Inne-news,Komentarz eksperta

Radosław Pyffel: Clinton w Azji – Na Wschodzie bez zmian

radek2Hillary Clinton jeszcze gdy kandydowała na prezydenta USA zapowiadała, iż region Azji Wschodniej a szczególnie Chiny będzie traktowała jako priorytet swojej polityki zagranicznej. Nic zatem dziwnego, że jako sekretarz stanu złamała stary amerykański obyczaj i na pierwszą swoją zagraniczną wizytę udała się nie do Europy, a właśnie do Azji Wschodniej. W trzecim tygodniu maja odbyła drugą wizytę w tym regionie.

Główną kwestią poruszaną przez nią w trakcie wizyty była próba wymuszenia sankcji na Korei Północnej, oskarżanej o atak i zatopienie w marcu tego roku okrętu wojennego Korei Południowej.

– To nie będzie i nie może być zwykła sprawa. Także odpowiedź nie może być lokalna, ale międzynarodowa (..) ważne jest by wysłać jasny sygnał dla KRLD, że prowokacyjne działania, muszą się spotkać z poważnymi konsekwencjami – grzmiała w Tokyo Hillary Clinton.  Jeszcze ostrzej zareagowała Japonia, a w ostatnim dniu wizyty Korea Południowa zawiesiła stosunki handlowe z agresywnym sąsiadem. (Wygląda to na koniec „słonecznej polityki”). Problem w tym, że groźby pod adresem KRLD rzucane są już od kilkudziesięciu lat i nie skutkują. Jedynym krajem który mógłby cokolwiek wymusić na Phenianie są Chiny, które kontrolują blisko 80 procent wymiany handlowej z Koreą Północną. Pekin najwyraźniej nie jest jednak zainteresowany podjęciem bardziej zdecydowanych kroków i ogranicza się do powściągliwych oświadczeń, w których np. dyplomatycznie wyraża ubolewanie z powodu „niefortunnego incydentu”.

Pięciodniową wizytę w Chinach, Clinton zaczęła od szanghajskiego Expo (ubrała strój w tym samym jasnoniebieskim kolorze co maskotka Haibao).  Udział USA w światowej wystawie to jej osobisty sukces. Amerykanie niezbyt interesują się światem zewnętrznym, w dodatku rząd federalny nie może przeznaczać pieniędzy podatników na tego typu imprezy i wszelkie fundusze muszą pochodzić od prywatnych sponsorów. Jeszcze w zeszłym roku wydawało się, że Amerykanie nie wystawią własnego pawilonu w Szanghaju. (Nietrudno się domyślić jak odebraliby to Chińczycy…)  Ale wówczas do akcji wkroczyła Hillary Clinton, jej zespół fundraiserów i społeczność Sino-Amerykanów. Udało się namówić wielkie amerykańskie firmy, z których wiele nie tylko produkuje, ale również sprzedaje w Chinach: Pepsi, Boening, Wall Mart, Chevron i Dell.

W Pekinie rozmowy były już znacznie poważniejsze.  A gdy Pekin rozmawia z Waszyngtonem, konsekwencje takich rozmów mogą być odczuwalne na całym świecie, nawet w Polsce. A są to rozmowy nerwowe, jako iż Chiny odrzuciły propozycję G2, czyli de facto współrządzenia światem. Nie bardzo także chcą być responsible stakeholder (odpowiedzialnym akcjonariuszem). A wszystko to w sytuacji gdy kilkadziesiąt procent światowego handlu odbywa się między tymi dwoma krajami, o komplementarnych wobec siebie gospodarkach  (ale jakże różnych wartościach). Teoretycznie mogłyby proklamować Chinamerykę (tak właśnie publicyści określają ten twór) i odgrodzić się od reszty świata.

W Pekinie rozmawiano nie tylko o ewentualnych sankcjach wobec KRLD i Iranu, ale przede wszystkim o finansach. Dlatego Clinton towarzyszył sekretarz skarbu Tim Geithner i ponad 200 urzędników, którzy uczestniczą w Dialogu Ekonomiczno-Strategicznym, powołanym do życia w 2006 roku, którego głównym celem jest rewaluacja chińskiego juana. Błagają o to od wielu lat amerykańskie delegacje z prezydentami na czele, ale jak na razie efekt nie jest oszałamiający – zaledwie 14 procent (wielu ekspertów uważa, iż juan jest niedoszacowany nawet w 50 procentach). To sprawia, iż chiński eksport jest wyjątkowo konkurencyjny, przenosząc miejsca pracy z USA do Chin, powiększa amerykański deficyt w handlu z Chinami, ale jednocześnie oferując amerykańskim konsumentom tanie towary i ratując kurs amerykańskiego dolara, poprzez rzucanie chińskich nadwyżek wtedy, gdy jego kurs spada (dlatego Hillary Clinton nazywa Chiny bankierem Ameryki).

Dopóki te dwa mocarstwa wzajemnie się szachują (Chińczycy mają amerykańskie fundusze i obligacje, a Amerykanie finansują swój dług z chińskich pieniędzy) świat jest bezpieczny. Mimo wzajemnej nieufności nie należy się spodziewać gwałtownych ruchów, które zachwiałyby tą kruchą równowagą.

Ale nieoczekiwanie w pierwszym kwartale tego roku, Pekin ogłosił dane, z których wynika, iż Chiny nie są już krajem pro-eskportowym, gdyż więcej importują niż wysyłają zagranicę. Jeśli dane te są prawdziwe (a nie ogłoszone po to, by zneutralizować amerykańskie naciski na rewaluację juana), to oznacza, iż obecnie w interesie Chin… byłoby wzmocnienie kursu juana, by taniej kupować zagranicą. Byłoby to odwrócenie dotychczasowego trendu: chiński eksport przestałby być konkurencyjny, ale amerykański dług nie byłby już finansowany z chińskich rezerw. Chinameryka zadrżałaby w posadach i nie wiadomo czy nowo ukształtowana konfiguracja byłaby równie sprzyjająca dla zachowania globalnego spokoju. Ze względu na niepewną sytuację w gospodarce światowej, nic takiego tym razem nie nastąpi. Na Wschodzie bez zmian.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Radosław Pyffel: Clinton w Azji – Na Wschodzie bez zmian Reviewed by on 30 maja 2010 .

Hillary Clinton jeszcze gdy kandydowała na prezydenta USA zapowiadała, iż region Azji Wschodniej a szczególnie Chiny będzie traktowała jako priorytet swojej polityki zagranicznej. Nic zatem dziwnego, że jako sekretarz stanu złamała stary amerykański obyczaj i na pierwszą swoją zagraniczną wizytę udała się nie do Europy, a właśnie do Azji Wschodniej. W trzecim tygodniu maja odbyła

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź