Japonia news,Komentarz eksperta

S. Prokurat: Jak trzęsienie ziemi zmieni gospodarkę Japonii?

S.prokuratJaponia zmaga się z jedną z największych katastrof naturalnych w swojej historii. Trzęsienie ziemi i tsunami, które kilka tygodni temu uderzyły w północno-wschodnią część kraju, zabrały z tego świata kilka tysięcy mieszkańców kraju Kwitnącej Wiśni. Zadały też olbrzymi cios trzeciej gospodarce świata.

Patrząc na relacje, które napływają do nas z Japonii, widzimy obszary dotknięte katastrofą i tragedię wielu tysięcy ludzi, płonące lub opuszczone budynki, miasta zalane przez tsunami, brak prądu, powszechny brak podstawowych towarów, a w niektórych rejonach reglamentację żywności, ze szczególnym uwzględnieniem dzieci oraz osób powyżej 75 roku życia. Prawie 350 000 ludzi znajduje się w państwowych schronach, chwilowo bez możliwości powrotu do własnego domu, często bez możliwości kontaktu za pośrednictwem telefonu komórkowego.

Wszystko to w kraju, który, cyklicznie narażony na katastrofy naturalne, posiada nowoczesne systemy wczesnego ostrzegania, oparte o najnowocześniejsze zdobycze techniki, a jego społeczeństwo jest według wszelkich ocen jest najlepiej na świecie przygotowane na tego rodzaju katastrofy. Zdyscyplinowani obywatele, szkoleni od najmłodszych lat, wspierani są przez programy rządowe i rozbudowane strategie ewakuacyjne w budynkach, które budowane są wedle najbardziej nowatorskich i zapewniających bezpieczeństwo technik architektonicznych. Obecnie, liczne domy i wieżowce, jak i zniszczona przez kataklizm infrastruktura, będą ze względów bezpieczeństwa burzone i na nowo odbudowywane. Wszystko to okazało się za mało, w starciu z potężnymi siłami Natury…

Wielu ekonomistów podkreśla, że katastrofa może wyjść japońskiej gospodarce paradoksalnie na dobre i przyczynić się do jej ożywienia. Pojawią się bowiem miejsca pracy, napędzane potrzebą odbudowy kraju. Abstrahując od dwuznaczności takich wypowiedzi w momencie takiej tragedii, nie do końca są one zgodne z prawdą. Dlaczego klęska żywiołowa zawsze stanowi problem, a nie jego rozwiązanie? Po odbudowie infrastruktury, gospodarka japońska po pewnym czasie wróci do stanu sprzed katastrofy, jednak klęska którą obecnie obserwujemy, uniemożliwi akumulację środków finansowych na inne inwestycje, które powstałyby, gdyby do tragedii nie doszło.

Trzęsienie ziemi oraz tsunami dotknęło dość rozległe terytorium Japonii. Zasadne wydaje się porównanie tego kataklizmu, do trzęsienia ziemi, do którego doszło w 1995 roku w Kobe. Kosztowało one Japonię niemal 130 mld dolarów (10 biliardów jenów). Zdaniem Ministra Finansów Kraju Kwitnącej Wiśni, Kaoru Yosano, tym razem koszty te będą znacznie wyższe. Choć wstępne prognozy początkowo nie potwierdzały rozmiarów tragedii, bowiem okolice północno-wschodniej Japonii, dotknięte klęską naturalną, wytwarzają zaledwie 7.5% japońskiego PKB (to prawie trzykrotnie mniej niż zniszczony w 1995 roku region Kansai), to długofalowych strat nie można jednak bagatelizować.

Znacznie trudniej także dziś, po okresie zmarnowanej dekady rozwoju gospodarczego, zapewnić pomoc gospodarczą. Japoński Bank Centralny, mając związane ręce niemal zerowymi stopami procentowymi, próbuje chronić wewnętrzne rynki finansowe, wstrzykując w gospodarkę gigantyczną kwotę 183 mld dolarów (15 biliardów jenów), by pomóc podmiotom operującym na japońskim rynku utrzymać płynność finansową. To operacja bez precedensu w historii Japonii. Dodatkowo bank centralny zorganizuje szeroko operacje otwartego rynku, polegającej na zakupie krótkoterminowych papierów wartościowych o wartości 98 mld dolarów (8 biliardów jenów). Działania takie, w krótkim okresie pozwolą na utrzymanie stabilności japońskiego rynku finansowego i sprawią, że kryzys nie rozleje się na resztę świata. Ale w długim okresie mogą być przyczyną kłopotów budżetowych i skoku cen. Jest także wielką niewiadomą w jaki sposób odbije się to na japońskiej walucie, która do tej pory zachowuje pozory stabilności.

Warto zauważyć, iż od 1995 roku zdecydowanie rósł japoński dług publiczny i przed obecnym tsunami wynosił już 226% PKB (przy aktualnym deficycie budżetowym 9% PKB). Dalsze wydatki rządowe oraz programy pomocowe zwiększą go do skali nieznanej wcześniej nigdzie na świecie. Japonia już jest światowym liderem pod względem posiadanego długu i choć zaledwie 5% tego długu jest w posiadaniu inwestorów zagranicznych, to nie zmienia to faktu, że teraz to japońskie rodziny będą finansować jego zwiększenie, obsługę, a w przyszłości spłatę.

Nie sposób pominąć informacji, iż katastrofa w Japonii i zwiększenie japońskiego długu publicznego, będzie miała wpływ na światowy rynek skupowania długu oraz związanych z nim obligacji. Mając nadwyżkę handlową, Japończycy są w stanie skupować aktywa zagraniczne i inwestować w obligacje innych państw akumulując ich długi (zwłaszcza tych, które tego najbardziej potrzebują, czyli krajów peryferii Euro, tzw. PIIGS). W obecnej sytuacji Japonia chwilowo wstrzyma się z zakupem długu innych krajów. Dołączy teraz do krajów, które sprzedają, a nie kupują zadłużenie.

Kryzys nie ominie także przedsiębiorstw działających w Japonii. Duże straty poniosą firmy z branży oferującej produkty montowane – czyli branża samochodowa i branża produktów użytkowych z udziałem elektroniki. Każde zatrzymanie taśmy to wielomilionowe straty dla korporacji oferujących te wyroby. W innych branżach, takich jak ubezpieczeniowa jest jeszcze gorzej. Japończycy, świadomi ryzyka związanego z położeniem kraju pomiędzy dwoma płytami tektonicznymi, chętnie ubezpieczają się (w przeciwieństwie do biednych i nieświadomych mieszkańców Sri Lanki czy Indonezji, gdzie odpowiednio jedynie 1% i 6% osób było ubezpieczonych w trakcie gigantycznego tsunami w grudniu 2004 roku). Jest więc bardzo prawdopodobne, iż firmy ubezpieczeniowe będą musiały pozbyć się własnych aktywów, aby spłacić wierzycieli. Może to oznaczać kłopoty finansowe, nawet największych operatorów oferujących ubezpieczenia i spadek wartości ich akcji na światowych giełdach.

Nie wszyscy jednak stracą na trzęsieniu ziemi. Zyski będą realizować japońscy budowlańcy, jedni z nielicznych, przed którymi katastrofa odkrywa wspaniałe perspektywy i którzy już walczą o przyszłe kontrakty. Dzień po trzęsieniu ziemi akcje niektórych spółek konstruktorskich na japońskiej giełdzie NIKKEI 225 wzrosły aż o 40%.

Trudno ocenić także wpływ katastrofy na rynek energetyczny. Sytuacja w japońskiej elektrowni Fukushima nie jest jeszcze dokładnie znana. Pojawiają się liczne porównania do wybuchu reaktora z Czarnobyla, ale nie wiemy na ile ta analogia okaże się uzasadniona. Wydaje się, że przekaz dla społeczności międzynarodowej jest jednak jasny – to koniec lat świetności energii atomowej, najwydajniejszego źródła energii. Narasta presja by zaprzestać używania reaktorów atomowych. Świadczą o tym na przykład niedawne apele Niemiec, pod adresem Polski, o zaprzestanie budowy elektrowni atomowych (dodajmy, że w Niemczech działa obecnie 17 takich elektrowni, ale pojawiają się już próby ograniczenia tej liczby). W tej sytuacji zapewne silniej promowane będą wspierane przez Unię Europejską źródła „zielonej” energii odnawialnej.

Skutki katastrofy naturalnej na szczęście nie dotkną bezpośrednio Polski. Jest szansa, że niektóre produkty japońskie staną się trudniej dostępne, jednak globalny rynek wymusi na przedsiębiorstwach japońskich zwiększoną konkurencyjność, tak aby nie utracić udziałów w rynkach na rzecz firm koreańskich czy chińskich. Rynki finansowe w Polsce, Europie i Stanach Zjednoczonych pozostaną stabilne.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
S. Prokurat: Jak trzęsienie ziemi zmieni gospodarkę Japonii? Reviewed by on 23 marca 2011 .

Japonia zmaga się z jedną z największych katastrof naturalnych w swojej historii. Trzęsienie ziemi i tsunami, które kilka tygodni temu uderzyły w północno-wschodnią część kraju, zabrały z tego świata kilka tysięcy mieszkańców kraju Kwitnącej Wiśni. Zadały też olbrzymi cios trzeciej gospodarce świata. Patrząc na relacje, które napływają do nas z Japonii, widzimy obszary dotknięte katastrofą

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 18

  • zapomnialem powiedziec:
    serdeczne uklony i pozdrowienia dla Pana Ciekawego. Milo bylo Pana poznac: najmadrzejszego i najinteligentniejszego komentatora na CSPA. Tenportal jest za slaby dla Panskich mozliwosci.Powinien Pan pisac dla Polityki i temu podobnych tygodnikow. Tu tylko traci Pan czas na polemike z grupka osob uprawiajacych intelektualny autoerotyzm, vide Zyggi, Wute, Lubina
    serdecznie i szczerze Pana pozdrawiam

    • Jestem rozczarowany Pana stanowiskiem.
      Mam takie a nie inne poglądy, które staram się uzasadnić przykładami, a nie głosić je a priori w oderwaniu od rzeczywistości..
      Niestety nie odniósł Pan się do nich merytorycznie, na co liczyłem, woli
      Pan obrzucać dyskutantów epitetami, zresztą już nie pierwszy raz.
      Szkoda.

      PS.
      Wezwał Pan do ujawnienia się. Ja to bez zwłoki zrobiłem. Pan, nie.
      Brak odwagi czy klasy?

  • @wute
    nastomiast konsekwentnie wszelkie dane i opinie podawane przez Pana, nalezy traktowac jako ABSOLUTNA PRAWDE i ostateczne slowo – czy to chcial Pan powiedziec?
    Bo czytajac Panskie teksty widze pewne podobienstwo do Zyggiego. Pan takze jest „nieomylny”. To Bartoszewski sie myli, Pan nigdy, prawda? W psychologii,panie wute tosie nazywa despotyzm, a ja od despotow omijamszerokim lukiem.
    Kto wie, czy fakt, ze Zyggi umilkl ostatnio, z trwoga czekajac na specjalne oswiadczenie w jego sprawie, Pan nie przejal paleczki wszechwiedzacego lidera, ktory pisze niczym prokurator sadu ostatecznego.
    Pytam sie Pana, do jakiej dyskusji Pan naklania, skoro wie Pan wszystko najlepiej, i zna sie na calym swiecie, lepiej niz Bartoszewski. Bo musi Pan wiedeziec,ze pisze Pan wlasnie w takim duchu i to latwo odczytac miedzy wierszami: ja wute mam racje i tylko ja.
    I zada Pan kulturalnej duskusji jeszcze. Zalosny pan jest, albo ma pan kompleks starosci albo czegos w tym stylu…
    Przekonal mnie Pan co do jednego: nie warto tracic czasu na CSPA, ktora daje pole do wyzycia sie dla zakompleksionych i wszechwiedzacych osob.
    POnadto Pan Pyffel nie odpowiedzial na moje pytania dotyczace napisania artykulu,choc czekam juz 4 dni. Nie chce Pan odpisywac, nie musi Pan.
    Tym razem jest to moj ostatni wpis i Panie wute, prosze sie nie silic na replike, jakkolwiek ma pan potrzebe wypisywania sie i wymadrzania. Ja po prostu juz nie wchodze na CSPA. Chcac poczytac polski portal o Azji, sa jeszcze: „mojeopinie”, sa „mowiawieki”, jest wspaniala strona „stosunki.pl”,gdzie mozna znalezc wiele obiektywnych artykolow w temacie: Azja widziana okiem Polakow.
    Zas o samej Azji najlepiej wiedze czerpac z: http://www.asianreporter.com
    Zegnam tym razem ostatecznie!
    Snake

    • Panie Snake,

      Przestan Pan histeryzowac.
      Pisalem Panu wczesniej, ze jestem b.zajety i moge juz nie odpowiedziec na Panskiego posta. Z calym szacunkiem ale juz pisalem Panu ze kazdy artykul opublikujemy o ile bedzie:

      -dobrze napisany ( mysle ze tym nie bedzie problemu)
      -bedzie merytoryczny, a nie bedzie personalnym atakiem

      Niech Pan nie przesadza i nie oczekuje iz na kazdy post bede odpowiadal Panu specjalnym listem.

      Jesli nie chce Pan wchodzic na portal polska-azja.pl, to nie ma problemu. Zadnych „to juz ostatni raz” „zegnam” itp. Panska strata.

      serdeczne pozdrowienia,
      Radek Pyffel

    • @ p.Snake
      Niestety nie mogę spełnić prośby i napiszę replikę, ponieważ nie mam
      zwyczaju milczeć gdy ktoś odnosi się do mnie ad personam.
      1. Nie uważam się za nieomylnego i znającego absolutną prawdę.
      Gdyby Pan przeczytał moją opinię dot. kryzysu cywilizacji japońskiej,
      która znajduje się powyżej, to zauważyłby Pan, że w zakończeniu
      tamtego postu prosiłem o wsparcie kolegów internautów, dając do
      zrozumienia że moja wiedza w tym temacie jest skromna. To jest
      postawa zupełnie przeciwna postawie nieomylnego.
      2. Nigdy nie twierdziłem, że znam się lepiej na sprawach tego świata
      niż prof. Bartoszewski. Jak napisałem, postać to b.znana i wybitna
      ale nieomylna. Jak Pan wie, prof.Bartoszewski nazwał kiedyś swoich
      adwersarzy: „dyplomatołkami”. To jest styl dyskusji, który nie akceptu-
      je. Stąd moja rezerwa do niego, przy całym szacunku dla dokonań
      jego życia.
      3. Nie lubię dyskusji as personam, ale Pana ostatni post zmusza mnie
      niestety do wyrażenia swojej opinii.
      Odnoszę wrażenie, że nie wytrzymuje Pan psychicznie presji dysku-
      sji. Kiedy spotyka się Pan opiniami przeciwnymi Pańskiej, reaguje
      Pan emocjonalnie obrzucając adwersarzy epitetami.

      • Avatar wute

        Winno być „postać znana ale nie nieomylna.
        Przepraszam za lapsus.

  • Zyggi gdzie moze tylko, wieszczy upadek UE,tymczasem fakty mowiac co innego. Oto konkret:

    „Lata 2010-2012 mają nadal być w UE według prognoz okresem ożywienia gospodarczego, a stopa zatrudnienia ma od przyszłego roku zacząć nieznacznie wzrastać.
    Według najnowszych prognoz gospodarczych Komisji wzrost PKB w UE ma w latach 2010-2011 wynieść około 1¾ proc. a w roku 2012 dojść do poziomu 2 proc. w wyniku zwiększenia wydatków na inwestycje i konsumpcję.
    Oznacza to nieznaczną poprawę sytuacji na rynku pracy. Poziom zatrudnienia ma wzrosnąć do 2011 r. o około ½ proc., a do 2013 r. – o około ¾ proc. Stopa bezrobocia ma stopniowo spaść z około 9½ proc. w 2010 r. do około 9 proc. w 2012 r.”
    zrodlo ec.europa.eu

    • @p.Ciekawy
      Stagnacja Japonii, moim zdaniem, ma charakter niestety strukturalny.
      Wydaje się, że spowodowane jest co najmniej dwoma przyczynami.
      1. Skostnienie elit i brak dopływu świeżej krwi
      Japonią rządzi przysłowiowe sto rodzin. To potomkowie rodzin, które
      półtora wieku temu pomogli cesarzowi obalić władze szoguna i jego
      samurajów. Ludzie ci następnie kierowali przyśpieszoną moderniza-
      cją kraju znaną jako epoka Meiji. Ich potomkowie wciągnęli Japonię
      najpierw w wojnie światową, a po wojnie ich następne pokolenie
      stworzyło partię Liberalno-Demokratyczną, która rządziła Nipponem
      przez półwieku, z mała przerwą w latach dziewięćdziesiątych.
      Ostatni premier z tej partii (do września 2009) to Taro Aso. Jego
      matka była córką premiera. Jego żona też jest córką premiera.
      Jego popzednikiem był Yaseo Fukuda. O nim krótko, jego ojciec też
      był premierem. Przed Yaseo Fukudą był Shinzo Abe – syn ministra
      spraw zagranicznych i wnuk premiera ze strony matki.
      Taki system obowiązuje w całej Japonii, urzędy centralne i lokalne są
      obsadzane przez kilka rodzin i przekazywane następnym pokoleniom
      co powoduje, że dobór na stanowiska, w tym najważniejsze odbywa
      na podstawie przynależności klanowej, a nie na podstawie zdolności
      i kwalifikacji.
      2. Drugi powód to system konwojowy.
      Japoński system solidarności klanowej i społecznej oddziałowywuje
      negatywnie na wolność gospodarczą. W Japonii nie ma wielkich
      bankructw na mikarę USA (Lehman Brothers, Washington Mutual,
      Enron, GM).
      Jeżeli ktoś finansowo pada, to reszta w łańcuchu (klienci,
      dostawcy, banki) holuje nieszczęśnika nie pozwalając mu umrzeć.
      Siłą rzeczy taki konwój musi zwolnić, bo ciągnięcie trupa zabiera siły.

      Ten kryzys to nie jest dekada ale już dwie dekady i jest to kryzys
      strukturalny, a więc najtrudniejszy do przełamania.

      Nie interesuję się tak Japonią jak Chinami, przeto moja znajomość
      problemów tego kraju jest odpowiednio mniejsza. Myślę, że powodów
      stagnacji Japonii jest więcej. Chętnie w tym temacie posłucham głosów
      kolegów internautów.

      • Avatar ciekawy

        Jeśli chodzi konkretnie o Japonię to gdzieś już czytałem w/w powody – mogę jedynie dodać, że to co było jedną z przyczyn szybkiego rozwoju Japonii teraz jest ogromnym obciążeniem.

        Szczerze mówiąc, nie przepadam za mówieniem o jakimś upadku moralno – obyczajowym, gdyż obyczaje to czasem rzecz względna. To co 50 lat temu uznawane było za nieprzyzwoite teraz już nie jest, przy czym nie zawsze jest to trend w jedną stronę. Wymienione przykłady to oczywiste dowody na głupotę polityków, ale to ogólna cecha demokracji w obecnym kształcie. Przynajmniej mamy pocieszenie, że nie tylko my mamy takiego miernego premiera…

      • Avatar wute

        Kiedyś na tym portalu pisząc jakiś komentarz o Japonii, pisałem o powodzie pkt.1. Być może stąd to skojarzenie.
        Fakt, że w Europie następują zmiany obyczajowe w kierunku
        tzw. „luzu” i jest to oczywiście sprawa danego pokolenia, które je akceptuje.ok.
        Gorzej jeśli stara się narzucić dużej grupie ludzi zmiany łamiące wolność wypowiedzi, bo takim jest ów zakaz mówie-
        nia słowa „mama” nb. które dla wielu ludzi szczególnie dla dzieci jest najpiękniejszym słowem świata.
        To tak jakby nam wszystkim kazano przechodzić przez ulicę
        z zamkniętymi oczami, tylko dlatego że istnieje pewna grupa ludzi, która nie może widzieć.

    • Niewątpliwie Europa jest liderem demokracji w świecie. Tu najwyżej są
      szanowane prawa człowieka i tu najwyższą pozycje mają kobiety.
      Problemem Europy jest nierównowaga pomiędzy prawami i obowiązkami i brak chęci bycia lepszym.
      Stworzono cały system premiujący wygodę zamiast ciężką pracę.
      Przykłady:
      1. Francja kilka lat temu wprowadziła 35 godzinny tydzień pracy, kiedy
      globalizacja wymusza coraz większą konkurencję
      2. W Niemczech pewien gość, jak pisała prasa, mając prawie 50 lat
      (jak mnie pamięć nie myli) od ca 20 lat nie pracuje, żyje z zasiłków
      umiejętnie wykorzystując przepisy socjału i jak powiedział nie ma
      ochoty wziąść się za robotę.
      Do tego dochodzą zmiany w sferze społeczno-obyczajowe świadczące
      o dekadencji cywilizacji.
      Przykłady, proszę.
      1. W Hiszpanii parlament przyznał prawa człowieka szympansom. Oto
      czym zajmują się elity w kraju, który ma 20% bezrobocie.
      2. W Szkocji, w publicznej służbie zdrowia zabroniono lekarzom i pie-
      lęgniarkom używania w rozmowach z dziećmi, słów: mama i tata, bo
      dyskryminują one homoseksualnych rodziców.
      Myślę, że to wystarczy. Europejscy politycy to w wielu wypadkach ka-
      botyni (Berlusconi, Chirac) lub nawiedzeni (Zapatero), w każdym razie
      ludzie z plasteliny bez własnego systemu wartości, którzy zrobili fach
      w opowiadaniu swoim społeczeństwom bajeczek. Np. w 2000 r.
      stworzono program lizboński, który za 10 lat przewidywał prześcignię-
      cie USA. Z drugiej strony europejskie społeczeństwa żyjące wygodnie, nie chcą słuchać prawdy, wolą żyć w przeświadczeniu do własnej
      doskonałości.
      Cwilizacja europejska, jak jak japońska, żyje z dokonać przodków i na
      rachunek przyszłych pokoleń.

      • Avatar wute

        @p.Snake
        W świetle tego co napisałem powyżej, wszelkie dane podawane
        przez europejskich polityków, w tym p.Bartoszewskiego należy
        traktować z należytą ostrożnością

      • Avatar ciekawy

        Odniosę się od razu do dwóch powyższych komentarzy.

        Ja myślę, że większość państw UE czy Japonia zwyczajnie wyczerpał swój potencjał rozwojowy – jedynym bodźcem jest już tylko wdrażanie nowych technologii – bo jest jasne że przy obecnych uwarunkowaniach demograficznych, prawnych czy mentalności to wszystko daleko nie zajedzie.
        Przy czym warto podkreślić, że obecnie wiele krajów w tym m.in Chiny zmierzają w tym samym kierunku, w którym Europa poszła w przeszłości. Dopłaty do rolnictwa, starzejące się społeczeństwo czy ogólny interwencjonizm państwa to wszystko co cechowało państwa Europy, a zaczyna cechować Chiny.
        zaraz zabiorę się za ciąg dalszy

      • Avatar Zyggi

        @Wute.
        Bardzo trafna diagnoza obecnego sytuacji w UE. Przykład z Hiszpanii – wręcz szokujący. Dodałbym też naciski Unii na Szwajcarię (notabene: najbardziej demokratyczny kraj świata), by ta dostosowała swój sektor bankowy do standardów unijnych. Innymi słowy: by własnym kosztem i kosztem wolności gospodarczej zrobiła dobrze bankom francuskim, niemieckim czy brytyjskim.

  • Zyggi:
    „Tu powtarzam, że gdyby nie określone, wybitnie niesprawiedliwe i obce wolnej konkurencji zasady funkcjonowania UE, gospodarki Francji czy Włoch dawno poszłyby z torbami.”

    „Wybitnie niesprawiedliwe” – pisze staly krytyk UE.

    Co natomiast powiedzial prof. Bartoszewski o Unii EUROPEJSKIEJ na spotkaniu w WSNHiD jakie odbylo sie niedawno?
    Ze UE to wzor demokracji dla swiata, to przyszlosc dla Europy, to bezpieczenstwo i porzadek na Starym KONTYNENCIE, to przyklad dla Azji jaka droga podarzac aby sie rozwijac nie lamiac praw czlowieka.

    Dwie osoby:
    Zyggi (nikt)
    Profesor Wladyslaw Bartoszewski (IDEAL POSTAC KRYSZTALOWA,medrzec , doswiadczony politolog i profesor, najwybitniejszy historyk w PL itd.)

    zestawienie tych dwoch opinii pokazuje korwinmikkowska ideologie Zyggiego.
    Czytelnik wyciagnie wnioski sam
    w WSNHiD, jakie o

    • 1. Nazywanie p.Zyggiego nikim jest niesmaczne. To jest to co obniżą
      nasze standarty.
      Pan Zyggi jest osobą nieznaną publicznie (jak sądzę) ale nie jest
      nikim. W ten sposób pisząć o nas., sami się dewaluujemy.
      2. Co do p.Bartoszewskiego to jest to postać b.znana i wybitna, ale jak
      każdy z nas omylna.
      Dla mnie ważne nie jest porównanie ex cathedra, ale argumenty obu
      stron, bo one a nie sława decydują kto ma więcej racji.

  • Trochę nuży mnie to rozpatrywanie wszelkich kataklizmów w kontekście ekonomicznym. Natomiast przyznaję, że gdyby polska polityka zagraniczna funkcjonowała, kierując się tymi priorytetami – nie miałbym zastrzeżeń. :-)
    Cyt. „Znacznie trudniej także dziś, po okresie zmarnowanej dekady rozwoju gospodarczego, zapewnić pomoc gospodarczą.”
    Czy nie za dużo mówi się o japońskiej „straconej dekadzie”? I czy na pewno była ona stracona? Jeżeli nawet, to nie bardziej niż np. w Europie. Bowiem nie tylko Japonia ale także większość krajów zachodnich znajduje się po okresie zastoju, i na ogół tkwią w nim dalej. Klasycznym przykładem są Włochy, jeszcze w latach 80-tych nazywane „Kalifornią Europy”. Europa Zachodnia ma o tyle lepiej, że swój strukturalny kryzys łagodzi kolonizacją ekonomiczną postkomunistycznych krajów przyłączonych do UE. Japonia niestety (a może „stety”) tego luksusu nie ma. Np. nie ma możliwości kupowania za bezcen np. chińskich czy wietnamskich cukrowni, a następnie zarabiania kroci na cenach wywindowanych do granic absurdu dzięki unijnym limitom produkcyjnym i kwotom importowym… Tu powtarzam, że gdyby nie określone, wybitnie niesprawiedliwe i obce wolnej konkurencji zasady funkcjonowania UE, gospodarki Francji czy Włoch dawno poszłyby z torbami.
    Cyt. „Japończycy, świadomi ryzyka związanego z położeniem kraju pomiędzy dwoma płytami tektonicznymi, chętnie ubezpieczają się (w przeciwieństwie do biednych i nieświadomych mieszkańców Sri Lanki czy Indonezji, gdzie odpowiednio jedynie 1% i 6% osób było ubezpieczonych w trakcie gigantycznego tsunami w grudniu 2004 roku).”
    Uważa Pan, że Indonezyjczycy i Lankijczycy są „nieświadomi” zagrożeń naturalnych? A czy nie jest raczej tak, że Indonezyjczycy i Lankijczycy są o wiele ubożsi od Japończyków i wielu z nich po prostu nie stać na ubezpieczenie?

    • Japońska dekada rzeczywiście była bardziej stracona niż dla krajów europejskich, ale to są różnicę rzędu kilku, maksymalnie kilkunastu procent w skali dekady. W tym samym czasie Korea Południowa notowała kilkukrotnie większe wzrosty…

Pozostaw odpowiedź