Chiny news,Komentarz eksperta

R. Pyffel: Czy wojny XXI wieku będą wojnami walutowymi?

r.pyffelZa każdym razem gdy dochodzi do spotkania przywódców amerykańskich i chińskich rewaluacja juana staję się jednym z najważniejszych tematów rozmów. Amerykanie naciskają by Chiny umocniły kurs juana, te zaś godzą się jedynie na symboliczne ustępstwa, co nie zadowala Waszyngtonu.

Dwa największe mocarstwa współczesnego świata, mają ewidentnie sprzeczne interesy. Za każdym razem gdy są one artykułowane, publicyści i dziennikarze biją na alarm, mówiąc o światowej wojnie walutowej. Czy konflikt amerykańsko- chiński przerodzi się w wojnę i czy będzie to pierwsza w historii wojna światowa w której przemoc fizyczna zostanie zastąpiona przemocą finansową, a stawką w niej nie będzie zdobycie terytorium przeciwnika, lecz przejęcie kontroli nad kursem jego waluty? Czy w takim wypadku wojny te będą toczyć nie państwa, lecz ośrodki finansowe?

Tragiczne konsekwencje dwóch wojen światowych , a później era nuklearna, sprawiły iż obawa iż konflikt militarny byłby niszczący dla obu stron, stała się i jest do dziś skutecznym straszakiem, dla światowych mocarstw, które zaczęły odchodzić od konfrontacji zbrojnych. Od 1945 roku, (a więc już od ponad 65 lat) nie doszło do otwartej wojny między największymi mocarstwami, a rozstrzygnięcia militarne miały miejsce jedynie na terytoriach państw trzecich z dala od własnych granic (Korea, Wietnam) lub zostały zastosowane w stosunku do krajów zdecydowanie słabszych które można było pokonać przy minimalnych stratach własnych( Irak, Czechosłowacja, obecnie Libia).

Jak wskazuję pułkownik Jeffrey E. Haymond, w artykule Living in Interesting Times, The Economics of Chinese Currency Attack, opublikowanym w Strategic Studies Quarterly (2008) używanie waluty jako elementu strategii wojennej nie jest w historii niczym nowym i było stosowane przez stulecia. Pierwszym przypadkiem w którym decydującą rolę odegrała waluta była wojna o Kanał Sueski w 1956 roku, kiedy Francja i Wielka Brytania razem z Izraelem zaatakowały Egipt, by przejąć kontrolę nad tym strategicznym obszarem. USA sprzeciwiły się tej akcji i zaapelowaly o pokojowe rozwiązanie konfliktu na forum ONZ. Jednocześnie nowojorski Bank Rezerw Federalnych (New York Federal Reserve Bank) zaczął po cichu wyprzedawać brytyjskiego funta. W tym samym czasie możliwość pozbycia się rezerw zasugerował Związek Radziecki. Brytyjskie rezerwy zaczęły się zmniejszać. Wielka Brytania nie tylko nie była w stanie przekonać USA by zrezygnowały z wywierania presji na jej walucie, ale nie była także w stanie naruszyć amerykańskich rezerw w IMF. Nie mając wyjścia, Zjednoczone Królestwo zaakceptowało zawieszenie broni i konflikt zbrojny został zakończony. Oznaczało to także iż trwająca od końca XVIII wieku epoka w której Wielka Brytania cieszyła się statusem mocarstwa, dobiegła już końca.

Stało się tak w głównej mierze ze względu na słabość jej waluty. Jak mawiał już w połowie XX wieku, cytowany przez pułkownika Haymonda, prezydent USA John F Kennedy: -To co naprawdę ma znaczenie to… siła waluty. Wielka Brytania ma broń nuklearną, ale jej funt jest słaby. Więc każdy może się jej oprzeć. (What really matters is… the strength of the currency. Britain has nuclear weapon, but its pound is weak, so everyone pushes it around.)

W 1996 roku Richard Rosecrance w artykule „Powstanie Państwa Wirtualnego- Terytorium nie ma już znaczenia” (The Rise of the Virtual State: Territory Becomes Passé) opublikowanym w The Foreign Affairs, twierdził iż po II wojnie światowej najbardziej rozwinięte narody, (a zwłaszcza Niemcy i Japonia które wojnę przegrały), porzuciły koncepcje wojny o terytorium i skoncentrowały się na walce o udział w globalnym handlu. Trudno tu nawet mówić o wojnie, bardziej jest to rywalizacja. Liczą się technologie, wiedza, kapitał ludzki, a uczestnicy zdobywają, nie jak dawniej nowe terytoria, ale nowe rynki.

W 2007 roku zamieszkały w Waszyngtonie chiński analityk i ekonomista, Song Hongbing wydał książkę pod tytułem „Wojny walutowe” (Huobi Zhanzheng). Napisana w stylu teorii konspiracyjnych i z pozycji nacjonalistycznych od razu stała się w Chinach bestsellerem.

Song poszedł w swoich sensacyjnych rozważaniach znacznie dalej niż Rosecrane. Twierdził iż bogactwo narodów nie bierze się ani z ciężkiej pracy, ani wykształcenia, lecz z manipulacji kursem waluty. On bowiem decyduje o cenach importu i eksportu i to właśnie odpowiednie nim manipulowanie, jednym nabija kieszenie, a innych puszcza z torbami. Dlatego zdaniem Songa Chiny w żadnym wypadku nie powinny ulegać presji i rewaloryzować juana, bowiem to właśnie zachowanie kontroli nad własną walutą zdecyduję o tym czy kraj ten stanie się w XXI wieku supermocarstwem. Jeśli będzie przyjmować niekorzystny dla siebie kurs, nie pomoże ani ciężka praca, ani awans cywilizacyjny społeczeństwa. Miliard Chińczyków, pracować będzie na zyski finansjery z Wall Street, z którą zdaniem Songa rządy zachodnie toczyły od wieków walkę o władzę i statecznie ją przegrały, stając się jej marionetkami. Świat „wojen walutowych” to zdaniem Songa świat w którym władze finansowe i media, stały się ważniejsze od armii. Antyczny chiński generał Sun Zi który swego czasu mówił ze los państwa i przetrwanie jego mieszkańców, zależy od talentów wojskowych ich generała, dziś musiałby zmienić zdanie i twierdzić iż poziom dobrobytu społeczeństw zależy od decyzji i stopnia asertywności ich władz finansowych. Walki bowiem nie toczą się w okopach na linii frontu, ale w gabinetach dyrektorów banków i ministrów finansów. Song rozprawia się przy okazji z legendą i kultem jakim otaczany jest w Chinach Bill Gates ( półki w księgarniach uginają się od publikacji na temat tego sympatycznego i pomysłowego przedsiębiorcy, który własną pracą doszedł do sławy i bogactwa). Jego majątek to „zaledwie” 40 miliardów dolarów – czyli 100 razy mniej niż 4-bilionowa fortuna rodziny Rotschildów, którzy od wieków spekulowali i kiedy trzeba, wszczynali wojny, by zarabiać na tym krocie.

Praca Song Hongbinga wywołała ( co zrozumiałe) mieszane uczucia na Zachodzie, ale także w także wśród chińskich elit władzy i to z dwóch powodów. Po pierwsze, rządzący Chinami zostali poddani presji własnej- nastawionej nacjonalistycznie- opinii publicznej która zaczęła się od nich domagać twardszego stanowiska, po drugie przestraszyli się iż tak konfrontacyjna publikacja jest sprzeczna z oficjalnym kursem tzw. pokojowego rozwoju i może spowodować nieprzyjazne reakcje zagranicą Być może dlatego „Wojny walutowe” do dziś nie zostały przetłumaczone, na żaden język obcy.

Mimo tych spektakularnych teorii i bezustannego medialnego zgiełku jaki przetacza się przez światową prasę , uważam iż teza jakoby mamy do czynienia z frontalną wojną, a obie strony okopały się i bronią swoich pozycji jak na linii Maginota jest fałszywa, a wojna walutowa między największymi mocarstwami nie wydaję się prawdopodobna i z pewnością nie stanie się w XXI wieku, jedynym i najważniejszym polem wielce prawdopodobnej konfrontacji chińsko-amerykańskiej.
Po pierwsze gdyby tak było, Chiny nie przeznaczałyby coraz więcej środków na zbrojenia ( choć sumy jakie wydają na ten cel są i tak znacznie mniejsze niż wydawane przez Amerykę).

Po drugie, oba kraje powiązane są współzależnością gospodarczą. Dla Chin rynek amerykański to największy odbiorca ich towarów. Kryzys w Ameryce, oznacza iż Chińczycy nie mają dla kogo produkować. Dla Ameryki z kolei Chiny to jak nazwała je w czasie kampanii wyborczej z 2008 roku Hillary Clinton bankier, udzielający im kredytów i pożyczek. W interesie obu krajów jest więc stabilność i zachowanie tej kruchej równowagi. Różnice zdań w kwestii rewaluacji juana nie są wystarczającym powodem by wojna ta przestała być wyłącznie wojną medialną.

Po trzecie, stopniowa rewaluacja, a tylko taka jest możliwa z punktu widzenia Chin ( i realna, gdyż Ameryka nie ma żadnych instrumentów efektywnego nacisku by zmusić Chiński Bank Centralny do tego by zdecydował się na samobójcze dla własnego eksportu rozwiązanie i natychmiast, w ciągu jednego dnia uwolnił kurs juana), nie ma większego wpływu na relacje sino-amerykańskie.

Co ciekawe deficyt USA w handlu z Państwem Środka istniał od wielu lat. Głośno o rewaluacji zaczęło być dopiero wtedy gdy władze w Pekinie, zaczęły coraz śmielej próbować dywersyfikować swoje nadwyżki budżetowe i zamiast inwestycji w amerykańskie obligacje i dolara, zwiększyły zakup euro, złota, środków trwałych. Gdy okazało iż nadwyżki osiągnięte w handlu z USA, nie będą wracać do Ameryki w formie pożyczek i kredytów, kurs juana stał się dyżurnym tematem rozmów amerykańsko-chińskich. I poważnym problemem politycznym.

Po czwarte, rewaluacja juana z pewnością uderzyłaby w chińskich eksporterów, ale czy pomogłaby amerykańskim producentom? Czy przy istniejących kosztach pracy byliby oni w stanie konkurować w segmencie najtańszych produktów z Wietnamem, Bangladeszem czy innymi krajami do których już teraz powoli przenosi się produkcja z Chin? Raczej nie.
Po piąte, presja by Chiny wzmocniły juana jest niepotrzebna. Nie będą one bronić obecnego kursu w nieskończoność, gdyż w dłuższej perspektywie nie leży to w ich interesie.

A to dlatego, iż modernizacja Chin to kopia modelu rozwoju gospodarki proeksportowej, wcześniej stosowana przez inne azjatyckie tygrysy: Japonię, Koreę, Tajwan. W modelu tym podstawą jest utrzymywanie sztucznie zaniżonego kursu własnej waluty który gwarantuje konkurencyjność eksportu.

Jednak w miarę bogacenia się społeczeństwa, jaką obserwowano w tych krajach, eksport przestawał być opłacalny, a coraz bardziej zwiększał się import. Wówczas to rządy „uwalniały” walutę, a bogaci już obywatele zwiększali swoją siłę nabywczą poza granicami kraju i za swoją pracę byli w stanie kupić więcej importowanych produktów.

Również obecnie obserwujemy w Chinach podobny proces, czyli stopniowe przechodzenie z gospodarki proeksportowej do gospodarki opartej na rynku wewnętrznym. Rewaluacja juana jest zatem kwestią czasu. Jedyną niewiadomą jest jej tempo.
Wreszcie po szóste- za tezą iż gwałtowne działania na linii Waszyngton- Pekin są mało prawdopodobne przemawia fakt iż Chiny większość rezerw ulokowały w amerykańskich papierach wartościowych. To powoduję iż nie mogą nagle się z nich wycofać, pozbywając się bowiem amerykańskich aktywów doprowadziłyby do radykalnego spadku ich wartości i to jeszcze zanim zdążyłyby się w całości ich pozbyć. Rozpoczynając paniczną wyprzedaż, mogłyby doprowadzić Stany do bankructwa, ale poszłyby na dno razem z nimi.

Wojna między Stanami Zjednoczonymi i Chinami, nie będzie wojną o terytorium, ani konfliktem militarnym. Nie zanosi się także by była wojną walutową. A wszystko to ze względu na wyrównany potencjał obu krajów, które trzymają się wzajemnie w szachu.

Otwartym pytaniem, pozostaję natomiast kwestia rozstrzygania konfliktów między krajami o nierównym potencjale. Czy będą rozstrzygane jak przed 1945 roku, na polach bitew czy raczej w gabinetach finansistów?
To jednak pytanie na inny komentarz.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R. Pyffel: Czy wojny XXI wieku będą wojnami walutowymi? Reviewed by on 20 marca 2011 .

Za każdym razem gdy dochodzi do spotkania przywódców amerykańskich i chińskich rewaluacja juana staję się jednym z najważniejszych tematów rozmów. Amerykanie naciskają by Chiny umocniły kurs juana, te zaś godzą się jedynie na symboliczne ustępstwa, co nie zadowala Waszyngtonu. Dwa największe mocarstwa współczesnego świata, mają ewidentnie sprzeczne interesy. Za każdym razem gdy są one artykułowane,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 39

  • Wobec dzisiejszej interwencji szwajcarskiego SNB odszukalem „stary” watek, ktory wciaz jest na czasie. Zwiazek z Chinami jest taki, iz akcja SNB wytraca zachodnim krajom mozliwosc bezceremonialnej krytyki Chin o manipulowanie swoja waluta Oczywiscie USA takze to robi pod eufemizmem QE, a UE dolaczyla skupujac obligacje krajow peryferyjnych przez ECB, jednak dzisiejsza interwencja SNB niejako „usankcjonowala” manipulowanie waluta dla interesow miedzy innymi eksporterow w bardzo bezposredni sposob. Innymi slowy „Swiss are going Chinese”.:)
    Zapowiada sie ciekawa jesien.

  • @ Rysiek.
    Cyt. „w latach 90. zachodnie firmy posiadaly ok. 80% udzialu w chinskim rynku pradu z wiatru, dzisiaj ulamek tego i chinczycy sami tluka wiatraki. to samo potem z pociagami – jak wyzej – obecnie wladze kupuja samoloty i za pewien czas sami je beda produkowac.”
    Bo Azjaci tak mają (zresztą nie tylko oni, Ruscy też)! Całę tą zabawę w kopiowanie zaczęli przed II wojną Japończycy podrabiając niemiecką Leicę (to właśnie był pierwszy Canon – dziś lider w fotooptyce!). Chińczycy są tu tak spóźnieni jak Kolumb z odkrywaniem Ameryki. :-) Kopiują nie tylko produkty, ale samą filozofię kopiowania, tyle że bardziej subtelnie, m.in. za pomocą j.v.! No, ale w Azji – jak w XIX-wiecznej UK – ekonomiczny patriotyzm uświęca mało chwalebne środki.

  • dziekuje uprzejmie za troske, tylko passion fruit tea, na razie w nim nie wykryto dehp …

  • jg

    o nieznajomosc jezykow cie nie podejrzewam, wiec nie wiem jaki jest powod

    chinczycy w polsce probowali budowac autostrade, ale tego nie zrobili. widziales zachodnia firme budujaca autostrade w chinach?
    to jak z meczetami w europie i kosciolami w arabii saudyjskiej i podobnych panstwach – dajemy sie …..

    • „chinczycy w polsce probowali budowac autostrade, ale tego nie zrobili. widziales zachodnia firme budujaca autostrade w chinach?”

      O ile mnie pamiec nie myli to w UE na prawo i lewo rozpowiada sie, ze w UE mamy wolny rynek wiec w czym problem? Ekonomisci, politycy i profesorowie staja murem za wolnym rynkiem, a na polskich uczelniach za pisanie na egzaminie, ze wolny rynek jest mniej korzystny od rynku regulowanego sie nie zdaje.

      Chiny nie okreslaja swojego rynku jako wolny rynek.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        „Ekonomisci, politycy i profesorowie staja murem za wolnym rynkiem, a na polskich uczelniach za pisanie na egzaminie, ze wolny rynek jest mniej korzystny od rynku regulowanego sie nie zdaje.”

        Ja nie wiem gdzie studiowałeś, ale przynajmniej na AE Katowice, AE Wrocław było tak, że zawsze preferowano punkt widzenia keynesistów lub typowych socjalistów- marksistów, którzy preferowali gospodarkę centralnie planowaną na modelach makro-ekonometrycznych lub w każdy inny sposób !! Nikt tam nie popierał wolnego rynku tylko interwencjonizm …. O_o

      • Avatar rysiek

        ale sa czlonkiem wto i nie stosuja sie do zawartych w nich zasad, zgodnie z ktorymi powinni udostepnic

        i tak np podpisana z tajwanem ecfa nie przekazali do podstemplowania wladzom wto, ani nie zrobil tego tutejszy prezydent, do czego obei strony jako czlonkow wto zobowiazuje umowa, bo traktuja ja jako umowe wewnatrzkrajowa, w ramach chin

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Rysiek , moja żona się pyta czy dalej pijesz różnego typu napoje (made in TW ) ? :=D

  • jg

    o nieznajomosc jezykow cie niepodejrzewam, wiec nie wiem jaki jest powod

    chinczycy w polsce probowali budowac autostrade, ale tego nie zrobili. widziales zachodnia firme budujaca autostrade w chinach?
    to jak z meczetami w europie i kosciolami w arabii saudyjskiej i podobnych panstwach – dajemy sie …..

    • Ryśku tylko zauważ, że prawie wszystkie linie metra były budowane przez firmy zachodnie O_o jak nie Francuzi wygrali przetarg to Niemcy … potem Kanadyjczycy .. Bombardier jest z Kanady o ile dobrze pamiętam ….. tak jak w Katowicach było ABB potem ADtranz, a potem przejęte przez Bombardiera :) …. więc jak nie Alstom to ADtranz a na koniec Bombardier .. po drodze jeszcze jedna nitka przez kogoś innego była budowane o ile dobrze pamiętam :+)
      Przy budowie elektrowni atomowych też brały udział firmy zachodnie i japońskie !!!

      A budowa autostrad wielkie mi mecyje .. czy to takie skomplikowane jest wykopać dół na 1 m i wylać beton O_o to tylko w Polsce się robi 3 warstwy asfaltu po 10 cm i jazda … takie rzeczy to można w Libii gdzie przejeżdża na godzinę 1 TIR i 2 dromadery O_o

      • Avatar Adam Izydorczyk

        * mowa oczywiście o metrze w Szanghaju :+)

      • Avatar rysiek

        zgadza sie, lata temu tak, maglev tez jest niemiecki. najpierw zaproponowano niemcom linie przez czesc wybrzeza, tak z kilkaset km, potem zrobiono z nich polaczenie lotniska sh z centrum, potem w trakcie wykradziono technologie – pisal o tym obszenie spiegel w kawerstory. dzisiaj masz dobre chinskie pociagi i w srodku technologie zachodnie, bez oplat, licencji itd. trudno wspolczuc firmom, nikt im nie kaze przekazywac technologii

        w latach 90. zachodnie firmy posiadaly ok. 80% udzialu w chinskim rynku pradu z wiatru, dzisiaj ulamek tego i chinczycy sami tluka wiatraki. to samo potem z pociagami – jak wyzej – obecnie wladze kupuja samoloty i za pewien czas sami je beda produkowac.
        od rosjan chcieli niedawno kupic mysliwiec, sztuk 1 (slownie jeden), ale rosjanie odmowili. i kupuja nadal w wiekszych ilosciach, bo nie umieja zrobic dobrych silnikow do nich

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Ryśku rozumiem, ALE jest takie małe ALE :
        1) Chińczycy nielegalnych transferem technologii pozamykali sobie dużą część rynków światowych !! Komu będą sprzedawać te swoje pociągi ? Bo na pewno nie Niemcom, Francuzom, Włochom i innym … tutaj rynkiem zbytu może co najwyżej okazać się Rosja, kraje Wschodniej Europy ( Ukraina, Litwa, Rumunia, Węgry, Bułgaria ) + Ameryka Południowa .. Afryka O_o odpada jako zapóźniona w stosunku do potrzeb kapitałowych etc.etc.

        2) Kiedy o decyzjach ekonomicznych decydują politycy, a nie rynek dochodzi do takich sytuacji jak na linii kolejowej SH- HZ gdzie wprowadzono połączenia super-szybkich pociągów …. tylko po co jeśli klienci dalej wolą tańszymi pociągami podróżować … czy pojadę 47 min. czy 1:25 min. to różnicy mi nie zrobi … a masz połowę ceny ….. to koleje chińskie, aby opchnąć swój produkt przemeblowały rozkład jazdy .. tak, aby klientowi nie zostawić wyboru….. musi wybrać droższy pociąg O_o dochodzi do marnowania kapitału ….

        więc działania te mają także negatywne skutki :+)

  • jg
    jeszcze nie spotkalem tekstu w ktorym by mowiono, ze chiny chwala sie iz sa druga gospodarka swiata. raczej zawsze podkresla sie, ze ich wladze umniejszaja swoj wzrost. i to wlasnie zachodnie media tak pisza.

    skad to skrzywienie na zachodnie media? jest taki wybor niezaleznych zrodel informacji, ze moze to tlumaczyc albo nieznajomosc jezykow, albo nieumiejetnosc korzystania z mediow.
    wystarczy nie ogladac cnn i jest do bolu odrebnych i przeciekawych zrodel wiedzy. nikt nie kaze ogladac tych mainstreamowych.

    dokladnie tak jest, ze chiny nie stosuja miedzynarodowych standardow, patrz wlasnosc intelektualna, szmugiel towarow do tajlandii, filipin, wietnamu, na tajwan – przy nierobieniu tego przez druga strone i powiadamianiu i skargach – zero reakcji, niewywiazywanie sie z podpisanych fta, brak dostepu do przetargow panstwowych, itd

    • „skad to skrzywienie na zachodnie media?” …”albo nieumiejetnosc korzystania z mediow.”
      Akurat siedze w samym srodku pomiedzy chinskimi, a amerykanskimi mediami. To nie skrzywienie tylko trzezwa ocena sytuacji znajac stanowiska obu stron i tego jak prowadza tzw. editorial guidelines, obecne zreszta w kazdych mediach. Ci od Michnika zaraz mi wmowia, ze jestem ‚pozytecznym idiota’. :D

      „dokladnie tak jest, ze chiny nie stosuja miedzynarodowych standardow,”
      W takim razie nie mamy o czym dalej dyskutowac skoro probuje Pan za wszelka cene te miedzynarodowe w Chinach wprowadzac.

      Standardow ustanawianych przez Amerykanow, np. Bank Swiatowy albo IMF, w ktorym i tak rzadza Amerykanie albo ich najemnicy, wystarczy popatrzec na polski MSZ i przyklad Sikorskiego, jak prowadzona jest polityka i jak tworzona jest tzw. polska racja stanu.

      • Avatar rysiek

        o sikorskim nie ma co dyskutowac, bo szkoda czlowieka. mysle ze jak byl w UK i potem w afganistanie, to pewnie mial jakies idealy, potem na salonach pewnie tak zaslepl … albo mu cos w zamian za promocje USA zaproponowano

        a jednak skrzywienie, nigdzie nie pisalem o standardach amerykanskich, jedynie o dotrzymywaniu umow jak placenie za tantiemy, prawa autorskie, trzymanie sie podpisanych umow – fta. o tym ostatnim wiecej jest w anglojezycznych mediach azjatyckich, w miedzynarodowych praktycznie nic – pewnie owe editorial guidelines …

  • Cyt. „trzeba sobie jasno uświadomić, że sztucznie zaniżona wartość waluty może być utrzymywana jedynie w gospodarce rządzonej przez biurokratyczne państwo – na dłuższą metę ten model nigdzie się nie sprawdził.”
    W dużo większej mierze dotyczy to sytuacji, gdy wartość waluty jest sztucznie ZAWYŻANA, co niejednokrotnie miało miejsce pod dyktando tzw. doradców związanych z Bankiem Światowym i MFW, np. w Polsce (9500 starych zł za 1 USD) czy w latach 90-tych w Argentynie (1 peso = 1 USD). W obu przypadkach orgii kupowania niemieckich samochodów i azjatyckiej elektroniki towarzyszył upadek krajowej wytwórczości i lawinowy wzrost zadłużenia zagranicznego.
    Wracając do Chin, teksty o „miliardzie niewolników” należy umieścić tam, gdzie ich miejsce: między bajkami. Przeciętny Chińczyk pracujący w specjalnych strefach ekonomicznych jest w stanie odłożyć nawet 50% pensji, co jest nie do pomyślenia w III RP. W Polsce 70% ludzi nie ma ŻADNYCH oszczędności, więc darujmy sobie to lewackie pochylanie się nad „uciśnionym chińskim ludem”.

    • Zyggi

      „Przeciętny Chińczyk pracujący w specjalnych strefach ekonomicznych jest w stanie odłożyć nawet 50% pensji”

      Przeprowadzałeś jakieś badania, że tak z bomby podajesz ile człowiek jest w stanie zaoszczędzić ? To są jakieś dane wzięte z sufitu wiem mniej więcej kto ile zarabia i w jakim zawodzie … patrząc po swojej rodzinie ( kuzynkach, kuzynach oraz bracie od mojej żony ciotkach wujkach oraz teściach ) i gwarantuje ci, że nikt tutaj nie oszczędza 50 % swojej pensji ( no chyba, że maż od kuzynki, ale on ma własną fabrykę :=D – to jest inna historia), ale przeciętnie patrząc po osobach w wieku 25-35 lat … wychodzisz na od 5000 do 10 000 rmb ( mowa o osobach z wyższym wykształceniem w SH) + masz na głowie kredyt na mieszkania ( bo wiadomo ile tutaj mieszkania kosztują ) ….pomijam już osoby, które zarabiają po 3000 rmb … to jest życie z miesiąca na miesiąc …. w Polsce też tak można wpieprzając zupki instant, kupując najtańsze jedzenie, kupując ubrania na targowiskach etc.etc. ( to de facto za 1500 PLN na 2 osoby starcza razem oczywiście opłaty są już wliczone powiedzmy 500 pln zostaje 1000 pln czyli po 250 pln na tydzień )

      W Chinach też 70 % ludności nie ma żadnych oszczędności ( nie wliczam do oszczędności – odłożonych 3 wypłat .. to nie są oszczędności tylko awaryjne wyjście w przypadku utracenia pracy lub innych nieprzewidzianych wydarzeń )

      Kolejna istotna sprawa .. cotygodniowe zakupy w SH jak idziemy z żoną do sklepu ( typu TESCO) … to masz 500 rmb czyli 200 pln .. mniej więcej w Polsce też tyle wydajesz ( przynajmniej kiedy bierzemy gospodarstwo domowe 2 osoby )

      I jeszcze na koniec z badań przeprowadzanych na temat ile m^2 możesz kupić za przeciętną płacę .. o ile dobrze pamiętam w Europie Zach. wychodziło coś koło 2m^2 …. w Polsce prawie 1 m^2 w Chinach 0,5 m^2 …. :+) ( to też o czymś świadczy )

      Bez propagandy Panowie !!!

      • Avatar jg

        Moze zyje Pan wg zachodniego standardu i wynajmuje luksusy po 5,000RMB.:)

        Tylko ciekawe za co kupuja synowi miaszkanie skoro nikt tu tyle nie oszczedza jak Pan twierdzi? Niech Pan idzie do banku i spyta starszych ludzi ile maja ulokowane w oszczednosciach i na jakie kwoty robia lokaty:)

        Sam oszczedzam 55% z mojego pekinskiego budzetu i nie przymieram glodem, a wodki sie czasem napije:]. Wiecej niz 1000RMB na osobe to ciezko wydac miesiecznie (nie wliczam mieszkania i nie biore pod uwage kolacji na miescie). Wiecej chyba tylko wydaja koreanczycy dla ktorych 200RMB na ciastka to malo przy kazdym zakupie.

        Robotnik w pekinskiej fabryce ma kontener i jedzenie zapewnione, czasem szef mu kupi bilet na spring festival do domu. 90% pensji wysyla na wies, a 10% wydaje na karte do telefonu. :]

      • Avatar Adam Izydorczyk

        @jg
        Jak byś zobaczył kolekcję torebek mojej żony to byś wiedział na co ona wydaje te pieniądze O_O

        „Tylko ciekawe za co kupuja synowi miaszkanie skoro nikt tu tyle nie oszczedza jak Pan twierdzi? Niech Pan idzie do banku i spyta starszych ludzi ile maja ulokowane w oszczednosciach i na jakie kwoty robia lokaty:)”

        Po 1 przeważnie ludzie ci posiadają pieniądze w wyniku prywatyzacji SOE , też mam takich przypadek w rodzinie gdzie otrzymali akcję .. po ich sprzedaży wzbogacili się o 500 k RMB .. i to kilka lat temu … gdzie stanowiło to połowę mieszkania

        Po 2 Był okres kiedy ludzie grali na giełdzie .. obojętnie co obstawiłeś i tak był wzrost

        Po 3 Kredyty … nie znam żadnej osoby, która w ostatnim czasie nie posłużyła się kredytem do sfinansowania swojego mieszkania !!!

        Po 4 mamy własne mieszkanie !!

        Po 5 kiedy dziadkowie umierają albo wynajmujesz, albo przekazujesz dzieciom różne opcje

        Po 6 rodzice mojej żony jeszcze 10 lat temu mieszkali w centrum .. otrzymali odszkodowanie za wywłaszczenie .. całkiem pokaźna kwota … problem polega, że nie wszędzie władze są tak szczodre

        Po 7 jeszcze w latach ’90 przyznawano mieszkania robotnicze … można było się ubiegać

        etc.etc.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        @jg

        Co do wynajmu .. w SH wynajem min musisz liczyć 2500 rmb
        ( z tego co się mniej więcej orientuje )

        „Robotnik w pekinskiej fabryce ma kontener i jedzenie zapewnione, czasem szef mu kupi bilet na spring festival do domu. 90% pensji wysyla na wies, a 10% wydaje na karte do telefonu. :]”

        Dlatego zastanawiam się dlaczego tak popularne są tanie uliczne restauracje lub spożywanie posiłków razem ( czyli zrzuta na jedzenie i gotujemy )
        Wszystko zależy od preferencji jeden przeżyje za 3000 rmb drugiemu i 10 000 rmb braknie :+)
        No ja biegam do ichido yamasaki i innych wynalazków bo lubię i co ja na to poradzę .. tak samo macao cookies … za 100 rmb pudełko … zresztą mogę zrobić zdjęcie i wyśle ci na maila to zobaczysz o które mi chodzi :+)

      • Avatar jg

        W Pekinie od 1,500RMB gdzies w piwnicy, od 3,000RMB juz mozna znalezc cos do zamieszkania od zaraz przy metrze, >6,000RMB dla bialasow.

        „Jak byś zobaczył kolekcję torebek mojej żony to byś wiedział na co ona wydaje te pieniądze.”

        Aaaa, czyli Szanghajka pelna geba. Znam to. Kantonki natomniast bardziej inwestuja w jedzienie (dla siebie!!!:P) niz w torebki. :)

      • Avatar Zyggi

        @ Adam
        Podobnie jak Ty, badań nie przeprowadzałem. To nie propaganda, tylko dane ze specjalnych stref ekonomicznych (tak jak napisałem). Żródeł nie pamiętam. Owszem, dotyczy to tych, którzy żyją w hotelach robotniczych (te są regułą przy większych fabrykach na pd. wschodzie, bo w nich mieszkają przyjezdni robotnicy z Syczuanu, Yunnanu itd.).
        A myślisz, że wielu polskich „fizoli” w UK żyje na wyższym standardzie? Owszem, po odjęciu kosztów jedzenia, fajek, alkoholu oraz wynajmu lokalu, gdzie na kilku ciasno upchanych wyrach kolesie śpią na waleta, pozostaje niezła sumka, którą można wysłac do Polski. Tyle tylko, że takie życie w lokum, przez złośliwych zwanym „skarpeciarnią” nijak się ma do zachodnich standardów. Więc nie mówmy, że Chińczycy tacy biedni, a Polakom tak fajnie (w domyśle dzięki „Solidarności”). :-)

      • Avatar Adam Izydorczyk

        @ Zyggi

        Ja nie przeprowadzałem, ale powołując się na badania z 2007 przeprowadzane przez IMF : wskaźnik oszczędności gospodarstw domowych w relacji do dochodów wynosił odpowiednio: 30 % dla Chin, 15-20 % dla Japonii oraz 10 % dla krajów Europejskich. :+)

        Więc te 50 % możemy włożyć pomiędzy bajki … oczywiście wsk. na poziomie 30 % też jest wysoki, ale na to ma wpływ kilka czynników ….:+) ( o czym będziesz mógł przeczytać w analizie, którą właśnie kończę odnośnie demografii oraz systemu emerytalnego w Chinach :+)

        pozdrawiam

        P.S co do Solidarności SLD PiSów PC KLD PSLów AWSów UW znasz moje podejście, trzeba było ich wieszać kiedy był na to czas !! ( oczywiście to jedna i ta sama mafia, która tylko zmienia nazwy partii) to już w KPCH jest większa rotacja niż w u nas O_o

      • Avatar Zyggi

        @ Adam.
        Dane 30% oszczędności dla Chin wcale nie wykluczają poziomu 50% dla pracowników SEZ w prowincjach Guandong, Fujian i Zhejiang. Przecież po to ludzie z Syczuanu i Anhui przybywają do Shenzhen czy Ningbo: żeby więcej zarobic i odłożyc!

  • Ciekawy temat, do którego warto powracać (choćby w kontekście europejskim).

    Zwrócę uwagę na duże uproszczenia ekonomiczne cytowanych autorów (z samym Songiem włącznie):
    – Jeśli słabość funta miała być źródłem słabości imperium brytyjskiego, to jakim cudem słabość juana ma być źródłem siły komunistycznych Chin?

    – Zbyt silna waluta bezwzględnie rozkłada gospodarkę (ostatnio Estonia, Łotwa, Grecja), czy jednak słaba waluta jest źródłem potęgi?

    Po pierwsze, trzeba sobie jasno uświadomić, że sztucznie zaniżona wartość waluty może być utrzymywana jedynie w gospodarce rządzonej przez biurokratyczne państwo – na dłuższą metę ten model nigdzie się nie sprawdził.

    Po drugie, trzeba mieć świadomość, iż tania waluta jest źródłem eksploatacji kraju na wzór kolonialny – kiedyś metropolia eksploatowała zasoby naturalne i ludzkie swojej kolonii płacąc ułamek realnej wartości otrzymywanych dóbr, dziś dumping walutowy prowadzi do eksploatacji Chińczyków i chińskich zasobów poniżej możliwej do uzyskania ceny. Pal licho Chińczyków, którzy nie dostaną emerytury, ważniejsze, iż w toku takiego rabunkowego wzrostu gospodarczego eksploatują swoje zasoby gospodarcze i środowisko których ilość jest ograniczona i powoli zbliża się do granic możliwości – powietrze w Pekinie jest już trudne do zniesienia, olbrzymie obszary najżyźniejszych gleb w dolinach wielkich rzek zdegradowana ekologicznie – KPCh wyprzedała te zasoby Zachodowi po zaniżonych cenach, rozporządzając siłą roboczą miliarda niewolników.

    Problem może się zacząć, gdy granice eksploatacji własnego środowiska zaczną „puszczać”, a trzeba pamiętać, że mimo głośnych sukcesów gospodarczych GNP per capita Chin wciąż jest bardzo słaby.

    Tak więc słaby juan w dłuższej perspektywie może być źródłem doszczętnego wyeksploatowania zasobów Chin – trzeba z tego korzystać, póki tanio.

    /-/

    [ja!]

    • „Pal licho Chińczyków, którzy nie dostaną emerytury, ważniejsze, iż w toku takiego rabunkowego wzrostu gospodarczego eksploatują swoje zasoby gospodarcze i środowisko których ilość jest ograniczona i powoli zbliża się do granic możliwości – powietrze w Pekinie jest już trudne do zniesienia,”

      Nie placac do ZUSu, a odkladajac w zamian 30-50% pensji wypowiedz „pal licho Chinczykow” jest nietrafiona.

      Mieszkam juz troche czasu i jakos pekinskie powietrze udaje mi sie znosic. Przez max 15 dni w roku wskazane jest chodzic w masce, ale ma to zwiazek z burzami piaskowymi na wiosne. Ale znam Polakow, ktorzy po roku mieszkania w stolicy domagali sie dozywotniej emerytury i senatoriow.:]

      • Avatar Zyggi

        W Pekinie burze piaskowe na wiosnę, podczas gdy nad 20-milionowym Ciudad de Mexico na okrągło unosi się smog, przez który ledwo widać słońce. Ale zachodnie media swoim zwyczajem bardziej troszczą się o zdrowie Chińczyków niż Meksykanów. A może po prostu aż tak Chińczyków kochają i stąd ta troska? ;-)

      • Avatar jg

        Upraszczajac, zachodnie media wmawiaja ludziom jak to Chiny chwala sie, ze sa juz druga gospodarka swiata, ktora na rowni z USA powinna miec takie same standardy.

        Pozniej oskarzaja Chiny o to, ze nie stosuja miedzynarowodych standardow ustanowionych wlasnie przez Zachod (poziom zycia, ekologia, itd).

        Ale nikt natomiast nie wspomina, ze Chiny caly czas sa krajem rozwijajacym sie, a nie rozwinietym i sami Chinczycy przyznaja, ze nie sa na rzadzenie swiatem gotowi (czym probuje sie straszyc Amerykanow i Europejczykow, ktorzy drza bo ich pozycja moze byc zagrozona).

        Powoduje to nieporozumienia i ideologiczne konfliktow, ktorych nie rozumieje najemnicy z Wyborczej i wszystko sprowadzaja do komunizmu w Polsce :D

      • Avatar Zyggi

        Zgadza się, ale z jednym, smrodliwym wyjątkiem. Otóż o Stefku Michniku nie napiszą, ten temat w GW nie istnieje.

  • Być może to zbyt idealistyczne podejście, ale moim zdaniem, za sprawą narastającej współzależności gospodarczej wydaje się mało prawdopodobnym zaistnienie między głównym aktorami otwartego konfliktu natury zbrojnej. Do tego rodzaju otwartego starcia nie doszło nawet w trakcie zimnej wojny. Natomiast coraz realniejszym jest zaostrzanie się rywalizacji w sferze gospodarczej. Na tym polu mocarstwa ścierają się i będą współzawodniczyć, ale otwarty konflikt zbrojny między nimi co najwyżej może nastąpić w sposób niebezpośredni i na obszarze peryferyjny. Bezpośrednie starcie nikomu z nich się nie opłaca. Gdyby rywalizacja gospodarcza zastąpiła zmagania militarne byłby to z pewnością koniec historii.
    Trzeba jednak podkreślić, że dotyczy to jak na razie tylko relacji między mocarstwami, bo one dysponują największym i zbliżonym sobie potencjałem militarnym. Dlatego wojny wciąż będą miały miejsce, ale wojna światowa jest nierealna.
     
    „Wojna” walutowa, handlowa czy inne instrumenty polityki gospodarczej prawdopodobnie będą zyskiwać na znaczeniu, należy jednak pamiętać, że o ich skuteczności decyduje wiele czynników. Większość z nich uzmysławia, że gospodarka światowa, będąc naczyniem połączonym, nie pozostawi żadnej akcji bez odpowiedniej reakcji. Dlatego w przypadku Chin, przy obecnej wysokiej zależności od zagranicznych rynków zbytu, know-how i kapitału, trudno sobie wyobrazić, aby Chiny mogły uciekać się do zbyt agresywnych działań. Bez odpowiedniego przygotowania, czyli np. dywersyfikacji rynków przez uruchomienie popytu wewnętrznego lub różnicowanie portfela zasobów walutowych, takie działania powodowałyby negatywne, jeśli nie destrukcyjne, skutki dla gospodarki chińskiej.

    Rewelacje Song Hongbinga to raczej jeden z głosów w dyskusji niż realna koncepcja strategiczna, bliżej jej do „China can say no” (1996) czy „Unhappy China” (2009) niż do miana nowoczesnej wersji „Sztuki wojny” Sun zi.

  • Zabawne jak tez panowie kochaja wojny…cos w genach??? Zgadzam sie na slowo rywalizacja..W przypadku pieniadza miedzynarodowego to dlugi proces. Jakis doswiadczony urzednik z IMF powiedzail ; za mocnym pieniadzem musi stac potega gospodarcza i polityczna. Stad rola Funta brytyjskiego a potem dolara a mizernarola SDRow.Zamiana funta na dolaranie nastapila blyskawicznie, a na pewno nie za sprawa jednej wojny To byl PROCES dosc dlugotrwaly. Jak pamietam ze szkoly pieniadz ( takze miedzynarodowy) musi spelniac szereg funkcji . Musi byc srodkiem obrotowym ( obslugiwac transakcje )- w dolarach denominowanych jest ponad 80% transakcji miedzynarodowych !,Musi byc srodkiem gromadzenia oszczednosci- ponad 60% rezerw swiatowych jest w dolarach, ( depozyty miedzybankowe 60%). Musi uwozliwiac zaciaganie kredytu- pozyczki miedzybankowe ( miedzynarodowe)w dolarach- to 50% swaiatowych pozyczek.
    Pozostala czesc to rozproszone transakcje w roznych innych walutach znaczacy jest jeszcz jen japonski i EURO. Chinski juan nie jest i jeszcze dlugo nie bedzie waluta swiatowa . Tym bardziej , ze odnosne wladze wcale sie do tego nie pala i BARDZO wolno podejmuja decyzje „umiedzynaradawiajace”.Slusznie – bo jakiż to klopot! Emitent pieniadza bowiem musi walczyc zawsze z samym soba… tzn powstrzymywac sie od dodrukowywania pieniadza , zeby placic sobie za wszystko..w koncu oczywiscie wpada w dlugi i jest klopot… i to nie tylko dla niego ale i dla wierzycieli (patrz USA). Porzucmy wiec militarną retoryke . Jest juz i tak dosc emocjonujace sledzenie JAK swiatowa gospodarka rozwiaze ten problem. Pozdrawiam. zawsze milo czytac Wasze namietne teksty
    KP

  • Artykuł porusza tematykę, której znaczenia nie sposób przecenić. Cyt. „Song rozprawia się przy okazji z legendą i kultem jakim otaczany jest w Chinach Bill Gates ( półki w księgarniach uginają się od publikacji na temat tego sympatycznego i pomysłowego przedsiębiorcy, który własną pracą doszedł do sławy i bogactwa). Jego majątek to „zaledwie” 40 miliardów dolarów – czyli 100 razy mniej niż 4-bilionowa fortuna rodziny Rotschildów, którzy od wieków spekulowali i kiedy trzeba, wszczynali wojny, by zarabiać na tym krocie.”
    Powiedziałbym więcej: Song rozprawia się też z mitem, jakoby Rotschildowie byli ubożsi niż Bill Gates. :-) Ze swej strony nadmieniłbym też o śmiesznie niskim oficjalnym majątku Davida Rockefellera – oficjalnie 3 mld USD. Tzn. jego dziadek John D. Rockefeller był 100 lat temu najbogatszym człowiekiem świata, a jego następcy co z tym zrobili? Miłosiernie rozdali bliźnim czy może przegrali w kasynie? ;-)
    Zgadzam się ze stwierdzeniem, że USA notują od wielu lat deficyt w handlu z Chinami. Tyle tylko, że impulsem po którym deficyt ten zaczął rosnąć we tempie geometrycznym, było przyjęcie Chin do WTO. Wtedy to chiński eksport poszybował w górę, a w USA zaczęto mówić wręcz o deindustrializacji. Wiele amerykańskich koncernów po prostu przeniosło gros produkcji do Kraju Środka, często na zasadzie outsourcingu (Apple, Kodak, Motorola, HP, wiele firm obuwniczych i odzieżowych, wielkie sieci handlowe jak Wal-Mart i Kmart), a mniejsze firmy popadły w ogromne kłopoty na skutek chińskiej i w ogóle azjatyckiej konkurencji.

      • Avatar Zyggi

        Tymczasem Amerykanie i Europejczycy łakną coraz więcej socjalizmu. Michael Moore w swoim miejscami ciekawym, acz generalnie dość naiwnym (albo raczej: adresowanych do naiwniaków) filmie „Capitalism: A Love Story” straszy kapitalizmem i wolnym rynkiem upatrując w nim przyczyn porażki amerykańskiego przemysłu samochodowego. Fakty są inne, ale Moore nie od dziś jest znany, że lubi przekręcać fakty. W „Sicko” chwaląc Kubę przeszedł sam siebie…

  • Avatar Promieniujacy Szczesciem

    Tego ze Wojny walutowe wydano po koreansku faktycznie nie wiedzialem.
    Jeszcze rok temu slyszalem od wydawcy ze nie wydaja w jezykach obcych :) Jednak wydaja :). Ciekaw jestem czy sa w zachodnich jezykach. jesli nie, to chociaz czesciowo uratuje twarz :)

    Zgadzam sie ze Song przesadzil w wielu sprawach. Jego ksiazka miala jednak glownie wartosc inspirujaca do dyskusji, niz byla sama w sobie na wysokim poziomie merytorycznym. Bardziej interesuja mnie wiec konsekwencje spoleczne jakie wywolala, bowiem koncepcje w niej zawarte maja olbrzymi wplyw na myslenie chinskich elit i spora czesc mlodego pokolenia w Chinach.

    Rowniez nie wykluczam konfliktow o terytorium, walutowych i innych. Wojny zawsze sie toczyly i beda toczyc. Slabsi beda padac ofiara mocniejszych ( to tez nic nowego) tak jak obecnie Kadafi, wczesniej Hussein. Byli za slabi by zadac powazne straty, dlatego zostali zgladzeni ( Kadafi pewnie za pare dni zostanie znaleziony gdzies w studni, tak jak wczesniej Sadam i skazany na smierc). Moral z tego nie wynika zbyt zachecajacy- chcesz miec spokoj, skonstruuj bombe atomowa: np. Kimowie w KRLD , Iran. Wowczas skonczy sie tylko na ataku medialnym i presji dyplomatycznej.

    W tym tekscie raczej stawiam teze iz przy zblizonym potencjale nie bedzie wojny o terytorium, ani walutowej, ani innej, gdyz jej ewentualne konsekwencje wynikajace m in z niespotykanej wczesniej wspolzaleznosci, odstraszaja supermocarstwa od angazowania sie w konflikty. Dlatego uwazam ze miedzy USA a Chinami trwac bedzie wylacznie wojna propadgandowa. (USA wygrywaja w niej 10 do 1. Chinski soft power jest moim zdaniem w tym starciu bezradny. Zobaczymy jak dlugo)

    Jak bedzie z Polska to zobaczymy. Faktycznie wyglada na to ze dzisiaj masz w 100 procentach racje. Ale historia nigdy sie nie konczy. Nie wiemy co sie jeszcze wydarzy w UE i w Polsce, jakie beda kolejne pokolenia, jakie beda nasze elity, jaka beda mialy wizje Polski w tej epoce, czy beda ja rozumiec, wreszcie czy bedzie determinacja i sila by zatrzymac scenariusz o ktorym piszesz, a ktory dzis przyznaje jest najbardziej prawdopdoobny.
    No w kazdym razie, Ty cos przynajmniej robisz by mu zapobiec. Pozdrawiam liczna rodzinke, a zwlaszcza najmlodszych :)

  • Brawa za podjęcie tematu.

    W księgarni w Seulu widziałem tłumacznine książki Songa na liście bestsellerów – więc mylisz się: przełożono ją przynajmniej na koreański. Przypuszczam, że na japoński i inne języki azji również, ale to trzeba sprawdzić. W Korei pamiętają kryzys 1997 r. i rolę Sorosa w spekulacjach walutowych. W Japonii rownież trzeźwo ocenia się machinacje amerykańskich finansistów, więc tam taka książka na pewno wzbudziłaby zainteresowanie.

    Oczywiście Song poupraszczał wiele rzeczy i poważni chińscy ekonomiści się od niego dystansują. W mediach zrobił jednak oszałamiającą karierę, stał się dyżurnym komentatorem. Napisał sequel, bardziej techniczny, mniej publicystyczny.

    Ta cała historia niesie ciekawe implikacje dla polskiej polityki: narodowa waluta to ważne narzędzie polityki zagranicznej.

    Po drugie, wcale nie wykluczałbym konfliktów o terytorium, walutowych i innych. III wojny światowej nie będzie, ale drobne potyczyki w Azji Wschodniej mogą sie zdarzyć.

    Natomiast przyszłe konflikt będą się toczyć o kapitał i zasoby ludzkie. Zwyciężą te państwa i obszary, ktore przyciągną jedno i drugie. Z tego wynika smutny wniosek, że Polska będzie peryferium, bo jej kończące się zasoby ludzkie wydrenują bogatsze kraje UE, a brak polityki prorodzinnej i proinnowacyjnej sprawi, że nie będziemy w stanie zastąpić wymierającej populacji nowonarodzonymi i imigrantami.

    • Wraz z rozwojem techniki zasoby ludzkie mają coraz mniejsze znaczenie.
      W budownictwie w ciągu ostatnich 20 lat nastąpiło takie rozpowszechnienie technologii (np. elektronarzędzia), że czynności które wymagały niegdyś poświęcenia wielu godzin teraz robi się znacznie szybciej. Piła ręczna -> mechaniczna, wiertarko-wkrętarka -> śrubokręt, papier ścierny – > szlifierka, młotek – > teker, łopata -> koparka etc.
      Nie liczy się więc tak bardzo liczba ludności tylko wydajność jej pracy.
      Co z tego, że w Pakistanie jest więcej ludności niż w starzejących się Niemczech jak w Niemczech większość pracy wykonują maszyny.
      Problemem nie jest liczba ludności tylko rosnące koszty niewydolnych systemów emerytalnych. Rozwiązania są dwa:
      1) całkowita likwidacja systemu emerytalnego
      2) ograniczanie liczby beneficjentów tj. podwyższanie tzw. wieku emerytalnego
      Nie zgadzam się z Pana poglądem na temat waluty narodowej. Dewaluacja waluty to wygodne narzędzie dla polityków, chcących oddalić od siebie wizje reform. Dewaluacja to taki środek przeciwbólowy stosowany przez nieudolnego lekarza na oszukiwanym pacjencie (aluzji chyba nie muszę wyjaśniać). Jak każdy środek przeciwbólowy nie rozwiązuje przyczyny choroby – tj. wysokich kosztów pracy/podatków. Strefa euro ma wiele wad (np. niedostateczna integracja gospodarcza pomiędzy dalekimi członkami strefy), ale na pewno nie jest nią uniemożliwienie oszustw polityków na wyborcach. To jest ZALETA !

      Ogólnie ma Pan rację w pesymistycznym podejściu do przyszłości Polski. W sytuacji kiedy premier wprost mówi (cóż za arogancja, ja na miejscu premiera próbowałbym chociaż to ukrywać) że liczy się TU I TERAZ. to na żadne reformy, inicjatywy, cokolwiek – nie ma co liczyć. Kiedy okręt tonie (pod wpływem baaaardzo ciężkiego deficytu – w tym roku ponad 38 mld zł, które można byłoby wydać z większym pożytkiem albo chociaż nie zabierać obywatelom w postaci podatku !) to jak ocenimy kapitana, który zamiast wyrzucać za pokład najcięższe graty proponuje wywalić za burtę żagle !? Albo idiota, albo kombinator, który ma przygotowaną już dla siebie i swoich kompanów, szalupę.
      Co gorsza odstrzelenie złego kapitana nic nie daje. Jego następcami może być szaleniec wypatrujący przyczynę wypadnięcia jego brata za burtę albo imbecyl proponujący jeszcze większe dociążenie statku.
      Może czas się ewakuować ?

Pozostaw odpowiedź