Artykuły,Publicystyka,Relacje z podróży

R. Tekiela: Relacja z podróży po Indonezji – ostatnie dni w Bandung

Przedostatniego dnia miałem w planach obejrzeć wszystkie muzea, a także przyjrzeć się sztuce banduńskiego odpowiednika ASP. Gdzie tam! Już na początku okazało się, że np. Muzeum Konferencji Afroazjatyckiej zrobiło sobie dłuższą przerwę, aniżeli bym zakładał. Choć Eid Fitr skończyło się siódmego lipca, to rzeczone muzeum do pracy wraca dopiero dwunastego. Jeśli dobrze zrozumiałem, to rzecz ma się podobnie z pozostałymi muzeami.

Celem rekompensaty udałem się na Jalan Pasar Baru, czyli ulicę Nowego Bazaru. Przechodziłem nią już wcześniej, ale wtedy zbyt zajmowało mnie dojście do celu, bym zwracał uwagę na sklepiki w wąskich przejściach. Teraz, z perspektywy pewnego czasu, uważam to za pewien błąd. Czasami, tak jak podczas mojej pierwszej wizyty, panuje tam taki ścisk i tłok, że człowiek ledwo może się przepchnąć. Jednak innym razem, np. w czasie, gdy odwiedzałem go drugi raz, grupki pokazują się tylko okazyjnie, a sprzedawcy zabijają większość czasu za pomocą telefonów. Nie wiem, czy zależy to tylko od godzin, czy wybrałem również zły dzień (czyżby uliczni sprzedawcy też mogli zrobić sobie mudik?).

Jak widać na zdjęciach cały bazar ciągnie się wzdłuż zadaszonego chodnika, a „stoiska” nierzadko ograniczają się do towarów wyłożonych na koc. W większości bazar jest nastawiony na mieszkańców, a nie turystów. Ma to swoją dobrą stronę, bo dzięki temu ceny są bardziej „sprawiedliwe”, ale jednocześnie odbija się to na repertuarze większości sprzedawców.

20160707_115403

Rzeczy, które sprzedają w większości nie zainteresują człowieka z Zachodu. O ile bowiem kupno czegoś na wschodnim bazarze i targowanie się może być atrakcją, o tyle trudno znaleźć kogoś, kto z podróży chciałby przywieźć dziurkacz do papieru. Kramiki ciągną się długo, a ich towary są bardzo urozmaicone: niektóre oferują tanie koszulki (od Rp 15,000), inne pokrowce do telefonu, a jakiś pan bardzo chciał wręczyć mi ulotkę… i zaprosić na „Konsultasi Supernatural”. Szkoda, że nie dałem się zaprosić.

Chciałem pojechać jeszcze dalej, ale uliczki przy bazarze były dość ładne i zassały mnie (zresztą dorzucam kilka ładnych fotografii tego żywego miejsca). Gdy wracałem było już niezbyt wczesne popołudnie. Chciałem, aby tego samego dnia obejrzeć jeszcze banduńskie ZOO i sprawdzić, czy relacje, które na jego temat pojawiały się w Internecie, są prawdziwe, ale miałem problem z transportem. W efekcie wypad stracił sens jeszcze zanim zdołałem się przygotować. Dlatego wieczór spędziłem w kawiarni. Szkoda, że do kawiarenek i barów przy Jl Braga chodzi się raczej z przyjaciółmi niż samemu. Potrawy były wyśmienite!

20160707_121657

Ostatni dzień w Bandung był natomiast dniem porażek. Przed ósmą gotów byłem gotów na wyprawę na Tangkutang Perahu. Zgodnie ze sugestią przyjaciółki zdecydowałem się wypróbować Go-Jek – aplikację, która w swoich założeniach podobna jest do zachodniego Ubera. Korzystając z niej, można nie tylko wezwać motocykl, ale również samochód, a także np. zarezerwować wyjście do teatru.

Korzystanie z Go-Jeka (podobnie zresztą, jak z Ubera) do transportu osobistego jest o tyle utrudnione, że w Indonezji bardzo rzadko numery domów, a nawet nazwy ulic, są porządnie zaznaczone. Przeważnie (np. po szyldach sklepów) daje się wywnioskować, na jakiej ulicy się jest, ale już niekoniecznie można powiedzieć coś więcej.

Dlatego w praktyce, praktycznie zawsze trzeba swoje wezwanie uściślić, określając swoje położenie względem charakterystycznych punktów (np. tych restauracji/kawiarni, które mają bardziej widoczne szyldy). Wygląda to na oczywistość, ale sam miałem z tego powodu problem, bo wydawało mi się, że wezwanie pod Jl Braga no. … załatwi sprawę (jeśli ktoś nie zna indonezyjskiego, może albo posiłkować się samymi rozmówkami i napisać SMS-a, aby poinformować kierowcę, albo poprosić o pomoc kogoś innego).

Do Tangkuban Perahu z Jl. Braga jest ok. 20 kilometrów krętą, nierówną drogą (powiedziałbym, że teren jest górzysty). Go-Jek wycenił tę trasę na Rp 53,000 i na tym stanęło. Kierowca przyjechał po kilku minutach, a po kilku uprzejmościach wręczył mi kask i ruszyliśmy w drogę.

Przyznam się, że jeszcze przed końcem trasy miałem dość. Motocykl, jak się okazało, nieszczególnie służy wygodzie podróży po trudnym terenie. Natomiast na pewno takie aplikacje są gratką dla osób, którym zależy, aby Indonezję zwiedzać ekonomicznie.

20160707_121356

Osobiście wolę używać tę aplikację dość oszczędnie. Jej działanie, podobnie jak Ubera, jest mocno kontrowersyjne prawnie. Dlatego preferuję korzystać z jej pomocy całkowicie wyjątkowo, a częściej używać jej jako środka negocjacyjnego, by zbić wysoką cenę. Tangkubang Perahu znaczy tyle, co „przewrócona łódź”. Wiąże się to z jej kształtem. Z daleka widać, że stoki wznoszą się łagodnie. Związane jest to z jedną ze sławniejszych legend sundajskich: opowieścią o bohaterze Sankurianie, który w złości miał kopnięciem przewrócić budowaną, gigantyczną łódź.

Kiedy sprawdzałem, czy posiadam przy sobie wystarczającą ilość gotówki, zasugerowałem się przewodnikiem Lonely Planet sprzed trzech lat, który podaje, że bilet kosztuje ok. Rp 50,000. Tymczasem dziś wejściówka dla cudzoziemca kosztuje normalnie Rp 200000, ale jak się okazało, opłata weekendowa jest jeszcze inna. Dlatego zamiast skromnych kilkudziesięciu tysięcy rupii musiałem zapłacić aż Rp 300,000!, czyli około stu złotych (nawiasem mówiąc, obywatele Indonezji płacą dziesięć razy mniej). Mógłbym zrezygnować, ale poświęcenie kilku godzin, by napatrzyć się jedynie tabliczkę z cenami, zbytnio mi się nie uśmiechało.

Pewnym utrudnieniem było, że od bramek do kaldery wulkanu jest jeszcze około pięciu kilometrów pod górę. Na szczęście żadnemu z Indonezyjczyków nie przyszło do głowy, by życzyć sobie za wjazd więcej niż dwadzieścia tysięcy rupii.

Radosław Tekiela

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R. Tekiela: Relacja z podróży po Indonezji – ostatnie dni w Bandung Reviewed by on 13 lipca 2016 .

Przedostatniego dnia miałem w planach obejrzeć wszystkie muzea, a także przyjrzeć się sztuce banduńskiego odpowiednika ASP. Gdzie tam! Już na początku okazało się, że np. Muzeum Konferencji Afroazjatyckiej zrobiło sobie dłuższą przerwę, aniżeli bym zakładał. Choć Eid Fitr skończyło się siódmego lipca, to rzeczone muzeum do pracy wraca dopiero dwunastego. Jeśli dobrze zrozumiałem, to rzecz

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź