Komentarz eksperta

Radosław Pyffel: Polska polityka wobec Azji to TU 154

radek2Prezydencka para spoczęła już na Wawelu. W dalszym ciągu trwają pogrzeby ofiar smoleńskiej tragedii w tym wielu osobistości, których działalność publiczna była związana z Azją: Izabeli Jarugi-Nowackiej z Lewicy (Mongolią zajmowała się naukowo pracując w Polskiej Akademii Nauk), posłów członków polsko-azjatyckich grup parlamentarnych: Wiesława Wody z PSL (Tajwan, Korea) Leszka Deptuły z PSL (Tajwan) Grzegorza Dolniaka z PO (Tajwan, Chiny) i Sebastiana Karpiniuka z PO (Chiny).

Koniec żałoby narodowej to czas, kiedy możemy stawiać już pierwsze pytania. Jaka była polityka prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Azji?

Ani dobra, ani zła. Dokładnie taka na jaką nas w tej sytuacji stać. Na pewno była mało aktywna co moim zdaniem, nie było (a do czego jeszcze wrócę) winą prezydenta.

W czasie swojej tragicznie zakończonej 5-letniej kadencji prezydent Kaczyński odbył jedną wizytę w Azji. Między 30 listopada a 5 grudnia odwiedził Mongolię, Japonię i Koreę Południową 2009 r.

Już wtedy dał o sobie znać prezydencki TU 154, który zamarzł na lotnisku w Ułan Bator (przez co opóźniła się wizyta w Japonii i nie doszło do spotkania z cesarzem, oficjalnie z powodu choroby).

W kraju prezydent Kaczyński spotykał się z przedstawicielami państw azjatyckich czterokrotnie: W 2007 roku w kwietniu gościł przebywającego z wizytą w Polsce prezydenta Pakistanu Perveza Musharrafa, w maju spotkał się z Przewodniczącym Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych Wu Bangguo, a tydzień później wydał śniadanie robocze na cześć Ministra Spraw Zagranicznych Japonii (a późniejszego premiera) Taro Aso.

W kwietniu 2009 roku Lech Kaczyński przyjął prezydent Indii. Efektem spotkania było podpisanie dwóch umów – o współpracy Polski i Indii w dziedzinie turystyki oraz o współpracy w dziedzinie ochrony zdrowia i medycyny.

Podobno, o czym świadczą uczestnicy tego spotkania, Lech Kaczyński wykazał się dużą znajomością historii Indii. Deklarował nie tylko podziw dla indyjskich wyników gospodarczych, ale przede wszystkim dla faktu, iż Indie są największą demokracją świata i swój cywilizacyjny awans nie opierają na dyktaturze. Dzięki temu miał w Indiach (jak chyba w żadnym innym kraju, może poza Gruzją) bardzo dobrą prasę. Jego tragicznemu wypadkowi poświęcono wiele miejsca. Nazywano go „przyjacielem Indii”.

Priorytety polityki prezydenta RP znalazły odzwierciedlenie w randze przedstawicieli, których kraje azjatyckie przysłały na Wawel (ostatecznie ze względu na pył wulkaniczny wszyscy odwołali swoje przyjazdy). Koreę reprezentować miał premier, Indie minister spraw zagranicznych, a Mongolię i Japonię Przewodniczący Parlamentu. Chiny wysłały do Krakowa zaledwie… ministra transportu (na pewno fakt ten znacznie utrudni w przyszłości zwolennikom zbliżenia z Pekinem przekonanie do tego pomysłu, wyczulonej na symbole polskiej opinii publicznej).

Polityka Lecha Kaczyńskiego wobec Azji była refleksem jego polityki krajowej i regionalnej i  składała się z trzech komponentów:

Komponent pierwszy – Polityka historyczna (symboliczna):
W 2008 roku w Mongolii Lech Kaczyński podpisał z prezydentem Enkhbayarem deklarację o współpracy i odebrał doktorat honoris causa uniwersytetu w Ułan Bator.

W Tokio nadał krzyże komandorskie dwóm polskim księżom pracującym w Japonii. W Korei Płd. podpisał z prezydentem Lee Myung-bakiem program wykonawczy do umowy o współpracy kulturalnej.

Niezwykłym, a zupełnie niezauważonym wydarzeniem jego prezydentury było odznaczenie  Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski Prezydenta RP Yoshiho Umedy, urodzonego w Japonii, a przybyłego w wieku 14 lat do Polski ( na ostatnie życzenie Ojca, japońskiego polonisty) działacza KOR-u i opozycji solidarnościowej.

Komponent drugi – Priorytet na rzecz realizowania polskich interesów poprzez klasyczne państwo narodowe (nation state), a nie poprzez organizacje międzynarodowe czy ponadnarodowe.

Tym samym dążył do wzmocnienia Polski jako państwa narodowego i blokował transfer władzy na poziom organizacji ponadnarodowych.

W klasycznej formie spór ten uwidocznił się w Mongolii, gdzie prezydent wbrew planom szefa MSZ-u Radosława Sikorskiego opowiadał się za utrzymaniem ambasady polskiej w Ułan Bator. Krytykowany za tą wizytę przez główne media, nieoczekiwanie został poparty przez Tadeusza Iwińskiego z SLD który stwierdził: „W Mongolii jest bardzo wielki kapitał sympatii politycznej do Polski. Tam jest wielu polskich absolwentów, nasi geolodzy prowadzą tam badania(..) Popieram tego typu wyjazdy do pozornie odległych państw, ponieważ świat się globalizuje i nie ma Europy. Jest Eurazja. Takie wizyty są potrzebne.”

Z kolei po wizycie prezydent Indii w 2009 roku, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Mariusz Handzlik (również zginął 10 kwietnia pod Smoleńskiem) podkreślał: „głównym celem wizyty Prezydent Indii jest danie silnego sygnału, że Polska przywiązuje dużą wagę do wszechstronnego rozwoju stosunków z Indiami jako ważnym graczem w polityce globalnej.”

Komponent trzeci: Położenie akcentu na rozwój stosunków z demokratycznymi krajami Azji.

Prezydent Kaczyński pomijał w swojej polityce Chiny (w przeciwieństwie do Donalda Tuska nie wycofał się z bojkotu ceremonii otwarcia igrzysk w Pekinie), a preferował Japonię, Koreę, Indie i Mongolię. Wszystkie te kraje łączy demokracja (jakkolwiek różne są oceny dotyczącego tego na ile jest ona podobna do demokracji zachodniej i czy tamtejszy system polityczny odpowiada jej pierwotnej definicji). Zgodnie z tą logiką na przychylność Lecha Kaczyńskiego mogłyby liczyć też takie kraje jak Indonezja, Tajlandia, a może nawet Tajwan. Na wykonanie w ich stronę jakiegoś znaczącego gestu być może zabrakło już czasu.

Czy założenia te udało się wcielić w życie?

Raczej nie i to z dwóch powodów. Prezydent nie ma zbyt wielu uprawnień (vide przykład Mongolii, gdzie ambasadę ostatecznie zamknięto, a wizy do Polski, a właściwie do strefy Schengen, przyznawane są w konsulacie czeskim).

Decydującym czynnikiem, który w moim przekonaniu skazuje jakąkolwiek próbę pogłębienia stosunków z tamtym regionem na porażkę jest fakt, iż w Polsce po prostu nie ma klimatu na polską politykę w Azji. Tym samym nawet debata o tym czy założenia prezydenta Kaczyńskiego były słuszne czy nie, nie mogła się z tego powodu w ogóle odbyć. Każda inicjatywa podejmowana poza Europą, USA czy bliską zagranicą (niezależnie czy jest to prezydent czy premier) spotyka się z szyderstwem komentatorów i opinii publicznej, a polityk przejawiający większą aktywność w tym regionie (uznawanym za egzotyczny), musi liczyć się z efektem „Słońca Peru” (wizytę prezydenta Kaczyńskiego w Azji nazywano Słońce Peru II), uszczypliwymi komentarzami, dowcipami w blogosferze i śmiesznymi zdjęciami rozsyłanymi na Facebooku i w internecie. Aktywniejsza polityka Kaczyńskiego (a zwłaszcza jego) w Azji, byłaby z łatwością wyśmiana i zdyskredytowana.

Jakie z tego wynikają wnioski?

Polska polityka w Azji sprowadza się do dylematu TU 154, przed którym stanął już kilka lat temu prezydent Kaczyński. Domagając się wymiany samolotu, spotykał się z szyderstwami i brutalnymi atakami niechętnych komentatorów i politycznych przeciwników.

Tragiczna śmierć, która wstrząsnęła wszystkimi w Polsce, niezależnie od sympatii politycznych, pokazała rozgrywające się wydarzenia w zupełnie innej, ponadczasowej i wykraczającej poza PR i doraźne rozgrywki perspektywie.

Polska polityka wobec Azji jest jak TU 154. Nie możemy oszczędzać tam naszej aktywności. Czekam na odważnego, który nie będzie się bał tego powiedzieć nie bacząc na sondażowe słupki.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Radosław Pyffel: Polska polityka wobec Azji to TU 154 Reviewed by on 20 kwietnia 2010 .

Prezydencka para spoczęła już na Wawelu. W dalszym ciągu trwają pogrzeby ofiar smoleńskiej tragedii w tym wielu osobistości, których działalność publiczna była związana z Azją: Izabeli Jarugi-Nowackiej z Lewicy (Mongolią zajmowała się naukowo pracując w Polskiej Akademii Nauk), posłów członków polsko-azjatyckich grup parlamentarnych: Wiesława Wody z PSL (Tajwan, Korea) Leszka Deptuły z PSL (Tajwan) Grzegorza

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 9

  • @Adam Machaj
    A ja bym bardziej ocenial polityke wobec azji nie tylko przez pryzmat Chin. To co piszesz to jakis zwariowany sinocentryzm, jakby tylko Chiny byly w Azji, a ocena polityki Kaczynskiego w Azji, a chyba nawet jego calej prezydentury zalezala od stosunku do Twojego ulubionego kraju.. Autor pisze ze Kaczynski stawial na Indie, japonie i Koree. To tez byl jakis pomysl. Inna sprawa ze efekty byly srednie poza jakimis wizerunkowymi „Przyjaciel Indii” itd. A Chiny chcialy wyslac na jego pogrzeb ministra transportu… Dla mnie zenada.

    • Stawiał? Razy był to nie znaczy ze stawiał. Stawiał na USA I UE. Nie sinocentryzm tylko realia tegos swiata. Chiny to najwazniejszy kraj w Azji wiec pominiecie Chin a do tego ataki ideologiczne i bardzo oscentacyjne na Chiny (niepotrzebne zupełnie) to było co? Nastepna porazka to poparcie Gruzji co = konflikt z Rosja. Jak to się ma do polskiego interesu? Bojkot Olimpiady to dla mnie zenada, niech spadkobiercy ideowi Preezydenta Kaczynskiego czyli PiS beda konswentni i zbojkotuja EXPO.

      • Avatar W4rbird

        Jeśli tak się stanie to ja zbojkotuję Euro 2012 (może i tak nie będę musiał; i to będzie dopiero żenada!).

  • Ja bym bardziej surowo oceniał działania polskich elit. Prezydent L. Kaczynski nie odwiedził Chin bo moze po jego zagrywkach zwiazanych z bojkotem olimpiady , spotkaniu z Dalajlama, próby przeforsowania nazwy ronda wolnego Tybetu itd nikt powazny by sie z Nim nie spotkał w Chinach. Pytanie w jakim celu to robił? Myslał ze ma wpływ ? watpie. Poprostu budowanie kapitału politycznego na bazie „antykomunizmu”. Wszystkie liczace sie kraje Zachodnie handluja, robia interesy z wieloma dyktatorami tego swiata jezeli jest im to na renke. Liczy sie interes narodowy i realne zyski. Co do opowiedzenia sie za utrzymaniem ambasady RP w Mongoli to ja tez jestem (byłem) za i co z tego jak to nie moja kompetencja. Jakby na prawde byli za to PiS i Prezydent mógł zrobic medialny szum a tak to wpisuje to w kurtuazje (skoro był w Mongoli to co miał mówic , jasne ze „był za utrzymaniem” ambasady – w słowach i chyba tylko wtedy). A fakty sa takie ze podpisał traktat lizbonski (wbrew zapowiedziom) co bedzie miało konskwencje takie ze własnie oddał kompetencje kraju na rzecz organizacji ponadnarodowej. Co do ambasad mysle własnie ze nie koszta graja role ale tendencja unijna na wyciszanie znaczenia panstw narodowych na rzecz unijnej dyplomacji. Redalnym działaniem była wizyta Tuska w Chinach, jak równiez polsko- chinska umowa MON-ów (to niby nic ale daje do myslenia). Klimat na Azje moga stworzyc politycy i media. To co robił PiS i Prezydent na pewno temu nie słuzyło a na pewno juz w odniesieniu do Chin.
    P.S. Czy teraz PiS ma zamiar bojkotowac EXPO? Zreszta nie tylko PiS ale cała masa poprawnych politycznie.

    • Myślę Adamie, że p. Radkowi nie wypadało, aby napisać zbyt dosadnie. Ale każdy wie jak naprawdę było. W pełni zgadzam się z Twoim komentarzem. Ostatnie 5 lat, a nawet 20 lat to były słabe prezydentury! W ogóle Polska nie ma elit politycznych, mamy jedynie politruków, których jedyną wizją jest reelekcja.

  • @Mariusz Dabrowski
    Dziekuje Panu za ta uwage. Rzeczywiscie przypominam sobie przyznanie Krzyża Komandorskiego dla Chiune Sugiwary. Moje przeoczenie. W bilansie polityki (symbolicznej) Lecha Kaczyńskiego wobec Azji trzeba wziąć pod uwagę także to odznaczenie. Dziekuje, z azjatyckim pozdrowieniem, RP

  • Do odznaczeń nadanych przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego dodałbym jeszcze jedno, o którym warto wspomnieć. Cytat z Wikipedii: {10 października 2007 Prezydent RP Lech Kaczyński „za bohaterską postawę i niezwykłą odwagę wykazaną w ratowaniu życia Żydom podczas II wojny światowej, za wybitne zasługi w obronie godności człowieczeństwa i praw ludzkich” odznaczył pośmiertnie Chiune Sugiharę Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski}. Chiune Sugihara to niesamowita postać, japoński konsul w Kownie, który uratował kilka tysięcy obywateli RP (głównie Żydów) przed hitlerowską zagładą. Aktywnie współpracował w polskim podziemiem. Dzięki Niemu polscy agenci mogli poruszać się po Europie na japońskich paszportach dyplomatycznych. Tutaj dochodzi cały wątek współpracy wywiadów. Warto wspomnieć, że polscy agenci dzięki pomocy Japończyków, poruszali się również na paszportach dyplomatycznych Mandżukuo. Wątki polsko-japońskie są naprawdę niesamowite. Mimo, że oficjalnie nasze państwa znajdowały się we wrogich obozach, to nieoficjalna współpraca kwitła. Pozdrawiam.

    • Tak na marginesie, nie wiedziałem że pojawi się tu mój stary avatar. Zmieniłem, więc na nowy. Mam nadzieję, że już się wyświetla. Pozdrawiam ;-)

  • Popieram w całej rozciągłości!
    Teraz kiedy nikt nie przyjechał z Unii na pogrzeb Prezydenta powinno dać to do myślenia Polsce, że Europa i „ZachUd” nie jest i nie był sojusznikiem Polski.
    Należy wymienić CAŁY rząd, na taki, który w końcu by przejrzał na oczy.
    A tak to staczamy się (już „200 lat za Murzynami”!).
    Żenuła!

Pozostaw odpowiedź