Artykuły,Publicystyka

S. Sienkiewicz: Indonezja – kto jest odpowiedzialny za największą katastrofę ekologiczną XXI wieku?

Tegoroczne pożary w Indonezji wstrząsnęły światowym środowiskiem i stały się tematem nagłaśnianym w niemal wszystkich mediach. Z dnia na dzień państwo znane głównie ze swojej atrakcji turystycznej, wyspy Bali, stało się niechlubnym bohaterem jednej z największych katastrof ekologicznych w XXI wieku. Zapotrzebowanie na surowce, konieczne do produkcji oleju palmowego oraz papieru, okazało się cenniejsze niż bezpieczeństwo. Obecnie w regionie trwa pora deszczowa, która pozwala na efektywne wygaszanie pożarów, jednak temat znalezienia winnych wciąż pozostaje kontrowersyjną kwestią. Trudno znaleźć podmioty odpowiedzialne za tę sytuację – na arenie międzynarodowej padają wzniosłe słowa o potrzebie ponadnarodowego porozumienia ograniczającego działania korporacji, indonezyjski rząd deklaruje ostre kary, natomiast działania producentów biegną swoim torem. Można stwierdzić, że tragedia ta jest kumulacją wielu czynników, które po latach wymknęły się spod kontroli.

Wypalanie lasów deszczowych oraz niekontrolowane wybuchy pożarów nie są nowym zjawiskiem w Indonezji, bowiem sytuacja ta powtarza się corocznie od połowy lat 90-tych, a w 1997 roku spłonęło niemal 10 milionów hektarów. Tymczasem szacuje się, że w 2015 roku wypalono ok. 2,1 miliona hektarów, a od lipca, zgodnie z danymi przesłanymi przez NASA, aż 50 000 pożarów wybuchło na obszarze Sumatry, zwanej zielonymi płucami Ziemi, oraz Kalimantanu (indonezyjskiej części wyspy Borneo). Mijający rok był wyjątkowo sprzyjający dla takiego rozwoju sytuacji, bowiem kapryśne zachowanie El Niño spowodowało, że pora sucha była wyjątkowo gorąca i długa. Fatalne skutki pożarów spotęgował fakt, że paliły się nie tylko lasy, ale również torfowiska, które sięgają głęboko w glebę, więc trudno je ugasić. Są one kumulacją organicznego materiału gromadzonego przez tysiące lat, a pozostawione same sobie stanowią najbardziej efektywny pochłaniacz dwutlenku węgla, który ostatnio uwolnił się z dymem w niekontrolowanych ilościach. W październiku 2015 roku dzienne wydzielanie tego związku do atmosfery na obszarze, gdzie znajduje się ledwie połowa torfowisk, przekroczyła dzienną emisję całych Stanów Zjednoczonych. Katastrofa ekologiczna doprowadziła też do poważnych konsekwencji dla mieszkańców, bowiem przez nadmierny kontakt z trującymi gazami zginęło 19 osób, 100 tysięcy zmarło przedwcześnie, a około 500 tysięcy potrzebowało hospitalizacji w związku z infekcjami dróg oddechowych. Koszty ekonomiczne również będą ciężkie dla indonezyjskiej gospodarki i wciąż trwa dokładne szacowanie strat. Przypuszcza się, że kwota ta może wynosić od 9 do nawet 35 miliardów dolarów, co stanowiłoby 4% indonezyjskiego PKB. Te negatywne prognozy są oparte na kalkulacjach z poprzednich lat, bowiem w 2014 roku, według szacunków Banku Światowego, straty w sumatrzańskiej prowincji Riau wyniosły około 935 mln dolarów[1].

Warstwa dymu i smogu przykryła Azję Południowo-Wschodnią także utrudniając życie mieszkańcom Singapuru, Malezji oraz Tajlandii – kłopoty miały nie tylko lotniska, ale także szkoły, które zamykano z obawy przed narażaniem dzieci na szkodliwe czynniki zewnętrzne.  Jednak nie jest to tylko lokalny problem – pożary lasów są jednym z głównych powodów globalnego ocieplenia, co zostało poruszone na tegorocznym szczycie klimatycznym w Paryżu. Według informacji podanych przez Bloomberg oszacowano, że 14 października 2015 roku emisja dwutlenku węgla do atmosfery z samych pożarów wyniosła 61 megaton, czyli 97% dziennej emisji całego kraju[2]. Ogień jest również dewastujący dla miejscowej flory i fauny, a w szczególności orangutanów, panter mglistych, niedźwiedzi malajskich oraz nosorożców i tygrysów sumatrzańskich. Prezydent Indonezji, Joko Widodo, przyznał, że czuje wstyd i domaga się ukarania winnych oraz ustanowienia komisji, która maksymalnie w ciągu trzech lat dokładnie zbada sprawę. Deklaracja ta nie spotkała się ze zbyt ciepłym przyjęciem w regionie, szczególnie Malezyjczyków, którzy stwierdzili, że jest to zdecydowanie zbyt długi okres.

Indonezyjczycy używają wypalania jako metody uprawy roli od setek tysięcy lat, jednak w przeszłości pożary nie rozprzestrzeniały się tak łatwo, ponieważ zapobiegało temu wilgotne środowisko.  Natomiast w ostatnich dekadach miała miejsce manipulacja naturalną gospodarką wodną oraz wykopywanie kanałów odprowadzających wodę z torfowisk do plantacji. Spowodowało to brak możliwości kontroli ognia, który błyskawicznie rozprzestrzeniał się na suchym podłożu. W tym wypadku martwy jest przepis stanowiący o tym, że indonezyjscy chłopi mogą wypalać 2 hektary lasów rocznie na własne potrzeby. Paradoksalnie, to właśnie oni stanowią jednych z głównych winowajców ogromnych pożarów.  Potężne korporacje wykorzystują niewiedzę ludzi i w zamian za obietnice o restrukturyzacji wiosek, budowie szkół, meczetów i dróg, przekupują miejscowych, którzy stają się furtką do ominięcia zakazu o wypalaniu lasów. Szacuje się, że ten skomplikowany łańcuch dostaw obejmuje około 4 mln małych rolników, ponieważ sadzonki palm olejowych przed posadzeniem zmieniają właścicieli tyle razy, że połączenie jest praktycznie nie do wykrycia. Oficjalnie właściciele upraw przestrzegają wszelkich norm, w tym ochrony lasów oraz odpowiedzialnego zarządzania plantacjami, jednocześnie wykorzystują lokalną skłonność do korupcji. W efekcie, z pełną świadomością skutków, świadomie wzniecono tysiące pożarów, które gwarantują najtańsze oraz najszybsze pozyskanie pożądanych surowców. Wystarczy wspomnieć, że według informacji CIFOR, wypalenie jednego hektara kosztuje 7 dolarów, natomiast wykarczowanie go przy pomocy buldożerów 150 dolarów.

Źródło: flickr.com

Źródło: flickr.com

Jeżeli chodzi o rolę międzynarodowych korporacji w dewastacji naturalnego środowiska Indonezji, to jest ona niezaprzeczalna, jednak zdobycie niezbitych dowodów nie należy do łatwych zadań. Mimo to, we wrześniu miały miejsce pierwsze aresztowania, szczególnie wśród kierowników dżakarckiej firmy Bumi Mekar Hijau (BMH), która jest dostawcą dla papierniczego giganta Asia Pulp and Paper (APP). Sama korporacja twierdzi, że oficjalnie zaprzestała wypalania w 1996 roku, jednak w ramach dbania o swój wizerunek wyręcza się mniejszymi podmiotami i zmieniła model łańcucha dostaw tak, że za niekorzystne efekty dla środowiska obwiniani są drobni rolnicy. Rząd i specjalnie powołany do tego zespół prowadzą dochodzenie wobec niemal 300 firm zajmujących się plantacjami palm olejowych i drewna na papier. W efekcie, poza BMH, aresztowano jeszcze kilkadziesiąt osób i cofnięto licencję kilku lokalnym producentom m.in. PT Tempirai, PAM Resources oraz PT Waringin Agro Jaya, które operowały w Riau. Ponadto negatywne skutki tegorocznych pożarów zmobilizowały społeczeństwo indonezyjskie, które niezależnie prowadzi akcję przeciwko odpowiedzialnym za zatruwanie powietrza i niszczenie lasów.  Domaga się również bardziej zdecydowanej postawy państwa poprzez regularne kontrole korporacji (w tym pod kątem korupcji), aresztowań oraz dużych grzywien. Globalizacja nie sprzyja takim rozliczeniom, ponieważ, o ile łatwo ukarać miejscowych przedsiębiorców zaangażowanych w łańcuch dostaw, to zagraniczne firmy działają wedle różnych jurysdykcji, które wykorzystują dla własnych korzyści i unikania odpowiedzialności. Jednak w lipcu 2015 roku miało miejsce historyczne spotkanie w Genewie, które rozpoczęło proces formalizacji międzynarodowego prawa i ma na celu przynieść sprawiedliwość ofiarom przestępstw korporacji.

Indonezyjska Izba Handlowa (KADIN) już wcześniej, czyli w 2014 roku, podjęła próbę nawiązania dialogu z największymi producentami oleju palmowego, czyli Wilmar, Asian Angri, GAR, Musim Mas (posiadaczami 80% udziałów w przemyśle uprawy palmy olejowej w Indonezji). W efekcie zawiązano porozumienie Indonesian Palm Oil Pledge (IPOP), którego sygnatariusze zobowiązali się do zachowania zasad zrównoważonej produkcji, a szczególnie nie sadzenia palmy olejowej na terenach szczególnie niebezpiecznych dla środowiska w razie pożaru, czyli m.in. torfowiskach. Stany Zjednoczone poparły tę inicjatywę na szczycie klimatycznym w tym samym roku. Porozumienie okazało się świetnym krokiem pod względem promocyjnym, ponieważ winę za pożary zaczęto zrzucać na małych rolników, którzy byli jedynie trybikiem w wielkiej machinie produkcyjnej. Potwierdzają to dane z fotografii satelitarnych, gdzie we wrześniu 2015 roku wyraźnie było widać, że ponad 1/3 pożarów na Sumatrze miała miejsce na farmach, gdzie poprzez pożary rozwijano plantacje palmy olejowej oraz drewna papierniczego.

W wyjaśnianiu przyczyn katastrofy dużą rolę odgrywają międzynarodowe organizacje ekologiczne oraz dziennikarze, którzy tropią wszelkie nieprawidłowości. Przykładowo, pracownicy Greenpeace odkryli, mimo zaprzeczeń, że na Kalimantanie, w pobliżu schroniska dla orangutanów Nyaru Menteng, w świeżo wypalonej ziemi pojawiają się pierwsze sadzonki palmy olejowej. Tymczasem zgodnie z oficjalnymi informacjami żaden producent nie ma koncesji na uprawę tym terytorium. Oświadczenie w tej sprawie wydała nawet dyrekcja Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju, w którym wyraziła zaniepokojenie sytuacją oraz podkreśliła zagrożenie życia orangutanów, a co za tym idzie, zaburzenie ekosystemu na Sumatrze. W działania zapobiegawcze włączył się również ASEAN, który wspólnie z ONZ chce uruchomić międzynarodowy program zapobiegający wycince i wypalaniu lasów pod nazwą Haze-free ASEAN do 2020 roku[3].  Zaangażowanie, pod podobnymi hasłami, wyraziła również Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa, pod której auspicjami działa specjalny program Reducing Emissions from Deforestation and Forest Degradation Initiative (UN-REDD) mający na celu minimalizowanie wycinki lasów i promocję zrównoważonych upraw, szczególnie w państwach globalnego południa.

Analizując aspekty gospodarcze i ekonomiczne nie można zapomnieć o udziale społeczeństwa w wypalaniu lasów. Prawda jest taka, że większość chłopów, którzy zajmują się uprawą ziemi na Sumatrze czy Kalimantanie, ma marne wykształcenie i nie rozumie skutków swoich działań. Ludzie dopiero po czasie widzą, że oddali ziemię kosztem zdrowia swoich rodzin. Dlatego też tak ważne jest uświadamianie mieszkańców obszarów szczególnie atrakcyjnych dla potencjalnych producentów oraz rządowe inwestycje. Trudno powiedzieć czy tegoroczne pożary faktycznie coś zmienią w polityce Indonezji, jednak jest pewne, że społeczność międzynarodowa bacznie obserwuje sytuację w państwie. Wiele organizacji nawoływało do bojkotu firm podejrzewanych o przekraczanie swoich uprawnień, jednak prawda jest taka, że dopóki produkty zawierające olej palmowy będą miały niską cenę, dopóty będzie na nie wysoki popyt. Dla korporacji liczą się przede wszystkim zyski, natomiast ochrona środowiska i zbalansowane uprawy są jedynie chwytem marketingowym, który umiejętnie wykorzystują. Jednak może się okazać, że w pewnym momencie niszczenie środowiska naturalnego pójdzie o krok za daleko i nie będzie już odwrotu.

Simona Sienkiewicz

[1] http://www.worldbank.org/content/dam/Worldbank/document/EAP/Indonesia/IEQ-July14-ENG.pdf

[2] http://www.bloomberg.com/news/articles/2015-10-28/how-indonesia-s-fires-made-it-the-biggest-climate-polluter

[3] http://www.unep.org/newscentre/Default.aspx?DocumentID=26854&ArticleID=35546

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
S. Sienkiewicz: Indonezja – kto jest odpowiedzialny za największą katastrofę ekologiczną XXI wieku? Reviewed by on 15 stycznia 2016 .

Tegoroczne pożary w Indonezji wstrząsnęły światowym środowiskiem i stały się tematem nagłaśnianym w niemal wszystkich mediach. Z dnia na dzień państwo znane głównie ze swojej atrakcji turystycznej, wyspy Bali, stało się niechlubnym bohaterem jednej z największych katastrof ekologicznych w XXI wieku. Zapotrzebowanie na surowce, konieczne do produkcji oleju palmowego oraz papieru, okazało się cenniejsze niż bezpieczeństwo.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź