Indonezja

Ryżowa polityka w Indonezji

Azja podzielona jest na wszelkie możliwe sposoby. Zależnie od regionu, inna jest religia, kultura, prawo, czy ustrój. Ale jest jedna rzecz, która istotnie łączy wszystkich azjatów. To miłość do ryżu. Indonezja jest świetnym przykładem, że za miłość płaci się czasami bardzo wysoką cene.

Z tą miłością azjatów do ryżu jest trochę tak, jak z polskim przysłowiem: „jak się nie ma tego czego się lubi, to się lubi to co się ma”. Ryż więc trzeba kochać, bo jest najtańszy w konsumpcji. Poza tym można z niego zrobić niemalże wszystko, począwszy od smażenia, na zupie czy ciastkach kończąc. Dla większości żyjących na świecie ludzi to właśnie ryż, uprawiany od 5 tysięcy lat, stanowi podstawę i główny składnik pożywienia. U najbiedniejszych ryż to prawie 35% ich dziennej diety. Najwięcej ryżu (w przeliczeniu na osobę) spożywa się w Laos,Wietnamie i Indonezji. W tej ostatniej to ponad 150 kg na osobę rocznie. Właśnie w Azji można zobaczyć piękne tarasy pól ryżowych, na których ludzie pracują niekiedy od urodzenia do śmierci, produkując ponad 90% światowej produkcji ryżu.

Bujne pola ryżowe, ulokowane akr za akrem na różnych wysokościach, na których farmerzy pracują zgięci w pół, do momentu kiedy nie przestanie być jasno – tak wygląda prawdziwa panorama poza miastami Indonezji. Mimo to, większość pracujących na polach ryżowych farmerów indonezyjskich, to tak naprawdę zwykli chłopi, którzy nie posiadają własnego skrawka areału uprawnego, a bywają daleko spokrewnieni z właścicielem. De facto jest to tylko siła robocza, ale też jedząca ryż i często dostająca go w ramach rozliczeń (tak jak np. pracownicy LOTu dostają rocznie 1 bilet lotniczy). Wyobraźcie sobie biedną rodzinę, w której w polu pracują wszyscy jej członkowie, niejednokrotnie dorabiając jeszcze po czasie pracy. Pieniądze ledwie wystarczają, by kupić ryby lub warzywa, nie wspominając o ubraniu, czy edukacji dla dzieci. Takich rodzin jest w Indonezji więcej niż kilkanaście milionów. Właściwie to trudno je policzyć. Niemniej jednak przysługuje im raskin. Raskin to państwowy program walki z ubóstwem, polegający na subsydiowaniu ryżu dla ubogich. Rodzinie objętej programem przysługuje zakup ryżu po cenie 60% mniejszej niż cena rynkowa. Istnieje możliwość zakupu nawet 20 kg ryżu mięsięcznie na osobę objętą takim programem. Brzmi nieźle, prawda? W praktyce jest inaczej – farmerzy, czyli osoby do których skierowany jest raskin rozliczają się już w ryżu z pracodawcą, a więc zupełnie nie potrzebują tego programu. Czego więc potrzebują? Może ubrań? Lekarstw? Zabawek dla dzieci? A może książek? Nie wiem, natomiast z pewnością nie wie tego rząd. Zapewne farmerzy sami wiedzą co jest dla nich najlepsze. Załóżmy jednak, że potrzebują lekarstw. Nie mają wiele pieniędzy, więc dzięki programowi walki z ubóstwem kupują taniej ryż, który potem sprzedają drożej, a za pieniądze kupują lekarstwa. W ten sposób tworzy się siatka tych, którzy ryżem handlują w drugim obiegu, czasem na dużą skale. Oczywiście pozbywając się wcześniej śladów, iż ryż pochodzi z programu pomocy „ryż dla ubogich”. Jaki jest tego skutek? Co jakiś czas media w Indonezji zamieszczają tytuły: „Policja łapie spekulantów ryżu”. Z gazet można się dowiedzieć, że tacy oszuści łamiący prawo, winni iść do więzienia. Takie jest prawo w Indonezji i wyraźnie zabrania ludziom swobodnie handlować „tanim ryżem”, dla zysków. Mimo to, mało kto w Indonezji na to zwraca uwagę.

Jeżeli możemy założyć, że Polska to kraj w którym wiele zależy, bądź zależało od górników i węgla to Indonezja to kraj, w którym kluczową kwestię pełni produkcja i dystrybucja ryżu. Indonezję zawsze cechował duży import tegoż, z wyjątkiem krótkiego okresu końca lat 80-tych, kiedy to kraj ten był samowystarczalny, jeżeli chodzi o ryż. Po słynnym kryzysie azjatyckim w roku 1998 rząd indonezyjski podjął próby liberalizacji swojej polityki handlowej, jednak już w 2001 nastąpił znów powrót do protekcjonizmu. Między 2001 a 2005 rokiem cena wyprodukowanego ryżu w Indonezji była prawie dwa razy wyższa, niż importowanego. Związane jest to z dużym popytem na ryż, jako że przeciętny mieszkaniec Indonezji potrafi zjeść go wcale niemało. Szacuje się, że dwa razy więcej niż Chińczyk i nawet dwa i pół raza więcej niż Japończyk. Jedno tylko ucieka szacunkom – w Indonezji ryżu produkuje się mniej niż się go spożywa. Aby więc wzmocnić i poprawić dystrybucję zapasów żywności założono Bulog. Bulog jest firmą państwową powstałą w 1960 na fali wzrostu interwencjonizmu, skupującą ryż z rynku celem dystrybucji. Jednakże po wielu latach przekształcił się on w wielkiego i niewydolnego molocha. Jego głównym celem, jakkolwiek to nie brzmi, jest „stabilizacja cen”. Obecnie jest monopolistą w zakresie importu ryżu czy cukru. Tylko Bulog może importować ryż z poza Indonezji, jednak aby do tego doszło cena za kilogram ryżu musi być wyższa niż 3500 rupii oraz magazyny muszą świecić pustkami. Rząd jest więc w pułapce pomiędzy polityczną presją grupy farmerów przeciwnych importowi, za to lobbujących za „stabilizowaniem” cen ryżu, a konsumentami. Gdyby rząd wydał pozwolenie na import skrzywdziłby producentów, gdyż ceny ryżu znacząco spadłyby. Lepiej więc krzywdzić konsumentów, czyli wszystkich, albowiem dieta ryżowa jest podstawą żywienia w Indonezji. W skali globalnej traci na tym Indonezja, jak i produkujące najwięcej ryżu na eksport kraje, Wietnam i Filipiny.

Ryż w Indonezji jest „dobrem strategicznym” – tak tłumaczą działania rządu ekonomiści nienawidzący importu. Do takich należy większość ekspertów ekonomicznych rządu indonezyjskiego, a także prezydent Indonezji Susilo Bambang Yudhoyono, który w swoim przemówieniu 5 grudnia nawoływał aby farmerzy zwiększyli swoją produktywność, tak aby Indonezja pozostała niezależna od importu.

Tymczasem w raporcie Center for Global Development z roku 2004 na temat bezpieczeństwa żywnościowego w Indonezji możemy przeczytać, iż skoro Indonezja posiada długie i nieregularne wybrzeże oraz jest położona wyjątkowo blisko kilku największych zagranicznych portów z których eksportuje się ryż, to na dłuższą metę niemożliwe jest ciągłe utrzymywanie cen ryżu na poziomie wyższym niż w tych portach. Skoro jednak można zaimportować ryż taniej, to obecny stan można opisać jako marnotrawstwo. Gdyby więc otwarto granice dla tańszego importowanego ryżu i pozwolono aby importował go każdy kto tylko zechce a nie tylko Bulog, ceny ryżu obniżyłyby się. Wymusiłoby to większą produktywność u właścicieli pól ryżowych. A ponieważ farmerzy bardzo boją się ryzyka, związanego z możliwością utraty pracy, z powodu liberalizacji handlu, to silne lobby posiadaczy ziem wykorzystuje te nastroje społeczne podtrzymując taki stan rzeczy. Można więc postawić sprawę jasno: jak długo farmerzy indonezyjscy będą uprawiać ryż w takich warunkach ekonomicznych, tak długo pozostaną biedni. Praca tych ludzi, jest wydatnie marnowana przez rząd. Tak właśnie wygląda „ryżowa polityka” rządu w Indonezji wobec najbiedniejszych. I wciąż trwa w najlepsze.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Ryżowa polityka w Indonezji Reviewed by on 6 stycznia 2009 .

Azja podzielona jest na wszelkie możliwe sposoby. Zależnie od regionu, inna jest religia, kultura, prawo, czy ustrój. Ale jest jedna rzecz, która istotnie łączy wszystkich azjatów. To miłość do ryżu. Indonezja jest świetnym przykładem, że za miłość płaci się czasami bardzo wysoką cene. Z tą miłością azjatów do ryżu jest trochę tak, jak z polskim

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Skromna uwaga na marginesie artykułu. Otóż powszechne łapownictwo, kumoterstwo, nielegalne interesy i wątpliwy zaszczyt bycia jednym z najbardziej skorumpowanych krajów Azji – to spuścizna po 3 dekadach równie brutalnego co kleptokratycznego reżimu Suharto. Oto główny powód dlaczego Indonezja wciąż nie wykorzystuje swojego ogromnego potencjału i jest krajem relatywnie ubogim na tle większości swoich dalekowschodnich sąsiadów :-(

Pozostaw odpowiedź