Artykuły,Polecane,Publicystyka

R. Pyffel z Szanghaju o udziale prezydenta Xi w Dniu Zwycięstwa w Moskwie

Przebywając w Szanghaju, zostałem poproszony o wywiad dla jednego z dużych polskich serwisów internetowych dotyczący udziału w obchodach zakończenia II wojny światowej w Moskwie przez prezydenta Chin Xi Jinpinga i tego, jak odbierana jest jego wizyta w Rosji tutaj na miejscu w Chinach. Co mówią o niej Chińczycy i z jakimi reakcjami ta wizyta się spotyka.

Akurat w Szanghaju, gdzie teraz jestem, i z ludźmi, z którymi rozmawiam, a więc głównie przedsiębiorcami czy przedstawicielami think tanków czy uczelni ekonomicznych, wizyta prezydenta Xi w Moskwie, do której doszło 9 maja, nie wywołuje wielkich emocji.

Szanghaj to miasto, które przez 24 godziny na dobę żyje biznesem i handlem, a więc rozmawia się głównie o rozbudowie sieci towarowych połączeń kolejowych do Europy, nazywanych Jedwabnym Szlakiem 2.0, czy przystąpieniu Europy Zachodniej i także Polski, o czym często się tutaj wspomina, do Azjatyckiego Banku Infrastruktury i Inwestycji.

Generalnie, patrząc nawet z perspektywy całych Chin, w tym skoncentrowanego na polityce Pekinu, wizyta ta nie jest tematem numer jeden.

Istnieje ku temu powód, zwłaszcza, że wizyta w Rosji jest tylko częścią zagranicznej podróży prezydenta Xi. Oprócz naszego wschodniego sąsiada odwiedzi on także Kazachstan i Białoruś.

Raz, że chińska kultura polityczna, w przeciwieństwie do polskiej, nie skupia się na symbolach i traktuje je tylko jako pewien użyteczny element uprawiania polityki. Chińczycy są super pragmatyczni, więc nie przeceniają wagi takich miłych gestów.

To zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie takim symbolom przypisuje się zaraz charakter jakiś ostatecznych deklaracji, tworzenia jakiś nowych bloków. Taka chęć szufladkowania wszystkiego i ustawiania w kategoriach zero-jedynkowych, czarno-białych z punktu widzenia Chin, tutejszej kultury politycznej i tego, jak myślą ludzie, może wyglądać po prostu…  zabawnie.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Oczywiście w relacjach rosyjsko-chińskich istnieją pewne żale czy, nazwijmy to, zaszłości historyczne zwłaszcza dotyczące XIX wieku i czasów ZSRR, o których chętnie mówią w czasie służbowych obiadów czy kolacji moi chińscy rozmówcy. Jednak tu znowu musimy odwołać się do pragmatyzmu, który nakazuje chłodno kalkulować korzyści. I dlatego o tej wizycie, która będzie połączona z wizytą w Kazachstanie i Białorusią, nie dyskutuje się w kontekście drugiej wojny światowej czy konfliktu o historyczną narrację, ale w kontekście chińskiego globalnego mega projektu biznesowego, czyli Jedwabnego Szlaku 2.0, który w Polsce został zupełnie „przykryty” przez kampanię prezydencką i o którym u nas w ogóle się nie dyskutuje. A w ramach tego projektu w najbliższej dekadzie Chiny zbudują sieć połączeń kolejowych, którymi będzie przebiegać transport towaru z Europy za Wielki Mur, będący alternatywą czy dopełnieniem transportu morskiego i lotniczego. Polska, ale także i Rosja, będzie istotną częścią tego wielkiego globalnego projektu. Dwie z trzech tras w zasadzie pomijają naszego wschodniego sąsiada, a jedna przebiega głównie przez Rosję. Pekin ma więc do wyboru albo trasę południową, na której znajdują się niestabilne kraje muzułmańskie i Turcja, albo wersję rosyjską.

To sprawia, że mimo historycznych zaszłości, wygrywa opcja utrzymania stabilnych relacji z Rosją, bo jakby nie było, łatwiej osiągnąć z nią porozumienie. To jeden kraj, a nie kilka, w dodatku rządzony przez cara Putina, zatem wiadomo, z kim rozmawiać, podczas gdy na południowym Jedwabnym Szlaku znajdują się kraje niestabilne, o często chwiejnym przywództwie.

W Polsce pojawienie się Xi w Moskwie, może być oceniane jako daleko idąca deklaracja, podczas gdy dla Chińczyków (i także dla Rosjan) jest jasne, że to tylko miły gest. Xi chce wesprzeć Rosję, nie tylko dlatego, że jest użyteczna, jako trouble maker USA, ale chce konkretnie wesprzeć Putina, wzmocnić swoim pojawieniem się jego legitymację wśród samych Rosjan i przyczynić się do stabilności Rosji, która znajduję się między Europą a Chinami, które w najbliższej dekadzie ma połączyć Jedwabny Szlak. Zapewne służyć temu ma kolejny miły gest, czyli zaproszenie dla Putina na paradę w Pekinie z okazji azjatyckiej rocznicy zakończenia wojny 3 września.

Z tych względów im dłużej uda się zachować stabilność w Rosji tym lepiej.

Oczywiście to, czy będzie to car Putin, czy demokracja, czy inna forma rządów, nie ma dla Chin znaczenia.

Ważne więc by Putin czy Rosja, która znalazła się pod presją Zachodu, całkowicie się nie wykrwawiła i dopóki będzie słaba, będzie otrzymywać z Chin jakąś formę wsparcia, na pewno symbolicznego, jak ta wizyta w Moskwie, bo takie najmniej kosztuje. Ale jeśli nazbyt urośnie w siłę, to tego wsparcia nie otrzyma.

Obie strony, a więc Moskwa i Pekin, wiedzą, w co grają. Wiedzą, że to szorstka przyjaźń z pięknymi czasami symbolami w tle.

Potwierdzają to zresztą moi rozmówcy, którzy do Rosji mają dość zdystansowany stosunek, ale przede wszystkim – co często podkreśla na przykład Michał Lubina – nie wierzą, że kraj ten może powrócić do potęgi, która zagrozi Chinom i powróci do układu sił z XIX czy XX wieku, kiedy to Chiny były młodszym bratem.

W Europie, a zwłaszcza w Europie Środkowej, Rosja bywa uważana za kraj niebezpieczny, natomiast w Chinach i generalnie w Azji nie ma takiej pozycji i uważana jest za jedno z najważniejszych, ale tzw. średnich mocarstw (middle power) jak Japonia czy Indie. Dlatego też opowieść o powrocie do zimnej wojny (zwłaszcza między Rosją a USA), która zdobywa popularność w niektórych kręgach w Polsce, byłaby kompletnie niezrozumiała dla chińskich rozmówców i wymagałaby półgodzinnego wykładu o historii Polski, XX wieku i współczesnej sytuacji politycznej w naszym kraju. Wzrost potęgi Chin, co czuje się w Szanghaju na każdym kroku (i nie tylko w Szanghaju), czyni tutaj tę popularną w Polsce narrację całkowicie niezrozumiałą.

Natomiast kluczowe jest pytanie, na ile w XX wieku nowe supermocarstwo, jakim są Chiny, pozwoli średniemu mocarstwu Rosji w Europie Środkowej? Czy wyłączą ten obszar ze strefy oddziaływania Rosji, czy zaangażują w jakiś inny sposób, czy dadzą jej całkowicie wolną rękę? O tym na razie nikt w Chinach jeszcze przynajmniej otwarcie nie mówi. W tym sensie ta wizyta jest ważna i powinniśmy ją obserwować, choć od odpowiedzi na te pytanie jesteśmy i zapewne po tej wizycie wciąż będziemy bardzo daleko.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R. Pyffel z Szanghaju o udziale prezydenta Xi w Dniu Zwycięstwa w Moskwie Reviewed by on 9 maja 2015 .

Przebywając w Szanghaju, zostałem poproszony o wywiad dla jednego z dużych polskich serwisów internetowych dotyczący udziału w obchodach zakończenia II wojny światowej w Moskwie przez prezydenta Chin Xi Jinpinga i tego, jak odbierana jest jego wizyta w Rosji tutaj na miejscu w Chinach. Co mówią o niej Chińczycy i z jakimi reakcjami ta wizyta się

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Patrycja Pendrakowska

Prezes CSPA od maja 2017 roku, ekspert od Chin. Doktorantka w zakładzie filozofii społecznej UW. Ukończyła sinologię, etnologię i socjologię na UW, którą studiowała również na Ludwig-Maximilians Universität w Monachium. W 2011 roku badała problem migracji w Nepalu, w Institute of Integrated Development Studies w Katmandu. Była redaktorka TVN24 i wolontariuszka w dziale misji PAH. Otrzymała stypendia naukowe na seminaria i badania w Polsce, Niemczech, Hiszpanii i Chinach. E-mail: [email protected]; twitter: @patrycjapendra

KOMENTARZE: 1

  • Dlaczego Chiny miałyby wyłączać Europę środkową z obszaru oddziaływania Rosji? Zresztą bardzo wątpliwego obecni oddziaływania – nawet wydawałoby się „bratnia” Ukraina wypadła ostatnio z tego obszaru. Ten region nie ma dla Chin większego znaczenia. Chiny mają poważniejsze problemy, a najważniejszy z nich nazywa się Stany Zjednoczone. W ciągu najbliższych 20, 30 lat to będzie największy konkurent, a wręcz wróg Chin, który będzie dążył wszelkimi dostępnymi sposobami do destabilizacji Państwa Środka. Maleńką próbkę tego mieliśmy niedawno w Hong Kongu podczas „spontanicznie” zorganizowanej tzw rewolucji parasolkowej. Chińskie władze wprost oskarżyły Waszyngton i amerykańskie służby specjalne o delikatnie mówiąc, „inspirację” tego wydarzenia. Wbrew pozorom to nie Rosja potrzebuje i będzie potrzebowała Chin, ale to Chiny będą potrzebowały Rosji. Bez stabilnej i przyjaznej Rosji Chiny nie mają żadnych, ale to absolutnie żadnych szans w jakimkolwiek starciu (politycznym, ekonomicznym, militarnym) z USA.
    Proszę zasiąść wygodnie w fotelach, będzie co oglądać – właśnie zaczyna się długi mecz (walka) o dalsze panowanie nad światem (dla USA) i o więcej miejsca pod słońcem (to stawka dla rosnących Chin). Dotychczasowy hegemon już odzwyczaił się od jakiejkolwiek rywalizacji, więc obecna sytuacja gdy w sprinterskim tempie wyrasta nowy konkurent, a wręcz pretendent do światowego numeru 1 wymaga zdecydowanych i bezwzględnych posunięć. Obecna awantura na Ukrainie to dopiero pierwsza runda tego „pięściarskiego” pojedynku. Stawką tej rundy jest obalenie przyjaznej Chinom ( z pragmatycznych względów oczywiście ) ekipy Putina i skierowanie polityki tego kraju przeciwko Państwu Środka. Chiny z zapleczem Rosji i Azji Centralnej są nie do ruszenia, ale jeśli udałoby się zwrócić to zaplecze przeciwko Pekinowi i jednocześnie skierować przeciw niemu front państw morskich (Japonia, Filipiny) to flota USA – absolutny dominator na oceanach świata, blokując żywotne szlaki morskie mogłaby wręcz zagłodzić żywnościowo ale i surowcowo Chiny. O to właśnie idzie gra w tej rundzie. Chiny zostały już wykopane z Ukrainy, gdzie chciały nabyć tysiące hektarów żyznej ziemi w celu zapewnienia sobie stabilnych dostaw żywności – to bylł jeden z celów przewrotu, nie najważniejszy oczywiście, ale istotny.Na razie Stany Zjednoczone po początkowym sukcesie zaliczyły serię ciosów – majdanu w Moskwie nie było a w Hong Kongu już się wypalił słomiany ogień młodzieży, Chiny i Rosja w obliczu wspólnego zagrożenia wzmacniają współpracę, tworzy się poważna alternatywa finansowa – AIIB oraz New Development Bank BRICS. Efektem będzie dalsze zaostrzenie walki – w polityce nie ma przebacz.
    W świetle powyższego wsparcie Chin dla Rosji w jej kłopotach (mocno wyolbrzymianych w polskich mediach) nie będzie bynajmniej symboliczne. Chiny całą parą staną po stronie Rosji i zaangażują każdą potrzebną sumę (choć nie o finanse tylko tu chodzi) bo po prostu walczą o swoje być albo nie być. Ewentualna klęska Rosji w tym starciu i będące wynikiem tego zwasalizowanie jej przez USA będzie podzwonnym również dla Państwa Środka i Chińczycy bardzo dobrze zdają sobie z tego sprawę. Przez najbliższe kilkadziesiąt lat (mniej więcej do połowy wieku) Chiny i Rosja będą jechały na jednym wózku i rozerwanie tego związku będzie nadrzędnym celem Stanów Zjednoczonych.
    A propos lądowych jedwabnych szlaków projektowanych przez Chińczyków. Autor pisze to w taki sposób jakoby dwa szlaki południowe miały być tymi głównymi a szlak północny przez Rosją miałby je tylko uzupełniać. Przynajmniej tak to odczułem. Chyba tylko szaleniec mógłby rozważać na serio szlak transportowy przez Afganistan albo Tadżykistan, Turkmenistan lub Uzbekistan czy Pakistan. Inaczej nie da się dotrzeć do w miarą stabilnych (na razie) Iranu czy Turcji i dalej do Europy. A Chińczycy zdecydowanie nie są szaleńcami. Tylko trasa przez Rosję gwarantuje bezproblemowy przepływ towarów i tylko ten wariant jest tak naprawdę w grze. Reszta to zasłona dymna.

Pozostaw odpowiedź