Komentarz eksperta,Top news

R. Pyffel: 14 refleksji na temat zmieniających się Chin i perspektyw zawodowych związanych z językiem chińskim

Zazwyczaj każdego roku na początku lipca na zaproszenie Instytutu Konfucjusza w Opolu uczestniczę w wyjazdowych konferencjach na południu Polski. Lato, góry, ciekawi ludzie – to wszystko sprzyja refleksji. Zwłaszcza, że moje zadanie to krótki wykład i rozmowa ze studentami Politechniki Opolskiej, którzy przygotowują się do jesiennego wyjazdu do Chin lub myślą o takim wyjeździe w przyszłości.

Niesamowite, że w Opolu przez ostatnią dekadę, dzięki konsekwentnej pracy, udało się wysłać do Chin i przygotować do pracy kilkuset specjalistów. Ręce składają się same do oklasków, ale to temat na inny tekst i inną okazję.

Rozmowa z młodymi ludźmi o ich planach i oczekiwaniach, a także o ich wizji tego, co zobaczą w Chinach, zmusiła mnie do przemyślenia i nierzadko rewizji tego, co sam ze studenckiego pobytu w Chinach zapamiętałem. Dlatego postanowiłem porównać te Chiny, do których ja wyjeżdżałem, do tych, w których już pod koniec sierpnia pojawi się kolejne pokolenie młodych ludzi z Polski studiujących język chiński. Kolejne pokolenie polskich China hands.

Pierwsza konstatacja jest banalna. 时间走得很快, czas leci bardzo szybko.

Od czasu, gdy wyjechałem na studia do Chin minęło siedemnaście lat, a więc cała epoka(a wydaje się jakby to było wczoraj). Zresztą okoliczności, w których dowiedziałem się o wyjeździe, też były dość szczególne. Nastąpiło to bowiem na poczcie w Siem Riep w Kambodży, gdzie przebywałem na studenckiej wyprawie naukowej pod kierunkiem wówczas doktora, a dziś, od dawna już, prof. Adama Jelonka (z tego co słyszałem, akurat przebywającego na kolejnej takiej wyprawie z nowym pokoleniem badaczy Azji Pd-Wsch. Powodzenia!).

O wszystkim dowiedziałem się więc na kambodżańskiej poczcie. Jako że internet nie był w tamtych czasach (1999 r.) tak rozpowszechniony jak dziś (a zwłaszcza w Kambodży, do której wówczas powoli i nieśmiało napływali turyści – nie można tego porównać z dzisiejszym przemysłem turystycznym), musiałem trzykrotnie dzwonić do moich rodziców, by uzyskać informacje gdzie za dwa tygodnie pojadę do Chin na studia (wybierało się trzy uczelnie i strona chińska jako gospodarz decydowała). Wówczas usłyszałem w słuchawce:… Jedziesz na Guangzhou Zhongshan University.

Z moich trzech wyborów (oprócz tego jeszcze Pekin i Szanghaj) o Kantonie wiedziałem najmniej, ale, jak się okazało, miałem szczęście trafić w bardzo ciekawych czasach do bardzo ciekawego regionu Chin (na Beijing University przyszedł czas kilka lat później i wówczas trafiłem na tę kuźnię chińskich elit).

W czasach, w których trafiłem do Chin, kraj ten był w Polsce kompletnie niedoceniany i jeszcze mniej znany niż dziś, uznawany za tanią gospodarkę nastawioną na eksport i kopiującą rozwiązania innych. „Fabryka Świata” (akurat to zjawisko świetnie było obserwować z perspektywy Kantonu).

A jak jest dziś? I do jakich Chin trafią ci, którzy pod koniec sierpnia rozpoczną tam nowy rok akademicki?
Oto czternaście refleksji:

Po pierwsze – Chiny są dużo bogatsze

• Przejawia się to przede wszystkim w cenach. Na coraz mniej nas stać. Oczywiście istnieją trzy segmenty cenowe: najtańszy (dla robotników napływowych), średni i najwyższy (już dla milionerów, co sprawia, że w dużych chińskich miastach mogą zadziwiać sklepy z wystawami, których próżno szukać w Polsce…).

• Jeśli ktoś więc będzie miał czas szukać, zapewne znajdzie miejsca tańsze niż w Polsce. Skończył się już jednak czas, gdy za niewielkie kwoty można było w Chinach szaleć (a mi się to udawało! Za 10 PLN jadłem kantońskie śniadania, które były prawdziwymi ucztami). Dość dobrze podsumował to młody pracownik Volkswagena z Wuhan, z którym ostatnio leciałem do Monachium: „Niemcy są bardzo tanie…”. No cóż, to stwierdzenie wiele mówi!

• Fakt, że Chiny są coraz bogatsze, wiele zmienił w logice tamtejszego rynku wewnętrznego. Chińczycy coraz więcej kupują. Dawniej kupowano z Chin, teraz można tam sprzedawać. Dawniej porównywano ceny z myślą o tym, co można by z Chin „ściągnąć”. Dziś chodzi się do supermarketów, by podpatrywać nowe produkty z Polski (i UE) i by zastanowić się co można by „wysłać”.

• To wszystko także sprawiło, że praca w Polsce jest dla Chińczyków coraz mniej opłacalna, za to coraz bardziej opłaca się praca w Chinach. Bogate rodziny chińskie zatrudniają Europejki (w tym Polki) jako opiekunki do dzieci, nauczycielki czy guwernantki. Zjawisko w moich czasach praktycznie nieznane, a dziś coraz powszechniejsze.

Po drugie – rola obcokrajowców w Chinach zmalała i będzie coraz mniejsza

• Obcokrajowcy tracą na swojej atrakcyjności, gdyż relatywnie nie są tak bogaci, jak kiedyś. Innymi słowy, dawniej wystarczyło być po prostu obcokrajowcem, dziś coś jeszcze trzeba sobą reprezentować, coś umieć. Zwłaszcza, że Chiny dokonały ogromnego postępu.

• To z kolei sprawia, że uczyć angielskiego czy mieszkać w Chinach nie jest już tak łatwo, jak kiedyś (zresztą wcześniej istniała ogromna niewidzialna bariera mentalna. Z kilkunastu moich znajomych na przeprowadzkę do Azji namówiłem tylko dwóch). Wydaje się, że sytuacja bezpowrotnie zmieniła się po 2008 roku, gdy kryzys na Zachodzie spowodował napływ nisko wykwalifikowanych nauczycieli angielskiego z krajów anglojęzycznych (to się w sumie chwali, że ludzie ci, zamiast czekać na socjal i zapomogi społeczne, ruszyli do Chin i Azji w poszukiwaniu nowego życia). To z kolei spowodowało powstanie wielu regulacji, w wyniku których znalezienie pracy czy uzyskanie wizy nie jest już takie proste jak kiedyś (to oczywiście temat na odrębną publikację).

Po trzecie – Chiny i Chińczycy są inni

• Można powiedzieć, że Chińczycy, coraz bardziej świadomi swojej zwiększającej się siły nabywczej, stają się przez to coraz bardziej wymagający wobec wszystkiego i wszystkich. Wobec jakości produktów, które kupują, wobec pracowników, wobec obcokrajowców, a nawet wobec – na co wskazują w prywatnych rozmowach – własnego rządu (choć zarówno system polityczny, jak i sposób myślenia nadal jest zupełnie inny niż w Europie. To się nie zmieniło i zapewne nigdy się nie zmieni).

• Dużo więcej wiedzą o świecie, niż 10 lat temu.

• Nie liczy się już rozwój ekonomiczny, a raczej bardziej kompleksowy awans cywilizacyjny (społeczeństwo harmonijne, Chinese dream, nowa normalność).

• Mimo oszałamiających sukcesów w ostatnich trzech dekadach, Chińczycy często są niepewni przyszłości.

• Chiński model rozwojowy wyczerpał się, a problemy społeczne w Chinach są coraz bardziej złożone (nie wystarczy jedna polityka), coraz kosztowniejsze, muszą być rozwiązywane przy coraz większym oporze społecznym, a często rozwiązanie jednego problemu tworzy następny. Zaczyna się nowy etap (druga reforma).

• To wszystko współgra z trzema elementami w makropolityce: innowacyjność w gospodarce, konsolidacja władzy i walka z korupcją w polityce, otwarcie na świat i asertywność w polityce zagranicznej.

Po czwarte – Rozwój Chin nastąpił dużo szybciej niż przypuszczano

• Mimo że od 30 lat wróżono im klęskę, wszelkie prognozy dotyczące rozwoju Chin (które uważano za zbyt optymistyczne) spełniły się dużo szybciej, niż zakładano. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że Chiny dojdą do tego poziomu już w 2016 roku. Kryzys w UE sprawia, że relacja Chin i Europy totalnie się zmieniła i zmieniła się tak, że w 2000 roku, nawet nie można sobie było tego wyobrazić (a to przecież tylko 16 lat).

Po piąte – Chiny wysuwają się na czoło wszelkich rankingów

• Największy eksporter świata, branża samochodowa, branża turystyczna i tak można by bez końca…

• Zważywszy na potencjał tego kraju, to dopiero początek i rację mają ci, którzy twierdzą, że to wcześniejsza sytuacja była nietypowa. Nietypowa w tym sensie, że gospodarka kraju o tak dużym potencjale znajdowała się na poziomie niektórych gospodarek krajów Europy Zachodniej.Kiedy studiowałem w Chinach była to gospodarka porównywalna z Włochami i Wielką Brytanią… Jakże absurdalnie to brzmi w 2016 roku.

źródło: publicdomainpictures.net

źródło: publicdomainpictures.net

Po szóste – Chiny są już mocarstwem globalnym

• Obecne są na wszystkich kontynentach.

• Pojawiają się w Europie Środkowej, będącej ostatnim elementem globalnej układanki.

• To zupełnie nowa sytuacja w historii Chin. Dotychczas bowiem dominowały raczej tradycje izolacjonistyczne, a dziś Chiny pojawiają się w Afryce, Ameryce Łacińskiej, Australii, Europie Środkowej i w zasadzie w każdym zakątku świata. Właściwie wszędzie (poza krajami Azji) stykają się z zupełnie inną kulturą.

• Stwarza to często problem komunikacyjny – z ogłaszaniem własnej polityki i tłumaczeniem jej opinii publicznej w innych krajach (znamy to doskonale z Polski).

• Powstają instytucje zajmujące się badaniem nowych obszarów i regionów. Tu nastąpiła, jedni powiedzą paradoksalna, inni, że nieubłaganie logiczna, zamiana miejsc Polski i Chin. Gdy w 1999 roku wyjeżdżałem na studia do Kantonu wielu Polaków (ale także tzw. opinia publiczna czy też mainstream) wciąż żywo interesowała się światem zewnętrznym (mimo iż nie mieliśmy tam jako kraj interesów i likwidowaliśmy tam ostatnie przyczółki, a w naszym relacjonowaniu świata pozaeuropejskiego zaczynał dominować przekaz nowej ideologii – kraju nowo nawróconego na demokracje. Bardzo liczę, że za 20-30 lat zbada ten okres w historii Polski, dziś być może 20-letni, czytający te słowa przyszły profesor historii).

• Kontrastowało to z tym, co zastałem w Chinach, czyli rzucające się w oczy dekady izolacji od świata zewnętrznego (co pewnie tylko potęgowało to zainteresowanie nim). Po kilkunastu latach likwidowania przez Radosława Sikorskiego placówek w krajach pozaeuropejskich, skądinąd będącej konsekwencją lokalizacji dyskursu Polsce (najczęściej poprzez koncentrowanie go wokół „tego, co ktoś powiedział”), sytuacja jest dziś już zupełnie inna. Nowe pokolenie Polaków, które przyjedzie do Chin, zostało zsocjalizowane jako „pokolenie Europejczyków”, jednocześnie jako pokolenie kompletnie nieświadome świata pozaeuropejskiego w czasach globalizacji (jakkolwiek ci, co pojadą, są raczej awangardą własnego społeczeństwa, o czym świadczą ich zainteresowania i decyzja o wyjeździe w ten akurat region świata).

• Tymczasem w Chinach rozkwita debata o polityce zagranicznej. Istnieje wiele gazet, portali, kanałów telewizyjnych, sino i anglojęzycznych przez 24 godziny na dobę zajmujących się polityką globalną. Oczywiście można stwierdzić, że debata ta jest jednym ze źródeł legitymizowania władzy w Chinach oraz że nie ma co utyskiwać, bowiem Polska nie ma globalnych interesów. Fakt jest jednak faktem. Jeśli chodzi o wiedzę o świecie dziś jesteśmy w miejscu, w którym Chiny były przed 1999 rokiem, podczas gdy Chiny są dzisiaj globalnym mocarstwem, gdzie każda wiedza i z każdego miejsca ma cenę.

Po siódme – postrzeganie Chin w Polsce bardzo się zmieniło

• Nadal trudno przekonać do konsekwentnych działań, ale nie trzeba przekonywać, że Chiny są ważne i istotne. Oczywiście często nadal niewiele z tego wynika, ale przynajmniej nikt nie próbuje z tym faktem polemizować. To niewątpliwie przewaga obecnego pokolenia. Na nas, gdy mówiliśmy, że przyszłość to Azja i Chiny, często patrzono jak na wariatów i pukano się w głowę!

Po ósme – w Polsce pojawiają się chińskie inwestycje

• Sytuacja diametralnie zmieni się jednak dopiero wtedy, kiedy pojawią się chińskie inwestycje „Green field”, czyli budowa fabryk od zera. Obecnie są to próby przejęć lub udział w przetargach publicznych, a to ma z wielu powodów małe szanse powodzenia (i wcale nie chodzi o sprawę Covec).

• Uważam, że zwycięzcami pojawienia się Chin w Polsce i regionie mogą być PR-owcy i prawnicy. Są to bowiem dziedziny, w których Chiny (wciąż) nie mają swoich pracowników, a które są jednak bardzo ważne (jeśli nie decydujące dla powodzenia przedsięwzięcia).

• Last but not least, stworzy to zupełnie nową sytuację. W moim pokoleniu praca z językiem chińskim oznaczała często wyjazd do Chin lub Azji. Teraz wygląda na to, że będzie można mieć pracę z językiem chińskim w Polsce i być może pojawią się nawet ludzie, którzy będą z językiem chińskim pracować w Poznaniu, Wrocławiu, Opolu nigdy nie mieszkając wcześniej w Chinach (jakkolwiek bez tego bardzo trudno jest się nauczyć języka i zrozumieć prace w chińskiej organizacji). To w sumie dobra wiadomość dla młodych Polaków, chyba jeszcze bardziej przywiązanych do rodziny i swojego miejsca zamieszkania niż nasze pokolenie. Zazwyczaj, gdy na różnych spotkaniach pytam, kto z uczących się chińskiego jest gotowy wyemigrować za pracą z Polski, rękę podnosi nie więcej niż 20 procent osób.

Po dziewiąte – „一带一路”czyli Jedwabny Szlak i powrót do Chin z dynastii Tang

• Jedwabny Szlak 2.0 to hasło, a być może nazwa nowej epoki. Alternatywna sieć logistyczna (kolejowa i morska) z Chin do Europy i przede wszystkim towarzyszące temu projektowi inicjatywy dyplomatyczne: seminaria, spotkania, traktaty i umowy, powstawanie nowych instytucji finansowych (w tym AIIB), budowa „globalnego Allegro” i powstanie nowych rynków i możliwości, o których dzisiaj nie wiemy.

• W wyniku tego wszystkiego Chiny w ostatnich 30 latach zwrócone w stronę morza (Wschód), teraz – jak w czasach dynastii Tang – zwracają się na Zachód.

• Wielkie znaczenie zyskają prowincje Chin dotychczas niemające tak wielkiego znaczenia (Syczuan, Xinjiang, Mongolia Wewnętrzna, Yunnan). O ile nasze pokolenie często podejmowało pracę w Zheijiang, Jiangsu, Guangdong, Fujian (objazdy po targach, czy fabrykach), to wygląda na to, że teraz wszystko ruszy na zachód Chin, do prowincji, które dotychczas pozostawały na uboczu.

Po dziesiąte – ważne jest kto ocenia Chiny

• Jeśli ktoś zna tylko Zachód i po raz pierwszy przyjeżdża do Chin, może czuć się rozczarowany.

• Nie zauważa olbrzymich zmian i nie docenia ich tempa.

Po jedenaste – język angielski też jest ważny

• Angielski to język międzynarodowego biznesu.

• Polska to nie Niemcy. Niewiele polskich firm ma zdolność do zainwestowania w Chinach. Dlatego praktycznie nie istnieje możliwość pracy wyłącznie językiem polskim i chińskim, bowiem polskie firmy i koncerny w Chinach praktycznie nie istnieją (de facto także w tych niemieckich tworzy się międzynarodowe zespoły i używa języka angielskiego).

• Mówiąc dobrze po angielsku istnieje szansa na pracę w międzynarodowym biznesie, praca wyłącznie z polskim (i chińskim) znacznie ogranicza pole manewru.

• Twarde kompetencje czasem wystarczają do dostatniego życia w Chinach (vide specjaliści od finansów i zarządzania). Znajomość chińskiego w niektórych sytuacjach nie daje premii (jeśli za znajomością języka nie stoją inne atuty). W tym sensie rozumiem częste rozczarowanie sinologów: „Mówię po chińsku i nic z tego nie wynika”. No właśnie, trzeba przede wszystkim mówić tak, żeby coś z tego wynikało.

Po dwunaste – pojawili się chińscy (i azjatyccy) klienci, inwestorzy i turyści

• To także jest okazja do wykonywania pracy w Polsce. Wcześniej klientów i turystów nie było tak wielu, a dziś ich liczba rośnie.

• W dodatku są niezadowoleni z poziomu usług w Polsce i Europie, zatem osoba znająca język, preferencje i przyzwyczajenia klientów dużo zyskuje.

Po trzynaste – rola mediów społecznościowych i chiński internet

• Nie da się dziś efektywnie funkcjonować w Chinach bez mediów społecznościowych i zrozumienia chińskiego internetu.

• Powstanie chińskiego internetu powiększyło przepaść między krajem pochodzenia a Chinami (nie ma jednego internetu).

• Trudno w to uwierzyć, ale kiedy przyjechałem do Chin to jeszcze byliśmy na etapie pisania listów, które docierały po 1-2 tygodniach… Kafejki internetowe (które już zniknęły) dopiero wtedy powstawały. Internet działał kiepsko, zresztą odwiedzałem go… trzy razy w tygodniu. W porównaniu z dzisiejszym WiFi w telefonie (i wszystkimi tego konsekwencjami…) zmiany technologiczne stworzyły zupełnie nowe reguły gry i zupełnie nową sytuację.

Po czternaste – by odnieść sukces nie wystarczy sam język chiński. Potrzebne są inne kompetencje (specjalizacja: prawo, ekonomia, zarządzanie itd.)

• Umiejętność rozmowy, znajomość kultury chińskiej (nawet bez znajomości języka). Jest pewna kategoria osób, które potrafią rozmawiać (i robią dobre wrażenie) na stronie chińskiej, nie znając języka chińskiego.

• Dobry pomysł (coraz więcej osób zna język chiński w stopniu komunikatywnym i średnio zaawansowanym).

Czternaście refleksji o tym, jak zmieniły się Chiny i o tym, co czeka wszystkich polskich China hands, którzy tej jesieni wybierają się do Chin. Mógłbym z pewnością napisać znacznie więcej… ale myślę, że znacznie więcej napisze samo życie…

Udostępnij:
  • 110
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    110
    Udostępnienia
R. Pyffel: 14 refleksji na temat zmieniających się Chin i perspektyw zawodowych związanych z językiem chińskim Reviewed by on 21 lipca 2016 .

Zazwyczaj każdego roku na początku lipca na zaproszenie Instytutu Konfucjusza w Opolu uczestniczę w wyjazdowych konferencjach na południu Polski. Lato, góry, ciekawi ludzie – to wszystko sprzyja refleksji. Zwłaszcza, że moje zadanie to krótki wykład i rozmowa ze studentami Politechniki Opolskiej, którzy przygotowują się do jesiennego wyjazdu do Chin lub myślą o takim wyjeździe w

Udostępnij:
  • 110
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    110
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 3

  • @CzarnyPiasek
    Dziekuje za gratulacje. Na razie nie ma jednak czego gratulowac, bo nic nie zrobilem. Mam nadzieje ze po czterech latach, bedzie czego gratulowac i wtedy na pewno przyjme Pana/Pani gratulacje.

    Jesli chodzi o nowe chinskie marki i chin.kulture wspolczesna- to faktycznie jest to jeden z aspektow ktory pominalem w tym tekscie. Ale niedlugo opublikuje druga czesc i wowczas na pewno o tym wspomne.
    Za uwage/podpowiedz dziekuje,

    serdecznie pozdrawiam
    Radek Pyffel

  • Wydaje mi się, czy pominął Pan aspekt ekspansji kulturowej? Śledząc doniesienia chińskich agencji medialnych zauważam że wraz z ekspansją gospodarcza Chińczycy starają się też nieść ze sobą swoją kulturę – czy to w formie nawet występów grup folklorystycznych, sztuk walki czy nauki kaligrafii. Zmienia się też pod tym względem rynek wewnętrzny – coraz częściej obserwuję relacje z chińskich pokazów mody promujących zarówno chińskich projektantów jak i chińskie modelki. Kto wie, może żyjemy u schyłku takich marek Gucci czy Channel Warto też wspomnieć o budowaniu silnego patriotyzmu za pomocą sztuki filmowej. Przecież nawet Jakie Chan wrócił do Chin z Hollywood. W tym całym kontekście sukcesu Chin inaczej wyglądają Zachodnie dogmaty o globalizmie, multikulti czy demokracji.

    Przy okazji Panie Radku gratuluję, jeszcze raz, nowego stanowiska. Zyska na tym i AIIB jak i pewnie, mam nadzieję, Pan.

  • TRANSFORMACJA TYTANA.

    Ubiegłoroczna wizyta prezydenta Xi Jinpinga z małżonką w Brytanii, jak na dyplomatyczne standardy była dość długa : trwała 4 dni.
    Już tylko to wskazuje, że nie miała li tylko kurtuazyjnego charakteru.
    Bo jeśli pałac Buckingham rozpościera czerwone chodniki i wita w pełnym składzie rodziny królewskiej, a królowa zaprasza do przejażdżki po Londynie karocą, widać gość jest niebanalnego formatu.
    Nawet jeśli przybywa z kraju, dla części którego Londyn przez nieodległe 100 lat „hańby i upokorzenia” był metropolią, dystansując i eliminując słynną cesarską „flotę skarbów” z mórz i oceanów świata.
    A gospodarka jeszcze kilkanaście lat temu przerastała ekonomikę wschodzącego olbrzyma.

    Dla mnie Chiny, są jakby współczesnym bliźniakiem.

    Kiedy w czerwcu 1989 roku dokonały się w Polsce quasi demokratyczne wybory i weszliśmy w fazę ustrojowej transformacji, Chiny epoki Deng Xiaoping’a przeżywały wielomiesięczne, masowe,antytransformacyjne strajki, sfinalizowane tragedią tysięcy młodych manifestantów na placu Tienanmen w Pekinie.

    Ale od tego czasu, Polska zsunęła się w ucisk kompradorstwa i kolonializmu, Chiny zaś ostatecznie się wyzwoliwszy od dyktatu wszelkich metropolii, wyrosły, na pierwsze, mierzone siłą nabywczą – mocarstwo gospodarcze świata, w którym liczebność klasy średniej, dziś przekracza całą populację Europy, a PKB ogółem i per capita, dawno przekroczył nie tylko mizerię Polski, ale i niegdysiejszego kolonialisty z Londynu epoki wiktoriańskiej.

    Poniższy materiał autorstwa Radka Pyffla, stanowi ilustrację głębokich zmian mentalnych, socjalnych, prestyżowych, jakie się w Chinach dokonały w przestrzeni ostatnich 16 lat.

    A że autor, jest nominatem Polski do stanowiska wiceprezesa Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych z kapitałem wyjściowym 100 miliardów $, jego opinie i oceny, a w przyszłości rekomendacje z własnych doświadczeń i obserwacji są cenne, a będą w przyszłości – na wagę złota.

    Kiedy więc będzie mi dane wyjść poza formułę pisemną i spotkać Radka osobiście, poproszę o nic więcej, jak tylko by objął mnie i poprowadził pod rękę, po stopniach „swego” banku.

    A tymczasem życzę Jemu oraz Polsce : POWODZENIA…..

Pozostaw odpowiedź