Artykuły

S. Niewiński: Dlaczego Zachód najprawdopodobniej nie zrobi nic w sprawie rosyjskiej interwencji na Krymie?

Na przełomie lutego i marca 2014 r. Rosja zdecydowała się na interwencję zbrojną w kwestii ukraińskiej. Na miejsce ingerencji wybrała zamieszkany w większości przez Rosjan Półwysep Krymski. W ciągu kilku dnia rosyjscy żołnierze opanowali większość strategicznych miejsc na półwyspie oraz odizolowali go od reszty Ukrainy. W kilku garnizonach pozostają jeszcze wierni władzom w Kijowie żołnierze (część z nich przeszła już na stronę rosyjską), jednakże są skutecznie blokowani przez wojska rosyjskie. Co istotne, niniejsza rosyjska interwencja odbywa się – jak dotąd przynajmniej – niemal bez wystrzałów oraz bez ofiar śmiertelnych. W znacznym stopniu rosyjski Krym pragnie połączyć się z Federacją Rosyjską.

Światowa opinia publiczna wyraża zdziwienie zastałą sytuacją. Polskie i zagraniczne media wydają się być zszokowane wydarzeniami na Krymie. Warto zwrócić uwagę na to, że należało się spodziewać takiego rozwoju sytuacji. Wspierana przez Zachód prozachodnia rewolucja na Ukrainie stanowiła zbyt radykalną próbę zmiany geopolitycznego układu sił w regionie. Takie wydarzenia nie mogą odbyć się bez porozumienia z Rosją. Prezydent Władimir Putin wkroczył na Ukrainę, pragnąc utrzymać ten kraj w jakimś stopniu w swojej strefie wpływów. Ku czemu dąży ostatecznie? Być może pragnie skłonić obecne kierownictwo w Kijowie do podzielenia się władzą z ugrupowaniami przychylnymi wobec Rosji – tym samym przywracając polityczne status quo sprzed rewolucji. W sytuacji, gdy Kijów się nie ugnie, Rosja najpewniej zdecyduje się na rewizję granic. Krym już de facto znajduje się w jej władaniu. Niewykluczone, że Rosjanie oderwą także rozwinięty przemysłowo Donieck. W konsekwencji reszta Ukrainy będzie kontynuować zbliżenie z Zachodem, ale już jako kraj słabszy i biedniejszy.

Od lewej: Petro Poroszenko, Witalij Kliczko, John Kerry, Arsenij Jaceniuk; źródło: commons.wikimedia.org

Od lewej: Petro Poroszenko, Witalij Kliczko, John Kerry, Arsenij Jaceniuk; źródło: commons.wikimedia.org

Zachód jak dotąd zrobił niewiele w sprawie rosyjskiej interwencji na Ukrainie i nie zrobi raczej więcej. Najprawdopodobniej ograniczy się do finansowego wsparcia nowych sił porewolucyjnych. Wynika to z podstawowej przyczyny: ani główne mocarstwa UE, ani USA nie mają interesu w poważniejszym konflikcie z Rosją. Jednakże u poszczególnych stron wynika ona z innych przyczyn.

W wypadku najważniejszych państw UE (Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii) niechęć do poważniejszego angażowania się przeciwko Rosji spowodowana jest głównie obawą przed potencjalnymi stratami ekonomicznymi mogącymi być skutkiem takiej decyzji. Z powyższego powodu państwa UE są dość niechętne idei nałożenia sankcji gospodarczych na Rosję, o konflikcie militarnym z nią nawet nie wspominając. Dla przykładu Hans-Werner Sinn (szef Ifo, jednego z wiodących niemieckich instytutów ekonomicznych) zwraca uwagę na to, że podczas trwającej właśnie reformy systemu energetycznego niemiecka gospodarka jest uzależniona od gazu z Rosji[1]. Dlatego nie należy spodziewać się poparcia przez Berlin sankcji wobec Rosji. Także władze Wielkiej Brytanii zauważają, że uderzenie sankcjami w Federację Rosyjską może poskutkować zahamowaniem ożywienia gospodarczego w Europie[2].

Warto pamiętać, że problem utraty części swojego terytorium przez Ukrainę na rzecz Rosji nie musi stanowić kłopotu dla elit UE. Ewentualna rosyjska inwazja na wschodnie tereny Ukrainy uczyni to państwo krajem jeszcze uboższym, słabszym politycznie i jednocześnie bardziej homogenicznym etnicznym. Kadłubowe państwo ukraińskie będzie zmuszone podporządkować się Zachodowi, głównie Niemcom. Podsumowując – Ukraina bez Doniecka i tak stanie się wasalem Zachodu. Scenariusz taki jest szczególnie groźny dla Polski. W wyniku jego realizacji znajdziemy się pomiędzy Niemcami (największym mocarstwem UE) a ich wasalem – okrojoną przez Rosję od wschodu Ukrainą. Sytuacja ta bardzo ograniczy mobilność Polski na arenie międzynarodowej.

Stany Zjednoczone nie są mocno związane gospodarczo z Rosją. Dysponują także najpotężniejszą armią świata. Wojska amerykańskie mogą bez problemu (w przeciwieństwie do wojsk mocarstw europejskich) konkurować z rosyjskimi. Niemniej także Stany Zjednoczone nie zdecydują się najpewniej na głębsze zaangażowanie na Ukrainie. Administracja Baracka Obamy od kilku lat ogłasza, że priorytetowe znaczenie geopolityczne dla Waszyngtonu ma współcześnie basen Pacyfiku i Azja Wschodnia. Tym samym Europa ma dla USA stosunkowo niewielkie znaczenie. Amerykanie wiedzą, że w Azji Wschodniej umacnia się ich najpoważniejszy przeciwnik w tym stuleciu, czyli Chiny.

Stosunek Chin do wydarzeń na Ukrainie jest ambiwalentny. Z jednej strony delikatnie krytykują rosyjską interwencję oraz zapewniają Ukrainę o swoim poparciu dla jej integralności terytorialnej[3]. Takie deklaracje są podyktowane względami polityki wewnętrznej. Chiny są od tysięcy lat mocarstwem wieloetnicznym i wielowyznaniowym. Pekin sam ma liczne problemy z separatyzmami (głównie ujgurskim i tybetańskim) i dlatego nigdy nie popiera oficjalnie wykorzystywania ich przez inne państwa. Nie ma tutaj znaczenia, czy robią to rywale ChRL (Stany Zjednoczone), czy obecni sojusznicy (Rosja).

Z drugiej strony pod wieloma względami polityka Rosji na Ukrainie jest korzystna dla ChRL. Prezydent Władimir Putin wyrósł w ostatnim czasie na głównego wroga Zachodu. Opanowując Krym skupił na sobie uwagę Stanów Zjednoczonych. Tym samym Amerykanie nie mogą w pełni zaangażować się w problemy Azji Wschodniej. W konsekwencji Chińczycy mogą poświęcić się umacnianiu swojej pozycji. Wypełniają w ten sposób testament ojca chińskich reform Deng Xiaopinga. Dawny przywódca Chin zaznaczył wówczas, że (…) nie należy podnosić głowy i wysuwać się przed szereg, nie udawać lidera i nie pełnić tej roli, lecz czekać na stosowną chwilę i nabierać sił (…)[4]. Konflikt na Krymie w jakiejś mierze pozwala realizować zalecenia Deng Xiaopinga. Dzięki temu Chiny mogą kontynuować swoje najważniejsze zadania: restrukturyzację gospodarki oraz program zbrojeń. Chińska Republika Ludowa pragnie w tym roku wydać w armię 132 mld dol.[5] Są to dane oficjalne, które w rzeczywistości mogą być zaniżone. Analitycy SIPRI twierdzą, że już w zeszłym roku Chiny wydały na armię 250 mld dol.[6] Nie można także wykluczyć, iż Chiny chcą wykorzystać zaangażowanie Zachodu na Ukrainie, aby powoli rozwijać swoje wpływy w regionie. Będą chciały m.in. dalej zaciskać współpracę z Tajwanem oraz wywierać nacisk na Japonię w sprawie wysp Senkaku/Diaoyu.

Z powyższych powodów Chiny będą dyskretnie wspierać Rosję podczas kryzysu krymskiego. Podobnie czyniły podczas kryzysu w Libii oraz Syrii. W ciągu minionego tygodnia dawały już tego typu przykłady. Przewodniczący Xi Jinping konsultował się w kwestii ukraińskiej z prezydentem Władimirem Putinem[7]. Obaj przywódcy wyrazili nadzieję, że (…) kroki podjęte przez rosyjskie kierownictwo pozwolą na zmniejszenie (…) napięcia i zapewnią bezpieczeństwo rosyjskojęzycznym obywatelom mieszkającym na Krymie i we wschodnich regionach Ukrainy[8]. Pod koniec lutego oficjalny dziennik partii komunistycznej Renmin Ribao (Dziennik Ludowy) skrytykował Zachód za stosowanie zimnowojennej mentalności wobec Rosji i zaapelował o współpracę z nią celem rozwiązania konfliktu na Ukrainie[9]. Rosja to najważniejszy aliant militarny Chin. Chiny potrzebują Rosji, aby realizować swoje geopolityczne cele.

Waszyngton najpewniej rozumie kalkulacje polityczne Pekinu w sprawie kryzysu krymskiego. Z tego powodu należy przypuszczać, że nie będzie dążył do większego zaangażowania w tej sprawie. Oprócz geopolitycznego utknięcia w Europie administracja Obamy pragnie zrealizować także pewne zadanie. Ameryka od lat dąży do tego, aby Państwo Środka zostało poddane politycznej izolacji przez swoich sąsiadów. Amerykanie starają się doprowadzić do pogorszenia relacji Chin z m.in. Japonią, Koreą Południową, Wietnamem, Indonezją, Birmą czy Indiami. Największym sukcesem amerykańskiej dyplomacji byłoby skłócenie Chin z Rosją. Wydaje się, że w interesie Stanów Zjednoczonych w kontekście długofalowym leży jakaś forma resetu w stosunkach z Federacją Rosyjską. Zaangażowanie się USA na Ukrainie bardzo pogorszy ich stosunki z Moskwą, a wzmocni więzi rosyjsko-chińskie. Każda interwencja Zachodu (Irak, Libia, czy Syria) doprowadzała do zacieśnienia kontaktów Kremla i Zhongnanhai. Ameryka chce najwyraźniej tym razem tego uniknąć.

Polska wychodzi z ukraińskiej zawieruchy osłabiona. Polskie elity same doprowadziły do takiej sytuacji, podgrzewając emocje prozachodnio nastawionych obywateli Ukrainy. Realnie grozi nam teraz otoczenie ze strony Niemiec. Należy mieć tylko nadzieję, że nie zrealizuje się inna nadzieja rodzimych rusofobów – konflikt rosyjsko-chiński. W takim wypadku ponad Polską dokona się pojednanie Waszyngtonu i Moskwy. Kompletnie ograniczy ono Polsce możliwość manewru geopolitycznego.



[1] Sankcje przeciwko Rosji uderzą w Unię, www.ekonomia.rp.pl, 9 III 2014.

[2] Wielka Brytania niechętna sankcjom handlowym wobec Rosji, www.ekonomia.rp.pl, 9 III 2014.

[3] Napięcie na Ukrainie nie słabnie. Zaskakujący apel Chin, www.wiadomosci.onet.pl, 9 III 2014.

[4] B. Góralczyk, Przebudzenie smoka. Powrót Chin na scenę globalną, Warszawa 2012, s. 132.

[5] R. Tomański, Pozory mogą mylić, www.ekonomia.rp.pl, 9 III 2014.

[6] Tamże.

[7] Kreml: prezydenci Rosji i Chin mają bliskie stanowiska ws. Ukrainy, www.wiadomosci.wp.pl, 9 III 2014.

[8] Tamże.

[9] Chiny: Rządowa gazeta krytykuje „zimnowojenną mentalność” Zachodu ws. Ukrainy, www.bankier.pl, 9 III 2014.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
S. Niewiński: Dlaczego Zachód najprawdopodobniej nie zrobi nic w sprawie rosyjskiej interwencji na Krymie? Reviewed by on 10 marca 2014 .

Na przełomie lutego i marca 2014 r. Rosja zdecydowała się na interwencję zbrojną w kwestii ukraińskiej. Na miejsce ingerencji wybrała zamieszkany w większości przez Rosjan Półwysep Krymski. W ciągu kilku dnia rosyjscy żołnierze opanowali większość strategicznych miejsc na półwyspie oraz odizolowali go od reszty Ukrainy. W kilku garnizonach pozostają jeszcze wierni władzom w Kijowie żołnierze

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 3

  • Z pana tekstu wynika, że dla Polski nie ma dobrego rozwiązania ” owinać się w prześcieradło i czołgać się w stronę cmentarza”.
    Nie ma też wyjścia dla Ukrainy, najlepiej podać 40 ml. ukrainski naród oszalałemu Putinowi.
    Jest to przykre, ze Obamie i staruszce europi brak jest przywódców , brak jest jajec aby pomóc nowej demokracji na ukrainie.

    • Avatar Stanisław A. Niewiński

      Niestety, ale wydaje się obecnie, że skutki zawieruchy na Ukrainie będą raczej dla Polski negatywne.

      Jeszcze gorsze będą dla samej Ukrainy. Prozachodnio nastawieni Ukraińcy odegrali podobną rolę, jak rewolucjoniści np. w Libii. Uwierzyli zachodniej propagandzie zgodnie z którą wystarczy usunąć „tyrana”, a Zachód pomoże stać się im krajem mlekiem i miodem płynącym. Jak jest w istocie widzimy. Zarówno Libia, jak i Ukraina pogrążają się w chaosie. Ukraińcy – co gorsza – mają problem z rosyjską interwencją. „Dobrzy wujkowie” z Zachodu jakoś nie śpieszą się z pomocą.

      Wiem, że to w Polsce pogląd mało popularny, ale myślę, iż Euromajdan był chyba najgorszym co mogło Ukrainę spotkać.

      Pozdrawiam serdecznie!

      • Avatar PZ

        Troszke off-topic, ale chyba zero-jedynkowe rozpatrywanie wydarzen na Ukrainie jest za bardzo uproszczone.

        Ukraina byla i jest przez FR dosc pogardliwie, co przekłada sie na traktowanie Ukraincow przez Rosjan, tez bardzo czesto lekcewazace. Euromajdan moim zdaniem bedzie widziany jako czesc mitu założycielskiego Ukrainy i pomimo, ze to bezpośrednio na pieniadze sie nie przekłada jest dosc istotne.
        Ukraina i Ukraincy musza zbudowac wlasne Panstwo tak jak chca, a uwolnienie sie od FR nie jest takie łatwe, wiec na pewno bedzie kosztowac. Dodam, ze przywódcy w Europie byli zaskoczeni zarowno Majdanem, jak i tym co w tej chwili robi Putin.

        Źródeł negatywnych skutków dla Polski nalezy szukać w 2008 roku, kiedy obecny rzad dokonal wolty pod tytulem „Russia First” i plyniemy w glownym nurcie, chyba do konca nie bedac świadomym, ze główny nurt ma niekoniecznie interesy takie same jak Polska, a proba podporządkowania Interesow Polski głównemu nurtowi skonczy sie marginalizacja Polski, ktora obecnie obserwujemy.
        Polska zupełnie sie nie liczy na Ukrainie, czego słodki PR (do użytku wewnętrznego Polakow) oraz hołdy składane przez polskie media szefowi MSZ nie zmienia.
        Przypominam, ze Fabius wyjechał przed ogłoszeniem tegoż wiekopomnego porozumienia trwającego kilka godzin, a Polska stała sie de facto zyrantem tego porozumienia dla Niemiec.
        W tej chwili Niemcy dogaduja sie z Rosja poza kulisami (o czym mozna poczytac w niemieckich gazetach), Rosja negocjuje z Ameryka, Jaceniuk jeździ do Stanow, a Kliczko do Berlina. Gdzie tutaj ta niezwykla rola Polski? Niestety nie ma, bo jednymi negocjacjami, przy okazji straszac druga strone nie da sie zbudowac trwałych relacji. Do tego trzeba bylo konsekwencji od 2008 roku i wiązania Polski i Ukrainy nie tylko politycznie, ale takze ekonomicznie.
        Niestety wygrały personalne ambicje „klepania po plecach” przez głównych graczy w UE i to przede wszystkim tego skutki beda dla Polski bardzo negatywne.

        Realizacja Memorandum Budapesztanskiego jest obserwowana w wielu miejscach na swiecie, w Japonii, w Iranie, w Katarze i kilku mniejszych. W tej kwestii albo Amerykanie sie wybudza ze strategicznego letargu, albo kłada na szali własna wiarygodnosc w relacjach miedzynarodowych, co takze bedzie mialo skutki bardziej dalekosiezne niz to co w tej chwili widac.

        Co zas do kosztów i skutków, to appeasement ma w Europie dosc marna skuteczność, a Ukraina jest bezpośrednim skutkiem wydarzeń w Gruzji i tego, ze polityka skuteczna jest powtarzana. Udawanie, ze Ukraina nie jest problemem Polski bardzo szybko zostanie zweryfikowane i mozliwe, ze koszty tej weryfikacji beda wyższe niz koszty wsparcia Ukrainy w tej chwili.

        Na marginesie dodam, ze w Polsce nagminnie przecenia sie wielkosc handlu z FR. Eksport do FR jest mniejszy niz do Czech, kupujemy ropę i gaz płacąc jedne z najwyższych cen w Europie, wiec warto tez przyłożyć właściwe proporcje do tego komu powinno zależeć na dobrych relacjach handlowych.

Pozostaw odpowiedź