Korea Pd news

Richard Gere w Korei

Amerykański aktor Richard Gere przyleciał w poniedziałek do Korei na 6 dni by promować swoją wystawę fotografii „Pielgrzym”, która przedstawia zdjęcia z Tybetu. Aktor, który jest praktykującym buddystą, odwiedził we wtorek Światynię Jogye w Seulu, gdzie zaplił kadzidełko na ołtarzu Daeungjeon a potem spotkał się z Venerable Jaseungiem, który zarządza kompleksem świątynnym. Gere udziela aktywnego poparcia Dalajlamie od długiego czasu a także jest adwokatem praw człowieka w Tybecie. Wystawa fotografii aktora znajduje się w Seoul Arts Center i potrwa do piątku 24 czerwca.

280622
źródło: Joongang Daily

Maciej Jankowski

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Richard Gere w Korei Reviewed by on 23 czerwca 2011 .

Amerykański aktor Richard Gere przyleciał w poniedziałek do Korei na 6 dni by promować swoją wystawę fotografii „Pielgrzym”, która przedstawia zdjęcia z Tybetu. Aktor, który jest praktykującym buddystą, odwiedził we wtorek Światynię Jogye w Seulu, gdzie zaplił kadzidełko na ołtarzu Daeungjeon a potem spotkał się z Venerable Jaseungiem, który zarządza kompleksem świątynnym. Gere udziela aktywnego

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Zwolennik feudalnego lidera religijnego wypowiada się w kwestii praw człowieka…
    Mr. Gere jest gorzej niż tylko kiepskim aktorem (zresztą czy w Hollywood pracują jeszcze jacyś dobrzy aktorzy?…). Jest bowiem albo religijnym oszołomem głuchym na fakty, albo też hipokrytą, który pod pozorem praw człowieka, w imieniu feudalnego lidera religijnego próbuje robić ferment na terenie autonomicznego regionu ChRL. Facet ględzi o prawach człowieka, które w feudalnym Tybecie przed 1950 r. nic nie znaczyły. A nie znaczyły dlatego, że życie większości ludzi (chłopów, pasterzy, niewolników) było tam warte nie więcej niż życie psa lub kota. Mr. Gere udaje (albo mu się tak wydaje), że jest szermierzem wolności i demokracji (może jego wujek był w ZBOWiD? ;-)), podczas gdy dalajlamy nikt demokratycznie nie wybrał na zajmowane stanowisko.
    Byłoby dobrze, gdyby próbował udowadniać swoje racje w Pekinie. Jeśli tego nie robi, pokazuje się jako tchórz. A przecież jeśli coś mu za to grozi, to najwyżej grzywna lub więzienie. A nie odrąbanie kończyn i rzucenie ciała na pożarcie sępom i dzikim psom – jak w feudalnym Tybecie…

Pozostaw odpowiedź