Komentarz eksperta,Polecane

R. Pyffel: Siedem asymetrii w relacjach Polska-Chiny. Jak im zaradzić?

Nieobecność premier Ewy Kopacz na szczycie Chiny-Europa Środkowa, który odbył się 16 grudnia 2014 roku w Belgradzie, okazała się poważnym dysonansem w dotychczas harmonijnie rozwijających się relacjach polsko-chińskich. Oczywiście sama obecność zapewne wiele by nie zmieniła, jednak Polska to największy kraj regionu, który został przez Pekin mianowany liderem inicjatywy 16+1 i choćby z czystej kurtuazji wypadało się na tym szczycie pojawić.

Absencji polskiej premier poświęciłem tekst „Pięć opowieści o tym, dlaczego premier Kopacz nie pojechała na spotkanie 15 premierów Europy Środkowej z chińskim premierem w Belgradzie?”, który nieoczekiwanie przeczytało w Internecie kilkaset tysięcy osób. Okazało się że temat relacji polsko-chińskich może wywoływać zainteresowanie licznej publiczności, a także, jako że tekst ukazał się równo miesiąc po belgradzkim szczycie, jest tematem ponadczasowym, o którym warto dyskutować nie jako o gorącym newsie, ale o długofalowym procesie.

Jak to często bywa, opublikowany tekst zaczyna żyć swoim życiem i autorowi przypisywane są często intencje czy nawet opinie, których nie wyrażał.

Jako iż temat relacji polsko-chińskich jest skomplikowany, delikatny, ale także ponadczasowy i z pewnością interesujący dla tej części opinii publicznej, która przejmuje się światem zewnętrznym, postanowiłem skorzystać z zaproszenia na łamy Obserwatora Finansowego, jednego z niewielu już miejsc, gdzie toczy się autentyczna debata w rzeczywiście ważnych sprawach,

Relacje polsko-chińskie chciałbym skomentować nie w formie wyliczania problemów czy stawiania diagnoz, bo wydaje się, że są one już doskonale znane, ale raczej wskazania rekomendacji i zwrócenia uwagi na to, co warto zrobić, by te relacje były lepsze i korzystne dla obu stron.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to, co napiszę, może być absolutnie nierealne czy naiwne, może być klasycznym wishfull thinking czy pobożnymi życzeniami. Celem tego tekstu jest jednak inspirowanie do dyskusji. Decyzje, czy w obecnej sytuacji proponowane rozwiązania mają szanse zastosowania, pozostawiam naszym politykom czy policy-makers.

Po drugie, sukces oczywiście zależy od dwóch stron, być może bardziej nawet od chińskiej, która dysponuje znacznie większym potencjałem i możliwościami oddziaływania. Jednak raz, że niezręcznie mi doradzać naszemu strategicznemu partnerowi, a dwa, że znacznie większy wpływ mamy i tak na działania po stronie polskiej i na tym warto się skoncentrować.

Siedem asymetrii

Źródło: flickr.com, David Wood

Źródło: flickr.com, David Wood

Problemy i wyzwania w relacjach z Chinami to siedem nakładających się na siebie asymetrii.

Asymetria nierównych kompetencji,

Czasu,

perspektyw i priorytetów,

oczekiwań,

kultury politycznej (wiedzy, stylu komunikacji),

rozmiaru i wielkości,

handlu (nierównowaga w imporcie i eksporcie).

Sukces zależałby więc od tego, na ile udałoby nam się te asymetrie zminimalizować, czy być może nawet całkowicie wyeliminować. W niektórych wypadkach może być to łatwiejsze, na przykład urealnienie oczekiwań, zwiększenie wiedzy o chińskim partnerze, w innych w zasadzie niemożliwe. Nie możemy zmienić naszego położenia geograficznego czy dysproporcji rozmiaru i wielkości.

Asymetria kompetencji

Rząd w Chinach dysponuje dużo większymi kompetencjami niż rząd w Polsce. W przypadku przyjęcia pewnych planów czy zobowiązań możemy być pewni, że chińscy politycy, jeśli naprawdę im na ich dotrzymaniu zależy, prędzej czy później będą w stanie je wyegzekwować, podczas gdy nasi politycy, ministrowie czy urzędnicy wysokiego szczebla mogą jedynie inspirować, namawiać, reprezentować i „tworzyć sprzyjający klimat”, a to wszystko i tak dopóki utrzymują się na politycznej karuzeli (a zdarza się, że dość szybko z niej wypadają). Innymi słowy problem polega na tym, że ci, którzy mają realną władzę, spotykają się z tymi, którzy tak dużej władzy nie mają (i w dodatku muszą często walczyć o to, żeby ją utrzymać). Tym samym trudno o jakieś wiążące ustalenia czy długofalowe strategie (po stronie polskiej).

Oczywiście także w Chinach, biznes coraz bardziej uniezależnia się od polityki, jednak w dużej mierze te dwie sfery przenikają się ze sobą, co w Azji i tamtejszej kulturze politycznej jest uznawane za całkowicie naturalne. Tymczasem w Polsce polityka jest a priori oddzielona od biznesu, a jakiekolwiek związki z polityków z biznesem są podejrzane i przedstawiane jako patologia.

Inna jest też struktura biznesu w obu krajach. Polski, w przeciwieństwie do chińskiego, pozbawiony jest „wielkich graczy”, 98 proc. firm to małe i średnie przedsiębiorstwa.

Tym samym polski rząd nie jest w stanie cokolwiek na poziomie politycznym dla tych firm załatwić w Chinach, tak jak od lat 90-tych robią to dla swoich wielkich koncernów na przykład Niemcy czy Francuzi (czy tak jak robią to dla swoich wielkich graczy politycy chińscy, którzy podróżują z nimi po całym świecie).

Polski minister czy polityk (w przeciwieństwie do chińskiego) nie ma praktycznie żadnego wpływu na działalność polskich przedsiębiorstw zagranicą. To dwa odrębne światy, które spotykają się tylko wtedy, gdy polski (drobny lub średni) przedsiębiorca zgubi paszport i szuka pomocy w konsulacie.

Jak zatem zminimalizować asymetrię kompetencji, w której rząd chiński ma „bezpośrednie przełożenie” na swój biznes, a polski często jedynie symboliczny?

Częściej łączyć w polskiej polityce wobec Chin biznes z polityką.

Pierwszy sukces, który może być inspirującym przykładem, to cofnięcie niekorzystnego podatku, który w Chinach nałożono na wrocławską Selenę. Podatek ten, z którego zwolnione były miejscowe firmy, praktycznie pozbawiał ją konkurencyjności na rynku chińskim. Po żmudnych i długich mediacjach i negocjacjach, w które zaangażowała się strona polska (w tym nawet osobiście prezydent Komorowski), udało się ten podatek cofnąć.

Należy przy każdej okazji zabierać delegacje biznesowe, tak jak robili to i robią to mistrzowie Europy Niemcy. Nie mogą być to jednak wycieczki, w czasie których przypadkowo wyselekcjonowane firmy próbują szukać biznesowych partnerów (co jest skazane na niepowodzenie).

Władza w Azji cieszy się szacunkiem i patronuje biznesowi, dlatego wizyty takie powinny być wykorzystane jako element budowania prestiżu polskich firm, które „dają im twarz” i uwiarygodniają je w oczach chińskich partnerów. W ich trakcie można podpisywać przygotowane wcześniej kontrakty czy porozumienia, robić wspólne grupowe zdjęcia, a dopiero potem rozjeżdżać się we wszystkie strony Chin i kontynuować już szczegółowe rozmowy z miejscowymi partnerami.

Konieczne jest także powołanie specjalnego koordynatora ds. relacji z Chinami (zrobiły to Węgry) o mocnej pozycji politycznej i szerokich kompetencjach, który planowałby całościową politykę wobec Chin i łączył działania poszczególnych ministerstw i biznesu.

Asymetria czasu

W Chinach planuje się w perspektywie dekady (lub jeszcze dłuższej), a w Polsce w najlepszym razie do kolejnych wyborów. O tym, co będzie możliwe w przyszłym roku, prawdopodobnie dowiemy się dopiero… jesienią tego roku. Tymczasem w Chinach istnieje już plan, a priorytety określone są do 2022 roku (jak będzie z realizacją, to się jeszcze okaże, ale jak głosi chińska „Sztuka Wojny”, nawet błędny czy niedoskonały plan jest lepszy od jego braku…)

Innymi słowy spotykają się Ci, którzy myślą o tym, co będzie za kilka lat z tymi, którzy myślą, co będzie za kilka miesięcy (a czasem może nawet o tym, co będzie za kilka dni…)

I teraz czas na pobożne życzenia. Aby zminimalizować asymetrię czasu, należałoby także opracować długofalowy (z pewnością wykraczający poza kadencję parlamentarną) plan, określić priorytety i to, co chcemy osiągnąć relacjach z Chinami.

Trzeba by, dokonując oczywiście niezbędnych i wymuszonych rozwojem sytuacji taktycznych korekt, bezwzględnie się tego planu trzymać, niezależnie od zmian politycznych. W sprawach Chin czy szerzej XXI wieku, który, jak wiele na to wskazuje, będzie wiekiem świata pozaeuropejskiego, powinien powstać taki sam ponadpartyjny konsensus głównych sił politycznych zamieniających się u władzy, jaki kiedyś istniał wobec integracji z NATO i UE.

Asymetria perspektyw i priorytetów

Chiny, unikając rozgłosu, cierpliwie budują swoje przyczółki na wszystkich kontynentach. Nie tylko publicyści, ale coraz częściej – tak jak ostatnio w Ameryce Łacińskiej – politycy mówią wprost o Chińskim Wieku i nowym świecie, w którym dominacja świata zachodniego będzie zdecydowanie mniej widoczna, a być może w ogóle nie przetrwa. Tymczasem polska perspektywa to fukuyamowski „koniec historii”, w którym na świat od upadku Muru Berlińskiego pod koniec XX wieku właściwie się nie zmienił. W 2012 roku minister Sikorski w czasie swojej wizyty w Pekinie delikatnie sugerował, że The Rise of China może być tylko epizodem, powątpiewając, że mamy do czynienia z trwałą zmianą.

Jest oczywiste, że ze względu na nasze położenie priorytetem jest i powinien dla nas pozostać Zachód i UE, jednak przegapiając zachodzące w świecie zmiany, sprawiamy, że kolejne pokolenia mogą mieć spory problem, by nadrobić stracony czas. Ze względu na dokonującą się obecnie „lokalizację” czy też „deglobalizację” polskiej perspektywy, Chińczycy spotykają się tu z daleko posuniętą obojętnością, a często wręcz z protekcjonalnością i totalnym brakiem zrozumienia.

Aby zlikwidować tą asymetrię należałoby wykonać ogromną pracę, zmieniając świadomość polskich elit i opinii publicznej, być może podobną do tej, jaką wykonano po 1989 roku, integrując Polskę z Zachodem.

To ogromna praca dla mediów, ale także różnego rodzaju organizacji pozarządowych, fundacji i stowarzyszeń. Bez współpracy z partnerem chińskim niewiele uda się zrobić.

Problem w tym, że chiński model to przede wszystkim współpraca wyłącznie poprzez kanały oficjalne i rządowe, co jest silnie zakorzenione w chińskiej kulturze, w której współpraca z organizacjami obywatelskimi, na Zachodzie przecież w wielu wypadkach często dużo bardziej wpływowymi niż administracja, jest odbierana jako nietaktowne „pomijanie” rządu, a nie jedynie jako dopełnienie kanału oficjalnego.

Tymczasem w Polsce sama administracja i rząd istnieje jako reprodukcja pewnego stanu świadomości polskich elit i opinii publicznej, stanu świadomości, który sprawia że premier Kopacz uznaje szczyt Chiny-Europa Środkowa za mało istotny i w efekcie się na nim nie pojawia. Dopóki stan ten nie zostanie zmieniony, jego skutkiem będą tego typu decyzje i de facto impas w relacjach.

Większa wiedza o Chinach nie tylko zmieniłaby „lokalną” czy „deglobalizacyjną” perspektywę, która jest istotną przeszkodą, ale zredukowałoby też nadmierne, często nierealistyczne oczekiwania lub liczne, często nieuzasadnione i wynikające ze stereotypów lęki. Dały o sobie mocno znać na przykład przy budowie autostrady A2: przekonanie, że Chińczycy wykonają tą pracę za „miskę ryżu” albo, że zaleje nas „tania chińska siła robocza”.

Asymetria oczekiwań

Nie zaleje nas również fala chińskich inwestycji, a to dlatego, że Chińczycy poszukują nowych technologii, surowców, węzłów logistycznych, nowych rynków zbytu. Interesuje ich rynek zamówień publicznych (budowa infrastruktury, energetyka), a także przejmowanie zakładów już istniejących lub zakupy globalnych brandów.

Polska w związku z powyższym raczej niewiele jest w stanie zaoferować, a nadzieje, że Chińczycy zainwestują miliony dolarów i zbudują od podstaw nowe fabryki i nowe biznesy, tak jak my tego byśmy chcieli, raczej się nie spełnią.

Pewną szansą jest budowa kolejowego Jedwabnego Szlaku 2.0, łączącego Europę z Chinami, którego Polska ma szansę stać się istotnym elementem. Jednak jak na razie kolej z Łodzi do Zachodnich Chin jest deficytowa i nieopłacalna.

Najlepszą ilustracją tych odmiennych nadziei i oczekiwań stała się inicjatywa 16+1, w której Polska miała stać się nieformalnym liderem chińskiego projektu Europy Środkowej. Propozycja ta została jednak odebrana jako nieklarowna i niezbyt atrakcyjna. Raz, że priorytetem pozostaje UE, dwa, że Polska nie ma ambicji podejmowania przywództwa w regionie, trzy, że w ramach 16 krajów Europy Środkowej znalazły się kraje byłej Jugosławii czy Albania, z którymi nie łączy nas prawie nic, poza faktem, iż w XX wieku były to również państwa socjalistyczne.

Nie ma lepszego sposobu na zmniejszenie asymetrii oczekiwań, jak wzajemne rozmowy (doskonale robi to PAIiIZ) i usprawnienie komunikacji. Dlatego oprócz spotkań oficjalnych, na których spotykają się decydenci i urzędnicy wysokiego szczebla, powinno odbywać się jak najwięcej spotkań dziennikarzy, artystów, naukowców, przedsiębiorców, których celem byłoby w pierwszej kolejności nawiązywanie kontaktów i znajomości, poznawanie realiów w obu krajach, komunikowanie własnych potrzeb i oczekiwań i w ostateczności wypracowywanie wspólnych projektów na wielu polach, z korzyścią dla obu stron.

Należy tu wziąć przykład ze strony chińskiej, która działa długofalowo i nie podłamuje się chwilowymi niepowodzeniami. Wypracowanie skutecznej komunikacji będzie na pewno czasochłonne, ale – jeśli nie zabraknie cierpliwości – przyczyni się do wypracowania skutecznego i satysfakcjonującego obie strony modelu.

Asymetria kultury politycznej i stylu komunikacji

Wspomniana wyżej asymetria oczekiwań łączy się z różnicami w sposobie ich komunikowania, a także samej idei, koncepcji współpracy i tego, jak powinna być ona przedstawiana, innymi słowy różnicami w kulturze politycznej.

Strona chińska jeśli uznaje za stosowne wysyłanie komunikatów do świata zewnętrznego czy opinii publicznej, to są to komunikaty o „harmonijnej współpracy”, „przyjaźni między obydwoma krajami i narodami, która będzie kontynuowana” itd.

Celem tych zawsze dobrze brzmiących i bardzo ogólnych deklaracji jest budowa dobrego klimatu i atmosfery zaufania. Konkrety pojawiają się na spotkaniach kuluarowych, wypracowują je i wiedzą o nich decydenci. Rozgłos uznawany jest z reguły za zbędny i niepotrzebny.

To często zupełnie na odwrót niż w polskim stylu komunikacji. U nas ogólniki, zwłaszcza dobrze brzmiące, nie budują atmosfery harmonii i zaufania. Bywa, że irytują, bywa, że śmieszą, bywa, że wzbudzają podejrzliwość, a często kojarzą się z czasami socjalistycznymi i nakładają na stereotyp Chin jako państwa wciąż maoistowskiego i komunistycznego.

Nie do końca też sprawdza się w polskich realiach zasada „pozostawaniu w cieniu” i działania bez rozgłosu. Żyjemy w czasach, gdy PR jest wszystkim, bo od niego zależą słupki poparcia, a więc władza. Rządzący przez cały czas muszą skupiać się na zadowalaniu wyborców sukcesami prawdziwymi lub wydumanymi i każdy najdrobniejszy sukces jest oceniany pod kątem jego PR-owej użyteczności. A problem w relacjach z Chinami polega na tym, że dużo większe emocje zawsze będą wzbudzać negocjacje z lekarzami i górnikami niż ze światowym mocarstwem numer dwa, które same zresztą nie pali się do chwalenia swoimi sukcesami i woli unikać rozgłosu. Szanse na sukces, który będzie można politycznie zdyskontować, są więc bardzo niewielkie.

Możliwość zminimalizowania tej asymetrii upatrywałbym w zmieniających się realiach zewnętrznych, które wymuszą kontakty z partnerami azjatyckimi.

Tymi okolicznościami sprzyjającymi są osłabienie tradycyjnych rynków eksportowych, jaką dla Polski były kraje UE, a także konflikt na Ukrainie. Spowodują one konieczność poszukiwania nowych rynków eksportowych.

Taka wizja była zresztą myślą przewodnią expose nowego szefa MSZ Grzegorza Schetyny, który jesienią 2014 roku mówił o tym, iż perspektywa budżetowa 2014-2020 niedługo dobiegnie końca, a szansą na dalszy rozwój Polski jest znalezienie nowych, pozaeuropejskich rynków eksportowych.

O wszystkim zdecydować może i wszystko zmienić jeden sukces (jak do tej pory nie nadszedł). Jeśli będzie to sukces spektakularny, działający na wyobraźnię, stanie się inspirujący i zachęci nie tylko przedsiębiorców, ale także polityków. Azja to nowy początek, a w takim wypadku o spektakularne sukcesy znacznie łatwiej niż w polityce europejskiej czy w relacjach z Rosją.

Aby zmniejszyć asymetrię odmiennych stylów komunikacji, w której PR i rozgłos jest kluczowy, musiałaby uspokoić się sytuacja wewnętrzna. Jeśli bowiem premier RP (ktokolwiek nim będzie) będzie częściej niż z premierami Japonii czy Chin rozmawiał z lekarzami i górnikami, opowieści o rozwijaniu relacji z azjatyckimi potęgami nie tylko nie będą atrakcyjne, ale spotkają się z falą demagogicznej krytyki (jak na przykład zarzuty posła Rozenka pod adresem wicepremiera Piechocińskiego, iż ten, zamiast być na Śląsku, pojechał z polskim biznesem do Indii).

Także strona chińska coraz lepiej rozumie znaczenie PR-u, zwłaszcza w świecie zachodnim. Historycznie Chiny przez tysiąclecia były mistrzami dobrego wizerunku i kwestią czasu jest, kiedy poza granicami Państwa Środka zostanie przełamana ta psychologiczna bariera, która nakazuje skromność i przechwalanie się uważa za zachowanie niestosowne.

Asymetria rozmiaru

Oczywistą asymetrią w relacjach między Polską a Chinami jest różnica potencjałów i rozmiaru.

Naturalną tendencja w polskiej polityce wobec Chin jest dążenie do „relacji partnerskich”. To przy tak dużej dysproporcji sprawa dość karkołomna. Sprawia ona, że na przykład w projektach miast partnerskich poszukuje się chińskich odpowiedników, często kilkunastokrotnie większych, a polskim województwom przypisuje się chińskie prowincje, wielkości krajów europejskich. W efekcie polityki 1:1, tak dobrani partnerzy zupełnie do siebie nie pasują. Warszawa to co prawda stolica, ale raczej lokalny ośrodek i średniej wielkości chińskie miasto, podczas gdy Pekin to licząca kilkanaście milionów, globalna metropolia z kilkunastoma liniami metra, zmagająca się z zupełnie innymi problemami.

Skutkiem podejścia 1:1, nie dostrzegającego lub ignorującego istniejącą dysproporcję, jest tak zwana dyplomacja wycieczkowa, w której przedstawiciele polskich miast i województw udają się do Chin, by na miejscu zorientować się, że istnieje niewielka płaszczyzna porozumienia z kilkudziesięciokrotnie większymi partnerami.

Druga tendencja, której również nie jestem entuzjastą, to próby niwelowania tej różnicy potencjałów poprzez łączenie się w przeróżne bloki. Wyszehrad V4 lub Unia Europejska.

Z krajami V4 oczywiście można zorganizować wspólną wystawę czy konferencję, jednak są one często rywalami, np. w pozyskiwaniu chińskich inwestycji, i taka współpraca może być jedynie taktyczna.

Unia Europejska to oczywiście potężna struktura, której wsparcie w relacjach z Chinami może pomóc, jednak nie ma ona niestety jednolitej polityki zagranicznej, także wobec Chin, i tu każdy i tak zdany jest na siebie. Unia nie wyręczy nas w tej sprawie.

Ponieważ ani przyjmowanie perspektywy 1:1, ani łączenie się w większe struktury nie jest do końca skuteczne i nie wyczerpuje potencjału, jaki istnieje w relacjach polsko-chińskich, trzeba pogodzić się z tym, że dążenie do równoprawnych relacji (to jest na zasadzie 1:1) z krajem wielkości Europy nie ma sensu i należy szukać formuły, która realistycznie uwzględni tę różnicę potencjałów, zamiast próbować ją negować i nie zauważać bądź niwelować.

Jako że dwa najważniejsze cele Polski w relacjach z Chinami to otwarcie chińskiego rynku spożywczego dla polskich produktów i utrzymanie połączenia kolejowego, co mogłoby uczynić z Polski istotny element Jedwabnego Szlaku 2.0 łączącego Europę z Zachodnimi Chinami, to może należałoby skupić się na rozwoju relacji z jedną z zachodnich prowincji? Może warto objąć Syczuan specjalnym priorytetem i w pierwszej kolejności tam organizować imprezy promujące Polskę, programy kulturalne festiwale filmowe, sympozja, seminaria itd. i tam szukać partnerów, nie tylko dla miast z regionu łódzkiego (który ma podpisaną umowę z tą liczącą kilkadziesiąt milionów mieszkańców chińska prowincją), ale z całej Polski.

Oczywiście priorytet dla zachodnich Chin nie oznaczałby zaniedbania działalności czy obecności w Chinach wschodnich, bogatszych i lepiej rozwiniętych. Ale skoncentrowanie niewielkiego potencjału, jaki posiada Polska na obszarze jednej chińskiej prowincji, może wspomóc najważniejszy dla Polski projekt logistyczny (jak na razie deficytowy), a także wyrobić dobrą pozycję na zachodzie Chin, który nie jest tak oblegany, jak bogate wybrzeże.

Asymetria eksportu i importu

Najbardziej znaną asymetrią w relacjach Polski z Chinami jest ogromna dysproporcja w handlu wynosząca ok. 1 do 10 (ok. 2 mld $ polskiego eksportu i 22 mld $ importu z Chin).

Asymetria ta powinna znikać wraz z bogaceniem się społeczeństwa chińskiego, wzrostem wartości juana i odchodzenia od gospodarki proeksportowej w Chinach. Wszystkie te procesy już następują. W ich wyniku Chińczycy w sposób naturalny zaczną więcej kupować zagranicą. Problemem jest tylko to, aby znaleźć odpowiednie produkty. Obecnie ok. 2 mld polskiego eksportu do Chin to w dużej mierze surowce, w tym miedź.

Oczywiście w przeszłości wielokrotnie podejmowano na poziomie politycznym próby zmniejszania deficytu handlowego, jednak strona chińska – poniekąd słusznie, a na pewno słusznie z jej punktu widzenia – wskazywała na to, że sama nie może tego deficytu zmniejszać, a piłeczka jest po stronie polskiego biznesu, który powinien zaoferować produkty, które okażą się atrakcyjne dla chińskich konsumentów.

Jednakże podpisanie strategicznego partnerstwa z Chinami w grudniu 2011 roku mogłoby być dodatkowym argumentem dla większego otwarcia rynku chińskiego na niektóre produkty. Innymi słowy konieczna byłaby życzliwość strony chińskiej, a później wytypowanie (najlepiej wspólne) grupy produktów, w których Polska uzyskałaby specjalny status.

Problem w tym, że o podobnych działaniach myślą i je podejmują dyplomacje gospodarcze co najmniej kilkudziesięciu innych krajów świata, które (również) chciałyby uzyskać preferencyjny status i większy dostęp do rynku chińskiego, choćby tylko w kilku branżach.

Pomimo tego, iż propozycja ta jest mało realna, warto byłoby opracować przy zaangażowaniu polskich i chińskich ośrodków branż, w których Chiny mogłyby importować z Polski i traktować je jako preferencyjne.

Warto także opracować listę potencjalnych nisz (na ogromnym chińskim rynku nawet nisza nisz może dorównywać wielkością całemu rynkowi polskiemu w bardziej popularnych produktach).

Zakończenie

Niepojawienie się premier Kopacz na szczycie Chiny-Europa Środkowa oczywiście nie przekreśla przyszłości relacji polsko-chińskich (chociaż może być interpretowane jako okazanie ostentacyjnego braku zainteresowania).

Siedem asymetrii, które opisaliśmy w tym tekście, na pewno nie zostałoby zmniejszonych czy wyeliminowanych, gdyby Pani premier w Belgradzie się jednak pojawiła. Tak jak i znacząco się nie zwiększyły z powodu jej nieobecności. Nadal pozostają one największym wyzwaniem dla relacji polsko-chińskich w najbliższej dekadzie. Od tego, jak sobie z tym wyzwaniem poradzimy, zależy kształt nie tylko relacji Polska Chiny, ale również – jakkolwiek patetycznie to zabrzmi – przyszły los Polski w XXI wieku.

Tekst w podobnym brzmieniu ukazał się na łamach portalu Obserwator Finansowy

Otwarta-licencja

www.obserwatorfinansowy.pl/otwarta-licencja

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R. Pyffel: Siedem asymetrii w relacjach Polska-Chiny. Jak im zaradzić? Reviewed by on 6 lutego 2015 .

Nieobecność premier Ewy Kopacz na szczycie Chiny-Europa Środkowa, który odbył się 16 grudnia 2014 roku w Belgradzie, okazała się poważnym dysonansem w dotychczas harmonijnie rozwijających się relacjach polsko-chińskich. Oczywiście sama obecność zapewne wiele by nie zmieniła, jednak Polska to największy kraj regionu, który został przez Pekin mianowany liderem inicjatywy 16+1 i choćby z czystej kurtuazji

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 14

  • Dzień dobry,
    w trybie dostępu do informacji publicznej zapytałem Kancelarię Premiera jak to było z tym wyjazdem do Belgradu. Poniżej publikuję odpowiedzi:

    A więc:
    Czy Pani Premier dostała zaproszenie na szczyt Chiny – Europa Środkowa który odbył się 16 grudnia 2014 roku? Na kogo było zaadresowane?
    Ad 1.: Zaproszenie dla premier Ewy Kopacz na szczyt Chiny – Europa w Belgradzie wystosował Premier Serbii.

    Dlaczego Pani Premier nie była na ww szczycie?
    Ad 2.: Premier Ewa Kopacz nie była na szczycie ze względu na sytuację w kraju – trwały przygotowania i odbywały się spotkania przed głosowaniem w Sejmie RP ustawy budżetowej na 2015 r.

    Kto ją (ewentualnie) zastępował?
    Ad 3.: Polskę reprezentował na szczycie wicepremier, minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak.

    Jeśli ktoś tam reprezentował nasz kraj, to czy mogę poprosić o raport z tego spotkania?
    Ad 4.: W sprawie ewentualnego raportu sugerujemy kontakt z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, które przygotowywało relację z uczestnictwa Polski w szczycie.

    Jak wyglądał harmonogram pracy Pani Premier w tygodniu w którym odbywał się szczyt, że uniemożliwiło to wyjazd na wymienione spotkanie w Belgradzie. Będę wdzięczny za przesłanie kalendarza pracy i spotkań od 13 do 20 grudnia 2014 roku.

    Ad 5.: Poniżej zestawienie oficjalnych wydarzeń z udziałem Pani Premier w okresie 13-20 grudnia 2014 r.:
    · 13.12.2014 r.: wizyta w Gdańsku – 33. rocznica stanu wojennego, spotkanie z L. Wałęsą.

    · 15.12.2014 r.:

    § uczestnictwo w posiedzeniu Rady Gospodarczej przy PRM (Warszawa),

    § wizyta w Radomiu – spotkanie opłatkowe w Fabryce Łucznik.

    · 16.12.2014 r.: przekazanie Betlejemskiego Światła Pokoju (Warszawa).

    · 17.12.2014 r.:

    § spotkanie z prezydentem Ukrainy (KPRM),

    § obecność na wystąpieniu prezydenta Ukrainy przed Zgromadzeniem Narodowym (Sejm),

    § odprawa konwoju humanitarnego na Ukrainę (Warszawa),

    § głosowania w Sejmie (m.in. ws. ustawy budżetowej).

    · 18 grudnia 2014 r.: przegląd resortu Infrastruktury i Rozwoju (KPRM).

    · 18/19 grudnia 2014 r.: udział w posiedzeniu Rady Europejskiej (Bruksela).

    Ponadto odbywały się spotkania robocze, m.in. w sprawie budżetu.
    ——————————–

    Jak Państwo widzicie, faktycznie były ważniejsze rzeczy. W końcu święta się zbliżały.

    • Składam podziękowania za dociekliwość. Czy napisał Pan również do MSZ o raport z przebiegu spotkania?

  • Jednak ja Pyffel sie wypowie to nie ma czego zbierac. Kazdy tekst jest wydarzeniem.
    Teraz czekamy na tekst o Gajowym i o tym jak poplatal sie w Japonii z tym „strategicznym partnerstwem”.

  • To jest zestaw praktycznych porad. Jednakże nie przeciwstawiałbym spraw Chin sprawom polskiego węgla. To są zbieżne tematy. Państwo, które nie chroni strategicznych surowców energetycznych oraz rolnictwa nie jest zdolne do partnerstwa z Chinami. Mam nadzieję, że w Pekinie to rozumieją.

  • To, czy Pani Kopacz pojechała, czy nie, dla relacji polsko – chińskich nie ma to jakiegokolwiek znaczenia. W swiecie liczy sie przede wszystkim gospodarka, a polska gospodarka nie istnieje -mamy jakies fabryki, ale zarzadzane sa w innych krajach. Brak tez jakiejkolwiek polityki gospodarczej. Ludzie masowo emigruja, nie ma innowacji – ot, zaplecze taniej sily roboczej. To dotyczy nie tylko Polski, ale prawie wszystkich tzw. dmoludow (poza Słowenia I czesciowo Czechami). Likwidacja polskich bankow handlowych, zarzadow korporacyjnych (PHZty I Zjednoczenia -to wzor japonski I koreanski, dalej tam funkcjonuje z powodzeniem) uniemozl;iwsilo konkurencje polskim producentom na rynkach swiatowych (innych nie ma) – vide polskie stocznie, nowoczesne I skuteczne, onad 50% eksport na Zachód – dziś rumowiska I Muzeum Solidarnosci. Inni, w tym Niemcy, stocznie rozbudowywuja. Przypominam, kiedys mielismy nadwyzke w handle z Chinami, Indiami, nasz eksport w czasach PRL to maszyny I urzadzenia, dzis – glownie surowce.
    Powrot do struktury gospodarcxzej koncowki PRL nie jest dzis mozliwy, za duzo zniszczono. Moze zaadzic wiecej lasow I zbudowac dobre linie kolejowe dowozace roboli do Niemiec I Francji?

    • Trafnie niestety ujął Pan naszą dość parszywą sytuację z jednym wszakże wyjątkiem co do tych nieszczęsnych lasów – jak wszystko na to wskazuje nawet tego nam nie zostawią, tak choć biednie byłoby przynajmniej pięknie i można by poratować się jakim grzybkiem czy jagodą albo złowioną rybką jak nieszczęśni mieszkańcy Raju Krat zanim toksyczne ścieki nie wyżarły im rzek i lasów, ale idzie na to, że ostanie nam się ino zmutowany syf z trashmarketu za każdym rogiem.

  • @Stefan- Panie Stefanie, niech Pan się tym nie przejmuje :)

    @ Majn Kraft- nie miałem intencji podciągania tego pod „harmonijne społeczeństwo”. Akurat słowo harmonia to jedno z najważniejszych słów w chińskiej cywilizacji i oddaje w dużej mierze mentalność Chińczyków. Było obecne kilka tysięcy lat przed Hu Jintao i jego koncepcją harmonijnego społeczeństwa i będzie obecne podejrzewam jeszcze przez bardzo długo ( do konca tej cywilizacji?)

    Idea tego „harmonijnego” dzialania wpływa też bardzo na to, jak Chińczycy działają, jak podejmują decyzję, jak komunikują. I relacje polsko-chińskie tez mniej więcej się w tym duchu rozwijaly. Wiele osób sie niecierpliwilo, nawet Chinczycy przyznawali ze brak jest jakis znaczacych sukcesow, ale oficjalnie wszystko bylo OK, obie strony spotykaly sie i utrzymywaly -deklaratywnie- wole wspolpracy z ktorej niewiele lub nic nie wynikalo. W tym sensie niepojawienie sie premier Kopacz jest -wedle standardow chinskich ( oczywiscie polska premier nie musi ich przestrzegac, byle czynila to swiadomie) – malym zgrzytem czy dysonansem. Kurtuazja nakazywalaby aby na te kilka godzin sie pojawic, chwile porozmawiac itd. Tak zrobil kiedys premier D.Tusk, ale premier E.Kopacz wybrała inną opcje- byc moze swiadomie, moze nie- o tym rozpisalem sie w innym tekscie.

    @Krzysztof – tak, to już oficjalnie. To dobrze wyglada PR-owo w sytuacji problemow PL z lekarzami, górnikami, rolnikami. Z tego co wiem BANA na pewno nie będzie, ale drugie wejście ( powoli zapewne wszystkie sprawy, takie jak Selena, Covec i inne zostaną bez specjalnego rozglosu wyczyszczone). Co nieco bede staral sie pisac w komentarzach.

    • To co Pan trafnie ujął jako ”dyplomację wycieczkową” jak ulał pasuje do polityki władz Kielc, skąd piszę, przez pewien czas nawet mieliśmy chińską wersję strony UM, cóż z tego skoro rzekomy ”chiński inwestor” okazał się jak wszystko na to wskazuje jedynie słupem, przykrywką dla machlojek miejscowych macherów, gdy hucpa odegrała swą rolę interes natychmiast zwinięto [ obecnie przejęło ją słynne lotnisko-kopalnia vel kosmodrom w Obicach ]. Szczególnie cenny w powyższym artykule jest dla mnie postulat urealnienia skali w jakiej możemy rozpatrywać nasze relacje z Chinami, zakładając oczywiście, że mamy w tym względzie w ogóle coś do powiedzenia, jeśli tak czy nam się to podoba lub nie punktem odniesienia nie powinno być państwo-kontynent jakim są Chiny ale właśnie poszczególne prowincje i nie ma w tym nic upokarzającego bowiem w tamtych warunkach prowincja zwykle oznacza krainę wielkości Francji posiadająca trzy razy tyle ludności co ona, należałoby się więc poważnie zastanowić, który region byłby dla nas najodpowiedniejszy. A właśnie – czy specyfika kulturowa, gospodarcza, historyczna etc. poszczególnych rejonów Państwa Środka była na tym portalu szczegółowo opisywana ? Biorąc powyższe warto temu zagadnieniu poświęcić nieco uwagi.

  • Chiński COVEC zwrócił jak dotąd 60 mln zł gwarancji z 550 mln które jest nam dłużny. Nowa perspektywa funduszy unijnych wchodzi realnie w życie do Polski i chcą coś z tego uszczknąć dla siebie. Dlatego teraz robią nam ŁASKĘ. Mam nadzieję że nasi politycy nie popełnią drugi raz błędu, będą ich nęcić perspektywami dopóki nie oddadzą WSZYSTKIEGO, a potem BAN. Skończmy z tą polityką neoliberalną ponieważ lepiej te 20% więcej dopłacić do kontraktu i pieniądze zostają w kraju. Sama różnica z dopłaty wraca w postaci podatków dochodowych polskich pracowników i z podatków pośrednich wynikająca ze wzrostu konsumpcji (VAT)

  • „Poważny dysonans”… tak poważny jak zeszłoroczny śnieg.
    „harmonijnie rozwijających relacjach polsko-chińskich” … taaak… bardzo harmonijnych, wręcz „zharmonizowanych” (dla kumatych – wiadomo o co chodzi) wszystko zgodnie z zasadą Społeczeństwa Harmonijnego™ made by Hu Jintao i reszta kliki komuszków, ku chwale ojczyzny Mao.
    Ja nie mogę z tego….

  • Pan Plich wypowiedział się w Obserwatorze Finansowym na temat tegoż artykułu.I przyznam że artykuł jest bardzo dobry ,lecz wypowiedż pana Plicha no cóż wyżej go ceniłem. Jednocześnie określił swoje preferencje,tacy ludzie moim oczywiście zdaniem, szkodzą Polsce.

    • A cóż to niby w komentarzu p. Pilcha takiego, że obwołał go pan szkodnikiem jeśli nie wręcz zdrajcą Polski ? Bo moim zdaniem nazwał tylko rzeczy po imieniu, a że dość obcesowo cóż trza było dać odpowiednie słowo nader nieciekawemu delikatnie zowiąc stanowi w jakim się znaleźliśmy, warto przytoczyć jego opinię w całości :

      ”Jako że p. Pyffel zna Chiny więc szczegółowa diagnoza diagnoza jest prawidłowa. Tyle że nie może- bo poprawność polityczna – powiedzieć najważniejszego: 1 . Jako ze III RP jest państwem niesuwerennym i to nie tyko dlatego że tak chcą w Waszyngtonie, Moskwie, Berlinie czy Te Awiwie ale dlatego że polskie „łże elity” są sprzedajnymi …,więc jakakolwiek spójna polityka tego średniej wielkosći państwa europejskiego w stosunku do Chin jest nie do pomyślena. 2. Pryncypałowie rzecznych „łże elit” w wymienionych stolicach nie życzą sobie tak u siebie jak i u swoich polskich poddanych żadnych żywszych i rozbudowanych kontaktów Polski z Chinami abowiem traktują ten kraj nad Wisła jako swoje kondominum. Z tego sposobu widzenia Polski wynika postrzeganie nas jedynie jako taniej i sprawnej siiy roboczej a nie jak panstwa które mogo by być Ich konkurentem do chińskiego rynku. Że nie wspmnę o Ich żywej niechęci do wszekich prób np. startów chinskich gigantów eneregetycznych w wielkich polskich przetargach w tej dzedzinie. Lub oświadczenie GDDKiA iż chinskie firmy nie będą u nas budowały autosrad…bo są chinskie. Temat współpracy polsko- chińskiej wywołuje u mnie odruchy wymiotne albowiem skupiają się tutaj wszystkie najgorze cechy tychże „łże elit” które prowadzą naród prostą ku przepaści. I próby tłumaczenia głupcom i sprzedawczykom spraw dla znających Chiny oczywistych ma taki sens jak bicie grochem ścianę. Jako że artykuł jest dobry merytorycznie więc omówię go szerzej w Chińskim Kanale Informacyjnym na You Tube. ”

      • Avatar stefan

        Panie Anarcha nie jest moim celem kwestionowania roli czy gospodarki Chin.Nie powiem, jestem za rozwijaniem współpracy /szczególnie gospodarczej/z tym krajem/ale nie tylko.Trzeba szukać miejsc dla polskiego handlu by nasza gospodarka i kraj rozwijły się jak najlepiej, jednocześnie nie uzależniając się od np.takiego giganta jak Chiny.Jestem wyznawcą pewnych wartości oraz również sojuszy i tym się różnimy.Dlatego pewne wyrażenia pana Plicha uważam za nadużycie,ale to jest moje zdanie i uważam że mam do tego prawo.

    • @Stefan – to rozumiem – nieporozumienie być może stąd iż jakość nagrań na kanale p. Pilcha na YT jest koszmarna, nie idzie tego wysłuchać stąd nie mogłem zapoznać się w pełni z jego poglądami, mam więc rozumieć, że jest on zdeklarowanym chińskim lobbystą ?

Pozostaw odpowiedź