Inne-news,Komentarz eksperta

R.Pyffel: Jaka Polska w Azji?

r_pyffel-150x150W środę, 4 maja ( skądinąd to znacząca data w historii Chin), będę miał okazję wystąpić w Warszawie na Kongresie Polska- Wielki Projekt organizowanym przez Instytut Sobieskiego (http://wielkiprojekt.sobieski.org.pl/main/index). W panelu „Polska- wyzwania strategiczne” wystąpię razem z dr.hab Krzysztofem Szczerskim, Janem Staniłko, dr. Markiem Cichocki, prof. Włodzimierzem Marciniakiem, dr. Witoldem Waszczykowskim. Wspaniałe nazwiska.
Jestem wdzięczy organizatorom za zaproszenie i zaszczyt wystąpienia wśród tak znanych i powszechnie cenionych osób.
Wyróżnienie to poczytuję także jako sygnał wzrastającej roli Azji w świecie. Po raz pierwszy bowiem się zdarza, by w tego typu imprezie, oprócz UE, USA i bliskiej zagranicy, ten odległy i uważany za egzotyczny region ( bardziej nadający się do pism podróżniczych) był wzięty pod uwagę w poważnej debacie. Traktuje to także jako ale też docenienie pracy jaką wykonaliśmy wspólnie z CSPA i ukłon w stronę całego naszego środowiska- zarówno ekspertów, autorów, komentatorów jak i nazszych czytelników.
W czasie Kongresu na który przybędzie kilkaset przedstawicieli świata mediów, biznesu, nauki i polityki, (jednym słowem ludzie od których sporo w Polsce zależy), będę starał się zwrócić ich uwagę na Azje, ale też zaprezentować idee i pomysły które dojrzewają tutaj na naszej stronie, w ogniu, jakże emocjonalnych nieraz dyskusji.
Dzisiaj chciałem zaprezentować szkic swojego wystąpienia. Jest ono jeszcze nieukończone i są to dopiero pierwsze przemyślenia. Byłbym Wam bardzo wdzięczny za komentarze i inspiracje, które postarałbym się wykorzystać i zaprezentować na Kongresie.
Już dziś zapraszam wszystkich chętnych w dniach 4-8 maja do Centralnej Biblioteki Rolniczej przy warszawskim Mariensztacie, także na inne sesje tematyczne Polska- Wielki Projekt. Każdego kto potrzebuję zaproszenie na tą imprezę proszę o kontakt na nasz adres [email protected]

************
A oto szkic wystąpienia:

Przystąpienie Polski do UE i NATO, było spełnieniem marzeń i aspiracji pokoleń Polaków ukształtowanych przed 1989 rokiem. Przyczyniło się do powstania polskiej wersji mitu końca historii.
Tymczasem świat przeszedł radykalne przeobrażenia i zmiany, z których najważniejsza pozostaję w Polsce jakby niezauważona. Zachód którego na powrót staliśmy się częścią, zdaję się tracić swoją dominującą pozycję. Żyjemy w czasach powrotu do multipolaryzmu, który wyznacza powrót dawnej potęgi państw-cywilizacji: Chin i Indii ( jeszcze w czasach powstania listopadowego te kraje wytwarzały blisko 50 % światowego PKB).
Towarzyszy mu gwałtowny rozwój całego kontynentu azjatyckiego ( obecnie rozwijającego się najszybciej na świecie), zarówno za sprawą już bogatych, mogących się pochwalić nowoczesnymi i konkurencyjnymi gospodarkami azjatyckimi tygrysami, jak i wschodzących gwiazd światowej gospodarki np Wietnamu ( z którym łączy nas liczna wietnamska diaspora zamieszkała w Polsce), Indonezji.

Punkt ciężkości multipolarnego świata którego Azja jest jak na razie tylko jednym z centrów, zaczyna się przenosić z Atlantyku ( UE-USA) w stronę Pacyfiku ( Azja- USA, lub Chiny-USA). To proces złożony i wieloaspektowy do tego stopnia iż trudno rozstrzygnąć co jest jego przyczyną a co skutkiem. Z punktu widzenia Polski za najważniejsze zjawiska uważam.

1. Nauka, edukacja i innowacyjność.

W klasyfikacji liczby aplikacji patentowych w pierwszej piątce znajduję się cztery kraje Pacyfiku ( 1.USA, 2.Japonia 4. Chiny 5.Korea Południowa). Zwłaszcza wzrost Chin które na naukę wydają dwa razy wyższy odsetek PKB niż UE. Jeszcze w 2000 roku Chiny rejestrowały zaledwie 0,8 procent światowych patentów, a teraz już prawie 8 procent. Polska ok. 0,12 co pokazuję iż goniąc Unię, tracimy z pola widzenia nadlatującego chińskiego smoka i zdobywający dominującą pozycje w nauce i innowacyjności, basen Pacyfiku.

2. Powiększająca się klasa średnia
W wyniku masowej migracji ze wsi do miast co roku w samych tylko Indiach i Chinach przybywa ok. 30 milionów przedstawicieli klasy średniej. Powiększające się rynki wewnętrzne ( także na skutek zwiększanego przez chiński rząd popytu wewnętrznego) w tych krajach stwarzają już dziś szansę dla polskich eksporterów i inwestorów. Jeśli zgodnie z prognozami w niedalekiej przyszłości chińska klasa średnia stanie się najliczniejszą na świecie, wówczas to jej gusta i upodobania będą decydować o globalnych trendach i modach. Pojawią się także nowe, nieznane dziś rynki, których głównymi konsumentami staną się młodzi Indusi i Azjaci.

3. Chinska ekspansja inwestycyjna

Obecnie chińskie rezerwy walutowe szacuję się na ok. 3 bln dolarów (wg oficjalnych wypowiedzi wysokich rangą przedstawicieli chińskich władz, Chiny potrzebują zaledwie 1 bln dolarów rezerw). Pekin stara się zdywersyfikować zasoby, które dotychczas lokował w amerykańskich papierach wartościowych. Od 2007 roku, chińskie delegacje inwestują nadwyżki kapitałowe na całym globie, zakupując firmy, przedsiębiorstwa, a także między innymi obligacje krajów Euro, takich jak Portugalia, Irlandia, Hiszpania, Grecja.
W styczniu tego roku, Bank of China wykupił za symboliczną kwote kilkuset tysięcy euro polskie obligacje. Wobec zapowiadanych przez wielu znanych ekonomistów, jak Leszek Balcerowicz, czy Krzysztof Rybiński, prawdopodobnego krachu finansów publicznych, Polska wkrótce może znaleźć się w podobnej sytuacji do panstw euro. A wówczas okażę się że nasz dług finansować może Pekin.

Historia oczywiście nie dobiegła końca. Przemiany które obserwujemy są jak zawsze zagrożeniem i szansą, przede wszystkim jednak wymagają od nas wypracowania spójnej strategii, która pozwoli na nie zareagować.
Obecnie polska strategia wobec Azji, czyli regionu który w XXI wieku może odzyskać dominującą w świecie pozycję, w zasadzie nie istnieje, a paradygmat ostatnich dwudziestu lat opierający się na:

a. Prometeizmie, a więc próbach wspierania słabych i nie mających mocniejszego oparcia w tamtejszych społeczeństwach sił demokratycznych w krajach Azji ( Chiny, Wietnam)
b. Rezygnacji z aktywnej polityki w tamtym regionie, na rzecz koncentrowaniu ograniczonych środków i zasobów na świecie zachodnim i bliskiej zagranicy, oraz naśladownictwie innych krajów zachodnich, dysponujących inną strukturą gospodarki i znacznie większymi zasobami

Paradygmat ten właściwie wyczerpał się i przestał pasować do współczesności, choć także jego bilans w ostatnim dwudziestoleciu okazał się bardzo skromny.
Polska nic nie uzyskała krytykując azjatyckie reżimy autorytarne, ani w Azji, ani na Zachodzie. Oddaliśmy walkowerem niektóre rynki, na których obowiązywały rozliczenia barterowe, rezygnując z aktywności w tym regionie i przyjmując założenie naśladownictwa krajów zachodnich. Najłatwiejsze było to w deklaracjach i retoryce, przede wszystkim dlatego że struktura naszej gospodarki jest inna niż rozwiniętych UE 15. Nie istniejemy na patentowej mapie świata ( liczba aplikacji patentowych: Niemcy ok. 22 000, Polska 147- cytuje z pamięci) i już obecnie PAIZ w jednym ze swoich priorytetów ogłasza iż będziemy walczyć o chińskie inwestycje z …zakresu high-tech. Dwukrotnie liczniejsze od Polski, Niemcy (fakt iż będące w EU 15 zdecydowanym liderem), eksportują tam maja także 88 razy więcej, więc co nie dziwi ich polityka wobec tego kraju opiera się na zdecydowanie innych zasadach.

Rola Azji jest już zbyt znacząca i na bierność nas po prostu nie stać. Ona sama zresztą do nas przyjdzie. Najlepszym przykładem jest tutaj zainteresowanie Chin Polską, którą Pekin wytypował na swojego strategicznego partnera w Europie Wschodniej widząc szanse dla swoich powiązanych z państwem koncernów na kontrakty na infrastrukturę (autostrady, koleje). Stało się tak, paradoksalnie nie w wyniku wysiłków strony polskiej, lecz chińskich. Pomimo 70 procentowej redukcji budżetu na polskie stoisko na EXPO w Szanghaju, chińskie władze wypromowały je na własną rękę ! ( byłem, widziałem na własne oczy).

Kluczowe pytania na jakie musimy odpowiedzieć to:

1. Jaka przyjąć strategie współpracy. Współpracować z innymi krajami UE zatrzymując chińską ekspansję ( co wówczas możemy uzyskać za to?), czy uznać ją za fakt i tym samym uznać że ten trend jest bardziej obiecujący. Wówczas- jak mówi Sun Zi, „jeśli nie możesz tego powstrzymać dołącz się”, negocjując jakąś nisze, lub świadomie stawiając na jakąś branżę w nowokształtującym się układzie. Tylko jaka to ma być branża? Obecne czasy postpolityki nie sprzyjają śmiałym politycznym wizjom. Ale lepiej odpowiadać – póki jeszcze czas- na tak postawione pytanie, niż pytanie co zrobią z nami Chiny?

2. Jak wykorzystać UE, jako narzędzie naszej polityki w Azji, w sytuacji gdy pod względem rozwoju cywilizacyjnego w większości wskaźników znajdujemy się w okolicach 20-ego miejsca, a wiele państw europejskich rywalizuje o chińskie kontrakty, ale także ostatnio inwestycje, pożyczki. Przynależność do UE daje nam także sporo atutów. Jakie z nich są najważniejsze i jak je wykorzystać?

3. Czy zamykać ambasady Polski, nawet w mniej znaczących krajach regionu takich jak Mongolia, czy Filipiny ?

W swojej prezentacji postaram się odpowiedzieć na te i inne pytania od których zależy pozycja Polski w XXI wieku.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R.Pyffel: Jaka Polska w Azji? Reviewed by on 29 kwietnia 2011 .

W środę, 4 maja ( skądinąd to znacząca data w historii Chin), będę miał okazję wystąpić w Warszawie na Kongresie Polska- Wielki Projekt organizowanym przez Instytut Sobieskiego (http://wielkiprojekt.sobieski.org.pl/main/index). W panelu „Polska- wyzwania strategiczne” wystąpię razem z dr.hab Krzysztofem Szczerskim, Janem Staniłko, dr. Markiem Cichocki, prof. Włodzimierzem Marciniakiem, dr. Witoldem Waszczykowskim. Wspaniałe nazwiska. Jestem wdzięczy organizatorom

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 51

  • Popieram!
    —————

  • Drodzy Panstwo,

    Bardzo dziekuje za ciekawa dyskusje. Wiele z tych pomyslow ktore podnosiliscie w swoich postach postaram sie wykorzystac.
    Z tego co wiem, wystapienia maja byc nagrywane i jesli tak bedzie, zamiescimy je na stronie.

    serdeczne pozdrowienia,
    Radek Pyffel

    • wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,9529887,Prawica_rusza_z_ofensywa__kongres__Polska___Wielki.html

      Wpisałem w google „polska wielki projekt” i na pierwszej stronie artykuł wyborczej zaliczający ten ciekawy pomysł dyskusji na temat ważnych spraw dla Polski do marketingu przedwyborczego Jarosława Kaczyńskiego. Naukowcy i analitycy zostali skojarzeni przez Wyborczą jako prawicowi. Jak zwykle niestety uprawiana jest polityka podziału społeczeństwa na dwa plemiona zwalczające się nawzajem. Temu podziałowi na plemiona najbardziej sprzyjają media, które później z miną niewiniątek zadają pytania o przyczynę tzw. wojny polsko – polskiej. Obawiam się, że wraz z rosnącą rozpoznawalnością CSPA zostanie wciągnięte w te śmieszne wojenki polityczne i co gorsza zaliczone do którejś ze stron.
      Komentuję i udzielam się tutaj chyba prawie rok i choć niektórzy byli komentatorzy (Jacek czy Snake) próbowali stworzyć tutaj ten podział plemienny to na szczęście im się nie udało. CSPA jest unikatem w polskiej sieci, gdzie nie dyskutuje się często realne problemy, a nie te wykreowane przez polską śmietankę polityczną i posłuszne im media. Jestem dumny z tego, że bez kłótni i awantur ścierają się tutaj różne poglądy na Azję i nie tylko. To co tutaj się dzieje, to właśnie wyraz wolności słowa w przeciwieństwie do wojny plemion manipulowanych przez przywódców politycznych i czołowe środowiska tzw. opiniotwórcze (powinno być błototwórcze).

  • @ p.Radek Pyffel
    Chciałbym poruszyć temat z zakresu soft power.
    Uważam, że w Polsce jest konieczne utworzenie instytucji badawczej, najlepiej mającej status instytucji naukowej, która prowadziłaby kompleksowe badania dotyczące regionu Azji Wschodniej.
    Najważniejszym polem działalności byłyby sprawy ekonomiczne (szeroko pojęty biznes) oraz sprawy polityczne i prawne. W następnej kolejności społeczne i historyczne.
    Taki instytut mógłby powstać np. na bazie CSPA.
    W Polsce istnieją takie instytuty zajmujące się określoną tematyką. Np. Instytut Zachodni w Poznaniu od lat zajmuje się problematyką niemiecką.
    Instytut Wschodni w UAM zajmuje się problematyką krajów postsowieckich.
    W naszym kraju, moim zdaniem, nie ma takiej placówki która by kompleksowo prowadziłaby takie badania jak to robi w/w Instytut Zachodni. Zakres działalności takiego instytutu nie ograniczałby się do działalności stricte naukowej
    i wydawniczej ale przede wszystkim zajmowałby monitoringiem bieżącej sytuacji i służyłby wsparciem dla władz państwowych i biznesu.
    Ważną sprawą byłoby, żeby taki instytut był finansowany (całkowicie lub częściowo) przez państwo, co rozwiązałoby problemy z utrzymaniem instytutu.
    To jest o tyle ważne, że jako kraj bardzo szybko będziemy potrzebowali takiego wsparcia z własnego profesjonalnego ośrodka badawczego, jeżeli nie chcemy być zdominowani przez obcą soft power.
    Politykę którą prowadzą np. Chińczycy z tej dziedzinie można nazwać wzorową. Instytuty Konfucjusza które Chińczycy otwierają w ramach uniwersytetów polskich, jako wspólne dzieło uniwersytetu polskiego i chińskiego to majstersztyk. Część kadry tych instytutów to rodowici Chińczycy. W Polsce mamy 4 Instytuty Konfucjusza: w Krakowie, w Opolu, we Wrocławiu i w Poznaniu. W ten sposób Chińczycy mają ogromny wpływ na kształtowanie świadomości ludzi, których część w przyszłości będzie działała w szeroko pojętym kręgu spraw chińskich, lobbing…itd.
    Można im tylko pogratulować znakomitej strategii.
    Jeżeli chcemy mieć własną wizję prowadzenia polityki względem tamtego regionu to utworzenie takiego Instytutu Azji Wschodniej jest wymogiem chwili. Warto byłoby uświadomić to ludziom, od których w Polsce skoro zależy.
    PS.
    Strategię chińską ostatnio skopiowali Rosjanie. Gazprom zorganizował w porozumieniu z UW stypendia doktoranckie na tej uczelni.

    • nie widze nic znakomitego w instytutach, maja je niemcy tyle ze nazywaja sie goethego, maja swoje fundacje i amerykanie, normalne sposoby prowadzenia polityki.
      w CSPA rozne raporty i opracowania zamowic mozna, problem w tym, ze nie ma na nie wielkiego zapotrzebowania w polsce.

      • Avatar wute

        Dziękuję za komentarz.
        Moja koncepcja takiego instytutu to trochę więcej niż raporty
        i opracowania.
        To „całokształt pracy” nad danych regionem. Bardzo ważne
        byłoby zapewnienie sobie mecenatu państwa czy wręcz
        stanie się instytucją państwową (koncepcje do rozważenia),
        zapewniłoby to środki finansowe.
        Taki instytut miałby realną szansę:
        1. stania się wiodącą placówką w tematyce Azji Wschodniej
        i zdominowałaby inne tego rodzaju podmioty.
        2. poprzez instytucjonalne związki z państwem, uzyskanoby
        priorytet w „obsłudze” instytucji państwowych.
        3. uzyskania wpływu na kształtowania koncepcji polityki
        państwa wobec regionu (proszę zauważyć jak wielką rolę
        odegrał Instytut Zachodni w kształtowaniu polityki państwa
        polskiego w stosunku do Niemców – stał się naukowo-
        prawnym zapleczem rżadu przez całe dziesięciolecia)
        4. Zajęcie dominującej pozycji umożliwiłoby znacznie
        większe oddziaływanie na opinie publiczną poprzez
        media, własne wydawnictwa….itd.
        5. Jeżeli CSPA tego nie uczyni, to prędzej czy później uczyni
        to kto inny. Rozwój regionu, napływ kapitału z Azji Wsch.
        spowoduje konieczność posiadania takiego strategicznego
        instytutu. Zwiększenie zainteresowania studiami z tego
        kierunku (sinologia, japonistyka, stosunki mięzynarodowe-
        azja wschodnia) zapewni innym human resources.
        6. Ten Instytut Azji Wschodniej mógłby w miarę rozwoju
        rozszerzyć działalność i kształcić u siebie studentów w
        celu m.in. uzyskania zaplecza dla samego siebie.

      • Avatar wute

        PS.
        Instytut Goethego to placówka eksportowa a nie krajowa.

      • Avatar rysiek

        wydaje mi sie ze role taka pelnic ma w polsce chyba PISM. z tego co wiem, poza dobrymi kadrami i bieda finansowa, niewiele ma do zaoferowania. MSZ nie przejmuje sie przesadnie tego rodzaju placowkami. moge sie jednak mylic, to moje prywatne obserwacje.

        do tego rodzaju placowek potrzebni sa takze chyba urzednicy innego kalibru, niz nasi, inna mentalnosc. i pieniadze. duze i na stale.
        niekoniecznie prywatne, bo rozne osrodki w USA dowodza, ze korporacje chetnie placa, ale i wymagaja odpowiednich wnioskow i rezultatow

        nie bardzo widze taki instytut w polsce.

      • Avatar wute

        Nie sądzę, żeby to kolidowało z PISMem. Na rynku istnieją
        różnego rodzaju instytuty. O ile mi wiadomo PISM zajmuje się
        wieloma różnymi tematami. Nasz byłby wyspecjalizowany.
        Nie wyobrażam sobie, żeby instytut zatrudniał urzędników
        typu rutyniarze jakich nie mało w naszym kraju.
        Kadry należałoby stworzyć przede wszystkim z praktyków tj. z ludzi, którzy jeźdzą lub jeździli po świecie i znają świat oraz mają pewien potencjał intelektualny i uzupełniać o zdolnych młodych.

  • R.P.
    „Zobaczymy jakie mamy szanse w branzy spozywczej.” szanse sa bardzo duze. znajomy polak w ciagu kilku lat stworzyl z niczego firme handlujaca zywnoscia, glownie slodyczami na cala azje. z tego co widze, dopiero sie rozgrzewa do wlasciwego biznesu. przede wszystkim polskimi slodyczami, choc nie tylko. potencjal jest tak ogromny, ze juz wie, ze wroci do europy, bo widzi braki na obu rynkach. dziala z tajpei, ale sprzedaje w calej azji.

    w pelni racja – wietnamczycy sie nie integruja i nic tego nie zmieni, zadne projekty i wspolpraca.

    zeby chinczycy w ogole wiedzieli, o czym na konferencji debatowano, warto by zrobic chociaz ogolne streszczenie referatow na angielski i chinski. przedstawic taki executive summary naszym wladzom oraz kilku azjatyckim amasadom. umiescic na stronie CSPA, niech forumowicze w azji maja mozliwosc zaproponowania lokalnym zainteresowanym.

    • W sprawie integracji to z polskiej strony pozostaje wciaz zadanie domowe do odrobienia (takze w kwestii zmiany mentalnosci spoleczenstwa i otwarcia na inne kultury). Do tego trzeba dwojga i nie jest to wysilek krotkoterminowy. :)
      Stworzenie jakichkolwiek ram integracyjnych (bez wzgledu do jakiej konkretnejnacji kierowanych) raczej nie zaszkodzi, a przydaloby sie umozliwic imigrantom jakies sensowne spozytkowanie zdobytej w Polsce wiedzy poprzez wpuszczanie najlepszych do lokalnych firm, a nie pozostawianie ich samym sobie.
      Jesli chcemy przyciagac Azjatow do studiowania w Polsce to chyba najlepszym ambasadorem sensownosci wylozenia na to pieniedzy bedzie na przyklad wyksztalcony na polskiej uczelni Wietnamczyk czy Chinczyk, ktory moze pochwalic sie ciekawa praca (powiedzmy w PZU) i mowiacy o tym u siebie w kraju zachecajac swoich rodakow do pojscia podobnym torem. Gwarantuje, ze marketingowo bije to na glowe skutecznoscia jakiekolwiek drukowanie ulotek reklamowych lub tez inne zabiegi . :)
      Mowienie, ze projekty lub wspolpraca nie jest w stanie tego zmienic uwazam za co najmniej przedwczesne, glownie dlatego ze takowych inicjatyw po prostu nie ma. Ciezko wiec ocenic skutecznosc takowych.

  • Okazuje sie ze ten tekst jest juz na popularnym portalu wpolityce.pl
    3w.wpolityce.pl/view/11067/_Rola_Azji_jest_juz_zbyt_znaczaca_i_na_biernosc_nas_po_prostu_nie_stac__Ona_sama_zreszta_do_nas_przyjdzie_.html

    3w= www

    Rozmawiajac sobie tutaj o roznych konfiguracjach, zwroccie Panowie na komentarze pod tekstem i jak na to reaguja tkzw „zwykli ludzie” ktorzy nie interesuja sie Azja.

    Opor spoleczny i sila stereotypu jest nieprawdowdopodobna. Przyznam szczerze ze nie uwzglednialem skali tego zjawiska.

    • Sądząc po poziomie komentarzy propagandowa machina Michnika działa doskonale! Bo z jakiego innego źródła Polacy mają tak stereotypową i negatywną wiedzę o Chinach? Ciężko znaleźć inne wytłumaczenie.

    • Z te komentarze odpowiada prawdopodobnie jedna osoba, więc może nie warto wyciągać zbyt wcześnie błędnych wniosków.
      W każdym razie, jakkolwiek w demokracji ważna jest opinia większości to kluczowe jest przekonanie elit, pokazanie TRZECIEJ DROGI jaką jest Azja (obok ukierunkowania na UE i USA).

    • Ludzie ogólnie to idioci .. ilu w społeczeństwie coś sobą reprezentuje ? 25 % ? niech będzie i nawet 50 % .

      Wielokrotnie rozmawiałem z ludźmi w Polsce i mało kto zdaje sobie sprawę, że w SH mieszkania latają po od 2 mln rmb do ( tanie ) 4-5 mln ( cena średnie w dobrym miejscu ) do nawet 9-13 mln rmb ( fajny apartament) .
      Nikt tutaj nie jedzie na misce ryżu tylko wybierając się do restauracji wydajesz z 500 rmb ( większy meeting to i nawet 2000 rmb)
      Oczywiście można i zjeść tanio .. mam tutaj na Longbai taką dobrą knajpę ze smażonymi pierogami to za 10 płacisz 9 rmb ( kiedyś było nawet 6 rmb)
      Wszystko co dusza sobie zapragnie
      Jeśli u nas jest taka bieda to kto kupuje te posążki ze złota ?( typu świnki po 50 gram) Dlaczego tutaj tak popularna jest platyna i brylanty po 1 ct ?!

      etc.etc.

      Jak macie niedowiarków wysyłać mi ich tutaj O_o

      • Avatar jg

        W Pekinie w obrębie czwartego ringu ceny za 二手房 od 30,000 RMB za m2 (około 15,000 PLN). Jak ktoś nie ma z 2,000,000 RMB (1,000,000 PLN) to ciężko szukać czegoś przyzwoitego powyżej 50 m2 na początek. Poniżej 20,000 RMB za m2 (10,000 PLN) z drugiej ręki to chyba w ogóle ciężko coś w mieście znaleźć. Ewentualnie jak kogoś interesuje dwudziestoletnie chińskie budownictwo z tureckim kiblem i dwugodzinnym dojazdem do centrum to jest parę ofert poza miastem.

        Na wynajem około 50 m2 potrzeba też z minimum 4,000 RMB (około 2,000 PLN) żeby nie tracić pół dnia na dojazd.

        O cenach nowych mieszkań nawet się nie rozpisuję.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        @jg

        Mówiąc szczerze to właśnie wróciłem z BJ .. byłem tam na 3 dni razem z żoną ( turystycznie) i powiem jedno … DRAMAT
        Są plusy jak np. połączenie kolejowe z centrum, a lotniskiem cena 25 rmb … metro tanie bo płacisz 2 rmb ( za te same połączenia w SH płacisz po 7 rmb ), ale to co odpie….. taksówkarze w BJ to jest komedia połączona z dramatem !!
        Jeszcze w życiu taksówkarz nie wyzwał mnie od idiotów tylko dlatego, że kurs był za krótki … ta mafia przyzwyczaiła się do wożenia ludzi pomiędzy centrum, a lotniskiem i 40 rmb po prostu gardzą !!
        Jednak to się sprawdza czym dalej na północ tym większe chamstwo !!! takie rzeczy w SH czy też SZ są nie do pomyślenia.
        Zresztą w BJ widać straszny syf … centrum handlowe chow Tai Fook i bransoleta za 788 k rmb, a obok matka z dzieckiem … a dziecko sika sobie na jednej z głównych ulic BJ ( no po prostu on jest sprite a ja pragnienie )
        Jak się odezwiesz w dialekcie shanghainese to już jesteś przegrany … czyli kolejny mit BJ się potwierdza
        Zakaz palenia w FP lub SP, a tam wszyscy jak nazłość fajczą jeden od drugiego O_o
        Na szczęście te magiczne korki są grubo przesadzone … są takie same jak u nas w SH !!

        Ogólnie stwierdzam, że moja rodzina ma rację i wyjazd po za SH oraz Su Zhou ( na cmentarz 2 razy do roku ) to zbrodnia wobec własnemu JA, pomijając już narty, ko-edukacyjny kibel i smród !! oraz ilość żebrzących w metro O_o

        BJ mówię NIE … i jak następny raz gdzieś mam zamiar pojechać to już wolę do sprawdzonego San Ya lub HK !!!

      • Avatar rysiek

        Adam
        bardzo ciekawy opis Pekinu. nie dziwie sie wiec jak mi tajwanczycy opowiadaja o slabiutkim poziomie uslug w szanghaju i pekinie, chamstwie chinczykow w hong kongu.
        od pewnego czasu tendencja zaczyna sie odwracac i na tajwan sciaga chinski kapital. chinsike koncerny wynajely wiekszosc tajpei 101, czesto nawet nie pytajac o cene. ma byc tam i tyle.
        ichniejszy kapital kupuje tu mieszkania i domy i to high-end na podobnej zasadzie. jeden z maklerow opisal to tak, ze nie da sie im nie sprzedac, mieszkanie sprzedaje sie samo.
        pisze o tym dlatego, ze znajomy mowil mi, iz bogaci chinczycy traktuja tajwan jako forme inwestycji i miejsce wlasnie o wyzszym standardzie zycia niz chiny. taka oaza dla bogaczy.

        P.S. gratulacje za informacje. pewien czas temu wstawilem Ci tu linka, po tym jak spytales mnie o utrate pracy przez CEO Acera i po paru dniach tam nie pracowal. pytalem wczesniej o to moja byla szefowa z Acera i ona nie wiedziala…..mam rozumiec, ze miales wplyw na to odejscie …?

      • Avatar jg

        @ Adam Izydorczyk

        2 RMB za metro to chyba jeden z nielicznych plusow mieszkania w Beijing. Minusem jest to, ze chcac dojechac z Qinghua do centrum musze sie dwa razy przesiadac…Szybciej autobusem dojade na Chaoyang, gdzies do firmy na Central Business District, na drugi koniec miasta, placac 0.4 RMB za autobus.

        Z taksowka tak jak opisujesz NIE zdarzylo mi sie jeszcze nigdy. Widac, ze Szanghajczycy maja inne traktowanie. Zawsze kulturka nawet jak place najnizsza mozliwa stawke za kurs 11RMB. Raz jak zaplacilem chyba ze 100RMB na lotnisko w nocy to dodatkowo dostalem caly plik fapiao na 1000RMB od taksowkarza:]

        To nie wiedziales, ze Pekinczycy nie znasza Szanghajczykow, a jeszcze bardziej Kantonczykow? :) Nikt sie nie ponizy zeby nie mowic w putonghua tylko w „jakims szanghajskim” :)

        Akurat Pekinczycy maja takie podejscie, ze wszystko im sie nalezy wiec jakosc uslug maja gleboko w d*****. Politycy albo ich dzieci przyjada do sklepu i tak kupia, a zebracy pod salonami BMW czy Merca to standard. Albo, ze ktos wylewa pomyje z hutongow przed zaparkowanym rzadowym Audi A8L to normalka.

        Z moich obserwacji w Pekinie to malo kto pali, a Szanghajczycy kopca na potege:)

        W Pekinie wyjście do przyzwoitego lokalu gdzies poza centrum na obiad to minimum z 300 RMB na dwie osoby. Pamiętam rekordowy meeting na 6 osób, gdzie total wyszło 4000 RMB i nie byla to super lokalizacja na Wangfujing i super knajpa obwieszona zlotem… całe szczęście ja nie płaciłem za te pletwy rekina i koniki morskie. Jak napisał Adam, da się zjeść też i za 10 RMB pierogi na ulicy.

        @ Rysiek
        „chinsike koncerny wynajely wiekszosc tajpei 101, czesto nawet nie pytajac o cene. ma byc tam i tyle.”

        Jak Xinhua News Agency przymierzala sie do wynajmu powierzchni pod swoj amerykanski oddzial na Times Square to chinskie szefostwo ceny podobno nawet nie negocjowano…

        Poziom posiadanej gotowki polaczony z chinskim „zastaw sie, a pokaz sie” doprowadzi do tego, ze chinskie firmy za niedlugo podkupia najlepsze lokalizacje i wyjda poza Hong Kong i Tajwan, gdzie praktycznie sa u siebie.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Panowie, właśnie oglądałem Shanghai SportTV i relację z burdy na stadionie po meczu pucharu polski Legia- Lech i jestem zdruzgotany …… fajną reklamę nam robią ci debile za granicą !!
        DRAMAT O_O

        potem wam odpiszę tylko skończę jeść bo jest już prawie 20, a ja jestem głodny jak cholera po całym dniu !!

      • Avatar wute

        Dzisiaj wojewodowie wielkopolski i mazowiecki zamknęli dla
        publiczności odpowiednio stadiony Lecha i Legii.
        O ile z chuliganami stadionowymi należy walczyć bez litości to sama decyzja o zamknięciu stadionów jest kontrowersyjna.
        O ile wiem (jestem z W-wy) to Legia ani nie była organizatorem meczu, ani też nie organizowała wyjazdu swoich „kibiców”. Z drugiej strony jak tu można zwalczać to bydło, kiedy dzieją się takie rzeczy jak opisane poniżej w Onecie:
        ” Wydział ds. Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców Komendy Stołecznej Policji 29 kwietnia wysłał pisemną prośbę do PZPN-u o pozwolenie na zakup biletu na mecz finału Pucharu Polski pomiędzy Legią Warszawa a Lechem Poznań Piotrowi Staruchowiczowi ps. „Staruch”, liderowi kibiców warszawskiego klubu. „Staruch” jest obecnie ukarany zakazem stadionowym na mecze polskiej Ekstraklasy. Zakaz nie obowiązuje na mecze Pucharu Polski. Pierwotnie jednak PZPN nie chciał sprzedać biletu hersztowi kibiców Legii na mecz finału Pucharu Polski. – Nie chcieliśmy go wpuścić z wiadomych powodów. Jest to osoba, która wielokrotnie naruszała porządek na stadionach – mówi rzecznik prasowy PZPN Agnieszka Olejkowska. Bilet został sprzedany dopiero po piśmie Wydziału ds. Zwalczania Przestępczości Pseudokibiców Komendy Stołecznej Policji. W tej sprawie zostało wszczęte postępowanie – poinformował rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski.
        Piotr Staruchowicz „zasłynął” tym, że w 2009 roku zaintonował podczas meczu z Ruchem Chorzów hasło „Jeszcze jeden” po śmierci jednego z właścicieli Legii Jana Wejcherta, mając na myśli drugiego z właścicieli klubu – Mariusza Waltera. Za to zachowanie dostał dwuletni zakaz stadionowy, który zawieszono przed obecnym sezonem na mocy porozumienia ze Stowarzyszeniem Kibiców Legii Warszawa. Zakaz odwieszono po tym jak po tegorocznym meczu z Ruchem „Staruch” uderzył piłkarza Legii Jakuba Rzeźniczaka.”
        NO COMMENTS

      • Avatar wute

        @ jg
        Czytałem, że w Pekinie mają wystartować autobusy innowacyjne.
        Innowacja polega na tym, że pod nim będą mogły przejezdzać
        samochody. Autobus będzie miał dól w kształcie tunelu.
        Przystanek będzie na poziomie piętra. Autobusy będą napędzane energią elektryczną i słoneczną. Panele słoneczne będą zainstalowane na dachach przystanków.
        Autobusy będą miały 6 m szerokości i 4,5 metra wysokości i
        na górnym pokładzie będą zabierały 1400 pasażerów !
        Będą poruszały się na kołach lub po torach.
        Samochody mają wjezdzać w ten tunel pod autobusem, który
        będzie miał 2 m wysokości a na jego ścianach będą czujniki
        ostrzegające kierowce kiedy za bardzo zbliży się do ściany tunelu.
        Podobno w lipcu na trasie 6 km w dzielnicy Mentougou odbędą się testy.

      • Avatar Zyggi

        @ Adam
        Te burdy to nie pierwszyzna, pod koniec marca b.r. było podobnie na meczu Litwa-Polska w Wilnie. Szkoda, że na Białorusi ta dzicz nie spróbowała. Wracaliby ze zbitymi tyłkami, a na drugi dzień nasz MSZ może smuciłby o „brutalnym łamaniu praw człowieka przez Mińsk”. Obawiam się tylko, że nawet najbardziej debilny kibol wie, gdzie rozrabianie ujdzie bezkarnie a gdzie nie. Dlatego polską policję – jak to się u nas w Bydzi mówi – pozbadli, a przed białoruską czują respekt. :-)

      • Avatar jg

        @wute

        Wcale nie jestem zdziwiony, ze takie rozwiazanie sie proponuje. Jak na Expo Chinczycy byli w stanie wylac asfalt pochlaniajacy kaluze zeby odwiedzajacy sobie butow nie pomoczyli?!

        Tutaj akurat nie potrzeba miesiecy ani lat zeby cos wdrozyc. W Polsce zastanawiaja sie czy do 2020 uda sie w Warszawie wybudowac druga linie metra, a w Pekinie gazety zadaja sobie pytanie ile do 2020 powstanie nowych linii/wydlozy sie obecne. Nie ta liga jesli chodzi o rozwoj infrastruktury.

      • Avatar Zyggi

        A propos stanu naszej infrastruktury, przypomina mi się powiedzonko jeszcze z czasów PRL: „Bylibyśmy ostatni w Europie, ale na szczęście istnieje Albania”. :-)

  • @PZ
    c.d

    „Chiny i owszem nominowaly nas do roli lidera (inne kraje tez kiedys nominowaly Polske do bycia liderem przemian w Europie Wschodniej), i nie chodzi o to aby z tego rezygnowac budujac alternatywne bloki, ale czy Pana zdaniem jestesmy w stanie przebic sie do swiadomosci Chinczykow na wlasna reke?”

    To jest dobre pytanie. Patrzac na doswiadczenia roznych trojkatow wyszehradzkich, czy wschodniej polityki L.Kaczynskiego, jestesmy za slabi by budowac bloki. Trzeba probowac i niech wygra lepszy. Narazie wyprzedziamy cala reszte o dwie dlugosci ( zgadzam sie z Panem ze to wynik przypadku).

    „Jak Pan zauwazyl budzet na Expo obcieto o 70%, stad tez mam watpliwosci czy samodzielnie Polska jest w stanie budowac tam wlasny wizerunek, a przede wszystkim czy nas na to stac. Na razie skorzystalismy z checi wypromowania Polski przez Chiny, czyli sprawili nam fajny prezent. Jak mawial Milton Friedman “nie ma nic za darmo”.
    Istotne jest wiec dlaczego Chiny nas do takiej roli wybraly, oraz aby nie obrocilo sie to w relacje jednostronne (jak na razie obserwowane w deficycie na rachunku biezacym).”

    Ma Pan tu zupelna racje. Zgadzam sie w 100 %.

    „W tym wzgledzie to na pewno ciekawie byloby od Pana uslyszec realna ocene naszych mozliwosci, jako ze Chiny zna Pan dobrze. Rozbrajajaco szczerze przyznam, ze nie mam doswiadczenia aby to realnie ocenic.”

    Nie jestem jakims wielkim specjalista od Chin. Wsporganizujemy teraz jako CSPA misje branzy spozywczej do prowincji Henan ( a wiec nie tej bogatej ze Wschodniego Wybrzeza- tylko tej bardziej przyszlosciowej). W misji biora udzial firmy notowane na gieldzie, a takze takie ktore juz maja zaklady produkcyjne w Chinach. Po tym wyjezdzie bede wiedzial wiecej. I napewno napisze o tym na stronie. Zobaczymy jakie mamy szanse w branzy spozywczej.

    „Jak chodzi o intergracje Wietnamczykow to chyba jest to w miare bezbolesny problem w Polsce (wrecz powiem, ze niezauwazalny) w porownaniu z problemem srodowisk z nieco innych stron swiata w Europie Zachodniej. Calkiem inna sprawa dotyczy programow integracyjnych (lub tez ich braku) w Polsce, oraz faktu ze jednak przez ostatnie lata bylismy spoleczenstwem dosc zamknietym. To raczej z tym wiazalbym problem wyjazdu dobrze wyksztalconych Wietnamczykow (problem “brain drain” zreszta dotyczy takze Polakow) oraz szukania pracy w firmie rodzicow.”

    Wie Pan, Wietnamczycy to Azjaci. Oni zamykaja sie w swojej spolecznosci i nie robia raczej problemow, choc ostatnio okazalo sie ze wynajmuja pod Warszawa ( gdzie wyglad azjatycki juz nie zwraca niczyjej uwagi) domy i przerabiaja je na plantacje marihuany :) ( dodatkowo wogole nie wchodzac w zadne kontakty z naszymi rodzimymi gangsterami).
    Wietnamczycy nigdy tez otwarcie nie powiedza ze im tu zle, nie skrytkuja Polski. Sa taktowni, dyplomatyczni- robia pieniadze i siedza cicho. Poniewaz dobrze im sie w Polsce powodzi, nie chca problemow, a takie niechybnie by sie zaczely gdyby zaczeli sie tu domagac jakis praw i zadac integracji :) To jest azjatycka mentalnosc, jakze inna od emigrantow z innych krajow.

    Jednak choc sami polscy Wietnamczycy mowia mi o tym tylko prywatnie ( i tak bardzo dyplomatycznie) prawda jest taka ze nie mamy zadnego pomyslu jako kraj. Wielu z tych potomkow wietnamskiej inteligencji, pakuje sie i wyjezdza do UK lub w swiat. Inni ida do pracy do Wolki Kosowskiej.
    Nawet starsi Wietnamczycy przyznaja ze mlode pokolenie, jest kulturowo Polakami. A jednak nie sa tu niewykorzystani. Maja wybor: albo praca w wietnamskim swiecie, albo wyjazd w swiat.
    To moim zdaniem nie jest sukces integracyjny. Samo sie to nie zrobi. Dlatego Pana pomysl z Asian Desk jest bardzo dobry. Sam w sobie, ale takze jako element bardziej zlozonej polityki integracyjnej.

    „Dlaczego uwaza Pan, ze migracja Wietnamska ogranicza mozliwosci manewru migracji Chinskiej?”

    Po pierwsze nie ma polskiej polityki imigracyjnej, tak jak np w Australii. Nikt nie kontroluje tego procesu na zasadzie „teraz wiecej Wietnamczykow i troche Bialorusinow” :) Wszystko dzieje sie przypadkowo, samoistnie.
    Dlaczego sie wyklucza. Gdyz z reguly imigranci z tych krajow zajmuja sie podobnymi branzami i wykonuja podobne zawody. ( handel, gastronomia itd).
    W tym sensie masowa emigracja z Chin, niewiele juz wniesie- gdyz jedzeniem i drobnym handlem juz sie zajmuja Wietnamczycy.

    Wiele osob uwaza ze trzeba stawiac na Wietnamczykow gdyz:
    – juz tu sa
    – nie stoi za nimi potezne panstwo

    Ale ma Pan racje, ze kontakty z Chinami to zupelnie inna jakosc. To wielkie inwestycje, panstwowe koncerny itd. Byc moze juz wkrotce tysiace chinskich robotnikow w Polsce. Zupelnie inna bajka.
    Pozostaje mi tylko wierzyc ze beda tu jakies pomysly, koordynacja i konsekwencja we wcielaniu ich w zycie.
    Inaczej bedziemy skazani na przypadek, a to bedzie ruletka i niekoniecznie w niej wygramy :)

    • Ciekawym eksperymentem (moze to nawet jakis pomysl na projekt pod patronatem CSPA) byloby zaangazowanie samych Wietnamczykow (skoro juz tu sa) w sformulowanie ram jakiegokolwiek programu integracyjnego. Oni chyba najlepiej wiedza co dziala, a co mozna poprawic.
      Ma Pan racje, ze to grupa mocno niewykorzystana, przez co traca obie strony.
      Szkoda byloby powtarzac dalej bledy nieprzygotowania, braku spojnej wizji i konsekwencji w jej realizowaniu, zwlaszcza z partnerem takiego kalibru jak Chiny. Na razie mamy „fory” i powinnismy z tego skorzystac.
      Chyba, ze optujemy za haslem reklamowym „Polska – jakos to bedzie”. :)

    • Wspomnial Pan takze o edukacji jako jednej z branz, wiec podziele sie doswiadczeniem wlasnym jako absolwenta zagranicznej uczelni.
      W Polsce po studiach brakuje chyba troche monitorowania „kariery” (w sposob zorganizowany) przez uczelnie, chociaz zaczyna sie o tym powoli mowic.
      A jest to swietna mozliwosc budowania sieci kontaktow, ktora mozna wykorzystac przy promocji edukacji do studentow za granica, dodatkowo jesli wykorzytuje sie do tego zagranicznych studentow konczacych dana uczelnie. Robi tak moja „alma meter” proszac o coroczny update CV w uczelnianej bazie danych (dodatkowy bonus dla uczelni to z pewnoscia mozliwosc biznesu z firmami headhunterskimi). Rozwiazanie praktyczne i o tyle latwe do wprowadzenia w Polsce, ze wymaga inicjatywy oddolnej samej uczelni (latwiejsze to niz jakis rzadowy czy centralny program).
      Dodatkowo co kilka lat organizowany jest w okresie wakacyjnym „homecoming day”, gdzie zlatuja sie absolwenci bez wzgledu na rocznik, glownie w celu nawiazania nowych znajomoci lub odnowienia starych – znow wiec kontakty, wiec w przypadku Azji temat bardzo na miejscu.

  • (Tym razem mi nie przechodza dlugie komentarze- dziele na czesci)

    @PZ
    „Konkurencja o przyciagniecie jak najwiekszej ilosci kapitalu bedzie nie tylko wsrod Wyszehradu ale w calej UE (wylaczajac chyba tylko Niemcy), wiec akurat w tym wzgledzie badzmy szczerzy – kazdy sobie.”

    Ma Pan racje, z tym ze kraje wyszehradu, to kraje podobne i kraje na zblizonym poziomie gosp-cywilizacyjnym. Wiec tutaj rywalizacja bedzie najwieksza. Niemcy to zupelnie inna kategoria.

  • Co do branży produkcyjnej, tu możliwości konkurencji z Chinami są chyba rzeczywiście niewielkie. Ilustracją tego jest fakt, że już w latach 90-tych nasze stocznie wolały sprowadzać silniki okrętowe z Korei, od Hyundai’a niż od Cegielskiego. Skoro z Koreańczykami nie dawaliśmy rady, to co dopiero mówić o Chinach…
    Myślę, że w zasadzie jedyna możliwość to promocja określonych branż i ich eksport. W naszym wypadku na pewno taką branżą byłoby rolnictwo i przetwórstwo owocowo-warzywne. Skoro Francuzi czy Włosi potrafili wypromować swoje wina czy sery, to chyba my też moglibyśmy efektywnie zadziałać w „spożywce”. W końcu nasze spirytualia i wyroby garmażeryjne są w świecie znane z dobrej jakości. A także, jak zauważa Kolega PZ, nasze słodycze i soki byłyby świetną „forpocztą” naszego eksportu z tej branży.

  • Konkurencja o przyciagniecie jak najwiekszej ilosci kapitalu bedzie nie tylko wsrod Wyszehradu ale w calej UE (wylaczajac chyba tylko Niemcy), wiec akurat w tym wzgledzie badzmy szczerzy – kazdy sobie. :)
    Chiny i owszem nominowaly nas do roli lidera (inne kraje tez kiedys nominowaly Polske do bycia liderem przemian w Europie Wschodniej), i nie chodzi o to aby z tego rezygnowac budujac alternatywne bloki, ale czy Pana zdaniem jestesmy w stanie przebic sie do swiadomosci Chinczykow na wlasna reke?
    Jak Pan zauwazyl budzet na Expo obcieto o 70%, stad tez mam watpliwosci czy samodzielnie Polska jest w stanie budowac tam wlasny wizerunek, a przede wszystkim czy nas na to stac. Na razie skorzystalismy z checi wypromowania Polski przez Chiny, czyli sprawili nam fajny prezent. Jak mawial Milton Friedman „nie ma nic za darmo”. :)
    Istotne jest wiec dlaczego Chiny nas do takiej roli wybraly, oraz aby nie obrocilo sie to w relacje jednostronne (jak na razie obserwowane w deficycie na rachunku biezacym).
    Zywnosc do Chin sprzedaje dla przykladu Holandia, Francja, Szwajcaria, Wlochy, Hiszpania wiec mozliwosci na pewno sa (soki, slodycze, wysokoprzetworzony nabial to na poczatek), tyle ze brak jest jak na razie promocji a wiec znowu, czy stac Polske na samodzielna promocje. W informatyce juz w tej chwili Polacy wspolpracuja z Chinczykami przy produkcji oprogramowania dla zachodnich firm, wiec pierwsze szlify juz sa. :) W przypadku informatyki dla mnie interesujacy jest fakt iz zachodnie firmy nie mogac sciagnac programistow na zachod, postanowily przyjsc do Polski (np. Microsoft we Wroclawiu), wiec jest to jakas przewaga ktora mozna wykorzystac.
    Turystyka i edukacja to takze branze gdzie cos mozna probowac, ale wraca pytanie o mozliwosc samodzielnego dotarcia i wypromowania sie w Chinach. W tym wzgledzie to na pewno ciekawie byloby od Pana uslyszec realna ocene naszych mozliwosci, jako ze Chiny zna Pan dobrze. Rozbrajajaco szczerze przyznam, ze nie mam doswiadczenia aby to realnie ocenic. :)
    Jak chodzi o intergracje Wietnamczykow to chyba jest to w miare bezbolesny problem w Polsce (wrecz powiem, ze niezauwazalny) w porownaniu z problemem srodowisk z nieco innych stron swiata w Europie Zachodniej. :)Calkiem inna sprawa dotyczy programow integracyjnych (lub tez ich braku) w Polsce, oraz faktu ze jednak przez ostatnie lata bylismy spoleczenstwem dosc zamknietym. To raczej z tym wiazalbym problem wyjazdu dobrze wyksztalconych Wietnamczykow (problem „brain drain” zreszta dotyczy takze Polakow) oraz szukania pracy w firmie rodzicow.
    Jakas forma zorganizaowanej integracji powinna powstac bez wzgledu czy bedzie kierowana do Chinczykow, Wietnamczykow czy do innych nacji.
    Dlaczego uwaza Pan, ze migracja Wietnamska ogranicza mozliwosci manewru migracji Chinskiej?

  • Czy mamy szanse na poprawienie ujemnego bilansu handlowego z Azją ? Jak wobec rosnącego znaczenia Azji mają się doktryny głównych partii na politykę zagraniczną (mam na myśli ukierunkowanie PO i SLD na Europę i PiS na USA) ?
    Jeżeli Azja, to czy będzie to największy rynek Chiny, Korea Pd. z którą łączą nas najsilniejsze więzi ekonomiczne (w stosunku do wspólnego PKB!), Wietnam czy może Indie ?

    Myślę, że takie tematy powinny być poruszone.

  • @ Radek Pyffel
    Zamierzam poswiecic troche miejsca w prezentacji turystyce i wlasnie edukacji ( szturm Chinczykow na uczelnie UK i wprowadzane tam kwoty) co jest szansa dla naszych uczelni, jesli sprobuja sie przystosowac.

    Szansa dla Polski jest tym większa bo uczelnie w UK podnoszą czesne z 3000 pounds do 9000 pounds dla Europejczyków od 2012. Spowoduje to nie tylko ich odpływ z angielskich uczelni, ale też podniesienie czesnego dla non-Europeans, które i tak już jest minimum trzy razy wyższe, bo uczelnie będą jakoś musiały równoważyć budżety. 100,000 chińskich studentów w UK jest świetną grupą do oskubania, biorąc pod uwagę, że chińscy rodzice są w stanie sprzedać dom czy samochód, żeby tylko opłacić czesne dzieci za granicą. Do tego ponad 90% to self-financed students, a nie government-backed.

    Ostatnio pisałem o tym tekst, który może pójdzie do chińskiego Global Times.

    Nie wszyscy są w stanie pozwolić na studiowanie w drogiej UK (koszty całkowite około trzy razy wyższe niż na studiach np. w Polsce) więc polskie uczelnie, szczególnie te mające programy w języku angielskim, mogą na tym zyskać podwójnie. Tylko pod warunkiem, że ludzie w konsulacie zaczną wydawać wizy potencjalnym chińskim studentów.

    Ostatnio się dowiedziałem, że najłatwiej dostać wizę do Szengen aplikując w ambasadzie czeskiej w Pekinie. Podobno czeka się tylko dwa dni i nie robią żadnych problemów. Czesi też wykupili powierzchnie reklamowe w pekińskim metrze i reklamują Pragę jako super destynację dla chińskich turystów.

    • No wlasnie :)

      Z Praga i tak nie mamy szans konkurowac. Nie mamy porownywalnego takiego brandu w Polsce. Jak nawet zauwazylem, na popularnosci Pragi korzysta Krakow, bo sporo ludzi bedac w Pradze decyduje sie tam wpasc.
      Z moich ( potocznych wprawdzie) informacji, ktore uzyskalem jezdzac z chinskimi znajomymi po Polsce, sa oni zachwyceni nasza dzika natura i parkami naturalnymi. Wiem ze to co napisze zabrzmi skandalicznie, ale chyba dajmy sobie spokoj z ta budowa „spoleczenstwa opartego na technologii i wiedzy” :) Porownujac liczbe patentow, (a zwlaszcza fakt iz 10 lat temu bylismy w podobnej do Chin sytuacji) widac juz wyraznie ze to stamtad beda plynac technologie i niewykluczone ze najlepsi informatycy z Polski beda szukac pracy gdzies w basenie Pacyfiku ( niekoniecznie po amerykanskiej stronie).
      Moze w tej sytuacji lepiej postawic na Bialowieze?

      To sa potoczne informacje, ale gdyby zrobic porzadne badanie/research ( i mam nadzieje ze niedlugo takie zrobimy) to mam wrazenie ze wynik bylby mniej wiecej taki.

      • Avatar jg

        Odnośnie turystyki, mieszkańcy bodajże pięciu największych chińskich miast wliczając Pekin, Szanghaj i Guangzhou, pozostałych dwóch nie pamiętam, nie mają już obowiązku wyjazdu do Szengen w grupach zorganizowanych, mogą aplikować indywidualnie.

        Otwiera się więc nowy rynek takich „indywidualistów”, którzy będą chcieli wyjść spod rodzinnego klosza i sprawdzić się w terenie, np. gdzieś w Bieszczadach.

        Z moich doświadczeń podróżowania po Polsce w towarzystwie Chińczyków, do ulubionych należały: kościół w Licheniu (gdzie napotkany ksiądz próbował mnie przekonywać, że z komunistami ateistami przyjaźnić się nie można bo „komunizm jest zły” (WTF???)), malutkie wioski nad Polskim morzem w stylu Rewa w okolicach Gdańska, Szczawnica i lasy w okolicach Bystrzycy Kłodzkiej.

      • Avatar Zyggi

        @ jg
        Obawiam się, że w naszej klasie politycznej także występują osoby o horyzontach zbliżonych do tego księdza z Lichenia. Gdy posłuchać, co bredzą niektóre gadające głowy w TV, to siłą rzeczy nachodzą człowieka takie podejrzenia. Ale nieważne, jak śpiewał Wojciech Młynarski: „Róbmy swoje” (w domyśle – my jako sympatycy CSPA i w ogóle miłośnicy Azji). Pokrzepia świadomość, że są w Polsce ludzie myślący, którzy myślą (i coraz głośniej mówią) o Azji jako o miejscu, gdzie można i warto działać.
        Mała dygresja a propos turystyki. Kiedyś już o tym pisałem, ale pozwolę się powtórzyć: Rok temu na dworcu PKP w Bydgoszczy spotkałem samotnie podróżującą młodą Chinkę. Okazało się, że dziewczyna pochodzi z Kantonu i czeka na pociąg do czeskiej Pragi. Pokazała mi dość nowatorsko wydany przewodnik (po chińsku), traktujący o naszej części Europy. Rozmowa niestety trwała krótko, bo pojawił się mój pociąg do Krakowa. Natomiast zastanowiło mnie, czy owa dziewczyna była wyjątkiem czy może raczej Chińczycy są po prostu bardziej od Japończyków skłonni do samotnych podróży?
        Co do polskiej branży turystycznej. To prawda, że nie mamy tak znanych, przyciągających tłumy turystów miast jak Praga. Nasza stolica, jakkolwiek „da się lubić”, to niestety przegrywa tu konkurencję, chyba nie ma tego klimatu co Praga, Budapeszt czy Wiedeń, nie mówiąc o Paryżu czy Barcelonie. Ale mamy przecież mnóstwo innych, mniejszych ale pięknych, romantycznych miast jak Kraków, Zamość czy Kazimierz Dolny. A poza tym czy np. ulica Piotrkowska w Łodzi albo gdańska starówka nie są warte, by je zwiedzali turyści z Azji? Albo Wrocław? Czy nie warto tego promować w Pekinie, Szanghaju czy Hongkongu? Być może warto też szerzej reklamować Polskę jako ojczyznę Chopina i Kopernika, organizować wycieczki do Torunia i Żelazowej Woli. Ponadto Polska jako kraj malowniczych krajobrazów, znakomitej kuchni. Oczywiście aby przyciągnąć Azjatów, nie wystarczy sama tylko reklama typu „Odkryj nieznane”. Trzeba bedzie zainwestować niemało w infrastrukturę: koleje, drogi, lotniska. Spotkana przeze mnie Chinka nie bez powodu westchnęła, że przed nią „so long way to Prague”… Ale z chwilą, gdy liczba odwiedzających sięgnie określonej liczby osób, wszelkie inwestycje zwróca się z nawiązką, bo nie tylko Azjaci nas odwiedzają, turyści z Zachodu też. A i my coraz więcej podróżujemy, więc dlaczego podróż do Zakopanego ma nadal trwać dłużej niż do Hiszpanii czy Turcji? Co o tym myślicie?

  • Panowie,

    Bardzo Wam dziekuje ze w dniu slubu ksiecia Williama ktorym zyje dzis cala Polska :) znalezliscie kilka chwil by podzielic sie swoimi przemysleniami, ktore postaram sie wykorzystac.
    Po cichu licze tez ze do dyskusji wlacza sie Panie, wnoszac troche kobiecego spojrzenia,

    Przechodzac do meritum:

    @Pan Stanislaw Gadomski

    Mysli Pan ze mamy szanse konkurowac cenowo z Chinami. Praca w Chinach co prawda drozeje, ale wyglada na to ze w segmencie najtanszej produkcji zastapia ich Wietnam, Sri Lanka itd
    Jak sadze trzeba cos w tej sytuacji wymyslic (sensownego), a potem to zrealizowac.

    Na Filipinach bylem w lutym i dominuja tam Korenczycy, Tajwanczycy, Chinczycy i Rosjanie ( pojawiaja sie tlumnie na calym swiecie- widzialem ich w Dubaju, Kambodzy, Tajlandii, Filipinach). Polakow tam malo, wiec plazowicze niewiele straca.
    Z drugiej strony podalem przyklad Filipin jako kraju odleglego, ale w jakis sposob bliskiego nam kulturowo ( najbardziej zadziwilo mnie to iz rozklad architektoniczny filipinskich wiosek jest identyczny jak w Polsce- jezdzac po tym kraju ma sie wrazenie iz nie wyjechalismy z Polski). Filipiny to blisko 100 mln ludzi i takze narod imigrantow, wedrujacy po swiecie w poszukiwaniu pracy.
    Inny przyklad to Mongolia, z ktora nasze zwiazki byly bardzo silne, czego wyrazem jest obecna w Polsce diaspora i gwiazda Szymon Majewski show, czyli swietnie mowiacy po polsku, wychowany w Polsce Mongol ktory na potrzeby programu mowi ze smiesznym akcentem ( chodzi zdaje sie z mikrofonem i udaje ze jest z TV Ulan Bator).
    Czy nie szkoda sie wycofywac z tych krajow?
    Sprawdze jakie sa roczne koszty utrzymania placowek w tych krajach i czego jest to rownowartosc. Mysle ze jako panstwo chyba jednak nas stac na to by byc tam obecni, a przenoszenie kompetencji na poziom UE i „tniecie kosztow” nie jest warte utraty pozycji politycznej.

    @jg

    Trafne spostrzezenie odnosnie hukou. Zamierzam poswiecic troche miejsca w prezentacji turystyce i wlasnie edukacji ( szturm Chinczykow na uczelnie UK i wprowadzane tam kwoty) co jest szansa dla naszych uczelni, jesli sprobuja sie przystosowac. Nie powiazalem tego z nowymi regulacjami huko, bardzo cenna informacja, dziekuje

    @Zyggi, jg

    Co do bezposrednich polaczen lotniczych, rozmawialem o tym z bylym prezesem LOT-u ( wyksztalconym we Francji, ktory powrocil do Polski) Panem Andrzejem Mikoszem. Mowil on, ze wowczas nie bylo na taki lot koniunktury politycznej, nie zgadzala sie na to Rosja, blokujac przelot nawet pustych testowych samolotow.
    Obecnie sporym probemem jest „rozbicie dzielnicowe’ Kazde lotnisko ma wlasne ambicje, dlatego ruch jest rozdrobniony.
    Slyszalem ze w czasie Kongresu bedzie dyskutowana idea, jednego ogolnopolskiego lotniska miedzy Lodzia a Warszawa, ktorego celem bedzie zagregowanie tego potencjalu.

    @PZ

    Bardzo dziekuje Panu za uwagi. Czy mysli Pan ze Wietnamczycy dobrze sie integruja. Z moich rozmow z nimi wyglada ze nie do konca.
    Wiekszosc z nich mimo ukonczenia uczelni prawniczych czy ekonomicznych, albo wyjezdzaja za granice, albo ida do pracy w firmach swoich rodzicow.
    Nie istnieje w Polsce zaden program integracji Wietnamczykow, zachet do pracy w polskich instytucjach czy firmach.
    Nie znam szczerze mowiac polskich Wietnamczykow, ktorzy pracuja na polskich uczelniach, w polskich firmach czy instytucjach.
    Chocby z tego powodu Panski pomysl Asian Desk, jest bardzo dobry.
    Musialaby za tym isc strategia swiadomego postawienia na Wietnam i Wietnamczykow (trzeba przy tym pamietac ze to ograniczy juz ruch w przypadku ewent. emigracji chinskiej- albo albo). Warto sie zastanowic nad tym.

    Co do Litwy, to narazie mamy tam inne problemy :) niz wspolne stanowisko wobec Chin :)
    Jesli chodzi o wyszehrad, bedzie to rywalizacja o to kto przyciagnie najwiecej chinskiego kapitalu. Chiny wytypowaly nas na lidera- czy mamy sie teraz tego zrzec i stworzyc Unie Wyszehradzka do kontaktow z Chinami?:)

    Ciekawe branze Pan opisuje.
    Mysli Pan ze mamy szanse na spozywke? Chinska wies tego nie wyprodukuje taniej ( i na miejscu)?
    A informatyka?
    Szczerze mowiac myslalem o Turystyce i edukacji ( ale nie tej na najwyzszym poziomie, tylko takiej „drugoligowej” niszy).

    Jesli chodzi o UE, to w przypadku sektora budowlanego czy kolejowego, jej interesy z chinskimi koncernami sa sprzeczne. Jak to rozegrac?

    • Żeby wejść w jakikolwiek rynek w Chinach trzeba mieć przebicie i kontakty polityczne. Polscy politycy, poza Pawlakiem, polityki z Chińczykami robić nie umieli i nie umieją. Do tego nie mają żadnych długotrwałych relacji, a tylko w długiej perspektywie można coś ugrać. Do tego dochodzi wyprzedaż polskiego kapitału państwowego i niestety, ale nie ma z czym wchodzić do Chin.

      Kandydatów do chińskiego rynku jest wielu i niby dlaczego Chińczycy mieliby go oddać Polakom, którzy ich krytykują, a to za prawa człowieka (Borusewicz przy wizycie Jia Qinglina), a to za Liu Xiaobo (Wałęsa jak to Chińczycy przegrywają 2:0). A Chińczycy pamiętliwi są i będą robić interesy z tymi, którzy wolnościowej fobii nie mają np. z Niemcami czy Francuzami, i nie przypominają Chińczykom na każdym kroku Tiananmenu.

      Nie będzie Polski to będzie Ukraina i Białoruś, chociaż tutaj Chińczycy chyba nie dostaną zgody od Rosji.

      • Avatar wute

        Na Białorusi Chiny już są. Zainwestują 10 mld.
        Dla Łukaszenki to:
        – finansowy dar z nieba
        – pokazanie alternatywy Moskwie

    • Ma Pan rację, tu się zgadzamy, konkurowanie z Chinczykami jest bardzo trudne. I raczej nie dlatego, że sa tańsi, chociaż, tak, drożeją i dżinsy są teraz robione w Bangla Deszu. Oni są lepiej zorganizowani i mądrzejsi. Bo elektronikę i samochody automaty robią (1 Toyota przed laty wymagała tylko 16 godzin ludzkiej pracy), więc to nie koszty pracy decydują. W oprogramowaniu teraz przoduja Hindusi, oni na starcie mają znajomość języka angielskiego i pokonali programistów rosyjskich. Zresztą w tej dziedzinie o globalizację najłatwiej.
      Z likwidacją ambasady na Filipinach to był żart, miałem na myśli zasłużonego polityka krajowego, któremu trzeba jakąś synekurę dać. W PRLu amasadorem na Jamajce został przewodniczacy ZMS Marian Renke. Pamietam zabawny komunikat prasowy, że się spotkał z prezydentem Jamajki i przedmiotem rozmów był dalszy rozwój stosunków polsko – jamajskich.

  • @ PZ
    Cyt. „Chiny niczego za darmo nam nie dadza i jesli Polska da sie zdominowac to z pewnoscia zostanie to wykorzystane (dokladnie tak jak do tej pory przez firmy zachodnie).”
    Jeśli daliśmy się wykorzystać przez Zachód, to już widzę jak nie damy się Chińczykom (NB zwanym Żydami Azji)… Jeśli nie zaczniemy się zachwywać zupełnie inaczej niż dotąd, to sprytni Chińczycy wyrolują nas jak małego Kazia. Zarobią na nas ile zechcą, a jeszcze i darmową rozrywkę będą mieli z wysokich, długonosych „leszczy”.
    Tak to już jest na tym świecie, że polityka to nie pole działania dla gardzących materią natchnionych prometeizmem dziwaków tylko dla ludzi o mentalności cwanego, przebiegłego handlarza o zdolnościach do myślenia zarówno taktycznego jak i strategicznego. Kto tego nie rozumie, naraża się na frustrację, a bywa że i na pośmiewisko.

    • Po prostu staram sie byc w miare pozytywny w swoim mysleniu, mimo ze zludzen nadmiernych nie mam co do tego kto wiecej na biznesie zyska. :)
      Tylko czy mamy jakis wybor Twoim zdaniem?

      • Avatar Zyggi

        Wyboru specjalnie nie ma. Poniżej trochę pisałem na temat ewentualnych możliwości działania tak, by coś ugrac na kontaktach z Chinami (turystyka, przetwórstwo rolno-spożywcze).

  • Ponizej kilka obserwacji w odpowiedzi na postawione przez Pana pytania i nie tylko.

    1) Wietnam
    Moim zdaniem temat nieco zapomniany w Polsce (takie mam wrazenie), a biorac pod uwage wspomniana diaspore oraz historyczne kontakty bardzo perspektywiczny dla Polski (z kilku wzgledow o czym ponizej).
    Chyba zgodzimy sie, ze w Azji nic nie dzieje sie z dnia na dzien, a wiele mozna zdzialac majac dlugotrwale kontakty, wiec w przypadku Wietnamu jakies fundamenty sa.
    Polska zdezy sie w niedlugim czasie z problemem demograficznym (takze na gruncie finansow publicznych), a biorac pod uwage ze Wietnamczycy bardzo dobrze sie w Polsce asymiluja oraz integruja ze spoleczenstwem upatrywalbym w tym szansy na intensyfikacje zarowno zachet imigracyjnych dla Wietnamczykow (ulatwienia wizowe, promocja edukacji i studiowania w Polsce oraz promowania wzajemnych kontaktow biznesowych).
    Niezmiernie wazne byloby ulatwienie zalegalizowania pobytu Wietnamczykow juz w Polsce przebywajacych i wykorzystanie tych juz w Polsce wyksztalconych oraz tu pracujacych w tym procesie.
    Dla przykladu podam, ze w Holandii I Niemczech niektore z firm finansowych (banki, ubezpieczenia, audit) posiadaja tak zwany Asian Desk (gdzie w Niemczech sa to na przyklad Japonczycy, a w Holandii Koreanczycy), gdzie wlasnie Azjatow juz tam przebywajacych angazuje sie do marketingu wsrod klientow z tej grupy, lub promocji kraju goszczacego w kraju macierzystym (przy uzyciu izb handlowych miedzy innymi).

    2) Ktore kraje do wspolpracy?
    Oczywiscie Wietnam nie jest jedynym potencjalnym krajem do wspolpracy. Na pewno sa to takze Japonia, Korea Pld., Malezja, Indie oraz oczywiscie Chiny.
    Pozostaje pytanie co z reszta regionu i czy rzeczywiscie zamykac tam ambasady. Aby na to odpowiedziec wedlug mnie nalezaloby zdefiniowac jakie interesy w danym kraju ma Polska, co chcemy osiagnac i czy stac nas na to?

    3) Polska-Chiny-UE-Nowa Europa
    Wydaje sie, ze sluzba dyplomatyczna UE bedzie powoli podazac do przodu. Jednym z kluczowych zagadnien jest, aby w reprezentacji tejze sluzby w krajach Azji w ktorych Polska chcialaby cos osiagnac (ktore wymienilem w punkcie 2) mocno popierac polskich kandydatow do tych placowek. Nawet jesli nie uda sie otrzymac najwyzszych stanowisk to nalezaloby dazyc do tego aby w jakiejs formie Polak byl tam obecny.
    Niedawno prof. Rybinski pisal o wspolnym stanowisku wobec Chin z blokiem krajow morza Baltyckiego. Podtrzymam swoj komentarz, ktory umiescilem pod jego artykulem, blok RMB mnie nie przekonuje jako, ze jest tam zbyt wiele roznych interesow w zwiazku z czym I trudno bedzie negocjowac wewnatrz tejze grupy, co objawi sie niemozliwoscia mowienia jednym glosem (lub tez rozwadnianiem stanowiska).
    Osobiscie wiecej spojnych interesow (gospodarczych) widze w grupie Nowej Europy (Polska, Slowacja, Wegry, Czechy, Chorwacja, a takze Rumunia i Bulgaria). Jak jednak zauwazyl wute (w poscie pod artykulem prof. Rybinskiego), Czechy zarazily sie prometeizmem od Polski, wiec wlaczanie ich do wspolnego stanowiska wobec Chin nie jest korzystne. :)

    Jesli chodzi o branze to powtorze sie wymieniajac kilka ktore wedlug mnie moga stac sie Polska silna strona w relacjach z Azja.
    1) Przemysl spozywczy i rolnictwo (bardzo perspektywiczny rynek w Azji gdzie klasa srednia wciaz sie powieksza i powiekszac bedzie).
    2) Biotechnologia
    3) Farmacja
    4) Przemysl chemiczny
    5) Informatyka
    6) Inzynieria materialowa
    7) Medycyna I inzynieria biomedyczna

    Natomiast wspolpraca z UE w celu powstrzymania ekspansji Chin uwazam, ze nie przyniesie zadnych korzysci, a dodatkowo w tak zdefiniowanym stanowisku widze postawe prometejska (znowu Polska ma byc przedmurzem, nie dziekuje). Wedlug mnie godpodarczo Polska wiecej na wspolpracy z Chinami zyska, chociazby dlatego ze dodatkowy duzy inwestor zagraniczny poprawi konkurencje wsrod obecnych. Tego nigdy za wiele.
    Z tym tylko, ze nauczmy sie stawiac na wspolprace (czyli joint-ventures), bo to da realne korzysci I wplyw na decyzje. Chiny niczego za darmo nam nie dadza i jesli Polska da sie zdominowac to z pewnoscia zostanie to wykorzystane (dokladnie tak jak do tej pory przez firmy zachodnie).

    Stare kraje UE jesli chca Chiny powstrzymywac niech radza sobie same, dodam tylko, ze co do tego iz kazdy kraj UE-15 sie do takiego stanowiska przylaczy uwazam za niezbyt prawdopodobne (Niemcy z ich checia wspolpracy z Chinami, Hiszpania czy Grecja z ich potrzebami gotowki).

    Tak jak juz wielokrotnie pisalem w roznych postach, bierzmy Chiny takie jakie sa, bez jalowego gadania o demokracji, prawach czlowieka i tak dalej, bo polskie stanowisko niczego nie zmieni w tej materii, pogorszy tylko stosunki bilaterlane, ktore zaczely sie nieco po Expo poprawiac.
    Chetnych do biznesu z Chinami jest wielu, docenmy fakt ze akurat w Polsce widza potencjal do wspolpracy.

    • Znakomity post. Wśród poruszonych problemów pkt 1 dotyczący Wietnamu budzi szczególne uznanie.

  • Wiele trafnych spostrzeżeń. Cóż dodać… Myślę że warto zwrócić uwagę na brak bezpośrednich połączeń lotniczych Polski z Chinami, co jest cokolwiek uciążliwe zwłaszcza dla osób, które tam często podróżują w sprawach biznesowych. Pół biedy, jeśli lecimy z przesiadką via Helsinki, ale cofać się do Londynu czy Amsterdamu, żeby tam przesiąść się na inny samolot do Azji? To oznacza każdorazowo kilka godzin „w plecy”. Rozumiem, że LOT może niewiele. Że jest skrępowany faktem swego membership w Star Alliance, gdzie liderem jest Lufthansa zainteresowana tym, by jak najwięcej Polaków latało z Niemiec. Ale może udałoby nam się przyciągnąć zainteresowanie chińskich czy w ogóle azjatyckich przewoźników, np. tanich linii?
    Druga sprawa. Większość polskiego handlu z Chinami (w ponad 90% chodzi o import) odbywa się poprzez Hamburg i Rotterdam. Tu powstaje pytanie: Czy mamy szansę coś zmienić pod tym względem.
    Wreszcie trzecia kwestia, którą moim skromnym zdaniem warto poruszyć, wiąże się z potencjalnym udziałem chińskich firm w rozwoju polskiej infrastruktury (autostrady, koleje, telekomunikacja). Będąc w UE czy mamy jeszcze szansę dopuścić na nasz rynek tańszą konkurencję zamiast bez końca własnym kosztem „robić dobrze” Niemcom, Francuzom czy Włochom?

    • @Zyggi
      Myślę że warto zwrócić uwagę na brak bezpośrednich połączeń lotniczych Polski z Chinami, co jest cokolwiek uciążliwe zwłaszcza dla osób, które tam często podróżują w sprawach biznesowych.

      Rozmawiałem ostatnio ze znajomym z Etiopii, który mówi, że pomiędzy Etiopią, a Chinami jest około 10 bezpośrednich połączeń lotniczych tygodniowo. Codzienne loty do Beijing, Shanghai i Guangzhou.

  • Do pkt. 1 dodałbym wzmiankę o rosnącej liczbie studentów chińskich za granicą, ale też zmianę trendu dlatego, że coraz więcej z nich decyduje się na powrót do Chin. Patrz, regulacje dotyczące hukou mówiące o tym, że chińscy studenci, którzy zdecydują się na powrót do Chin po skończeniu studiów dostają hukou z miasta, w którym jako pierwszym dostaną pracę. Większość Chińczyków za granicą to osoby z poza głównych miast bo Pekińczycy czy Szanghajczycy wybierają uczelnie w swoich miastach nie brudząc sobie rąk edukacją na Zachodzie, gdzie w każdej chwili mogą pojechać na wakacje.

    Do pkt. 2 dodałbym, że obecnie dla każdej z globalnych firm z FORTUNE 500 Chiny są rynkiem numer 1 w budowaniu długoterminowych strategii. Na ostatnich targach motoryzacyjnych w Szanghaju, CEO Mercedesa zapowiedział, że główną grupą docelową dla nowych samochodów Mercedesa w Chinach są osoby w wieku 20-30 lat. Kolejny przykład to przeniesienie przez Audi jednego ze swoich najbardziej doświadczonych General Managerów, który do tej pory działał w Japonii i Korei Południowej, do Chin.

  • Gratuluję, będzie Pan w znakomitym towarzystwie. Co do meritum sprawy, p.1 kluczowych pytań – chińskiej ekspansji zatrzymać się nie da inaczej jak konkurując z nimi. Tzn. produkując taniej, to co oni produkują. Wiem, że to niewesoła perspektywa i można wątpić czy potrafimy, ale myślę, że to JEDYNY sposób. Bo wszelkie te obmyślania strategii nie są wiele warte. I nasi przedsiębiorcy muszą spuścić z tonu. Byłem przed laty komiwojażerem polskich firm szukającym zamówień dla nich na zachodzie. Znajdowałem tam zainteresowanie ulokowaniem produkcji w Polsce, bo dla zachodnich partnerów, było ważne, że mieli blisko (dla nadzorowania produkcji), że w Polsce łatwiej się dogadać i że Polska jest w UE (granice). Niestety nasi przedsiębiorcy mieli postawę niemal książęcą. Więc tamci wybierali rozwiązanie organizacyjnie dla nich trudniejsze – Chiny. Czas z powodów rosnących ułatwień komunikacyjnych działa zdecydowanie na naszą niekorzyść.
    Zamknąć ambasadę na Filipinach będzie chyba trudniej, bo to atrakcyjny kraj dla zasłużonych plażowiczów?

Pozostaw odpowiedź