Chiny news

Rok po tragicznym trzęsieniu

Gdy w ubiegłym roku prowincję Sichuan nawiedziło tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi, Zhang Guoyuan natychmiast uruchomił punkt pomocy i magazyn, zebrał 700 wolontariuszy oraz żywność (o wartości 1,6 milionów dolarów), leki, zaopatrzenie i darowizny. Niestety wkrótce policja powiedziała jego działalności stop.
Kataklizm w Sichuanie wywołał niespotykany dotychczas w Chinach przejaw dobroczynności. Obawiający się zawsze grup pozostających poza kontrolą chiński rząd, zaczął szukać środków ich powstrzymania i odniósł znaczący sukces.
Rząd boi się. Boi się, że do czegoś doprowadzimy. Tak naprawdę to nasza działalność jest ukierunkowana na uczynienie społeczeństwa lepszym, powiedział 29-letni Zhang.
Przywódcy chińscy przez długi czas ograniczali działalność prywatnych grup aktywistycznych, znanych jako organizacje pozarządowe (NGO). Rząd chiński nauczony przykładem Ukrainy, Gruzji czy innych państw, natychmiast wzmocnił swoje wysiłki, aby zapobiec przeobrażeniu się tych grup w poważną siłę polityczną, która mogłaby stać się dla władzy jeszcze większym wyzwaniem.
Aktywiści liczyli na to, że trzęsienie może doprowadzić do jakiś zmian, przyniesie ich organizacjom większe pole do działania.
Wręcz przeciwnie, 7,9-stopniowe trzęsienie ziemi nie odebrało rządowi stanowczości, ale doprowadziło do śmierci lub zaginięcia 90 tysięcy osób (większość to uczniowie i studenci), wywołało narodową burzę, jeśli chodzi o jakość budynków szkolnych i wznieciło liczne protesty.
Teraz, w rok po tragedii, większość takich ugrupowań pozostaje niedofinansowana, a ich przetrwanie zależy od rządu. Fala wolontaryzmu uległa rozproszeniu.
To wciąż polityczny system autorytarny, powiedział Shawn Shieh, profesor Marist College w Poughkeepsie (Nowy Jork), który mieszka w Pekinie.
Trzęsienie ziemi wywołało pewne zakłócenie w społeczeństwo wzrastającym w dobie stabilnej prosperity. Wielu Chińczyków, zwłaszcza młodych, szukało dotąd sposobów na wzbogacenie się, zostawiając problemy społeczne rządowi.
Władze Chin udzieliły mającego wielkość Belgii regionowi dotkniętemu trzęsieniem pomocy finansowej rzędu 8-10 miliardów dolarów. Niektórzy wolontariusze przemieszczali się samochodami wypełnionymi makaronem i wodą przez cały kraj, aby nieść pomoc ofiarom kataklizmu.
Kiedy doszło do trzęsienia, pomyślałem, że to jest szansa. Pomyślałem, że NGO w Chinach powinny zorganizować jakąś akcję. Wiedziałem, że będzie to ryzykowne, powiedział Zhang.
Dzień po trzęsieniu, około 40 darczyńców ciężko pracowało w biurze organizacji Zhang. Wkrótce zorganizowali całą sieć wolontariuszy i dziesiątki ciężarówek, które przewoziły towary. Jednak na skutek przeróżnych ograniczeń i restrykcji grupa uległa rozwiązaniu.
Zhang nie przejął się niepowodzeniem, ale stworzył mniejszą grupę, która zaczęła budować centra pomocy dla wysiedlonych rodzin mieszkających w specjalnych namiotach.
Członkowie innych tego typu organizacji zrezygnowali sami lub zostali zmuszenia do porzucenia takiej działalności.
Ponadto lokalne władze rozprawiły się z wolontariuszami w zniszczonym przez trzęsienie mieście Beichuan, oskarżając ich o wszczynanie protestów, w których uczestniczyli rodzice zabitych dzieci.
Prawdopodobnie w regionie wciąż pracuje około 10 tysięcy ochotników (jedna dziesiąta lub mniej niż latem ubiegłego roku), powiedział Gao Wazi, emeryt prowadzący biuro prawne dla grup wolontariuszy.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Rok po tragicznym trzęsieniu Reviewed by on 11 maja 2009 .

Gdy w ubiegłym roku prowincję Sichuan nawiedziło tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi, Zhang Guoyuan natychmiast uruchomił punkt pomocy i magazyn, zebrał 700 wolontariuszy oraz żywność (o wartości 1,6 milionów dolarów), leki, zaopatrzenie i darowizny. Niestety wkrótce policja powiedziała jego działalności stop. Kataklizm w Sichuanie wywołał niespotykany dotychczas w Chinach przejaw dobroczynności. Obawiający się zawsze grup

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź