Artykuły,Publicystyka

S. Sienkiewicz: Niepodległość Timoru Wschodniego – sukces czy porażka?

Timor Wschodni jest terytorium, które do dzisiaj budzi zainteresowanie wśród badaczy ze względu na skumulowanie wszelkich problemów dotyczących byłych państw kolonialnych, a mianowicie krwawych przewrotów, nieodpowiednio dostarczanej pomocy humanitarnej oraz nadmiernej eksploatacji przez inne podmioty. Co ciekawe kraj padł również ofiarą sąsiedniej Indonezji, która wyposażona w podobne doświadczenia nie zawahała posunąć się do wieloletniej, potępianej przez świat zachodni okupacji. Mimo trudnej przeszłości Timor rozważa dziś świadome włączenie się w struktury państwowe dominującego sąsiada. Biorąc pod uwagę ostatnie donosy medialne warto zastanowić się, czy niepodległość Timoru Wschodniego, z perspektywy czasu, jest sukcesem czy też porażką.

Wyspa Timor znajduje się na wschodnim krańcu łańcucha Małych Wysp Sundajskich w Archipelagu Malajskim i ma powierzchnię 14 tysięcy km2 i populację liczącą ok. 800 000 tysięcy osób. Dzieli się ona na indonezyjski Timor Zachodni ze stolicą w Kupangu oraz Timor Wschodni (Timur Leste) z miastem Dili. Część należąca do Indonezji jest jednym z najbiedniejszych obszarów archipelagu, jednak wciąż bardziej rozwiniętym niż wschodni sąsiad, gdzie wciąż brakuje podstawowej infrastruktury, a ceny odstraszają turystów i przyciągają jedynie pasjonatów. Religią dominującą jest katolicyzm, przekazany przez Portugalczyków, jednak często spotykane są jego synkretyczne odmiany z domieszką animizmu oraz szamanizmu. Językami urzędowymi są portugalski oraz tentu.

Wyspa pierwotnie byłą zamieszkana przez Malajów, Polinezyjczyków oraz potomków Papuasów. Podobnie jak w pozostałych miejscach archipelagu, terytorium Timoru charakteryzowała dominująca struktura klanowa z dużym zróżnicowaniem etnicznym, językowym i religijnym. Obszar ten wzbudził zainteresowanie kolonizatorów ze względu na duże zasoby drewna sandałowego oraz kawy. Początek kontaktów z obcymi państwami miał miejsce w XVI wieku, kiedy na wyspie pojawili się Portugalczycy, którzy po zdobyciu cieśniny Malakka w 1511 roku rozpoczęli intensywną penetrację regionu zakładając misje oraz faktorie handlowe. Jednak pretensje do terytorium zgłaszali również Holendrzy, którzy stopniowo wzmacniali swoją dominującą pozycję w regionie. W 1860 roku kolonizatorzy podzielili wyspę na dwie części – zachodnia przypadła w udziale Holandii, natomiast wschodnia Portugalii. Rozbiór ten nie obył się bez wzajemnych pretensji, a spory dotyczące granicy rozstrzygnął dopiero Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze w 1914 roku.

W XX wieku zaczęły ujawniać się efekty zbyt mocnej eksploatacji wyspy, która powoli przestawała przynosić spodziewane dochody opierające się na eksporcie sandałowca. Świat rozwijał się gospodarczo, a rewolucje przemysłowe przynosiły nowe rozwiązania zarówno w sensie technologicznym, jak i społecznym. Tymczasem w niemal odciętym od świata Timorze wciąż opierano się na tradycyjnych metodach pracy, co stawało się coraz bardziej kosztowne dla Portugalczyków, dla których inwestycje w tak odległym i trudnym rejonie przestały być opłacalne. Do pogarszającej się sytuacji dołożyła się II wojna światowa, czyniąc obszar terytorium niszczących działań wojennych Australijczyków i Japończyków. Po zakończeniu konfliktu, mimo tendencji do przyznawania niepodległości byłym koloniom, Portugalia pod dyktatorskimi rządami Salazara wciąż utrzymywała Timor Wschodni pod swoimi auspicjami, natomiast część zachodnia weszła do Indonezji po rewolucji niepodległościowej przeciwko Holendrom.

Na początku lat 70. XX wieku Timor Wschodni był jednym z najbardziej zacofanych i biednych obszarów w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie na porządku dziennym były choroby, brak higieny, mieszkań oraz praktycznie zupełny brak instytucji państwowych. Analfabetyzm sięgał 95%, brakowało także elity politycznej wykształconej na zagranicznych uniwersytetach bądź doświadczonych przywódców. Społeczeństwo kierowało się przede wszystkimi prawem zwyczajowym, rytuałami oraz obyczajami przodków, co pogłębiało zacofanie terytorium. Przełom miał nastąpić po rewolucji goździków w 1974 roku, gdy upadł rząd autorytarny w Portugalii i nadano koloniom prawo do samostanowienia.

W związku z powyższym w państwie zaczęły powstawać ugrupowania polityczne – UDT (Demokratyczna Unia Timoru) opowiadała się za związkiem z Portugalią i stopniowym poszerzaniem autonomii aż do odzyskania niepodległości. Jej członkami byli przede wszystkim przedstawiciele nielicznie, timorskiej elity, czyli właściciele ziemscy, potomkowie Portugalczyków oraz przywódcy plemienni. Drugą najważniejszą partią była ASDT (Socjaldemokratyczny Związek Timoru), która domagała się natychmiastowego uniezależnienia od zwierzchnictwa europejskiego państwa. Reprezentowali ją przede młodzi ludzie z antykolonialnym nastawieniem, odwołujący się do idei socjalistycznej, a jednym z liderów ugrupowania był José Ramos-Horta. Natomiast najbardziej radykalnym ugrupowaniem stał się FRETILIN (Rewolucyjny Front Niepodległego Timoru Wschodniego).

W sierpniu 1975 roku UDT dokonała zamachu stanu zajmując w krótkim czasie najważniejsze punkty w Dili, stolicy Timoru Wschodniego. W tej sytuacji FRETILIN nie pozostał bierny, a jego nowopowstałe siły paramilitarne rozpoczęły odbijanie wyspy. Motywy przeprowadzenia zamachu stanu nie były do końca jasne, bowiem z jednej strony następowało stopniowe osłabienie pozycji UDT, z drugiej partia znalazła się pod wpływem indonezyjskich doradców, którzy przekonywali o zagrożeniu rozprzestrzenienia komunizmu przez FRETILIN. Wbrew skomplikowanej sytuacji, wbrew Portugalii oraz Indonezji, 28 listopada 1975 roku proklamowano niepodległość Demokratycznej Republiki Timoru. Ta druga była przeciwna niezależnemu Timorowi Wschodniemu, a ponadto, w ramach obsesyjnej walki z komunistami, obawiała się działań lewicującego FRETILIN. Opinię tę podzielali również Henry Kissinger oraz Gerard Ford, którzy nie zakładali pojawienia się sojusznika Związku Radzieckiego i Chińskiej Republiki Ludowej u progu Australii. Amerykanie dali Indonezyjczykom ciche przyzwolenie na inwazję.

Źródło: flickr.com

Źródło: flickr.com

Dnia 7 grudnia 1975 roku armia indonezyjska rozpoczęła zaplanowaną i skrupulatnie przygotowaną akcję. Timor był już wcześniej intensywnie inwigilowany przez indonezyjskie służby specjalne a w mediach przetoczyła się kampania propagandowa, według której interwencja miała uspokoić nastroje zrodzone w wyniku wojny domowej. Miejscowi odpierali atak poprzez partyzantkę (FALINTIL), która podjęła starania zbrojnej walki z okupantem. Prawnie usankcjonowana aneksja Timoru Wschodniego miała miejsce 15 lipca 1976 roku, kiedy parlament indonezyjski przegłosował włączenie okupowanego terytorium do Republiki Indonezji na zasadach prowincji. W związku z tym zdelegalizowano tam wszelkie nieprzychylne partie polityczne oraz utworzono rząd tymczasowy złożony z kolaborantów. Odizolowana od świata wyspa stała się polem brutalnej pacyfikacji miejscowej ludności cywilnej oraz partyzantki przez armię indonezyjską, która czuła się bezkarna. Szacuje się, że zginęło wtedy ok. 200 tysięcy osób, co z perspektywy historycznej postrzegane jest jako ludobójstwo.

Upadek Związku Radzieckiego i odwrót od dwubiegunowej wizji świata przyczyniły się do zmiany nastrojów na Timorze Wschodnim. Opinia publiczna coraz bardziej zaczęła interesować się wydarzeniami na tym terytorium, poczynając od tzw. masakry na cmentarzu w Santa Cruz, która miała miejsce 12 listopada 1991 roku. Odbyła się ona podczas pogrzebu młodych Timorczyków, zabitych kilka dni wcześniej przez Indonezyjczyków, co przekształciło się w niepodległościową demonstrację. Zginęło 250 osób, a kilkaset zostało rannych, jednak wydarzenie mocno przyczyniło się do podbudowania tożsamości obywateli. Kolejnym ważnym krokiem było nagłaśnianie spraw Timoru na arenie międzynarodowej przez José Ramosa Hortę, który za swoje działania otrzymał, wraz z biskupem Ximensem Belo, Pokojową Nagrodę Nobla w 1996 roku. Świat był coraz bardziej świadomy okrucieństwa indonezyjskiej okupacji i stawał się podejrzliwy wobec działań przez nią prowadzonych, tym bardziej, że jej panowanie na tym terytorium chyliło się ku końcowi. Przyczyniły się do tego przede wszystkim kryzys ekonomiczny w Azji Południowo-Wschodniej pod koniec lat 90-tych oraz obalenie Suharto. Jego następca, Jusuf Habibie, mimo bliskości z byłym dyktatorem, zarządził referendum niepodległościowe w Timorze Wschodnim. Przeprowadzono je w sierpniu 1999 roku pod okiem ONZ, a 78,5% mieszkańców opowiedziało się za niezależnością od Indonezji. Wynik ten, mimo że nie był dużym zaskoczeniem dla Indonezji, sprowokował ataki przeciwko Timorczykom. Jednak tym razem presja międzynarodowa była zbyt silna i na obszar sporny wkroczyły siły ONZ INTERFET (International Force for East Timor) składające się w większości z żołnierzy australijskich i nowozelandzkich. Ustalono przejściową administrację, która przekazała władzę właściwemu rządowi Timoru Wschodniego 20 maja 2002 roku. Tę datę uważa się za ostateczne uzyskanie niepodległości przez państwo.

Mimo wszystko, rola ONZ w konflikcie na Timorze Wschodnim pozostaje kwestią kontrowersyjną. Organizacja miała pomóc krajowi w podniesieniu się po kolonializmie i indonezyjskiej okupacji, ochronie przeciwko ewentualnym sabotażowi ze strony Indonezji czy sprowadzeniu osób przebywających na uchodźstwie. Tymczasem obecność zagranicznych żołnierzy stała się pewną formą neokolonializmu, gdzie osoby z szeroko pojętego zachodniego świata nie zapewniały edukacji miejscowej ludności, ale krytykowały ją za brak wiedzy oraz słabo angażowały się w organizowanie lokalnej administracji. Timorczycy ponownie musieli stanąć oko w oko z rzeczywistością, gdzie zostali niejako zmuszeni do podporządkowania się i zawierania niekorzystnych dla siebie układów, co w negatywny sposób wpłynęło na kształtowanie się demokracji oraz elit politycznych. Obecność wysłanników ONZ niosła za sobą również negatywne skutki społeczne m.in. w kwestii traktowania kobiet. Podobnie jak na Filipinach, gdzie obywatelki były wykorzystywane przez amerykańskich żołnierzy, tak na Timorze wraz z wejściem misji stabilizacyjnej liczba domów publicznych wzrosła z czterech do około sześćdziesięciu. Podtrzymywało to przedmiotowy status płci żeńskiej, która była ofiarą nie tylko konfliktu, ale także kultury i tradycji.

Odzyskanie niepodległości przyniosło także chęć wyjaśnienia i osądzenia winnych zbrodni ludobójstwa w latach 70-tych, co spotkało się z biernością społeczności międzynarodowej – Indonezja nie chciała wziąć za to odpowiedzialności, natomiast państwa zachodnie nie chciały się jawnie jej przeciwstawiać, ponieważ powoli wyrastała na znaczącego gracza w regionie. Dopiero w sierpniu 2005 roku ustanowiono wspólną, timorsko-indonezyjską Komisję Prawdy i Przyjaźni, która miała zajmować się zbadaniem indonezyjskich zbrodni i naruszeń praw człowieka z czasów okupacji. Jednak raport opublikowany w 2008 roku nie objął pierwszych 20 lat okupacji, co rzuciło cień na sens całego przedsięwzięcia i spotkało się z krytyką ze strony wielu broniących praw człowieka organizacji pozarządowych. Próbowano również rozwikłać kwestię Timor Gap Zone of Cooperation Treaty, czyli umowy zawartej między Australią a Timorem Wschodnim, która dokonała nierównego podziału złóż na obszarze morskim znajdującym się między tymi państwami. Timorczycy wyrazili chęć renegocjacji umowy, bowiem została ona podpisana w niejasnych okolicznościach, a na dodatek potwierdzono, że Australijczycy posunęli się do nielegalnych metod (szpiegostwo, podsłuchy) w celu osiągnięcia lepszych warunków. W związku z tym 17 grudnia 2013 roku Timor złożył skargę do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, który przyznał rację powodowi.

Nie lepiej przedstawiała się sytuacja wewnętrzna, gdzie miały miejsce napięcia między żołnierzami ze wschodniej oraz zachodniej części państwa, co miało związek z czasami okupacji, kiedy to zachód (loromon) był uważany za bardziej proindonezyjski niż wschód (lorosae). W pierwszych wyborach w 2002 roku zwyciężył FRETILIN, który stanął przed zadaniem przygotowania ustawy zasadniczej. Urząd prezydenta na pięcioletnią kadencję objął Xanana Gusmao, który otrzymał zdecydowaną większość głosów. W 2007 roku zastąpił go timorski bohater José Ramos-Horta, który nieoczekiwanie przegrał w 2012 roku z Taur Matan Ruakiem, zwolennikiem silnego rządu oraz pobudzenia ekonomicznego państwa. Mimo prób uspokojenia sytuacji i trzymania się zasad demokratycznych w 2006 roku ponownie wybuchły zamieszki, w których zginęło kilkadziesiąt osób, spalono kilka tysięcy domów, a ok. 150 tysięcy osób musiało opuścić swoje miejsce zamieszkania. Spowodowane były one przede wszystkim tarciami wewnętrznymi między policją, armią, a coraz bardziej sfrustrowanymi mieszkańcami. Niepokoje te doprowadziły do ponownego zaangażowania ONZ, którego misja powróciła do Timoru Wschodniego 25 sierpnia 2006 roku pod nazwą UNMIT, czyli Zintegrowanej Misji Narodów Zjednoczonych w Timorze Wschodnim. Terytorium opuszczono dopiero 31 grudnia 2012 roku.

Timor Wschodni wciąż znajduje się w czołówce najbiedniejszych państw świata, jednak rząd stara się wdrażać jak najwięcej inwestycji. Szczególnej troski wymagają przede wszystkim infrastruktura (brak dróg daje się mieszkańcom we znaki), odpowiedni poziom edukacji oraz poprawa służby zdrowia. Coraz więcej inwestorów w Dili pochodzi z Indonezji, co pokazuje, że historyczne wydarzenia powoli odchodzą w niepamięć. Ponadto sąsiednie państwo stara się promować wejście Timoru w skład ASEAN, czemu sprzeciwiają się inni członkowie uważając go za zbyt mało rozwinięty kraj. Poza stolicą wciąż powszechne są głód, bieda (1/3 populacji żyje w tym stanie), analfabetyzm (sięgający 50%) oraz bezrobocie (utrzymuje się na poziomie około 70%). Państwo nie uniknęło również problemów typowych dla młodych demokracji postkolonialnych, czyli wykorzystywania złej sytuacji gospodarczej przez nieliczne grupy interesów. Bogactwo niektórych elit wręcz kłuło w oczy, jak przypominający pałac dom minister finansów Emilii Pires. W pierwszych latach niezależności zaczęła szerzyć się biurokracja, na milion mieszkańców przypadało 55 ministrów, a 30% rocznego budżetu państwa szło na ich pensje oraz emerytury, które można było otrzymywać już po pięciu latach pracy. Co ciekawe, osoby na tych stanowiskach często były oskarżane o udział w morderstwach czy przestępstwach seksualnych. Mimo to, Timor pozostał demokracją, a obecny prezydent i premier mocno walczą z korupcją i żyjącymi w przepychu oficjelami.

Z biegiem lat Timor Wschodni stał się lekko niewygodny dla państw zachodnich, a powszechny, międzynarodowy entuzjazm związany z odzyskaniem niepodległości minął. Powodów można szukać przede wszystkim w dwóch kwestiach: po pierwsze, w bogactwie obszaru w zasoby naturalne, a po drugie w dowodach na kompromitację ONZ. Ze złóż naturalnych korzystali najwięcej Portugalczycy, Japończycy oraz Australijczycy, a przemysł naftowy wykreował bardzo niewiele posad dla miejscowych. Prognozy nie są optymistyczne, bowiem szacuje się, że ropa w Timorze może skończyć się w ciągu 15 lat, co z pewnością mocno uderzy w gospodarkę, gdzie eksport ropy i gazu stanowią ok. 90% generalnego eksportu. Natomiast jeżeli chodzi o ONZ to tworzono raporty mówiące o sukcesie misji, jednak powszechnie było wiadomo, że nie przedstawiły rzeczywistych rezultatów. Sytuację w państwie wykorzystali Chińczycy, którzy zaczęli inwestować w rybołówstwo oraz infrastrukturę, co było świetną decyzją strategiczną i pozwoliło im umocnić się w regionie.

Ostatnimi czasy na zapomniany Timor Wschodni znów zaczął wzbudzać zainteresowanie. Głównym powodem były rzekome słowa premiera Gusmao, które miały paść podczas jego wizyty w indonezyjskiej Surabayi w październiku 2014 roku, jakoby państwo rozważa dobrowolne włączenie się w struktury Indonezji.  W tamtejszych mediach rozpętała się burza, jednak należy wziąć pod uwagę, że wielu obywateli jest zawiedzionych niepodległością i z zazdrością zerka na coraz szybciej rozwijającego się sąsiada. Brak wystarczającego wsparcia na arenie międzynarodowej, źle dostarczana pomoc przez organizacje pozarządowe oraz wewnętrzne niesnaski spowodowały, że Timor nie do końca poradził sobie z odpowiedzialnością, jaka na niego spadła. Nadzieją dla mieszkańców stał się nominowany w lutym 2015 roku premier, Rui Maria de Araújo, który energicznie zajął się umacnianiem pozycji państwa na świecie oraz reformami gospodarczymi. Niestety większość działań nie wychodzi poza sferę zapowiedzi, a inwestorzy zagraniczni niechętnie patrzą na wyspę i wolą prowadzić działania w bardziej pewnych państwach Azji Południowo Wschodniej. Dlatego też, mimo wielu kontrowersji, przyłączenie się do Indonezji mogłoby stać się dla kraju szansą na rozwój. Pytanie, czy zaszłości historyczne i duma Timorczyków pozwolą na takie rozwiązanie.

Simona Sienkiewicz

BIBLIOGRAFIA

Tanter R., Selden M., Shalom S. R., Bitter flowers, sweet flowers: East Timor, Indonesia and the world community, Rowman & Littlefield Publishers, Sydney, 2001.

Kingsbury D., Challenges of Constructing Postcolonial Unity: Timor-Leste as a Case Study, „Asian Politics and Policy”, t. 4, nr 1, styczeń 2012,s.  15-32.

Robinson G., East Timor Ten Years On: Legacies of Violence, „The Journal of Asian Studies”, t. 70, nr 4, listopad 2011, s. 1007-1021.

Raport International Crisis Group, „Timor-Leste: Reconciliation and Return from Indonesia, „Crisis Group Asia Briefing”, nr 122, kwiecień 2011.

Nordquist K-A., Autonomy, Local Voices and Coflict Resolution: Lessons from East Timor, „International Journal of Minority and Group Rights”, nr 20, 2013, s. 107-117.

Robinson G., Break the rules, save the records: human rights archives and the search for justice in East Timor, Springer Science+Business Media Dordrecht, 2014.

Coleman D., East Timor – Countrywatch Review, raport CountryWatch, 2014, http://www.countrywatch.com/Content/pdfs/reviews/B384564Y.02c.pdf (dostęp: 23 marca 2015 r.).

Roszko E., Sutherland C., Introduction: nationalism in Southeast Asia, „Nations and Nationalism”, t. 21, nr 2, 2015, s. 203-208.

Kent L., Remembering the Past, Shaping the Future: Memory Frictions and Nation-Making in Timor-Leste, SSGM Discussion Paper, Australian National University, 2015.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
S. Sienkiewicz: Niepodległość Timoru Wschodniego – sukces czy porażka? Reviewed by on 12 stycznia 2016 .

Timor Wschodni jest terytorium, które do dzisiaj budzi zainteresowanie wśród badaczy ze względu na skumulowanie wszelkich problemów dotyczących byłych państw kolonialnych, a mianowicie krwawych przewrotów, nieodpowiednio dostarczanej pomocy humanitarnej oraz nadmiernej eksploatacji przez inne podmioty. Co ciekawe kraj padł również ofiarą sąsiedniej Indonezji, która wyposażona w podobne doświadczenia nie zawahała posunąć się do wieloletniej, potępianej przez

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • Gratuluję autorce. Bardzo dobry tekst.

  • Avatar Sergiusz Prokurat

    Interesujacy artykul. Raz, mam uwage czysto zdroworozsadkową – „W pierwszych latach niezależności zaczęła szerzyć się biurokracja, na milion mieszkańców przypadało 55 ministrów” – biurokracja to nie choroba, istnieje nawet w Luksemburgu czy Andorze – w tych panstwach ilosc ministrow na obywatela jest jeszcze wyzsza niz w Timorze. Dwa, Timor jest „skazany” na Indonezje. Nie musi to byc przylaczenie sie spowrotem a np. umowa o wolnosci handlu, przeplywu kapitalu, osob, towarów i uslug. W ten sposob Timor wszedlby w sklad Indonezji, pozostajac niepodlegly. Inna sprawa czy mozliwe jest to w realizacji od strony dumy Indonezyjczykow. Moim zdaniem Indonezja po negocjacjach moglaby sie na to zgodzic. Byloby to korzystne dla obu stron. Trzy, gdyby referendum przeprowadzono w wielu miejscach w Indonezji to efekt bylby taki ze mielibysmy kilka nowych panstw. Cztery, Lukasz Bonczol napisal swietne ksiazki. Nie ma o czym dyskutowac. Postaram sie nawiazac do wysokiej jakosci jego publikacji moja ksiazka o historii i przemianach w Indonezji w XIX i XX wieku, ktora ukaze sie w 2016.

    • Avatar Simona Sienkiewicz

      Biurokracja jest chorobą, jeżeli przyczynia się do szerzenia patologii – w tym wypadku duża liczba ministrów pochłaniała ogromne wydatki, na które państwo w fatalnej sytuacji ekonomicznej nie mogło sobie pozwolić. Luksemburg czy Andora stoją na zupełnie innym poziomie, dlatego mogą sobie pozwolić na utrzymanie wysoko wykwalifikowanej kadry urzędniczej z niewielkim ryzykiem nadużyć z jej strony. Co do tego, że Timor jest skazany na Indonezję absolutnie się zgadzam, przecież Indonezja jest tak luźną federacją, że z pewnością nie miałaby problemu z kwestiami etnicznymi czy religijnymi (tym bardziej, że Timor Zachodni również jest chrześcijański). Jednak obawiam się czegoś innego, a mianowicie kosztów utrzymania tej prowincji. Nie mówi się o tym oficjalnie, jednak sporo większych inwestycji w Indonezji sponsorowana jest przez bogate państwa Zatoki Perskiej czy Arabię Saudyjską, które nie kryją się z faktem, że chętniej inwestują w miejscach, gdzie znajduje się muzułmańska większość. Paradoksalnie, szansą dla Timoru mogłyby być właśnie Chiny bądź Korea Południowa, jako dogodny punkt realizacji interesów z Australią. Również bardzo cenię sobie książki Pana Łukasza Bonczola, jednak mają one świetne rozdziały, jak i takie, gdzie właściwie pokrywają z treściami znanymi wcześniej w literaturze zagranicznej i nie wnoszą niczego odkrywczego (szczególnie w książce „Zrozumieć Indonezję”, gdzie początki rządów Suharto i jego przebieg są świetną analizą, natomiast sam kres Nowego Ładu w większości przytoczeniem faktów). Nie ukrywajmy, że stanowią również niezastąpione źródło jako kopalnia bibliografii. Czekam z niecierpliwością na Pana książkę :)

  • Ja też zdecydowanie polecam więcej badań terenowych. Nauka uprawiana znad biurka nie daje pełnego obrazu rzeczywistości zwłaszcza regionów pozaeuropejskich, a Timor to szczególnie warte poznania miejsce.

  • Lukasz Bonczol juz nie zajmuje sie nauka. Zrezygnowal. Szkoda.

  • Avatar Tomasz Flasiński

    Ba. Gdybyż to szło jedynie o _timorską_ dumę. W swej świetnej i do tego unikatowej w literaturze polskiej (dlaczego nie ma jej w bibliografii?) monografii Timoru Wschodniego Łukasz Bonczol skrupulatnie udowadnia , że głównym problem było zawsze coś przeciwnego – to Indonezyjczycy nie potrafili się zdobyć na traktowanie Timorczyków jak równych sobie. Nie zostali w żadnym sensie „wkluczeni” do grona narodu państwowego – coś jak (tylko bardziej) Alzatczycy w wilhelmińskiej Rzeszy , teoretycznie „swoi” a praktycznie rządzeni żelazną ręką i przyciśnięci żołnierskim butem. Zdziwiłbym się , gdyby ostatnie piętnaście lat w czymkolwiek zmieniło to podejście potężnego sąsiada Timoru.

    • Tak, ponieważ Indonezyjczycy to jeden wielki monolit i „nie potrafili się zdobyć na traktowanie Timorczyków jak równych sobie”. Jeśli Łukasz Bonczol tak twierdził w swojej książce, to popełnił błąd początkującego indonezjanisty. Może najpierw powinien był napisać, co w ogóle rozumie pod pojęciem „Indonezyjczyka”? O wielu grupach etnicznych w samej Indonezji można byłoby powiedzieć to samo, co Pan przypisuje Indonezyjczykom, którzy nie potrafili się zdobyć na traktowanie jak równych sobie. Polecam Panu więcej badań terenowych i poznanie języka. Autorka niech dalej pisze, bo widać, że ma jakieś doświadczenie terenowe, pozaksiążkowe, tak rzadkie wśród Polaków zajmujących się Azją.

Pozostaw odpowiedź