Inne-news,Komentarze

R. Zalski: Europa vs. Azja

Singapur

W połowie września ukazał się w Polityce artykuł, w którym dr Marcin Fabjański opisuje upadek Europy. Stan ten przeciwstawia gospodarczemu wzrostowi Azji.

W moim artykuł odczuciu jest przejaskrawiony i częściowo niespójny logicznie.

Co do ogólnego zarysu – w pełni sie zgadzam. Patrząc z Azji – gospodarczo Europa to bankrut, bez większych nadziei w najbliższym czasie. Po dekadzie spędzonej w Azji, uważam, iż jest tak w znacznej mierze ze względu na państwo socjalne i roszczeniowość społeczeństw. O czym Azjaci często nie wiedzą, bo ich systemy opieki społecznej funkcjonują inaczej.

Także całkowicie inne podejście do nauki, pracy i pojęcia wartości własnej i rodziny. Nie ma wątpliwości – w kwestii pracowitości, etyki pracy Azjaci zostawiają Europejczyków za sobą. Widać to np. po poziomie przemysłu usługowego. Wracając z Azji do Europy odnosi się wrażenie przyjazdu na inną planetę, gdzie ludzie nie lubią się uśmiechać, a do pracy ich ktoś zmusza.

Pan Fabjański cytuje chińskiego mistrza medytacji i przedsiębiorcę, który twierdzi, że w Europie wieje nudą. W pełni sie zgadzam.

Na samym początku autor twierdzi także:

Dla wykształconych mieszkańców Azji Europa to już przeszłość. Świat wciąż bogaty, ale gnuśny i niezasługujący na wiele uwagi ani szacunku. Śmietnik, z którego nie wypłynie już żaden impuls dla gospodarki ani żadna warta namysłu idea.

Po czym jako punkt odniesienia podaje nam jedno z najmniejszych, najbogatszych i najbardziej zokcydentalizowanych państw regionu – Singapur. Niekoniecznie reprezentatywne dla pozostałych setek milionów wykształconych Azjatów.

Fabjański cytuje tu znanego w świecie Kishore’a Mahbubaniego. Byłego singapurskiego dyplomatę, obecnie dziekana renomowanej Lee Kuan Yew School of Public Policy, gwiazdę światowej politologii i mediów. Obrywa się od niego Aung San Suu Kyi za zauroczenie Europą i omijanie własnych sąsiadów. Poproszony o komentarz w kwestii Europa vs. Azja, Mahbubani odsyła mnie do innej swojej publikacji. W tejże z kolei ofiarą krytyki jest inna niewiasta – lady Catherine Ashton. Przedstawiona jest jako przykład zachodniej arogancji i zapatrzenia Europy w siebie. Autor zagadnienie ujmuje treściwie: większość Europy jest w tarapatach – większość Azji nie jest.

Zagadnienie to dla CSPA skomentował zamieszkały w Hong Kongu Paul Denlinger, który pracował w zarządach chińskich firm, obecnie w chinavortex.com. W jego mniemaniu zasadniczy błąd UE polega na tym, że potęgi gospodarcze jak Chiny lub USA, posiadają silne banki centralne, za którymi z kolei stoją potężne armie. Brukselska strategia dążąca do udowodnienia, iż można bez takiego zaplecza, nie zdała egzaminu. Dodaje także, że Chiny korzystały z wyjątkowo korzystnych pod względem gospodarczym 30 lat, które się już nie powtórzą. Kończy, iż na poziomie zarządzania mikro oraz firmami, Europa może być dla Chin wzorem, jednak nie na poziomie wyższej polityki.

Według Marcina Fabjańskiego Chińczyków nie interesują prawa człowieka. To zależy, kogo spytać. Można tych, którym odebrano bez odszkodowania atrakcyjne działki, domy, bezpieka porwała rodzinę, ukradziono firmę i dorobek. W ostatnich latach to właśnie chińscy bogacze wyczerpują limity podań o wizy do USA, Kanady i Australii. Wyjeżdżają z jedynego na świecie kraju, którego budżet na bezpiekę przewyższa ten na wojsko.

Spójrzmy jednak na liczby. Zgodnie z opulikowanymi dwa tygodnie temu danymi Pew Research Center, ponad połowa Chińczyków ceni sobie amerykańskie wartości demokratyczne, prawie 30% ich nie lubi. Prawie 30% Chińczyków uważa, iż to właśnie ich kraj jest najpotężniejszą gospodarką świata, 5% opowiada się za UE. Także 70% chińskiego społeczeństwa uważa, iż jest w lepszej finansowo sytuacji niż 5 lat wcześniej. Połowa społeczeństwa ma negatywny stosunek do UE.

Jeśli porównać jednak stan wykształcenia i wiedzy absolwenta szkoły czy uczelni europejskiej i azjatyckiej – nie ma znaczących różnic. Poza tą, że Azjaci na osiągnięcie tego stanu poświęcają większość młodości zakuwając i w niewielkim stopniu rozkoszując się miłym dzieciństwem lub życiem studenckim. Tak więc okupują ten poziom znacznie większym nakładem pracy i poświęcenia niż Europejczycy. Właśnie dlatego część cudzoziemców mających dzieci opuszcza Azję, kiedy dorastają one do wieku szkolnego.

Światowy ranking uczelni 2012-2013 mówi nam, że najwyżej notowana uczelnia chińska jest na miejscu 46 (Uniwersytet Pekiński), Uniwersytet Hong Kongu na 35 (historia HK różni się jednak od reszty Chin). Najwyżej notowane azjatyckie uczelnie to uniwersytet tokijski i singapurski – odpowiednio miejsca 27 i 29. W pierwszej 40 mamy 8 europejskich uczelni.

Na Tajwanie trwa dyskusja nad dopuszczeniem do rynku pracy zagranicznych profesorów na tych samych prawach jak miejscowi. Istnieje znaczny opór. W pewnej mierze dlatego, że są uważani za aktywniejszych na zajęciach, bardziej angażujących studentów w dyskusje.

Ogromne zainteresowanie urzędników oświaty Chin i Korei Płd wywołał system fiński, który prowadzi dzieci przez szkołę bez dodatkowych zajęć i korepetycji. Otrzymują przy tym najlepsze na świecie wykształcenie (mowa o jakości całego systemu edukacyjnego).

I co w chwili obecnej tak aktualne. Pokojowa nagroda Nobla dla Unii Europejskiej W uzasadnieniu możemy przeczytać iż „stabilizujący wpływ UE pomógł przemienić większość Europy z kontynentu wojny w kontynent pokoju”. I to wszystko właśnie w okresie narastających na wodach Azji starć i napięć mających swoją genezę w umowach podpisanych ponad 100 lat temu, podziale terytoriów po II Wojnie Światowej, oraz rozgrywanych przez władze nacjonalizmów. To jest nowy obraz sytuacji na Pacyfiku, co w pewnym sensie odbiera nazwie tego oceanu znaczenie. Właśnie ten stan rzeczy obrazuje rozdźwięk między dokonaniami europejskimi i azjatyckim. Nie dotyczy jednak pokazowej infrastruktury oraz wskaźników wzrostu, a soft power. Owe problemy to także dowód niemożności wypracowania w Azji regionalnych i zinstytucjonalizowanych form współpracy.

Dr Jonathan Holslag zajmuje się zarówno Europą, jak i Azją. Miesiąc temu odwiedził Polskę i wziął udział w konferencji. Komentował zagadnienia azjatyckie dla CNN, CCTV, Al Jazeery, wypowiedział się także dla CSPA. Uważa, ze upadek Europy nie jest przesądzony. Po pierwsze dlatego, iż gospodarczy wzrost Azji jest podatny na załamania. W szczególności dotyczy to Chin. Po drugie, stulecie Azji nie obejdzie się bez destabilizujących konfliktów. Nawet cztery lata po kryzysie strefy Euro, obszar ten nadal stanowi główny rynek zbytu dla azjatyckich dóbr. Niejednokrotnie także jest większym inwestorem niż Chiny czy Japonia. To wszystko może się zmienić, jednak w mniemaniu naukowca, Azja powinna się najpierw uporać z własnymi gospodarczymi i społecznymi problemami, a także wyzwaniami w zakresie bezpieczeństwa, zanim będzie w stanie przewodzić obecnemu  stuleciu.

Tak więc obraz dokonań i ich braku w Europie i Azji jest znacznie bardziej złożony. My powinniśmy zacząć doceniać Azjatów, oni nie mają powodów, by patrzeć na nas z góry.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R. Zalski: Europa vs. Azja Reviewed by on 26 października 2012 .

W połowie września ukazał się w Polityce artykuł, w którym dr Marcin Fabjański opisuje upadek Europy. Stan ten przeciwstawia gospodarczemu wzrostowi Azji. W moim artykuł odczuciu jest przejaskrawiony i częściowo niespójny logicznie. Co do ogólnego zarysu – w pełni sie zgadzam. Patrząc z Azji – gospodarczo Europa to bankrut, bez większych nadziei w najbliższym czasie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 15

  • pewnie to uproszczenie, jednak moim zdaniem ciekawe jest w kontekscie naszej dyskusji jak radza sobie spolecznosci chinskie w roznych odmianach i pod wplywem roznych odmian mysli zachodniej
    HK i Singapur- brytyjskiej
    Tajwan – amerykanskiej
    Chiny – autorytarnej wlasnego chowu – bez bezposredniego wplywu zachodu

    pragne takze zwrocic uwage na ciekawy przyczynek do naszej dyskusji i azji i wyksztalceniu
    autor omawia tu przedstawiony i przeze mnie miedzynarodowy ranking uczelni
    foreignpolicy.com/articles/2012/10/11/the_big_bang_theory_of_education

    • Artykuł z FP naciągany pod tezę moim zdaniem. Zreszta sporo krytyki w komentarzach pod artykułem takze to po części odzwierciedla. Jesli zaiste demokracja jest tym kluczowym aspektem posiadania doskonałych uczelni to mocno mnie zastanawia dlaczego autor sprytnie nie wspomina o Indiach, jako przykladnej demokracji w Azji. Jednocześnie zaledwie 3 uczelnie z Indii znajdują sie w rankingu, podczas gdy z Chin jest 9. Bardziej miarodajne wyniki dałoby porównanie poziomu zamożności, wskaźnika HDI oraz sukcesów uniwersyteckich według mnie.
      Dla porównania, z Polski dwie uczelnie sie kwalifikują do rankingu i obie sa w czwartej setce z Europy na gorszej pozycji nawet niz czeski Uniwersytet Karola.

  • Artykuł w Polityce poruszył także mnie, jest bowiem przejawem szerzącej się na Zachodzie mody intelektualnej na wywyższanie Azji i poniżanie samych siebie. Pisałem o tym w artykule „Chiny, Chinom, Chinami… Jak rozmawiać o Chinach” na niniejszej stronie. Aktualnie na stronach BBC ukazuje się cykl artykułów o Chinach Martina Jacquesa, autora książki „When China Rules The World: The End of the Western World and the Birth of a New Global Order”, której tytuł mówi wszystko o treści i przekazie tych opiniotwórczych artykułów.

    Jak słusznie pisze Adam Izydorczyk (nadużywając jednak wykrzykników, co znacznie zmniejsza powagę wypowiedzi), temat wymaga znacznie szerszego potraktrowania. Kilka słów ode mnie:

    „Wracając z Azji do Europy odnosi się wrażenie przyjazdu na inną planetę, gdzie ludzie nie lubią się uśmiechać”

    Dwa potężne uogólnienia. Przypominam, że Azja to nie homogeniczny organizm. Nie można do jednego worka wrzucać np. Korei Południowej i Arabii Saudyjskiej. Ba, nie można nawet do jednego worka wrzucić krajów Dalekiego Wschodu, a nawet poszczególnych regionów tych krajów, co najlepiej widać na przykładzie Chin. To samo z Europą. Polska może się wydawać dość ponurym krajem (są jednak postępy, np. w stosunku urzędników do petentów), ale np. Walia, którą odwiedziłem latem, to kraj, gdzie sprzedawca nawiązuje z klientem wesołą rozmowę o pogodzie, obcy ludzie mówią sobie dzień dobry, itd. W Chinach zaś nietrudno o naburmuszonego sklepikarza, który przy najmniejszym problemie wybucha jazgotem. Itd.

    Co do samej istoty artykułu – proponowałbym spojrzeć z perspektywy historycznej. Tak, jak kiedyś dynastia Qing nie doceniła rosnącej siły „barbarzyńców” (nie będę przytaczał powtarzanej do znudzenia anegdotki o brytyjskim poselstwie), tak dziś Chinom grozi niedocenienie roli Zachodu w świecie, który został przeobrażony przez ten właśnie Zachód. Co ciekawsze jednak, można odnieść wrażenie, że część zachodnich intelektualistów za wszelką cenę chce powtórzyć błąd cesarza Qianlonga i zbagatelizować wpływ i siłę Zachodu. Napawający się przewagą populacyjną Chin (i szerzej Azji) nad Zachodem zapominają, że Chiny były kolosem i wtedy, a jednak nie liczby zadecydowały o tym, kto kogo. Ale nie o to nawet chodzi – chodzi o to, że padanie przed Chinami na kolana to stara tradycja pewnego nurty zachodniej myśli, i mamy teraz tego kolejną odsłonę, tyle, że zamiast jak kiedyś zachłystywać się chińską sztuką i instytucjami politycznymi, dziś zachłystywanie się dotyczy głównie gospodarki i potencjału społecznego.

    Inna rzecz, że możemy mieć do czynienia z samospełniającą się przepowiednią – wystarczająco częste powtarzanie, że Zachód goni resztką sił, może przełożyć się na decyzje polityczne o oddawaniu pola Azji itd. Uogólnienia nabiorą mocy sprawczej.

    Więcej może w dłuższym artykule, który powoli mi się rodzi.

    • Europa, oraz tak zwany Zachod to rowniez nie jest monolit. Nie wiem czy to Pan sugeruje w swojej wypowiedzi, wiec tylko nadmienie, iz Unie Europejska jako monolit widza eurokraci z Brukseli i ta Excelowa mentalnosc jest jedna z glownych przyczyn kryzysu obserwowanego w Europie. Fantastycznie, ze sie podobalo Panu w Walii, mnie rowniez sie tam podoba, tylko ze to naprawde ciezko uznac za wyznacznik sytuacji ekonomicznej i spolecznej w Europie. Trzeba bylo troszke na polnoc sie wybrac do Birmingham, czy Liverpoolu to by Pan taka angielszczyzne uslyszal o jakiej Szekspirowi sie nie snilo, czesto serwowana bez usmiechu. Dla mnie jest to wrecz kuriozalny argument, upraszczajacy rzeczywistosc podobnie, jak post Pana MG troszke wyzej na temat nieznajomosci wymowy jezyka angielskiego przez Chinczykow. Zapewniam, ze przecietny Japonczyk, czy Koreanczyk mowi rownie fatalnie. Natomiast poczekajmy z 10-15 lat na efekty ksztalcenia mlodych Chinczykow przez native speakerow to sie troche zdziwimy, co juz w tej chwili widac. 10 letnia corka znajomych z Szanghaju mowi z idealnym akcentem, i takiej mlodziezy jest bardzo dużo.
      Tak, sytuacja w Polsce sie zmienia i to bardzo dynamicznie, niemniej jednak Polski za Zachod w pelnym tego slowa znaczeniu raczej bym nie uznal. To ze rodzime elity maja kompleks Zachodu skutkuje tym, ze padaja obecnie na kolana przed Zachodem, co przeklada sie na niemozliwosc wykorzystania polskiego potencjalu, jako kraju Europy Centralnej na styku kultur. Chyba sie zgodzi Pan ze mna ze polityka wschodnia to zupelna kleska, jezeli mozna mowic, iz jakakolwiek polityke prowadzimy na tamtym kierunku. Efekt jest taki, ze Polska jest gospodarka nadazna i serwilistyczna wobec Zachodu. To sie sprawdzalo do momentu do ktorego Zachod sowicie dotowal kraje nowej UE, natomiast w tej chwili wracamy do starych nacjonalizmow. Prezes FIATa otwarcie przyznaje, iz produkcja nowego modelu we Wloszech jest decyzja polityczna, bo ekonomicznie dwa najlepsze zaklady sa w Polsce (Bielsko-Biala i Tychy), co okazuje sie nie miec zadnego znaczenia, gdyz aby nie kanibalizowac sprzedazy samochodu z Wloch utraca sie produkcje w Polsce. Hollande to juz socjalizm w czystym wydaniu, PSA niedlugo bedzie na kroplowce i zobaczymy czy sie nie zaczna zastanawiac nad przykreceniem produkcji na Slowacji. Przypominam, ze stoczni w Polsce nie pozwolono uratowac (nie twierdze ze nalezalo to robic, ale po prostu dla zobrazowania pewnego sposobu myslenia). Brytyjczycy mocno mysla o ponownym wprowadzeniu obowiazku wizowego, mozliwe ze takze dla Polakow.
      To kilka przykladow najswiezszych, zatem prosze nie mowic o monolicie i fasadowej jednosci Zachodu, bo takiej nie ma. Na obecna chwile Unia jest w glebokim kryzysie ekonomicznym i politycznym. Brak jest przywodztwa i szerszego spojrzenia na czekajace wyzwania, wiec nastepuje parcie na znane schematy, czyli z jednej strony wiecej integracji, wiecej prerogatyw dla Brukseli, czego adwokatami sa urzednicy z Brukseli, a z drugiej powrot do tradycyjnych nacjonalizmow populacji. To wszystko przy spadajacej konkurencyjnosci gospodarki i roszczeniowych spoleczenstwach, przyzwyczajonych do hojnego socjalu. Na razie nikt nie wpadl na pomysl realnego oddluzania gospodarek w Europie, ograniczania naduzywania socjalu i prawdziwego delewarowania. W Holandii dyskusja toczy sie o podwyzszeniu skladki zdrowotnej ze 100 EUR do 500 EUR, a to wszystko przy reglamentowanym dostepie do zawodu lekarza, do ktorego do tej pory nie maja dostepu obywatele Unii. Unia Europejska moze nie goni resztka sil, ale na wlasne zyczenie dobija sie ekonomicznym dyletanctwem politycznych reprezentacji. Nie zmienia to faktu, ze wciąż Europa Zachodnia oraz Stany Zjednoczone maja technologiczna przewagę nad Chinami, niestety zaczyna brakowac społecznej dynamiki.
      Stany Zjednoczone to troche inna historia, jesli uda im sie wykorzystać szanse związana z gazem lupkowym i uniezaleznic sie energetycznie, to odzyskaja czesc konkurencyjnosci. Oczywiscie zakladajac ze politycy tego nie spapraja. W miedzyczasie maja rekordowa liczbe ludzi korzystajaca z foodstamps, klif fiskalny wciaz straszy i nie ma konsensusu jak to rozwiazac. American Dream na kartki, nie dziekuje. Uniwersytety i uczelnie w Stanach wciaz sa najlepsze na swiecie, natomiast edukacja na nizszym poziomie zaczyna coraz bardziej spadac w dol w miedzynarodowych rankingach. Dobrze, ze dostrzegli to juz politycy w Stanach.
      W calym tym obrazie Chiny przede wszystkim jawia sie jako oferujace jakies wyjscie ludziom z biedy oraz spoleczny awans, no chyba ze podwaza Pan takze osiagniecia ostatnich trzydziestu lat. Na pewno nie jest to idealne i nie odbywa sie wedlug takich regul jak na Zachodzie, ale ciezko nie zauwazyc ze sie odbywa. Nie oznacza to, ze bedzie to trwac wiecznie i ze nie ma zagrozen dla wzrostu. Przed Chinami wiele wyzwan od ktorych zalezy, czy beda rozwijac sie dalej czy wpadna w middle income trap. Naburmuszonego sklepikarza czy kelnera, prosze mi uwierzyc da sie spotkac rowniez w Europie i to coraz częściej ostatnimi czasy.
      Nie znaczy to absolutnie, ze nalezy zaadoptowac chinski sposob zarzadzania gospodarka na Zachodzie. Natomiast Chiny pokazaly cos innego, a chodzi o to ze demokracja wcale nie jest konieczna do gospodarczego rozwoju, mozna bylo tego nie zauwazac w przypadku malego Singapuru, Japonii czy Koreii Pld, teraz sie nie da. W tym ma Pan racje, iz elity Zachodu w poszukiwaniu latwych rozwiazan zachlysnely sie tym co dzieje sie w Azji, szczegolnie w Chinach. Szczegolnie widac to w absurdalnych przepisach Komisji Europejskiej, ktore coraz bardziej krepuja gospodarke i przypominaja centralnie sterowana z poprzedniej epoki. To nic innego niz proba kreowania utopii, a akurat Polska powinna byc bardzo wyczulona na tym punkcie, bo juz jeden raj budowalismy.
      Blad funkcjonowania Unii Europejskiej doskonale opisuje Mahbubani w swoim artykule mowiac o ekskluzywnym klubie. O tym ktore kraje licza sie na swiecie dosc wyrazie powiedzial Brzezinski – Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja, pozniej Niemcy, Francja i Wielka Brytania, a w Azji jeszcze Indie i Japonia. Zachod nie stracil swojej przewagi, co nie znaczy ze moze byc o to spokojny, a przed Azja (czy Chinami) nie nalezy padac na kolana, ale nie nalezy takze lekcewazyc postepu jaki poczynily do tej pory. Defetyzm jest równie szkodliwy jak samozadowolenie.

  • pisalismy tu powyzej z Zyggim o patentach
    wspomniany w artykule Paul Denlinger proponuje swoj komentarz w tej kwestii
    chinavortex.com/2012/10/chinese-companies-going-out-and-the-new-patent-wars/#.UI_mwoZnv3U

  • rok temu umiescilem tu dluzszy post nt wlasnie temat
    bylem swiezo po swietnie zaprezentowanej i przeciekawej konferencyjnej prelekcji davida zweiga z uniwersytetu w HK, on zagadnienie to bada druga dekade i sluchanie go bylo przeciekawym przezyciem

    odnosnie punktu 4 – pieniadze sa, ale skutki nie bardzo widac. jest tu mnostwo niuansow, ktorych z braku czasu nie bede wyszczegolnial, ale on stwierdzil, ze kolejne projekty srednio im wychodza
    moj komentarz – troche tak, ze latwiej wybudowac wiezowiec czy kupic mini-lotniskowiec, ale do prawdziwej potegi to potrzeba wiecej i mam wrazenie, ze to sie chetnie pomija w chinach mowic o upadku USA i wzroscie Chin

    odnosnie punktu 9 – potwierdzil to na calej rozciaglosci

    dziekuje za ciekawe komentarze

  • Bardzo ciekawy artykuł nt. naukowych perspektyw Chin ukazał się w listopadowej polskiej edycji Scientific American (autorstwa P.G Altbacha i Qi Wang pt. Czy Chiny będą się dalej rozwijać ?)
    Ze względu na prawa autorskie ograniczę się jedynie do przytoczenia tez jakie w nim postawiono.

    1) Władze zdają sobie sprawę jak ważna dla rozwoju jest nauka, stąd zajmują po USA 2 miejsce w wydatkach na badania i rozwój
    2) Hojne finansowanie elitarnych placówek odbywa się kosztem pozostałych.
    3) Do lat 70. obowiązywał model radziecki, w latach 70. z powodu Rewolucji Kulturalnej nastąpił całkowity regres.
    4) Wybrane elitarne uczelnie dzięki ogromnym funduszom (możliwość przyciągnięcia najlepszych naukowców, najczęściej z diaspory) reprezentują najwyższy światowy poziom.
    5) Niski poziom kształcenia sektora prywatnego, nastawionego głównie na kształcenie zawodowe.
    6) Najpoważniejszym problemem nauki chińskiej jest kadra naukowa:
    1/3 ma licencjat, na uczelniach prywatnych jest to 60 %. Zaledwie 14 % wykładowców to doktorzy.
    Pensje należą do niskich, co wymusza „dorabianie. W rankingu płac na uniwersytetach Chiny zajmują ostatnie miejsca.
    7) Przestarzała dydaktyka skupiająca się na nauce na pamięć, kosztem krytycznego myślenia.
    8) Niska kultura akademicka: rozpowszechnienie korupcji, plagiatów.
    9) Silny wpływ personalnych i politycznych powiązań na sprawy uniwersyteckie.

    Ogólnie w zbiorczym rankingu ułożonym na podstawie kilku wskaźników (liczba publikacji w czołowych czasopismach, liczba patentów, wydatki na badania i rozwój, liczba doktoratów w dziedzinie nauki i techniki) Chiny znajdują się na 3 miejscu z wynikiem 18,4 (gdzie 100 mają Stany Zjednoczone). Na drugim miejscu Niemcy (20,4), na czwartym Japonia (18,4), Wielka Brytania (16,9), Francja, Kanada, Korea Południowa (6,7) , Włochy, Hiszpania, Szwajcaria, Australia, Holandia, Indie (3,2), Tajwan (3,1).

  • O postępie cywilizacyjnym decydują dwa czynniki:
    1) Nauka, której główne ośrodki mieszczą się na uniwersytetach
    2) Wdrażanie postępu naukowego w życie społeczeństw.

    Chińska przedsiębiorczość ma oczywiście pozytywny wpływ na gospodarkę, ale na litość, o rozwoju nie decyduje liczba bud sprzedających tanie żarcie.
    Przez najbliższe kilkanaście lat głównymi ośrodkami naukowymi będą przede wszystkim USA, Japonia i kilka krajów europejskich.
    Poziom edukacji chińskiej musi być bardzo nieefektywny, skoro młodzi Chińczycy mając teoretycznie większy potencjał intelektualny (wyższe IQ, w por. do społeczeństw Zachodu) i wkładając w nią więcej wysiłku nie mają wybitnych osiągnięć na skalę światową, a chińskie uniwersytety są raczej ozdobą rankingów i nie mają żadnych szans (i mieć nie będą) rywalizować z amerykańskimi. Nie wiem jak to możliwe, że przy takiej liczbie korepetycji Chińczycy, którzy studiują w Polsce, tak kiepsko mówią po angielsku. Oni świetnie znają zasady gramatyki, natomiast nie mają tej swobody konwersacji, mają okropną wymowę.
    Rozmawiałem kiedyś z Chińczykiem na uczelni na ten temat i jego zdaniem wynika to z przestarzałego systemu nastawionego na zapamiętywanie, a nie rozumienie czy rozwiązanie problemu (do czego powinno się dążyć).

    • Cyt. „Nie wiem jak to możliwe, że przy takiej liczbie korepetycji Chińczycy, którzy studiują w Polsce, tak kiepsko mówią po angielsku.”
      Też myślałem, że Chińczycy słabo mówią po angielsku. Dopóki nie usłyszałem mówiących po angielsku Hiszpanów. :-)

  • Adam

    troche to podejrzane, ale sie praktycznie zawsze zgadzamy

    jak zobaczylem podsumowanie pogladow azjatow na europe na dwoch kartkach a4, to nie powiem, co sobie pomyslalem
    nie chcialem sie bawic w osobiste uwagi, tym badziej ze nie znam autora osobiscie, ale mialem nieoparte wrazenie, ze mamy do czynienia z kolejnym przypadkiem osoby, ktora po kilkunastu dniach w azji staje sie ekspertem

    odnosnie zadluzenia – nie jestem fachura, mam nadzieje ze pomyle pojec, ale posiadanie przez wiele rzadow azjatyckich nadwyzek walut nie wykluczenia zadluzenia rzadow, nadmiaru wydatkow
    jest to problem i w chinach i na tajwanie

    no i jak widze przepowiednie odnosnie przyszlosci gospodarek – w moim odczuciu przepowiadanie czegokolwiek ponad rok nie ma wiekszego sensu
    ci fachowchy powinni wszyscy byczyc nie na prywatnych wyspach, nie marnowac czas na klikanie w klawiature

    odnosnie obcych wykladowcow – w zeszlym tygodniu mielismy na zajeciach taka udawana debate prezydencka w USA.ku mojemu zdziwieniu profesor poprosil mnie potem o komentarz. ja udzialu nie bralem, chodze na zajecia ze wzgledu na osobowosc i wiedze wykladowcy.
    w klasie bylo ze 20 osob, wszyscy po 22-24 lat
    powidzialem ze wypadli tragicznie, jak to widze odnosnie ich przyszlosci na rynku pracy, o moich doswiadczeniach w prezentowaniu przed innymi i pracy tutaj w korporacjach. zrobilo sie bardzo cicho, chyba nikt sie nie spodziewal, potem wykladowca podziekowal za szczere slowa, zgodzil sie ze mna, to samo zrobil taki drugi tajwanski doktorant, obaj poparli moje stanowisko
    z reakcji sms i na FB okazalo sie ze raczej byli mi wdzieczni.
    chodzi mi jednak o to – odnioslem wrazenie, ze ani profesor ani doktorant mimo znacznej czesci zycia spedzonej w stanach nie wygarneli by im tak. inna kultura (lub moze brak mojej kultury osobistej, ale watpie, raczej chodzilo mu o dorebne zdanie)
    w tym tygodniu kolejny raz poprosil mnie o publiczne ustosunkowanie sie do przebiegu lekcji, wiec chyba uwazal to za stosowne

    patenty – te zglaszane przez chinczykow i w chinach sa bez wiekszego znaczenia, to frazesy w sensie gospodarczym

    PZ

    UE przyda sie konkurencja i gospodarcza i ideologiczna z azji
    pisales wczesniej pod artykulem Wute o oporze sojusznikow wobec USA i silnej pozycji turcji „Tym bardziej realne sojusze bezpieczenstwa Polska moze budowac z krajami majacymi podobne interesy bezpieczenstwa. Bardziej do tego pasuja Skandynawia, Wyszehrad oraz Turcja, a Ameryka tylko jako patron ostatniej szansy, a nie glowny filar.”
    w azji widoczne to jest w przypadku australii i indii – spore watpliwosci odnosnie wspolpracy ze stanami

    • @Rysiek
      Pewnie, ze sie przyda konkurencja UE.
      Jeśli chodzi o współpracę Polski ze Stanami nie chodzi nawet o wątpliwości, a o fakt ze zarówno USA jak i Polska maja własne interesy narodowe. Do tej pory w Polsce panowało przekonanie, ze te interesy sa całkowicie zbieżne. Moim zdaniem, o czym wielokrotnie pisałem na forum CSPA zaczynaja sie rozjezdzac i to coraz mocnej. Nad konsekwencjami tego nikt sie w Polsce nie zastanawia, ciagle żyjąc bredniami o końcu historii. Tymczasem reset z Rosja jest faktem, próba wciagania Rosji we współpracę do zatrzymania Chin rownież. Z Polskiej perspektywy nie powinno sie tego kekcewazyc, bo może to sporo kosztować. W tym wszystkim ciagle nie wiadomo jak zachowają sie Niemcy. Dlatego moim zdaniem należałoby zaangażować sie mocniej we współpracę z tymi którzy maja podobne interesy, czyli Skandynawia, Wyszehrad plus Turcja.
      Zaczyna to docierać powoli takze do mainstreamu, swietnie jest to opisane tutaj rzeczywspolne.pl/2012/10/nowa-jalta-gotujmy-sie-na-strategiczny-koszmar/
      W dzisiejszej Rzepie jest tez rozmowa z Jackiem Bartosiakiem na ten temat tv.rp.pl/artykul/873550,946512-Rozmowa-Ziemkiewicza–cz-1–Amerykanie-zbieraja-sily-do-konfrontacji-z-Chinami.html
      Oczywiście można tego nie zauważać i być po prostu zdanym na rozgrywanie pomiedzy Stanami i Rosja, ale chyba nie o to chodzi. Dodatkowo wchodzi do tego istotne pytanie jak wobec zmieniającej sie geopolityki Polska ma ułożyć stosunki z Chinami. Do tej pory pozostaje to bez odpowiedzi, ale w tej kwestii Radek Pyffel ma największe rozeznanie.

  • @Rysiek
    Bardzo ciekawa lektura artykułu oraz eseju KM, który podlinkowales, dziekuje. Tytuł pod którym opublikowales własne przemyślenia po części potwierdza to co KM pisze w swoim eseju na temat postrzegania Europy przez Azje i na odwrót. :)
    Faktem jest ze UE zaczyna przypominać klub ekskluzywny, a dodatkowo obecny kryzys jeszcze zaostrzył kwestie „tacy jak my” przerabiajac to na kwestie „wszyscy tacy jak Północ (lub Niemcy)”. To zaczyna być najwieksza bolączką Unii, a dostrzegać to zaczynaja nawet Niemcy. Niedawno na jednej z konferencji usłyszałem od Niemców właśnie, ze właściwie wystarczyłoby otwarte granice i wolny handel, a Brukselska nakłada zaczyna tylko ciazyc. Arogancję Zachodu widać w wielu aspektach, pani Lagarde na konferencji prasowej IMF została złapana na całkowitej niewiedzy tego co piszą jej pracownicy w dokumentach przez nia podpisanych. Trzeba było zobaczyć reakcje, szczyt arogancji i niekompetencji. Pani Ashton zachowuje sie podobnie, a dodatkowo usadzenie Brytyki jako szefa służby zagranicznej UE nie jest chyba zbyt fortunne, bo zaiste polityka zagraniczna staje sie zakladnikiem interesów amerykańskich transmitowanych przez specjalna relacje z UK. Nie dziwne ze to trzeszczy w szwach. Tu Mahbubani ma racje, ze brak pragmatyzmu sie zemści. No i ekonomicznie tez moim zdaniem cieżko bedzie zadekretowac innowacje z centralnego poziomu Brukseli.

    @Adam
    Hiszpania to przede wszystkim jest podobnie jak Polska nieefektywna w wydawaniu tych pieniędzy, a na dodatek zaczyna przypominać plutokracje. Zreszta nawet Szwedzi i Holendrzy, którzy byli ultraefektywni w wydawaniu publicznej kasy zaczynaja odczuwać to ze obecnego poziomu socjalizmu utrzymać sie za długo juz nie da.

  • Avatar Adam Izydorczyk

    Kocham takie artykuły na 2000 znaków, w których autor próbuje coś udowodnić co w zasadzie bez dokładnej analizy na min. 50 stron nie jest możliwe !! ( jeśli chodzi o artykuł w Polityce ) . Na temat obrony z ekonometrii wybrałem sobie temat porównania właśnie gospodarek azjatyckich i europejskich przy użyciu metod ilościowych – w tym przypadku wielowymiarowej analizy porównawczej etc.etc. na 80 stron, a i tak było wiele elementów, które zostały pominięte !!

    Gdzieś w tekście pojawia się informacja o zadłużeniu – przepraszam, ale czy ten problem nie dotyczy również Azji ? Mało kto już pamięta kryzys azjatycki w połowie lat ’90 – podobno stabilne gospodarki, w krótkim czasie dostały czkawki jak się patrzy !!
    Również zabawne wydają się teksty o tym kto będzie wiodącą gospodarką za lat 50 – nikt nie jest tego wstanie przewidzieć nawet przy użyciu najbardziej zaawansowanych technik predykcji od ( ekonometrycznej ) po heurystyczne etc.etc.

    Ryśku – jeśli chodzi o te uczelnie – miałem przyjemność z wykładowcami na Kyoto University of Foreign Studies i można tam było spotkać kilku „białych” i moim zdaniem jest to dobry kierunek. Na AE Katowice też było kilku wykładowców przyjezdnych, a sama uczelnia, próbuje współpracować z innymi uczelniami !! Zgadzam się z obcokrajowcem zawsze wywiązuje się ” gruba ” dyskusja – osoba z innego kraju jednak w pewnym sensie myśli w trochę inny sposób i przemyślenia takiej osoby mogą dać dobrego kopa dla młodego studenta. Co warto również dodać są to przeważnie osoby bardzo angażujące się w swoją pracę – nasi dr. przyjść wyklepać to co było wyklepane już przez 10 lat i do domu. Potem xero z 2002 dalej było aktualne w 2006 !!

    @Zyggi
    Wszystko zależy od tego czy ktoś przestrzega zgłoszeń patentowych !! Patenty same w sobie dzisiaj to działanie określonego lobby i brak tutaj połączeń z teorią ekonomii. A teoria ma tutaj za zadanie maksymalizację korzyści przy zastosowaniu pewnych rozwiązań prawnych !!

    Temat rzeka …. a teraz najlepszy przykład na podsumowanie i potwierdzający tezę Ryśka…. z 15 lat temu na rynku niepodzielnie królowały karty graficzne ( de facto akceleratory grafiki Voo Doo ) ATI ze swoim Virgem … na rynku pojawiła się firma nVidia, która wypuściła Kartę Riva 128, która ostro dała popalić konkurencji – kto w 1997 przypuszczałby, że w 2012 nVidia będzie władała rynkiem i na ich chipsetach wiele firm będzie produkowało karty graficzne ??

    P.S Hiszpania de facto jest bardziej socjalistyczna niż Szwecja – w Hiszpanii przez budżet państwa przepuszcza się 56 % PKB , w Szwecji jedynie 52 % ^_^

  • dziekuje za komentarz

    mialem problem z przetlumaczeniem – oto oryginal Jonathana Holslaga „First, the drivers of Asia’s economic ascent are very vulnerable, especially in China.” niedociagniecie jest wiec moje

    wspomniany przeze mnie drugi artykul KM jest super wlasnie w omawianej przez Ciebie kwestii spojnosci i przyszlosci UE. ponizej krytyki Ashton autor dalej omawia dlaczego UE powinna sie uczyc od ASEANu, bardzo ciekawa lektura

  • Ciekawy temat. Nie zgadzam sie z opinia Denlingera, ze slabosc Euro bierze sie z braku armii, ktora stalaby za Europejskim Bankiem Centralnym. Problemem UE, a zwlaszcza strefy Euro, jest koegzystencja gospodarek wysoce innowacyjnych (Niemcy, Holandia, Francja, czy wspomniana w tekscie Finlandia) z gospodarkami o niskiej innowacyjnosci (Grecja, Portugalia), przy czym mieszkancy tych ostatnich maja roszczenia pieniezne i socjalne nie mniejsze niz np. Niemcy. Powiem wiecej: w obrebie niejednego kraju widzimy regiony bedace gospodarcza lokomotywa i te, ktore de facto zyja z funduszy plynacych z owych bogatszych regionow. Vide: wschodnie i zachodnie Niemcy, poludnie i polnoc Hiszpanii czy Wloch. Stad biora sie tendencje separatystyczne. Akurat przebywam trzeci miesiac w Hiszpanii. Kto moze, wyjezdza. Kariere robia kursy angielskiego, niemieckiego, a ostatnio chinskiego – ewenement w kraju, gdzie zainteresowanie tematyka azjatycka jest nawet mniejsze niz w Polsce. Ale jak mowi gruzinskie przyslowie, ¨glod nawet i tanczyc nauczy¨. :-) Jedyna nacja, ktora dobrze sobie tu radzi, sa Chinczycy. Ci prowadza mnostwo restauracji, barow, no i sklepow, gdzie mozna dostac niemal wszystko. Panuje marazm i pesymizm. No, ale do niedawna dawali tu kredyty hipoteczne nawet bezrobotnym, i to w wysokosci 120% wartosci nieruchomosci, wiec hulaj dusza: ludzie kupowali mieszkania, a do tego samochody, 40-calowe TV, najnowsze AGD itd. Zastaw sie, a postaw sie! Dla porownania w Niemczech musiales miec min. 30% wkladu wlasnego. Jesli wezmiemy pod uwage, ze Hiszpanie zamiast na innowacyjnosc postawili na budowanie gdzie tylko sie dalo, a teraz sa tu 3 mln (slownie: trzy miliony) pustostanow, ze mlodzi zamiast na studia szli do roboty za pomocnika murarza, bo latwo mozna bylo zarobic swoje pieniadze, to nie dziwi, ze dzis jest jak jest. Unia walutowa bedzie tak dlugo, dopoki Niemcy nie ¨zwina zabawek¨. Nikt nie lubi placic za cudza glupote, a w Hiszpanii byla ona gigantyczna, taka sama jak w USA. Do tego pracodawca, ktory zwalania pracownika, musi mu zaplacic srednio 1 miesieczna pensje za przepracowany rok. Efekt: firmy boja sie zatrudniac nowych ludzi. Rzad chce to zmienic, ale napotyka na opor zwiazkow zawodowych, ktorych wladza jest tu bodaj taka sama jak dawno temu w UK, zanim wladze objela Margaret Thatcher. Spoleczenstwo jest zakladnikiem zwiazkow. Do tego mamy tendencje separatystyczne, zwl. w Katalonii, ktora ma dosc dokladania pieniedzy do zacofanego poludnia i zachodu Hiszpanii. Niektorzy oficerowie przebakuja o uzyciu sily wobec Katalonczykow w razie secesji – zupelnie jak w Jugoslawii 2 dekady temu. A mowimy o kraju, ktory od 1986 r. jest czlonkiem Unii. Dlatego uwazam, ze wiara w stabilizujacy wplyw UE jest przedwczesna. Nie wiadomo, jak sytuacja sie rozwinie. A juz dzis widac, ze unia waluotwa generuje problemy zamiast je rozwiazywac.
    Sprawa innowacyjnosci. Wsrod 5 panstw o najwiekszej liczbie zglasznych patentow, mamy 3 kraje Azji: Japonie, Chiny i Koree Pd. oraz 2 kraje Zachodu: USA i Niemcy. Korea Pd. (5. miejsce w swiecie) ma ich tyle, co Francja i UK razem wziete. Jest faktem, ze najwyzej oceniane sa uczelnie amerykanskie, potem europejskie. Ale kto wsrod studentow czesto osiaga najlepsze wyniki. Czy nie Azjaci?
    Cyt. ¨Wyjeżdżają z jedynego na świecie kraju, którego budżet na bezpiekę przewyższa ten na wojsko.¨
    Mysle, ze takich krajow jest wiecej. No, ale moze demonizuje Putina, Kima i paru innych takich.
    I jeszcze jedna prawa. Wg Holslaga upadek Europy nie jest przesądzony. Cyt. ¨Po pierwsze dlatego, iż gospodarczy wzrost Azji jest podatny na załamania.¨
    To tak, jakby ktos powiedzial: ¨Byc moze bankructwo panu X nie grozi, bo pan Y tez ma problemy¨… Europa ma jedne problemy, Azja zas inne. Nie chodzi o to, kto ma problemy gorsze. Rzecz w tym, jak ich gospodarki na te problemy reaguja. Azja przezyla naprawde potezne zalamanie w 1997 r. i szybko stanela na nogi. W Korei Pd. i innych krajach to zalamanie spowodowalo przeprowadzenie wielu potrzebnych reform strukturalnych, co dowiodlo, ze Azjaci maja elastycznosc, ktorej Zachod moze im pozazdroscic. Niektore kraje, jak Chiny czy Tajwan krach z 1997 r. ledwo drasnal, bo juz wtedy mialy ogromne rezerwy walutowe (niemal niespotykana rzecz na Zachodzie). Finansowy krach w 2008 r. nie zaszkodzil zbytnio Dalekiemu Wschodowi, m.in. dlatego, ze ich systemu kredytowe sluza gl. rozwojowi, a nie nakrecaniu konsumpcji. Natomiast Europa i USA juz 4-ty rok drepca w miejscu i nie widac przeslanek do wyjscia z tego impasu. Co bedzie dalej, zobaczymy. Tak czy inaczej, jednak mlodzi ludzie robia dobrze, gdy biora sie za nauke chinskiego. :-)

Odpowiedz na „PZAnuluj pisanie odpowiedzi