BLOGOSFERA

„Rzeczpospolita”: „Ave Maria” dla mojej przyjaciółki

Rz: Chmura wulkanicznego pyłu zniechęciła wielu światowych przywódców do przyjazdu na niedzielny pogrzeb prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony w Krakowie. Mimo to pani mąż zdecydował się na lot z Waszyngtonu, a pani odbyła szaleńczą podróż samochodem.

Sandra ESandra E. Roelofs Saakaszwili i Maria Kaczyńska, zdjęcie zrobione w  lutym 2009 r.. Roelofs Saakaszwili: To prawda. Chociaż przestrzeń powietrzna nad Europą była zamknięta, razem z mężem byliśmy zdecydowani pojawić się na uroczystościach pogrzebowych. Chcieliśmy oddać hołd tej wspaniałej parze, którą traktowaliśmy jak swoich przyjaciół. Mąż był w Stanach Zjednoczonych, a ja w Brukseli. Miałam bilet na samolot w niedzielę rano przez Warszawę do Krakowa. Mogłam też skorzystać z zaproszenia na pokład samolotu belgijskiego ministra obrony. Ale w sobotę wieczorem było już wiadomo, że żaden z tych lotów się nie odbędzie z powodu chmury wulkanicznej.

Natychmiast zdecydowałam się razem z naszym ambasadorem w Belgii pojechać do Krakowa samochodem. Wiedzieliśmy, że to ponad 1300 kilometrów, i nie byliśmy pewni, czy zdążymy, ale załadowaliśmy bagaże i ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy rzeczywiście bardzo szybko, prawie się nie zatrzymując. Od Zgorzelca na granicy z Polską do Krakowa eskortował nas samochód policyjny. Poprosiłam policję o jeszcze jedną przysługę. Chciałam zatrzymać się przy jakimś kościele w Polsce, aby zapalić dwa znicze od naszego gruzińskiego patriarchy dla Lecha i Marii Kaczyńskich. Zrobiłam to w Legnicy.

I zdążyła pani do Krakowa na czas. Pani mąż miał więcej problemów.

Przyjechaliśmy do Krakowa o 11.30 (uroczystości zaczęły się o 14.00 – red.) i dołączyliśmy do innych zagranicznych gości czekających w hotelu Sheraton. Stamtąd zabrano nas na uroczystości w bazylice Mariackiej. Czułam się tam samotna bez męża, ale wiedziałam, że już przeleciał Atlantyk i zrobi wszystko, aby dotrzeć do Krakowa. I rzeczywiście.

Udało mu się wylądować we Włoszech, a stamtąd, przelatując nad Turcją i Ukrainą, zdążył na uroczystość na Wawelu. Dzięki temu mogliśmy towarzyszyć najbliższej rodzinie podczas uroczystości w krypcie, gdzie pochowano parę prezydencką. To był dla nas wielki zaszczyt.

Wielu Polaków było wzruszonych tym, że podjęli państwo tak wiele wysiłku, aby dotrzeć na pogrzeb.

Przeżyłam śmierć prezydenta i jego żony bardzo osobiście. Maria była dla mnie wzorem i najlepszą przyjaciółką spośród wszystkich pierwszych dam. Spędziłyśmy ze sobą wiele czasu, w różnych okolicznościach i odkrywałyśmy, że mamy coraz więcej wspólnych zainteresowań. Nasi mężowie byli naprawdę bliskimi sojusznikami i przyjaciółmi. Chciałam nawet zaprosić Marię na wakacje do Batumi nad Morzem Czarnym. Niestety, nie mogę już zrealizować tych planów…

Dwa dni przed tragedią w Smoleńsku byłam na premierowej prezentacji pieśni „Ave Maria”, skomponowanej przez naszego gruzińskiego patriarchę Eliasza II. Bardzo mi się spodobała. Miałam ją nagraną na płytę i cały czas jej słuchałam. Kiedy dowiedziałam się o katastrofie, pomyślałam, że ta kompozycja powstała jakby z myślą o Marii Kaczyńskiej. Od tamtej pory, kiedy jej słucham, zawsze przypomina mi się Maria – moja najdroższa przyjaciółka.

Jak Gruzja postanowiła uhonorować prezydenta Kaczyńskiego?

Dzień po katastrofie 11 kwietnia wprowadziliśmy oficjalną żałobę, a mąż ogłosił Lecha Kaczyńskiego bohaterem narodowym Gruzji. Potem jego brat Jarosław otrzymał w czasie pogrzebu na Wawelu specjalny medal. Gruzini mogli się wpisywać do specjalnej księgi kondolencyjnej. Tysiące osób przez wiele godzin stało w kolejce, aby to zrobić. Tbilisi postanowiło także nazwać jedną ze swoich ulic imieniem Lecha Kaczyńskiego. Wiele oficjalnych spotkań rozpoczynało się od minuty ciszy ku czci ofiar. Kiedy byłam w Brukseli, poszłam też na mszę do katedry św. Michała na nabożeństwo, gdzie modlono się za dusze Lecha i Marii.

Myśli pani, że ta tragedia jeszcze bardziej zbliży nasze kraje?

Dla Gruzji Polska jest jednym z największych przyjaciół, w ciągu ostatnich lat wiele razy nas wspierała. Prezydent Kaczyński zademonstrował to w czasie wojny z Rosją. Zorganizował lot do Gruzji, aby razem z pięcioma innymi przywódcami pokazać światu, że napadnięty przez Rosję niepodległy kraj może liczyć na sojuszników. Niedługo później znowu nie bał się ryzykować życia, kiedy w pobliżu Achałgori ( przy granicy z separatystyczną Osetią Południową – red.) razem z moim mężem wpadł w zasadzkę. Razem mierzyliśmy się z wieloma wyzwaniami dla naszych krajów i mieliśmy wiele planów na przyszłość. Mam nadzieję, że ten sojusz będzie kontynuowany.

Wywiad opublikowany został na łamach Rzeczpospolitej, pytania zadawał Wojciech Loren. 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Rzeczpospolita”: „Ave Maria” dla mojej przyjaciółki Reviewed by on 24 kwietnia 2010 .

Rz: Chmura wulkanicznego pyłu zniechęciła wielu światowych przywódców do przyjazdu na niedzielny pogrzeb prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony w Krakowie. Mimo to pani mąż zdecydował się na lot z Waszyngtonu, a pani odbyła szaleńczą podróż samochodem. Sandra E. Roelofs Saakaszwili: To prawda. Chociaż przestrzeń powietrzna nad Europą była zamknięta, razem z mężem byliśmy zdecydowani

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź