Artykuły

R. Pyffel: Po Boeingu w objęcia smoka

Rosja na własne życzenie na jakiś czas pozbawiła się opcji europejskiej czy zachodniej. Chiny mogą na tym dużo zyskać.

źródło: commons.wikimedia.org

źródło: commons.wikimedia.org

Koniec zwrotu

Ostatnio uwagę opinii publicznej skupia tragedia lotu MH17, która wydarzyła się na wschodnich terenach Ukrainy kontrolowanych przez prorosyjskich separatystów. W istocie nie chodzi tu tylko o wypadek lotniczy. Wydarzenie to przekreśla rosyjski zwrot ku Zachodowi, jaki następował od 2009 roku (w Polsce najważniejszą odsłoną tego procesu było spotkanie na Westerplatte). Zestrzelenie malezyjskiego samolotu utrudnia też, a może nawet uniemożliwia, podobny rosyjski pivot na Zachód w przyszłości. A to sprawia także, iż Rosja wyraźnie skłania się ku Chinom czy też wpada wprost w ramiona Pekinu. Ale nie dzieje się tak tylko i wyłącznie z powodu feralnego zestrzelenia MH17. O przesunięciu Rosji w stronę Chin świadczą jeszcze dwa inne wydarzenia z ostatnich tygodni: podpisanie kontraktu na dostawy gazu do Chin pod koniec maja i niedawny lipcowy szczyt krajów BRICS.

Podpisanie kontraktu gazowego pomiędzy Rosją a Państwem Środka usuwa przeszkodę, jaką we wzajemnych relacjach była ta niezałatwiona od dekady sprawa. Warunki umowy nie zostały ujawnione, a oba kraje ogłosiły je jako swój sukces. Możemy jednak domniemywać dla kogo cena była atrakcyjniejsza. Osobiście uważam, że dobry interes na pewno ubiły Chiny, które skorzystały z napięć na linii Rosja-Zachód, ale i Moskwa musiała uznać, że warto zapłacić tę cenę.

Z kolei na szczycie BRICS, na którym bardzo aktywny był Władimir Putin, stworzono własny bank i fundusz walutowy. A to oznacza, że nieformalne spotkania przywódców i klub dyskusyjny kwestionujący globalny ład światowy zamienił się w formalną spółkę państw niezadowolonych z zachodniej hegemonii. Wspólna działalność w niej również zbliża Rosję i Chiny.

Dwa scenariusze

Tragedia MH17 – choć najbardziej głośna – jest dopiero trzecim elementem tej układającej się w logiczną całość układanki. Zestrzelenie (prawdopodobnie omyłkowe) malezyjskiego samolotu, który leciał z Amsterdamu i na pokładzie którego znajdowało się wielu Europejczyków, zburzyło budowany przez lata zwrotu ku Europie wizerunek Rosji jako państwa cywilizowanego, „z którym da się rozmawiać”. Tym samym Rosja na własne życzenie na jakiś czas pozbawiła się opcji europejskiej czy zachodniej. Być może ze względu na chwiejne przywództwo Zachód nie będzie w stanie wymierzyć skutecznych sankcji, ale tak czy inaczej Rosja przez jakiś czas nie będzie mile widzianym partnerem. Niewykluczone jednak, że zestrzelenie samolotu (celowe lub omyłkowe) niczego nie zmienia, bo świadoma decyzja Moskwy o rezygnacji z opcji zachodniej zapadła już wcześniej. Kontrakt gazowy, szczyt BRICS i MH17 oznaczają, iż pozbawiona opcji zachodniej Rosja zmierza (raczej świadomie) w kierunku Chin, a ponieważ jest jasne, że nie może być jednocześnie Wielkiej Rosji i Wielkich Chin, oznacza to, iż w XXI wieku najbardziej prawdopodobne są dwa scenariusze.

Pierwszy to taki, w którym Rosja stanie się dla Chin tym, czym Kanada dla USA czy Białoruś dla Rosji. Bliskim partnerem politycznym i gospodarczym, ale bez żadnych szans na osiągnięcie statusu równoprawności. Już dziś potencjały obu krajów są nierówne, a przy założeniu, że Chiny będą się dalej rozwijać, różnice te będą się coraz bardziej zwiększać. W istocie oznaczać to będzie powrót do 1689 roku i traktatu z Nerczyńska, kiedy to Piotr Wielki uznał się za wasala chińskiego cesarza.

Drugi scenariusz, znacznie ciekawszy, to taki, w którym Rosja za jakiś czas ponownie spróbuje pivotu na Zachód, nie godząc się z rolą azjatyckiej Białorusi czy Kanady u boku chińskiego hegemona. To byłaby również powtórka z historii, bowiem podobnego zwrotu dokonały Chiny w końcówce rządów Mao Zedonga, kiedy zbliżyły się do USA, nie godząc się na rolę młodszego brata… Rosji. Teraz mogłoby dojść do podobnej sytuacji, tyle że oba państwa zamieniłyby się miejscami, w roli Chin wystąpiłaby Rosja.

Rosja jako swing state

Warto przy tym wspomnieć, że współczesna Rosja to zupełnie inny rodzaj mocarstwa niż XX-wieczny ZSRR. Pomimo wielu podobieństw (zwłaszcza odwoływanie się do dziedzictwa sowieckiego lub ciągłość elit politycznych) inna jest dziś sytuacja geopolityczna i globalny układ sił.

Rosja jest przede wszystkim krajem wciąż bardzo silnym, ale zdecydowanie za słabym, by w pojedynkę rzucić wyzwanie USA lub, tak jak ZSRR, stanowić dla nich przeciwwagę. A zatem nie ma sensu, jak czynią to polscy publicyści, straszyć ludzi powrotem zimnej wojny i ZSRR albo utrzymywać, że Rosja się zmieni, zmodernizuje lub zwesternizuje. Należałoby raczej przyjąć do wiadomości, że współczesna Rosja to gracz będący klasycznym swing state: za słaby, by samemu sięgnąć po hegemonię, ale wystarczająco silny, by o niej przesądzić, dołączając się w odpowiednim momencie do jednej ze stron. Choć oczywiście należy przy tym pamiętać, że Kreml jest wciąż wystarczająco silny, by zagrozić Gruzji, Ukrainie czy Polsce, to nie należy łudzić, się że Amerykanie, zamiast pilnować Chińczyków, zaangażują się w konflikt z Rosją i powróci wyczekiwana w Polsce zimna wojna, w której tym razem będziemy po „słusznej stronie”.

Zatem Rosja jeszcze nie raz będzie wykonywała gesty przyjaźni zarówno w stronę Azji (głównie Chin), jak i Zachodu, bowiem w XXI wieku może odegrać rolę języczka u wagi. Nie można wykluczyć, że w perspektywie kilku lat także ci, którzy dzisiaj ronią łzy nad ofiarami MH17 staną się adwokatami sojuszu Zachodu z Rosją (który Polska będzie musiała zaakceptować). W obliczu nasilającej się rywalizacji amerykańsko-chińskiej Rosja może stać się znowu pożądanym partnerem i wówczas znów usłyszymy, iż Władimir Putin (lub jego następca) to szczery demokrata i „partner, z którym warto rozmawiać”. Jednak im bardziej brutalne będą starcia i walki na Ukrainie, im więcej niewinnych ofiar, tym mniej realny będzie ponowny pivot Rosji do Europy.  Tym samym bardziej prawdopodobny będzie stawał się scenariusz, w którym Rosja przeistacza się w młodszego brata Chin, bo przecież patrząc na potencjał obu krajów trudno uwierzyć, że będą to stosunki równoprawne.

Nie ulega wątpliwości, że Władimir Putin podjął ostrą grę. Albo utrzyma mocarstwowy status Rosji, albo doprowadzi do jej wasalizacji przez Chiny.

Tekst ukazał się wcześniej w internetowym tygodniku Nowa Konfederacja

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R. Pyffel: Po Boeingu w objęcia smoka Reviewed by on 31 lipca 2014 .

Rosja na własne życzenie na jakiś czas pozbawiła się opcji europejskiej czy zachodniej. Chiny mogą na tym dużo zyskać. Koniec zwrotu Ostatnio uwagę opinii publicznej skupia tragedia lotu MH17, która wydarzyła się na wschodnich terenach Ukrainy kontrolowanych przez prorosyjskich separatystów. W istocie nie chodzi tu tylko o wypadek lotniczy. Wydarzenie to przekreśla rosyjski zwrot ku

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • Tezy ciekawe, ale przeceniasz możliwości intelektualne Władymira Władymirowicza. On się miota jak wampir na bagnach, bo Rosja to bagno od morza do morza. Jeżeli wielcy świata trochę go przycisną, to cała ta bufonada pęknie jak bańka mydlana. Już niewiele brakuje.

  • FR na wlasne zyczenie i z pobudek nie do konca dla mnie racjonalnych pcha sie na bycie „junior partnerem” Chin. W tej kwestii chyba wiesz wiecej niz ja.
    Jak na razie dywersyfikacja odbiorcow gazu przez FR jest tylko planem, pieniedzy na gazociag do Chin brak, a Europa pozostaje najwiekszym klientem i dostawca zarowno gotowki, jak i technologii.
    Zakladajac pelna racjonalnosc elit FR to bardzo nierozwazny krok irytowac najwiekszego i bezproblemowego klienta moim zdaniem.

    Holendrzy rusofobami, nie ma takiej opcji. :)
    To jest bardzo pragmatyczne i szanujace sie panstwo, a przy okazji doskonale zorganizowane. Dlatego nie pozwoli sobie na bezkarne zabijanie wlasnych obywateli to wszystko. Spadly luski z oczu w kwestii tego jak zachowuje sie FR, wiec powrotu do status quo sprzed Boeinga nie bedzie, bo psychika spoleczenstwa zostala mocno przeorana. Putin jednym nieprzemyslanym ruchem umiedzynarodowil konflikt, ktory uwazano za cos odleglego i przeniosl to w sam srodek bogatego Zachodu. Zatem opcja numer 2 z Twojej listy bedzie raczej niemozliwa do uwiarygodnienia w oczach tutejszego spoleczenstwa, a poniewaz jest to demokracja to zarowno obecne jak i przyszle wladze beda sie musialy z tym liczyc.

    Pozostale opcje, o ktorych wspomniales zas zostana stosownie wycenione, bo na pewno nie beda wykluczone. Stad tez wspomnialem, ze nie widze glebi strategicznej w dzialaniach FR, gdyz „powrotu do przeszlosci” ale na gorszych warunkach nie da sie za takowa uznac.

    Polskie wolty polityki wobec FR raczej demonstruja brak dlugofalowej strategicznej polityki, niz cokolwiek innego, oraz orbitowanie wokol Niemiec. Przy czym w tej chwili takze dynamika wewnatrz UE sie zmienia, co Niemcy coraz bardziej zdaja sie dostrzegac dlatego zaczynaja liczyc.
    Skandynawom nie da sie tak latwo dokleic „geby” rusofobow, a zaniepokojenie rewanzyzmem FR jest coraz wieksze. Sa jeszcze Baltowie, Rumunia, UK, a teraz doszedl i Benelux. Mozna sie silic na szufladkowanie ich wszystkich jako „rusofobow”, ale coraz bardziej widac w tym paranoje elit FR nic wiecej.

    Chyba, ze chodzi tylko o odwrocenie uwagi spoleczenstwa Rosji od tragicznego stanu gospodarki i wytlumaczenie to „zlym” i zepsutym Zachodem po to by obecne wladze przetrwaly pod przykrywka troski o Rosje, pomimo tego ze same trzymaja pieniadze na Zachodzie i wysylaja tam swoje dzieci nie majac z tym zadnego problemu.

    Piotr Wielki mial wiele pozytywnych związkow z Holandia, dla Putina to juz droga zamknieta. :)
    Raczej wiec albo Iwan Grozny, albo Brezniew.

  • @PZ

    B.ciekawe to co piszesz o nastrojach na Zachodzie ( i w Holandii, gdzie mieszkasz i rozmawiasz z ludzmi).

    Jesli rzeczywiscie Rosjanie zdenerwowali nawet Holendrow i Australijczykow to naprawde byl to wyczyn.

    Z jednej strony to uprawdapadabnia teze ktora staralem sie zaprezentowac w tym tekscie, ze na Zachodzie Rosja juz nie ma czego szukac i zostaje sam na sam z Chinami. A te podobnie jak Wujek Sam, z pewnoscia potrafia niezle liczyc i wystawia spory rachunek.

    Z drugiej strony, Zachod jest bogaty, chce swietego spokoju i jak za kilka lat Putin lub jego nastepca zacznie mowic o demokracji, to podejrzewam ze spora czesc osob ktore dzisiaj tak krytykuje Rosje, zacznie stac w pierwszym szeregu tych ktorzy beda nawolywac by „nie potrzasac szabelka” „ze warto rozmawiac” itd. Wystarczy nawet w Polsce zobaczyc jak to wygladalo przed 2009 rokiem, gdy Putin byl zly, potem po Westerplatte stal sie „dobry”, a teraz okazuje sie ze „zawsze byl zly”.

    Biore pod uwage mozliwosc ze np w 2017 roku czesc Zachodu znowu stwierdzi ze Putin jest dobry i zacznie po raz kolejny mowic cos zupelnie innego niz teraz. Moze tak byc z checi swietego spokoju (1), autentycznej naiwnosci i wiary w to ze Rosja „tym razem naprawde sie zmienia (2), tego ze Rosja bedzie potrzebna jako swing state przeciw rosnacym w sile Chinom (3)

    Z tego co piszesz, nastroje sa tak zle i tak rusofobiczne (nawet w Holandii, czy Australii) ze ten zwrot w strone Zachodu jest dla Rosji, niewykonalny co najmniej w ciagu najblizszej dekady, a moze juz nigdy.

    Pozostaje „szorstka przyjazn” z Chinami. Zobaczymy jak to wyjdzie. Albo Putin stanie sie kolejnym Piotrem Wielkim, albo Michailem Gorbaczowem.

  • Panie Radku, czy Pan trochę nie niedocenia Rosji. Chiny mają większy potencjał ekonomiczny, ale to raczej Rosja jest silniejsza militarnie. Świat nie stoi w miejscu. Konflikt ukraiński wygaśnie. Oba kraje mają sprawy sporne, ale i punkty styczne. Oba mogą szukać sojuszników. Ot choćby Indie, aby daleko nie szukać. Historia zna wiele zwrotów przymierzy.
    Chyba jednak z wasalizacją Rosji przez Chiny, to nie tak prędko.

    • Dziekuje Panu za komentarz.

      Niech mi Pan wierzy ze doceniam Rosje i nawet jej dobrze zycze, bo mam tam sporo znajomych ( i wcale nie sa to jedynie sluszni zwolennicy demokracji zachodniej, tylko Rosjanie jakich wiekszosc- opowiadajacy sie za Putinem) ale bedzie miala b.ciezko.

      Mysle ze Pan nie docenia Chin- te potrafia wykorzystac kazda zamykajaca sie przed Rosja alternatywe. Zapewne kontrakt gazowy jest tego najlepszym przykladem- czekano az do momentu pogorszenia sie relacji z Zachodem i wtedy uwzgledniono to pogorszenie relacji w cenie ( a potem nie ujawniono szczegolow i ogloszono obustronny sukces- obie stron zachowaly twarz).

      Za dlugo mieszkalem w tym kraju, by wiedziec ze Rosja moze z Chinami sobie pogrywac tak jak z Zachodem. Tam nikt nie ma w stosunku do niej zadnych zludzen. Znakomita rosyjska dyplomacja i wywiad, tak swietnie dzialajace na Zachodzie ( szczegolnie w Polsce i na Polsce) tam nie ma i nie bedzie miala nic do powiedzenia. To co dziala z Europejczykami- czyli robienie dobrego wrazenia- tam nie zadziala.

      Zostanie tylko przewaga militarna- ciekaw jestem na jak dlugo. Chinczycy zreszta nie realizuja w ten sposob swoich celow ( lub robia to b.rzadko).

      Rosja moze zwyczajnie nie miec instrumentow do odpierania nacisku Chin- nie moze ich bowiem „zauroczyc” jak czyni to z Zachodem, nie moze ich odciac od surowcow, bo Ci je wczesniej zdywersyfikowali ( poza tym to uderzenie w sama Rosje), nie ma sensu ich atakowac konwencjonalnie, ani nie moze ich tym nawet straszyc.

      Najwieksza zaleta Rosji to straszenie odwroceniem sojuszu czyli straszenie przejsciem spoworotem na strone Zachodu (czy USA). Ale zaostrzajac konflikt na Ukrainie, Rosja pozbawia sie tego atutu, choc jak sadze Amerykanie sa wystarczajaco pragmatyczni, by – jak bedzie im sie to oplacac- machnac na to reka i ponownie oglosic Putina super- demokrata.

      Ale jesli Amerykanie, nie machna reka i Ukraina tu rzeczywiscie doprowadzi do zlikwidowania alternatywy zachodniej, Rosja zostaje sam na sam z Chinami i wpada w scenariusz „przyjacielskiej” wasalizacji, jestem bowiem pewien ze Chiny zadbaja o to by Rosja oficjalnie takim wasalem nie byla, by byla nazywana mocarstwem, najwazniejszym partnerem itd. ale de facto bedzie miala coraz mniej do powiedzenia.

      Co wykombinuja rosyjskie elity? Tu ma Pan racje, to wielki atut tego kraju. Moze spychani coraz bardziej, jednak cos wykombinuja? A moze po prostu beda dalej spychani krok po kroku?
      Narazie walcza o Wielka Rosje. A z jakim skutkiem to czas pokaze.

      • Avatar PZ

        Radku kilka tylko przemyslen zarysuje z mojej strony, bo poruszonych watkow i subtelnosci jest caly ogrom w Twoim poscie powyzej.

        Najpierw o samym Boeingu. Rosji udaly sie dwie rzeczy, ktore do tej pory uwazalem za niemozliwe.
        Po pierwsze do szpiku kosci emocjonalnie rozwscieczyli Holendrow, ktorzy przezywaja narodowa tragedie porownywalna wedlug mnie z naszym Smolenskiem. Naprawde trzeba mistrzostwa swiata „dyplomacji”, aby tak ultrapragmatyczny i zblazowany narod doprowadzic do stanu w jakim sie obecnie znajduja.
        Jest tylko jeden jeszcze bardziej wyluzowany narod wedlug mnie, a sa to Australijczycy, ktorych Rosja wkurzyla tak samo. :)

        Zatem „zauraczanie” bedzie powoli mijac nawet w Europie, juz nawet Niemcy zaczynaja sie ogarniac i kalkulowac koszty dawania twarzy FR i powoli chyba przestaje sie im to oplacac. Francja zaczyna byc coraz bardziej naciskana i w ktoryms momencie nawet nadanie obywatelstwa FR samemu Hollande i Bardot niewiele pomoze.

        Polska zas ma fantomowe bole najwyrazniej po ustroju slusznie minionym, z jednej strony demonstrowane bojaznia przed Putinem, a z drugiej okazywaniem nieodwzajemnionej sympatii do Kremla.
        To, ze FSB sobie pozwala na tak duzo w Polsce przede wszystkim obnaza mialkosc wywiadu i kontrwywiadu w Polsce, czy kelnerow jak kto woli, a przede wszystkim „murzynskosci” obecnej dyplomacji, ze zacytuje klasyka.
        Istotnie w Chinach takie zabawy na nic sie to zdadza, zreszta tak zwany Zachod tez sie juz chyba ogarnal w tej kwestii.

        Jedyny atut w rekach Putina to eskalacja militarna tyle, ze samo to nie wystarczy, a koszty beda coraz wieksze. Obawiam sie ze Rosja sama wpycha sie do narożnika, aczkolwiek dla Polski to o tyle problem, ze niedzwiedz w narozniku moze stac sie nieprzewidywalny, szczegolnie jak jeszcze bedzie po pijaku.

        Na Ukrainie Putin odzyskuje skrawki tego co mial w całosci za Janukowycza, jednoczesnie calkowicie alienujac Ukraincow. Strategiczna glebia takiego rozwiazania jest zadna, nawet jesli FR podporzadkuje sila cala Ukraine to bedzie mial na pokolenia wroga wewnatrz.

        W samej Rosji zwolennikow interwencji wojskowej na Ukrainie wcale nie ma tak wielu ilu bylo w przypadku Krymu, ktory zreszta bedzie ciagnal budzet FR w dol, a nawet juz teraz z tym nie jest dobrze.
        Tak zwany Zachod te slabosc widzi, stad tez sankcje polgebkiem, bo po prostu boi sie wewnetrznych problemow FR, z ktorymi Rosja sobie nie poradzi.

        Wuj Sam moze i jest pragmatyczny i zaiste moze machnie reka, ale to bardzo wytrawni i bezlitosni negocjatorzy. Slono sobie policza za luksus zapomnienia.
        Wedlug mnie Putin decydujac sie na konfrontacje przekalkulowal i teraz nawet jesli zachowane zostana pozory mocarstwowosci to powrot bedzie na warunkach istotnie gorszych niz do tej pory.
        Szkoda tylko zwyklych Rosjan karmionych propagandowa bujda o zlym Zachodzie, podczas kiedy corka Putina ponoc mieszka w Holandii, a Lawrowa w UK. Z takim zapleczem surowcowym FR powinna byc blizej w rozwoju Kanady lub Norwegii, a nie Arabii Saudyjskiej.

        Natomiast Chiny znowu usunely sie do cienia, dzieki rozrabiace Putinowi dostali oddech do zajecia sie wewnetrznymi sprawami za co sie wzieli i cierpliwie czekaja. Kwestie wrazliwe dla Chin zeszly z czolowek mediow na drugi plan.

  • Ciekawa analiza sytuacji. Stawiam raczej na utrzymanie mocarstwowego statusu Rosji, niż na wasalizację przez Chiny.

    Dwaj dawni nierozłączni przyjaciele od nowa budować będą i utwalać obopólną więź.

    Chiny powolutku wkraczają na arenę światową, wytyczając sobie cierpliwie acz konsekwentnie drogę.

    Po Czarnym Lądzie i Ameryce Południowej nadszedł czas na Rosję zbojkotowaną przez cynicznych europejskich i amerykańskich polityków.

Pozostaw odpowiedź