Komentarz eksperta

R. Pyffel: Siedem powodów, dla których Chiny nie włączą się w wydarzenia na Ukrainie i „pozostaną w ukryciu”

Dramatyczne wydarzenia na Ukrainie, powściągliwa reakcja USA i łatwa do przewidzenia bezradność UE wydającej kolejne petycje i akty potępienia, sprawia, iż istotne staje się pytanie, jak na awanturę ukraińską spoglądają Chiny, czyli drugie mocarstwo współczesnego świata.

A jest to państwo, które nie tylko w przeszłości padło ofiarą terytorialnej agresji Rosji i żywi do niej historyczną niechęć. Co istotniejsze, Chiny mają argumenty, by powstrzymać ją, a swoimi nadwyżkami budżetowymi wspomóc Ukrainę, staczającą się w gospodarczą otchłań, a niewykluczone, że również wojnę.

Dlatego nie może dziwić grudniowa wizyta Janukowycza, który udał się do Pekinu po pomoc. Dlaczego jej nie uzyskał, a Chiny milczą i nie zajmują stanowiska w sprawie Ukrainy? Dlaczego ich przedstawiciel nawet nie zabrał głosu w czasie spotkania Rady Bezpieczeństwa ONZ, a oficjalne stanowisko Chin tylko delikatnie krytykuje Rosję za pogwałcenie zasady integralności terytorialnej Ukrainy?

źródło: ogilchyn-capital.com

źródło: ogilchyn-capital.com

Jestem głęboko przekonany, że niektórym przywódcom Chin naruszenie integralności terytorialnej Ukrainy poprzez wkroczenie wojsk rosyjskich na Krym jest wyjątkowo nie w smak. Ale jednocześnie jestem pewien, że będą lawirować, nie stając po żadnej ze stron eskalującego się konfliktu, przede wszystkim dlatego, że Chiny potrzebują Rosji, która gra rolę „złego chłopca” i skupia uwagę Zachodu. Przyłączenie się do Zachodu i doprowadzenie Rosji do klęski byłoby pozbyciem się wygodnego parawanu, za którym Chiny mogą spokojnie zwiększać swój potencjał, pozostając w cieniu.

Czym wytłumaczyć zatem postawę chińską na Ukrainie?

Po pierwsze, doktryna chińskiej polityki zagranicznej

Sformułowana przez architekta chińskich reform Deng Xiaopinga, odwołująca się do starożytnych chińskich koncepcji, bez znajomości których zachowanie Chin na arenie międzynarodowej może wydawać się dziwne i niezrozumiałe. Doktryna ta została zapisana 24 chińskimi hieroglifami (stąd nazywana jest często 24 znakami Denga), dość osobliwym, jak na standardy zachodnie, językiem. Składa się z sześciu zasad: obserwujcie chłodno i spokojnie (冷静观察), zabezpieczajcie pozycje (站稳脚跟), zdobywajcie zaufanie (沉着应付), ukrywajcie własne możliwości (韬光养晦), czekajcie na swój czas, nie wychodząc przed szereg (善于守拙), nie podnoście głowy, żądając przywództwa (绝不当头).

Strategia 24 znaków, spośród których najważniejsze było pozostawanie w cieniu i ukrywanie własnych możliwości, zapewniła Chinom w ostatnich prawie czterech dekadach, jak określał to Deng, „stabilne otoczenie międzynarodowe” dla ich rozwoju.

Mimo iż od czasów Denga Chiny przeszły udaną  transformację, osiągając w światowej polityce pozycję numer dwa, wśród elit Państwa Środka nadal obowiązuje konsensus polityki 24 znaków. Ukraina to kolejny, po Syrii, modelowy przykład polityki „ukrywania możliwości” i „niewychodzenia z cienia”.

Po drugie, chłodno kalkulujcie – mierzcie siły na zamiary

Kiedy mówimy o chińskich interesach na Ukrainie, bardzo trudno oddzielić rzetelne informacje od mistyfikacji. Jesienią zeszłego roku światową prasę obiegła informacja o możliwej 50-letniej dzierżawie 5 procent powierzchni rolnej Ukrainy (czyli terytorium Belgii) przez Xinjiang Production and Construction Corp (XPCC) – chodziło o przejęcie 3 milionów hektarów w regionie wschodniego Dniepropietrowska. Zdecydowanie jednak zaprzeczył temu ukraiński partner KSG AGRO.

Kolejną zagadką wymykającą się jednoznacznej ocenie okazała się grudniowa wizyta urzędującego wówczas jeszcze prezydenta Janukowycza, który udał się do Pekinu po pomoc. Z jednej strony podpisano Program Rozwoju Strategicznego Partnerstwa pomiędzy Ukrainą a Chinami na lata 2014-2018, który składał się z ponad 20 porozumień, memorandów i kontraktów na sumę 30 miliardów dolarów, a także chińskiej pożyczki dla Ukrainy opiewającej na 18 miliardów dolarów. Z drugiej jednak strony nie było to czyste wsparcie, lecz głównie forma inwestycji i projektów realizowanych przez chińskie firmy. Teraz, gdy na Ukrainie zakończyła się właśnie rewolucja, a zaraz być może zacznie się wojna, nie wiadomo co będzie dalej z tymi umowami i memorandami. Można jednak domniemywać, że gdyby Wiktor Janukowycz utrzymał się w Kijowie, to Chiny do 2018 roku miały szansę stać się drugim po UE partnerem gospodarczym Ukrainy. Obecnie według  danych Komisji Europejskiej z 7,5 procentowym udziałem w ukraińskiej wymianie handlowej Chiny plasują się na trzecim miejscu, za UE (33 procent) i Rosją (21,6 procent).

Nie zmienia to faktu, że Chiny są w tym regionie nowym graczem. Trudno sobie wyobrazić, by tysiące ludzi wyszły na Majdan i przez kilka miesięcy domagały się… zbliżenia z Chinami, tak jak domagali się zbliżenia z UE, lub by mieszkańcy jakiegoś regionu Ukrainy domagali się interwencji chińskiej, tak jak teraz domagają się rosyjskiej. Dla milionów Ukraińców pracujących w UE to Zachód był, jest i pewnie przez jakiś czas pozostanie modelem modernizacji i marzeniem, a dla mieszkających tam Rosjan na zawsze ojczyzną pozostanie Rosja.

źródło: sinosphere.blogs.nytimes.com

źródło: sinosphere.blogs.nytimes.com

Idąc więc za radą Denga i chłodno kalkulując, Chiny z pewnością zdają sobie sprawę, iż nie tylko ich pozycja na Ukrainie w porównaniu z UE i Rosją jest słaba, lecz także ich kompetencje jako młodego mocarstwa są w sprawach Ukrainy wciąż niewielkie. Jak to może się skończyć pokazał przykład państwowego Covecu w Polsce i takie zgrzyty jak awizowanie chińskiego ministra transportu na pogrzeb pary prezydenckiej na Wawelu czy forma zakończenia współpracy przy budowie A2. Ale nie tylko ograniczone (na razie) zasoby powstrzymują Chiny przed większym zaangażowaniem. Równie istotne jest to, że Państwo Środka nie ma na Ukrainie (jeszcze) wielkich interesów.

Po trzecie, zabezpieczajcie pozycje, czekajcie na swój czas, czyli polityka wewnętrzna

Chińska transformacja to projekt wciąż niezakończony, a Chiny borykają się z wieloma problemami wewnętrznymi. Wystarczy wymienić listę problemów, o których dyskutowali dzisiaj przedstawiciele głównego organu doradczego ChRL (Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin), w tym m.in. były zawodnik Houston Rockets Yao Ming czy złoty medalista Igrzysk Olimpijskich w Atenach w biegu na 110 m przez płotki Liu Xiang: reformy, zanieczyszczenie środowiska, wysokie ceny na rynku nieruchomości, zwalczanie korupcji, edukacja, swobody socjalne. Kolejny problem dał o sobie znać tuż przez zjazdem Konferencji, a był nim atak nożowników, którzy wpadli na dworzec kolejowy w Kunmingu i na oślep zabijali pasażerów. Ok. 30 osób zmarło, a 130 było rannych. O akcję oskarżono terrorystów z Xinjiangu, przypominając, iż koegzystencja ludności Han z mniejszościami etnicznymi (m.in. muzułmanami z Xinjiangu) nie układa się najlepiej. Oprócz tematów zgłoszonych do agendy Konferencji i incydentu w Kunmingu istnieje w ChRL wiele innych problemów społecznych. Wystarczająco wiele, by zamiast rozdawać karty w ukraińskim sporze, skoncentrować się na „zabezpieczaniu pozycji” u siebie.

Tym bardziej, że chińska polityka zagraniczna jest funkcją polityki wewnętrznej i służy do mobilizowania społeczeństwa i zdobywania poparcia i legitymacji przez rządzących.

Dlatego opinia publiczna nie wybaczyłaby rządowi gdyby ten zachował się miękko wobec Japonii czy we wrażliwych dla Chin kwestiach takich jak Tybet czy Tajwan (rząd zresztą chętnie i jak dotąd umiejętnie gra tą kartą). Ale w przeciwieństwie do Rosjan, a zwłaszcza Amerykanów, Chińczycy nie mają potrzeby ani zbawiania, ani dominowania ludzkości, a świat zewnętrzny (wciąż) niewiele ich obchodzi. Chiny mają oczywiście pieniądze i gdyby chciały, to pewnie mogłyby znacząco pomóc lub nawet uratować Janukowycza, ale wolą (muszą) je dać własnym obywatelom, aby rozruszać rynek wewnętrzny, a także kupić społeczny spokój.

A jeśli Chiny zrealizują swój plan i doprowadzą swój projekt modernizacyjny do końca, to wówczas potencjał, jaki osiągną, pozwoli im realizować kolejne zalecenie Denga (które czasem zalicza się jako siódmą zasadę, co sprawia, że mówi się o doktrynie 28, a nie 24 znaków), wywodzące się z myśli antycznego generała Sun Zi – „uderzania gdy zwycięstwo jest pewne”. Dziś jeszcze Chiny nie mogą sobie na to pozwolić w zbyt wielu miejscach (a na pewno nie na Ukrainie), ale za dwadzieścia, a może nawet za dziesięć lat będzie to już możliwe.

Po czwarte, nie podnoście głowy

Jakiekolwiek śmiałe ruchy na Ukrainie wiązałyby się nie tylko z ryzykiem wobec własnej opinii publicznej, która w obliczu wielu problemów wewnętrznych powątpiewałaby w sensowność takiego zaangażowania, ale przede wszystkim zwróciłoby uwagę USA, UE, wzbudzając wściekłość dotychczasowych hegemonów i tak coraz bardziej zaniepokojonych wzrostem chińskiej potęgi. Pozostawanie w ukryciu i zapewnianie, iż Chiny nie stanowią dla nich żadnego wyzwania i tak przychodzi im z coraz większym trudem. Dlatego na Ukrainie Chiny nie mogły – parafrazując słowa wypowiedziane kiedyś przez Jacquesa Chiraca wobec Polski – nie „wykorzystać szansy, by siedzieć cicho”.

Po piąte, ukrywajcie własne możliwości, pozostawajcie w cieniu, wystawiajcie Rosję naprzeciw Zachodowi

W dzisiejszym świecie nie brakuje krajów, które widziałyby w Chinach lidera czy przywódcę lub oczekiwały od nich większego zaangażowania (Ukraina nie jest tu żadnym wyjątkiem). Jednak polityka pozostawania w cieniu jest przez Chiny realizowana bardzo konsekwentnie.

Najlepszy przykład to Syria, gdzie do starcia z USA wypchnięto bardzo zresztą do tego chętnego Władimira Putina, który miał najwyraźniej interes w tym, by pokazać Rosję jako światowe mocarstwo sprzeciwiające się dyktatowi Ameryki. Rosyjski przywódca, wzmacniając swoją legitymację w Rosji, realizował w Syrii także interes Pekinu, a ten dyskretnie go w tym wspierał, samemu nie włączając się otwarcie do gry. Putin więc ponownie ściągnął na siebie presję i uwagę zachodniej opinii publicznej, dając się obsadzić w roli czarnego charakteru, wcześniej homofoba, a później obrońcy syryjskiego dyktatora. Zdaje się zresztą, że ta rola bardzo mu odpowiada, a na pewno odpowiada Chinom, bo pozwala im pozostawać w cieniu. Ukraina to powtórka zgranego schematu. Władimir Putin rozgrywa Unię, walczy z hegemonizmem, absorbuje swoimi działaniami uwagę Zachodu, wprawiając w zachwyt rosyjską opinię publiczną, a Chiny dyskretnie go wspierają i dostają spokój (i czas), na którym im tak bardzo zależy.

źródło: blogs.blouinnews.com

źródło: blogs.blouinnews.com

Po szóste, uważnie obserwujcie

Rosja, która idzie na psychologiczną (a może nie tylko psychologiczną?) wojnę z Zachodem, to dla Chin wymarzona sytuacja i to nie tylko dlatego, że mogą się one „schować w cieniu”. Z pomocą Federacji Rosyjskiej, która cały koszt i całe ryzyko weźmie na siebie, mogą, trochę jak pokerzysta nie biorący udziału w rozgrywce a obserwujący zachowania pozostałych, przypatrywać się reakcjom elit zachodnich w sytuacjach kryzysowych i sprawdzać ich asertywność. Jeśli dziś Zachód okazałby się słaby wobec Rosji, którą Chiny są w stanie ogrywać, to w Pekinie z pewnością wyciągną z tego wnioski i to wykorzystają w innych miejscach globu, gdzie interesy nowej potęgi skrzyżują się z wpływami Zachodu. Konsekwencje ewentualnej kompromitacji Unii Europejskiej (być może i USA) wykroczyłyby więc daleko poza Ukrainę. Jeśli dzisiejsza reakcja będzie mocna, ostudzi zapały Chin, a jeśli będzie słaba, może je ośmielić. Niezależnie od tego jakakolwiek reakcja będzie niezwykle ważną informacją dla Chin, spokojnie przyglądającym się wdzierającemu się na Krym i wygrażającemu Ukrainie Putinowi i obserwującym, co Obama i przywódcy europejscy z tym zrobią.

Po siódme, zachowajcie stabilne otoczenie międzynarodowe dla reform

To jedyny przytaczany w tym tekście punkt, który nie został bezpośrednio zawarty w 24 znakach Denga. Ale to kolejna z naczelnych zasad chińskiej polityki zagranicznej. Do jej realizacji ma prowadzić m.in. pięć zasad pokojowego współistnienia, które w 1954 roku Chiny opracowały i podpisały z Indiami, w tym pierwszy postulat nienaruszalności integralności terytorialnej jakiegokolwiek państwa. Rosja, wysyłając swoich żołnierzy na Krym, tę zasadę pogwałciła, a to wzbudziło niepokój strony chińskiej, która obawia się, iż wydarzenia na Krymie mogą stać się precedensem i kiedyś doprowadzić do zamachu na ich integralność terytorialną (Tybet, Xinjiang i Tajwan).

Z tego względu w pierwszym oświadczeniu Qin Ganga, rzecznika chińskiego MSZ, zapachniało sensacją. Znalazły się tam bowiem sformułowania wskazujące na to, iż Chiny lekko dystansują się od Rosji: „Chiny respektują niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy” Całość oświadczenia znajduje się tutaj.

Jednak kolejne reakcje i wypowiedzi strony chińskiej pokazały, iż o żadnej sensacji nie może być mowy i Chiny będą lawirować, nie zajmując konkretnego stanowiska i nie popierając żadnej ze stron. Chwilę po oświadczeniu Qina na stronie chińskiej agencji prasowej Xinhua ukazał się komentarz… nawołujący „UE do pracy z Rosją, a nie przeciwko niej” , a w Global Times makiawelicznie stwierdzono, iż „przykład Ukrainy pokazuje, iż zasady polityki międzynarodowej są ustalane przez siłę”. Sam Qin Gang stwierdził, że „sytuacja na Ukrainie nie bez przyczyny wygląda jak wygląda”, sugerując, że nie jest to wyłącznie wina Rosji.

Wydaje się, że kolejne oświadczenia mogą tylko spotęgować wrażenie chaosu i zaciemnić chińskie stanowisko w sprawie Ukrainy. Może ono wynikać zwyczajnie z faktu, iż polityka zagraniczna leży w kompetencjach wielu instytucji i w przypadku tak skomplikowanej kwestii jak ta ścierają się różne wizje: od potępiania Rosji za złamanie zasady integralności terytorialnej, po udzielanie jej poparcia przeciw knującemu na Majdanie Zachodowi, który obalił legalnego, a więc posiadającego Mandat Niebios władcę.

Niezależnie od tego, czy ten komunikacyjny chaos jest wynikiem wewnętrznych tarć w kręgach decyzyjnych odpowiedzialnych za chińską politykę zagraniczną, czy świadomą taktyką, mającą na celu uniknięcie konkretnej odpowiedzi (osobiście ta druga opcja wydaje mi się bardziej prawdopodobna), to jest raczej pewne, że Chiny dalej będą lawirować, ewentualnie przyłączając się do słabszej strony konfliktu (ale nie na tyle, by doprowadzić do ostatecznego rozstrzygnięcia).

Putin, decydując się na pogwałcenie chińskiej zasady integralności terytorialnej (innego) państwa, zagrał va banque, ale wydaje się, że na tym wygrał, bezbłędnie przewidując reakcje Chin. Tym samym jego gra o Wielka Rosję i swoje miejsce w historii jako Piotra Wielkiego XXI wieku, a przynajmniej tego, który próbował zapobiec upadkowi Rosji, trwa dalej. Chiny to może denerwować, ale nie na tyle, by mu w tym przeszkadzać. Przynajmniej na razie, póki Pekin nie wchodzi do gry. A jeśli do tej gry wejdzie, to będzie to już gra nie tylko o Ukrainę i utrzymanie dawnych wpływów, ale o zdecydowanie więcej…

Udostępnij:
  • 5
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    5
    Udostępnienia
R. Pyffel: Siedem powodów, dla których Chiny nie włączą się w wydarzenia na Ukrainie i „pozostaną w ukryciu” Reviewed by on 4 marca 2014 .

Dramatyczne wydarzenia na Ukrainie, powściągliwa reakcja USA i łatwa do przewidzenia bezradność UE wydającej kolejne petycje i akty potępienia, sprawia, iż istotne staje się pytanie, jak na awanturę ukraińską spoglądają Chiny, czyli drugie mocarstwo współczesnego świata. A jest to państwo, które nie tylko w przeszłości padło ofiarą terytorialnej agresji Rosji i żywi do niej historyczną

Udostępnij:
  • 5
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    5
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 24

  • Witam wszystkich
    1. Chiny stosują swoją słynną zasadę, siedzenia na górze i obserwowania jak dwa tygrysy walczą.
    Kłótnia pomiędzy Zachodem a Rosją jest tym, czego być może bardzo pragną, ale nie będą się z tego
    powodu się martwić.
    2. Polityka zagraniczna RP – no cóż, po układach z Janukowiczem, min. Sikorski został ogłoszony
    najlepszym ministrem III RP przez prorządowe media. Fortuna kołem się toczy.
    3. Polityka Zachodu wobec Ukrainy to pokaz cynizmu, obłudy i kompletnie nieliczenie się z interesami
    tego dużego europejskiego państwa.
    Najpierw USA wymogły na Ukrainie oddanie broni atomowej Rosji po rozpadzie ZSRS. Amerykanów
    za grosz nie obchodził interes Ukrainy, namawiając ją do oddania broni za gwarancje podpisane
    przez Rosję, doskonale wiedzieli jak Sowieci traktują zobowiązania.
    Potem Niemcy uderzyli w Ukrainie budując z Rosjanami Nord Stream, wiedząc, że przez Ukrainę
    szło 80% rosyjskiego gazu na Zachód.
    Na końcu Unia zaprosiła Janukowicza, żeby podpisał umowę nie dając mu praktycznie nic. Czyli
    Janukowicz miał otworzyć swój rynek dla towarów zachodnich, bo to jest zawsze główny punkt
    polityki Unii w marszu na wschód, a sam miał dostać nawet nie jakieś ochłapy, ale resztki ochłapów
    w postaci jakieś nie ustalonej śmiesznej kwoty pomocy dla kraju rozpaczliwie potrzebującego kasy.

    Wszystko to było przedwczesne i nie potrzebne. Chciwa Unia się pośpieszyła. Janukowicz jak żaden
    z prezydentów Ukrainy grał z Putinem z sukcesami. Nie dał mu ukraińskich gazociągów. Zaczął
    budować gazoport w Odessie. Prowadził coraz bardziej pomyślnie politykę dywersyfikacji. Za dobrych
    parę lat Ukraina przestałaby być zupełnie zależna od rosyjskich dostaw. Janukowicz, mimo, iż był
    prezydentem z nadania Putina, chciał się od niego uwolnić. Trzeba było mu pozwolić kontynuować
    ta grę.
    Dziś mamy to co mamy czyli Janukowicza zbrodniarza, stracony Krym (nie ma co się łudzić), armię
    ukraińską mającą ca. 130 tys. żołnierzy, w tym 40 tys. w armii lądowej, z czego tylko 6 tys. nadaje się
    do działań wojennych, przerażoną polską elitę, bo tak można nazwać informację, która gdzieś
    przeczytałem, że przylot kilkunastu amerykańskich samolotów to ….. jedno z najważniejszych
    wydarzeń w historii Polski.

  • Mogą o czymś świadczyć, ale nie muszą :)

    Chyba świadczą o tym że Chiny raczej nie zaangażują sie przeciw Rosji w konflkcie na Ukrainie.
    Ale generalnie konferencja prasowa z udzialem chinskiego szefa MSZ nie zamyka domyslow i spekulacji co do przyszlosci…

  • @Kuba Klimowicz

    Swietnie ze wrzucil Pan tego linka. To nowe informacje w tej sprawie. Ale czy zmieniaja one caly obraz, istote rzeczy? Raczej nie. Niby raz uklon w strone nowych wladz Ukrainy, raz w strone Rosji… Chyba wlasnie takie „kluczenie” w tej sprawie bedziemy obserwowac. Najlepszym na to dowodem jest fakt ze Pan uwaza ze to (lekkie) poparcie dla Rosji, a ja przeczytalem ta notke uwazam ze to poparcie dla integralnosci terytorialnej czyli Ukrainy :)

  • @PZ, MG

    Panowie, zakladam ze Wy byscie odstapili na miejscu Chin juz teraz od konsensusu 24 znakow.

    Czesto zastanawiamy sie nad tym co powinna zrobuc Polska, a co Waszym zdaniem powinny zrobic Chiny? (poza tym ze odejsc „wyjsc z cienia” i odrzucic 24 znaki)

    • Niekoniecznie sugeruje odstapienie od 24 znakow. Po prostu ich glos nie jest słyszalnym na arenie miedzynarodowej, obojetnie jak to stanowisko mialoby byc sformulowane. Moim zdaniem biorac pod uwage ze to jest drugie mocarstwo, to jednak taka postawa marginalizuje pozycje Chin.
      Nie jestem w stanie powiedziec na ile jest to swiadome dzialanie.

  • Dzisiejsza notka na Xinhua mówi o wezwaniu przez Chiny do poszanowania praw wszystkich grup etnicznych Ukrainy- http://news.xinhuanet.com/english/china/2014-03/06/c_133166683.htm . Oczywiście jest to bardzo dalekie od zajmowania przez Pekin jasnego stanowiska, jednak wydaje mi się, że to kolejny przejaw delikatnego ukłonu w stronę Rosji.

  • przypadku zostal anektowany przez FR. Wtedy ciekawa bedzie ekwilibrystyka Chin w przyjmowanej retoryce moim zdaniem.

    Dodajac Polski watek to o ile w przypadku Chin mozna zastanawiac sie czy kieruja sie jakimis zasadami w dyplomacji mniej lub bardziej to w przypadku Polski wydarzenia na Ukrainie to całkowita rozsypka obencego modelu polityki zagranicznej, blednie zwanej Piastowska. Przymilanie sie do FR na nic sie zdalo, eliminujac tylko Polske z jakiegokolwiek wplywu na Ukraine, za wyjatkiem pustych gestow, na dodatek jeszcze plyniecie w glownym nurcie polityki UE takze okazalo sie poboznym zyczeniem, bo ani Francja, ani Niemcy, ani UK nie ma ochoty robic niczego realnego, poza wyrazaniem oburzenia, w kwestii Ukrainy pomimo, ze dla Polski jest to kwestia niezwykle istotna.

    • Każda polityka poniosłaby porażkę z powodu ogromnej asymetrii sił. Nawet świetny szachista nie wygra partii mając do dyspozycji kilka figur mniej. A ten szachista jak wiemy, nie jest świetny, on jest słaby, a na przeciwko sobie ma arcymistrza.
      Polska znaczy bardzo niewiele i wcale nie zapowiada się, żeby się to zmieniło.

      Co do samych Chin to ile strategia przeczekania i ukrywania była trafna 20-25 lat temu to obecnie brak działań skutkuje jedynie niewykorzystaniem szans.

      • Avatar PZ

        Przede wszystkim Polska polityka po 2008 byla oparta na iluzjach i poboznych zyczeniach a nie profesjonalnym rozpoznaniu sytuacji moim zdaniem, a w takim miejscu Europy na marzycielstwo nie ma miejsca. Roznica potencjalow jest tak duza tym bardziej nie odsyla sie mniejszych i istotniejszych partnerow z kwitkiem liczac na stanie sie rownoprawnym silniejszego, bo to tylko oslabia glos w regionie.

        Co do siedzenia z boku Chin czesciowo sie zgadzam z Pana zdaniem. Przede wszystkim skutkuje to samoeliminacja z gry, co mozna nazwac niewykorzystaniem szans lub tez brakiem wplywu na wydarzenia. Wychodzi pewnie na to samo.

  • Poza Chinami, ktore mozna powiedziec, ze mialy jakies konkretne inwestycje na Ukrainie, natomiast politycznie stoja z boku na pewno Japonia bedzie bacznie obserwowac wywiazanie sie szczegolnie z gwarancji bezpieczenstwa przez Stany Zjednoczone uzgodnionych w memorandum budapesztanskim.
    Tajwan chyba takze jest tym zainteresowany. Poza tym stanowisko Chin lub tez jego niejasnosc jest takze ciekawa wlasnie biorac pod uwage sprawe Tajwanu i jego znaczenie dla wewnetrznej polityki Chin. Ciekaw jestem jaka bedzie reakcja gdyby Krym na przyklad otrzymal wieksza autonomie lub w najgorszym przy

  • Co kraj Ameryki ma do roboty wew. kraju europejskiego? Macki partii banksterów sięgają tak daleko.

  • To chyba logiczne, ze NIE.
    Co kraj Azji ma do roboty w sprawach wew. kraju europejskiego? Nie przesadzajmy juz macki partii maja zasieg nieograniczony.

  • @Zhongguo, Alchymista, Andrzej KK

    Dzieki za komentarze i ponad 190 lajkow. Wyglada na to ze zblizylem sie do ambasadora Chomickiego ktory kiedys na tej stronie zaliczyl okolo 300 lajkow.
    Nie sadzilem ze jakakolwiek analiza moze konkurowac o uwage z brawurowym wykonaniem Gangnam Style :)

    Co do gry w szachy, to ktos kiedys to powiedzial (KTO?) ze Amerykanie graja w pokera, ROsjanie w szachy, a Chinczycy w wei-chi ( jap. GO, polskie. kropki :)

    • A Polacy w „piłkę nożną” ;)

  • @Oskareusz

    Dziekuje za to pytanie. Wlasciwie sam je sobie zadawalem, ale musialbym napisac ksiazke.

    Wydaje mi sie ze:
    1. Konsensus dotyczacy 24 znakow Denga jest dosyc slaby, z dwoch powodow:

    – walki frakcyjne w ramach KPCh i rozne wizje nie tylko chinskiej modernizacji ( vide zamkniety w wiezieniu Bo Xilai),, ale takze ich roli w polityce miedzynarodowej ( podnosic glowe, odrzucac 24 znaki czy nie). Sprawe komplikuje fakt iz za chinska polityke miedzynarodowa odpowiada: chinski MSZ, prezydent, Biuro Polityczne, czasem wiele do powiedzenia maja lokalne rzady, a czesto ChALW, Partia itd. Sprawy nie ulatwia fakt iz w scislym 7 osobowym kierownictwie nie ma EKSPERTA od polityki zagranicznej. W Chinach nie ma kogos takiego jak John Kerry, osoby nr 3 w panstwie ktora zajmuje sie pol. miedzynarodowa.
    Dlatego czesto niewiadomo czy mamy do czynienia z genialnym ukrywaniem intencji ( jak sugeruje wielu analitykow zafascynowanych zawsze przytaczanym przy takich okazjach Sunzi), czy po prostu brakiem koordynacji, balaganem i kompletnym chaosem.

    – Inna sytuacja jest w Azji inna w innych czesciach globu. W bliskim sasiedztwie Chiny juz podniosly glowe, o czym czesto pisze mieszkajacy na Tajwanie Rysiek, czy moglby napisac przebywajacy w Tokio A.S. Sasiedzi Chin czuja wieksza presje.
    Ale tu znow pytanie: czy jest to umiejetne wcielanie w zycie testamentu Denga ( czyli mierzymy sily na zamiary i podnosimy glowe bo juz mozemy sobie na to pozwolic i kto nam cos (w Azji, na naszym podworku) zrobi?) czy moze wlasnie nieumiejetne, bo za wczesnie podnosimy glowe, lub nie pozyskujemy zaufania ( wszyscy sie nas boja).

    Jesli chodzi o Ukraine wydaje mi sie ze tu konsensus dot. 24 znakow jest duzo mocniejszy. To nie jest chinska strefa wplywow- odlegly kraj, niewielkie interesy, niewielkie kompetencje, prestizowa sprawa dla Rosji, zamieszane w to USA i EU. Chiny pewnie nie bardzo wiedza co moglyby zrobic, ale tez ( a moze przede wszystkim) nie bardzo widza sens w tym zeby sie w to pchac.
    Dlatego swiadomie, czy nieswiadomie stosuja tu strategoe 24 znakow lub zachowuja sie w taki sposob, ze 24 znaki Denga idealnie ich zachowanie opisuja.

    Moznaby jeszcze napisac ze ogolnie jezyk chinski przez sama swa strukture jest dosc nieprecyzyjny. Swiadcza o tym tysiace tlumaczen Dao De Jing, i nie mniej interpretacji i tlumaczen 24 znakow ( co dokladnie autor czyli Deng mial na mysli- nawet to jest trudno ustalic, a co dopiero fakt czy wspolczesni przywodcy wcielaja to w zycie) znaki chinskie slabo przekladaja sie na strukture jezyka zachodniego…

    Nie zmienia to faktu ze 24 znaki sa bardzo przydatnym narzedziem analitycznym- opisuja swiat chinskim jezykiem ( i wyrastaja z niejako z chinskiego „ducha” ) wzmacniane autorytetem Denga, w dodatku- jako iz chinska modernizacja jeszcze nie dobiegla konca- wciaz nie stracily na aktualnosci.

    Wydaje mi sie ze wkrotce moze dojsc do sytuacji w ktorej z jednej strony spora czesc liderow i opinii publicznej bedzie chciala rewizji tej polityki i obalenia 24 znakow (nacjonalistyczno-konfrontacyjna wersja wydarzen),

    – lub moze dojsc do sytuacji w ktorej Chiny beda od niej odchodzic w Azji ( i stopniowo w innych regionach, gdzie beda czuly sie pewnie- wariant najbardziej optymistyczny),

    – lub beda one maska i przyykrowka dla niewiedzy i bezradnosci ( najbardziej pesymistyczny wraiant dla Chin) Pekinu ktory po prostu nie bedzie wiedzial jak zareagowac i co zrobic.

    Ktory scenariusz sie zrealizuje to i tak zalezy od …. polityki wewnetrznej w Chinach. To tam rozstrzygnie sie wszystko. Kolejny paradoks :)

  • Doceniając wywód Autora, chciałbym zasiać pewne wątpliwości. Podstawowe pytanie brzmi, czy faktycznie obecni decydujący o chińskiej polityce zagranicznej faktycznie opierają się na 24 znakach Denga? Faktycznie przez kilkadziesiąt lat zachowanie Chin w polityce międzynarodowej wskazywało na stosowanie dengowskich wytycznych w praktyce. Jednak czy na pewno obecni przywódcy Chin są w takim samym stopniu jak ich poprzednicy pod wpływem 24 znaków? Mimo wszystko brałbym pod uwagę argument, że chińskie stanowisko wobec Ukrainy (Syrii zresztą też) wynika nie z tego, że Chińczycy realizują jakieś zasady, ale z tego, że po prostu nie wiedzą co robić i nie potrafią (przynajmniej na razie) zachować się w kryzysowej sytuacji. W trakcie grudniowego kryzysu z ADIZ Pekin początkowo mocno poszarżował, a następnie mocno spuścił z tonu, gdy Japonia i USA zareagowały stanowczo.

    Dlatego wydaje mi się, że Chińczycy co najwyżej obserwują zachowania Zachodu (co celnie wypunktował Autor) i byłbym ostrożny z doszukiwaniem się w zachowaniu Chin jakiejś doktrynalnej głębi. Myślę, że Chińczykom chodzi przede wszystkim o zorientowanie się, jak może reagować Zachód w sytuacjach kryzysowych, które mogą rozegrać się w miejscach istotniejszych z chińskiego punktu widzenia (np. w Azji Wschodniej) – tyle, że tam reakcja USA będzie najpewniej zdecydowanie inna (co zresztą było widać przy ADIZ) niż na Ukrainie.

  • Analiza nietrafna i z poważnym błędem merytorycznym – Chiny na dniach zajęły stanowisko w sprawie Ukrainy – potępiły jednoznacznie agresję ze strony Rosji i zapewniły Ukrainę o swoim poparciu. Uznały też nowe władze Ukrainy. Trochę wstyd że takie niedoinformowanie…

    • Pana komentarz wskazuje na to, że nie przeczytał Pan całości tekstu, gdyż Autor wyraźnie przytoczył stanowisko chińskiego MSZ, a do tego komentarz zamieszczony na Xinhua i w Global Times. Co więcej, Autor podkreślił na tej podstawie niejednoznaczność chińskiego stanowiska – osoby siedzące w tematyce polityki zagranicznej Chin zdają sobie sprawę, że komunikaty MSZ nie są najważniejszym źródłem informacji na temat chińskiego stanowisko w danej sprawie. Stąd konieczność uwzględniania stanowisk innych niż w oficjalnym przekazie MSZ, które wbrew pozorom nie jest najważniejszym graczem w chińskiej polityce zagranicznej.

    • Panie Michale nie obrazam sie. Sprawdzalem dosc dokladnie, ale moze sie omylilem i cos przeoczylem.
      Jesli podesle Pan linka ze stanowiskiem chinskich wladz ( chocby sprzed kilku dni) jednoznacznie popierajacych integralnosc terytorialna Ukrainy, to pomimo tego ze narobi mi Pan wstydu, bede pierwszym ktory wyciagnie reke i Panu pogratuluje.

      Ale jednak poprosze o jakis dowod, link, zrodlo. Nie bardzo wiem czy pisze Pan o swojej interpretacji oswiadczenia rzecznika chinskiego MSZ, czy moze wlasnych przypuszczeniach co do stanowiska chinskiego itd.

  • W rzeczy samej , bardzo wnikliwa i arcy ciekawa analiza . „Szachy” w wydaniu chińskim ,,,

  • Do słusznej Pańskiej analizy pozwolę dodać jeszcze przysłowie chińskie:

    „Bądźcie surowi dla siebie samych, pobłażliwi dla innych, a nie będziecie mieli wrogów. „

    • Niebywale trafna uwaga. Gdybyśmy tak postępowali wobec Ukraińców, mielibyśmy w nich dozgonnych przyjaciół już w latach 90. XX wieku…

      • Avatar Robert

        A kiedy konkretnie? Za czasów I RP, II RP? Bo chyba bardziej surowymi dla siebie, a pobłażliwymi dla innych niż w III RP być nie można :)

Pozostaw odpowiedź