała wspominana Zambia ?
    Brak prawa własności (interesujący przypadek Kenii), system plemienny, 100 osób posiadających wyższe wykształcenie i to co pozostawili kolonialiści. Nie oczekujmy, że wybudujemy dom tej samej wysokości na piasku i na skale.
    Innym słowem uwarunkowania kulturowy Afryki NIE POZWALAJĄ na rywalizację z państwami, których państwowość trwa tysiąc lat lub nawet więcej.
    Afrykańczycy nie potrzebują akcji charytatywnych tylko zmianę
    mentalności o czym wspomina pan Mbewe w 68 minucie spotkania. Tą zmianę mentalności mogą właśnie przynieść Chińczycy.
    Pewnym ograniczeniem spotkania był mimo wszystko fakt, że językiem ojczystym pana Mbewe nie jest polski i nie umiał wyrazić swoich niejednokrotnie bardzo trafnych refleksji (których ze względu na dużą objętość materiału nie jestem w stanie wymienić, do czego zabiorę się większej ilości wolnego czasu) w bardziej wyrafinowany sposób. Tak więc forma wypowiedzi kiepska, ale treść wartościowa. Mam nadzieję (a czasami niestety odnosiłem takie wrażenie), że zarówno obecni na spotkaniu jak i widzowie nagrania na youtube nie dokonali oceny na tej podstawie, tak samo jak nie ocenia się książki po tytule, a prezentu po opakowaniu.

    95 minuta: bardzo słuszna myśl pana Prokurata, w pełni ją podzielam

    Dziękuję CSPA za zorganizowanie tego spotkania. Niestety refleksja pana Pyffla nt. mediów masowych jest słuszna i jestem skazany na czytanie Was :)

Pozostaw odpowiedź