Artykuły,Chiny news,Publicystyka

R.Pyffel: Chiny nowym hegemonem?

Niniejszy tekst będzie trochę odbiegał formułą jaką przyjęliśmy na polska-azja.pl, chciałem w nim bowiem podzielić się swoimi refleksjami na temat nie tyle samej książki, co spotkań z jej autorami którym towarzyszyłem zarówno na konferencji prasowej, którą miałem okazję prowadzić, spotkaniu w Business Centre Club, oraz w Szkole Głównej HAndlowej i WSPIZ, które odbyły się pod patronatem Szkoły Języka Chińskiego Hao Pengyou i Biura Podróży Travel City (za wsparcie serdecznie dziękujemy, retransmisja spotkań już wkrótce na CSPAtv).

 

Co większość z nas już wie, książka jest napisana w dość emocjonalny sposób – trudno zresztą by wzrost znaczenia Chin takich, skrajnych czasem, emocji nie wywoływał i to w krajach obecnego hegemona, czyli Zachodu.

Uważam i podkreślałem to w czasie spotkań, iż książka ma dwa niezaprzeczalne walory (o licznych słabościach poniżej):

Po pierwsze została wydana we właściwym momencie. W Polsce w ciągu najbliższych tygodni odbędzie się debata na temat roli Chin. Debata która już dawno odbyła się w Japonii, Rosji, USA, Azji i Zachodniej Europie i wielu innych krajach. Teraz czas na Polskę: debatować będą zwolennicy „chińskiej szansy” (China’s opportunity), czyli otwarcia i współpracy z ChRL oraz „chińskiego zagrożenia” (China’s threat), czyli przeciwnicy, którzy uważają ChRL za kraj łamiący prawa człowieka, nieuczciwy i stanowiący zagrożenie nie tylko dla zachodniej cywilizacji, ale w ogóle światowego pokoju. W zasadzie nigdzie debata ta nie została jednoznacznie rozstrzygnięta, nigdzie wynik nie okazał się oczywisty, a zwolennicy i przeciwnicy Chin w zasadzie obstają przy swoim. Tak na przykład dzieje się to w Europie Zachodniej gdzie wiele grup społecznych ( zwłaszcza wielki biznes) nadal korzysta na wzroście gospodarczym w Chinach, a inne grupy (np. aktywiści praw człowieka) protestują i manifestują swoje niezadowolenie (Antoine Brunet i Stephane Guichard reprezentują oczywiście szkołę chińskiego zagrożenia).

Książka ma więc tą zaletę że idealnie wpisują się w tą debatę, która w Polsce właśnie się zaczyna i którą, jak się wydaję wygrają zwolennicy „chińskiego zagrożenia”. Poruszana będzie kwestia najnowszej historii, symbolika Solidarności ( zapewne też zaangażowanie Lecha Wałęsy i innych opozycjonistów), niezwykle popularnego w Polsce , zwłaszcza wśród młodzieży Dalajlamy, a także kompromitacja Covecu, który zbiegł z pola budowy nie płacąc nie tylko odszkodowania, ale nawet gwarancji bankowych ( Bank of China). Ta ostatnia sprawa zresztą wytrąca poważny argument z ręki zwolenników China’s opportunity. Jakaż to chińska szansa, skoro tak to się skończyło?

Druga zaleta tej książki odnosi się już do polskiej specyfiki. Podczas gdy ta debata o przyszłość Chin i ich rolę toczyła się na świecie, Polska stała z boku. O rozstrzyganiu China dillema (protestować czy współpracować?) nie mogło być mowy, gdyż większość elit traktowała Chin jako operetkowe mocarstwo, kraj biedny i totalitarny (w tym punkcie zresztą zgoda z radykalnymi poglądami autorów). Trzeba było więc zobaczyć zszokowane miny dziennikarzy, gdy francuscy autorzy w czasie konferencji próbowali przekonywać że Chin nie wolno już lekceważyć, a chińska hegemonia w świecie jest już ich zdaniem na wyciągnięcie ręki. Oczywiście jak to w Polsce, gdy stwierdzenia takie padają z ust autorów zachodnich, przestają wywoływać pobłażliwy uśmieszek.

I to w zasadzie tyle zalet. Jako iż miałem okazję rozmawiać z autorami, muszę przyznać, że książka wypadła dużo lepiej niż prelekcje, w których niestety demagogiczny język często brał górę nad zdrowym rozsądkiem. Nie chcę tu niczego sugerować, ani uprzedzać faktów, gdyż wkrótce ukaże się relacja video z tych spotkań i każdy sam będzie mógł wyrobić sobie na ten temat zdanie, ale odniosłem wrażenie że autorzy piszą i wypowiadają się o Chinach, jako abstrakcji, nie znając tamtejszych realiów. Tak było gdy zapytałem czy „Chiny nowym hegomenm?” jest odpowiedzią na „Wojny walutowe”, głośną książkę nowego chińskiego nacjonalizmu, który stawia podobną tezę: iż źródłem bogactwa narodów nie jest cieżka praca, ale właśnie manipulowanie kursem walutowym. Okazało się że autorzy, coś tam słyszeli, ale jej …. nie znają.

Mimo moich wstępów i próśb, by autorzy uwzględnili wschodnio-europejską specyfikę, nie doczekałem się żadnej reakcji. A przecież Polska sytuacja jest inna. My nie mieliśmy Big Players, takich jak Air Bus, Carrefour itd. Obecnie trwa łapanka tak zwanego polskiego biznesu, który ma towarzyszyć w wizycie prezydenta Komorowskiego , który odwiedzi Pekin ok. 18ego grudnia. Podobno jest 20 miejsc i trudno je wypełnić.

Inaczej było na Zachodzie. Tamtejsze korporacje w ostatnim dwudziestoleciu korzystały z otwarcia Chin, a rządy narodowe tych państw uspokajały nas doktryną Clintona- róbmy biznes, a Chiny się zdemokratyzują. Czy teraz kiedy okazało się że Chiny pobiły Zachód w ich własnej grze, reguły gry się zmieniają? Trochę szkoda, zwłaszcza że  obecnie my wreszcie możemy skorzystać na chińskim wzroście, choć niekoniecznie jako inwestorzy tam, ale odbiorcy chińskich inwestycji. I to w sytuacji gdy Białoruś, Ukraina, ale także Wegry właśnie to robią. Autorzy niestety… w ogóle nie odpowiadali na te pytania!

Po drugie, jako użyteczny idiota, który niedawno wrócił z Delty Rzeki Perłowej (gdzie organizowaliśmy jako CSPA delegację polskiego biznesu do Chin), wiem że Chiny nie są już krajem tanim, którego główna przewaga konkurencyjna zawiera się w niskiej cenie. Wręcz przeciwnie, przekierowują się one na gospodarkę oparta na rynek wewnętrzny, a ludzie zarabiają coraz więcej w coraz mocniejszej walucie ( więcej o tym w video komentarzu o zmierzchu fabryki świata na CSPAtv). I tu znów straszenie Chinami nijak ma się do realiów wschodnioeuropejskich.  220- 400 euro jakie obecnie zarabiają na rękę robotnicy w Guangdongu ( a i tak jest to rynek pracownika i mogą sami wybierać i grymasić!) to nie jest taka szokująco niska pensja w Polsce (poza Warszawą) jak może się to wydawać z perspektywy Paryża. To już są inne Chiny. Ale na to pytanie również nie doczekałem się odpowiedzi.

Wreszcie kwestia totalitaryzmu. No cóż. Chiny to z pewnością kraj autorytarny, ale totalitarny? Za totalitarny rozumiem kraj w którym całe życie jednostki podporządkowane jest jednej ideologii, która przenika wszystkie aspekty życia (codziennego). A przecież w Chinach każdy ubiera się tam jak chce, słucha muzyki jakiej chce itd. Bez wątpienia zachodzą tu duże różnice z Koreą Północną, nawet jeśli przyjmiemy karkołomną tezę że w Chinach istnieje oficjalna ideologia, może niezbyt dla nas przyjemna, jak nowy nacjonalizm ( zakładający że Zachód stoi na drodze do odbudowy chińskiej potęgi) to przecież nie skutkuję ona podporządkowaniem całego życia jednostek ( a i zasięg choć istotny to jednak ma ograniczony!).

Większość czytelników pewnie już tego nie pamięta, ale Ci ze Wschodnich Europejczyków którzy jak ja otarli się o końcówkę polskiej komuny pod koniec lat 80tych i spędzili trochę czasu w Chinach wiedzą jak bardzo absurdalna to teza, stojąca w sprzeczności do realiów chińskiego autorytaryzmu, gdzie brutalnie i surowo karze się wystąpienia przeciw władzy i systemowi, ale „odpuszcza” niezliczone aspekty życia społecznego, gdzie każdy – podobnie jak w PRL- dopóki nie nawołuję do obalenia reżimu, żyje jak chce.

Tu doczekałem się próby odpowiedzi, jakoby totalitaryzmu dowodzić miały zainstalowane chipy w komputerach. Nie jestem w stanie tego zweryfikować, ale przecież podobnie jest z chipami w niektórych telefonach komórkowych, nie mówiąc już o facebooku czy googlu, który w tworzącej się na naszych oczach naszej cywilizacji cyfrowej daje nie mniejsze możliwości inwigilacji ( Ostatnio jeden ze sprzedawców próbował wykorzystywać najwyraźniej zaczerpniętą z facebooka wiedzę o mnie, moich zainteresowaniach i preferencjach…). Fakt przy tym- i jedyna (ale czy zasadnicza?) różnica, że do facebooka przystąpiłem dobrowolnie…

Seria spotkań zakończyła się zresztą dość niemiło. Autorzy- którzy w zasadzie nie chcieli odpowiadać na moje pytania i ignorowali nawoływania do uwzględnienia lokalnej perspektywy, a koncentrowali się wyłącznie na krytyce Chin i ich polityki monetarnej z ich punktu widzenia- nie kryli rozczarowania moimi uwagami, narzekając na brzydkie polskie obyczaje…

I tu pytanie organizacyjne. Skoro tak, to czemu zdecydowaliśmy się jako CSPA ją promować, a ja sam zaangażowałem się w to przedsięwzięcie?

Otóż przede wszystkim dlatego, że naszym obowiązkiem jest branie udziału w debacie China’s Opportunity vs China’s threat, a ksiazka ta w tą debatę się wpisuję. Stara zasada- nieobecni nie mają głosu!

Po drugie, ukłony w stronę wydawnictwa Emka, zwłaszcza Pani Agnieszki Korniłowicz i szefa Wydawnictwa Emka Pana Jacka Malinowskiego. Propozycja z ich strony była rzeczowa i konkretna. Nie mogę tego powiedzieć niestety o innym, znanym w kręgach orientalistycznych, nieudolnym wydawnictwie z Torunia, do którego wysłałem kilkanaście maili z propozycją współpracy (bez odpowiedzi), a które najwyraźniej jest zainteresowane chyba tylko drukowaniem książek, a nie ich sprzedawaniem, o promocji nie wspominając.

Efekty współpracy z Wydawnictwem Emka to sprzedaż kilkadziesieciu książek ( bardzo dziękuje wszystkim Wam za wsparcie- dochód z ich sprzedaży w dużej mierze przeznaczamy na utrzymanie i rozwój portalu), film promocyjny, który obejrzało w Internecie ponad 1100 osób, oraz relacje ze spotkań i kilka artykułów polemicznych, które wkrótce na polska-azja.pl i na CSPAtv ukażą się video (jeszcze raz ukłony w stronę sponsorów Szkoły Językowej Hao Pengyou i Biura Podróży Travel City).

Jeśli znacie dobre książki które pojawiają się na rynku, przekonujcie ich wydawców do współpracy z nami, która leży w interesie wszystkich zainteresowanych tematyką azjatycką. Coraz więcej wydawnictw podejmuję z nami współpracę i  wydaję mi się że warto.

Wielu czytelników i komentatorów zarzucało nam także, że nie powinniśmy brać udziału w promocji książki krytycznej wobec rządu ChRL.

CSPA nie jest instytucją która powinna promować wyłącznie punkt widzenia chińskich władz. Od tego jest chińska Soft Power i choćby Instytuty Konfucjusza, które otrzymują pieniądze od rządu chińskiego. CSPA utrzymuję się z pieniędzy prywatnych, a także sympatyków i darczyńców. Nie ma więc mowy o działalności pijarowej. Uwzględniamy punkt widzenia rządu chińskiego, co w tak zwanym mainstreamie budzi szok i zażenowanie, a pod adresem CSPA i moim często kierowane są oskarżenia o działalność agenturalną i bycie „tubą propagandową ChRL”.

Jako że poziom IQ naszych czytelników jest wyższy od przeciętnego, propagandowe wojny i czarno-biały świat zostawiamy innym. Naszym czytelnikom oferujemy uczciwe i w miarę możliwości obiektywne spojrzenia na chińską transformację i generalnie sprawy azjatyckie.

Oczywiście mogę się dziwić, że Chiny, kraj który ma na swoim koncie tyle sukcesów, jest tak bezradny w PR-e i wciąż jest to mecz do jednej bramki. Ale choćbyśmy chcieli promować polskojęzyczne książki o Chinach, przedstawiające inny obraz Chin, to prawie nie mamy wyjścia, gdyż profesjonalne wydawnictwa kupują z reguły copyrights do niechętnych Chinom książek z Zachodu (chińskie zagrożenie), a te wydawnictwa które wydają książki, przedstawiające chińską perspektywę, które możnaby promować są niestety często rażąco amatorskie.

Pewnie dlatego Chiny tą debatę znów przegrają, wyjdą na państwo totalitarne, nieuczciwe i dzikie. Tak przedstawiali je francuscy autorzy, a dziennikarze i wiele innych osób, po prostu przyjmowało ich punkt widzenia. Ale to nie jest problem CSPA. W kulturze chińskiej, nie ma zresztą nic śmieszniejszego, niż osoba, czy instytucja, która wychodzi przed szereg i samozwańczo mianuję się rzecznikiem chińskich interesów. Nie mają do takich osób szacunku, ani Polacy, ani Chińczycy i trudno się im dziwić.

Jeszcze raz chciałbym podziękować za współpracę Wydawnictwu Emka, naszym partnerom: Szkole Językowej Hao Pengyou i Biurze Podróży Travel City, a także dziesiątkom z Was za wsparcie którego nam udzieliliście zakupując tę książkę i obiecać wszystkim naszym partnerom, że dołożymy wszelkich starań by byli zadowoleni ze współpracy z nami, a Wam że również nie zawiedziemy Waszych nadziei i postaramy się rzetelnie, uczciwie, na ile się da spokojnie dyskutować o Azji, bo taka dyskusja jest nie tylko przyjemna, ale bardzo potrzebna.

Przy okazji, będziemy Wam bardzo wdzięczni za wsparcie, choćby drobnymi kwotami, gdyż to pozwoli nam naszą misję wypełniać jeszcze skuteczniej.

Zachęcamy też wszystkich do dyskusji na temat samej książki, jak i roli Chin. Wydaje się że wizyta prezydenta Komorowskiego, która odbędzie się 18 XII, sprawia iż te pytania są wyjątkowo aktualne…

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
R.Pyffel: Chiny nowym hegemonem? Reviewed by on 2 listopada 2011 .

Niniejszy tekst będzie trochę odbiegał formułą jaką przyjęliśmy na polska-azja.pl, chciałem w nim bowiem podzielić się swoimi refleksjami na temat nie tyle samej książki, co spotkań z jej autorami którym towarzyszyłem zarówno na konferencji prasowej, którą miałem okazję prowadzić, spotkaniu w Business Centre Club, oraz w Szkole Głównej HAndlowej i WSPIZ, które odbyły się pod

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 18

  • ciekawa relacja Radka

    pozwole sobie podzielic sie doswiadczeniami ostatnich kilkunastu dni, jako iz
    wpisuja sie w tematyke artykulu Radka

    bylem ostatnio zaproszony na kilka konferencji. dwie z nich zasluguja na szczegolna uwage.

    1. stosunki przez ciesnine
    szczegolnie wybitnie udane w formie i tresci wystapienie davida zweiga w uniwerstytetu w hk. od dwoch dekad bada m.in. starania wladz chinskich pozyskania talentow i od pewnego czasu czolowych swiatowych naukowcow dla swojego kraju.
    tak jak sie spodziewalem, podsumowanie calosci bylo raczej negatywne, powodow jest wiele, nie bede ich tu dokladnie omawial.
    bardzo ciekawe zmiany strategii i kolejne podejscia do rozwiazania problemu niestety skonczyly sie raczej porazka.
    z tego co wiem, projekt ten ukaze sie w jako ksiazka.
    dodam jedynie, ze zagadnienie jest tak frapujace i nieznane szerzej publicznosci, ze nawet lokalni naukowcy byli zaskoczeni istneniem tak szeroko zakrojonego programu w chinach.
    byly i inne bardzo ciekawe wystapienia, ale to przebilo reszte

    2. chinska armia ludowa
    naprawde fantastyczna konferencja czolowki amerykanskich i tajwanskich think-tankow.
    nidy nie uczestniczylem w tak niesamowitym spotkaniu (invitation-only).
    nie dziwne, ze to wlasnie amerykanie maja najlepsze uczelnie swiata. super poziom analiz i badania, ogrom problemow, swietne pointy.
    nie moge sie zaglebic w szczegoly, poniewaz taka jest prosba organizatorow – zadnych cytatow, imion itd.
    tematy przewodnie to:
    – rola armii i partii, kto kieruje kim, jakie sa wplywy i obustronne oddzialywanie
    – jak moze przebiec i czym w tym wzgledzie skutkowac przyszloroczna zmiana
    wladzy
    – z czego wynikaja i jak wytlumaczyc czeste wpadki i sprzeczne ze soba wystapienia oficjeli cywilnych i wojskowych (takze kontekscie nieudanego pr-u, jak wspomina powyzej Radek)
    – mnostwo pytan i watpliwosci, ogrom niewiadomych. i to mowia ludzie, ktorzy znaja chinski, maja dostep do dokumentow, chinskich oficjeli i wojska, stale odwiedzajacych ten kraj. szczegolnie te ostatnie uwage polecam sobie (latwo sie zagalopowac w pewnosci ferowanych wyrokow). te odczyty i zagorzale q&a uswiadomily mi jaki trzeba miec dystans do teoretycznie pewnych i sprawdzonych wiadomosci.

    dodam iz tu takze byla koferencja o rewolucji xinhai, ale jako jedna z mnostwa, w tym samym czasie w samym tajpei odbylo sie kilka m.in. o wspomnianej przeze mnie powyzej tematyce. majac taki budzet na nauke jak polska …

  • POST USUNIĘTY ZE WZGLĘDU NA WULKGARYZMY I ARGUMENTACJE AD PERSONAM

    • Jeśli ktoś chce kompromitować tzw. europejskie wartości to takie posty jak jak powyższy świetnie się do tego nadają. A im niższa kultura osobista i inteligencja sinofobów tym lepiej na tym wychodzi image Chin.
      P.S. „Nowoczesna Polska” – koń by się przewrócił ze śmiechu… Zmierz sobie czas przejazdu pociągiem z Gdańska do Katowic – jak za Wilusia! A dziur w drogach więcej niż w szwajcarskim Emmentalerze!

      • Avatar ciekawy

        Panie Zyggi, nie dawaj się Pan prowokować idiocie :)
        Po prostu go zignoruj, tak samo jak ignoruje się psa ujadającego za siatką.

  • Chińczycy nie odpuszczają Polski. Covec jest o krok od dealu za 5,5 mld.zł. za inwestycje w Elektrowni Kozienice. No i co?

  • Cyt. „Oczywiście mogę się dziwić, że Chiny, kraj który ma na swoim koncie tyle sukcesów, jest tak bezradny w PR-e i wciąż jest to mecz do jednej bramki.”
    To chyba nie jest do końca tak, Panie Radosławie. Jako znawca Chin, z pewnością zgodzi się Pan, że PR chiński jest dość skuteczny na własnym terenie działania. Przykładem tego są ich publikacje w wielu językach, np. miesięczniki „China Today” i „China Pictorial”, tygodnik „Beijing Review”, dziennik „China Daily”. Czytają i prenumerują te czasopisma setki tysięcy ludzi na całym świecie, niekoniecznie dlatego, że kochają KPCh. Raczej dlatego, że interesują się tym krajem i nie zadowalają ich mainstreamowe publikacje, obsesyjnie powtarzające w kółko mantrę pt. „Chińskie zagrożenie”.
    Chiński PR nie istnieje w III RP podobnie jak za PRL-u nie istniał PR amerykański. Powody są inne: zamiast cenzury na ul. Mysiej mamy cenzurę poprawności politycznej, która też jest wrogiem wolności słowa. Owa poprawność dziś knebluje mówienie w sposób pozytywny o krajach innych niż proamerykańskie. Odrębnym powodem jest też to, że Chiny zwyczajnie „odpuszczają” Polskę. Dlaczego? Może po prostu chińscy stratedzy dostrzegają rzeczy, które przysłania nam nasze polskie „wishful thinking”…

    • Odnośnie chińskiego PR dodam, mając okazję współpracować na co dzień z wiceprezydentem China PR Association, że Chiny w ciągu ostatnich lat zrobiły gigantyczny postęp. Przed 2003 w chińskim rządzie nie było ani jedno człowieka od PR! W 2004 po raz pierwszy powołano 75 rzeczników prasowych w 62 departamentach na szczeblu ministerialnym. W 2010 odbyło się ponad 1,700 konferencji prasowych na szczeblu centralnym i prowincji. Od września 2011 chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych będzie organizować pięć briefingów prasowych tygodniowo zamiast dwóch.

      • Wie Pan, to brzmi trochę „urzędniczo”. Bo że były konferencje i briefingi- ok. Ale czy do tego ma się sprowadzać praca nad włściwym PR em? Chyba nie. Już rok temu pisałem o braku chińskiego PR-u. Teraz, rok później nie widzę na poziomie internetu większych zmian. Tekstów o Chinach 300% więcej, ale tych wartościowych chyba tyle samo co było. No może ciut się ruszyło.
        Ale na CSPA róznica w pisaniu o Chinach- jak cholera! Proponuję przeczytać te sprzed roku i teraz. Nie ma porównania! Żeby tak było gdzie indziej. Ale nie jest.

      • Avatar jg

        Moja odpowiedź pokazuje, że osiem lat temu temat PR w Chinach nie istniał.

  • Cyt. „Mimo moich wstępów i próśb, by autorzy uwzględnili wschodnio-europejską specyfikę, nie doczekałem się żadnej reakcji. A przecież Polska sytuacja jest inna. My nie mieliśmy Big Players, takich jak Air Bus, Carrefour itd.”
    Panie Radosławie, przecież obu Autorów to przecież w ogóle nie obchodzi! Oni to dają do zrozumienia. Już raz przytaczałem fragment ich książki, w którym głosy krytyki europejskiej polityki rolnej (niekorzystnej także dla nas) ze strony uboższych krajów nazwali „perfidnymi”. Autorzy wychodzą więc z założenia, że Europa ma prawo do praktyk nie odbiegających zbytnio od tych, które zarzuca innym. Czy bowiem unijne dopłaty do rolnictwa dające Unii przewagę nad krajami Trzeciego Świata, są bardziej moralne od sztywnego kursu chińskiego yuana?…
    Francuzi mają nasze sprawy tam, gdzie słońce nie dochodzi. Książka odzwierciedla nawet nie tyle zachodnie ile raczej francuskie, partykularne spojrzenie na sprawę wzrostu chińskiej potęgi. Francja w odróżnieniu od niektórych innych krajów rozwiniętych, nie umie wykorzystać chińskiej szansy, stąd chyba bierze się zrzędliwy ton omawianej publikacji. Dlatego to, że ta książka jest publikowana u nas, uważam za jakieś nieporozumienie. W innych warunkach obaj panowie pisaliby pewnie o „polskim zagrożeniu” dla francuskiej wytwórczości lub rolnictwa. Na szczęście dla nich Polska nie jest tak duża ani tak konkurencyjna jak Chiny. :-)
    Treść książki nie może być uznana za miarodajną dla zachodniego punktu widzenia, bo nie bierze pod uwagę tego, jak na współpracy z Chinami wychodzą takie kraje jak Niemcy – jeden z głównych eksporterów do Chin, czy kraje korzystające z chińskich kredytów, tańszych i mniej obwarowanych warunkami wstępnymi niż linie kredytowe MFW i Banku Światowego. To książka napisana przez Francuzów dla Francuzów. I chyba dla nikogo więcej.

    • Tak, oczywiście. Przeniesienie produkcji do Chin traktowanych preferencyjnie (stawki celne europejskie vs stawki celne chińskie na przykład) spowodowało deindustrializację Europy, zniszczenie równowagi na rynku pracy. Irracjonalne systemy socjalne państw europejskich i niekontrolowane działania banków przyspieszyły tylko pojawienie się kryzysu. Dzisiaj nasi przywódcy szukają ratunku w Chinach zamiast wziąć się do niełatwej roboty, która może kosztować ich spadek popularności. A Chińczycy dobrze wiedzą, że pożyczona kasa pójdzie w rozkurz, bo obecny system europejski bez zasadniczych zmian wchłonie każde pieniądze. Pieniądze, które trzeba będzie trzeba oddać. Niekoniecznie dosłownie. Wystarczą ustępstwa wizowe.

      • Kończ Waść, wstydu oszczędź- SOBIE!

      • Avatar ciekawy

        Nie zgadzam się z tym, że za kryzys odpowiedzialne jest przeniesienie produkcji do Chin – przeciwnie, zyskali na tym konsumenci mogący kupić tańsze produkty.
        To fakt, za deindustrializację odpowiedzialne są Chiny, ale to nie ich wina lecz niskiej konkurencji gospodarek Zachodu. Jeśli nie Chiny, to prędzej czy później inne państwa zajęłyby ich miejsce.

        Natomiast nawiązując do komentarza Pana Pilcha to apeluję o zaprzestanie stosowania takich wyrażeń w stosunku do innych komentatorów – dla dobra dyskusji.

  • Jestem w połowie książki Francuzów i nie przeczę, że napisano ją emocjonalnie. Autorzy skupiają się na kwestiach, które powtarzają jak mantrę, czasem do wyrzygania. Jest w tym coś drażniąco neofickiego. Być może obaj panowie doznali iluminacji swoistej i stąd ta zaciętość niedawno nawróconych. Ja osobiście jestem również zwolennikiem opcji „China threat”, ale ma ona znacznie szersze uzasadnienie, nie tylko ekonomiczne. Chiny Ludowe są realnym zagrożeniem. I są krajem totalitarnym. Każdemu kto w to nie wierzy proponuję założenie w Chinach partii o dowolnym profilu. Lub innej interesującej tamtejszych obywateli organizacji (że przypomnę Falun Gong). A ponieważ łączą totalitaryzm z kapitalizmem wygrywają na każdym polu z demokracjami Zachodu. Tu Francuzi mają niewątpliwie rację. Cieszyłbym się gdyby faktycznie doszło wreszcie do dyskusji na temat Chin współczesnych, relacji Polski z Państwem Środka, relacji ChRL-UE. Czy chociażby zagadnienia frapującego czy Chiny ciągle jeszcze traktować preferencyjnie jako kraj Trzeciego Świata, a jednocześnie liczyć na jego wsparcie w walce z kryzysem, którego są niewątpliwym źródłem? A jak będzie? Zobaczymy, zobaczymy.

    • @ p.Ślazyk
      Obarczanie Chin za kryzys finansowy świata zachodniego to nonsens.
      Kryzys Zachodu, nie wchodząc w szczegółu tkwi, w zachwianiu równowagi
      między prawami a obowiązkami na korzyść tych pierwszyich. W Europie co chwila jakaś grupka społeczna szermując hasłami równości i protestując przeciwko rzekomej dyskryminacji ich środowiska, wydziera od państwa jakieś profity, które są niczym innym jak zwykłymi przywilejami.
      Autorzy książki „zapomnieli” dodać, że utrzymując niski kurs juana, przy
      olbrzymim eksporcie do USA, tak naprawdę Chiny finansują amerykańskich konsumentów. Jeśli się uwzględni fakt, że mnóstwo firm
      chińskich eksportujących towary należy do Zachodniaków albo dokonuje
      podwykonawstwa w wyniku, którego Zachodni Biznes zarabia olbrzymie
      pieniądze to suma summarum nie wiadomo, kto więcej na tym zyskał lub
      stracił, Chiny czy Zachód..

      • @wute: Będę się upierał przy swoim. W skali makro oczywiście zarabiają koncerny, korporacje. W skali mikro natomiast podstawowa wartość ekonomiczna, czyli realna praca, produkcja została przeniesiona do kraju, który tylko pozornie działa zgodnie z regułami. Finansowanie amerykańskich czy polskich konsumentów jest tak samo szkodliwą działalnością jak kredytowanie zakupu nieruchomości przez osoby do tego finansowo niezdolne. Trudno być konkurencyjnym w sytuacji kiedy gra się z nieuczciwym konkurentem (Chiny) i V kolumną korporacji zorientowanych na zysk, a nie na dobro swoich krajów i współobywateli.

        @ciekawy: Niekonkurencyjność Zachodu wynika wprost z dezindustrializacji. Więcej zakładów w danej branży, większa konkurencja pomiędzy nimi, ale też większa, bliższa infrastruktura wspierająca, właśnie jak w Chinach. O konsumentach zachodnich napisałem powyżej.

        @ Wiesław Pilch: gratuluję wyrafinowanej argumentacji. Rzeczowość, dogłębna analiza, bezprecedensowa argumentacja. Majstersztyk. Jeszcze raz gratuluję.

      • Avatar Zyggi

        @ Leszek Ślazyk.
        Nie bardzo rozumiem, skąd Pańskie założenie, że Chiny grają niezgodnie z regułami podczas gdy Zachód – wspomagając od wielu dekad własną wytwórczość poprzez dotacje na koszt podatnika – ich przestrzega? Gdy kraje zachodnie narzucały niektórym krajom ZAWYŻONY kurs waluty, który powalił na kolana wytwórczość w tych krajach (vide: Polska i Argentyna w latach 90-tych), to było w porządku podczas gdy Chiny robią to w drugą stronę to już jest nieuczciwe? Nie stosujmy podwójny standardów. Pisze Pan o Chinach, że „tylko pozornie działa z regułami”, tzn. tymi, które Zachód samowolnie ustalił? A co one obchodzą Chińczyków, jeśli ten sam Zachód sam nie gra fair?

Pozostaw odpowiedź