Komentarz eksperta

S. Prokurat: Wybory w Tajlandii w cieniu protestów

02.02.2013 r. odbyły się wybory w Tajlandii. „To ważny dzień”, mówiła premier Yingluck Shinawatra. Jej słowa to jednak przesada. Po wyborach nic się nie zmieni, zarówno jeżeli chodzi o układ sił, jak i stanowisko protestujących.

Wybory odbyły się bez większych incydentów. Trudno aby było inaczej, skoro lokale wyborcze w całej Tajlandii chroniła armia policjantów licząca 150 tys. osób. Do tego doszło wojsko, które niechętnie, dodajmy, również pilnowało nastrojów. Prawie 10 tys. żołnierzy czuwało nad spokojem w ostatni weekend. Co ciekawe, co ucieka wielu analizom, wyborów nie udało się przeprowadzić sprawnie i w sposób kompletny. Choć 90 proc. okręgów wyborczych w Tajlandii gromadziło głosy, to brakujące 10 proc. lokali było zamknięte. Nie można było w nich oddać głosu. Deficyt demokracji tradycyjnie zaprezentowały południowe, wspierające „kolor żółty”, prowincje. Zlokalizowane na południu miejsca typu Phuket czy Krabi, w większości wspierające protestujących, „nie zdążyły” przygotować się do wyborów, czyli wyłonić kandydatów, rozpisać list, zorganizować akcji wyborczych. To klasyczna obstrukcja. W końcu protestujący po kilkunastodniowym sparaliżowaniu Bangkoku pragną upadku demokracji. Jeżeli wyborów nie da się zorganizować, protestujący pozwą rząd tajski o prawie 1 mld dolarów marnotrawstwa i… mogą wygrać. Kompromitacja demokracji i udowodnienie, że rząd nie jest w stanie rządzić Tajlandią w sposób efektywny otwiera możliwość interwencji armii, która może przejąć władzę.

thai_protests2014

źródło: commons.wikimedia.org

Dogrywka wyborcza obędzie się 23.02. Do tego czasu głosy oddane 02.02 nie będą liczone i ujawniane. Może to rodzić pytanie o manipulację wyborczą. Obecnie rządząca partia Pheu Thai, kolejna partia-platforma Thaksina Shinawatra, z premierem, czyli siostrą Thaksina – Yingluck na czele, która jest jego wierną kopią polityczno-światopoglądową, nie musi wcale podkręcać wyników. I tak ma większość w społeczeństwie tajskim. I to jest problem, przeciw któremu protestują Tajowie. Protestujący, będący zapleczem „żółtych” koszul, zapleczem Partii Demokratycznej, chcą obalenia demokracji, ale nie dlatego, że jej nie preferują. Dylemat jest inny – jak pozbyć się rodziny Shinawatra z polityki tajskiej.

Nie jest łatwo czuć sympatię do protestujących, którzy często są elitami czy intelektualistami. Ci zamożni ludzie wykazują zadziwiającą ignorancję – i czasami pogardę – do preferencji politycznych gorszej, słabiej wyedukowanej części Tajlandii. Jeżeli jednak spojrzeć na problemy tajskie od strony gospodarki, to widać jak bardzo absurdalnymi postulatami gospodarczymi stronnictwo Shinawatra (Thaksin i Yingluck) zdobywa głosy wyborcze. Subsydiowanie ryżu (skup po wyższej cenie niż rynkowa, dzięki któremu zyskują biedni farmerzy), o którym pisałem w jednym z poprzednich komentarzy, kosztuje budżet wiele milionów dolarów rocznie. Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Bank Światowy ostrzegają Tajlandię przed prowadzeniem takiej polityki. Ponadto wydatki na publiczną służbę zdrowa, choć bez wątpienia nowoczesną w swej idei, stwarzają obciążenie dla finansów. Baht tajski również w ostatnich miesiącach nie należy do najpewniejszych. Irracjonalne decyzje są też podejmowane w zakresie turystyki – jeszcze cztery miesiące temu parlament obradował na temat podatku od turystyki. Każdy turysta miałby płacić ok. 15 dolarów za pobyt w Tajlandii dłuższy niż  trzy dni, jeżeli… uwaga… przyleciał samolotem. Podróżujący z sąsiednich krajów autobusem lub pociągiem unikną tego opodatkowania. Podsumowując, nie tylko politycznie, ale i gospodarczo Tajlandia wyraźnie tonie w kłopotach. Wzrost gospodarczy stopniał do ok. 2 proc. rocznie, a protesty zniechęcają kolejnych turystów do wakacji w tym pięknym kraju.

Najpierw dobrobyt, a potem demokracja – pisał znany badacz Samuel Huntington. Jednoznacznie stwierdza on, że stabilna i prorozwojowa demokracja wynika z bogactwa, nie zaś odwrotnie. Tymczasem odwrotny przypadek obserwujemy w Tajlandii.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
S. Prokurat: Wybory w Tajlandii w cieniu protestów Reviewed by on 3 lutego 2014 .

02.02.2013 r. odbyły się wybory w Tajlandii. „To ważny dzień”, mówiła premier Yingluck Shinawatra. Jej słowa to jednak przesada. Po wyborach nic się nie zmieni, zarówno jeżeli chodzi o układ sił, jak i stanowisko protestujących. Wybory odbyły się bez większych incydentów. Trudno aby było inaczej, skoro lokale wyborcze w całej Tajlandii chroniła armia policjantów licząca

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź