Artykuły,Publicystyka,Relacje z podróży

R. Tekiela: Relacja z podróży po Indonezji – początek

Dzień 0/1

Zaczęło się samolotem – dobrze. Malajowie są strasznie uprzejmi oraz strasznie pomocni. Tak się złożyło, że siedziałem koło wracającego z Amsterdamu turysty (na oko po dwudziestce; student, albo zaraz po…). Pomiędzy Berlinem a Abu Dhabi nie zamieniłem z nikim słowa, choć trafiłem na sympatyczną parę.

Dalej, bo po przylocie już… BIUROKRACJA. A raczej to, co biurokrację niewprawnie udaje. Nikt nie sprawdził, czy bagaż, który wziąłem jest mój.

Już na pokładzie dostaliśmy deklarację, której wymagał od nas Dyrektorat Generalny Ceł i Opłat (tzw. „bea cukai”), który generalnie reprezentuje postawę w rodzaju „na pewno przewozisz narkotyki w majtkach!” (np. sprawdzał listy, które wysłałem do znajomych w Indonezji). Niestety nikt na lotnisku w Dżakarcie nie był przesadnie zainteresowany wzięciem tejże deklaracji ode mnie… (np. przeskanowali mój bagaż, a potem o mnie zapomnieli), więc przechodziłem z sali do sali, myśląc, że srogi pan od ceł będzie w następnej sali.

Ostatecznie było Indonezja-Radek: 1:0. Na pytanie o to, czy mogą mnie spotkać reperkusje, pan konsul odpowiedział: „Deklarację składa się wyłącznie przy opuszczaniu lotniska. Jeśli z uwagi na bałagan, co nie jest tutaj rzadkością, nikt tego od Pana nie wziął, proszę się tym zupełnie nie przejmować. Sprawa wraz z opuszczeniem lotniska jest zamknięta”. DŻAKARTA: WHERE EVEN MAKING MESS IS ART.

Normalnie na lotniskach widzę np. kantor walutowy. W Dżakarcie? Nie! Tuż przy wyjściu zdołałem zauważyć trzy kantorowe okienka – każde obok siebie, gdzie sprzedawcy rywalizowali o klienta. Ta rywalizacja wyglądała tak, że – gdy tylko zauważyli czyjś wzrok, zaraz zaczynali walić w blat, cmokać na klienta, przyzywać go gestami etc. Muszę przyznać, że było to strasznie skuteczne. Ciężko myśleć o północy, gdy z jednej strony pożera cię wychodzący tłum, a z drugiej strony trzech sprzedawców się intensywnie przeszczekuje.

(Wymieniłem po kursie 13,500 Rp za Euro miast 14,500. Widać skuteczność czarów ma swoją granicę.)

Po wyjściu: gorąco i tłumy. Serio, to były chyba największe tłumy, które widziałem w życiu. Popatrzyłem po kolejkach do publicznych busów. Już to wystarczyło, by chęć spoufalania się z ludem pracującym Indonezji mi momentalnie przeszła (zwłaszcza, że busy nie mają klimatyzację. Wszyscy wiedzą, że wśród klęsk z puszki Pandory bezwzględnie najgorszy był brak klimatyzacji. Pogoda w Dżakarcie – zwłaszcza przy deszczach – oznacza ok. 30 stopni Celsjusza przy największej wilgotności, jaka jest możliwa. Efekt? Człowiek czuje się, jakby się wiecznie pocił).

Zrzut ekranu 2016-07-05 o 08.57.26

Natomiast taksówki… to trochę jak z naszymi polskimi taksówkarzami, ale nasi nie krzyczą. Również: nasi nie podają zawyżonych na starcie cen, by się targować. Mój taksówkarz zaczął od oferty Rp. 200,000, ale niezbyt się bronił przed Rp.150,000. ale już Rp. 50,000 przepchnąć się nie dało (… ale między Tuhanem a prawdą to myślałem, że między lotniskiem a hotelem jest ok. 2 do 3 km, więc z tego punktu się targowałem. Okazało się, że na dojazd – z powodu potrzeby objeżdżania wszystkiego co można, potrzeba podobno ok. 10 do 15 km. Czas, by się zgadzał, więc chyba, patrząc na to, że w środku dnia taryfa to od Rp 7,500 do Rp 15,000 na starcie, a pomiędzy Rp 4,000 i Rp 7,500 za kilometr, to chyba deal nie był aż tak bezczelny, zważywszy na późną porę).

Dzisiaj natomiast obudziłem się między dziewiątą rano a dziesiątą… czasu polskiego, zaś Jawa to strefa czasowa +7 godz. Skoro zaś wg Google Maps do centrum mam minimalnie ok. 2 godzin (… a korek jest zawsze) samochodem, to na dzisiaj, podarowałem sobie zwiedzanie. Nie zwiedza się Dżakarty, kiedy budzą się zombie. „It is known”.

Wybrałem się jednak na przechadzkę. Wnioski krótkie:

1. nie wiem, czy te kanały miały być zamknięte czy otwarte. Wyglądają na zniszczone, zamknięte, ale w każdym razie za każdym chodnikiem jest fajny rów kanałowy…
2. … ba! Ja nie do końca wiem, czy to jest chodnik.
3. zupełnie inaczej niż w Polsce.
4. Pokój dwuosobowy to perfidne kłamstwo. Załączone zdjęcie demaskuje kłamstwa: i robiłem je z najdalszego kąta. Odległości między łóżkiem a trzema ścianami są mniej więcej równe. Będą się smażyć w piekle.

20160630_010429

Dzień 2

Mój hotel jest w Tangerangu. Ta miejscowość wchodzi w skład zespołu metropolitarnego Dżakarty, ale sama Dżakartą nie jest. Miał być – wedle zapewnień – ok. 3 do 4 km od lotniska.

Oczywiście zapomnieli zupełnie wspomnieć o tym, że zamknięto najkrótszą drogę, więc właściwa droga wygląda tak: https://goo.gl/maps/JCgab8uuaxQ2. (Taa-daa!, 17 kilometrów.) Zapamiętajcie, bo będzie to całkiem przydatne do zrozumienia dalszego kontekstu (choć jeszcze nie w tej wiadomości).

Problem z bankomatami był pochodną lokalizacji. Ogółem z dostępem do kasy nie ma problemu. Ponieważ to jednak dość daleko od Dżakarty, bankomaty MasterCard w pobliżu występują w dwóch miejscach. Jedno: w sklepie naprzeciwko. Drugie: w banku Mandiri. Jak się okazało bank Mandiri z działającym bankomatem był jedenaście minut piechotą – prosto ulicą, po tej samej stronie od mojego hotelu.

Proste? W życiu. Problem z indonezyjskimi ulicami jest taki, że – poza głównymi miejscami turystycznymi – potrafią być bardzo nieprzyjazne dla podróżnych (ba! Na samym początku w ogóle nie wpadłem na to, że można tam chodzić).

20160701_095459

O co mi chodzi? Otóż czasami ciężko się zorientować, czy coś ma być ładnym (…a miejscami brzydkim) poboczem z drzewami, chodnikiem, targowiskiem czy strefą śmierci. Miejscami na poboczu położone są całkiem duże płyty zakrywające kanał – i poszerzające a miejscami, ale gdzie indziej trzeba się schylać, aby nie dotykać głową gałęzi, albo kluczyć by ani nie wpaść do wody, ani nie stawać na środku przykrytej liśćmi kupy kamieni.
Poza tym czasami jakaś ciężarówka przejedzie zbyt blisko człowieka, aby człowiek czuł się komfortowo…

A propos ciężarówek: znajomi z Indonezji twierdzą, że typową praktyką kierowcy ciężarówki po potrąceniu pieszego byłoby zawrócić i dla bezpieczeństwa przejechać pierwszego jeszcze raz. Rzekomo w ten sposób korporacje wychodzą na plus z odszkodowaniami…

W każdym razie owa dziesięciominutowa przechadzka mi osobiście kojarzyła się bardziej z parkurem. Gdyby nie konieczność, w życiu bym jej nie podjął, a poza tym, wniosek z tego taki, że takie okolice są chyba dużo fajniejsze, jeśli jedzie się np. skuterem (jak chyba większość ludzi miejscowych).

Ale okolica ma swój urok. Można zobaczyć np. przydrożnych sprzedawców kurtek – wieszających towar na płocie – i innych drobnych handlarzy. Jest jednak – jak chyba na zdjęciach widać strasznie zaniedbana.

Notabene, to bardzo ładna ilustracja tego, że problemem nie jest dostępność czegoś ogółem, ale w konkretnym wypadku (tzn. w konkretnym miejscu).

Radosław Tekiela

Udostępnij:
  • 34
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    34
    Udostępnienia
R. Tekiela: Relacja z podróży po Indonezji – początek Reviewed by on 5 lipca 2016 .

Dzień 0/1 Zaczęło się samolotem – dobrze. Malajowie są strasznie uprzejmi oraz strasznie pomocni. Tak się złożyło, że siedziałem koło wracającego z Amsterdamu turysty (na oko po dwudziestce; student, albo zaraz po…). Pomiędzy Berlinem a Abu Dhabi nie zamieniłem z nikim słowa, choć trafiłem na sympatyczną parę. Dalej, bo po przylocie już… BIUROKRACJA. A raczej

Udostępnij:
  • 34
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    34
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź