Indie news,Wywiady

R. Sathyanarayan: zdewastowani przez modernizację (wywiad R. Kłeczka)

Dr Sathyanarayanan, wioska tubylcza w okolicach Gudaluru, aut. zd. R. Kłeczek

C.R. Sathyanarayanan, w trakcie nagrywania rozmowy dyrektor Centrum Badań nad Ludnością Tubylczą (Tribal Research Center) pod Utakamandalam, Tamilnadu,[1] jest organizatorem i inspiratorem licznych projektów mających na celu poprawę warunków życia społeczności plemiennych Indii. Wywiad z dnia 2 października 2011 roku przeprowadził Rafał Kłeczek. Dziękuję Krzysztofowi Iwankowi za gruntowną korektę oraz Karolinie Jędrych za uwagi edytorskie.

Rafał Kłeczek: Czy mógłbym spytać o specyfikę Pańskiej pracy i główne problemy, którym poświęca Pan swoje badania?

C.R. Sathyanarayanan: Ukończyłem studia podyplomowe na kierunku antropologia, na Uniwersytecie Madraskim w Ćennaju. To był rok osiemdziesiąty piąty. Po tym rozpocząłem studia doktoranckie, a tematem mojej rozprawy były zmiany w plemieniu Muduwar, żyjącym w górach Annamalai.[2] Zasadniczo dotyczyła ona tego, jak zmiany w prawach leśnych, gwałtownie dokonane zmiany w krajobrazie, przejście od lasów naturalnych do lasów komercyjnych, wpływają na to, co dzieje się w społecznościach plemiennych, żyjących w lasach i zależnych od ich płodów. Społeczności tego typu prowadzą życie bardzo blisko związane z przyrodą. To nie tylko kwestia środków do życia, ale również obrazu świata, rytmu życia. Zajmowałem się tym, jak pewne nagłe, wywołane przez wpływy zewnętrzne zmiany, wpływają na rdzeń tej grupy. Społeczność, której poświęciłem ówczesne badania, posiadała wyjątkowe struktury, które można nazwać dormitoriami lub domami dla osób niezamężnych (ta. sawati (cāvaṭi)). Każda ich osada, mała lub duża, niezależnie od jej rozmiaru, miała dwa typy pomieszczeń: dla niezamężnych dziewcząt i dla nieożenionych chłopców. Wdowy i rozwiedzeni również przebywali w pomieszczeniach przeznaczonych dla określonej płci. System ten był wypracowany w lesie. Siła robocza, którą można było w zakresie tego systemu wykorzystać, zostawała poświęcona na potrzeby grupy jako całości i mogła być zmobilizowana przez społeczność w dowolnym czasie, dla dowolnego celu, na przykład na potrzeby rolnictwa lub dla zapewnienia ochrony przeciwko zwierzętom. Ponadto, system dormitoriów stanowił zasadniczy rdzeń ich życia. Młodzież była tam uważana za własność społeczności, nie jako należąca do określonych domów. Jadła tylko dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Osoby niezamężne przyłączały się, kiedy grupy domowe dzieliły między sobą posiłek. Był to zasadniczo system dzielenia się i wspólnoty, to było tam podkreślane. Była to zasadnicza oś tego szczególnego społeczeństwa. Co jednak stało się z tą instytucją, która przez pokolenia stanowiła tam normę, kiedy nastąpiła zmiana z rolnictwa półosiadłego? Wskutek wprowadzenia praw leśnych i ograniczeń, ludzie musieli zrezygnować z tego typu tradycyjnych praktyk, związanych z rolnictwem półosiadłym i zarazem ściśle związanych z systemem dormitoriów. Jeśli uniemożliwi się prowadzenie półosiadłych upraw za pomocą określonych zapisów prawnych, co stanie się z instytucjami związanymi z tym trybem życia? Był to główny temat mojej pracy. Odkryłem, że instytucja ta straciła swoją ekonomiczną podstawę, ale, jako instytucja kulturowa, była podtrzymywana przez ludzi. Jest podtrzymywana nawet dziś. Po tym, w roku 1989, dołączyłem do Anthropological Survey of India[3], gdzie pracowałem przez siedemnaście lat. Zostałem oddelegowany do Majsuru, skąd prowadziłem projekty w Nilgiri[4]. Dotyczyły one głównie studiów nad zmianami społeczno-kulturowymi wśród ludności Nilgiri. Wstępnie prowadziłem badania wśród Todów, co zajęło około cztery lata. Był to dla mnie bardzo ważny okres badań. Na początku zwykle wychodzi się z założenia, że jest to tak niewielka grupa, czym więc można się interesować? Wiedziałem jednak, że zachodni badacze przeprowadzili wśród nich setki studiów i moje będą jedynie dodatkiem do nich. Pod pewnym względem byłem zadowolony z wyniku. Na ogół w świecie nauki zakładano, że Todowie są nadal pasterzami, nadal praktykującymi poliandrię. To podejście było po prostu propagowane. Kiedy jednak prowadziłem badania, ujawniłem, że Todowie nie są już pasterzami, że stracili większość ziem pasterskich i obecnie w większości musieli zostać rolnikami. Co więcej, większość z nich nie utrzymuje się samodzielnie z rolnictwa, ponieważ przez nieuczciwość migrantów, społeczności rolniczych, stracili swoje ziemie. Todowie nadal nie są w stanie utrzymać się z rolnictwa. Jedynie około dwadzieścia pięć procent społeczności prowadzi obecnie niezależne uprawy, utrzymując się z nich. Dostrzegłem również wiele zmian, zachodzących w życiu Todów, wśród wszystkich pokoleń. Ważnym czynnikiem jest wpływ hinduskiego trybu życia na tę społeczność. Z jednej strony można dostrzec tam bardzo wyraźne przywiązanie do odrębnej tożsamości. Każda uroczystość, zachodząca w powiązaniu z mleczarnią, ze świątynią, łączy ich. Ludzie ci są jednak zarazem oddani wielu różnym bóstwom spoza ich tradycji. Niektórzy są oddani Subramanijanowi (ta. Cupramaṇiya) z Palani (ta. paḻai).[5] Niektórzy odbywają pielgrzymki, podczas których obserwują różnorodne rytuały hinduizmu, później adaptując je na swoje potrzeby. Są to bardzo ciekawe kwestie. Ten proces, hinduizacja… Nie stanowi ona różnicy dla konwertytów, dla tych, którzy są już nawróceni na chrześcijaństwo, ale dla Todów… Dawniej społeczność ta praktykowała poliandrię, obecnie jednak monogamia jest normą, co również jest wpływem ogółu społeczeństwa Indii. Jeśli kontynuowaliby praktyki poliandryczne, postrzegano by ich jako ludzi prymitywnych, dlatego porzucili je. Obecnie są już jak inni mieszkańcy tego regionu, mają jednak odrębną i bardzo silną tożsamość. Duże znaczenie mają dla nich język i folklor. Jest to jedna z kwestii, na które zwróciłem uwagę podczas swoich badań – wpływ hinduizmu i hinduizacji, jak również ekonomia rynkowa, która bardzo źle wpłynęła na te społeczności. Wraz z ludnością napływową przybył tu cały szereg problemów. Jednym z nich jest alkohol. To przede wszystkim ze względu na migrantów ludzie ci są obecnie uzależnieni od alkoholu. Drugą kwestią jest zadłużenie. Każdy przedstawiciel Todów jest obecnie zadłużony u przedstawicieli innych społeczności, zajmujących się uprawą, przede wszystkim kannadigów (ta. kaṉṉaṭar),[6] ale też gaundarów (ang. Gounder, ta. kavuṇṭar)[7]. Jest to społeczność jedynie tysiąca pięciuset osób i suma ich zadłużenia zapewne nie jest duża. Rząd mógłby rozwiązać ten problem, pokrywając ich długi, ale nie praktykuje się tutaj takich rozwiązań. Propaguje się udogodnienia, jak rozdawnictwo nawozów, środków owadobójczych. Nie ma jednak miejsca, w którym ludzie ci mogliby zdobyć pożyczki na dogodnych warunkach. Ich ziemie również nie są ich prywatną własnością, wszystkie są własnością kolektywną. Żaden bank nie zaakceptuje ich jako gwarancji wypłacalności. Todowie są uwięzieni w długach, zależni od migrantów, właścicieli upraw. Jest to pierwsza z kwestii, które chciałem poruszyć.

Prowadziłem również badania wśród Kurumbów – Alu Kurumba i Mullu Kurumba[8]. Mullu Kurumba to względnie dobrze rozwinięta grupa w górach Nilgiri, co można tłumaczyć wpływem ustroju Kerali. Społeczeństwo tego stanu jest dobrze wykształcone, co przekłada się również na tę grupę, jako że większość jej przedstawicieli żyje tam, w Tamilnadu natomiast tylko niewielki jej odsetek. Badałem ich, również przez pryzmat zmiany społeczno-kulturowej, skupiając się na tym, jak ludzie ci radzą sobie z rozwojem, z konstytucyjnymi przywilejami. W przypadku Alu Kurumbów, grupa ta nadal się rozwija, ale rozwój nie jest tam daleko posunięty. Byli oni pierwotnie społecznością myśliwych-zbieraczy. W okolicy ich terytoriów znajduje się dużo plantacji kawy i herbaty, zatrudniają się więc na tych plantacjach jako robotnicy. Na zachodzie natomiast, członkowie plemienia Mullu Kurumbów pracują w dużej mierze przy uprawach pieprzu, kawy. Do pewnego stopnia są oni również właścicielami niewielkich upraw. Zaobserwowałem wśród przedstawicieli tych społeczności daleko posunięte zmiany. Te niewielkie grupy są zdewastowane (devastated) przez procesy modernizacyjne, które zachodzą w ich otoczeniu, przez nagły, niepowstrzymany napływ migrantów. Nie ma jasnej polityki wobec tutejszych plemion.

RK: Przez „zdewastowane” rozumie Pan głównie zadłużenie?

CRS: Alkoholizm, zadłużenie i to, że plemiona są nadal niewykształcone, z wyjątkiem niewielkiej ich części. Ta właśnie niewykształcona część jest nadal nieświadoma jakichkolwiek programów rozwojowych wprowadzanych przez rząd. Programy te nie docierają do ludzi żyjących na najniższym poziomie. Można tam dostrzec bardzo złą jakość budynków mieszkalnych, bardzo złą jakość kształcenia, infrastrukturę szkół państwowych. Nie ma tu perspektyw, tutaj brakuje jakości we wszystkim, co jest państwowe, to jest problem. Ponieważ, widzi pan, pośrednicy i sami zarządzający aparatem państwowym są nieodpowiedzialni, a ludzie są w większości nieświadomi. Nie mają głosu, który sięgnąłby rządu, nie ma też instytucji wprowadzających plany rządowe w życie. To nadal odgórny system zarządzania. Inaczej jest w Kerali – tam ciała lokalne są również względnie efektywne, są tam też bardzo silne ruchy społeczno-obywatelskie. Mogą utrzymać pewną jakość i żądać pewnych praw, tych, których najbardziej potrzebują. Tu jednak jest to rodzaj systemu wykorzystywania ludności plemiennej, do którego dopasowały się również organizacje pozarządowe, do nieuczciwych praktyk urzędników państwowych. Ponieważ te dwie grupy są tak silne, biedni ludzie nie mają głosu, są wykorzystywani.

RK: Czy organizacje pozarządowe w jakimś stopniu pomagają tym grupom ludności?

CRS: Nie przypisywałbym zbyt wiele organizacjom pozarządowym. Jeśli jest w ogóle jakiś postęp, wkład organizacji pozarządowych jest bardzo niewielki. Możliwe, że ich wkład jest widoczny w dziedzinie opieki zdrowotnej lub edukacji. Oprócz tego, nie dostrzegam ich zdecydowanych działań.

RK: W jakich innych sferach najbardziej potrzebna jest pomoc?

CRS: Jedną z kwestii, z którymi musi poradzić sobie rząd, jest bezrobocie. Teraz, kiedy rząd zakłada szkoły – nie mówię o szkołach z internatem dla ludności tubylczych (ang. Government Tribal Residential Schools), ale o innych szkołach, położonych w pobliżu osiedli tubylczych – około dwadzieścia-trzydzieści procent uczniów jest w stanie zdać SSLC (Secondary School Leaving Certificate),[9] po tym jednak nie otrzymuje pracy. Nie stać ich na wyższe wykształcenie. Nie mają wsparcia finansowego od rodziny. Tym ludziom należy pomóc, chociażby w zdobyciu wyższego wykształcenia. Nawet jeśli zakończą edukację na ósmej klasie[10], należy zapewnić im pracę. W sektorze prywatnym nie mają większych możliwości konkurowania z lepiej wykształconymi, pozostaje więc sektor publiczny, ale w ramach akcji afirmatywnej, czyli reservation, gwarantowany jest tylko jeden procent posad w instytucjach publicznych.[11] Pojawia się jednak kolejny problem, ponieważ ten jeden procent jest obecnie często skradziony przez nie-tubylców. Poza tym, brakuje nowych miejsc pracy, nie są one otwierane na bieżąco, ale przeciwnie, rząd centralny i stanowy ogranicza ich ilość. Jest to jedna ze sfer, w której powinni znaleźć miejsce dla wykształconej młodzieży.

Kolejna kwestia to ziemie, które tym ludziom odebrano. Mówię głównie o Pandalurze i okolicach Gudaluru, gdzie żyją Panijowie (ang. Paniya), Betta Kurumbowie i Dżenu Kurumbowie (ang. Jenu Kurumba). Żyją na terenach leśnych i główną kwestią jest zapewnienie tym ludziom praw do terenów, z których korzystają. Nie dzieje się to jednak, jest to utrudnione przez pewne zapisy prawne. Kiedy Akt o Prawach Leśnych (Forest Rights Act) zostanie wprowadzony, ludzie ci będą mogli zapewnić sobie własność pewnych terenów, będą mogli prowadzić własne uprawy. Będą też mieli możliwości prowadzenia pewnych lokalnych inicjatyw, mogą sprzedawać wszystkie zbierane przez nich płody leśne, z wyjątkiem drewna. Mogą również włączyć się do przemysłu turystycznego.

Przemysł turystyczny nie przyniesie im jednoznacznych korzyści i wywrze określone negatywne skutki. Teraz jednak, skoro większość plemion miała już styczność z turystyką, wiedzą, jak sobie z nią radzić. W okolicach Utakamandalam (ang. Ooty, Ootacamund) jest pewna ilość rodzin plemienia Toda, które korzystają z szans dawanych przez tzw. Equal Tourism.[12]

RK: Czy to nie wyjątki? Spotkałem się z opiniami, jakoby dla wykorzystania turystyki przez plemiona niezbędna jest poprawa stopnia ich wykształcenia, wymagana jest lepsza znajomość angielskiego…

CRS: Tak, tym ludziom trzeba zapewnić szkolenia z zakresu prowadzenia przedsięwzięć turystycznych. Należy zapewnić im szkolenia i rząd powinien się stąd zupełnie wycofać. Obecnie dzieje się tak, że nawet jeśli powstają miejsca objęte programem Equal Tourism, sposób, w jaki się nimi zarządza, jest niedorzeczny. Nie ma tam zorganizowanych działań turystycznych. Po prostu daje się licencje i policja oraz wydział leśnictwa zbierają rodzaj opłaty – legalnej czy nielegalnej, nie wiem. Jak się to odbywa? Nawiązujesz dobre stosunki  lokalnym urzędnikiem, ktokolwiek nim jest, i po tym rozkręcasz swój interes. To nie jest równomierna turystyka. Przedsięwzięcia tego typu powinny być prowadzone jak spółdzielnia. Kerala jest najlepszym przykładem stanu, który rozwiązał to bardzo dobrze. Jest tam wiele obszarów objętych tym programem. Widziałem kilka tego typu miejsc – zorganizowano tam plemiona w ramach działalności spółdzielczej,  a ich przedstawicieli uznano za członków spółdzielni. Okresowo prowadzi się spotkania, wspierane przez rząd. W działalność tych stowarzyszeń zaangażowane są również instytucje okręgowe. Do programu równomiernej turystyki zalicza się również działania związane z ochroną środowiska. Tutaj jednak nic takiego nie ma miejsca. Sytuacja jest tak pozbawiona perspektyw… Cokolwiek określa się jako równomierną turystykę, to wszystko śmieci. Nie przynosi to pożytku tym ludziom, przynosi pożytek jedynie osobom z zewnątrz, zwiększa efektywność zbierania śmieci i powiększa kieszenie wpływowych urzędników, zatrudnianych w tych regionach przez dyplomatów. To sposób, w jaki równomierna turystyka jest tu prowadzona.

Delegacja przedstawicieli plemion Tripury wśród Panijów, aut. zdj. C.R. Sathyanarayanan.

RK: Mówił Pan o problemie bezrobocia. Czy działalność grup samopomocy nie jest próbą zaradzenia temu?

CRS: Zasięg grup samopomocy jest ograniczony, działają tylko w miejscach, w których żyją. Powinni natomiast zostać zaangażowani we wszelkiego rodzaju aktywności zarobkowe w okolicach. Słyszałem jednak niedawno, że rząd planuje w tym okręgu stworzyć centra szkoleń zawodowych, co uważam za bardzo dobry pomysł. Mogą rzeczywiście kształcić ich, przedstawicieli plemion, na elektryków, hydraulików, we wszelkiego rodzaju pracach technicznych. Góry Nilgiri, jako obszar turystyczny, dają wiele możliwości zatrudnienia. Konieczne jest podniesienie kwalifikacji tych ludzi, szczególnie tych, którzy wykazują chęci ku temu. Oni są gotowi to robić, ale brakuje inicjatywy ze strony rządu. Bardziej przejmują się rozdawnictwem bydła i wprowadzaniem programów, ale to kształcenie tych ludzi i korzystne zatrudnienie powinny być kwestiami priorytetowymi.

RK: Ostatnio wprowadzone były pewne projekty związane ze zwiększeniem roli kobiet, jak grupy samopomocy, w ramach których organizowana jest sprzedaż haftów.

CRS: Tak, sprzedaż wyrobów to jedna rzecz, wiele kobiet z plemienia Todów zarabia dzięki temu pewne pieniądze. To bardzo dobry pomysł. Podobne inicjatywy powinny być wprowadzone również u innych grup, ale ich utrzymanie jest w większym zakresie uzależnione od lasu. Potrafią wyplatać kosze, różne ich rodzaje, ale zbieranie surowców dla tego rodzaju wyrobów jest utrudnione. Wydział leśnictwa może zabronić im zbierania bambusu, miodu, jako że nie ma ściśle ustalonej polityki w tej kwestii. Wydział leśnictwa nie troszczy się o tych ludzi, a oni sami nie znają swoich praw. Tak wygląda sytuacja tutaj. Mogę jednak powiedzieć, że ludzie, którzy od pokoleń mieszkali w lesie, nadal chcą, żeby ich życie trwało w związku z przyrodą, ponieważ to stanowi o ich obrazie świata. Nawet, jeśli nie będą żyli w dżungli, to nadal chcą mieć dostęp do zasobów leśnych, do lasów, do miejsc, w których żyli. Powinniśmy zaczekać, zobaczyć, jak sytuacja się rozwinie. Wydział leśnictwa chciałby mieć las pozbawiony ludzi, w którym są tylko zwierzęta, tak, żeby miał mniej odpowiedzialności. I tak, żeby to, co robią wewnątrz, nie zostało przyniesione do światła dziennego. Nikt się o tym nie dowie, jeśli nie będzie tam ludzi. Jeśli będą, będą też rozpowiadali o tym na zewnątrz. Dlatego właśnie chcą lasu pozbawionego ludzi.

RK: Mówił Pan o problemie alkoholizmu. Czy jest jakaś droga rozwiązania tego problemu? Czy zostały wprowadzone programy, mające temu zaradzić?

CRS: Mogę dostrzec wyraźnie, na przykład wśród Todów, że młode pokolenie jest mniej uzależnione od alkoholu. Są dobrymi przedsiębiorcami, można powiedzieć. Niektórzy z nich kupili samochody, których używają w przemyśle turystycznym, niektórzy otworzyli sklepy w punktach turystycznych. Ponieważ są poważnie zaangażowani w jakąś aktywność, nie uzależniają się od alkoholu. Starsze pokolenie natomiast nie jest w pełni zaangażowane w rolnictwo, nie prowadzi też tradycyjnego, pasterskiego życia. Ta sytuacja powoduje, że łatwiej wpadają w nałogi. Nie jest to jednak problem młodego pokolenia.

Trudno jest wykształcić ludzi w kwestii alkoholu. Jedyną drogą jest zwiększenie roli kobiet, polepszenie ich edukacji, tak, żeby one z kolei miały większy wpływ na mężczyzn, na formę rodziny, wychowanie dzieci. Rodziny, które się rozwijają, same rozwiążą te problemy. Propaganda rządowa nie jest tu rozwiązaniem, co więcej, nie jest możliwe zamknięcie sklepów z alkoholem w miejscu takim, jak Nilgiri. Rząd pobiera od nich wysoki podatek, rezygnacja z tego źródła nie jest możliwa. Nie sądzę też, żeby mógł zrezygnować ze sklepów z alkoholem dla dobra trzydziestu tysięcy ludzi z grup plemiennych. Całość populacji tego okręgu to osiemset tysięcy. To są ludzie, którzy decydują, a nie te trzydzieści tysięcy. Plemiona nie stanowią na tyle wielkiego procentu głosów, żeby rząd traktował je poważnie.

Delegacja przedstawicieli plemion Tripury wśród Panijów, aut. zd. R. Kłeczek

RK: Czy istnieją próby zainicjowania ogólnoindyjskiego ruchu tubylczego?

CRS: Ogólnoindyjskiego ruchu tubylczego? Ze strony Tamilnadu nie ma żadnych inicjatyw, szczególnie ze względu na to, że grupy żyjące tutaj są bardzo niewielkie, ich działalność jest więc bardzo ograniczona. Nie spotkałem się z ich strony z żadną poważną walką o ich prawa. Jest wśród nich tyle kwestii, które należy poruszyć, ale ci ludzie są tak pozbawieni głosu i siły, jest ich tak niewielu, że nie byli w stanie zwrócić na nie uwagę społeczeństwa. Jednym z poważnych problemów są nadużycia w stosunku do ich ziem. Ci ludzie nadal nie są pewni, które ziemie należą do nich, szczególnie Todowie. Pisali petycję za petycją przez ostatnie trzydzieści lat, domagając się zwrotu ziem, ale nic nie zrobiono w związku z tym. O ile się orientuję, część ich ziem nadal znajduje się we własności zarządu leśnictwa. Todowie, jako niewielka społeczność, nie mają ani jednej organizacji, która walczy o te kwestie. W przypadku Alu Kurumbów, ich stowarzyszenie również nie jest silne, są to w dużej mierze ludzie niewykształceni, niepiśmienni. Znam tylko jedno stowarzyszenie, Mullu Kurumba Adivasi Association („Związek Tubylców [Plemienia] Mullu Kurumba”), które działa aktywnie w okolicach Pandaluru. Również Kotowie, którzy stanowią względnie dobrze rozwiniętą grupę, mimo niewielkiej liczebności – jest ich obecnie około dwóch tysięcy dwustu. Wielu z nich jest zatrudnianych przez rząd indyjski i stanowy. Piśmienność wśród nich jest bardzo wysoka, mogą więc aktywnie działać. Nie mają jednak sieci, łączącej wszystkie stowarzyszenia. W górach Nilgiri grupy te działają na potrzeby określonych okręgów i nie spotkałem się z żadną inicjatywą, która łączyłaby je wszystkie. Powoli jednak tego typu inicjatywy zaczynają się rozwijać. Tym bardziej, że mają oni świadomość konieczności zjednoczenia się w celu walki o swoje przywileje, o prawa do określonych posad.

Rafał Kłeczek – student antropologii oraz indologii, specjalizujący się w filologii sanskryckiej. Miał okazję uczestniczyć w studenckich badaniach antropologicznych w staroobrzędowych wioskach ukraińskiego Budziaku. Interesuje się zmianami społecznymi i kulturowymi współczesnych Indii, szczególnie widzianymi z perspektywy niewielkich, niedominujących grup ludności tego rozwijającego się kraju.

Projekt badawczy „W obliczu współczesności: Zmiana społeczna i kulturowa w plemieniu Todów Gór Błękitnych”, miał na celu ocenę stopnia zmian związanych z globalizacją i ingerencją państwa oraz organizacji pozarządowych w życie Todów. W czasie badań autor koncentrował się przede wszystkim na kwestii zmian w ekonomii plemienia, religii i sytuacji językowej. Miał okazję nawiązać kontakty z przedstawicielami poszczególnych organizacji, zajmujących się kwestią pracy wśród grup plemiennych regionu, w którym prowadził badania.

Więcej o projekcie:

http://www.polska-azja.pl/2011/11/25/r-kleczek-w-obliczu-wspolczesnosci-%E2%80%93-studencki-projekt-badawczy-wsrod-todow-gor-blekitnych/


[1] Aktualnie zajmuje stanowisko zastępcy dyrektora instytucji Anthropological Survey of India.

[2] Pasmo gór w południowych Indiach, na pograniczu stanów Tamilnadu i Kerala, stanowiące część Ghatów Zachodnich.

[3] Organizacja rządowa z główną siedzibą w Kalkucie, zajmująca się badaniami antropologicznymi na terenie Indii. Główne cele AnSI to zebranie i przechowanie danych dotyczących plemion i społeczności Indii. Badania prowadzone są zarazem z perspektywy antropologii fizycznej, jak i antropologii kulturowej. Strona internetowa: http://www.ansi.gov.in/

[4] „Góry Błękitne” – pasmo znajdujące się na granicy stanów: Tamilnadu, Karnataka i Kerala. Znajdują się tam znane ośrodki turystyczne, jak Utakamandalam (Ooty, Ootacamund), Gudalur, Kotagiri.

[5] Miasto południowoindyjskiego stanu Tamilnadu, położone ok. 190 km. na południowy wschód od Utakamandalam, miasta, wokół którego znajdują się największe skupiska Todów. Palani znane jest przede wszystkim ze świątyni Subramanijana (Murugana), bóstwa mającego wielu zwolenników wśród Tamilów.

[6] Termin „kannadiga” odnosi się do ludzi mówiących językiem kannada, używanym w sąsiadującym z Tamilnadu stanie Karnataka. W tym kontekście odnosi się on prawdopodobnie przede wszystkim do społeczności badagów, kasty dominującej pod względem ekonomicznym na obszarze Nilgiri, których język, badagu, jest blisko spokrewniony z kannada.

[7] Termin ten określa różne społeczności zamieszkujące stany Tamilnadu i Kerala. Wskazuje na niskie pochodzenie kastowe.

[8] Społeczność plemienna Kurumbów, tradycyjnie utrzymująca się z łowiectwa-zbieractwa, dzieli się na kilka oddzielnych grup etnicznych, które różnią się pod względem języka i specyfiki kulturowej. Wśród nich wyróżnia się wymienione powyżej grupy Alu Kurumbów i Mullu Kurumbów, jak również Palu, Urali i Dżenu Kurumbów. Wśród miejscowych społeczności tradycyjnie byli uznawani za plemię trudniące się praktykami magicznymi, co było jedną z przyczyn ich obecności (symbolicznej lub faktycznej) w licznych rytuałach. Postrzeganie Kurumbów jako znachorów i znawców zaklęć, mogących sprowadzić lub uleczyć chorobę, bywało dawniej przyczyną pogromów licznych ich przedstawicieli.

[9] Dosł. „Certyfikat Ukończenia Szkoły Średniej”, który uczeń otrzymuje po ukończeniu dziesiątego roku szkolnej nauki. Po otrzymaniu certyfikatu, uczeń może kontynuować naukę szkolną przez dwa lata na wybranej specjalizacji, po której ukończeniu istnieje możliwość, w wypadku zdania kończącego naukę egzaminu, wstąpienia na studia uniwersyteckie.

[10] Czyli zazwyczaj w wieku 14 lat. Do czasu ukończenia klasy ósmej edukacja w Indiach jest obowiązkowa.

[11] Przypuszczalnie chodzi o jeden procent posad urzędowych gwarantowany dla ludności należącej do Plemion Rejestrowych.

[12] Equal Tourism, z ang. „równomierna turystyka”, program pozwalający na równomierne czerpanie korzyści z turystyki przez poszczególne grupy społeczne, mające kontakt z turystami.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R. Sathyanarayan: zdewastowani przez modernizację (wywiad R. Kłeczka) Reviewed by on 18 kwietnia 2012 .

C.R. Sathyanarayanan, w trakcie nagrywania rozmowy dyrektor Centrum Badań nad Ludnością Tubylczą (Tribal Research Center) pod Utakamandalam, Tamilnadu,[1] jest organizatorem i inspiratorem licznych projektów mających na celu poprawę warunków życia społeczności plemiennych Indii. Wywiad z dnia 2 października 2011 roku przeprowadził Rafał Kłeczek. Dziękuję Krzysztofowi Iwankowi za gruntowną korektę oraz Karolinie Jędrych za uwagi edytorskie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź