BLOGOSFERA

„Przekrój”: Tajski papież

450px-Poster_of_HM_the_King_Bhumibol_Adulyadej_at_KKU,_ThailandJest najbogatszym i najdłużej panującym królem na świecie. W swoim kraju cieszy się szacunkiem porównywalnym z tym, jakim Polacy darzyli i darzą Jana Pawła II

Swoje rządy zaczynał, gdy zaufanie do monarchii wisiało w Tajlandii na włosku. Sam bardziej zainteresowany był jazzem i życiem bon vivanta na salonach Europy niż rządzeniem w ojczyźnie jako przykładny władca. Zaczynał przypadkiem, bo jego starszego brata, prawowitego następcę tronu, znaleziono martwego w łóżku.

Król Bhumibol Adulyadej 5 grudnia będzie obchodzić 82. urodziny. A wraz z nim będzie świętować cała Tajlandia, bo urodziny króla to największa uroczystość w tym kraju.

Opowieść o władcy Tajlandii może zacząć się jak bajka: za siedmioma górami, za siedmioma morzami… Potomek królewskiego rodu urodził się w Cambridge w USA w roku 1927 jako trzecie i najmłodsze dziecko. Rodzice, brat króla Tajlandii i pochodząca z ludu żona zmuszeni byli do emigracji.

Dynastia Czakri, z której wywodzi- się obecny władca, panowała w Tajlandii (zwanej wówczas Syjamem) od 1782 roku. Ostatnim szanowanym monarchą był dziadek obecnego króla. Potem, za rządów wuja Bhumibola, rodzina królewska rozjechała się po świecie, a samo królestwo zaczęło chylić się ku upadkowi. Na to właśnie tylko czekali władcy ościennych Birmy, Kambodży oraz Wietnamu. Czując sąsiedzki oddech na swoich plecach, wyedukowani na zachodzie Europy tajscy wojskowi postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i ostatecznie w 1932 roku obalili monarchię absolutną na rzecz konstytucyjnej. Król przestał być symbolem państwa, a Syjam stał się Tajlandią, czyli krajem Tajów.

Tron i saksofon
Rodzina Bhumibola mieszkała w tym czasie w Anglii, USA i Szwajcarii. To właśnie w kraju bankierów i zegarków przyszły król odbierał edukację, z rzadka odwiedzając ojczyznę. Lepiej mówił po francusku i niemiecku niż w ojczystym języku. Mało go interesowała, podobnie jak starszego brata Anandę, historia Tajlandii. Bardziej zajmowały go przebieg wielkich bitew II wojny światowej oraz sztuka świata zachodniego. Próbował sił w malarstwie ekspresjonistycznym i gry na saksofonie, zresztą z całkiem niezłym skutkiem – koncertował między innymi z Bennym Goodmanem, a jego kompozycje weszły do jazzowych kanonów.

Wszystko zmienił rok 1946. Do objęcia tronu przygotowywany był starszy brat Ananda (Bhumibol miał jeszcze siostrę, ale ta nie liczyła się w kolejce do korony). Na kilka dni przed powrotem Bhumibola z Bangkoku do szkoły w Szwajcarii sukcesora znalezionego martwego w łóżku z kulką w głowie.

W kraju krążyły plotki. Czy było to samobójstwo? Czy może morderstwo dokonane przez wojskowych, którzy nie chcieli oddać władzy? A może przez stronników młodszego brata? Tajemnica śmierci Anandy nigdy nie została wyjaśniona. Za to – jak pisze Paul M. Handley w książce o Bhumibolu „Król nigdy się nie uśmiecha” – właśnie wtedy z twarzy przyszłego monarchy na zawsze zniknął uśmiech. Według Handleya kamienna twarz tajskiego władcy to dla jego rodaków także symbol duchowej siły króla. Bo w buddyzmie, a Tajlandia jest w znacznym stopniu krajem buddyjskim, zarówno okazywanie radości, jak i troski, zarówno śmiech, jak i łzy to przejaw ludzkiej słabości, przywiązania do ziemskich spraw. Tego na twarzy Bhumibola Adul-yadeja nie znajdziecie.

Metamorfoza
Królem został w 1946 roku, co czyni go o sześć lat dłużej panującym niż długowieczna królowa Wielkiej Brytanii Elżbieta II. Jednak nie od razu wstąpił na tron, bo musiał zakończyć studia w Szwajcarii, gdzie tymczasem zdążył wziąć ślub z córką tajlandzkiego ambasadora. Oficjalna koronacja odbyła się w 1950 roku.

Początkowo bardziej zainteresowany żeglarstwem (w 1967 roku zdobył złoty medal w wyścigach żeglarskich Azji Południowo-Wschodniej), prowadzeniem własnej rozgłośni radiowej i bywaniem na salonach high society Bhumibol powoli rozpoczął metamorfozę. Nie bez znaczenia jest to, że odbył nowicjat buddyjskiego mnicha – z ogoloną głową i w szafranowych szatach jak każdy młody mężczyzna w Tajlandii oddał się na długie tygodnie studiowaniu świętych ksiąg buddyzmu. Po tej lekcji coraz częściej zaczął przywdziewać złote szaty podczas narodowych ceremonii.

Przełomem w postrzeganiu króla, któremu początkowo prorokowano, że będzie tylko przypisem w historii swego kraju, okazały się podróże zagraniczne pary królewskiej w latach 60. Wszędzie witano ich z honorami, wszędzie słychać było głosy uznania. W Nowym Jorku odbyła się na ich cześć wielka parada. W ojczyźnie Bhumibola odradzał się entuzjazm dla monarchii.

Lata 60. i 70. to także przeprowadzenie Tajlandii przez trudne czasy szalejącego w Azji komunizmu. Gdy ościenne Wietnam, Laos, Birma i Kambodża przeżywały propagandowe czystki, Tajlandia rok po roku budowała prestiż kraju przyjaznego mieszkańcom, biznesowi i obcokrajowcom. Turystyka stała się filarem gospodarki i przynosiła ponad 10 procent PKB.

Taki styl rządzenia mógł zapewnić Bhumibolowi tytuł dobrego władcy. Jednak stało się coś więcej – rodacy zaczęli nazywać go „panem życia”. To skrócona wersja pełnego tytułu tajskiego władcy, który brzmi Jego Wspaniałość, Wielki Pan, Siła Ziemi, Nieporównywalna Moc, Syn Mahidola, Potomek Boga Wisznu, Wielki Król Syjamu, Jego Królewskość, Wspaniała Ochrona.

Uznanie dla Bhumibola rośnie z dekady na dekadę, przechodząc stopniowo w uwielbienie i bezgraniczny szacunek.

Znawcy nowoczesnej Tajlandii upatrują początków umacniania się władzy królewskiej w tym kraju w 1973 roku. W Tajlandii wybuchły wtedy rozruchy między demokratyczną opozycją a sprawującym władzę wojskiem. Król otworzył bramy pałacu, przyjął demonstrantów uciekających przed żołnierzami i tym samym objawił się jako gwarant swobód demokratycznych.

Różowe polo
W 1992 roku, gdy kolejny przewrót skłócił społeczeństwo, król wezwał przywódców zwaśnionych- stron do debaty w studiu telewizyjnym. Stawili się obaj i – jak nakazuje prawo – na oczach milionów telewidzów padli przed królem na kolana. Widok klęczących politycznych przeciwników okazał się dla Tajlandii przełomowy. Ludzie uwierzyli, że cokolwiek stanie się w ich kraju, jakakolwiek zawierucha będzie miała miejsce, król pozostanie ich ostoją.

Sytuacja powtórzyła się w ostatnich latach. W 2006 roku doszło do starcia między ogólnie lubianym, ale oskarżanym o korupcję premierem Thaksinem Shinawatrą a jego rywalem Sondhim Limtongkulem. Nie pomogły przedterminowe wybory, kraj sparaliżowały demonstracje i okupacja lotnisk. Zawsze jednak, gdy zwolennicy przeciwnych sił spotykali się na ulicach, obrzucając wzajemnie obelgami, jedno hasło mieli wspólne: „Wszyscy umrzemy za króla!”.

Król, który przeżył w ciągu swego panowania 17 przewrotów i zamachów stanu, ostatnie narodowe waśnie jednak odchorował. W 2007 roku przeszedł zawał, co wielu obywateli Tajlandii uznało za karę od losu za brak narodowej zgody.

Gdy ubrany w różowy garnitur król opuszczał szpital, jego poddani rzucili się do sklepów po różowe stroje. Sprzedaż różowych koszulek polo wzrosła w Bangkoku w ciągu jednego dnia o 60 procent – donosiły lokalne media. Dotychczas na cześć króla noszono stroje w kolorze żółtym, bo ta właśnie barwa według tajskiej tradycji jest przypisana poniedziałkowi – dniu narodzin Bhumibola.

Od kiedy król stał się dla swoich poddanych symbolem wyprowadzania kraju z chaosu, zaczął być równocześnie postrzegany jako postać niemal półboska. Najwyraźniej więc zaspokoił potrzebę mieszkańców Tajlandii posiadania prawowitego przywódcy, z którego wszyscy są dumni. A co za tym idzie – w jego osobie zaczęto dostrzegać odradzającą się wielowiekową tradycję uznawania władcy za wcielenie Buddy.

Paul M. Handley twierdzi, że droga przebyta przez Bhumibola – od intelektualisty w rogowych okularach do wielkiego władcy – nie jest efektem przypadkowych wydarzeń politycznych. To świadoma i z premedytacją realizowana strategia potomka królewskiego rodu, który za cenę szukania kompromisu z wojskiem, kartelami narkotykowymi, USA i komunistami wprowadzał w swoim kraju nowy ład. Ład, którego główna zasada brzmi: chart – satsana – phramahakasat, czyli naród – religia – król.

Za czasów Bhumibola zaczęto propagować ją w mediach, uczyć jej w szkołach, utrwalać podczas świąt narodowych, które ustalano tak, by wiązały się z wydarzeniami dotyczącymi monarchii i ją wychwalały. Dzięki tej strategii król stał się filarem podtrzymującym potęgę- swego kraju. Jego portrety wiszą w każdym urzędzie, kinie, świątyni i domu. A ich bezczeszczenie, podobnie jak wszelka inna obraza dobrego imienia króla, uznawane jest w Tajlandii za jedno z najcięższych przestępstw. Grozi za nie od 3 do 15 lat więzienia lub wielokrotność tej liczby, bo wyroki rzadko dotyczą jednego zarzutu. Przestępstwem jest nie tylko bezpośrednia obraza majestatu, ale także powtarzanie komentarzy uznawanych za obraźliwe.

Szacun na YouTube
Trzy miesiące temu obywatelka Tajlandii Daranee Charnchoengsilpakul dostała trzy razy po sześć lat więzienia za krytyczne uwagi pod adresem monarchii. Szwajcar Olivier Jufer zainkasował pięć wyroków za pomalowanie sprejem wizerunku króla. Łącznie 20 lat za kratami, choć za przyznanie się do winy sąd złagodził karę o połowę. Także australijskiego pisarza Harry’ego Nicolaidesa, wykładowcę na jednym z tajlandzkich uniwersytetów, skazano na trzy lata więzienia za obrazę majestatu, której miał się dopuścić w jednej z książek. Inna rzecz, że większość takich wyroków za sprawą królewskiego ułaskawienia ulega kasacji (zwłaszcza w przypadku cudzoziemców; sprawa Daranee jest zbyt świeża, by już znać decyzję).

Za to każdy proces jest pokazowy i omawiany przez media.

Dwa lata temu ukarano całe społeczeństwo. Rząd zablokował obywatelom dostęp do YouTube, bo pojawił się na nim filmik, w którym twarz króla znalazła się pod kobiecymi stopami. Film usunięto, a w serwisie można odtąd oglądać tylko materiały wychwalające króla.
Tajlandczycy są dumni także z tego, że ich władca jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie. W 2008 roku magazyn „Forbes” wycenił majątek Bhumibola Adulyadeja na 35 miliardów dolarów i umieścił króla na pierwszym miejscu listy globalnych krezusów, przed naftowymi potentatami ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej.

Król ma do swojej dyspozycji trzy prywatne samoloty: boeinga 737 i dwa airbusy. Jeździ rolls-royce’em, mieszka w prawdziwym pałacu w starej części Bangkoku.

Gdy zapytać mieszkańca Tajlandii o to, dlaczego kocha swego władcę, zwykle tłumaczy, że to monarcha, który bez ustanku pracuje dla dobra swej ziemi. Jest jej błogosławieństwem. Jest zawsze. Jego fenomen porównuje się do charyzmy, jaką w świecie chrześcijańskim roztaczał papież Jan Paweł II, wskazując na podobny rodzaj poświęcenia, zawierzenia, oddania, autorytetu.

Kiedy we wrześniu tego roku król Bhumibol trafił do szpitala z wysoką temperaturą i infekcją płuc, w całej Tajlandii przed milionami jego portretów zapłonęły kadzidełka. Zachwiały się rynki finansowe, giełda odnotowała siedmioprocentowe spadki. Bo król to Tajlandia silna i spokojna. Bhumibol Adulyadej ma wprawdzie czwórkę dzieci, w tym jednego syna, ale w Tajlandii wszyscy wiedzą, że następcy tak wielkiego władcy panującego nieprzerwanie od 63 lat trudno będzie sprostać wyzwaniu.

Tajlandczycy każdego dnia wyczekują komunikatu o zdrowiu swego króla i zastanawiają się, czy da radę wygłosić doroczną mowę

Aleksandra Pawlicka
„Przekrój” 48/2009

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Przekrój”: Tajski papież Reviewed by on 9 grudnia 2009 .

Jest najbogatszym i najdłużej panującym królem na świecie. W swoim kraju cieszy się szacunkiem porównywalnym z tym, jakim Polacy darzyli i darzą Jana Pawła II Swoje rządy zaczynał, gdy zaufanie do monarchii wisiało w Tajlandii na włosku. Sam bardziej zainteresowany był jazzem i życiem bon vivanta na salonach Europy niż rządzeniem w ojczyźnie jako przykładny władca. Zaczynał przypadkiem, bo jego starszego brata, prawowitego następcę tronu, znaleziono

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź