Artykuły,Publicystyka

S. Prokurat: Krwawa Wielkanoc

Krew, ból i krzyk. Misterium męki i teatr cierpienia w otoczeniu palmowych gajów i wzgórz. . Proszę Państwa, witamy na Filipinach w przeddzień Zmartwychwstania.

Wielkanoc na Filipinach jest wyjątkowa – już przez sam fakt tego, że w ogóle jest. Ten wyspiarski kraj to jedyna ostoja chrześcijaństwa w regionie Azji Południowo-Wschodniej, która katolicki katalog wartości przyswoiła sobie wraz z kolonizacją przez Królestwo Hiszpanii. A Hiszpanie znani byli ze swojego entuzjastycznego podejścia do praktykowania religii. Nic więc dziwnego, że na okupowanych przez nich Filipinach przyjęła się wersja katolicyzmu, który określić można jako „zaangażowany”. Na czym on polega? Między innymi na obchodach Wielkiej Nocy.

Biczownicy – krew na ulicach

Wyobraźcie sobie Wielki Czwartek w niewielkim San Fernando na wyspie Luzon – wychodzicie z kościoła, a przez ulicę, przy której stoi wasz dom, przechodzi procesja biczowników. Tak, biczowników – ludzi, którzy okładają swoje ciała pejczami, nie dbając na pozór o to, ze ich barki i plecy spływają krwią. Skóra biczowników została specjalnie ponacinana, aby bicz trafiał w ranę, powodując jeszcze większy ból. Choć jesteśmy w XXI. wieku ludzie ci wyglądają, jakby wyłonili się wprost z ulic średniowiecznej Europy. I, choć ciężko jest to pojąć, żaden z nich nie został do tego zmuszony – wręcz przeciwnie. Dla mieszkańców San Fernando udział w krwawej procesji nie jest pokutą, a wyrazem wdzięczności za otrzymane od Boga błogosławieństwa.

Źródło: flickr.com

Źródło: flickr.com

Krwawe misterium

Procesje biczowników to jednak nie wszystko. W Wielki Piątek ochotnicy wywodzący się z San Fernando biorą udział w jednej z najbardziej poruszających – i być może przerażającej – dróg krzyżowych. Wybrani i najbardziej oddani wierze godzą się… na przybicie do krzyża. Gwoździe wbijane są zarówno w dłonie, jak i stopy. Po chwili krzyż zostaje postawiony do pionu – na 10-15 minut mieszkaniec San Fernando może „stać się” Jezusem. Po kwadransie tego niezwykłego spektaklu bólu i cierpienia następuje zdjęcie z krzyża i powrót do XXI wieku. Opatrunek na krwawiące obficie rany, ambulans. Ale także – kamery telewizyjne i morze mikrofonów. Współcześnie bowiem ta filipińska tradycja staje się coraz bardziej medialnym i turystycznym kuriozum. W Wielki Piątek do San Fernando ściągają stacje telewizyjne – aby pytać filipińskich Chrystusów, jak to jest ” na krzyżu”. Pojawiają się również, coraz liczniej, turyści – aby zrobić zdjęcie krzyżom z przybitymi do nich ochotnikami.

Ukrzyżowanie pod McDonaldem

Co na to wszystko władze Filipin? Cóż, nie da się ukryć, że „Krwawa Wielkanoc” budzi kontrowersje. Paradoksalnie, większy problem z akceptacją obchodów ma kościół. Patriarchowie filipińskiego kościoła rzymskokatolickiego podchodzą do tematu z rezerwą, podkreślając, że stosowanie XVII-wiecznych metod pokutniczych nie musi być jedynym sposobem na świętowanie Męki Pańskiej w XXI. wieku. Tymczasem władze świeckie przyznają, że wyspa Luzon zyskuje bardzo wiele dzięki obchodom – nie mając na myśli korzyści duchowych, ale czysto finansowe. Oprócz kontemplowania krwawej drogi krzyżowej obecni na miejscu turyści mogą bowiem także zjeść coś i odpocząć w pobliskim McDonaldzie…

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
S. Prokurat: Krwawa Wielkanoc Reviewed by on 28 marca 2016 .

Krew, ból i krzyk. Misterium męki i teatr cierpienia w otoczeniu palmowych gajów i wzgórz. . Proszę Państwa, witamy na Filipinach w przeddzień Zmartwychwstania. Wielkanoc na Filipinach jest wyjątkowa – już przez sam fakt tego, że w ogóle jest. Ten wyspiarski kraj to jedyna ostoja chrześcijaństwa w regionie Azji Południowo-Wschodniej, która katolicki katalog wartości przyswoiła

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź