Artykuły,Chiny news

S. Niewiński: Moskwy i Pekinu małżeństwo z rozsądku a sprawa polska

Przed wywołującym olbrzymie zainteresowanie czwartkowym spotkaniem z Jackiem Bartosiakiem, publikujemy tekst Stanisława A. Niewińskiego dotyczący nowych geopolitycznych konfiguracji, przede wszystkim z udziałem Rosji i Chin i ich wpływu na sytuację Polski.

Rok 2012 zapisze się w dziejach współczesnej Polski, jako kolejny rok polsko-chińskiego zbliżenia. W kwietniu gościł w Warszawie premier Wen Jiabao. Głównym punktem wizyty szefa chińskiego rządu było forum gospodarcze krajów Europy Środkowej. W maju odwiedził Polskę minister obrony ChRL gen. Liang Guanglie i rozmawiał ze swoim polskim odpowiednikiem Tomaszem Siemoniakiem nt zwiększenia współpracy wojskowej. W czerwcu do Chin udała się Pierwsza Dama RP Anna Komorowska, zaś we wrześniu szef dyplomacji Radosław Sikorski.

Zacieśnieniu kooperacji Warszawy i Pekinu spotyka się w polskim społeczeństwie z coraz większym zainteresowaniem. Kwestia ta staje się tematem licznych publicystycznych komentarzy i dyskusji. Warto w tym momencie chociażby przywołać debatę na ten temat toczącą się przez kilka lat na portalu internetowym najważniejszego polskiego think-tanku dotyczącego Azji – Centrum Studiów Polska-Azja. Dostrzeganie w Polsce rosnącej roli Chin na arenie międzynarodowej oraz przekonanie o potrzebie zacieśniania polsko-chińskich relacji ma bardzo pozytywny charakter. Niemniej powyższym poglądom towarzyszą niekiedy mało racjonalne postawy. Najczęstszą z nich jest przekonanie o potrzebie budowy polsko-chińskiego aliansu o antyrosyjskim charakterze. Oczywiście zacieśnianie relacji z Pekinem powinno służyć równoważeniu naszych relacji z Moskwą. Silnie ugruntowany w Polsce pogląd o „naturalnej” wrogości dwóch mocarstw – chociaż nie jest pozbawiony racjonalności – ma wiele wad. Niniejszy artykuł ma na celu wykazać, że chociaż Chiny i Rosję dzielą różne kwestię to generalnie oba kraje są niejako skazane na współpracę. Natomiast Polska na współpracy obu mocarstw może sporo zyskać.

Zwolennicy tezy o wrodzonej wrogości obu krajów zwracają uwagę na fakt, że stosunki Chin i Rosji miały w przeszłości bardzo skomplikowany charakter. Patrząc na relacje chińsko-rosyjskie z perspektywy historycznej można istotnie dojść do wniosku o jej prawdziwości. Pierwsze starcia obu imperiów miały miejsce już pod koniec XVII w. i zakończyły się korzystnym dla Chin traktatem nerczyńskim. Gdy w XIX stuleciu cesarstwo chińskie stopniowo upadało pod naciskiem wewnętrznych rebelii oraz cudzoziemskich interwencji, Rosja korzystała z osłabienia południowego sąsiada. Do końca XIX w. imperium carów rozszerzyło swe panowanie o znaczne obszary Mandżurii oraz zaznaczyło swoje wpływy w Korei. Dalekowschodni marsz carskiej Rosji został ostatecznie powstrzymany przez Japonię w 1904 roku.

W XX w. relacje Chin i Rosji (od 1922 r. Związku Radzieckiego) wkroczyły w nową fazę. Władze w obu krajach przejęły ugrupowania o charakterze rewolucyjnym. Moskwa wspierała początkowo w ogarniętym wojną domową Państwie Środka nacjonalistyczny i antykolonialny Guomindang, zaś od końca lat 20. Komunistyczną Partię Chin. Złożony stosunek ZSRR do KPCh zasługuje wręcz na odrębne opracowanie. Jednakże warto zasygnalizować, że Józef Stalin nie ufał – z wzajemnością – Mao Zedongowi. Z punktu widzenia interesów radzieckich najlepszym wyjściem byłoby dążenie do trwałego podziału Chin na rządzoną przez komunistów północ oraz kierowane przez narodowców południe. Zjednoczone, suwerenne Chiny – bez znaczenia przez którą opcję polityczną rządzone – z naturalnych przyczyn musiały prowadzić politykę niezależną. Mimo wszystko ZSRR kontynuował militarne wsparcie dla KPCh. Miało one kluczowe znaczenie dla zwycięstwa komunistów w wojnie domowej. Obawy Józefa Stalina odnośnie lojalności chińskich komunistów okazały się słuszne. Mao Zedong nie chciał, aby Chiny odgrywały poślednią rolę w ruchu komunistycznym. Postawa taka skutkowała chińsko-radziecką rywalizacją zwieńczoną starciami granicznymi w 1969 r. oraz zbliżeniem ChRL i USA w latach 70. i 80. XX wieku.

Dzieje stosunków Chin i Rosji faktycznie charakteryzują się licznymi konfliktami. Czy jednak oznacza to, że automatycznie kraje te będą wrogami w przyszłości? Oczywiście mogą, ale nie muszą. Tłumaczenie stosunków międzynarodowych poprzez determinizm historyczny jest obciążone wieloma błędami. Sytuacja polityczna w drugiej dekadzie XXI w. jest inna, aniżeli w czasach zenitu zimnej wojny. Funkcjonował wówczas podział globu na dwa wielkie bloki polityczno-militarne. W Pekinie obawiano się zdominowania przez Związek Radziecki. Dlatego dochodziło do napięć pomiędzy dwoma mocarstwami i elity polityczne KPCh zdecydowały się na antyradziecką współpracę z Waszyngtonem. Po zakończeniu zimnej wojny sytuacja się zmieniła. Współcześnie Chiny i Rosja są mniej/więcej równymi (chociaż Chiny stają w tym duecie stroną silniejszą, będzie o tym mowa w dalszej części tekstu) partnerami. Natomiast światowym hegemonem stały się Stany Zjednoczone. Oficjalna doktryna obronna USA w czasach prezydentury George’a Bush’a głosiła, że Ameryka powinna nie dopuścić do powstania mocarstwa zdolnego rzucić jej wyzwanie. Na podobnych zasadach (chociaż sformułowanych łagodniej i mniej prowokacyjnie) swoją politykę zagraniczną opiera administracja Barack’a Obamy. Amerykańskie zagrożenie skutecznie cementuje współpracę chińsko-rosyjską. Obawa przed „imperium wolności” skłania oba mocarstwa do organizowania, bądź współorganizowania takich skierowanych przeciwko USA inicjatyw międzynarodowych jak Szanghajska Organizacja Współpracy, czy klub BRICS. Z powyższego powodu Moskwa i Pekin wspierają antyzachodnio nastawione państwa np. Syrię  czy  Iran.

Zwolennicy tezy o „naturalnej” wrogości Chin i Rosji mogą próbować zbić powyższe argumenty zwracając uwagę na pewną kwestię. Mówiąc o sojuszu chińsko-rosyjskim przywołują fakt powiększających się dysproporcji w potencjałach obu państw. Dysproporcje te są dla Rosji niekorzystne. Chiny są obecnie drugą gospodarką globu, zaś Rosja szóstą. Posiadają także największą armię świata – aczkolwiek należy pamiętać, że pod względem wyposażenia wciąż jeszcze ustępuje ona siłom zbrojnym Stanów Zjednoczonych i Rosji. Na rzecz Chin słabnie międzynarodowa pozycja Moskwy. Przez ostatnie kilkaset lat Azja Środkowa była niemal wyłącznie terenem wpływów rosyjskich/radzieckich. Współcześnie ten region staje się w coraz większym stopniu miejscem rosyjsko-chińskiego kondominium. Ponadto kolejnym elementem negatywnie wpływającym na stosunki Chin i Rosji są znaczne różnice, również na niekorzyść Rosji, w potencjałach demograficznych obu krajów. Wschodnie rubieże federacji stają się terenem masowej emigracji ludności chińskiej. Powyższe argumenty mają być wystarczającym powodem na nieuchronność konfliktów pomiędzy Rosją i ChRL. W swym głośnym dziele Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Samuel Huntington przedstawił nawet wizję III wojny światowej, w której Rosja obawiająca się rosnącej chińskiej potęgi staje do globalnej konfrontacji militarnej po stronie USA[1].

Kwestia powiększających się dysproporcji w gospodarczych i militarnych potencjałach na rosyjską niekorzyść jest prawdą. Pytanie tylko, czy musi to prowadzić do gwałtownego pogorszenia się relacji obu krajów? Autor niniejszego tekstu uważa, że nie. Chiny i Rosja biorąc pod uwagę swoje współczesne geopolityczne położenie są na siebie z różnych względów skazane. Związki obu państw łagodzą do pewnego stopnia ich wzajemne rozbieżności.

Patrząc na całą sytuację z perspektywy Moskwy warto zauważyć pewną istotną kwestię. Niektóre działania polityczne Pekinu mogą mieć charakter antyrosyjski – np. coraz większe wpływy Chin w Azji Centralnej – ale nie muszą. Polityka Stanów Zjednoczonych wobec Federacji Rosyjskiej jest natomiast znacznie bardziej jednoznaczna. Po 1989 r. USA rozciągnęła wschodnią granicę NATO (paktu wojskowego stworzonego przeciwko ZSRR) do granic samej Rosji. Odległość między wschodnimi rubieżami Estonii, a Sankt Petersburgiem jest bardzo niewielka. Co więcej, część elit amerykańskich posuwa się jeszcze dalej i proponuje włączenie do NATO kolejnych postsowieckich krajów, czyli Ukrainy oraz Gruzji. Ameryka wspiera na tym obszarze od lat tzw. kolorowe rewolucje – rewolty ludności skutkujące usunięciem prorosyjskich i prochińskich przywódców oraz zastąpienie ich politykami proamerykańskimi. Nie można także wykluczyć, że za niedawnymi, wrogimi wobec Władimira Putina demonstracjami na Placu Błotnym również stały w jakimś stopniu amerykańskie służby specjalne. W 2010 r. podczas szczytu NATO w Lizbonie Barack Obama zaproponował Dmitrijowi Miedwiediewowi przyłączenie się do kierowanej przez Amerykę antychińskiej koalicji oraz budowę wspólnego systemu obrony przeciwrakietowej[2]. Władze rosyjskie nie przystały na propozycje Zachodu. Mimo różnych problemów w relacjach z Chinami, Rosja nie chce przystąpić do wrogiej wobec Państwa Środka koalicji. Niemiej  oferta  tak  padła ….

W podobny sposób wygląda sytuacja z perspektywy Chin. Chińska Republika Ludowa ma doskonałe stosunki z państwami europejskimi. Chińczycy rozwijają bliskie kontakty z krajami Ameryki Południowej, czy Afryki. Chiny są pożądanym militarnym i gospodarczym partnerem dla państw Bliskiego i Środkowego Wschodu – o współpracę z nimi zabiegają zarówno Iran, proamerykańskie monarchie naftowe, jak i Izrael. Jednakże dyplomatyczne eldorado Chin kończy się na ich własnym podwórku. Sąsiedzi Chin obawiają się trwającego od trzech dekad wzrostu chińskiej potęgi. Korzysta z tego faktu Ameryka, która posiada w tym regionie licznych sojuszników – Japonię, Koreę Południową, Tajwan, Filipiny, Wietnam, Malezję, Singapur, Indonezję. Od niedawna trwa zbliżenie Stanów Zjednoczonych i Birmy. Birmańscy generałowie właśnie obawiając się popadnięcia w zbytnią zależność wobec Chin, starają się balansować pomiędzy różnymi mocarstwami. Znacznym sukcesem dyplomacji amerykańskiej jest nawiązanie bliskiej współpracy z Indiami. To wschodzące mocarstwo także obawia się mocarstwowych ambicji Chin. Wystarczy krótki rzut oka na mapę przedstawiającą Chiny i ich nierzadko wrogich sąsiadów, aby przekonać się o nienajlepszym geograficznym położeniu Państwa Środka. Chińscy geopolitycy postrzegają je jako swoistą „odwrotność Wielkiego Muru” położoną u swoich wschodnich wybrzeży[3]. Jeśli Chiny chcą w przyszłości stać się globalnym mocarstwem, to muszą mieć swobodny dostęp do Oceanów Spokojnego i Indyjskiego. Sieć potencjalnie wrogich wysp, półwyspów i cieśnin usytuowanych od Japonii po Indonezję może poważnie utrudnić imperialne marzenia dygnitarzy zamieszkałych w Zhongnanhai. Sytuacja Chin jest potwierdzeniem teorii rimlandu amerykańskiego geopolityka Nicolasa Spykeman’a. Uważał on, że mocarstwo które zdobędzie kontrolę nad rimlandem (pasem obrzeży, półwyspów, cieśnin i wysp okalających Eurazję) zdobędzie kontrolę nad światem. Z powyższych powodów uczynienie sobie wroga z Rosji jest absolutnie ostatnią rzeczą, jaką w obecnej chwili potrzebują Chiny. Jeśli w przyszłości doszłoby do militarnej konfrontacji między USA oraz ich sojusznikami, a blokiem chińsko-rosyjskim, to wynik takiego starcia jest dyskusyjny. Natomiast w sytuacji w której po stronie Stanów Zjednoczonych przeciwko Chinom opowiada się jeszcze Rosja, Państwo Środka poniosłoby zapewne klęskę. Sytuacja taka przypominałaby wydarzenia z czasów Powstania Bokserów, gdy na wschodnim wybrzeżu Chin wylądował wielonarodowy korpus zbrojny, zaś do Mandżurii wkroczyli Rosjanie. Do dziś przegrane antycudzoziemskie powstanie jest jedną z najbardziej upokarzających klęsk w dziejach Chin. Kierująca się pragmatyzmem w dyplomacji KPCh potrafi wyciągać wnioski z przeszłości. Ponadto Rosja utrzymuje tradycyjnie bardzo dobre relacje z Indiami. Z tego powodu może ona pełnić rolę rozjemcy pomiędzy Pekinem i New Delhi.

Mając na uwadze przedstawione powyżej zagrożenia, Chiny i Rosja od lat blisko ze sobą współpracują. Stanowią dla siebie kluczowych sojuszników wojskowych. Stale rozwijająca się armia chińska korzysta z doświadczeń technologicznych wojsk rosyjskich. Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza wciąż posiada w swoim uzbrojeniu sprzęt radziecki/rosyjski. W ostatnich latach Rosja wspierała swoim uzbrojeniem rozwój chińskich sił powietrznych oraz marynarki wojennej. Armia ChRL zakupiła ok. 80 samolotów szturmowych Su-27, Su-80 oraz maszyny Ił-76 i A-50E – te ostatnie są wyposażone w system ostrzegania AWACS[4]. Chińska marynarka wojenna nabyła od Federacji Rosyjskiej m.in. cztery niszczyciele klasy Sovremenny[5]. Ponadto wiele chińskich rozwiązań technicznych stanowi rozwojową wersję uzbrojenia radzieckiego/rosyjskiego. Dobrym tego przykładem jest najnowocześniejszy chiński czołg Type-99, będący zmodernizowaną wersją pojazdu T-72[6]. Chiny są również zależne od Rosji w kwestii silników  lotniczych[7].

Rosję i ChRL łączą także silne więzy ekonomiczne. Federacja jest jednym z głównych dostawców surowców energetycznych dla chińskiej gospodarki. Chiny są natomiast bardzo istotnym partnerem handlowym Rosji na różnych obszarach. Na Państwo Środka przypada 6,5% rosyjskiego eksportu (druga lokata) oraz aż 15,6% importu co czyni je pierwszym rosyjskim partnerem w tej dziedzinie[8].

Osobną wartą omówienia kwestią pozostaje problematyka chińskiej kolonizacji rosyjskiego Dalekiego Wschodu. Zwolennicy teorii o naturalności chińsko-rosyjskiego konfliktu zwracają uwagę na fakt, że pomiędzy Rosją i Chinami występują diametralne różnice w potencjałach demograficznych o charakterze negatywnym dla Federacji. Populacja Rosji ulega stopniowemu zmniejszeniu, zaś liczba ludności Chin nadal się zwiększa. Szczególnie katastrofalnie pod względem demograficznym przedstawia się sytuacja we wschodnich rubieżach Rosji, które wręcz się wyludniają. Skutkuje to zaludnianiem tych terenów przez ludność chińską. Biorąc pod uwagę zasobność tych terenów w różnorakie surowce energetyczne, mogą one stanowić łakomy kąsek dla rosnącej potęgi chińskiej.

Demograficzne dysproporcje pomiędzy obiema mocarstwami są faktem. W Rosji mieszka 142,5 mln ludzi[9]. W Chinach żyje 1,343 mld mieszkańców[10]. Przewaga Chin w tej dziedzinie jest więc istotnie zdecydowana. W Rosji na 1000 mieszkańców współczynnik urodzin wynosi 10,94, zaś śmierci 16,03[11]. W ChRL wynoszą one odpowiednio 12,31 i 7,17[12]. Pomimo prowadzonej przez trzy dekady przez KPCh radykalnej polityki antynatalistycznej, chiński przyrost naturalny jest relatywnie nadal dość wysoki. Niemniej należy pamiętać, że ulega on stałemu zmniejszeniu. Populacja ChRL będzie najpewniej wzrastać jeszcze przez dekadę, bądź 15 lat. Następnie ustabilizuje się, a później będzie stopniowo spadać. Społeczeństwo Chin staje się coraz zamożniejsze i podlega stałemu procesowi urbanizacji. Chińczycy przyzwyczajają się do modelu rodziny 2+1, bądź 2+2 – podobnie jak wcześniej przyzwyczaili się do niego Rosjanie. Dlatego raczej nie należy oczekiwać masowej kolonizacji rosyjskiego Dalekiego Wschodu i Syberii przez Chińczyków. Kwestią dyskusyjną pozostaje rzeczywista liczba Chińczyków mieszkających w Rosji, a w szczególności w jej wschodniej części. Szacuje się, że w całej Federacji mieszka ok. 5 mln ludzi chińskiego pochodzenia[13]. Jest to dość duża liczba, ale i Rosja jest olbrzymim krajem. Chińczycy w Rosji żyją w pewnym rozmieszczeniu. Można ich spotkać m.in. w Moskwie i Sankt Petersburgu. Są to duże i oferujące wysoki poziom życia metropolie, więc przyciągają – podobnie jak np. Berlin, Paryż, Londyn, czy Nowy York i Szanghaj – imigrantów z całego świata. Trudno ocenić rzeczywistą ilość Chińczyków żyjących na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Niektóre dane mówią o milionie ludzi[14]. Inne o zaledwie 300 tys. osób pochodzenia chińskiego[15]. Biorąc pod uwagę, że omawiany region zamieszkuje generalnie ok. 6 mln ludzi, argumenty o skolonizowaniu go przez Chiny należy włożyć między bajki[16].

Omawiając kwestię obecności ludności chińskiej w Rosji, warto zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście większa ich ilość stanowiłaby zagrożenie dla kulturowej jedności tego kraju. Polscy autorzy czasami popełniają tego typu błąd, że oceniają pewne zagadnienia i mierzą je europejską miarką. Mówiąc o kwestiach demograficznych w Rosji należy pamiętać o tym, iż nie jest to państwo narodowe. Rosja przez wieki – podobnie jak dwa pozostałe azjatyckie mocarstwa, Chiny i Indie – wytworzyła pewną formę państwa-cywilizacji. Cywilizacja ta znajduje się pomiędzy Zachodem i Wschodem, czerpie i dokonuje syntezy jednego i drugiego. Spoglądając na leżące stosunkowo niedaleko od Polski Petersburg i Moskwę widzimy silnie zokcydentalizowane miasta. Musimy jednakże pamiętać, że nie reprezentują one całej Rosji. Federacja kojarzy nam się głównie ze słowiańszczyzną i prawosławiem. Jest to oczywiście skojarzenie poprawne. Wyznający prawosławie Słowianie są dominującym w Rosji elementem demograficznym, podobnie jak Hanowie w Chinach. Nie są oni jednak jedynymi mieszkańcami mocarstwa położonego między Europą Wschodnią, a Oceanem Spokojnym. Ludność Rosji wyznaje także wywodzący się z Bliskiego Wschodu islam, różnego rodzaju kulty animistyczne oraz buddyzm – największy system filozoficzno-religijny powstały we wschodniej i południowej Azji. Gdy zastanawiamy się nad miejscem ludności azjatyckiej w dziejach i kulturze Rosji, to warto przyjrzeć się jej doświadczeniom w czasach schyłku i upadku caratu. W tym kontekście warto przybliżyć postać wywodzącego się z Buriacji lamy Dashi-Dorzo Itigilova, przywódcy rosyjskich buddystów w czasach poprzedzających rewolucję. Odgrywał on znaczną rolę w religijnym życiu późnego imperium. Był monarchistą i patriotą. Podczas pierwszej wojny światowej przewodniczył akcją wspierania pod względem finansowym i materiałowym rosyjskiej armii. Z rąk cesarza Mikołaja II otrzymał ordery św. Stanisława i św. Anny[17]. Gdy władzę nad Rosją od kilku lat sprawowali bolszewicy, lama zdecydował się na chyba najbardziej radykalny krok na jaki może się zdecydować osoba w celu realizacji swych religijnych przekonań. Wzorem uprawiających skrajną ascezę japońskich mnichów z klasztoru Kaikoji – północna Japonia – zdecydował się praktykę sokushinbutsu, automumifikacji. Polega ona na osiągnięciu stanu nirwany poprzez zagłodzenie się, aby ciało po śmierci uległo naturalnej mumifikacji. Gdy umierał miał przed oczami swoich rodaków prześladowanych przez bolszewików oraz zapewne wspominał carską Rosję zniszczoną wraz z rewolucją oraz kaźnią Romanowów w domu Ipatiewa. Podczas rosyjskiej wojny domowej, azjatycka ludność imperium aktywnie wspierała wojska białogwardyjskie. Na szczególną uwagę w tym względzie zasługuje działalność Specjalnego Oddziału Mandżurskiego dowodzonego przez Grigorija Siemionowa, a następnie ekscentrycznego barona Romana von Ungern-Sternberga. Oprócz Rosjan i Kozaków w jego szeregach walczyli przedstawiciele wielu narodów Azji: Buriaci, Mongołowie, Mandżurowie, Chińczycy, Koreańczycy oraz Japończycy[18]. Długi opór bolszewikom stawiali również zamieszkujący Azję Środkową muzułmańscy basmacze.

Celem powyższego odwołania historycznego jest ukazanie, że ludność azjatycka nie stanowi w Rosji żadnej nowości oraz trwale wpisała się w rosyjski pejzaż. Dotyczy to także w jakimś stopniu ludności chińskiej. Kilka milionów Chińczyków w Rosji nie doprowadzi do jej wynarodowienia. Przykład lamy Itigilova pokazuje, iż Rosja w pewnym stopniu utrzymuje kulturową więź z mieszkańcami Mongolii, Chin, Korei, czy Japonii. Muzułmanie i buddyści wpływali na dzieje tego kraju. Nie tak bardzo jak np. w Chinach, ale również. Natomiast Chińska Republika Ludowa – jak wykazano to w poprzedniej części niniejszego tekstu – nie dąży do konfliktu z Rosją. Z punktu widzenia chińskiej racji stanu posiadanie u swoich północnych granic antychińsko nastawionej Rosji jest ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje ChRL. Nawet w sytuacji w której Chińczycy zaczną stanowić większość (o ile kiedykolwiek to nastąpi) mieszkańców rosyjskiego Dalekiego Wschodu, to Pekin nie będzie dążył do wspierania wśród nich separatyzmu. W interesie Chin leży utrzymanie na tym obszarze politycznego status quo[19]. Moskwy fakt posiadanie w swych granicach kilkumilionowej populacji chińskiej ze zrozumiałych względów nie cieszy. Wszelako niewiele są w stanie uczynić, aby zmienić ten stan rzeczy. Polityka zachęcania do osiedlania się na wschodzie mieszkańców pozostałych regionów FR oraz potomków białych emigrantów nie przynosi oczekiwanych rezultatów[20]. Natomiast ktoś musi zagospodarować te ziemie i wydobywać tamtejsze surowce. Lepiej, że te tereny są zasiedlane przez Chińczyków, aniżeli miałyby ulec wyludnieniu. Chiny i Rosja są więc partnerami powiązanymi silnymi i wszechstronnymi współzależnościami. W tym miejscu wypada zwrócić uwagę na pewien fakt. Marzący się niektórym naszym politykom i dziennikarzom uprawiającym pseudogeopolitykę konflikt zbrojny pomiędzy NATO i Rosją, oznaczałby zapewne konflikt Zachodu z całą Szanghajską Organizacją Współpracy. Po stronie Moskwy opowiedziałyby się Pekin i być może również New Delhi. Indie mają co prawda często napięte stosunki z Chinami, ale Rosja jest ich ważnym partnerem od czasów zimnej wojny.

Na koniec warto zastanowić się nad interesem Polski w kontekście stosunków rosyjsko-chińskich. Czy ewentualny konflikt dwóch mocarstw istotnie opłacałby się naszemu krajowi? Pogorszenie relacji pomiędzy Moskwą i Pekinem zapewne poskutkowałoby zbliżeniem amerykańsko-rosyjskim. Położona w Europie Środkowej Polska znalazłaby się w natowsko-rosyjskim potrzasku. Waszyngton i Moskwa porozumiałyby się ponad naszymi głowami. Ewentualny konflikt zbrojny zakończyłby się – jego wynik to już inna kwestia – znaczącym osłabieniem zarówno Rosji jak i Chin. Głównym zwycięzcą ewentualnej wojny byłyby Stany Zjednoczone. Niewykluczone, że USA ponownie stałyby się światowym hegemonem jak na przełomie XX i XXI wieku. Waszyngton mógłby powrócić do tradycji pełnienia roli żandarma świata. Tradycja ta poskutkowała w poprzedniej dekadzie zaborczymi wojnami, zdestabilizowaniem sytuacji międzynarodowej oraz kryzysem gospodarczym którego skutki odczuwamy do dziś.

Z polskiej perspektywy bardziej korzystny jest rosyjsko-chińsko-indyjski pokój i w konsekwencji uformowanie się na wschodzie stabilnego systemu bezpieczeństwa w postaci Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Organizacja ta może stanowić przeciwwagę dla imperialnych planów Waszyngtonu. W konsekwencji w globalnych stosunkach politycznych i gospodarczych mogłaby zapanować równowaga. Znajdująca się w środku Europy Polska miałaby możliwość skorzystać na takiej sytuacji. Strategiczne położenie umożliwiałoby nam wybór sojusznika w zależności od potrzeb w danym momencie. W interesie państwa polskiego jest rozwijanie współpracy z bogacącymi się mocarstwami SOW, ale również utrzymywania dobrych stosunków ze światem Zachodu. Powinniśmy dążyć do nawiązania dobrych relacji z Rosją oraz umiejętnym równoważeniu ich poprzez dobre kontakty z Chinami. Słusznym rozwiązaniem może być przystąpienie do SOW na zasadach obserwatora. Do 2020 r. w jej ramach ma zostać powołana strefa wolnego handlu[21]. Otwiera to dla polskiego przemysłu możliwość funkcjonowaniu na rynku skupiającym ponad 2 mld ludzi.

Współpraca rosyjsko-chińska może przyczynić się do wypełnienia przez Polskę swojej naturalnej roli w relacjach międzynarodowych. Polska jako największa gospodarka Europy Środkowej oraz najdalej na wschodzie położony kraj cywilizacji łacińskiej powinna, jak było w przeszłości, pełnić rolę pomostu pomiędzy Zachodem i Wschodem.



[1] S. Huntington, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Warszawa 2006, s. 552.

[2] Miedwiediew: Okres napięć pomiędzy Rosją i NATO minął, http://wiadomosci.dziennik.pl, 3 XI 2012.

[3] R. D. Kaplan, Monsun. Ocean Indyjski i przyszłość amerykańskiej dominacji, Wołowiec 2012, s. 350.

[4] Military Aircraft, http://www.sinodefence.com, 3 XI 2012.

[5] P. Sokala, Czego smok szuka na morzu? – czyli modernizacja chińskiej marynarki wojennej i jej konsekwencje dla systemu bezpieczeństwa regionu Azji i Pacyfiku, [w] Oblicza Chin na początku XXI wieku, Praca pod redakcją J. Marszałek-Kawy, Toruń 2008, s. 216.

[6] ZTZ99 Main Battle Tank, , http://www.sinodefence.com, 3 XI 2012.

[7] Chińska potęga, „Forum” 2011 nr 5, 31 I – 6 II, s. 12.

[13] A. Fedorowicz, Chiny pożerają Rosję a Rosjanie im w tym pomagają, „Focus Śledczy” 2012, nr 6 z X-XI, s.6-11.

[14] K. Kubiak, Wojny, konflikty zbrojne i punkty zapalne na świecie, Warszawa 2007, s. 114.

[15] A. Fedorowicz, dz. cyt., s. 6-11.

[16] A. Pisalnik, Putin bierze Syberię, www.rp.pl, 3 XI 2012.

[17] Ivolginsky Datsan, Syberia, www.sacred-destinations.com, 3 XI 2012.

[18] Особый Маньчжурский отряд, http://www.whiterussia1.narod.ru, 3 XI 2012.

[19] A. Pisalnik, Putin bierze Syberię, www.rp.pl, 3 XI 2012.

[20] A, Fedorowicz, dz. cyt., s. 6-11.

[21] K. Wańczyk, Szanghajska Organizacja Współpracy, http://www.psz.pl, 3 XI 2012.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
S. Niewiński: Moskwy i Pekinu małżeństwo z rozsądku a sprawa polska Reviewed by on 7 listopada 2012 .

Przed wywołującym olbrzymie zainteresowanie czwartkowym spotkaniem z Jackiem Bartosiakiem, publikujemy tekst Stanisława A. Niewińskiego dotyczący nowych geopolitycznych konfiguracji, przede wszystkim z udziałem Rosji i Chin i ich wpływu na sytuację Polski. Rok 2012 zapisze się w dziejach współczesnej Polski, jako kolejny rok polsko-chińskiego zbliżenia. W kwietniu gościł w Warszawie premier Wen Jiabao. Głównym punktem wizyty

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 9

  • Mysle, ze zmiany w PSL i dymisja Pawlaka nie sa dobrym sygnalem dla relacji polsko-chinskich w krotkim okresie czasu. Po pierwsze zmiana osoby ktora w Chinach bywała i wyrobiła sobie juz jakies kontakty a wiemy ze osobiste kontakty sa w Chinach wazne. Po drugie nie wiadomo co bedzie robil nastepca i czy w ogole bedzie cos robil. Co myslicie na ten temat?

    • To niezwykle wazne wydarzenie i dobrze ze ktos je tu odnotowal i zauwazyl. Ten psikus, bo Pawlak przegral niespodziewanie, to niestety wada demokracji. Pawlak poznal Chiny, zbudowal guanxi, a teraz przypadkowo przegral i trzeba wszystko zaczynac od nowa.
      Chiny i tak maja plan ( dlugi) i swoje zrobia, a na miejsce Pawlaka pojawi sie Piechocinski ( a byc moze jego ludzie zmienia ludzi Pawlaka, ktorzy juz cos zdazyli zrobic), ktory sprawia wrazenie ze sie nie spodziewal ze wygra.
      Bedzie sie teraz uczyl Chin przez kilka lat, a jak sie nauczy to byc moze takze przegra 17 glosami. I z kim tu rozmawiac i umawiac sie w Polsce, skoro liderzy zaleza od kaprysow opinii publicznej lub delegatow?
      A przeciez Pawlak to i tak ewenement utrzymal sie 7 lat. Za chwile byc moze padnie Tusk i historia ta sama, mechanizm ten sam.
      Doprawdy trudno uwierzyc w to ze demokracja to optymalny i najlepszy z mozliwych ustrojow.
      W dojrzalych demokracjach politycy otoczeni sa biznesem, grupami interesu i ekspertami. Jakosc takich „przypadkowych” zmian jest duzo lepsza. U nas politycy sprawiaja wrazenie ludzi, ktorych praca jest …udzielanie wywiadow w mediach i sprawianie dobrego wrazenia, a nie rzadzenie czy zaRZADZENIA
      Upadek Pawlaka i jego mozliwy exodus z rzadu ( i jego ludzi) tworzy zupelnie nowa sytuacje w relacjach polsko-chinskich i reaalizacje strategicznego partnerstwa z Chinami. Za chwile nikt nie bedzie w ogole wiedzial ze takie partnerstwo w ogole jest.

      • Avatar marcin.w

        ANM:

        „…Własny biznes, szef czy konsultant jakiejś dużej organizacji – wyliczają ludowcy. I dodają: z jego doświadczeniem, Pawlak będzie mógł teraz przebierać w propozycjach. Może się o niego postarać np. wielki biznes chiński, Pawlak ma tam wyjątkowo dobre notowania. Przekonali się o tym kilka miesięcy temu polscy politycy w Brukseli na spotkaniu z przedstawicielami największych chińskich firm. – Pawlaka wymieniali z nazwiska wśród raptem kilku polityków w Europie – opowiada nam jeden z ludowców.” http://www.wprost.pl/ar/377660/Pawlak-w-chinskim-biznesie/

        Na tej podstawie można prognozować, że nawet bez teki ministra kontakty Pana Pawlaka mogą w przyszłości zaprocentować. Pamiętajmy też, że obecnie rząd przezywa trudności i usunięcie się z głównego nurtu może być pewnego rodzaju zagraniem. PSL cechuje duża zdolność koalicyjna i możliwe, że w następnej kadencji Waldemar Pawlak wróci w nowej roli.

  • ”Nasza siła w relacji z potęgami będzie wypadkową naszej siły w regionie i silnej władzy w kraju” – dokładnie ! Tylko nie wiem jak tego dokonać w sytuacji, gdy dobrowolnie scedowaliśmy większość kompetencji naszego państwa na UE czyli de facto obce potencje mające często przeciwne nam interesy…

    Natomiast co się tyczy artykułu mam inne zdanie ale nie będę się upierał, nawet wolę by to autor miał rację gdyż w przeciwnym wypadku mamy przesr… Jedna tylko za to zasadnicza rzecz budzi mój sprzeciw : udział w antykomunistycznym oporze różnych azjatyckich i kaukaskich nacji jest faktem o którym nigdy dość wspominać, zwłaszcza ku nauce różnym rasistowskim rzekomym ”antykomunistom”, tyle że nie był on motywowany żadnym carskim czy tym bardziej rosyjskim [ co za kuriozum ! ] sentymentem lecz dążeniami separatystycznymi i narodowowyzwoleńczymi tych ludów. Basmacze choćby najlepszym tego dowodem – początkowo wojna domowa w Azji Środkowej miała charakter konfliktu wewnętrznego, między białymi a czerwonymi Rosjanami któremu miejscowa ludność przypatrywała się biernie, zresztą paradoksalnie komunizm w tym rejonie mimo szumnych internacjonalistycznych haseł przybrał od razu postać wielkoruskiej neokolonialnej ekspansji co zauważył tatarski komunista Sułtan-Galijew, represjonowany za to już w poł. lat 20-ych, antycypując tym samym maoizm i inne ”trzecioświatowe” komunizmy. A już powoływanie się na taką ponurą postać rodem z horrorów jak baron Ungern to strzał nawet nie w stopę ale oba kolana naraz – to żadna alternatywa dla psychopatycznych czerwonych katów jak Dzierżyński czy Lenin.

  • Avatar Wojciech Jakóbik

    Z tarczą było trochę inaczej. Amerykanie wysunęli propozycję (konsultowaną z zachodnimi sojusznikami) stworzenia wspólnej architektury bezpieczeństwa w Europie. Rosja była ukontentowana i siadła do rozrysowania planów. Jednakże pomimo wielu utyskiwań okazało się, że po Szczycie Lizbońskim całe NATO jakoś o wspólnym systemie zapomniało. Skończyło się na pustych apelach Moskwy o zapewnienia prawne, że tarcza NATO nie będzie wymierzona w Rosję, które nie zostały wysłuchane a potem na jeszcze bardziej bezpodstawnych ambicjach stworzenia przez Rosję systemu kosmicznej tarczy.

    Jeśli spojrzeć na uzbrojenie to i III RP nadal intensywnie współpracuje z Rosją bo nawet flota prezydencka to rosyjskie samoloty. Kraje z obozu postkomunistycznego i komunistyczne w większości posługują się ruskim sprzętem. To zły argument.

    Patrząc na politykę Obamy. To porozumienie amerykańsko-rosyjskie nad naszymi głowami może mieć już teraz miejsce. Nasza polityka po pierwsze musi powrócić do tradycyjnych kursów z okresu międzywojnia (otoczenie geopolityczne zbliża się w tamtym kierunku) i dopiero wtórnie interesować się potęgami. Nasza siła w relacji z potęgami będzie wypadkową naszej siły w regionie i silnej władzy w kraju. Tak myślę.

    Dobry artykuł. Pozdrawiam

    • Panie Wojciechu wydaje się mnie że pan jedynie stąpa twardo po ziemi myśląc jednocześnie przde wszystkim o Polsce a nie o jakimś innym postronnym kraju.Zmiany geopolitycznej sytuacji przez Polskę na korzyść wymienionych krajów doprowadzi do przeorganizowania stosunków z jej dotychczasowymi sojusznikami nie da się z tej strony zachować tych samych relacji.Nadto zostałaby naruszona równowaga sił która i tak jest naruszona w aspekcie globalnym.Sądzę że wg starej maksymy nie można służyć dwóm panom,warto się zastanowić jakich mamy sprzymierzeńców gdzie podpisywaliśmy traktaty i zobowiązania.Dziwić się amerykanom że podpisują traktaty ponad naszymi głowami a to co tu się pisze jest pomyśli Waszngtonu?Nie mam wiedzy takiej jak panowie ale tak sobie myślę takie jest moje zdanie.W histori np. nasze kontakty z Rosją były bardzo bliskie już bliższe nie mogły być warto to pamiętać.

  • Ja zawsze porównuje Rosję do PSL , na która strone pojdzie na ta przewazy losy dwóch wiekszych graczy.
    Co do struktury spoleczenstwa rosyjskiego to prawda, nie jest to spoleczenstwo jednolite narodowo i teraz slyszalem z dosc pewnego zrodla, ze w duzej mierze wybryki rasistowskie, „skinowskie” w Rosji skierowane przeciw Rosjanom nie majacych korzeni słowiańskich sa sterowane przez liderow dziwnym trafem wyksztalconych na terenie USA (chodzi o przywodców rosyjskich skinow itp.). Oczywiscie putinowcy (mimo, ze wiele osob uwaza ich za nacjonalistow czy cos w tym stylu) musza pietnowac takie zachowania aby nie odstraszac Rosjan (nie Słowian) bo jest to faktycznie wazny rezerwuar demograficzny oraz personalny lacznik z bylymi republikami, ktore wchodzily w sklad ZSRR. Jednak struktura spoleczna to jedno a struktura władzy to drugie i w tym wypadku Europejczycy w Rosji dominuja co moze tez byc jakims nie duzym ale zawsze czynnikiem majacym wplyw na ktora strone przewazy sie szala.
    Ja rowniez jak i autor mam nadzieje ze sojusz rosyjsko-chinski bedzie sie rozwijal, ze bedzie to alternatywa dla USA ale to nie jest do konca jasne. Chodzi o zachowanie Rosji, szczegolnie kiedy mowa o jakims wydarzeniu,ktore spowoduje spadek cen surowcow, kiedy nałozy sie na to poglebiajaca sie dominacja Chin w bylych republikach ZSRR (wyparcie Rosji z ich naturalnej strefy wplywow). Gdyby mialo dojsc do wojny to blok Rosja-Chiny równowazy USA i sojusznikow ale gdyby Rosja poszla ramie w ramie z USA i sojusznikami to Chiny nie mialyby zbyt duzych szans wiec teraz czy Rosja przylaczy sie do strony, ktora ma szanse byc równa wzgledem przeciwnika czy całkowicie wygrana (w przypadku przylaczenia sie do USA).
    Unia Szanghajska to jednak nie NATO, nie bylo jeszcze sprawdzianu, nie bylo prawdziwej akcji tylko manewry.
    Miejmy nadzieje, ze moje watpliwosci sie nie sprawdza ale trzeba brac to pod uwage.

  • Artykuł bardzo ciekawy, mam pytanie do autora:
    1. Ile wynosi średni wzrost gospodarczy Rosji w ciągu ostatnich 20 lat?
    2. Ile procent rosyjskiego eksportu stanowią surowce? Dlaczego aż tyle?
    3. Co się zdaniem autora stanie, w przypadku przeceny tychże surowców (są notowane na giełdzie, więc mogą polecieć w dół) względem budżetu Rosji? Skąd wtedy Rosja weźmie pieniądze na utrzymanie aparatu siłowego?

  • Ciekawy artykuł prezentujący raczej mało znane i popularne w Polsce stanowisko.
    Wątek demograficzny jest wg mnie rozwinięty zbyt słabo, dlatego warto zwrócić uwagę na kilka kwestii.

    1) W Rosji udało się odwrócić spadkowy trend demograficzne, podnieść dzietność (która jest obecnie znacznie wyższa niż w Polsce).
    2) W Rosji w ciągu 20 lat ubyło nieco ponad 5 mln mieszkańców, co trudno nazwać jakimś katastrofalnym wyludnieniem.
    3) Za trend spadkowy odpowiadała nie niska dzietność, ale nadumieralność mężczyzn w wieku przedemerytalnym czego skutkiem jest relatywnie niska mediana wieku społeczeństwa rosyjskiego w stosunku do starzejącej się Europy Zachodniej.
    Również na tym polu udało się częściowo odwrócić niekorzystny trend i oczekiwana długość życia mężczyzn wzrosła z kuriozalnych 59 lat do ponad 64.
    4) Problemem w Rosji nie jest spadek liczby obywateli Federacji Rosyjskiej, ale samych Rosjan. Dzietność „zawyża” częściowo ludność wyznająca islam. Należy przy tym pamiętać, że choć w samej Rosji mieszka 110 mln Rosjan, to poza jej granicami (tj. na terenie byłego Związku Radzieckiego) istnieje bardzo liczna mniejszość, która ma silny wpływ na politykę krajów które zamieszkuje (Ukraina, Białoruś, Kazachstan, Uzbekistan, Łotwa, Estonia).
    5) W przeciwieństwie do Polski, Rosja ma dodatni bilans emigracyjny. Każdego roku przybywa legalnie 300 000 tys. emigrantów (w dużej części Rosjan z byłych republik), w tym spora znacznie wyższa (bardzo zauważalna na ulicach Moskwy) liczba emigrantów nielegalnych, głównie z Kaukazu i Azji Centralnej, ale także Dalekiego Wschodu.
    6) Obserwowane, a niekorzystne zjawisko wyludniania się rosyjskiego Dalekiego Wschodu jest zupełnie naturalne.
    Tereny te były przez dziesiątki lat sztucznie zasiedlane, a teraz kiedy ludzie mają możliwość wybierają Moskwę, Petersburg czy inne miasta europejskiej Rosji gdzie warunki życia, perspektywy są lepsze niż przy granicy z Chinami.
    Również dla pragmatycznych Chińczyków Moskwa jest bardziej atrakcyjna i jeśli Chińczycy czymś się kierują to własnym interesem, a nie jakimś ideologicznym pragnieniem skolonizowania Rosji ku chwale partii.
    7) W długiej perspektywie również Chiny będą mierzyć się z problemami demograficznymi.
    Nie będziemy więc obserwować masowej emigracji z przeludnionych Chin do wyludniającej się Rosji, ale raczej równoległe starzenie społeczeństw tych dwóch krajów, przy czym paradoksalnie z powodu krótszej oczekiwanej długości życia Chińczycy będą starzeć się szybciej. Jak natomiast wiadomo, tylko emigrują głównie młodzi, emigracja osób w podeszłym wieku to zjawisko marginalne.

Pozostaw odpowiedź