Chiny news,News

Przywódca Tybetańczyków ostrzega Indie przed ‚okrążaniem’ przez Chiny

Lobsang Sangay, niedawno wybrany szef rządu Tybetańczyków na uchodźstwie, w wywiadzie udzielonym indyjskiej telewizji NDTV, ostrzegł Indie przed ‚okrążaniem’ przez Chiny, które to dokonuje się poprzez umacnianie obecności i realizacji interesów Pekinu w Azji Południowej. Chiny zwiększają swoje wpływy w tym regionie za pomocą rozwijanie stosunków z państwami, takimi jak Nepal, Sri Lanka, Bangladesz czy Pakistan.

Ostrzeżenia tybetańskiego premiera współbrzmią z obawami New Delhi, według których Chiny starają się zwiększyć swoje wpływy w regionie Oceanu Indyjskiego, poprzez realizację dużych projektów infrastrukturalnych, począwszy od największego adwersarza Indii, Pakistan, po Birmę. Pomimo rozkwitającego handlu pomiędzy Indiami a Chinami, relacje tych dwóch państw w ostatnim czasie stały się bardziej napięte. Jedną z przyczyn takiego stanu jest spór o przebieg granicy w Himalajach, który doprowadził do wojny między nimi w 1962 roku.

Lobsang Sangay wezwał także rządzących w New Delhi do rozważenia przyszłości Tybetu, jako jednej z głównych kwestii w stosunkach indyjsko – chińskich oraz poprosił ich o podjęcie działań w tym kierunku. Jednak aby nie rozdrażniać Pekinu, Indie prowadzą ostrożną politykę wobec Tybetu. Tybetańczycy, których liczba w Indiach wynosi około stu tysięcy, mogą zamieszkiwać ten kraj, pod warunkiem nieprowadzenia działalności anty-chińskiej.

Premier Tybetańczyków powiedział także, że będzie realizował politykę „środkowej drogi”, w myśl której Tybet będzie dążył do uzyskania szerokiej autonomii w ramach Chińskiej Republiki Ludowej, zamiast do pełnej niepodległości.

Jan Wołoszyn

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Przywódca Tybetańczyków ostrzega Indie przed ‚okrążaniem’ przez Chiny Reviewed by on 24 maja 2011 .

Lobsang Sangay, niedawno wybrany szef rządu Tybetańczyków na uchodźstwie, w wywiadzie udzielonym indyjskiej telewizji NDTV, ostrzegł Indie przed ‚okrążaniem’ przez Chiny, które to dokonuje się poprzez umacnianie obecności i realizacji interesów Pekinu w Azji Południowej. Chiny zwiększają swoje wpływy w tym regionie za pomocą rozwijanie stosunków z państwami, takimi jak Nepal, Sri Lanka, Bangladesz czy

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 14

  • powyzej mowie o systemie antyrakietowym, ktory amerykanskie wojsko chcialo niedawno umiescic m.in. na terenie polski

  • do wute / ciekawego / zyggiego
    wlasnie przeczytalem swietna ksiazke m.in. na poruszany tu temat. autor hindus, bardzo, bardzo ciekawy i tworczy naukowiec, twierdzi dosyc dokladnie na odwrot niz wy. w tym m.in. sensie, ze hinduscy sasiedzi sa to slabe kraje i wlasnie dlatego szczegolnie interesujace dla chin. bo latwo je zdominowac i w ten sposob powoli wykanczac indie. dokladnie opisuje ten proces na przestrzeni ostatnich dekad.
    wlasnie koncze pisac omowienie tej ksiazki, wiec mam nadzieje ja niedlugo tu przedstawic. tak wiec teraz sie nie rozpisuje

    do Pana Pilcha
    „przyzwoicie na linii P-ND”, winni sa jatrzacy tybetanczycy.
    tak analogicznie: czy drozeje benzyna? prawda! pewnie zdrozeje jeszcze iles %. czy to oznacza klopoty dla gospodarki? nie, bo po prostu rzad chce miec wiecej pieniedzy, ktore potem wyda na budowe drog i opieke nad bezdomnymi pieskami i kotkami. winni sa kierowcy, ktorzy za duzo jezdza. alez oni jatrza.
    tak wlasnie miedzynarodowe media przedstawiaja zazwyczaj problematyke tajwanu – no wszyskto byloby fajnie, gdyby nie ci jatrzacy tajwanczycy, ktorzy nie doceniaja zblizenia z chinami i coraz bardziej sie od nich oddalaja. slowo wytrch po ang to troublemaker. wdrozone przez chiny i usa za administracji chen shui-biana i w tym sezonie nadal modne.

    • Wkłada mi Pan w usta słowa, których nie tylko nie wypowiedziałem ale nawet tak nie myślę. Rozumiem, skąd się u Pana bierze syndrom „oblężonej twierdzy” i jest mi przykro, że tak jest. Ale w przypadku Indii to raczej bardzo naciągana teza. Wystarczy rzut oka na mapę- jak to uczynił Wute. Ponadto teza tej książki o której Pan wspomina nie da się obronić w żaden sposób:
      „hinduscy sasiedzi sa to slabe kraje i wlasnie dlatego szczegolnie interesujace dla chin. bo latwo je zdominowac i w ten sposob powoli wykanczac indie”. W tekście mojego autorstwa, który właśnie się ukazał na CSPA – „Obszary konfliktu interesów Chin i Indii” – pozwoliłam sobie i na ten temat zwrócić uwagę. W skrócie- biedne kraje takie jak Nepal, czy Sri Lanka a za nimi pójdą pewnie następne- zaczynają być w komfortowej sytuacji, polegającej na wzajemnym – Chin i indii- wyścigu do serc i umysłów rządów owych państw. Tak jest rzeczywistość, a nie naciągane tezy hinduskiego naukowca i generalicji oraz tebetańskich uchodźców.

    • Trudno mi dyskutować z tezami książki, której nie czytałem i której tez nie
      znam nawet z drugiej ręki. Postaram się przedstawić moje stanowisko po
      przeczytaniu Pana omówienia.
      Niemniej na podstawie tego co Pan napisał, uważam, ze względu na swoją słabość,nawet gdy te kraje popadną w zależność od Chin to i tak są za słabe, że zagrozić Indiom. Nie sądzę też żeby chcieli wystąpić w roli chińskiego „zderzaka”. Myślę, że w zupełności rację ma p.Pilch, który uważa, że taka sytuacja w postaci rywalizacji obu mocarstw o względy tych państw będzie dla nich komfortowa.

    • Czy może Pan podać tytuł tej książki ?

      • Avatar rysiek

        prosze bardzo Brahma Chellaney Asian Juggernaut
        wute:
        jest to jedynie fragment jego omowienia stosunkow z krajami osciennymi. slabosc ich wykorzystuja chiny poprzez usadowienie tam swoich stacji nasluchowych, portow cywilnych i wojskowych, spodziewane niedlugo cumowanie lodzi podwodnych
        to nie same te kraje groza indiom, poza pakistanem, ale umieszczenie w nich przyczulkow chal, skad wojsko moze siegnac w glab indii.
        nato takze mialo nie kierowac systemu namierzania rakiet na rosje, a jednak czuli sie zagrozeni, mimo zapewnien, ze nikt o tym nawet nie mysli.
        Panie Pilch, nie ma zadnego syndromu oblezonej twierdzy. tak jak i wielu tajwanczykow czuje sie zagrozony postawa chinska, dotyczy mnie ona bezposrednio. te rakiety po drugiej stronie ciesniny maja byc ponoc wymierzone w cele wojskowe, ale jesli sa np. w centrum tajpei, to sayonara. mieszkam kilka minut od tajpei 101.

  • Nieszczęście z tybetańczykami na uchodźctwie polega na tym, że próbują jątrzyć tam gdzie za chwilę może być zupełnie przyzwoicie czyli na linii Pekin- New Delhi. Nie oni sami. Indyjscy wojskowi również ostatnio zabrali głos w tej samej sprawie, twierdząc że Chiny rozbudowują infrastrukturę Xizangu i Xinjiangu w postaci dróg, linii kolejowych i lotnisk. Prawda! I pewnie zbudują tego z 300% więcej. Ale czy to oznacza problemy dla Indii? Nie, po prostu Pekin chce przenieść częściowo przemysł ze wschodniego wybrzeża w głąb kraju i na zachód, ale musi być tam zbudowana infrastruktura! Bez tego ” ni chu, chu”.Poza tym chce zaludnić Hanami te tereny. Ale są grupy nacisku które na tej bazie zrobią taką awanturę, jakby miała już za chwilę wybuchnąć wojna. Na całe szczęście chyba jednak w obu stolicach rządzą pragmatycy. Czyli- psy szczekają, karawana idzie dalej.

    • Postawa wojskowych jest akurat zrozumiała – podsycanie strachu to większe wydatki na zbrojenia, więcej kontraktów, a więc grubsze portfele generałów.

  • Na mapie wszystko to pęknie wygląda. Pakistan na zachodzie, Nepal na północy,
    Bangladesz na wschodzie i Sri Lanka na południu. Pełne okrążenie. Tylko nic z tego
    nie wynika. Z tych kalkulacji trzeba natychmiast wyłączyć Nepal. Wymiana handlowa z Indiami to 70% eksportu i 60% importu, nie wliczając w to wymiany przygranicznej z Indiami. Główna pozycja w budżecie to turystyka. Turyści przybywają do Nepalu poprzez Indie. Krótko mówiąc pełna zależność od Indii.
    Trochę inaczej wygląda sprawa z pozostałymi krajami. Bangladesz to kraj z trzech stron otoczony przez Indie. Tylko z nimi mają granicę lądową, liczącą ponad 4 tys
    km. Pewnym problemem może być fakt, że naród bengalski liczący 250 mln ludzi jest podzielony tak, że 2/3 żyje w Bangladeszu a 1/3 w Indiach. Mimo wzajemnego sentymentu pomiędzy obiema częściami podzielonego narodu, nie widać jakiś
    chęci zjednoczeniowych, które mogłyby popsuć obecne co najmniej poprawne
    stosunki pomiędzy Indiami i Bangladeszem., tym bardziej, że Bengalczycy z Indii
    będący w przeważającej mierze hinduistami, po zjednoczeniu staliby się wyraźną
    mniejszością religijną w stosunku do swoich rodaków muzułmanów. Położenie
    geograficzne powoduje, że Bangladesz winien mieć jak najlepsze stosunki z Indiami.
    Dobre stosunku z Chinami mogą stanowić przeciwwagę, ale tylko w tym sensie, że
    pokażą Indii, że Bangladesz nie jest osamotniony, ale nic więcej. W przypadku jakiegoś napięcia czy nawet konfliktu pomiędzy oboma azjatyckimi mocarstwami, Bangladesz powinien trzymać się od tego z daleka.
    Sri Lanka liczącą 20 mln ludzi nie jest żadnym zagrożeniem dla Indii. konfliktem
    mogła być sprawa Tamilów, którzy na Sri Lance stanowią 3 mln mniejszość narodową a w Indiach jest ich 70-60 mln. Jednakże w wojnie domowej w Sri Lance,
    nie wchodząc w szczegóły, ekspedycyjny korpus armii indyjskiej spacyfikował
    właśnie Tamilów.
    Ostatni i jedyny prawdziwy, groźny przeciwnik dla Indii, to Pakistan. Oba kraje już
    trzykrotnie zmierzyły się na bitewnym polu i rezultaty dla Pakistanu nie były
    pomyślne. Między krajami bezustannie tli się konflikt graniczny o Kaszmir. Jednakże
    czas pracuje dla Indii. Rozwijają się znacznie szybciej niż Pakistan, któregp w tej
    chwili można nazwać chorym państwem, podminowanym przez wpływy ekstremy
    muzułmańskiej i niepokoje społeczne. Pakistan raczej mógłby stanowić wsparcie
    dla Chin w ich konflikcie z Indiami niż rozpocząć sam jakąś akcje. Ponieważ te trzy
    kraje posiadają broń nuklearną nie sądzę, żeby którejś zależało na militarnym
    konflikcie. Pakistan w przypadku kolejnej porażki z Indiami, mógłby nie przeżyć jako
    państwo w tym kształcie politycznym, a nie wykluczone, że przy zbiegu bardzo
    niepomyślnych tendencji, w ogóle jako państwo.
    Indie są tak wielkim państwem, ludnościowym gigantem, który za kilkanaście lat
    przegoni Chiny po względem wielkości populacji, że okrążanie ich jest po prostu
    niemożliwe.Sentencje burmistrza Pekinu, który swego czasu powiedział, że „nas nie
    można izolować. Jesteśmy światem sami dla siebie” można już stosować do Indii.

    • Podpisuję się obiema rękami. Bangladesz i Nepal są w bardzo dużej części zależne od Indii, Sri Lanka ma minimalne znaczenie, natomiast Pakistan jest znacznie słabszy w stosunku do Indii niż był jeszcze 30 lat temu.

    • Dokładnie. Niewielki i biedny jak kościelna mysz Nepal, jeszcze mniejsza Lanka czy większa od nich, ale zacofana gospodarczo i niestabilna wewnętrznie Birma mają znaczenie zbyt małe, by miały skutecznie posłużyc ChRL za środek okrążania Indii. Jeśli Chiny miałyby czegoś szukac w tych krajach, to już raczej tego, by ubiec tam Indie w zakresie podporządkowania gospodarek tych krajów jako rynków zbytu i dostawców surowców i półproduktów – tego, by wygrac z Indiami w – zdawałoby się – ich strefie wpływów.
      Jeśli chodzi o rywalizację Indii z Pakistanem, to faktycznie: czas działa na korzyśc New Delhi. Jeszcze w latach 70-tych cały ówczesny Pakistan (a więc razem z dzisiejszym Bangladeszem) miał PKB na 1 mieszkańca wyższy niż Indie. Dziś zarówno Bangladesz jak i Pakistan zostały w tyle, a sytuację Pakistanu pogarsza niestabilnośc, wywołana nią nieufnośc potencjalnych inwestorów zagranicznych i eksplozja demograficzna. Na horyzoncie zarysowuje się więc groźna dla Islamabadu (a także Dhaki) perspektywa, w której Indie zwyczajnie staną się krajem atrakcyjniejszym do zamieszkiwania dla muzułmanów subkontynentu. W sytuacji, gdy różnice w poziomie życia i w perspektywach dla młodych ludzi staną się oczywiste, sens idei Pakistanu jako państwa indyjskich muzułmanów (w wypadku Bangladeszu – muzułmanów bengalskich) może zostac podważony i w efekcie upaśc jak domek z kart. A ponieważ Pakistan to kraj dysponujący bronią atomową i niejeden fanatyk-samolub gotów rozpętac machinę zagłady, byleby dostac się do raju i namiętnych hurys, taki scenariusz budzi uzasadniony niepokój.

      • Avatar wute

        Faktycznie, Pakistan wydaje się być tym krajem, gdzie dostanie
        się broni nuklearnej w niepowołane ręce (sfanatyzowani oficerowie lub terroryści islamscy) jest najbardziej możliwe.

    • P.S. Pisząc: „Jeszcze w latach 70-tych cały ówczesny Pakistan (a więc razem z dzisiejszym Bangladeszem) miał PKB na 1 mieszkańca wyższy niż Indie”, popełniłem błąd, za który przeprasza. Otóż nie tyle w latach 70-tych, ile do roku 1971, a więc de facto w latach 60-tych.

  • Mimo wszystko New Delhi dąży do poprawy stosunków z Pekinem. Dążenie to uwidoczniło się np. gdy dalajlama otrzymał ostrzeżenie, że jeśli będzie kontynuował krytyczne lub wręcz wrogie wypowiedzi względem ChRL, może być uznany za persona non grata w Indiach.

Pozostaw odpowiedź