Artykuły

R. Pyffel: Czy BRICS zdoła zmienić świat?

Na początku lipca, zaraz po zakończeniu piłkarskiego mundialu, w brazylijskiej Fortalezie odbył się szósty szczyt BRICS. Wydarzenie to zostało w Polsce odnotowane, jednak nie spotkało się z wielkim zainteresowaniem. Niesłusznie, ma ono bowiem doniosłe znaczenie – oto dotychczasowy klub dyskusyjny wschodzących potęg przeistacza się na naszych oczach w coraz bardziej sformalizowaną grupę państw kwestionujących dotychczasowy ład globalny i rzucających wyzwanie dotychczasowemu hegemonowi – Zachodowi.

Jak określił to w wywiadzie dla Russia Today Władimir Putin:

Po pierwsze, łączy nas intencja reformy międzynarodowego systemu finansowego i monetarnego. W obecnej formie jest on niesprawiedliwy dla krajów BRICS i innych nowych wschodzących gospodarek. Powinniśmy odgrywać istotniejszą rolę w procesie decyzyjnym MFW i Banku Światowym. Międzynarodowy system monetarny i finansowy zależy od amerykańskiego dolara lub, inaczej mówiąc, on polityki monetarnej i finansowej władz amerykańskich. Kraje BRICS chcą to zmienić.

Obrady zakończyły się powołaniem banku, utworzeniem własnego funduszu walutowego i sygnałami zachęcającymi inne kraje do podjęcia współpracy z krajami BRICS. Ostatecznie pierwszy prezesem The New Development Bank, którego siedzibą został ogłoszony Szanghaj, zostanie Indus, pierwszym szefem Rady dyrektorów (Chairman of the Board of directors) Brazylijczyk, a pierwszym szefem Rady Zarządzającej (chairman of the Board of Governors) Rosjanin.

Kapitał banku to 100 mld USD.  Tyle samo wynosi kapitał rezerwy funduszu walutowego. Chiny wyłożyły 41 mld,  Indie, Rosja i Brazylia 18 mld , RPA 5 mld. Fundusz będzie także udzielał pomocy krajom członkowskim i tym którzy „cierpią z powodu ekspansjonistycznej polityki walutowej Stanów Zjednoczonych” (czyt. wspierał inicjatywy, które nie podobały się Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu).

Dotychczas przywódcy BRICS jedynie mówili o tym, iż system globalny faworyzuje Zachód, teraz jednak zaczęli działać. To pierwszy krok ku zmianie globalnego status quo.

źródło: commons.wikimedia.org

źródło: commons.wikimedia.org

O co chodzi krajom BRICS?

Kraje BRICS przede wszystkim łączy krytyczny stosunek do Zachodu, wynikający zarówno z doświadczeń kolonialnych, jak i sceptycznej oceny ukształtowanego w XX wieku systemu globalnego. Nie podoba im się między innymi hegemoniczna pozycja dolara, rola MFW czy fakt istnienia „niepisanej zasady”, iż szefem tej instytucji zostaję zazwyczaj (zachodni) Europejczyk.

Jak pokazał jednak przebieg obrad w Fortalezie, łatwiej jest stawiać krytyczne diagnozy czy kontestować globalny ład, a znacznie trudniej podjąć wspólne działania.

Największym problemem okazała się nieufność w stosunku do Chin. Obawiają się ich już nie tylko USA i wszyscy sąsiedzi, ale jak się okazało również partnerzy z BRICS. W czasie obrad szczególnie dawali temu wyraz Indusi. To oni walczyli do końca o to by siedzibą banku było New Delhi, ostatecznie wywalczyli, iż pierwszym prezesem będzie Indus i wprowadzili poprawkę według której żaden z krajów (czyli Chiny) nie będzie mógł zwiększyć swojego udziału w banku bez zgody wszystkich pozostałych czterech krajów.

Drugi  problem to dylemat chińskiej polityki międzynarodowej. Chcą one nadal pozostawać w cieniu (taoguang yanhui), ukrywając swój potencjał, by niepotrzebnie nie drażnić i nie prowokować Zachodu i USA. Idealnie wpisuje się to w politykę Rosji, dokładnie odwrotną (a więc ostentacyjnego pokazywania własnych możliwości, a czasem nawet więcej niż jest to możliwe). Także w BRICS Chińczycy nie chcą – przynajmniej oficjalnie – grać pierwszych skrzypiec i wolą schować się za Putinem.

Tyle tylko, że gdy negocjacje w ramach BRICS dochodzą do martwego punktu Chiny jako kraj którego gospodarka jest większa niż gospodarki pozostałych czterech członków tego forum razem wzięte, zmuszone są przejąć inicjatywę. A gdy to robią, od razu napotykają na opór pozostałych, obawiających się, iż BRICS zostanie zdominowane przez Państwo Środka.

Na dziewiątym szczycie negocjacje zakończyły się sukcesem, ale do detronizacji G7 i przejęcia władzy nad światem w XXI wieku jeszcze daleka droga. Fortaleza to dopiero początek.

Od czego zależy sukces BRICS?

Po pierwsze, od tego czy kraje BRICS utrzymają wysoką ścieżkę wzrostu. Dotyczy to nie tylko Brazylii i Rosji, które mogą okazać się jedynie gwiazdami jednego sezonu (czyt. dobrej koniunktury na rynku surowców i energii), ale także powracających państw cywilizacji Indii i Chin i sukcesu ich modernizacji.

Po drugie, już dziś różnice potencjałów krajów BRICS są dość duże. Czy jeśli Chiny i Indie utrzymają wysoki wzrost, a Brazylia i Rosja nie, to BRICS przetrwa w obecnej formule?

Po trzecie, aby BRICS przetrwało i odniosło sukces, musiałoby uniknąć tarć między jego sygnatariuszami. Głównie dotyczy to Chin i ich sąsiadów: Indii i Rosji. Indie mają wciąż zatargi graniczne z Chinami, także Rosja obawia się ich potęgi i choćby wzrostu znaczenia w Azji Centralnej (czy będzie w stanie to zaakceptować?).

Po czwarte, sukces BRICS zależy od tego, czy będzie w stanie przyciągać i inspirować pozostałe kraje. Już dziś zainteresowanie BRICS wyrażała Argentyna i dziewięć innych krajów Ameryki Łacińskiej (w tym Urugwaj, Chile i Kolumbia) obecnych na szczycie w roli gości.

W czasie wizyty w Ameryce Łacińskiej przewodniczący Chin Xi Jinping po raz pierwszy wspomniał o modelu chińskim jako inspiracji dla innych krajów. Dalszy rozwój samej inicjatywy, jak i dalsze sukcesy gospodarcze krajów członkowskich mogą inspirować coraz więcej krajów i przyciągać je w orbitę BRICS.

Po piąte, BRICS zależy od reakcji samego Zachodu. Czy zareaguję ostro i zdecydowanie? Czy będzie chciał i będzie w stanie zdusić w zarodku tą konkurencyjną inicjatywę, wykorzystując przewagę, jaką obecnie posiada wyciągając z niej potencjalnych sprzymierzeńców i karząc te kraje, które z BRICS sympatyzować czy się do niego przyłączać? A może Zachód przeżyje kolejny kryzys i nie będzie w stanie zareagować, przyjmując tylko pozycję biernego obserwatora?

Po szóste, to czy BRICS przetrwa zależy w największym stopniu od Chin. Stanowiące połowę gospodarki ugrupowania Państwo Środka może nie chcieć osiągnąć kompromisu w ramach BRICS i być może zdecyduje się działać na własną rękę i przystąpi do budowy Pax Sinica? Czy Chiny zachowają BRICS jako jedno z narzędzi jego budowy i działać będą dwutorowo, tj. na forum BRICS, ale także samodzielnie. Czy – co byłoby największym sukcesem BRICS (choć niekoniecznie Chin) – uznają, że same nie dadzą rady, a ich siła wynika z pozycji w BRICS, a zatem wszelkie globalne pomysły powinny być forsowane najpierw na forum tej organizacji, a gdy uzyskają akceptację pozostałych członków,  to dopiero wówczas na całym świecie.

Co to oznacza dla Polski?

Na świecie dochodzi do polaryzacji, a coraz silniejsze politycznie i gospodarczo wschodzące potęgi kwestionują globalne status quo. A zatem ich interes jest sprzeczny z interesem Polski, która jest w obozie krajów akceptujących ukształtowany w XX wieku świat i jego instytucje, z dominująca rolą Zachodu. Akceptująca także, a może przede wszystkim dlatego, iż ostatnie 25 lat ciężkiej i bolesnej transformacji, to właśnie integracja z Zachodem oraz dostosowanie się do jego norm standardów i instytucji.

Gdyby zatem kraje BRICS odniosły sukces byłaby to zła wiadomość z trzech powodów:

Po pierwsze, znaczałaby konieczność kolejnej wielkiej zmiany w Polsce. Przede wszystkim byłaby to kolosalna zmiana myślenia o świecie, w którym Zachód utracił swoją dominującą pozycję. Tym samym wszystkie założenia transformacji ostatnich 25 lat takie jak przekonanie o gwarantującej dobrobyt i bezpieczeństwo zapewniającej „koniec historii” integracji z Zachodem ległyby w gruzach. Ta zmiana myślenia mogłaby za sobą pociągnąć również transformację polityczną i gospodarczą. Na razie jej prekursorem w regionie jest podobnie jak BRICS nieufny wobec zachodnich instytucji finansowych Wiktor Orban, który otwarcie mówi o tym, iż buduję nowy typ „nieliberalnej demokracji” (bowiem ta liberalna – zachodnia – jego zdaniem już się wyczerpała) i konsekwentnie, choć z różnym skutkiem, buduje relacje z nowymi potęgami i krajami BRICS.

Orban jest w Polsce traktowany jako postać groteskowa. Niezależnie od tego czy odniesie on sukces i będzie zasługiwał na coś więcej niż drwiące uśmieszki, czy poniesie – oczekiwaną przez większość naszych elit – porażkę, nie zmienia to faktu, że nie mamy planu B i w ogóle nie rozpatrujemy wariantu upadku Zachodu czy sukcesu BRICS. Jesteśmy do tej ewentualnej zmiany słabo przygotowani nie tylko dlatego, że nie bierzemy jej w ogóle pod uwagę, ale także dlatego, iż poza Rosją nie znamy wschodzących potęg i utrzymujemy z nimi sporadyczne kontakty.  W dodatku po 25 latach ciężkiej transformacji zakomunikowanie społeczeństwu, iż potrzebny jest kolejny wysiłek, byłoby sporym rozczarowaniem i wielkim wyzwaniem dla polityków. W jaki sposób powiedzieć społeczeństwu brutalną prawdę – świat XXI wieku nie jest światem Zachodu i po długiej i bolesnej transformacji czeka nas kolejna reorientacja, bowiem globalne realia są kompletnie inne niż te które sobie założyliśmy pod koniec XX wieku i których przez kolejne ćwierćwiecze nie próbowaliśmy zredefiniować, a teraz do tych realiów musimy się (ponownie) dostosować? A zatem zmiana ta, jeśli  nastąpi w świecie, w Polsce będzie odsuwana w czasie tak długo jak się da.

Po drugie, zmiana ładu globalnego, który proponuje BRICS, nie jest dla Polski atrakcyjna, bowiem jesteśmy zadowoleni ze status quo, uważamy się za jego beneficjenta i chcemy go bronić (jedynymi partiami politycznymi, które globalny status quo krytykują są KNP JKM i narodowcy).

Po trzecie, we współpracy z BRICS problemem oczywiście byłaby Rosja, która odgrywa w nim istotną rolę, a z którą od kilku stuleci nie udaje się ułożyć dobrych stosunków (klęskę poniósł także Donald Tusk i jego pojednawcza polityka).

Co możemy zatem zrobić?

Przy założeniu, że nie da się ułożyć stosunków z Rosją (patrz porażka polityki Donalda Tuska i brak rezultatów przyjaznej polityki 2009-2013), powinniśmy układać sobie jak najlepsze stosunki z krajami BRICS – intensyfikować wymianę kulturalną (najprostsze), podejmować wspólne przedsięwzięcia biznesowe, odbywać częste wizyty na najwyższym szczeblu, otwierać, a nie zamykać konsulaty, zwiększać, a nie zmniejszać liczbę personelu dyplomatycznego poza Europą.

Patrzenie w perspektywie dłuższej niż cztery lata nie jest mocną stroną naszych elit. Jednak warto to zmieniać, a przy tym zwracać uwagę i bacznie obserwować rozwój BRICS. Bo niewątpliwie potrzebujemy dłuższej perspektywy i planu B na ciekawe czasu XXI wieku, które dopiero nadchodzą.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R. Pyffel: Czy BRICS zdoła zmienić świat? Reviewed by on 16 sierpnia 2014 .

Na początku lipca, zaraz po zakończeniu piłkarskiego mundialu, w brazylijskiej Fortalezie odbył się szósty szczyt BRICS. Wydarzenie to zostało w Polsce odnotowane, jednak nie spotkało się z wielkim zainteresowaniem. Niesłusznie, ma ono bowiem doniosłe znaczenie – oto dotychczasowy klub dyskusyjny wschodzących potęg przeistacza się na naszych oczach w coraz bardziej sformalizowaną grupę państw kwestionujących dotychczasowy

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 17

  • @R.P

    Szanowny Panie,
    jeżeli nie ma Pan argumentów w postaci konkretnych wyników tych krajów (wskaźniki gospodarcze) to znaczy, że fascynują Pana te kraje na zesadzie emocjonalnej- bez pokrycia w rzeczywistych danych. Kraj który Pan postuluje jako „zorientowany na wschód” wypracował w latach 2006-2013 ZEROWY (0,0% równe) wzrost gospodarczy. Tak „radzą” sobie Węgry pod rządami Orbana :)

    I o ile dobrze zrozumiałem, proponuje Pan pójście węgierską drogą.

    Chciałbym jeszcze odnieść się do argumentów cywilizacyjnych. Rzeczywiście, cywilizacja indyjska i chińska ma kilka tysięcy lat. I co z tego skoro w Europie i Ameryce żyje się lepiej. To jest wręcz tylko dowód na zacofanie tych państw-dali się dogonić temu obrzydliwemu Zachodowi, i co gorsza dali się przegonić.

    Wreszcie co do dominacji: czy Brazylia dominowała nad Ameryką? może chociaż nad południową? A może RPA kogoś podbiło? Kogo zdominowały Indie? Czy Chiny miały kolonie?

    Jest jeden wyjątek, który rzeczywiście podbił (piszę o Bricksach). Jest to Rosja. Ale jak pozostałe nieudaczniki z BRICKS, nie poszła dalej i nie udało się jej tychże terenów zagospodarować. :)

    Gospodarki Bricks to wysoko zetatyzowane, państwowe firmy, gdzie liczą się układy. Firmy te nie mają innej przewagi jak niskopłatna siła robocza. Początkowo pozwala to utrzymać dobry wzrost, potem już nie. z taką gospodarką kraje BRICKS mogą zachodowi tylko skoczyć :)

    Acha, zapomniałem jeszcze bardziej Pana rozbawić: Kraje Bricks wypadają bladziutko już przy porównaniu z Polską.

    Pozdrawiam,

    • A to faktycznie mnie Pan rozbawił. Rosja i Chiny ( tylko w tych państwach BRICS byłem ) wypadają bladziutko już przy porównaniu z Polską – jak to Pan szanowny był łaskaw stwierdzić. No, no ciekawe, bo ja odniosłem wręcz przeciwne wrażenie. Nie mam teraz czasu się rozpisywać, ale powiem Panu, że z Polski ludzie wyjeżdżają, a z Chin czy Rosji wręcz przeciwnie. W takim Omsku czy Jekatyrynburgu ( żeby nie było że Rosja to tylko Moskwa, a reszta to dzcz ) zagranicznej siły roboczej – z Azji Centralnej głównie, ale nie tylko – mnogo. Byłem, widziałem. W Chinach podobnie. Pół Afryki wali teraz do Chin, druga połowa tradycyjnie do Europy. Ale jeszcze niedawno 100% jechało tylko do Europy. Dla nas to lepiej. Afrykańskich studentów na chińskich uniwersytetach trudno zliczyć. Mam znajomych Polaków w Państwie Środka więc jestem na bieżąco. Najlepiej o trendach gospodarczych we współczesnym świecie świadczą migracje ludności, a te dla Rosji i Chin wypadają na plus. I jeszcze mała dygresja na zakończenie – Polska właśnie wysłała w kosmos swojego drugiego satelitę do badania innych układów planetarnych (zmontowanego z polskich i kanadyjskich podzespołów). Oba satelity umieściły na orbicie Rosja i Chiny. Zacofane państwa chyba nie wyświadczyłyby nam tej usługi.

  • @SNII

    Szanowny Panie, zaskoczyl mnie Pan, nie wiem czy pisal Pan na powaznie, czy zartowal :)

    Zadnej „fascynacji” wobec krajow BRICS nie prezentuje, boleje mnie jedynie takie myslenie jakie Pan zaprezentowal ( ma Pan racje, to Pana na wierzchu- tak mysli 90 proc naszego spoleczenstwa i 90 procent elit) ze BRICS sa komplenie niewazne, ze to epizod.

    Jedyny przejaw mojej „fascynacji” to ostatni paragraf, gdzie proponuje obserwowanie, myslenie nad planem B i konkretne dzialania.

    Swoja droga wysmial Pan kilka tysiecy lat cywilizacji chinskiej i indyjskiej, piszac o tym ze kraje te nie maja sily ( mozna dyskutowac), ale tez ich powrot do potegi ( nie wiem czy takie slowo mozna uzyc zamiast „fascynacji) nie ma uzasadnienia ich w kulturze czy tradycji politycznej ( to chyba zart, bo co powiedziec o Chinach ktore dominowaly przez tysiace lat w swoim regionie? a Rosja?)
    No coz nie jest Pan odosobniony na Zachodzie, ani w PL na jego rubiezach. Tyle ze jak mawia chinskie powiedzenie 骄宾必败 „arogancka armia musi zostac zwyciezona”.
    Niejedna cywilizacja upadla pod ciezarem wlasnego przekonania o niezwyciezonosci.

    Rozpisalem sie, byc moze bez sensu, bo Pan prawdopodobnie i tak zartowal :)

  • Z całym szacunkiem, ale czy Autor mógłby jakoś skwantyfikować (trudne słowo) siłę tych rzekomych BRICKS?

    Autor przecenia możliwości tej grupy. Z wyjątkiem RPA są to kraje bardzo nisko notowane w rankingach, o conajmniej mętnej gospodarce. Duży wzrost gospodarczy wynika raczej z bazy ludzkiej lub z surowców.

    A co będzie gdy ten potencjał się wyczerpie?

    Muszę uczciwie przyznać, że nie rozumiem tej fascynacji BRICKS. Nie znajduje ona uzasadnienie w sile tych krajów, ani w ich kulturze, ani w ich tradycji politycznej. Dlatego też, nieprzypadkowo, Polaków nie obchodzi co się kryje za skrótem BRICS.

    Pozdrawiam,

  • @Radek
    Generalnie doceniam wszystkie komentarze, z wyjątkiem komentarza „syndromu sztokholmskiego”. :-) Doceniam też wizjonerstwo zawarte w Twoim tekście, bo choć idzie ono bardzo daleko, to właśnie dzięki temu otwiera horyzonty przed naszymi (czasem nieco zbyt ciasnymi) umysłami.

    Niemniej jednak mam wątpliwość generalną i dręczącą.

    Czy Chiny traktują nas jako kraj sfery post-sowieckiej (i jako taki gotowe są w jakiejś sytuacji wspierać, na przykład przeciw Rosji), czy wolałyby, abyśmy byli „ich przyjacielem” w świecie Zachodu? To jest zasadnicze pytanie o to, czy Chiny utrudnią nam wyjście z postkomunizmu, czy też nie będą nam w tym przeszkadzać (gdybyśmy wreszcie podjęli decyzję o samostanowieniu).

    Druga wątpliwość generalna: czy wchodząc w relacje z BRIC da się uniknąć wzmożonej, dodatkowej infiltracji ze strony Rosji? Korzystając z możliwości, jakie oferuje BRIC w sposób naturalny musielibyśmy konkurować z Rosją w tym układzie. Obawiam się, że nie dalibyśmy rady udawać przyjaciół wobec naszych największych wrogów i skończyłoby się to raczej smutno.

  • @PZ

    „A to byl jakis plan A, ze mowa o braku planu B? :)”

    No jakis plan A byl, sam go przeciez zrekonstruowales w swoim wpisie. Inna sprawa ze ten plan A slabo wyszedl, lub coraz gorzej wychodzi. A planu B nie ma.

    @Wlodzimierz Madziar

    Dziekuje za mile slowa. Raczej nie napisalem nic odkrywczego- po prostu krotki komentarz do wydarzen z poczatku lipca.

    Poza tym ma Pan calkowita racje piszac:
    „Natomiast postulat otwierania nowych ambasad, zwiększania personelu dyplomatycznego, zwiększania ilości wizyt …. A skąd wziąć na to środki? Ponadto mamy XXI w i zapewne są efektywniejsze metody niż bardzo kosztowna „klasyczna” dyplomacja. Wiele informacji można kupić, organizację spotkań można zlecić, itd”

    Rowniez mam wrazenie ze klasyczna dyplomacja bankrutuje, a juz zwlaszcza w wydaniu polskim, gdzie w zasadzie swiadomie dokonala ona abdykacji. Dzisiaj to sa po prostu niezle platne (choc tez bez przesady) stanowiska dla ludzi ktorzy nie maja zludzen ze na cokolwiek maja wplyw- kazdy z checia by to zamienil na jakies stanowisko unijne gdzie tez nie ma sie na nic wplywu, ale na 5 pietrze i 18 korytarzu w departamencie owocow miekkich w pochmurnej Brukseli kasa wieksza i prestiz ( o dziwo tak jest w PL) chyba tez.

    Tym samym wiekszosc roboty robia i beda robic coraz czesciej sami obywatele. Skuteczna dyplomacja powinna ich wspierac i im pomagac. Obecnie mamy w PL jjednak model przejsciowy, to znaczy ze klasyczna dyplomacja bawi sie w twittera i upodabnia do mas (np krecac teledyski do dyskotekowych koreanskich przebojow w Chinach :), ale w zadnym wypadku nie chce niczego wspierac poza sama soba, ani tym bardziej niczego cedowac czy przekazywac :) ( ewentualnie wysle pismo, lub uscisnie reke, a i to nie zawsze :)

    W efekcie mamy jakies dzialania, ale takie ktorymi mozna sie jakos wytlumaczyc przed przelozonymi- w zaden sposob to nie zmienia rzeczywistosci w tych krajach i tu ma Pan racje, ze otwieranie konsulatow czy zwiekszanie personelu nic nie zmieni. Trzeba uwolnic czy ukierunkowac energie ludzi ktora juz jest.

    Przyznam sie ze sam wierzylem w klasyczna dyplomacje w polskim wydaniu i wielokrotnie krytykowalem polski rzad za zamykanie konsulatow w Azji. Z tego co wiem teraz beda spowrotem otwierane, ale to juz – przy kryzysie klasycznej dyplomacji ( w wydaniu polskim), braku srodkow- faktycznie ma niewielkie znaczenie i slusznie zwrocil Pan na to uwage, mimo to uwazam ze warto tam otwierac placowki, chocby z powodow symbolicznych.

    Teraz przy okazji wielu rozmow w Chinach spotkalem wielu Kostarykanczykow ( @Michal) a takze Mongolow, i caly czas czuja sie oni dotknieci zamknieciem ambasady polskiej w Ulan Bator. Sa to czesto emocjonalne reakcje, inteligentnych przeciez ludzi, ktorzy nie sa w stanie tego zrozumiec. Powrot do Mongolii nie bedzie mial pewnie dla nas znaczenia, bo przyjada dwie trzy osoby i beda sie tlumaczyc brakiem srodkow itd ( i to tez racja, bo przeciez same nic nie zrobia- to moze zrobic za nich dyplomacja nieklasyczna, ale na ta nie ma przyzwolenia, albo nie ma wizji). Natomiast jestem pewien ze nawet jesli w Mongolii bedzie siedzial polski ambasador i popijal herbate to zawsze lepiej nizby go tam nie bylo.

    Mimo wszystko tak samo w krajach BRICS, choc tam o zwrocenie uwagi duzo trudniej niz w Mongolii ( gdzie silny byl sentyment do Polski)

    • OK, byly jakies tam polityczne zalozenia, ktorych to realizacje (abdykacje) wieloaspektowo i dosadnie opisales powyzej, wiec jest tak jak jest.

  • Bardzo ciekawy artykuł, wskazujacy na możlośc powstania nowej „jakości” w świecie i bardzo dobrze Panie Radku, że zwrócił nam Pan na to uwagę.
    Natomiast bardzo cenne są uwagi PZ, że głownym spoiwem BRICS jest niechęć do USA i Zachodu, a sam BRICS bardzo dużo dzieli i często tych krajów z USA, czy szeroko pojętym Zachodem, są ważniejsze niż stosunki w samej grupie BRICS.
    PZ wspomiał, że Chiny i Rosja są beneficjentami obecnego ładu światowego – widać to też w ONZ. Oba te kraje wcale nie palą się, aby stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa zostały np. Indie.
    Jeżeli New Development Bank stanie się choćby minimalną konkurencją dla MFW i Banku Światowego, to też jest dobrze, ponieważ te instytucje są często krytykowane nawet z merytorycznego punktu widzenia i nie wszystkie ich decyzje są uważane na słuszne. Każda instutucja rządzi się jakąś doktryną i nie kwestionowanie jej predzej czy później prowadzi do stetryczenia. Tu rola NDB może byc bardzo „orzeźwiajaca”, co nie musi oznaczać, że obecny system finansowy rozpadnie się, czy nawet zostanie zmarginalizowany.

    A polski pomysł na BRICS. Dziś zbyt wiele mamy niewiadomych i nie wiemy w jakim kierunku rozwinie się sytuacja. To trochę jakby mieć 8 szachownic i zaplanować grę od czterdzestego ruchu, nie wiedząc nawet na której będzie się grać. MOżna, ale liczba wariantów będzie chyba zbyt duża.

    Na pewno warto natomiast sytuację obserwować.

    Natomiast postulat otwierania nowych ambasad, zwiększania personelu dyplomatycznego, zwiększania ilości wizyt …. A skąd wziąć na to środki? Ponadto mamy XXI w i zapewne są efektywniejsze metody niż bardzo kosztowna „klasyczna” dyplomacja. Wiele informacji można kupić, organizację spotkań można zlecić, itd

  • Jak na razie spoiwem BRICS jest deklarowany antyamerykanizm oraz chec instytucjonalizacji rosnacej roli Chin. O tym drugim wspomniales, choc moze troche inaczej widzisz akcenty. Paradoksalnie na tym drugim zalezy zarowno Chinom (zyskuja prestiz), jak i calej reszcie (zyskuja jakas forme wplywu na Chiny).

    Znamienne natomiast jest, ze juz na poziomie tworzenia instytucji BRICS dochodzi do sporych utarczek, co starano sie zamiesc pod dywan PR’em (skad my to znamy). Nie do konca zas widze chec calkowitego wywrocenia globalnego porzadku (moze za wyjatkiem Rosji), bo Chiny sa nadal jego beneficjentem i dopoki nie przestawia gospodarki i nie rozwiaza problemow wewnetrznych to na otwarta kontestacje sie nie zdecyduja. Indie zas w calej konstelacji sa najbardziej pro-amerykanskie (bojac sie wzrostu potegi Chin, co tez staraja sie balansowac wspolpraca z FR), wiec nie beda zainteresowane oslabianiem Ameryki.

    Oprocz sprzecznosci interesow na poziomie politycznym, sa tez sprzecznosci na poziomie gospodarczym. Rosji i Brazylii zalezy na wysokich cenach surowcow (RPA czesciowo takze), ale Chinom i Indiom juz niekoniecznie.
    Najwazniejszy fakt, ktory nie do konca wspolgra z deklaracjami dotyczy tego, ze oryginalnie planowano operowac juanem w tejze instytucji, ale najwyrazniej nie doszlo do zgody w tej kwestii dalej jest wiec USD. Kapital startowy tez niezbyt duzy jak na deklaracje o konkurencji z Zachodem.

    W kwestii Polski zas, to nie tyle dazymy do Zachodu, ale cywilizacyjnie po prostu do wspolnoty Zachodu nalezymy.

    Przez ostatnie 25 lat dazymy zas do wyrugowania pozostalosci wschodnich wplywow moskiewskich. To niuans, ale istotny, szczegolnie wobec faktu o ktorym wspominasz i z ktorym sie zgadzam, ze w najblizszym czasie z Rosja nie ma mozliwosci ulozyc dobrych relacji. Zalozenia polityki wschodniej obecnego rzadu zbankrutowaly na naszych oczach. Stad tez nagle „PO mowi Kaczynskim” probujac uwiarygodnic w oczach spoleczenstwa kolejna wolte. Nie wroze temu sukcesu, bo pomimo, ze „lemingi” moze lubia PR, ale proba potraktowania tej czesci spoleczenstwa jako skonczonych idiotow to zupelnie nowy wymiar post-polityki.

    Chiny zas wyraznie daly Polsce do zrozumienia, czym sa zainteresowane. Politycznie wieksza rola Polski w naszym regionie Europy, co mialo/ma sie przelozyc na kontaky handlowe. Tego nie ma, gdyz Polska polityka byla nakierowana na plyniecie „w glownym” nurcie UE powodowanym iluzjami co do naszych mozliwosci oraz personalnymi ambicjami przez co pozycja Polski w regionie jest slabiutka. Tymczasem takze unijny wymiar polityki zagranicznej bankrutuje na naszych oczach, czego dowodem jest spotkanie w Berlinie w sprawie Ukrainy, juz bez Polski. Post-polityka pustego PR’u, kompletnie nie liczaca sie z zywotnymi interesami narodowymi musiala sie tak skonczyc niestety.

    Orbana nie da sie latwo szufladkowac jako anty-unijny (anty-zachodni) i pro-rosyjski, bo to wedlug mnie spore uproszczenia. Jak pogodzic niby pro-rosyjskosc Orbana, z doniesieniami o sprzedazy sprzetu wojskowego Ukrainie sprzed kilku dni?

    A to byl jakis plan A, ze mowa o braku planu B? :)

    • Co do spotkania ministrów w Berlinie to dobrze się stało że nie ma tam Polski -> w niczym byśmy nie pomogli, a i po co dolewać oliwy do ognia skoro w prasie rosyjskiej o Polsce pisze się tylko źle. Dla mnie i naszych producentów już lepiej jak nic o nas nie piszą/mówią.
      Tusk w tym odniósł sukces że jest ten mały ruch graniczny z obwodem kaliningradzkim, a to jest spora kasiora dla Polaków tam zamieszkałych.
      Powinniśmy siedzieć cicho i liczyć pieniądze jak przystało na kraj tranzytowy. Rosjanie wspólnie z naszymi południowymi sąsiadami budują torowisko dla kolei transkontynentalnej ->bez nas
      Rosjanie robią na Ukrainie to co robią z 3 powodów (dlatego nas nie powinno się nimi straszyć)
      1. Mają wspólną religię
      2. Mają prawie taki sam język
      3. Ukraina jest b. słaba/bankrut który będzie piszczał jak przyjdzie zima -> w imię starego powiedzenia „grasz tak na ile Tobie przeciwnik pozwoli”
      Co do BRICS te kraje ładnie się rozwijają patrząc na statystyki lecz w końcu dojdą do ściany której nie przebiją -> bogadzący się ludzie/obywatele chcą się wyróżniać / podkreślać swój status więc będą kupować „zachodnie” artykuły -> dlatego też status quo pomiędzy bogatym zachodem a resztą w sumie się nie zmieni ponieważ we wszystkim chodzi tylko o PIENIĄDZE które będą płynąć do Hiszpańskiej ZARY, Niemieckiego BMW ect.

      • Avatar PZ

        Ach ten syndrom sztokholmski vel postkolonialny vel murzynskosc (niepotrzebne skreslic).

        Ja nie ocenialem czy to dobrze, czy zle, ze w Berlinie w trakcie rozmow o Ukrainie nie byla obecna Polska, choc jak widze POwoli jest objasniane spoleczenstwu co ma myslec. Nieobecni glosu nie maja i kropka.

        Stwierdzilem jedynie bezsporny fakt, ze na te edycje spotkania w sprawie sasiada Polski, przedstawicieli rzadu RP nikt nie zaprosil, co dosc mocno kloci sie z gloszana przez ten sam rzad teza o kluczowej, istotnej i sprawczej roli RP w Europie, ktora niby to pozycje potakiwanie i bycie lubianym mialo spowodowac.

        Sympatie prasy FR (kremlowskiej raczej) to nie jest najwazniejszy wyznacznik realizacji interesow narodowych RP, na ktore sklada sie szanowny Panie nie tylko liczenie przychodow, ale rowniez kosztow, o czym jako przedsiebiorca Pan wie.

        To nie „nas straszy” sie Rosja tylko wladze FR zachowuja sie na arenie miedzynarodowej w sposob najdelikatniej mowiac absurdalny, a proba odwrocenia tego faktu to nic tylko mentalnosc opisana w pierwszym zdaniu mojego posta, albo zwykla dezinformacja.

        W kwestii Ukrainy zas, Putin doskonale, wrecz modelowo umacnia swiadomosc odrebnosci panstwowej Ukrainy, jednoczesnie bezpowrotnie tracac poparcie nawet wsrod rosyjskojezycznych Ukraincow mieszkajacych na Wschodzie.

        Jednoczenie Wolodia juz zaczal piszczec przed zima decydujac sie odwolac sankcje na zywnosc o strategicznym znaczeniu jak chocby ziemniaki. No coz, albo armaty albo maslo tego obejsc sie nie da.
        Dobrze, ze w ramach realizacji wlasnych urojen Putin jednak troche przystopowal i postanowil nie zaglodzic Bogu ducha winnych zwyklych Rosjan.

        W miedzyczasie, w ramach sankcji na zywnosc z „wrednego Zachodu” na Bialorusi kleska urodzaju krewetek, ktorych nadwyzki eksportuja do FR ma sie rozumiec. Cuda.
        Sugeruje wiec spojrzec przyjazniejszym okiem w tamtym kierunku celem dywersyfikacji kanalow sprzedazy, bo wiec gminna niesie, ze jablkami na Bialorusi tez w tym roku obrodzi, a Turcja zacznie produkowac wieprzowine. :)

        Jak Polska zacznie produkowac sprzet jak Huawei, komputery jak Lenovo, mysliwce 5-tej generacji, bedzie miala swoje banki jak ICBC i tym podobne gadzety oraz bol glowy w postaci walutowych rezerw za ktore nie wiadomo co kupic, to pochyle czolo nad ciezkim losem Chin, ktore doszly do sciany. Tymczasem jak na razie Chinczyki trzymaja sie mocno, bo nie tyle chodzi o same PIENIADZE, a o to w czyjej kieszeni zostaja i jak sie je wykorzystuje Szanowny Panie.

      • Zaiste syndrom sztokholmski ma długą, moskiewską tradycję :-)

      • Avatar PZ

        Istotnie tak od circa konca XVI w. nie powinno byc co do tego zadnych zludzen.

  • Ja tutaj w Kostaryce i w regionie widze jak mocno chiny inwestuja. Ale robia to po cichu tu buduja rafinerie tam drogi. Robia to po cichu ale systematycznie. Co ciekawe jak patrze gdzie inwestuja pieniadze nie zalezy od opcji politycznej. Sa obecni w Nicaragui gdzie chca budowac kanal oceaniczny. Sa w proamerykanskiej kostaryce. rafineria nowa. Sa w Brazyli i Meksyku. Co ciekawe Wenezuela bedaca potencjalnie najblizszym partnerem jest traktowana po macoszemu. Ja mam nadzieje ze dosc dlugo pax atlantico bedzie wiodaca sila . Chiny swymi intensywnymi zbrojeniami przestraszyly sasiadow. Poza Pakistanem ktory jest problematycznym sojusznikiem I Kimstanem nie widze innych powaznych graczy ,ktorzy chcieliby zwiazac sie sojuszem z chinami.

  • @Adam Machaj
    @Michal

    Dzieki za komentarze. Trzeba sie cieszyc, ze kwestia BRICS jeszcze kogos w PL ( czy raczej w jezyku polskim) interesuje, nawet jesli sa to Polacy mieszkajacy na innych kontynentach :) ( w Azji i Ameryce Pd)

    Co do BRICS, to oczywiscie zobaczymy jaka bedzie ich przyszlosc. Czy BRICS przetrwa jako calosc, czy te kraje ( Chiny? Indie?) odniosa sukces i trwale zmienia oblicze swiata? ( i w jakim stopniu).

    Wydaje sie ze Orban juz spisal Zachod na straty, nie dogadal sie z Chinami, to dogadal sie z Rosja, wprawiajac w konsternacja prawicowa czesc opinii publicznej ( np Gazete Polska, ktora przyznala mu tytul Czlowieka Roku).
    Dlatego jestem ciekaw jak na tym wyjda Wegry. Chiny jednak ich nie nagrodzily za ta decyzje ( wybraly Polske- ktora nie jest tym zainteresowana).

    Na razie jak sadze, warto obserwowac, brac rozne warianty pod uwage. Zgadzam sie z Wami ze tego nie ma w Polsce i dlatego staram i staramy sie to na swoim niszowym odcinku robic jak najlepiej.
    Jedyne co mnie niepokoi to fakt, ze niedlugo trzeba bedzie przestac obserwowac, a trzeba bedzie zaczac dzialac i podejmowac decyzje.
    No ale coz, to juz nie nasza rola :)

    „Putin krzykaczem, a Chiny szara eminencja” dobrze powiedziane :)

  • Witam Radku.
    Co mnie ciekawi to pytania o przyszlosc cegly. Ja z perspektywy latynowskiej widze dwa powazne zag
    rozenia . Jedno to mozliwosc wyczerpania stosunkowo latwych recept na rozwoj . Drugie moze wazniejsze to brak wspolnoty wartosci. wspolnoty kultur. Na razie jest to dorazny sojusz gdzie Putin jest krzykaczem a chiny szara eminancja. Jak dlugo bedzie sie to oplacalo Rosji i I
    dia zobaczymy

  • Brawo! Przede wszystkim za polski kontekst zachodzących zmian na świecie. Jedną z nich jest coraz ważniejsza rola krajów BRICS. Porażka polityki wschodniej Donalda Tuska spowodowana jest jej nieudolnością. Znacznie lepiej politykę tę realizują Czesi i wspomniani w tekście Węgrzy. Nie ma co jednak ubolewać nad brakiem zainteresowania krajami BRICS. Po prostu Polska polityka nie widzi świata poza UE i USA. Reszta dla nas się nie liczy. Jednak nawet w stosunku do tych dwóch podmiotów nasze zainteresowanie jest jakby wybiórcze, powierzchowne i skupione na centralnych tylko osobach polityki i gospodarki. Podobnie jest z Rosją. którą widzi się przez pryzmat tylko jednego człowieka, stale tylko Putin, Putin i Putin, jakby już nikogo więcej w tym kraju nie było. No może czasem jeszcze wspomni się o Ławrowie. Po prostu brak jest szerszych studiów, debat i publikacji o charakterze popularnym i dostępnym dla przeciętnego Kowalskiego obejmujących wydarzenia międzynarodowe, globalne oraz dotyczące innych krajów niż UE. CSPA jest pd tym względem pozytywnym wyjątkiem, ale obejmującym tylko część naszego globu? To w naszym własnym interesie trzeba poszerzyć. Tekst ten w jakiejś mierze podejmuje tę próbę i dlatego jeszcze raz brawo!

Pozostaw odpowiedź