Chiny,Inne

S. Niewiński: Wydarzenia wokół konfliktu syryjskiego. Czy to koniec Pax Americana?

us_flag

źródło: flickr.com/eric lynch

W przeciągu ostatniego miesiąca wojna domowa w Syrii – trwająca od 2011 r. – nabrała iście międzynarodowego charakteru. Stało się tak za sprawą użycia 21 sierpnia 2013 r. przez jedną ze stron konfliktu (do dziś nie zostało wyjaśnione przez którą) gazu bojowego[1]. Stany Zjednoczone oskarżyły o ten akt stronę rządową oraz zagroziły im interwencją zbrojną. Po stronie reżimu Baszara al-Asada opowiedzieli się jego najważniejsi sojusznicy – Rosja oraz Chiny. Na Morzu Śródziemnym rozpoczęły się manewry marynarek wojennych różnych państw. Swoje jednostki wysłali Amerykanie, Francuzi, Rosjanie oraz Chińczycy. Niektórzy analitycy porównywali nawet sytuację z września 2013 r. do wydarzeń z października 1962 r.

Świat wydawał się wstrzymywać oddech, kiedy na początku września prezydent Władimir Putin zaproponował przekazanie syryjskiego arsenału chemicznego pod międzynarodową kontrolę. Władze syryjskie zgodziły się na propozycję Moskwy. Z aprobatą o tym pomyśle wypowiedziały się Chińska Republika Ludowa (dalej: ChRL). Ostatecznie zaakceptowały ją również Stany Zjednoczone[2].

Gdy stopniowo milkły nawoływania do ewentualnej międzynarodowej interwencji w Syrii, uwagę świata przykuły wydarzenia w Stanach Zjednoczonych. W wyniku sporów pomiędzy demokratami i republikanami nie udało się przyjąć ustawy o wydatkach państwa. W konsekwencji największe mocarstwo świata funkcjonuje od ponad tygodnia bez budżetu, zaś znaczna część jego administracji została sparaliżowana. Amerykański pat fiskalny budzi również uzasadnione pytania o stan zadłużenia USA[3]. Przyglądający się amerykańskim problemom, chiński politolog Sheng Dingli zadał znamienite pytanie: „Jak oni [Amerykanie przyp. S.N.] chcą przewodzić Azji albo światu skoro nie potrafią nawet przegłosować swojego budżetu?” [4]

Powstrzymanie interwencji militarnej w Syrii przez tandem rosyjsko-chiński oraz fiskalne kłopoty supermocarstwa mogą być poczytywane za kolejny przejaw erozji amerykańskiej potęgi. Jej początek stanowi kryzys finansowy z 2008 roku i wedle części analityków jeszcze w ciągu tej dekady USA może utracić miano największej potęgi ekonomicznej globu.

Stany Zjednoczone stały się największą gospodarką świata już w 1890 r., wyprzedzając swoją starszą siostrę, czyli Wielką Brytanię[5]. W ciągu następnych pięćdziesięciu pięciu lat stopniowo rosło polityczne znaczenie Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej. W 1945 r. USA były już supermocarstwem o niekwestionowanej pozycji. Od kilkudziesięciu lat Stany Zjednoczone usiłują utrzymać status największego mocarstwa globu. Rywalizują na tym tle z różnymi konkurentami.

Najważniejszym rywalem Stanów Zjednoczonych w drugiej połowie poprzedniego stulecia był Związek Radziecki. Moskwa konkurowała z Waszyngtonem na wielu polach: ideologicznym, politycznym, militarnym i gospodarczym. Rywalizacja obu supermocarstw zdominowała stosunki międzynarodowe na ponad czterdzieści lat. Związek Radziecki był potęgą polityczną i militarną. Posiadał również znaczne osiągnięcia w dziedzinie industrializacji i urbanizacji. Niemniej gospodarka centralnie planowana nie mogła na dłuższą metę rywalizować z gospodarką kapitalistyczną. Wzrost gospodarczy był tutaj generowany często nie poprzez zwiększanie produktywności, ale angażowanie większej ilości zasobów naturalnych: robotników, surowców, inwestycji[6]. W latach 80. XX w. elity Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego zdecydowały się na reformę systemu, jednakże popełniły przy tym poważny błąd. Reformowały model ekonomiczny i system polityczny w tym samym czasie. Doprowadziło to do chaosu i w konsekwencji upadku ZSRR w grudniu 1991 roku.

W czasie, gdy Związek Radziecki stopniowo chylił się ku upadkowi, szczytowe natężenie osiągnęła rywalizacja USA z innym państwem. Krajem tym była Japonia. Rywalizacja Waszyngtonu z Tokio miała znacznie węższy charakter aniżeli z Moskwą. Japonia w wyniku porażki w II wojnie światowej znalazła się w amerykańskiej strefie wpływów. W konsekwencji rywalizacja ta nie miała charakteru militarnego, a także ideologicznego i politycznego (a przynajmniej Japończycy nie manifestowali jawnie dwóch ostatnich elementów). Japonia przede wszystkim konkurowała z Ameryką na niwie gospodarczej. Była to rywalizacja na bardzo szeroką skalę. Japońskie koncerny stanowiły wówczas najpoważniejsze zagrożenie dla przedsiębiorstw amerykańskich. Wydawało się tylko kwestią czasu, kiedy Japonia stanie się największą gospodarką globu. Tak się jednak nie stało. Szef japońskiego rządu w latach 1982-1987, konserwatywny nacjonalista Nakasone Yasuhiro mógł co prawda szokować opinię publiczną stwierdzeniem z 1986 r., że Japończycy są mądrzejsi od Amerykanów, ponieważ są społeczeństwem rasowo czystszym[7]. Japońska opinia publiczna mogła negować potrzebę sojuszu amerykańsko-japońskiego[8]. Wydarzenia te nie zmieniały jednak faktu, iż aby pokonać Amerykę gospodarczo Japonia koniecznie musiała stać się państwem w pełni suwerennym. Natomiast Tokio nie odważyło się dokonać politycznego uniezależnienia się od Waszyngtonu. Japończycy zbyt obawiali się otwartej wojny handlowej z USA oraz osamotnienia w ewentualnym konflikcie z ZSRR/Rosją i ChRL. Dlatego Stany Zjednoczone (we współpracy z Wielką Brytanią, Francją, Niemcami) wymusiły ostatecznie na Japonii aprecjację jena. Decyzja ta wpłynęła negatywnie na wyniki bardzo ważnego dla japońskiej gospodarki eksportu. W celu jej pobudzenia władze japońskie zdecydowały się na szerokie działania inwestycyjne z zastosowaniem taniego kredytu. Doprowadziło to do napompowania bańki spekulacyjnej, która pękając doprowadziła do kryzysu gospodarczego. Japonia odczuwa jego skutki do dziś.

W latach 90. zeszłego stulecia Rosja ponosiła ciężary wynikające z upadku Związku Radzieckiego, zaś Japonia walczyła ze skutkami kryzysu gospodarczego. Tymczasem swoją pozycję międzynarodową odbudowywało inne mocarstwo – Chiny. W 2009 r. Chiny stały się największym eksporterem świata (wyprzedzając Niemcy), zaś rok później drugą gospodarką świata (wyprzedzając Japonię). Wielu analityków uważa, że Stany Zjednoczone utracą miano największej gospodarki globu właśnie na rzecz Chin. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, iż może to nastąpić już w 2016 roku[9]. Wielu politologów, internacjologów i ekonomistów zastanawia się nad konsekwencjami tych zmian.

wang_kerry

Minister spraw zagranicznych ChRL Wang Yi i sekretarz stanu USA John Kerry; źródło: commons.wikimedia.org

Chińska Republika Ludowa stanowi w pewnym sensie syntezę dwóch poprzednich rywali Stanów Zjednoczonych. Podobnie jak Związek Radziecki jest mocarstwem politycznym. Globalna pozycja ChRL jest tym silniejsza, iż państwo to pozostaje w sojuszu z Federacją Rosyjską – mocarstwem także odbudowującym swoją potęgę. Współpraca rosyjsko-chińska znacząco wpływa na sytuację globalną. Oba mocarstwa odgrywają kluczową rolę w takich instytucjach międzynarodowych jak G20, BRICS czy Szanghajska Organizacja Współpracy (dalej: SOW). Chiny są również mocarstwem militarnym. Chociaż siły zbrojne ChRL są wciąż relatywnie zapóźnione wobec np. wojsk amerykańskich i rosyjskich, to jednak stale nadrabiają zaległości. Przykładem tego jest m.in. zakup przez Turcję chińskich rakiet przeciwlotniczych średniego zasięgu FD-2000 (oferta chińska pokonała amerykańską, rosyjską oraz francusko-włoską konkurencję)[10]. Chiny mogą także stanowić potencjalną konkurencję dla USA na niwie ideologicznej. Chiny Ludowe nie są już dzisiaj państwem dogmatycznie komunistycznym. Ideologia maoistowsko-leninowska wciąż funkcjonuje, aczkolwiek w coraz większym stopniu uzupełniają ją odwołania do w pełni rodzimych koncepcji politycznych: konfucjanizmu i legizmu.  W konsekwencji współcześnie Zhonguo Moshi (model chiński) jest połączeniem autorytarnej władzy z korygowanym przez państwo kapitalizmem. Stanowi to przeciwwagę dla reprezentowanego i promowanego przez Stany Zjednoczone systemu demoliberalnego. Chińskie rozwiązania polityczne i ekonomiczne spotykają się z zainteresowaniem w świecie niezachodnim. Dotyczy to szczególnie blisko związanych z ChRL krajów w Afryce, Azji oraz w Ameryce Łacińskiej.

Można zaobserwować także pewne podobieństwa pomiędzy dzisiejszym rozwojem ChRL a rozwojem Japonii w latach 80. XX stulecia. Chiny łączą z ówczesną Japonią duże ambicje na polu gospodarczym. Chiński kapitalizm państwowy (wzorowany zresztą w pewnej mierze na rozwiązaniach japońskich) odnosi liczne sukcesy.  Możliwe, że jeszcze w tej dekadzie Chiny dokonają tego, co nie udało się Japonii – staną się największą gospodarką globu.

W ciągu ostatnich kilku lat Chiny stały się mocarstwem o globalnych wpływach. Swoją pozycję odbudowała Rosja. Mocarstwa te skutecznie przeciwstawiły się Stanom Zjednoczonym w kwestii syryjskiej. Niemniej na podstawie tego wydarzenia nie należy wysuwać zbyt daleko idących wniosków.

Wydarzeniem, które będzie miało kluczowe znaczenie dla utraty hegemonicznej pozycji przez Stany Zjednoczone, jest ewentualna utrata przez to państwo pozycji pierwszej gospodarki globu. Według analityków, Chiny mają wyprzedzić gospodarczo USA w tej bądź następnej dekadzie. Niemniej nie możemy być całkowicie pewni zrealizowania takiego scenariusza. Chiny – jak każde mocarstwo – odnoszą wiele sukcesów, ale muszą borykać się również z licznymi problemami. Współcześnie gospodarka ChRL rozwija się wciąż dynamicznie, ale ten stan nie musi trwać wiecznie. Kłopoty modelu gospodarczego ChRL to bardzo szeroki temat, zasługujący na oddzielne potraktowanie. Dlatego zasygnalizujemy tutaj jego najważniejsze elementy.

Zbudowany trzydzieści lat temu model gospodarczy stopniowo wyczerpuje swoje możliwości. Dotąd opierał się on głównie na inwestycjach i eksporcie. Ekspansja inwestycyjna z jednej strony uczyniła chińską infrastrukturę jedną z najnowocześniejszych na świecie, ale doprowadziła również do zadłużenia wielu samorządów. Niektóre szacunki wskazują, że chińskie władze lokalne są zadłużone nawet na 10,7 bln juanów (dane z 2010 r.)[11]. Chińscy ekonomiści uspokajają opinię, twierdząc, że zadłużenie znajduje się pod kontrolą[12]. Niemniej problem istnieje. Innym problemem Komunistycznej Partii Chin jest uzależnienie chińskiej gospodarki od eksportu. Skutkuje to podatnością gospodarki na zawirowania na arenie międzynarodowej. Ilekroć USA, UE czy Japonia mają ekonomiczne problemy, to ma je również gospodarka ChRL. Chiny muszą zwiększyć rolę popytu wewnętrznego w swoim modelu gospodarczym. Ponadto zmianom powinien również ulec profil chińskiej wytwórczości. Chiny muszą przestawić swój przemysł na produkcję bardziej innowacyjnych towarów.  Co więcej, w przyszłych latach ChRL będzie musiało zmierzyć się z problemem starzejącej się populacji. Liczba osób w wieku produkcyjnym osiągnęła swoje maksimum w 2010 r. i od tego czasu kurczy się[13]. Najprawdopodobniej w tym roku KPCh zniesie tzw. politykę jednego dziecka, aczkolwiek – zdaniem wielu uczonych – decyzja ta nie wpłynie diametralnie na sytuację demograficzną Państwa Środka[14]. Z wymienionych powyżej powodów gospodarka chińska zwalnia. Wzrost gospodarczy za II kwartał wyniósł 7,5 proc.[15] Jest to wynik wciąż pod wieloma względami imponujący, jednakże jeszcze w 2011 r. chińska gospodarka powiększyła się o 9,3 proc.[16] Niewykluczone, że tempo wzrostu będzie w przyszłości spadać nadal  do 6 proc. bądź nawet 5 proc. Chociaż wciąż będzie to stopa wzrostu nieosiągalna dla wielu rozwiniętych państw, to warto mieć na uwadze, że wzrost PKB oscylujący wokół 6,5-7 proc. jest uważany za próg bezpieczeństwa społecznego. Jeśli będzie on niższy, to kraj może zostać zdestabilizowany protestami społecznymi. W konsekwencji Chiny nie staną się pierwszą gospodarką globu. Osamotnionej Rosji będzie bardzo trudno stawiać opór Stanom Zjednoczonym.

Wymieniony powyżej scenariusz należy do najbardziej pesymistycznych i nie musi się zrealizować. Bardziej prawdopodobna jest inna sytuacja. Chińska Republika Ludowa będzie kontynuować swój relatywnie dynamiczny rozwój gospodarczy i w obecnej bądź następnej dekadzie stanie się największą gospodarką globu. Wiele elementów wskazuje jednakże, że ChRL nie będzie w stanie w pełni skorzystać z owoców gospodarczej supremacji. Sytuacja taka wynika z kilku przyczyn.

Po pierwsze, zdobycie przez Pekin miana pierwszej gospodarki świata nie oznacza przecież, że Waszyngton z dnia na dzień przestanie się liczyć na arenie międzynarodowej. Stany Zjednoczone przez dziesięciolecia swej międzynarodowej hegemonii wypracowały przewagę w bardzo wielu dziedzinach: gospodarczej, naukowo-technicznej czy militarnej. W konsekwencji Chińczycy będą skupieni głównie na swojej sytuacji wewnętrznej. Wiele lat zajmie jeszcze Chinom doganianie Ameryki w poszczególnych dziedzinach. Ponadto jak zauważono wcześniej, ChRL musi w najbliższych latach zmierzyć się z licznymi wyzwaniami. Państwo Środka stoi przed koniecznością transformacji swojego modelu społeczno-gospodarczego oraz będzie musiało zmierzyć się z problemem stopniowo starzejącego się społeczeństwa. Współczesne Chiny mają poniekąd janusowe oblicze. Z jednej strony ChRL jest potężnym i bogatym państwem o globalnych wpływach. Z drugiej strony to bogate i potężne państwo jest zamieszkiwane przez relatywnie wciąż ubogie społeczeństwo. Chiński PKB na jednego mieszkańca wynosi obecnie 9 300 dol.[17] Dla porównania PKB na jednego mieszkańca Polski (nie należącej wciąż do grona najzamożniejszych państw UE) to 20 900 dol.[18] Elity KPCh pragną, aby do 2020 r. PKB na osobę uległo podwojeniu. Tym samym obywatele ChRL osiągną poziom życia zbliżony mniej więcej do tego, jaki wiodą współcześnie obywatele Federacji Rosyjskiej[19].

damascus_syria

źródło: flickr.com/Henry Patton

Wymienione powyżej problemy skutkują tym, iż powody chińskiego izolacjonizmu nie wynikają wyłącznie z wyzwań współczesnej polityki wewnętrznej. Ma on głębokie podłoże kulturowe i historyczne. Chiny przez setki lat były najpotężniejszym państwem globu. Niemniej nie wykorzystały swojej przewagi gospodarczej, aby prowadzić, np. jak mocarstwa europejskie, ekspansji kolonialnej. Cesarze i mandaryni zadowalali się funkcjonowaniem w Azji Wschodniej tzw. systemu trybutarnego – polegał on na uznaniu (często jedynie symbolicznym) Chin za suwerena przez kraje regionu. Nierzadko władze Chin decydowały się na samoizolację. W tym celu poszczególne dynastie budowały fortyfikacje na północnej granicy, zaś w połowie XV w. mandaryni rozkazali zniszczyć flotyllę, na której czele wcześniej admirał Zheng He dotarł do wybrzeży Afryki. Zamknięcie Chin na świat przez Mao Zedonga w latach 1949-1976 stanowi w pewnym sensie kontynuację podobnych praktyk z czasów cesarskich. Państwo Środka było krajem w znacznym stopniu skupionym na sobie i własnych problemach, ewentualnie na sprawach swojego najbliższego otoczenia międzynarodowego. Współczesne Chiny, chociaż pod wieloma względami współpracują ze światem zewnętrznym, nie porzuciły zupełnie praktyk izolacjonistycznych. Ich wyrazem jest m.in. testament Deng Xiaopinga zalecający, że: „(…) nie należy podnosić głowy i wysuwać się przed szereg, nie udawać lidera i nie pełnić tej roli, lecz czekać na stosowną chwilę i nabierać sił (…)”[20]. Tradycje samoizolacji wpływają po dzień dzisiejszy na dyplomację ChRL. Kilka lat temu Stany Zjednoczone zaproponowały Chinom wspólne zarządzanie problemami globalnymi poprzez utworzenie klubu G2. Pekin odmówił[21]. Reakcja Chin na amerykańską propozycja bywa tłumaczona (takiego zdania jest np. francuski politolog Guy Sorman) w ten sposób, iż Państwo Środka byłoby w klubie G2 elementem słabszym. Natomiast już w krótkim czasie może stać się największą gospodarką globu, więc nie chcą wchodzić w kompromisowe układy[22]. Jest to chyba zbyt makiaweliczne spojrzenie na problem. Chiny nie zgodziły na udział w G2, ponieważ nie chcą brać odpowiedzialności za zarządzanie globem i związane z tym zaangażowanie się w działania niekoniecznie powiązane bezpośrednio z ich racją stanu. Biorąc pod uwagę to założenie, można zrozumieć politykę ChRL wobec konfliktu syryjskiego. Pekin konsekwentnie wspiera Damaszek oraz sprzeciwia się interwencji Zachodu w tym kraju. Niemniej Chiny ograniczały się głównie do poparcia dyplomatycznego – dopiero na początku września zdecydowały się na wysłanie kilku okrętów[23]. Kluczową rolę w zastopowaniu interwencji zagranicznej odegrała Rosja, pomimo tego, że jest już gospodarką mniejszą niż Chiny. Władimir Putin odegrał znacznie aktywniejszą rolę dyplomatyczną wokół Syrii niż Xi Jinping. Wynika to z różnych przyczyn. Istotną rolę odgrywa tutaj fakt, że Rosja posiada w Syrii większe interesy aniżeli Chiny. Niemniej nie można pominąć w tej kwestii bardzo starej tradycji chińskiego izolacjonizmu.

Wymienione powyżej kwestie będą w najbliższych latach wpływać na politykę ChRL. Wedle słów prof. Jin Cangronga, jednego z najwybitniejszych chińskich internacjologów, Chiny będą w następnych 20-30 latach mocarstwem introwertycznym, skupionym przede wszystkim na sobie[24]. Politykę taką w znacznym stopniu akceptują teoretycy chińskiej mocarstwowości. Pułkownik Liu Mingfu (autor głośnej książki pt. Chiński sen) twierdzi, że panowanie ChRL nad światem będzie opierać się na „szlachetnym przywództwie”[25]. Autor proponuje ową wizję w opozycji do amerykańskiej hegemonii wojskowej[26]. Pułkownik odwołuje się tym samym w jakiejś mierze do tradycji dawnej dominacji Cesarstwa Chińskiego w Azji Wschodniej, opartej na wzorcach konfucjańskiej harmonii. Koncepcje proponowane przez chińskich uczonych mają wiele pozytywnych aspektów. Ludzie krytycznie nastawieni do amerykańskiej hegemonii – zalicza się do nich autor niniejszego artykułu – doceniają przekonanie chińskich elit o potrzebie powstrzymania się od ingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw. Niestety, chińskie „szlachetne przywództwo” może zawierać w sobie także poważne słabości. Żyjemy w świecie globalnym. Wiele aspektów tworzy system naczyń połączonych. Wydarzenia z jednej części świata zawsze w jakiejś formie dotkną i ChRL. Niechęć Państwa Środka w stosunku do angażowania się w różne światowe problemy może odbić się negatywnie na ich pozycji międzynarodowej. Stany Zjednoczone podejmą wszelkie starania, aby wykorzystywać konkurenta.

Skutki chińskiego izolacjonizmu są łagodzone przez sojusz ChRL z innymi nieufnie nastawionymi wobec Zachodu mocarstwami, przede wszystkim Rosją. Potęgi te współtworzą instytucje międzynarodowe o wzrastającej roli np. SOW czy BRICS. Zdaniem Roberta Kagana, sojusz rosyjsko-chiński stanowi najpoważniejsze zagrożenie dla hegemonii amerykańskiej. Uważa on, iż państwa te tworzą swoistą koalicję państw autorytarnych, cofając stosunki międzynarodowe do XIX stulecia. Wszelako pojawia się pytanie, na ile ta koalicja zrealizowana w SOW bądź BRICS będzie trwała. Patrząc na te instytucje międzynarodowe, należy zauważyć, że łączy je głównie jeden element: niechęć do Stanów Zjednoczonych bądź szeroko rozumianej dominacji świata zachodniego. Antyamerykanizm/antyokcydentalizm są bardzo solidnym spoiwem. Niemniej warto pamiętać, iż jest to spoiwo silne dopóty, dopóki USA są największą potęgą świata oraz prowadzą awanturniczą politykę zagraniczną. Ponadto w każdym z tych krajów antyamerykanizm ma inny charakter. Dlatego ewentualne spory w ich gronie mogą poważnie utrudnić przeciwdziałanie powrotowi amerykańskiej hegemonii. Chiny nie chcą zbytnio angażować się w różne problemy o charakterze globalnym, jednakże na obszarze własnego regionu i terenach sąsiadujących prowadzą bardzo aktywną politykę. To z kolei nie zawsze wzbudza  pozytywną reakcje ze strony sąsiadów.

Najbardziej antyamerykańską politykę prowadzą Chiny i Rosja. Wszelako w obu krajach przyjmuje ona inną formę. Chiny prawdopodobnie są skazane na jakąś formę konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi. Chińscy przywódcy woleliby tego uniknąć, niemniej może się to okazać nierealne. Chiny dzięki swojej modernizacji gospodarczej rzuciły wyzwanie międzynarodowej pozycji USA. Prawdopodobnie jest już tylko kwestią czasu, kiedy ChRL stanie się największą gospodarką globu. Jak zwrócił uwagę singapurski uczony Kishore Mahbubani (były ambasador tego kraju przy ONZ), niemal zawsze w dziejach świata dochodziło do konfliktów pomiędzy największym mocarstwem zmierzchającym a wschodzącym[27]. Waszyngton nie jest mentalnie przygotowany do odgrywania roli drugiego mocarstwa świata. Amerykańskie elity wskazały na Chiny jako na swojego głównego rywala w tym stuleciu. Podejmują różnego rodzaju działania mające na celu przeciwstawienie się rozwojowi potęgi ChRL. Pomiędzy USA i Chinami najpewniej będzie w przyszłości dochodzić do konfliktów – o niekoniecznie militarnym charakterze.

Interakcje pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Federacją Rosyjską wyglądają natomiast trochę inaczej. Jakkolwiek relacje obu mocarstw są bardzo napięte, to nie muszą mieć takiego charakteru. Rosja w ostatnich kilkunastu latach odbudowała do pewnego stopnia swoją pozycję międzynarodową. Niemniej sama nie jest w stanie rzucić Stanom Zjednoczonym poważniejszego wyzwania globalnego. Elity rosyjskie wiedzą o tym. Rosja po prostu pragnie kontynuować modernizację społeczno-gospodarczą oraz zachować swoje wpływy w wybranych regionach świata (przede wszystkim obszarze postradzieckim). Ameryka nie ma żadnych racjonalnych powodów, aby obawiać się Rosji. Przeciwnie – prowadząc radykalnie antyrosyjską politykę, umacnia jedynie sojusz chińsko-rosyjski. Racja stanu USA wymaga, aby sojusz Moskwy i Pekinu uległ rozluźnieniu, a najlepiej likwidacji. Stany Zjednoczone powinny dążyć do zbliżenia z Moskwą. W Ameryce wielu prominentnych osób zauważa tą potrzebę. Współpracę z Rosją popiera m.in. Zbigniew Brzeziński[28]. Warto pamiętać, iż w pierwszych latach swojej prezydentury Barack Obama działał na rzecz zbliżenia z Rosją. W 2010 r. zaproponował Moskwie stworzenie wspólnego systemu obrony przeciwrakietowej[29].

Jeśli w przyszłości USA wyciągną rękę do Rosji, to prawdopodobnie nie zostanie ona odtrącona. Współcześnie stosunki rosyjsko-chińskie są bardzo bliskie. Jednakże elity rosyjskie wiedzą, że w zestawieniu obu mocarstw Rosja wypada minorowo. Gospodarka rosyjska, to obecnie tylko ok. 20 proc. gospodarki chińskiej[30]. Proporcje demograficzne są jeszcze bardziej niekorzystne – populacja federacji stanowi jedynie ok. 10 proc. populacji ChRL[31]. Chiny coraz bliżej współpracują z krajami Azji Środkowej. Niedawno przewodniczący ChRL Xi Jinping wezwał do budowy w tym regionie Ekonomicznego Pasa Jedwabnego Szlaku[32]. Chińczycy starają się, aby takie kroki nie zostały potraktowane w Moskwie jako antyrosyjskie. Jednakże Rosjanie wiedzą, iż pogłębianie kooperacji z ChRL może teoretycznie poskutkować uzależnieniem się Rosji od południowo-wschodniego sąsiada. Istnieją obawy, że w przyszłości sojusz Chin i Rosji może przybrać formę zbliżoną do sojuszu Niemiec i Austro-Węgier, gdzie Moskwa będzie odgrywać rolę Wiednia. Rosjanie wiedzą o tych negatywnych tendencjach. Kreml prowadzi bardzo aktywną politykę zagraniczną zogniskowaną na poszukiwanie ewentualnych partnerów równoważących ChRL. Federacja współpracuje np. z Japonią i Indiami. Zbliżenie rosyjsko-amerykańskie w przyszłości nie jest niemożliwe.

Nie tylko współpraca chińsko-rosyjska może ulec w przyszłości pogorszeniu. Taka sytuacja może mieć miejsce w wypadku relacji Pekin-Nowe Delhi. Jakkolwiek o ile stosunki chińsko-rosyjskie są dziś bardzo dobre, to o relacjach Chin i Indii tego samego powiedzieć nie można. W Indiach po dzień dzisiejszy istotną rolę odgrywa trauma związana z klęską w wojnie himalajskiej. Oba mocarstwa wciąż nie uregulowały do końca kwestii granicznych. Indie patrzą z obawą na wzrost wpływów chińskich w basenie Oceanu Indyjskiego, traktowanego przez indyjskie elity jako swoiste Mare Nostrum[33]. Chiny i Indie mają również wspólne interesy – obie potęgi sprzeciwiają się amerykańskiemu imperializmowi oraz działają na rzecz zreformowania systemu międzynarodowego w duchu bardziej pluralistycznym. Niemniej w przyszłości może to być zbyt mało. Jeśli Indie uznają Chiny za główne zagrożenie, to mogą zacieśnić swoje stosunki z USA. Waszyngton od czasów prezydentury George’a W. Busha działa na rzecz współpracy z Nowym Delhi. Ostatnie wizyty Baracka Obamy są tego dobrym przykładem.

Niepewnym fragmentem koalicji jest Iran. Współcześnie Chiny i Rosja są jego najistotniejszymi aliantami. Wszelako współpraca Teheranu z Pekinem i Moskwą nie zawsze przebiega pozytywnie. W 2010 r. oba mocarstwa poparły zaostrzenie sankcji gospodarczych wobec Iranu. Pekin i Moskwa tłumaczyły się później, że nie mogą zbyt jawnie sprzeciwiać się USA. Temu stanowisku nie brak zasadności. Jednakże to tylko część prawdy o stosunku Chin i Rosji do Iranu. Iran to duży rynek o rosnącej klasie średniej, która konsumuje coraz więcej dóbr. Z punktu widzenia przedsiębiorstw chińskich i rosyjskich obecna sytuacja jest bardzo wygodna. Koncerny z USA, Wlk. Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch czy Japonii niejako dobrowolnie wycofały się z Iranu. Chińczycy i Rosjanie nie muszą konkurować na rynku irańskim ze byt dużą ilością przeciwników. Władze Iranu wiedzą, że taka polityka prowadzi do zbytniego uzależnienia Iranu od Chin i Rosji[34]. W konsekwencji prezydent Hassan Rouhani usiłuje doprowadzić do jakiegoś porozumienia z USA[35].

Podsumowując, należy stwierdzić, że droga do trwałego ograniczenia amerykańskiej hegemonii jest jeszcze daleka. W tym kontekście warto pamiętać o dziejach imperium brytyjskiego. Wielka Brytania utraciła swoją gospodarczą dominację w drugiej połowie XIX stulecia, lecz mimo wszystko zdołała jeszcze wyjść zwycięsko z dwóch wojen światowych[36]. Nawet w sytuacji, gdy USA utraci pozycje największej gospodarki globu, wciąż będą istotnym graczem globalnym. Chiny potrzebują jeszcze wielu lat na uporanie się z licznymi problemami natury wewnętrznej oraz dogonienie Stanów Zjednoczonych w różnych dziedzinach. Dyplomacja waszyngtońska nie będzie w tym czasie próżnować. Głównym spoiwem organizacji  SOW czy BRICS jest sprzeciw wobec hegemonii amerykańskiej. W wyniku utraty przez USA pozycji największej gospodarki globu, obawy związane z dominacją USA mogą ulec zmniejszeniu. Co więcej, w międzyczasie wzrosnąć mogą międzynarodowe obawy związane z rozwojem Chin. Ameryka zapewne będzie wykorzystywać sinofobiczne resentymenty, szczególnie silne na obszarze Azji Wschodniej. Warto pamiętać, że administracja Baracka Obamy podejmuje od kilku lat w tej dziedzinie odpowiedni kroki. Waszyngton dąży do stworzenia wrogiej wobec Pekinu koalicji w regionie. Amerykanie pragną, aby jej członkami były takie państwa jak Japonia, Korea Południowa, Tajwan, Filipiny, Wietnam, Malezja, Birma, Indonezja czy Indie.  Z punktu widzenia amerykańskiej racji stanu szczególnie opłacalnym jest wciągnięcie do tego sojuszu Federacji Rosyjskiej. Z dzisiejszej perspektywy taka wizja wydaje się nierealna. Jednakże nie musi tak być w przyszłości. Obawa przed wzrostem potęgi Chin może zbliżyć Waszyngton i Moskwę. Utworzenie takiej koalicji będzie miało bardzo doniosłe skutki geopolityczne. Doprowadzi to do zupełnego okrążenia i izolacji Chin. Japonia, Tajwan, Filipiny, Malezja oraz Indonezja blokują Chinom dostęp oceanów Spokojnego i Indyjskiego. Elity Państwa Środka postrzegają to, jako swoistą „odwrotność Wielkiego Muru” położoną u swoich wybrzeży[37]. Mając na uwadze amerykańskie koncepcje geostrategiczne wobec Chin, można inaczej spojrzeć na wydarzenia wokół Syrii. Powstrzymanie się przed interwencją zbrojną w tym kraju przez Baracka Obamę niekoniecznie musi być oznaką słabości. Można je traktować jako przejaw rozsądku. Amerykański przywódca ostatecznie cofnął się przed lekkomyślną decyzją, tym samym nie doprowadzając do głębszego scementowania aliansu rosyjsko-chińskiego. W konsekwencji furtka do porozumienia amerykańsko-rosyjskiego wciąż pozostaje otwarta…

Państwa sprzeciwiające się amerykańskiej dominacji powinny mieć powyższe kwestie na uwadze. Dotyczy to w szczególności Chin. Państwo Środka stanowi dziś główny motor organizacji takich jak SOW czy BRICS. Pekin ma realne szanse zdeklasować Waszyngton w różnych sferach. Niemniej władze ChRL muszą stale doglądać swoich stosunków z największymi sojusznikami oraz sąsiadami. Zhongnanhai nie może pozwolić, aby wzrost międzynarodowej pozycji Chin stał się przyczyną niesnasek z sąsiadami. Chiny nie mogą dopuścić do konfliktów z Rosją, Indiami czy Japonią. Jeśli chińskim elitom się to nie uda, Ameryka może być spokojna o swoją międzynarodową pozycję.


[1] M. Nowicki, Dziwna wojna Ameryki, „Newsweek Polska” 2013, nr 36 z 2-8 IX, s. 48-53.

[2] Jest porozumienie w sprawie rezolucji dotyczącej Syrii, www.rp.pl, 11 X 2013.  

[3] Por. Brak postępu w rozmowach ws. kryzysu budżetowego, www.rp.pl, 11 X 2013.

[4] J. Giziński, Pekin udziela lekcji Waszyngtonowi, www.rp.pl, 11 X 2013.

[5] W. Orłowski, Stulecie chaosu, alternatywne dzieje XX wieku, Warszawa 2009, s. 26.

[6] K. Seitz, Chiny. Powrót olbrzyma, Warszawa 2008, s. 300.

[7] K. G. Henshall, Historia Japonii, Warszawa 2011, s. 204.

[8] Tamże, s. 201.

[9] D. Konieczny, Video komentarz: o rosnącej potędze gospodarczej Chin i możliwych konsekwencjach, www.polska-azja.pl.

[10] Turcja wybrała chińskie rakiety ziemia-powietrze, www.defence24.pl, 12 X 2013.

[11] T. Sierakowski, Zadłużenie chińskich prowincji, „Opcja na Prawo” 2011, nr 12 z XII, s. 21-22.

[12] Chińskie banki nie utoną, www.ekonomia.rp.pl, 12 X 2013.

[13] J. Giziński, Chińska starość nie radość, www.rp.pl, 12 X 2013.

[14] Radosław Pyffel: konsekwencje polityki jednego dziecka to bomba z opóźnionym zapłonem, www.onet.pl, 12 X 2013.

[15] PKB Chin wzrósł w II kw. 2013 r. o 7,5%, www.ekonomia.rp.pl, 12 X 2013.

[16] Economy: China, www.cia.gov, 12 X 2013.

[17] Tamże, 12 X 2013.

[18] Economy: Poland, www.cia.gov, 12 X 2013.

[19] Economy: Russia, www.cia.gov, 12 X 2013.

[20] B. Góralczyk, Przebudzenie smoka. Powrót Chin na scenę globalną, Warszawa 2012, s. 132.

[21] Tamże.

[22] P. Jendroszczyk, Pekin chce być jak Waszyngton, www.rp.pl, 12 X 2013.

[23] Chiny wysyłają okręty w kierunku Syrii, www.defence24.pl, 12 X 2013.

[24] Jin Cangrong, Przyszłość Chin, Toruń 2013, s. 7.

[25] B. Góralczyk, Przebudzenie smoka…, s. 32.

[26] Tamże.

[27] B. Góralczyk, Wiek Pacyfiku. Epoka konwergencji czy konkurencji?, „Przegląd polityczny” 2013, nr 118, s. 30-33.

[28] Z. Brzeziński, Strategiczna wizja. Ameryka a kryzys globalnej potęgi, Kraków 2013, s. 205.

[29] Miedwiediew: Okres napięć pomiędzy Rosją i NATO minął, wiadomosci.dziennik.pl, 3 XI 2012

[30] Country ComparisonGDP (purchasing power parity), www.cia.gov, 12 X 2013.

[31] Country Comparison: Population, www.cia.gov, 12 X 2013.

[32] B. Góralczyk, Nowy Jedwabny Szlak właśnie się tworzy, www.obserwatorfinansowy.pl, 12 X 2013.

[33] A. Bartnicki, H. Dalewska-Greń, M. Dehnel-Szyc, Konflikty współczesnego świata, Warszawa 2008, s. 136.

[34] Patrz szerzej: J. P. Cardenal, H. Araujo, Podbój świata po chińsku, Katowice 2012, s. 81-89.

[35] Ł. Wójcik, Chytry Hasan, „Polityka” 2013, nr 40 z 2-10 X, s. 52-53.

[36] F. Zakaria, Koniec hegemonii Ameryki, Warszawa 2009, s. 199.

[37] R. D. Kaplan, Monsun. Ocean Indyjski i przyszłość amerykańskiej dominacji, Wołowiec 2012, s. 350.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
S. Niewiński: Wydarzenia wokół konfliktu syryjskiego. Czy to koniec Pax Americana? Reviewed by on 15 października 2013 .

W przeciągu ostatniego miesiąca wojna domowa w Syrii – trwająca od 2011 r. – nabrała iście międzynarodowego charakteru. Stało się tak za sprawą użycia 21 sierpnia 2013 r. przez jedną ze stron konfliktu (do dziś nie zostało wyjaśnione przez którą) gazu bojowego[1]. Stany Zjednoczone oskarżyły o ten akt stronę rządową oraz zagroziły im interwencją zbrojną.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 13

  • Autor i komentatorzy słusznie zauważyli, że Chiny i Rosję spaja głównie niechęć do USA.
    Ale pomiędzy Chinami i Rosją jest jeszcze traktat w Nerczyńsku, na mocy którego Chiny, wtedy znacznie słabsze, musiały ustapić Rosji znaczne obszary nad Amurem. Nie przypuszczam, aby Chiny o nim zapomniały. Ciekawe, kiedy sobie o nim „przypomną”.

  • @R.P.

    ”Ge[ j ]opolityka” – świetne, postaram się zapamiętać ; O tyle mogę się zgodzić, że faktycznie jednym z największych błędów Kaczyńskiego był zakaz homoparady co dało asumpt do rozpętania histerii, może rzeczywiście należało ścierpieć pochód zboczeńców bo przecież nigdy nie zyskałoby to takiego rezonansu gdyby nie ogromne wsparcie ze strony różnych środowisk i organizacji w kraju nade wszystko zaś zagranicznych. Gdyby polityczny aktywizm homoseksualistów był fenomenem samodzielnym i oddolnym pozostałby krzykliwym, obscenicznym kuriozum – wspominają o tym nawet ”działacze gejowscy” tacy choćby jak Szymon Niemiec [ skądinąd polecam jego ”homilie” tak nieudolne w swej bluźnierczości, że przekraczające granice niezamierzonej autoparodii ] czy Jakub Janiszewski skarżący się na nikłe w tym towarzystwie zainteresowanie tymi sprawami. Dlatego to raczej Pan przecenia ich możliwości – nie tyle ”swietnie zorganizowani geje zdobyli mocnego protektora jakim jest swiat zachodni” ile spełniają dlań rolę pożytecznych idiotów, są narzędziem jego ”imperializmu kulturowego i ekonomicznego” [ bowiem jak wiadomo są niemal idealnymi konsumentami i kredytobiorcami – mowa rzecz jasna o gejach a nie zwykłych ”pedałach” jak to zostało trafnie ujęte w dosadnym dowcipie ], najlepszym dowodem żelazna hierarchia panująca wśród lansowanych mniejszości, przekonał się o tym boleśnie głośny onegdaj projektant mody Galliano pomstujący na Żydów – nawet ostentacyjny homoseksualizm nie uratował go przed anatemą, nie wiem co się dzieje teraz z gościem ale wątpię by dalej działał w branży, w każdym razie na pewno nie na taką skalę jak niegdyś. Jedno zastrzeżenie : nie ma żadnego związku między konserwatyzmem kulturowym a zacofaniem ekonomicznym co pan zdaje się sugerować na wstępie w przypadku Wietnamu, zresztą sam pan sobie przeczy pisząc parę zdań niżej coś wręcz przeciwnego – to właśnie nowa lewica obaliła marksistowską korelację między bazą a nadbudową a najlepszym dowodem omawiany fenomen politycznego [homo]seksualizmu, sztucznie, niemal od podstaw wykreowany.

    @Stanisław Niewiński

    Gdzieś czytałem, że chińscy decydenci przyzwalają na poruszanie takich tematów by odsunąć uwagę od znacznie pilniejszych politycznych i ekonomicznych, zresztą naśladując w tym tylko na swój sposób zachodnich, nawet co bardziej świadomi lewicowcy zaczynają zauważać iż ”wojny kulturowe” są wygodnym sposobem kanalizowania namiętności i napięć społecznych tak aby komuś nie przyszło jeszcze do głowy przypatrzeć się dziwnym operacjom finansowym banksterów i zblatowanych z nimi polityków okradających na potęgę swoich ”wyborców”. Natomiast Rosja z kolei przez swe parakonserwatywne napinki zyskuje na Zachodzie i nie tylko wśród środowisk zachowawczych dających się nabierać na tą grę np. czytałem gdzieś, że tzw. nowa prawica we Francji wpadła przez to niemal w pro-Putinowski amok [ Depardiejew to tylko symptom tej choroby ], paradoksalnie Rosjanie idą w tym śladem Izraela wchodzącego w sojusze z ludźmi Haidera czy Geertem Wildersem itp.

  • @Anarcha

    Nie docenia Pan homoseksualistow i sprawy gejowskiej w polityce miedzynarodowej, a jest to ostatnimi czasy bardzo wazny element.

    Nie chodzi tu juz nawet o „homofobiczna” i napietnowana w krajach zachodnich ( bojkot Soczi?) postawe Wladimira Putina i rosyjskiej tyczkarki Jeleny Isinbajewej.

    Nie tak dawno ( nie pamietam dokladnie mozna sprawdzic), malzenstwa homoseksualne zalegalizowal skadinad konserwatywny ( bo wciaz dochod na glowe w tym kraju jest nizszy niz w Polsce) Wietnam. To oznacza ze jesli chodzi o prawa gejow ten kraj juz nas wyprzedzil.

    Teraz o czyms podobnym mysla Chiny ( bylaby to zreszta swietnie zastosowana klasyczna juz i sformulowana przez Deng Xiaopinina w 28 znakach zasada „nie wychodzenia przed szereg, ukrywania swoich zdolnosci ( nie budzenie kontrowesji itd, a w roli homofobicznego i obciachowego chlopca do bicia zostalby obsadzony Wladimir Putin i Rosja.

    Co do wszystko oznacza?

    Moim zdaniem to, ze zasada iz prawa gejom wcale nie musza byc przyznawane wraz ze zwiekszaniem sie dochodu spoleczenstw ( i co za tym idzie ich liberalizacja postaw wobec gejow- vide Wietnam, byc moze wkrotce Chiny.)
    A to dlatego i tu po drugie, ze geje (swietnie zreszta zorganizowani) zdobyli mocnego protektora jakim jest swiat zachodni, ale chyba przede wszystkim USA i Barrack Obama.
    Jesli chcesz handlowac z Zachodem, boisz sie Chin i chcesz byc przyjacielem USA, musisz przyznac prawa gejom, vide Wietnam. Inaczej nie rozmawiamy.

    Takze wojny swiatopogladowe i ksztaltowanie/zmienianie postaw spoleczesntwa ( troche to widzimy w Polsce) w niektorych krajach nie ma znaczenia.
    Liczy sie geopolityka, w zasadzie gejopolityka, lub geo-gejopolityka.

    Mysle ze warto przygladac sie „kwestii gejowskiej” w polityce miedzynarodowej. Na pewno odegra ona jeszcze nie raz istotna role, nie tylko przy amerykanskim pivocie do Azji.

    • Avatar Stanisław A. Niewiński

      @ R.P.

      O ile mi wiadomo, to w Wietnamie nie nastąpiło zalegalizowanie „małżeństw” homoseksualnych. Tamtejsze władze jedynie zastanawiają się nad tą kwestią. Zezwalają na parady organizowane przez te środowiska.

      Co do Chin, to problem LGBT ma tam (przynajmniej na razie) marginalny charakter. Co jakiś czas ktoś napomina, aby zastanowić nad kwestią legalizacji związków partnerskich, jednakże KPCh tego nie czyni – ma oczywiście poważniejsze sprawy.

      Problematyka homoseksualizm w Azji Wschodniej, to dość złożona sprawa. Z jednej strony wzrost tolerancji wobec tego zjawiska, to efekt demoliberalnej propagandy serwowanej przez Zachód. Jednakże z drugiej strony warto pamiętać, że w tym regionie w przeszłości często podchodzono do homoseksualizmu z dużą tolerancją. Wzrost niechęci do tego zjawiska był związany z np. zaprowadzeniem systemu komunistycznego. Maoizm w Chinach traktował homoseksualizm, jako przejaw dekadencji charakterystycznej dla późnego cesarstwa. Wzrost tolerancji wobec tych praktyk współcześnie, to także w znacznym stopniu przejaw powrotu do własnych tradycji.

  • Nie zgadzam się z tezą poruszaną wielokrotnie w artykule, a zawartą w zdaniu „jeśli w przyszłości USA wyciągną rękę do Rosji, to prawdopodobnie nie zostanie ona odtrącona”.
    Rosję, a zwłaszcza jej elity wywodzące się z KPZR lub z sowieckich służb specjalnych, charakteryzuje antyokcydentalizm, a z całego Zachodu największą niechęcią darzona jest Ameryka.
    Niechęć do Zachodu wynika z różnic ideologicznych, niechęć budzi zachodnie narzucanie światopoglądu w zakresie m.in mniejszości seksualnych (jak bliska wielu Polakom jest ta niechęć), a do Ameryki niechęć wynika głównie za spowodowanie upadku ZSRR.
    Tak więc, choć dyplomacja Rosji słynie ze skuteczności od dawna, to w przypadku Ameryki rosyjskie elity będą kierowały się raczej resentymentami niż bismarckowską Realpolitik.

    Działania Chin zgodnie z przytoczoną przez Pana zasadą Deng Xiaopinga jest jeszcze nadzwyczaj ostrożne.
    Zdziwiłem się niską aktywnością Chin w kwestii obrony reżimu Assada. Doskonała zagrywka Putina, która jak sądzę będzie za kilkadziesiąt lat przedstawiana jako przykład studentom stosunków międzynarodowych, pokazuje, że to nadal Rosja, a nie Chiny pełni rolę lidera opozycji wobec USA.
    W przypadku Chin nasuwają się jednak mocno skojarzenia z USA oraz z cesarskimi Niemcami.
    USA (podobnie jak dzisiaj Chiny) aż do I Wojny Światowej, mimo tego, że była pierwszą potęgą gospodarczą nie wykorzystywały tego atutu do odgrywania na świecie przewodniej roli. Stało się tak dopiero w trakcie II WŚ, kiedy przewaga USA nad pozostałymi mocarstwami była ogromna.
    Warto jednak pamiętać, że USA, mimo statusu od końca 1890 pierwszej potęgi gospodarczej, nie posiadały jakiejś znacznej przewagi demograficznej nad mocarstwem nr 2 (w 1900 USA 76 mln, Niemcy 56 mln, w przypadku Imperium Brytyjskiego nie uwzględniając kolonii), naukowej (liderem naukowym były w tym czasie Niemcy i miało to miejsce aż do lat 30.) oraz militarnej (I potęgą na lądzie były Niemcy, na morzu Imperium Brytyjskie). Przewaga gospodarcza musiała zostać dopiero przekuta na przewagę w pozostałych dziedzinach co uczyniło z USA supermocarstwo, w każdym bądź razie stało się to dzięki dwóm wojną światowym, w tym autodestrukcyjnym (w skutkach) działaniu głównego rywala w tym czasie tzn. Niemiec.

    Również liczne analogie mamy w przypadku wilhelmińskich Niemiec. Koncepcja ta pojawiła się po raz pierwszy właśnie na tym portalu.
    Państwo to powstając w 1870 r. na drodze militarnej pod egidą Prus, na skutek szybkiego (lecz wolniejszego niż w USA) rozwoju gospodarczego, wysokiej pozycji w zakresie nauk przyrodniczych, bardzo silnego przemysłu oraz niebotycznych ambicji elit i cesarza Wilhelma stało się głównym mocarstwem europejskim, którego celem miało być odnalezienie swojego „Platz an der Sonne”. Ponieważ to Prusy nadały nowemu państwu charakter, tak więc duch militarystyczny był w Niemczech bardzo silny i polityka od samego początku była bardzo interwencjonistyczna, a po dymisji Bismarcka stała się wręcz bezmyślnie interwencjonistyczna i zmierzająca do konfrontacji. Charakterystyczne dla niej są słynne Mowy Huńskie (nawiasem mówiąc wciąż pamięta się o tych przykrych zapowiedziach niemieckiego skrajnego szowinizmu), które doskonale wyrażały poglądy Wilhelma i mało licznych, ale niezwykle wpływowych kręgów wojskowych.

    Jakie mamy analogie ?
    1. Zarówno Chiny jak i kajzerowskie Niemcy zaburzyły trwającą wcześniej równowagę
    2. Oba państwa cechuje (oczywiście w przypadku Niemiec mamy czas przeszły) autorytaryzm.
    3. Oba narody cechuje silny nacjonalizm i przekonanie o własnej wyższości nad obcymi
    4. Oba państwa w wyniku strachu sąsiadów przed rosnącą potęgą, a także aroganckiej polityki zniechęciły sobie większość sąsiadów. Jedynym znaczącym sojusznikiem Chin w Azji może być Moskwa, Berlina był Wiedeń. Moskwę i Pekin łączy niechęć do hegemonii amerykańskiej, Berlin i Wiedeń łączył strach przed rosnącą potęga carskiej Rosji, a także fakt, że elity austriackie i niemieckie należały de facto do tego samego narodu. Naród austriacki został wyodrębniony wyraźnie po II Wojnie Światowej w celu wyodrębnienia się od Niemców kojarzonych odtąd z nazizmem oraz wielkimi zbrodniami.

    Z drugiej jednak strony:
    1. Demograficzna oraz ekonomiczna potęga będzie wkrótce znacznie większa, niż analogiczna przewaga pomiędzy wilhelmińskimi Niemcami, a USA.
    2. Naukowa przewaga prawdopodobnie nie zostanie przez Chiny osiągnięta w ciągu 20 następnych lat.
    3. Zależna od postępu naukowo-technologicznego jest siła militarna, trudno oczekiwać żeby przez następne 20 lat Chiny stały się główną potęgą militarną.
    4. Istnieje ogromna różnica w zakresie ideologii. Chińska nawiązuje to konfucjańskich zasad i ogólnie chińskiej niechęci do prowadzenia wojen daleko od granic. Niemcy natomiast prowadziły bardzo interwencjonistyczna politykę nastawianą na pokonanie konkurentów na drodze militarnej i ekonomicznej.
    5. W Niemczech koła militarystyczne były znacznie silniejsze niż ich odpowiedniki we współczesnych Chinach.
    6. Chiny są geograficznie i demograficznie zbyt wielkie by można było je po prostu pokonać militarnie.

    Chinom oficjalnie retoryka Hunnenrede wydaje się być obca, ale jakie są poglądy nieoficjalne chińskich elit ?
    Jaką rolę odegrają w XXI wieku ? Czy będzie to rola równie negatywna, jak odegrana przez Niemcy w XX wieku czy jednak Chiny wniosą pozytywny wkład w rozwój cywilizacji ? Jak Chińczycy zareagują na własną potęgę ? Czy podążą ścieżką Berlina w latach 1866-1945, czy może USA w latach 1865 – 1917.
    Odpowiedź na te pytania (i coraz bardziej mam tą pewność) są kluczowe dla pytań o cały XXI wiek.

    • Proszę wybaczyć, że się wtrącę ale muszę odnieść się do wspomnianej przez pana na początku ”niechęci jaką budzi w elitach rosyjskich zachodnie narzucanie światopoglądu w zakresie m.in mniejszości seksualnych [ oraz tego ”(jak bliska wielu Polakom jest ta niechęć)” – moim zdaniem najzupełniej uzasadniona i nie ma to wiele wspólnego z jakowąś ”homofobią” ] – jak głupia i w gruncie rzeczy przeciwskuteczna jest to polityka mogliśmy zaobserwować niedawno w Mołdawii, gdzie urządzono kuriozalną tęczową paradę : nie jestem jakimś ekspertem od tego kraju ale z tego co mi wiadomo ma on znacznie większe i wymagające pilnego załatwienia problemy niż, proszę wybaczyć dosadność, ból tyłka paru kochających inaczej panów ! Przede wszystkim ogromne bezrobocie i biedę, przecież ten kraj to niemal jedna wielka szara strefa, może więc warto by Zachód [ bo przecież stamtąd głównie płynie wsparcie i pieniądze na ten cyrk ] najpierw zainwestował tam w jakiś przemysł czy chociaż zaczął masowo skupywać ich wina by dać ludziom pracę i zapewnić jaki taki dobrobyt a dopiero później pomyślał o straszliwie dyskryminowanych mołdawskich homoseksualistach ? Czy mam jeszcze mówić, że miejscowi wk….li się na ten pokaz neoimperialnej buty i bezmyślności z jaką zachodni cywilizatorzy próbowali narzucić im swą ”wyższą kulturę” co oczywiście natychmiast zdyskontowały miejscowe sierpomłoty działające pod egidą wiadomo kogo ? Podobnie było nieco wcześniej w Gruzji – byle tak dalej a idiotyczna polityka Waszyngtonu, Brukseli i Berlina niedługo każdego sojusznika w tych rejonach pchnie z powrotem w ramiona Moskwy, która już wyczuła koniunkturę zgrywając się na ”konserwatyzm” na który tak jak wcześniej na komunizm nabierają się różni pożyteczni idioci. Nawet jeśli nie pochwalam Gruzinów, którzy omal nie zlinczowali pederastów to mogę zrozumieć wściekłość tych ludzi, na szczęście ludzie tam nie są tak zakompleksieni jak Polacy łykający bezkrytycznie każdą bzdurę płynącą z zachodu czy skądinąd, byle nie była swoja znaczy ”przaśna”, być może niestety jest to jedyny sposób by uchronić się przed obscenicznością publicznych parad zboczeńców i hańbą zasiadania w parlamencie podkasanego ubola – zapewne tamtejsze ”dzikusy” nie są jeszcze na tyle ”wyzwolone” [ z elementarnej godności ? ] by to ścierpieć.

    • Avatar Stanisław A. Niewiński

      @ MG

      „Nie zgadzam się z tezą poruszaną wielokrotnie w artykule, a zawartą w zdaniu „jeśli w przyszłości USA wyciągną rękę do Rosji, to prawdopodobnie nie zostanie ona odtrącona”.
      Rosję, a zwłaszcza jej elity wywodzące się z KPZR lub z sowieckich służb specjalnych, charakteryzuje antyokcydentalizm, a z całego Zachodu największą niechęcią darzona jest Ameryka.”

      Wie Pan myślę, że na tą kwestię należy patrzeć w kontekście nie kilku ale nawet kilkunastu, bądź więcej lat. Współcześnie dopóki zarówno Chiny, jak i Rosja obawiają USA, sojusz obu mocarstw jest trwały. Gdy USA osłabną – sytuacja może się zmienić.

      Jak słusznie zauważa P. Anarcha, za ochłodzenie w relacjach Zachód-Rosja, nie tylko Rosja ponosi winę. Zachodnie moralizatorstwo prawoczłowiecze, przejawiające się m.in. w absurdalnym promowaniu środowisk LGBT, budzi w Rosji zrozumiały opór. Jeśli USA przyjmą w przyszłości bardziej realistyczny kurs wobec Rosji, to i na Kremlu może on spotkać się z większym zrozumieniem. Nie należy przeceniać antyzachodnich resentymentów związanych z upadkiem ZSRR. One nie będą trwać wiecznie. Moskwa przede wszystkim dba o swoje interesy. Jeśli jej elity dojdą do wniosku, że Chiny stanowią większe zagrożenie, aniżeli USA – to zdecydują się na zbliżenie z Waszyngtonem.

      Warto w tym względzie pamiętać o wydarzeniach z lat 70. XX stulecia. Gdy pod koniec lat 60. XX w. w Pekinie i innych miastach ChRL szalały bojówki Czerwonej Gwardii, nikt nie sądził, że kilka lat później do tego samego Pekinu będą przybywać delegacje USA. Jednak tak się stało. Strach przed ZSRR okazał się silniejszy, niż antyamerykańskie obawy elit KPCh. Skoro totalitarne Chiny Mao Zedonga mogły sprzymierzyć się z USA przeciwko ZSRR, to dlaczego znacznie bardziej liberalna Rosja Putina nie miałaby zrobić tego samego przeciwko ChRL?

      Osobiście nie chciałbym, aby taki scenariusz uległ realizacji. Alians rosyjsko-chiński jest gwarantem przeciwdziałania wobec amerykańskiej hegemonii. Jego istnienie może umożliwić Polsce większą swobodę dyplomatyczną. Natomiast porozumienie Waszyngton-Moskwa siłą rzeczy musi zostać zrealizowany ponad naszymi głowami. Niemniej nie jest to opcja nierealna.

    • Czy aby jest to antyokcydentalizm, czy tylko antyamerykanizm? Europa ma historyczne watki totalitarne, jak rowniez ciagoty pro-wschodnie nazwijmy to umownie. Stad tez chec dogadania sie z EU i „modernizacji” FR kosztem slabej Europy, co zreszta objawia sie bezwzglednym wykorzystaniem przez FR bezmyslnego antyamerykanizmu speleczenstw UE (miedzy innymi), ktory to akurat ostatni aspekt bezkrytycznie nasladuja Polacy.

      Jakies jaskolki otrzezwienia sie pojawiaja w Europie po blizszym zapoznaniu sie z prawdziwym obliczem kultury FR, ktorej „azjatyckie” aspekty sa podziwiane z daleka, a po doswiadczeniu osobistym nie sa juz tak atrakcyjne, czego aktualnie doswiadczaja Holendrzy po odwetowym obiciu ich dyplomaty w Moskwie. :)

  • Owszem, owszem, wiele ciekawych i trafnych spostrzeżeń niemniej muszę się czepić paru istotnych spraw, przede wszystkim :

    ”Zamknięcie Chin na świat przez Mao Zedonga w latach 1949-1976 stanowi w pewnym sensie kontynuację podobnych praktyk z czasów cesarskich. Państwo Środka było krajem w znacznym stopniu skupionym na sobie i własnych problemach, ewentualnie na sprawach swojego najbliższego otoczenia międzynarodowego. ”

    – jest to nieprawda, Mao prowadził agresywną globalną politykę rewolucyjną wymierzoną w amerykański imperializm jednocześnie intensywnie rywalizując na tym polu z Sowietami, wprawdzie przyniosła ona dość mikry skutek w porównaniu z nakładami i zamiarami niemniej nie można powiedzieć by cały wysiłek poszedł na marne, choćby te miliony przetłumaczonych ”czerwonych książeczek” jakimi Chińczycy zarzucili wówczas Zachód ostro namieszały we łbach kontrkulturowej zrewoltowanej młodzieży, o ile u nas maoizm był i pozostał [ na szczęście ! ] egzotycznym kuriozum tamże wielu dzisiejszych decydentów politycznych i kulturalnych przeszło w młodości tą zarazę a są tacy jak choćby ostro lansowany u nas przez ”Krypola” Alain Badiou, którzy do dziś utrzymują iż myśl Mao ”wiecznie żywa” [ to skądinąd coś niesamowitego – wyobraźmy sobie jakiegoś znaczącego intelektualistę w świecie zachodnim otwarcie przyznającego się do bycia hitlerowcem, czerpania inspiracji z pism Goebbelsa czy Rosenberga tymczasem facet powołuje się na ludobójcę Mao i nic, szafa gra – odmienny kontekst i odległość geograficzna nie mają tu nic do rzeczy, inaczej musielibyśmy otwarcie przyznać iż śmierć dziesiątków milionów Chińczyków zamordowanych przez komunistyczny reżim znaczy mniej niż Żydów i innych nacji pomordowanych przez nazistów ]. Maoizm stał się też inspiracją dla Czarnych Panter i innych ”trzecioświatowych” ruchów z Czerwonymi Khmerami na czele [ i z wiadomymi skutkami niestety ], również obecna ekspansja Chin w Afryce nie zaczęła się wczoraj czy 10 lat temu, przetarła jej szlak wcześniejsza z lat 60- i 70-ych o charakterze politycznym i zbrojnym tyle że wówczas motywowana ideologicznie dziś zaś większy nacisk kładzie się na gospodarkę.

    Podobnie jak autor żywię awersję do histerycznego, prawoczłowieczego bełkotu maskującego często zachodni imperializm, niemniej skoro już wspomina się o tych ”znaczących osiągnięciach w dziedzinie industrializacji i urbanizacji” ZSRR godziłoby się dla zwykłej przyzwoitości i rzetelności wykładu wspomnieć choćby o cenie, jaką był bezwzględny wyzysk, terror, nędza i głodowa śmierć milionów ludzi, zresztą podobnie jak w przypadku Maolandu [ w tym ostatnim nie można bagatelizować jak gdzieś tu p. Pyffel że podobne katastrofy zdarzały się już w dziejach Chin niejednokrotnie bo tym razem nie był to skutek zaniechań czy nieudolności rządzących jak kiedyś a ich celowych zbrodniczych działań jak to było w okresie Wielkiego Skoku tak jak głodu lat 30-ych na Ukrainie, skala też była o wiele większa ], dokładnie to samo jeśli chodzi o ”wzrost gospodarczy generowany często nie poprzez zwiększanie produktywności, ale angażowanie większej ilości zasobów naturalnych: robotników, surowców, inwestycji” co oznaczało w praktyce niewolniczą pracę i śmierć milionów więźniów łagrów, przynajmniej przez pierwsze dziesiątki lat istnienia Sowdepii.

    Wreszcie autor rozrzewnił mnie następującym passusem :

    ”Pułkownik Liu Mingfu (autor głośnej książki pt. Chiński sen) twierdzi, że panowanie ChRL nad światem będzie opierać się na „szlachetnym przywództwie”. Autor proponuje ową wizję w opozycji do amerykańskiej hegemonii wojskowej. Pułkownik odwołuje się tym samym w jakiejś mierze do tradycji dawnej dominacji Cesarstwa Chińskiego w Azji Wschodniej, opartej na wzorcach konfucjańskiej harmonii. Koncepcje proponowane przez chińskich uczonych mają wiele pozytywnych aspektów. Ludzie krytycznie nastawieni do amerykańskiej hegemonii – zalicza się do nich autor niniejszego artykułu – doceniają przekonanie chińskich elit o potrzebie powstrzymania się od ingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw.”

    – przepraszam ale pan tak na serio ?! W takim razie może choćby p. Lubina wytłumaczy panu jak w praktyce wygląda to ”szlachetne przywództwo” oparte na ”konfucjańskiej harmonii” polegające rzekomo na ”powstrzymywaniu się od ingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw” na przykładzie Birmy i jak brutalne formy ono przybiera, odsyłam tez do innego tekstu wspomnianego autora tutaj na podobny temat z Rosjanami skarżącymi się na traktowanie ich z buta przez Chińczyków [ zawsze zresztą uważałem iż ta chińska uprzejmość jest podejrzana i kryje często zwykłe chamstwo, pod tym względem Azjaci potrafią się lepiej maskować od otwarcie wulgarnych mieszkańców Zachodu, są tez w tym od nich przemyślniejsi ]. Zresztą sam Pan sobie w tym przeczy pisząc parę akapitów niżej :

    ”Chiny nie chcą zbytnio angażować się w różne problemy o charakterze globalnym, jednakże na obszarze własnego regionu i terenach sąsiadujących prowadzą bardzo aktywną politykę. To z kolei nie zawsze wzbudza pozytywną reakcje ze strony sąsiadów.”

    – to bardzo eufemistyczne określenie na bardzo silne ”sinofobiczne resentymenty”, nie pozbawione do końca podstaw dodajmy, czasami graniczące wręcz z rasizmem a wywołane właśnie tym ”szlachetnym przywództwem” opartym na ”konfucjańskich wartościach”, które odgrywają analogiczną rolę jak ”prawoczłowieczyzm” w imperialnej ekspansji Zachodu czego Pan jakoś zdaje się nie dostrzegać.

    • Avatar Stanisław A. Niewiński

      Dziękuję za obszerny komentarz.

      1) Ma Pan rację, iż rozwój gospodarczy ZSRR był związany z ogromną ceną jaką musiało płacić społeczeństwo sowieckie np. podczas kolektywizacji. Niemniej mój artykuł nie jest o gospodarce radzieckiej, więc nie rozwijał głębiej tego tematu.

      2) Nie ukrywam, że aktywność międzynarodowa ChRL często ma charakter odbiegający od wizji oficjalnie głoszonych przez Pekin. Mimo wszystko moim zdaniem nie można stawiać znaku równości pomiędzy imperializmem amerykańskim, a chińskim.

      Prawdą jest, że Chiny prowadzą drażniącą politykę wobec swoich sąsiadów. Niemniej nie stanowi to jakiegoś w novum w polityce międzynarodowej. Wiele państw świata najgorsze relacje ma ze swoimi sąsiadami. Wpływ na to mają m.in. zaszłości historyczne. Ponadto mocarstwa często są zmuszane prowadzić politykę zogniskowaną na tworzenie stref wpływów. Nie inaczej jest w przypadku Chin. Pekin usiłuje poddać wasalizacji swoich różnych sąsiadów. Jednym z nich jest m.in. Birma. Praktyki te są związane z różnymi patologiami. Jednakże Birma ostatnimi laty równoważy swoje relacje z ChRL poprzez współpracę z USA, Indiami, czy Japonią. Chinom się to nie podoba, ale zareagowały na ów proces spokojnie. Nie przeprowadziły w tym kraju zamachu stanu, ani nie groziły wojną. Na tle amerykańskich praktyk wobec Ameryki Romańskiej, czy brytyjskich/francuskich wobec dawnych kolonii w Afryce, to nie wygląda najgorzej.

      Stosunek wobec swoich sąsiadów to jedno. Inną sprawą są relacje z państwami spoza własnego podwórka. Polityczna i gospodarcza ekspansja ChRL jest związana z licznymi ciemnymi stronami. Wszelako Chiny nie mogą „pochwalić się” inwazjami zbrojnymi wobec krajów Afryki, czy Bliskiego Wschodu. Chińczycy często uważają swoją cywilizację za najdoskonalszą, ale który krąg kulturowy nie uważa podobnie? Mimo wszystko Pekin nie głosi całemu światu, że powinien on przyjąć chińską kulturę. Być może jest to tylko skutek sprytu i wyrachowania taktycznego. Jednakże takie podejście i tak należy uznać za rozsądniejsze od euro-atlantyckiego moralizatorstwa.

      Pozdrawiam serdecznie

      S. A. Niewiński

      • Avatar anarcha

        Proszę bardzo ; Owszem Chiny nie prowadzą tak agresywnej i nacechowanej nieznośnym moralizatorstwem globalnej polityki co USA co należy im poczytać na plus, tyle że moim zdaniem jest to raczej efekt wciąż dużej dysproporcji między tymi krajami [ zapewne dobrze Pan wie iż oficjalne wskaźniki jak PKB nie są zbyt dobrym miernikiem potęgi danego kraju ], choćby tym, że Państwo Smoka nie posiada floty porównywalnej z Amerykanami by zabezpieczyć swe interesy w odległych częściach globu. Jeśli jednak jest tak jak pisze p. Lubina, że nawet Rosjanie zaczynają dostawać od nich po tyłku to znaczy, że i im zaczyna odbijać od imperialnej buty, oby to nie był zwiastun czegoś gorszego. Również pozdrawiam.

      • Avatar Stanisław A. Niewiński

        Widzi Pan, dysproporcje sił jeszcze długo będą odgrywać tutaj znaczną rolę. Nawet w sytuacji, gdy Chiny staną się największą gospodarką globu, to i tak nie będą posiadały takiej pozycji międzynarodowej, jak USA w latach 90. XX wieku. Wraz z końcem Pax Americana ład międzynarodowy przyjmie bardziej pluralistyczny charakter.

        Ponadto Chińczycy potrafią wyciągać wnioski z historii. Dostrzegają, jak fatalne skutki dla USA miały wojny neokonserwatywnej administracji. W konsekwencji nie sądzę, aby ChRL kopiowała jej błędy.

        Pozdrawiam serdecznie
        S. Niewiński

  • Swietna analiza i zestawienie faktow.
    Sprawa z Turcja jeszcze nie zakonczona
    defence24.pl/news_republikanie-do-obamy-za-wszelka-cene-zablokowac-turecko-chinska-transakcje
    Dzisiaj takze na jednym z portali ukazal sie artykul profesora Goralczyka na temat „wspolpracy” dwoch sojusznikow.

Pozostaw odpowiedź