Chiny news,Komentarz eksperta

R. Pyffel: Odpowiedź Radosława Sikorskiego na The Rise of China

Dziś w Pekinie, a nie w poniedziałek Kantonie jak pierwotnie planowano, zaczyna się wizyta ministra Spraw Zagranicznych RP Radosława Sikorskiego w Chinach, która potrwa aż do 16 września. Dotychczas tak długie wizyty Radosław Sikorski odbywał wyłącznie w USA (w 2010 i 2011 roku), a Chiny (i Azję) w swoich przemówieniach konsekwentnie pomijał, choćby w kwietniowym 27 stronnicowym expose, gdzie całej Azji poświęcił jeden akapit.  W rozmowie z RMF FM szef MSZ zapewniał, iż „nie jedzie na wycieczkę”, a Chiny to druga gospodarka świata i stąd do tego wyjazdu przykłada większą wagę.

Wskazuję na to nie tylko deklaracja ministra Sikorskiego, ale fakt iż po wizytach prezydenta Komorowskiego (pierwsza od 11 lat wizyta prezydenta RP w Chinach), premiera Wen Jiabao (pierwsza od 25 lat wizyta chińskiego premiera w Polsce), Waldemara Pawlaka i Sławomira Nowaka, jest to kolejne polsko-chińskie spotkanie na wysokim szczeblu.

Strategia wobec Chin?

W Polsce wciąż brakuję strategii wobec Chin. W 2008 roku zlecono jej opracowanie wobec krajów Dalekiego Wschodu, ale później ją zarzucono. Może i dobrze się stało, gdyż dziś kryzys wyznaczył całkowicie nowe reguły gry, EU jest w kryzysie, sytuacja Azji także jest inna. Oczywiście także Chiny są już zupełnie innym krajem – z fabryki świata stają się światowym inwestorem, są coraz aktywniejsze w różnych częściach globu, w tym także w Europie Środkowo-Wschodniej. Jakakolwiek strategia musi zatem brać pod uwagę strategię chińską, tej jednak przed 2010 rokiem nie znaliśmy, a i obecnie nie wydaję się ona być do końca jasna.

Zaczątki polskiej strategii wobec Chin już powstały. Można za nie uznać raport PISM, (który komentowałem na Wareckiej w marcu tego roku), czy strategię go-china.gov.pl wyjątkowo aktywnego PAIiZ-u. Sprzyja im demonstrowana polityczna wola, zwłaszcza wicepremiera Waldemara Pawlaka, często odwiedzającego Chiny i już tam rozpoznawalnego, oraz prezydenta Bronisława Komorowskiego, który w swoich publicznych wypowiedziach często nadawał wysoki priorytet emerging economies.

Mimo tego już wyraźnie widać, iż strategia ta nie zostanie sformułowana w wyniki dyskusji ekspertów, ale będzie tworzyć się niejako samoistnie w wyniku działań naszych polityków,  w większości będących reakcją na ożywienie strony chińskiej i składane przez nią propozycje.  W tym sensie, dla rekonstrukcji takiej strategii wizyta ministra Sikorskiego, polityka, który ma największe kompetencje w sprawach polityki zagranicznej, a do tej pory- w przeciwieństwie do Waldemara Pawlaka i Bronisława Komorowskiego – na tematy chińskie się nie wypowiadał – będzie kluczowa.

Moim zdaniem formułowanie tej strategii, w którą wpisuję się ta wizyta, wyznaczają cztery aspekty: dyplomacja wycieczkowa, dyplomacja energetyczna (gaz łupkowy), zmieniająca się geopolityka (kryzys strefy Euro plus 12 kroków Wen Jiabao), upadek mediów w Polsce i dezorientacja opinii publicznej.

Oczywiście o każdym z tych aspektów piszę w tym krótkim komentarzu dość pobieżnie, a najmniej o czwartym, raz że w kontekście zniknięcia Azji z polskiej perspektywy, jest on często dyskutowany, dwa, że nie chce przyłączać się do tych lamentów.

Dyplomacja wycieczkowa

Z pewnością nieodłącznym elementem polskiej strategii wobec Chin będzie dyplomacja wycieczkowa.

W tym wypadku, będzie to przyjazd wiceminister Beaty Stelmach wraz z władzami województwa zachodniopomorskiego z 20 przedsiębiorcami z branż chemicznej, spożywczej i morskiej do Guangdongu i organizacja forum biznesowego.

Guangdong, który stał się światowym centrum produkcyjnym, wytwarza ok.10 procent chińskiego PKB i wysyła ponad 20 % chińskiego eksportu, to prowincja wielkości państwa europejskiego, której Polska jako taka ma niewiele do zaoferowania. W dodatku o to by zaistnieć w tym regionie, bezpardonowo walczą dyplomacje wielu rozwiniętych państw, w tym europejskich (wcale ze sobą nie współpracują), otwierając tam Izby Handlowe i zatrudniając po kilkadziesiąt osób ze znajomością miejscowego języka, w tym miejscowych. Czy uczestnicy delegacji kilkudziesięciokrotnie mniejszego od Guangdongu województwa zachodniopomorskiego to zmienią i poprzez Business Forum i swój dwudniowy pobyt zwrócą na siebie uwagę i odniosą sukces?

Mam co do tego wątpliwości z dwóch powodów. Po pierwsze, stało się niepisaną zasadą, iż polskim województwom czy miastom przyporządkowane są kilkunastokrotnie większe chińskie prowincje i miasta, co stwarza efekt asymetrii i skutecznie utrwala politykę wycieczkową. Być może to obok kłopotów wewnętrznych w Chinach, do których jeszcze wrócę, jest powodem dla którego „Forum miast i regionów” zostało już po raz drugi przełożone (miało odbyć się w czasie wizyty prezydenta, później właśnie ministra Sikorskiego, obecnie jest planowane na 2013 rok i promowane przez minister Stelmach w Kantonie).

Po drugie, Polska znacznie więcej miałaby do zaoferowania w chińskim interiorze niż na wybrzeżu, gdzie musi konkurować (a ze względu na skromne środki po prostu nie jest w stanie) z rozwiniętymi państwami, obecnymi w Chinach od lat 90-tych.

O manowcach dyplomacji wycieczkowej i konieczności porzucenia rozwiniętego wybrzeża, dla próby zdobycia przyczółków w prowincjach Chin Środkowych (przecież każda z nich jest i tak wielkości państwa europejskiego) pisze się już co najmniej od dekady (choćby znany i szanowany na polska-azja.pl prof. B. Góralczyk w książce „Azja wschodnia u progu XXI wieku. Stosunki Międzynarodowe, Gospodarka, Społeczeństwo”, Wydawnictwo Trio, 2004), jednak magia i pijarowy efekt Forum Biznesowego w Kantonie, czy Szanghaju, wciąż działa i blokuje podjęcie realnych działań, właśnie w interiorze.

Oczywiście można łudzić się, iż dyplomacja wycieczkowa, jest lepsza od braku jakiejkolwiek dyplomacji. Że lepiej by polscy samorządowcy, czy przedsiębiorcy, jednak do Chin wyjechali, zamiast zostać w domu.  Jednak jako odpowiedź na wzrost znaczenia Chin to stanowczo za mało. Być może pozostanie miłym ozdobnikiem przeróżnych wizyt (Chińczycy zresztą lubią tłumne delegacje – w kwietniu razem z Wen Jiabao Polskę odwiedziło 300 chińskich przedsiębiorców).

Jednak bez odpowiedniego przygotowania, wytypowania odpowiednich branż i firm, bez odpowiedniej strategii nie tylko ogólnej, a przecież nawet taka nie istnieje, ale szczegółowej i branżowej (co sugeruje raport PISM, którego przedstawiciele polecieli z ministrem Sikorskim do Pekinu), takie sympozja będą tylko atrakcyjnym decorum.

W tym wypadku chyba także sam minister Sikorski, odpuścił sobie wyjazd i pojechał do Chin dopiero wczoraj. We wtorek miał wygłosić wykład na jedynym z kantońskich uniwersytetów (choć nie mojej Alma mater, Sun Yat Sen University…), tymczasem rano ze zdumieniem spostrzegłem. iż puszcza tweety ze swojego konta na tweeterze…

Zmianę planów ministra Sikorskiego udało mi się oficjalnie potwierdzić w Biurze Rzecznika Prasowego MSZ (błyskawiczna odpowiedź trzeba przyznać): „Udział Wiceminister Beaty Stelmach w programie wizyty w Chinach był efektem zmian w agendzie wizyty, spowodowanych napiętym kalendarzem Ministra Sikorskiego, jak i naszych chińskich partnerów.”

Dyplomacja energetyczna – gaz łupkowy

Gdy pada hasło gaz łupkowy, kończą się żarty na temat kantońskich śniadań, jaśminowej herbatki czy dim sum. Pekińskie seminarium to już inna liga. I w takiej mogłaby grać Polska, gdyby przechodząc przez transformacje ustrojową zachowała więcej wielkich firm i koncernów, gdyż takie liczą się na rynku chińskim i w rozmowach z Chińczykami np. KGHM, który może podjąć ekspansję na globalnych rynkach, razem z China Minimetals. Dlatego w Pekinie, wraz z ministrem Sikorskim pojawią się przedstawiciele PGNiG, Orlenu, Tauronu i Polskiej Energii.

Udział dużych polskich firm oraz kwestie związane z energetyką i gazem łupkowym, to elementy które wysuwają się na czoło klarującej się w czasie tej wizyty, polskiej strategii wobec Chin. Chyba właśnie te aspekty tłumaczą wielkie zainteresowanie Chin Polską, których to intencje dotychczas nie były specjalnie eksponowane.

W seminarium dotyczącym współpracy sektora energetycznego i finansowego w Pekinie. Przedstawiciele m.in. Orlenu, PGNiG, Tauronu i Polskiej Energii będą rozmawiać z Chińczykami np. o współpracy w dziedzinie eksploatacji gazu łupkowego. Oczywiście chodzi w tym wypadku głównie o technologię wydobycia. Szacuję się bowiem, że chińskie złoża łupków są zaraz po amerykańskich. Wedle specjalnego programu na lata 2011-2015 poziom wydobycia gazu ziemnego ma wynieść 6,5 mld metrów sześciennych by w 2020 roku zwiększyć się do 100 mld metrów sześciennych. To i tak nie zaspokoiłoby chińskiego zapotrzebowania nawet teraz, jako iż Chiny w 2011 roku zużyły 131 mld metrów sześciennych, a w 2020 roku wg prognoz ma być to prawie trzy razy tyle (dane za portalem gaz-lupkowy.pl)

Pomimo, że chińskim gazem łupkowym interesują się wszystkie wszystkie największe firmy zajmujące się wydobyciem węglowodorów niekonwencjonalnych (gazu ziemnego i ropy naftowej), to na rynku chińskim nie jest łatwo, a do dlatego iż w przeciwieństwie do polskiego nie jest to rynek otwarty dla inwestorów, a koncesje otrzymują przede wszystkim rodzime spółki.

Te z kolei nie dysponują odpowiednimi technologiami wydobycia i są zmuszone poszukiwać partnerów. W marcu tego roku doszło np. do porozumienia pomiędzy China National Petroleum Corporation i spółką Shell.

Być może do takiego porozumienia dojdzie z jedną z polskich spółek, ale żadna z nich nie może jednak dać Chińczykom, tego czego najbardziej potrzebują: technologii wydobycia ogromnych pokładów gazu łupkowego, które mają u siebie i które pozwoliłoby w 2020 roku zaspokoić w ¼ chińskie zapotrzebowanie na ten surowiec.

I dlatego Chińczycy starają się także o prawa do polskich koncesji. China National Offshore Oil Corp (CNOOC) za 15,1 mld dolarów pomimo sprzeciwów Waszyngtonu próbuję przejąć Nexen, jedną z największych kanadyjskich firm wydobywczych oraz właściciela  40% udziałów koncesji na poszukiwaniu gazu łupkowego w Polsce należących do Maraton Oil Poland. Spółki posiadającej 11 koncesji na poszukiwanie i rozpoznanie zarówno węglowodorów konwencjonalnych jak i niekonwencjonalnych na terenie naszego kraju.

Gaz łupkowy zatem całkowicie zmienił optykę stosunków polsko-chińskich, a ich stawka niepomiernie wzrosła. Cała reszta a więc współpraca kulturalna, czy seminaria biznesowe (z innych branż niż energetyczna czy finansowa) stały się jedynie decorum do clue relacji, które mogą pomóc Chinom rozwiązać problem wydobycia, niezwykle potrzebnego surowca, a w przyszłości zapewnić także dodatkowe dostawy.

Strategiczne partnerstwo z Chinami i 12 kroków Wen Jiabao, czyli geopolityka

Poza wspomnianą dyplomacją wycieczkową i energetyczną istnieje jednak trzeci aspekt relacji z Chinami. To aspekt geopolityczny, w którym Polsce także wyznaczono istotną rolę do odegrania. Według chińskiego planu, ma być ona liderem Europy Środkowo Wschodniej. Byłby to oczywiście lider słaby ( 16 krajów, w tym tak różne jak kraje wyszehradzkie, bałtyckie i bałkańskie) i całkowicie zależny od chińskiego sponsora,  ale jak wynika choćby z chińskiego rozmieszczenia pawilonów na EXPO, obrazujących chińską hierarchię w stosunkach międzynarodowych, jego pozycja miałaby być znacznie wyższa niż dotychczas ( G 20).

Propozycja ta nazywana 12 krokami Wen Jiabao, w ogóle nie została w Polsce zauważona, ani przedyskutowana, więc przypomnijmy w wielkim skrócie za artykułem Stanisława Niewińskiego główne założenia tego chińskiego Planu Marshalla dla Europy Środkowo Wschodniej, który został w kwietniu tego roku ogłoszony na Zamku Królewskim w Warszawie:

W spotkaniu – oprócz premierów Polski i Chin – wzięli udział przedstawiciele 15 państw z naszego regionu, premierzy  Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Czarnogóry, Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Macedonii, Rumunii, Serbii, Słowacji, Słowenii, Węgier oraz wicepremierzy Albanii i Bułgarii. Premier Wen Jiabao zapowiedział zwiększenie wymiany handlowej z naszym regionem do 100 mld dolarów do 2015 roku. zapowiedział również wysłanie do państw regionu misji handlowo-inwestycyjnych, ustanowienie specjalnej linii kredytowej  w wysokości 10 mld dolarów oraz funduszu wspierania inwestycji w wysokości 500 mln dolarów.

Wydawać by się mogło że Chiny, nie Pojdą za ciosem, a jednak 6 września, o czym nie informowały polskie media, doszło do otwarcia sekretariatu Chiny- CEE w Pekinie. Na spotkaniu obecni byli przedstawiciele wszystkich 16 państw biorących udział w projekcie, zaś Polskę reprezentowała wiceminister gospodarki Ilona Antoniszyn-Klik

Obecnie propozycja chińska nie jest w ogóle w Polsce zauważana i brana na poważnie ( inaczej jest w innych państwach regionu, co widać choćby tylko po zamieszczanych na stronach ambasad, krótkich oficjalnych oświadczeniach), ale otwarcie sekretariatu znacznie uprawdopodobnia fakt iż kryję się za nim rzeczywista wola polityczna. Przy utrzymującym się kryzysie w strefie Euro i założeniu że chińskie miliardy zaczną pracować i przełożą się na setki projektów naukowych i kulturalnych w regionie sytuacja geopolityczna Europy Środkowo Wschodniej,  a zatem i Polski ulegnie radykalnej zmianie.

Zapewne także o tym, będzie rozmawiał w Pekinie Radosław Sikorski, choć ze względu na zbliżający się XVIII zjazd, który, o czym mieliśmy okazję się przekonać w trakcie naszego pobytu w Pekinie z wyprawą CSPA, wywołuję spore napięcie, trudno spodziewać się konkretów. Niewykluczone że strona chińska ucieknie w ogólne deklaracje i w czasie tej wizyty nie zostanie osiągnięty znaczący postęp, a z konkretnymi propozycjami wyjdzie już nowe kierownictwo.

Prawa człowieka i demokracja sondażowa czyli aspekt medialny

Nie ma co znęcać się nad współczesnymi mediami. Pod presją Internetu i w poszukiwaniu nowego modelu biznesowego, nie są one w stanie relacjonować wydarzeń dotyczących polityki międzynarodowej. Nie można mieć zatem pretensji do polskich dzienników, czy tygodników które walczą o przetrwanie, że nie zastanawiają się, a często nawet nie informują o strategii 12 kroków Wen Jiabao, utworzeniu sekretariatu China-CEE w Pekinie, czy nawet wizycie ministra Sikorskiego i zamiast tego zastanawiają się nad wypowiedzią Janusza Korwina –Mikke dotyczącą paraolimpiady, czy meczem piłki nożnej Polski z Czarnogórą. Niepokoi fakt, iż przeglądając warszawskie i krakowskie kwartalniki, mamy wrażenie jakby globalizacja nie miała miejsca, a Polska wciąż znajdowała się mniej więcej w epoce międzywojennej ( w najlepszym wypadku w latach 90tych- kwartalniki prawicowe), lub jedynym jej przejawem była europeizacja i dorównanie do standardów powszechnie obowiązujących w EU ( kwartalniki liberalne i lewicowe).

Widać zatem wyraźnie, że w kształtujących się relacjach polsko-chińskich, opinia publiczna, ze skupionymi na rozrywce masami i niestety zagubionymi w czasie i przestrzeni elitami, odegra minimalną rolę.

Może to i dobrze, że decydować o niej będzie kilkanaście osób, pozbawionych presji opinii publicznej, zadającej pytania i wywlekających niekorzystne fakty na światło dzienne. Z pewnością będzie to na korzyść strony chińskiej, przyzwyczajonej do bardziej kuluarowego załatwiania spraw i całkowicie nie rozumiejącej PR-u ( przynajmniej w Polsce, w Chinach uczyniono w tej sprawie ogromny postęp).

Być może pod koniec wizyty Sikorskiego, zacznie być ona relacjonowana i zacznie być on krytykowany iż nie spotyka się z opozycją chińską ( tak jak zarzucano to prezydentowi). W planie wizyty min. Sikorskiego na wszelki wypadek przygotowano spotkanie z „opozycjonistami”, tak by media ( a tym samym większość opinii publicznej), których interesuję tylko ten aspekt relacji polsko- chińskich miały o czym napisać.

Epilog

Wizyta Radosława Sikorskiego przybliży nas do odpowiedzi na kilka istotnych pytań.

Po pierwsze jak wygląda polska odpowiedź na wzrost znaczenia Chin ( the rise of China) i jakiej odpowiedzi na to pytanie osobiście udziela szef naszego MSZ, dotychczas krytykowany przez czytelników i komentatorów naszego portalu, w tym jak się okazało także w Brukseli, gdzie na jednym z oficjalnych spotkań, cytując polska-azja.pl zadano mu pytanie dlaczego pominął w swoim expose Azję i zamyka w niej polskie ambasady ( doprowadziło to do podobno do bardzo nerwowej reakcji ministra).

Po drugie, czy Chiny rzeczywiście mają konkretny plan co do Polski ( tu odpowiedź jest raczej twierdząca) i są w stanie go konsekwentnie realizować? Z pewnością plan ten dotyczy pozyskania technologii wydobycia gazu łupkowego, ale co ze strategią 12 kroków Wen Jiabao? Konkretyzacja tej strategii, lub choćby kilka szczegółów więcej, uzyskanej w trakcie tej wizyty, może wiele w tej kwestii rozjaśnić.

Radosław Pyffel

 

W opracowaniu korzystałem m. in. z:

http://gazlupkowy.pl/sikorski-porozmawia-o-lupkowej-wspolpracy-z-chinami/

http://biznes.onet.pl/sikorski-zlozy-wizyte-w-chinach,18512,5233938,news-detal

http://www.rmf24.pl/ekonomia/news-to-nie-wakacje-minister-sikorski-jedzie-na-tydzien-do-chin,nId,632628

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R. Pyffel: Odpowiedź Radosława Sikorskiego na The Rise of China Reviewed by on 12 września 2012 .

Dziś w Pekinie, a nie w poniedziałek Kantonie jak pierwotnie planowano, zaczyna się wizyta ministra Spraw Zagranicznych RP Radosława Sikorskiego w Chinach, która potrwa aż do 16 września. Dotychczas tak długie wizyty Radosław Sikorski odbywał wyłącznie w USA (w 2010 i 2011 roku), a Chiny (i Azję) w swoich przemówieniach konsekwentnie pomijał, choćby w kwietniowym

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Radosław Pyffel/ chiń 瑞德兴/ Rui De Xing - Prezes Centrum Studiów Polska Azja, konsultant ds. rynku chińskiego, a także przedstawiciel handlowy firm polskich w Chinach i autor szkoleń z zakresu chińskiego biznesu. Autor kilku książek o Chinach ( m in: “Chiny w roku Olimpiady” i Chińska ruletka, Olimpiada i co dalej? i na zlecenie projektu Go China „Jak osiągnąć sukces w Chinach?”) i ponad stu artykułów w polskiej prasie poświęconych Chinom i Azji. Częsty komentator wydarzeń azjatyckich w polskich mediach. Obecnie prowadzi zajęcia z chińskiego biznesu na kilku uczelniach wyższych, a także kilka projektów na terenie Chin. Posługuje się językiem chińskim. Kraje i regiony: Chiny, Tajwan, Hong Kong.

komentarzy 20

  • Szanowni Państwo,
    oczywiście nie ma wątpliwości, że to Pekin jest politycznym centrum kraju. Ale właśnie dlatego odległy od Pekinu, bogaty i liberalny Kanton posiada szereg zalet, szczególnie dla dziennikarzy, w skrócie – 山高皇帝远 – „góry wysokie, a cesarz daleko”. Zagraniczne media (prócz Reutersa i kilku azjatyckich) nie mają przedstawicielstw w Kantonie nie dlatego, że jest to miejsce nieciekawe czy nieważne, ale ponieważ wybierają drogę na skróty, lokując swoich korespondentów w pobliskim Hongkongu. Mają w ten sposób ludzi w Hongkongu, a nie w Chinach kontynentalnych.
    Dla Polski byłoby najlepiej, gdyby korespondentów było o wiele więcej. Powinni być i w Pekinie, i w Kantonie, i w Szanghaju, i w Shenzhen. A gdyby tylko chiński rząd zgadzał się na akredytowanie dziennikarzy gdziekolwiek poza tymi miastami, powinniśmy mieć ludzi w każdej prowincji, z tymi najsłabiej rozwiniętymi włącznie. Póki co jednak należy się cieszyć, że w ostatnim roku ich liczba zwiększyła się z zera do dwóch, co sprawia, że chociaż część wiadomości nie musi być tłumaczona z zachodu.

  • to powstaje co z tym robia
    to jak z publikowaniem materialow naukowych fundowanych z publicznych pieniedzy w odplatnych magazynach naukowych
    fjanie byloby jakby sie tym podzielili
    np z cspa

  • PISM ma taka wspolprace z Chinese Institute for International Studies ( chyba nawet nazwy dokladnie sie zgadzaja :) Wlasnie oni organizowali to spotkanie w Pekinie

  • Radek

    „liczylem na troche merytorycznej refleksji ”

    moj pomysl z PRem wydawal mi sie w miare praktyczny

    widzialbym to jako wspolprace np cspa / azjatycki odpowiedni (think-tank, grupa doktorantow z azjatyckiej uczelni) / izba gospodarcza / wydzial handlowy ambasady / azjatycka gazeta / polska stacja tv

    jakiekolwiek polaczenie tych czesci mogloby zaowocowac seria publikacji w Polsce poprzedzajaych jakas wizyte lub promujacych np program wymiany stypendialnej z danym krajem – powiedzmy wrazenia stypendystow z pobytu

    moze brzmiec to ogolnie, ale poczatki projektu czesto takie sa

  • @ PZ

    Bardzo co ciekawe co piszesz. Czas pokaze.

    JEsli chodzi o wizyte skrojona na potrzeby demokracji sondazowej, to mocno w to watpie, gdyz po pierwsze wizyta nie jest relacjonowana przez media ( to jest zaskakujace, ale non stop otrzymuje zaproszenia do programow by komentowac …znikniecie Xi Jinpinga, a nie wizyte Radoslawa Sikorskiego…), po drugie – o czym pisalem, ale nie chcialem sie rozpisywac- opinia publiczna jest kompletnie zdezorientowana. Politykow za wyjazdy do Azji raczej sie karze, niz nagadza ( efekt Slonca Peru). Raczej im spada w sondazach, niz rosnie ( zakladam ze czytelnicy polska-azja.pl nie zrekompensuja tego spadku :). Dlatego R.Sikorski w wywiadzie dla RMF RM przed wyjazdem niemalze tlumaczyl sie ze „nie jedzie na wycieczke”.

    Wrzucilem ten wpis na inne portale, gdzie wyladowal dzis na czolowkach.
    I znalazlo sie tam kilka bardzo ciekawych komentarzy, dotyczacych wlasnie tego czwartego aspektu medialnego:

    Michal Derr ( natemat.pl) znakomicie opisal bledne kolo relacji medialnych dot. Chin:

    „aspekt medialny to troche zamkniete kolo. O Chinach w mediach sie nie mowi, wiec ludzie pojecie maja znikome. Jednoczesnie gdy juz sie mowi to pojawia sie zawsze temat opozycji i Tybetu (tu najlepiej sprzedajaca sie opiniotworcza gazeta codzienna przoduje w artykulach pani Kruczkowskiej) co tylko nakreca stereotypy. Tym samym zamykajac dyskusje (bo przeciez w Chinach komunisci, a my komuny nie lubimy. No i jeszcze bija tych biednych Tybetanczykow…). I ludzie nadal nic nie wiedza. Az do kolejnej wizyty gdzie sytuacja sie powtorzy. A swiat sie kreci i kreci, az sie zdziwimy.”

    oraz

    Marek W ( salon24.pl) ( sceptyczny komentarz, zakladajacy iz nie ma sensu w sprawach Chin odwolywac sie do opinii publicznej i ze jej stan (nie)swiadomosci, to w zasadzie element sprzyjajacy wypracowaniu skutecznej polityki wobec Chin):

    jak Pan sie przyjrzy komentarzom, zrozumie, dlaczego media tak niechetnie pisza o powaznych sprawach. Po prostu ich czytelnicy zwyczajnie nie rozumieja ich! Z 5 komentatorów, którzy sa chociaż na S24, a więc chce im sie czytać i komentować, 2 zajęło się meritum sprawy, pozostałych 3 wyraźnie nic nie zoruzmiało, więc uciekło w głupawe dygresje, nawet nie widząc, jak sie kompromitują. podkreslam, że to jest rozkład poziomu umysłowego wśród tych, którym chce sie czytać! To co wymagać od średniego obywatela?
    Dlatego o wiele lepiej jest, jak „opinia publiczna” oraz „merytoryczna opozycja” poszukują premiera-fachowca i zostawiają tak wazne sprawy w rekach fachowców. Ci, co sie interesują tematem i tak sie dowiedza, chocby od Pana.

    • Fakt, ze Chiny generalnie oraz Azja to temat malo-medialny dla przecietnego Kowalskiego przyjmuje z pokora jako istniejacy i chyba w najblizszym czasie niewiele sie zmieni. W mediach zwiazanych z TVN temat sie pojawil, gazety o ktorej wspominasz nie czytuje. :)
      Przemowienie mnie w pewnym sensie rozczarowalo. Mozna bylo przeciez to wykorzystac do wypromowania kilku galezi przemyslu, w ktorych Polska jest w stanie ralnie cos zaoferowac jako eksporter (np. gornictwo, spozywczy, chemiczny, dolina lotnicza na Podkarpaciu). Jesli wsparte byloby to zabraniem delegacji topowych spolek z tych branz np. Famur, Kopex, Mlekovita, Mlekpol, Maspex, Wielka chemia Tarnow/Pulawy/Police, Synthos, Mielec i Swidnik to ten efekt dodatkowo bylby wzmocniony. Na dodatek wzmianka o branzach, gdzie Chiny moga ciekawie zainwestowac w Polsce, gaz lupkowy, o ktorym piszesz to jedna, oraz podkreslenie jak istotne jest budowanie wspolpracy krok po kroku na wspolnych sukcesach, gdzie kamieniem milowym i papierkiem lakmusowym bedzie powodzenie inwestycji LiuGong’a w Hucie Stalowa Wola. To wszystko powinno bylo zostac powiedziane, bo pojechal tam szef MSZ i byla szansa, aby takie aspekty zaakcentowac. Nawet Obama w rozmowach z Hu Jintao nie mial problemu z wymienianiem branz, gdzie Stany maja cos do zaoferowania Chinom – i to w publicznym przekazie na zywo.
      Tego niestety zabraklo. Ale tak jak napisalem, naprawde bardzo chcialbym sie mylic w swojej krytycznej ocenie i liczyc na to, ze bedzie to cos wiecej niz okazjonalny wyjazd.

      • Adam Izydorczyk

        Jeśli chodzi o górnictwo to trzeba brać pod uwagę nie tylko Famur i Kopex, ale również CZG w tym Polskie Liny – czyli firmę, która produkuje liny górnicze. Do tego również dochodzi JSW S,A oraz KW S.A i inne pomniejsze firmy z sektora górniczego. O co dokładnie chodzi i dlaczego polskie firmy wydobywcze powinny być zainteresowane wydobyciem w Chinach ? Po pierwsze koszty związane z wydobyciem, które w Polsce są o wiele większe niż w Chinach – to za sobą pociągnie resztę firm z sektora jeśli chodzi o dobra kapitałowe czyli kombajny obudowy etc.etc. Polska i tak importuje duże ilości węgla z zagranicy około 15-20 mln ton przy własnym wydobyciu 70-75 mln ton. Czyli pytanie lepiej importować z RPA Rosji czy z Chin ?? To pytanie pozostawiam dla czytelników.

        W tym temacie Radku porozmawiamy więcej jak się spotkamy, a tekst oczywiście też napiszę – mam czas dopóki jestem w Polsce !!

        Wracając zaś do tematu – musimy iść z Chinami w dziedzinie ENERGETYKI. Ostatnia oddana elektrownia cieplna to elektrownia Opole oddana jeszcze w latach ’90 !!! Jeśli do 2020 Polska zobowiązała się UE, że 15 % energii będzie uzyskiwanych z odnawialnych źródeł to trzeba iść w tą stronę, a jak wiadomo Chiny są w czołówce wyścigu !! ( teraz wytwarzamy podobno 3 % z odnawialnych źródeł )

        Powraca również kwestia energetyki jądrowej chociaż tutaj bardziej interesuje mniej współpraca ze stroną japońską !!

        Dochodzi jeszcze kwestia kolejnictwa , które w Polsce leży i kwiczy …. zresztą po ostatnich problemach i upadku PNI już sam nie wiem co myśleć, szczególnie, że firma została sprywatyzowana w tamtym roku i już taki wał.
        Tylko, z drugiej strony jest to inwestycja długoterminowa, nie wiem czy strona Chińska będzie chciała się ładować w takie inwestowanie i brak pewności odzyskania zainwestowanego kapitału .. tutaj każdy patrzy na NPV IRR etc.etc., a nie na uśmiechnięte twarze polskich polityków !!

        Więc PO 1 – stworzenie klastrów przemysłowych czego do dzisiejszego dnia jeszcze nie uczyniono – bo jak władza sobie wyobraża kooperację chińskich firm z polskimi ? Takie inwestowanie musi być porządnie przygotowane !! Bo to nie wymiana handlowa herbaty zielonej za polską wódkę !!

        PO 2- określenie priorytetów, które dziedziny są dla nas najbardziej istotne jak np. górnictwo.

        PO 3 – przygotowanie dla Polskich firm chcących się znaleźć a rynku chińskim szczegółów odnośnie prawa przepisów podatkowych etc.etc. i to samo w drugą stronę – niech firmy chińskie wiedzą jak wygląda UoR VAtowska etc.etc. – określenie czy firmy te mają działać w oparciu o UoR czy MSRy etc.etc.

      • PZ

        Adam, cokolwiek z pierwszej setki notowanej na GPW z polskim kapitalem to bedzie sukces. Niech sie po prostu to ruszy i niech zacznie wygladac powaznie.
        Kolejnictwa nie wymienilem, gdyz takze uwazam ze to dosc ryzykowny biznes.
        Energetyka jadrowa raczej z Francja lub Japonia, weglowa wlasnych firm, odnawialna i owszem z Panstwem Srodka przy udziale polskich firm w miare mozliwosci.
        Dodatkowo obstawiam sektor spozywczy, ktorego mozliwosci eksportowe sa niedoceniane w Polsce (nie wiem czy to dziedzictwo orientacji na przemysl ciezki z PRL), a w Chinach naprawde potrafia dobrze zaplacic za dobrej jakosci, wysoko przetworzona zywnosc z Europy.
        Najwazniejsze to zabieranie na takie delegacje ludzi od biznesu, bo politycy wszystkiego sami nie zalatwia, chocby nie wiem jak chcieli. Ilu politykow wie co to MSRy, o NPV i IRR juz nawet nie mowiac? :)

  • Wybor terminu wyjazdu (tuz przed zmiana wladz w Chinach), ktory spowoduje relatywne niezauwazenie wizyty, wybor miejsca mini-misji handlowej (Guangdong), gdzie przebic sie polskim firmom bedzie niezmiernie trudno, oraz traktowanie wizyty dosc luzno (zmiana kalandarza spotkan), sklania mnie do myslenia, ze ta wizyta planowo nie miala niczego zalatwic. Raczej zostala pomyslana dla rodzimego elektoratu w celu uciszenia glosow krytyki w sprawie niedostrzegania wzrostu Chin przez szefa MSZ. Nastepnym razem, na impertynenckie pytanie w Brukseli cytujace polska-azja minister odpowie, ze przeciez w Chinach byl i staral sie cos zalatwic, co powinno zamknac usta niepokornym krytykom.
    Niestety przemowienie tylko utwierdzilo mnie w tym punkcie widzenia, nie tylko jest tam malo konkretow, a sporo hasel typu „Powinniśmy się zastanowić nad możliwościami wykorzystania naszego niedawno zawartego partnerstwa strategicznego”, ale odebralem je, jako utrzymane w tonie protekcjonalnym, a momentami pouczajacym, co u mnie spowodowalo usmiech politowania, niz powazne potraktowanie, zwlaszcza ze zabraklo w przemowieniu jakiegos spojnego przekazu moim zdaniem. Po przeczytaniu nie wiem, czy przemowienie mialo promowac Polske, Uniee Europejska, Wyszehrad, demokracje, chyba ze dla kazdego cos milego. Chcialbym sie mylic w swojej krytycznej ocenie, a tylko czas i przyszle wizyty zademonstruja jak jest naprawde, ale ja po prostu w nagle nawrocenie nie wierze.

  • Mała uwaga do http://www.gochina.gov.pl/. Jest tam sekcja zapytaj eksperta. Jakiś czas temu (2-3 miesiące) wysłałem zapytanie o możliwość uzyskania pomocy w założeniu konta firmowego na baidu (chodzi o prowadzenie kampanii reklamowych podobnych do Googlowego AdWords). Procedura jest skomplikowana, mechanizmy tej wyszukiwarki są zawodne, dodatkową barierą jest język; słowem jest to droga przez mękę a pojawiają się zapytania od chętnych do reklamowania się na chińskim rynku firm. I co? I nic. Totalna cisza. Jak od miesięcy jest tam 6 pytań, tak po miesiącach ciągle te same 6 pytań. I jak nie pomyśleć, że to kolejna z inicjatyw typu: hurrra, robimy portal, a potem sprawa umiera śmiercią naturalną dla naszej niewydolnej, nieodpowiedzialnej i przerośniętej administracji?

  • Adam Izydorczyk

    Spotkania na poziomie ministerialnym to jedno, a od tego jeszcze daleka droga do inwestycji szczególnie jeśli władze lokalne nie biorą udziału w tych przygotowaniach !! Zresztą dużo słów już powiedziano, a mało efektów to przyniosło !!
    Aby taka strategia miała jakiekolwiek znaczenie to dwie strony muszą być chętne na współpracę, a nie do końca jestem pewny czy Chiny faktycznie tej współpracy chcą. Z jednej mówią o nowym rozdaniu i o nowych rynkach w europie wschodniej z drugiej strony, mówimy już o tej współpracy od dobrych dwóch lat, a tutaj brak efektów.

    Koreańczycy – uzgodnili zainwestowali i są u nas na rynku od kilku dobrych lat. Chińczycy z Tajwanu dokładne to samo – uzgodnione zainwestowane i Acer i MSI są u nas od 3 lat, ale do tego trzeba chęci jaką np. wykazał Marszałek Województwa Dolnośląskiego, Pan Marek Łapiński i oczywiście inne lokalne instytucje !!

    Zgadzam się – wysyłanie Pana Radosława Sikorskiego jest pomyłką szczególnie teraz kiedy w Chinach będziemy mieć nowe rozdanie. Bardziej istotne są teraz rozmowy na szczeblu lokalnym – Rozmowy zostały już przyklepane przez władze dwój krajów – mamy pakt strategiczny pomiędzy naszymi państwami.

    Bardziej istotne są wymiany przedsiębiorców z jednej i drugiej strony !! Kolejna sprawa wiele spraw leży w rękach naszych władz, który nie upraszczają wchodzenie chińskich firm i produktów do polski !! Nadal w wielu dziedzinach mówimy o ” dopuszczeniu produktów na rynek”, a jak wiadomo jest to droga przez mękę, aby wszystkie papiery pozałatwiać.
    Warto również zdefiniować, w których sektorach mamy współpracować – górnictwo jest pierwszym i najważniejszym sektorem, o którym powinniśmy rozmawiać. ( Górnictwo i całe otoczenie jak. np. maszyny górnicze, liny górnicze, mierniki etc.etc. ) ]

    Zresztą od dawien dawna mówię, problem zaczyna się już pod konsulatem kiedy Chińczycy starają się o wizę stojąc po 7-8 godz i traktowani są jak przysłowiowe bydło. Więc te podejście jest takie : z jednej strony kochani inwestujcie , z drugiej stron do obywateli Chin – spadać !!

    • @Adam Interesuje mnie gornictwo. Moze jako osoba z tego regionu kraju, napisalbys co konkretnie mozna zrobic?

      • marcin.w

        Pozwolę sobie dorzucić trzy grosze:

        Adam: „Zgadzam się – wysyłanie Pana Radosława Sikorskiego jest pomyłką szczególnie teraz kiedy w Chinach będziemy mieć nowe rozdanie.”

        Mając na uwadze odbywające się w ostatnich tygodniach wizyty Hillary Clinton, Angeli Merkel i Władimira Putina każdy czas jest dobry na spotkanie. Można żywić nadzieję, że owa wizyta nie zostanie przez ministra potraktowana jako obowiązek ‚odfajkowany’ (można mieć takie podejrzenia bacząc na wcześniejsze zainteresowanie ministra sprawami Azji) i po zmianie władzy w Chinach aktywność naszej strony w tym względzie nie osłabnie. Niezależnie od postawy Ministra Sikorskiego możemy z mieć pewność, że nie osłabnie aktywność wyżej wspomnianych polityków.

        Radek: „Warto również zdefiniować, w których sektorach mamy współpracować – górnictwo jest pierwszym i najważniejszym sektorem, o którym powinniśmy rozmawiać. ( Górnictwo i całe otoczenie jak. np. maszyny górnicze, liny górnicze, mierniki etc.etc. ) ]”

        Górnictwo może być wielką szansą. Może o tym świadczyć np. to, że ostatnie dane nt. PPI opatrzono komentarzem przypominającym o wyasygnowanych w ramach 12. pięciolatki funduszach na inwestycje w modernizację sektora górniczo-chemicznego w wysokości 2bln RMB (315mld USD). (http://hkstock.cnfol.com/120910/132,2113,13178475,00.shtml oraz http://www.metalnews.cn/chemical/show-440915-1.html)

    • Panie Adamie -jest pan wielce przekonywujacym.

  • mysle ze przed taka wizyta wiele pomogloby wspolne przedstawienie np w jakieis wspolpracy polsko-chinskiej lub z jakimkolwiek innym azjatyckim krajem poprzez ambasade lub we wspolpracy z jakas gazeta z danego kraju Azji jaka jest – czyli dynamicznym, przyszlosciowym, przeciekawym … (dluga lista pozytywow) miejscem dla biznesu, mlodych ludzi, naukowcow
    to wiele nie kosztuje, a pomogloby choc troche zmienic punkt widzenia w naszym kraju
    JG ma w pelni racje – Sikorski moze byc znany w Waszyngtonie jako grzeczny i posluszny sluchacz, ale w Azji? ze swoimi pogladami i chorym antykomunizmem ?

    • Zgadza się Ryśku. Sikorski w Chinach jest anonimowym politykiem z trzeciej ligii. Gdy do tego dodać jego anty-komunizm, który usilnie stara się promować publicznie w Polsce przekazując pieniądze na organizacje związane z „prawami człowieka” na Białorusi, to nie jest odpowiedni człowiek do budowania współpracy polsko-chińskiej. Do tego spotkanie z „opozycjonistami” w czasie tak krótkiej wizyty? Zostawiam bez komentarza.

      • Radek

        @JG, Rysiek

        Panowie, dzieki za te komenatrze, ale liczylem na troche merytorycznej refleksji ( w ta strone poszedl Adam Izydorczyk proponując branze gornicza i PZ) a tymczasem to co piszecie streszcza sie do tego ze Radek Sikorski jest glupi i niczego nie rozumie.
        :)
        w dodatku to „proamerykanski antykomunista” ktory w Chinach nie ma guanxi i nic nie zalatwi.
        Rozumiem ze nie lubicie ministra Sikorskiego, taki przywilej demokracji, ale R.Sikorski jest szefem MSZ Polski, a Chinom na tym, czyli naszym , kraju jednak bardzo zalezy ( z dwoch powodow o czym pisalem- gaz i geopolityka).
        I beda one z R.Sikorskim rozmawiac, choc faktycznie to nie jest polityk z chinskiej bajki ( na pewno lepszy Pawlak, czy Komorowski, ale mogloby gorzej np Walesa lub sp Geremek).
        Abstrahhujac od tego, kto jak kto, ale przeciez Chinczycy wrecz ostentacyjnie akceptuja kazda wladze. Myslicie ze byliby na tyle obrazalscy by powiedziec: „Nie, z tym Panem ktory moze byc dobrze kojarzony w Waszyngtonie nie rozmawiamy. Zaczekamy kilka lat na jakiegos innego ministra, a na dzis, po prostu rezygnujemy z polskich lupkow i 12 krokow Wen Jiabao w Europie Srodkowo Wschodniej” No litosci. Przeciez tu w gre wchodza miliardy z lupkow i calkowicie nowa architektura ladu miedzynarodowego w Europie Srodkowej, a poprzez gaz lupkowy takze na swiecie.

        Dwa, taka wizyta ( choc ta byla wielokrotnie przekladana) jest planowana z duzym wyprzedzeniem. Jeszcze pare miesiecy temu ( gdy ja planowano) zapewne nikt nie spodziewal sie ze sytuacja przed zjazdem bedzie taka jaka jest ( o czym tez wspominalem w artykule). Na to akurat MSZ chyba wielkiego wplywu nie mial.

        Z tego co piszecie ( w tym Adam Izydorczyk) idealne byloby zastapienie Guangdongu prowincja Shaanxi i zabraniem tam (chocby na jakies seminarium) delegacji z katowickiego zwiazanej z gornictwem, a pozniej juz dalszy ciag programu tak jak jest. Ale poniewaz nie ma wizji i strategii, a opinia publiczna w ogole nie wie ze taka wizyta sie odbywa to nikt nie wywiera presji. Gdyby R.Sikorski zabral grupe handlowcow z nieistniejacego Stadionu Dziesieciolecia i zorganizowal z nimi seminarium biznesowe na stadionie Shanghai Shenhua, takze nikt by nie protestowal i uznano by to za niezly pomysl i „probe podboju” chinskiego rynku :)

  • Doskonały analityczny komentarz Panie Radosławie. Ojczyzna, polski rząd i Polacy potrzebują ekspertów ds. Chin najwyższego kalibru! Dodam kilka skromnych zdań od siebie.

    POLSKIE MEDIA JAK PRODUKTY MADE-IN-CHINA
    Media w Polsce od kilku lat nie nadążają za przedstawianiem zmian zachodzących w Chinach. Informacje o Chinach serwowane Polakom to słabej jakości tłumaczenia tekstów z amerykańskiej i brytyjskiej prasy, które używają mediów do zagrywek dyplomatycznych przeciw Chinom. Polscy dziennikarze nie tylko tłumaczą słowo w słowo zachodnią propagandę (polega m.in. na tym o czy i jak piszemy i cytowania tylko wybranych „ekspertów”), ale też dodają polską ideologię przemieszaną z wytycznymi redaktora Michnika. Jedno z opracowań na Harvard University mówiło, że 92% polskich dziennikarzy pisało „pod presją swoich szefów”. O wizerunku Chin w Polsce w artykułach Gazety Wyborczej i Rzeczpospolitej pisałem w pracy dyplomowej na Tsinghua University.

    Przez lata polskie media nie miały w Chinach korespondentów. W Polsce nie zatrudniały dziennikarzy np. studiujących dziennikarstwo w Chinach (do niedawna nie przyjmowano obcokrajowców) czy mówiących po chińsku. Od Polskiej Agencji Prasowej raz dostałem odpowiedź, że newsy o chińskim premierze pisze praktykantka na nocnej zmianie. Teraz PAP ma jednego dziennikarza w Pekinie i jednego w Kantonie. Wydaje mi się, że korespondent w Kantonie został tam wysłany po to, aby relacjonował wizyty Sikorskiego i Stelmach oraz inne delegacje wycieczkowe. PAP to nadal w stu procentach media rządowe w Polsce. Zachodnie media mają biura i korespondentów w Pekinie – centrum politycznym, medialnym i edukacyjnym Chin. Do relacjonowania wydarzeń z Kantonu korzystają ze źródeł głównie 南方日报 (Dziennik Południowy) i 广东日报 (Dziennik Kantoński). To Pekin jest miejscem, gdzie mieszkają współcześni cesarzowie pośredniczący miedzy Niebiosami, a ludem.

    SIKORSKI DO CHIN JEDNAK NA WYCIECZKĘ
    Sikorski jedzie do Chin na wycieczkę i do tego nie spakowany. Wybrał najgorszy czas na wizytę – na dniach przed XVIII zjazdem KPCH. Chińscy politycy są teraz zainteresowani wewnętrzną walką o stanowiska na najbliższe 10 lat niż tym co do powiedzenia ma minister znany z wymachiwania szabelką w sprawach praw człowieka na Białorusi.
    Sikorski jako polityk nie ma w Chinach żadnych guanxi, nie ma przyjaciół. Gościł w Polsce kilka razy Yang Jiechi z chińskiego MSZ, ale to by było na tyle. Pawlak z drugiej strony przyjeżdża do Chin regularnie – załatwił kontrakty dla polskiego KGHM w Chinach (wartość 40% polskiego eksportu do Chin).

    ŹONA SIKORSKIEGO Z CHIŃSKIMI „CENZORAMI” O WOLNOŚCI SŁOWA?
    W związku z wizytą Sikorskiego w Chinach dostałem E-mail od Ambasady RP w Pekinie o pomoc w zorganizowaniu spotkania z dziennikarką, jego żoną Anną Applebaum w jednej z czołowych szkół dziennikarstwa w Chinach. Wiadomość od ambasady mówiła, że Applebaum interesuje się dziennikarstwem w Chinach. Dotychczas w jej wypowiedziach dziennikarstwo amerykańskie stawiała za wzór cnót, a o chińskich mediach mówiła tylko tyle, że są cenzurowane. Skończyło się na tym, że spotkanie z Applebaum, za które trzeba zapłacić 30RMB, będzie zorganizowane w lokalnej pekińskiej księgarni The Bookworm.

    POLSKA MŁODSZYM BRATEM CHIN
    Sikorski powiedział kilka dni temu w polskich mediach, że jedzie sprawdzić czy Chiny są gotowe wypełnić obietnice, które składał chiński premier Wen Jiabao dotyczące inwestowania w Polsce. Przeraziła mnie ta postawa ministra. Jeszcze dobrze nie przyleciał, a już odebrał Chińczykom pół twarzy wyrażając niepewność czy Ci będą w stanie dotrzymać raz danego słowa.

    Chińczycy jako partnerów równych sobie (jeszcze) traktują USA i Rosję. Japonią już gardzi się oficjalnie – stanowisko wobec spornych wysp, straszenie armią i protesty młodych Chińczyków przed japońską ambasadą.

    Polska może być co najwyżej młodszym bratem numer dwa lub trzy Chin niż równorzędnym partnerem. Wydaje mi się, że określenie „strategiczne partnerstwo” jakie Polska podpisała z Chinami zostało tak nazwane tylko po to, aby Chiny „dały twarzy” innym, słabszym od siebie, państwom. Polscy politycy mogą odnosić złudne wrażenie co do równości, bo przyjmuje się ich na chińskich salonach z wielkim rozmachem. Komorowskiego zawsze oficjalnie będzie się traktować jak Obamę czy Putina. To jednak tylko część protokołu i chińskiej gościnności.

    Konfucjańska hierarchiczność panująca w Chinach doprowadzi do tego, że za jakiś czas zagraniczni przywódcy przyjeżdżający do Chin będą traktowani tak jak w czasach dynastii Qing. Kiedy to z wizytą do cesarza Qianlong przyjechała w 1793 wyprawa z Anglii na czele z Lordem Goergem Macartney, Brytyjczycy usłyszeli taką oto odpowiedź na propozycję współpracy złożoną chińskiemu cesarzowi:
    „The virtue and power of the Celestial Dynasty has penetrated afar to the myriad kingdoms, which have come to render homage, and so all kinds of precious things from over mountains and sea have been collected here. You King, should simply act in conformity with our wishes by strengthening your loyalty and swearing perpetual obedience so as to ensure that your country may share the blessings of peace.”

    Pomimo, że Macartney wziął udział w 80-tych urodzinach cesarza nie był w stanie ugrać kontraktów handlowych z Chińczykami przeświadczonymi o swojej samowystarczalności.

    Sikorski takiej odpowiedzi zapewne w tym miesiącu w Pekinie nie usłyszy. Chińczycy Polski w Europie Środkowo-Wschodniej potrzebują – miedź, gaz łupkowy, maszyny górnicze, hub lotniczy dla Air China w Warszawie, itd.

    • @ JG
      Myślę, że z tym traktowaniem ala dynastia Qing to Pan grubo przesadził.
      Chińczycy bardzo potrzebują surowców. Bez importu ropy czy gazu ich
      gospodarka by padła.

    • Jak sie okazało już w kilkadziesiąt lat po rzeczonym 1793 roku, zacytowane słowa nie były warte ideogramów, z których się składały.

      Nie mylmy przekonania o własnej wielkości z prawdziwą wielkością. I niech Chińczycy też nie mylą, bo raz już się na tym przejechali.

Pozostaw odpowiedź