Komentarze

Radosław Pyffel: Chiny i Ameryka. Fascynujący wyścig!

fot: Morio

fot: Morio

Zamiast tradycyjnego komentarza dotyczącego ostatnich wydarzeń, chciałbym jeszcze wrócić do ogłoszonych kilka tygodni temu wyników gospodarczych Japonii za drugi kwartał 2010 roku (wzrost PKB 0,1 % za kwartał i spodziewany roczny 0.4%), po ogłoszeniu których stało się jasne, że już w tym roku Chiny staną się drugą gospodarką świata (według nominalnej wielkości PKB) i porównania Państwa Środka do rozpędzonej ciężarówki, która zjechała na lewy pas, wyprzedza Japonię i przed nią już tylko Stany Zjednoczone. Rozważania te wpisują się w kontekst naszego środowego spotkania z Piotrem Gillertem, które dotyczyć będzie wyłaniającego się już powoli świata chińsko-amerykańskiego, w którym współzależność i współpraca obu państw, mieszać się będzie z nieufnością i rywalizacją.

Do wyprzedzenia USA, przez Chiny i zwycięstwa w zawodach jednak daleka droga, a inżynierowie delegujący do tego globalnego wyścigu rozpędzoną chińską maszynę będą musieli poradzić sobie na kolejnych odcinkach z wieloma problemami.

Pierwszy to surowce. Chiny konsumują bowiem coraz więcej energii, a wszystko to przy kurczących się globalnych zasobach. By zaspokoić apetyty i utrzymać tempo potrzeba, jak napisał w swojej świetnej i wydanej po polsku książce „Chiński Feniks”, prof. Bogdan Góralczyk (notabene jeden z gości naszych spotkań CSPA) siedmiu nowych Arabii Saudyjskich. Pekin o surowce walczy twardo i bezwzględnie, rozpychając się łokciami po całym świecie. W samej Afryce, skąd pochodzi ok.1/3 chińskiej ropy (większość z Angoli i Sudanu) w latach 1990-2007 wymiana handlowa wzrosła 20-krotnie. Na Czarnym Lądzie obecnych jest już około 800 chińskich korporacji, które przy poparciu i we współpracy z państwem chińskim budują w Afryce infrastrukturę, udzielają wsparcia kredytowego i politycznego, a wszystko to w celu pozyskania paliwa dla chińskiej ciężarówki.  Dzieje się to często w sposób iście makiaweliczny (jak w Sudanie), budzący niepokój, a nawet zgorszenie w wielu kręgach na Zachodzie. Globalnymi stacjami benzynowymi, żyjącymi z handlu paliwa dla Chin stała się nie tylko Afryka, ale chociażby Kazachstan, czy Wenezuela, która może się dzięki temu uniezależnić od team USA.

Ale czy chińskiej ciężarówce wystarczy paliwa, a zespołowi chińskiemu uda się nadal organizować solidnych dostawców, a w przyszłości utrzymywać ich u władzy na terytoriach z benzyną? Czy odcięty od dostaw pojazd nie stanie na poboczu a kierowca będzie bezradnie machał rękoma wzywając pomocy?

Kolejne dwa problemy to silnik i groźba awantury, a nawet krwawej bójki miedzy pasażerami samochodu. Wśród ekonomistów trwają niekończące się spory czy nazwać chiński model socjalistycznym czy kapitalistycznym. Do tej pory bowiem nie było w wyścigu zespołu, stosującego taki silnik. Dlatego odpowiedniej nazwy na ten model nie ma i wydaję się iż dopiero w przyszłości historia znajdzie na tą hybrydę odpowiednią nazwę.  Niewątpliwie jest to gospodarka w której ostatnie słowo należy do rządu. Obarczona jest ona zatem wszystkimi  słabościami gospodarki planowanej: pieniądze wydawane są nieefektywnie, kreują sztuczny popyt, istnieje korupcja (oczywiście cały czas zwalczana, czasami nawet wyrokami śmierci), a gospodarka nie rozwija się tak szybko jakby mogła (trudno w przypadku Chin w to uwierzyć, ale tak jest). Z drugiej strony pragmatycznie tolerujący swobodną działalność gospodarczą rząd ma wiele instrumentów, które pozwalają mu kreować korzystne dla kraju reguły gry, co w czasach globalizacji jest atutem nie do pogardzenia, gdyż decyduję o suwerenności. Autorytaryzm polityczny, kontrola własnej waluty (i manipulowanie nią w taki sposób, by w zależności od potrzeb wspierać własnych eksporterów lub importerów) i udziały w największych bankach, które pozwala kształtować ich politykę kredytową, a zatem (poniekąd sztucznie) decydować o kształcie chińskiej gospodarki i kierować nią zgodnie z racją stanu (oczywiście teoretycznie – gdyż racją stanu jest to co zdecyduję w danej chwili chiński rząd).

Wracając do metafory wyścigu, kierowca chińskiej cieżarówki dysponuje  pojazdem bardziej sterownym, nie musi ulegać ani zaleceniom innych uczestników ruchu, którzy będą instalowali w jego pojeździe tachometry, nakazujące postój i odpoczynek po kilku godzinach jazdy, ani własnych pasażerów.

Paradoks polega na tym, że to może być jego największą konstrukcyjną słabością, gdyż ogranicza łączność z własną załogą. W innych zespołach, kierowcy wykonują bowiem to czego oczekują od nich pasażerowie, nawet jeśli są to infantylne zachcianki, a niektórzy aczkolwiek nieliczni, ale głośni, wpływowi i zdeterminowani pasażerowie mogą nawet wymuszać (powołując się np. na prawa człowieka), by co pół godziny stawać na papierosa lub siusiu. W Chinach nic takiego nie przejdzie. Jednak proces podejmowania decyzji jest niejasny, a  większe szanse na korzystne decyzje  mają ci, którzy siedzą blisko kierowcy. Dostęp, do niego jest często kupowany, choć karane jest to egzekucjami na najbliższych postojach (zwyczaj już raczej nie praktykowany w innych czołowych zespołach). Kierujący nie zawsze jednak słyszy co mówią i co myślą pasażerowie z tyłu ciężarówki i jeśli pojawi się poważny problem, który w porę nie zostanie rozpoznany, pasażerowie mogą zaatakować kierowcę, albo pokłócić się miedzy sobą i rozpocząć bitwę na pokładzie rozpędzonego samochodu.

Zwłaszcza iż w chińskiej ciężarówce nieliczna elita siedzi z przodu samochodu, za nią na miejscach pasażerskich powiększająca się klasa średnia, ale z tylu na plandece miliony biedaków  (którym i tak się bardzo poprawiło w ostatnich 30 latach i dla których cały czas montowane są nowe fotele), ale z którymi praktycznie pasażerowie z przednich miejsc nie mają wspólnych tematów do rozmów i z którymi łączy ich jedynie wspólna przeszłość i fakt, że znaleźli się ponownie w jednym samochodzie.  Wielu z tych siedzących na przedzie, mieszkańców wschodu kraju, jak np. szanghajczycy, bardziej zależy od sytuacji w innych zespołach, których akcje wykupili: USA, Europa, Japonia, niż od tego co zrobi tył ciężarówki. Wielu z nich jeździ po świecie i było na stażach w innych zespołach. Nieźle zarabiają i cieszą się, że pracują dla bardzo szybkiego zespołu. Ale zdarza się, iż uważają, że kierowca jest w stosunku do nich za surowy, nie daje zbyt dużo swobody, za bardzo ogranicza. Jeśli sytuacja na torze zacznie być niekorzystna, mogą wraz z innymi przypominającymi rosyjskich oligarchów przedstawicielami kapitału, którzy już obiecali sponsoring na następne sezony, próbować zastąpić lub wymienić kierowcę.

A to nie koniec problemów z pasażerami. W tym samym pojeździe jadą i mniejszości narodowe i Hanowie, bogaci i biedni, ludzie z różnych szerokości geograficznych o odmiennych zwyczajach i mentalności. Może się zdarzyć tak, że pobiją się miedzy sobą, a kierowca będzie musiał zatrzymać pojazd, by próbować ich rozdzielać, lub w ogóle go porzucić i uciekać.

Wreszcie sytuacja międzynarodowa, czyli co zrobią inne zespoły na torze. Odkąd pojawił się nowy team, ceny transmisji i oglądalność poszybowała w górę i wszystkie zespoły na chińskim wzroście wiele korzysta, ale jednocześnie boją się nowego hegemona. W tym zwłaszcza najbardziej tym zagrożeni azjatyccy sąsiedzi.  Jedyny team, którego samochód jedzie przed Chinami, czyli USA- mimo iż ma bardzo sympatycznego i lubianego na całym świecie kierowcę i być może dlatego jedzie znacznie wolniej, ma wciąż olbrzymią przewagę praktycznie pod każdym względem. Teoretycznie nie może zajechać Chinom drogi, gdyż to groziłoby wypadnięciem z toru przez oba pojazdy. Ale czy będzie cierpliwie wyczekiwać na defekt rywala, którego oddech czuje już na plecach, a jeśli on nie nastąpi przyglądać się jak jadąca lewym pasem chińska ciężarówka wyprzedza go około 2030 roku? A obawiająca się Chin Rosja, która po tym wyścigu może być sprzedana i wielu z członków jej załogi może przejść do zespołu chińskiego? Czy inne ekipy skorzystają ze wsparcia Unii Europejskiej preferującą „bezpieczną” jazdę i domagającej się zmiany reguł gry, tak by porzucono brutalną rywalizację, a zawody rozstrzygano notami sędziów za walory artystyczne i estetyczne?

Jak zakończy się ten wyścig? Czy chińska ciężarówka utrzyma fantastyczne tempo i niezagrożona będzie zmierzać do mety na której pojawia się już pisany chińskimi znakami napis Pax Sinica- czyli chiński świat? Czy może stanie na poboczu z braku paliwa, awarii silnika lub wyląduję na najbliższym zakręcie w rowie po gwałtownej awanturze, co spowoduje olbrzymi karambol i na torze pojawi się samochód bezpieczeństwa, kolejnych kilka okrążeń wszyscy przejadą w bardzo wolnym tempie?

Usiądźmy wygodnie w fotelach by obserwować fascynujący wyścig naszych czasów. Wyścig na miarę XXI wieku!

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Radosław Pyffel: Chiny i Ameryka. Fascynujący wyścig! Reviewed by on 10 września 2010 .

Zamiast tradycyjnego komentarza dotyczącego ostatnich wydarzeń, chciałbym jeszcze wrócić do ogłoszonych kilka tygodni temu wyników gospodarczych Japonii za drugi kwartał 2010 roku (wzrost PKB 0,1 % za kwartał i spodziewany roczny 0.4%), po ogłoszeniu których stało się jasne, że już w tym roku Chiny staną się drugą gospodarką świata (według nominalnej wielkości PKB) i porównania

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • Cyt. „Jedyny team, którego samochód jedzie przed Chinami, czyli USA- mimo iż ma bardzo sympatycznego i lubianego na całym świecie kierowcę i być może dlatego jedzie znacznie wolniej, ma wciąż olbrzymią przewagę praktycznie pod każdym względem.”
    O ile się nie mylę, tym kierowcą ma byc Barrack Obama. Cóż, może i jest sympatyczny, może i jest lubiany. Ale stawiam dolary przeciw rodzynkom, że urodził się w Kenii. A to znaczy, że „kierowca samochodu USA” z niego taki, jak ze mnie kapłan shinto. Znaczy się, mają na faceta hak. Niech no tylko fiknie, nawet strzelac nie będzie trzeba jak do Kennedy’ego. Wystarczy, że nagle „znajdzie się” jakiś „zagubiony” dokument. A na wszelki słuczaj jest i „ubezpieczyciel” w osobie Rahma Emmanuela, „byłego” agenta Mosadu. Byłego, hehehe… Oczywiście, gdyby świat ujrzał, że Obama to Kenijczyk, wtedy prestiż Ameryki pogrążyłby się w huraganowym śmiechu innych narodów. Ale od kiedy to prestiż Ameryki jako kraju jest ważniejszy niż interesy amerykańskich banków, koncernów naftowych i zbrojeniowych? I czy to nie ich prezesi są prawdziwymi „kierowcami samochodu USA”?

  • @pp. Radek, Wiesław. Tak, metafora podoba mi się (mam skrzywienie zawodowe inżyniera) .
    „żeby wszystko pomieścić potrzebny byłby wielki elaborat . Natomiast brakuje mi w tym artykule zagrożeń, które jawią się na drodze schyłku USA. ” – nie jestem specjalistą w literaturze przedmiotu, jak panowie, ale może takie elaboraty są? Np. uczelni amerykańskich? Potrafią pisać elaboraty na tematy mało istotne, a to jest sprawa pierwszorzędna – mistrzostwo świata! Świat nie kończy się na Azji, chociaż pewnie tam się zaczął.

  • Witam, lubie czytac artykuły Radka, nie tylko z tego względu ,że jet moim kuzynem ale dlatego,że pisze ciekawie i naprawde ma dużą wiedzę na ten temat.Popieram

  • Panie Wieslawie,

    Ten artykul rzeczywiscie nie jest odkrywczy i piszac go wiedzialem ze to nic oryginalnego, tylko raczej takie podsumowanie dot. Chin. Bardziej chodzilo mi o znalezienie jakiejs ciekawej metafory, dla sytuacji Chin ktore wyszly/wychodza w tym roku na 2-gie miejsce. Oczywiscie nie o wszystkim napisalem i moze w niewlasciwych proporcjach. A jak Pan widzi ten wyscig, Panie Wieslawie?

    O problemach bolidu nr 1 ( czyli team USA) pisalem jeszcze mniej. Po pierwsze dlatego ze sie na tym nie znam. Po drugie to faktycznie portal azjatycki, lub polsko-azjatycki, wiec piszemy z perspektywy rodzimej, lub orientalnej. Bez watpienia jednak awaria lub kraksa lidera, bedzie miala ogromny wplyw na wydarzenia na torze. Czy do niej dojdzie i jesli tak to kiedy?
    Ze wgzledu na to iz oczywistych odpowiedzi na te pytania nie ma, ten wyscig jest tak fascynujacy. Nie wiem jak Pan, ale ja z dalekiego bolidu ( gdzies okolo 20 miejsca) z napisem Polska, bede sie temu przygladal i analizowal sytuacje na poszczegolnych okrazeniach :)

  • Pański artykuł został napisany tak, jakby był kalką kilku innych które ostatnio czytałem na temat zagrożeń przyszłości Chin. Myśle że część tych zagrożeń jest teoretyczna np. mniejszości, częsci zagrożeń brak np. sytuacja międzynarodowa. Ale to jakby naturalne, żeby wszystko pomieścić potrzebny byłby wielki elaborat . Natomiast brakuje mi w tym artykule zagrożeń, które jawią się na drodze schyłku USA. Jest ich więcej i są zdecydowanie poważniejsze niż zagrożenia chińskie. Ale to chyba nie na tym portalu.
    Pozdrawiam

    • Panie Wiesławie, „Newsweek Polska” we wkładce do wydania noworocznego z tego roku przytacza wypowiedź jednego z ekspertów (niestety nie pamiętam jego nazwiska). Utkwiło mi w pamięci jego przekonanie, że USA będą traciły na znaczeniu politycznym i gospodarczym w podobny sposób jak Argentyna po II wojnie światowej. Tyle, że zjawisko to będzie bardziej brzemienne dla świata, bowiem USA to obecnie supermocarstwo, no i kraj kilka razy większy od Argentyny.
      Kwestie upadku USA oraz ich problemów gospodarczych, społecznych i kryzysu przywództwa porusza też czołowy amerykański konserwatysta Pat Buchanan w swoim bestsellerze pt. „Dzień sądu”.
      To tyle, bo to w końcu portal Polska-Azja, nie Polska-Ameryka. :-)

  • podoba mi sie, dobre …

Pozostaw odpowiedź