BLOGOSFERA

„Przekrój”: Google ugryzł Chińczyka

800px-IllegalFlowerTribute1Gdyby to Chiny obraziły się na google’a, to co to byłby za news. Chiny obrażają się przecież dość często: na Tybetańczyków chociażby, na Ujgurów czy na dysydentów wreszcie. Pekin nie lubi, gdy ktoś mu bruździ. Zresztą – kto lubi…

Tu jednak jedzie newsem na kilometr. To Google obraził się na Chiny. Największa wyszukiwarka w sieci obraziła się na najludniejszy kraj w realu. Zupełnie jakby „człowiek pogryzł psa”; brytyjski magnat prasowy Alfred Harmsworth* byłby na pewno zadowolony.

Za co obraził się Google? Za to, że chińscy hakerzy chcieli się włamać na Gmail i splądrować konta opozycjonistów. Nikt nie ujawnia szczegółów tego ataku, ale wygląda na to, że stali za nim fachowcy. A jak się obraził? Przedstawiciele koncernu ogłosili, że nie będą już więcej cenzurować chińskiej wersji swojej wyszukiwarki – nawet jeśli będzie to oznaczać, że Google zniknie z Państwa Środka. Dzięki temu od kilku dni internauci w Chinach mogą wreszcie zobaczyć zdjęcia z masakry na placu Tiananmen.

Chciałbym pochwalić założycieli Google’a Siergieja Brina i Lawrence’a Page’a za odwagę cywilną.
Ale nie pochwalę.

Google długo szturmował chiński rynek swoją wyszukiwarką. Udało mu się tam wejść dopiero w 2006 roku. Chińczycy nie byli wymagający: zażądali jedynie zgody na stosowanie cenzury – i ją otrzymali. Z zachodniego punktu widzenia był to więc układ gangsterski: „wchodzisz w biznes, który trochę śmierdzi, ale za to będziesz mógł z tego czerpać profity”. Dziś Google daje po prostu sygnał, że „są takie granice nieuczciwości, których nie przekroczy”. Brin i Page raczej się zreflektowali, niż wykazali odwagą cywilną.

Ile stracą, jeśli wyjdą z Chin? I tu się robi najśmieszniej, bo PEWNIE JESZCZE NA TYM ZAROBIĄ. Chiński rynek generuje Google’owi najwyżej dwa procent zysków – i to według optymistycznych szacunków. Nie wolno też zapominać o tym, że nawet jeśli koncern zniknie z chińskiego Internetu, nie zniknie z rynku. Zostanie na nim Android – oprogramowanie stosowane w smartfonach najnowszej generacji. W Chinach będą je sprzedawać Dell i Motorola.

Co się zmieni w bezgoogle’owych Chinach? Nic. Powstałą lukę w Internecie wypełni natychmiast Baidu (chińska wersja Wikipedii) i Yahoo!, który chętnie wykonuje zalecenia władz w Pekinie. Dla przeciętnego chińskiego internauty nic się nie zmieni. Będzie miał smartfona z Androidem i dostęp do ściśle monitorowanego Internetu.
No i gdzie tu news?

Artykuł ukazał się w „Przekroju”. Jego autorem jest Rafał Kostrzyński.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Przekrój”: Google ugryzł Chińczyka Reviewed by on 24 stycznia 2010 .

Gdyby to Chiny obraziły się na google’a, to co to byłby za news. Chiny obrażają się przecież dość często: na Tybetańczyków chociażby, na Ujgurów czy na dysydentów wreszcie. Pekin nie lubi, gdy ktoś mu bruździ. Zresztą – kto lubi… Tu jednak jedzie newsem na kilometr. To Google obraził się na Chiny. Największa wyszukiwarka w sieci obraziła się na najludniejszy kraj w realu. Zupełnie jakby „człowiek pogryzł psa”; brytyjski magnat prasowy Alfred

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź