Komentarz eksperta

S. Prokurat: Sądowy zamach stanu w Tajlandii

W środę (7.05) sąd konstytucyjny ogłosił premier Tajlandii winną naruszenia konstytucji i nakazał złożyć władzę jej i jej ministrom. Czy słusznie?

– Nie złamałam żadnego prawa, jak również nie otrzymywałam żadnych korzyści z posiadanego stanowiska – mówiła w trakcie procesu Yingluck Shinawatra. Tym niemniej nie ma wyboru. Jako polityk nie może powiedzieć NIE, w szczególności, że za trzy miesiące będą wybory, po których może wrócić do władzy.

Yingluck Shinawatra; źródło: commons.wikimedia.org

Yingluck Shinawatra; źródło: commons.wikimedia.org

Osobiście nie należę do zwolenników premier Yingluck Shinawatry i wielokrotnie wspominałem jak szkodliwa jest Thaksonomika, czyli polityka prowadzona przez panią premier (a właściwie jej brata, Thaksina, który steruje Tajlandią z tylnego siedzenia – biorąc udział przez kamerkę w posiedzeniach rządowych czy wpływając na decyzję ministrów, którzy odwiedzają go w Dubaju). Tym niemniej odsunięcie od władzy szalenie popularnej polityk w społeczeństwie tajskim to ryzykowny ruch. Sama Yingluck nazywa wyrok sądu „new form of coup d’état”, czyli sądowym zamachem stanu.

Werdykt został ogłoszony w południe 7 maja 2014 roku, dzień po tym, jak premier zeznawała. Szybko. Uzasadnieniem był fakt, iż Yingluck niewłaściwie uzasadniała zmianę stanowiska sekretarza generalnego Rady Bezpieczeństwa Narodowego (คณะมนตรีความมั่นคงแห่งชาติ) Thawil Pliensri, na inne stanowisko w 2011 roku. Sąd stwierdził, że zostało naruszone prawo i moralność, bowiem celem zmiany było umieszczenie „znajomego” rodziny. Thawil był oczywiście przeciwnikiem rządów Yingluck i jest nim do dziś i został przywrócony na stanowisko tydzień temu. Ponadto urocza premier naruszyła tajską konstytucję, a konkretnie artykuły 180, 182 (7), 266 (2, 3) i 268. Spore zwycięstwo opozycji, ale jakim kosztem…

Sąd to taka instytucja, która ma za zadanie pilnować przestrzegania prawa. Co jednak, gdy w ostatnich latach Tajlandia zamieniła się we front walki pomiędzy dwoma frakcjami – w skrócie nazywanymi kolorami – czerwonymi i żółtymi? Żółci, czyli stronnictwo popierające króla i „stare układy”, akumulację kapitału i tradycyjne instytucje, chce zmiany rządów, które od kilku lat należą do „rodziny Shinawatra”. Co innego czerwone koszule – biedota, ale i ludzie pragnący nowoczesności tu i teraz. Chcący godnie żyć i wierzący w populizm.

Gdy po Bangkoku latają granaty, uderzające w siedzibę tajskiej gazety i sądu, to czy wyrok sądowy zaprowadzi porządek? W szczególności, że sądy jako instytucje zwykle są konserwatywne (co w tym przypadku oznacza wspieranie żółtych). Już raz sąd swoją decyzją usunął demokratycznie wybranego premiera, czyli Thaksina w 2008 roku, motywując to m.in. (poza zarzutami korupcji) faktem, że ten…. wystąpił w programie telewizyjnym gotując na ekranach widzów. Sąd zacytował ten kazus jako precedens pod decyzję usunięcia premier Yingluck Shinawatry. Przez takie zagrania naruszone zostaje zaufanie wobec kluczowej instytucji państwa – sądownictwa. Bo jak inaczej wytłumaczyć pojawiające się litery TLG, czyli przekręcenie skrótu nazwy sądu, oznaczające słowo: „zabawny”, „śmieszny”.

Jak wiadomo, 2 lutego 2014 r. w Tajlandii odbyły się przyspieszone wybory. Zostały jednak przerwane, ponieważ w niektórych okręgach przedstawiciele opozycji skutecznie blokowali dostęp do komisji wyborczych. Powtórka miała się odbyć w drugiej połowie lutego. Niestety wybory okazały się farsą. Ostatecznie w marcu Trybunał Konstytucyjny Tajlandii uznał wybory parlamentarne za nieważne, nie ogłaszając przy tym terminu nowego głosowania.Trybunał uznał, że lutowe wybory nie odbyły się we wszystkich lokalach wyborczych tego samego dnia, co stanowi naruszenie konstytucji. Kolejny termin powtórzonych wyborów miał mieć miejsce 20 lipca 2014 r. Ponieważ obecnie rządzące władze zapewne wygrałyby w demokratycznych wyborach, powstała idea jak temu zaradzić. Najlepiej spróbować skompromitować przeciwnika. Zawsze skuteczne. Ktoś pamięta jak Wałęsa skompromitował się na wizji, nie podając ręki Kwaśniewskiemu? Pokazały to telewizje i dyskutowali o tym dziennikarze, co wpłynęło na przekaz, który polityk to cham, a który kulturalny. Tajemnicą poliszynela jest, że chwilę wcześniej Kwaśniewski nie podał ręki Wałęsie. Tego jednak telewizja nie pokazała. W konsekwencji, jak pokazały wybory, cel polityczny osiągnięto.

Chwilowo zastępca Yingluck, Niwattumrong Boonsongpaisan, będzie premierem. Zobaczymy czy wyplącze się ona z zarzutów. Jednak problem może być inny. Prorządowi liderzy polityczni i społeczni ostrzegają, że jeśli premier Yingluck Shinawatra zostanie zastąpiona, Czerwone Koszule doprowadzą do wojny domowej. Następne dni pokażą, czy czeka nas ponowna eskalacja przemocy. Kolejny odcinek konfliktu czerwono-żółtego nie przynosi chluby i stabilizacji w Tajlandii, czego ten kraj bardzo potrzebuje.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
S. Prokurat: Sądowy zamach stanu w Tajlandii Reviewed by on 7 maja 2014 .

W środę (7.05) sąd konstytucyjny ogłosił premier Tajlandii winną naruszenia konstytucji i nakazał złożyć władzę jej i jej ministrom. Czy słusznie? – Nie złamałam żadnego prawa, jak również nie otrzymywałam żadnych korzyści z posiadanego stanowiska – mówiła w trakcie procesu Yingluck Shinawatra. Tym niemniej nie ma wyboru. Jako polityk nie może powiedzieć NIE, w szczególności,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź