Inne,Polecane

Przegląd prasy niemieckiej

W ostatnich tygodniach zainteresowanie prasy niemieckiej koncentrowało się na już wcześniej poruszanych wątkach. Najczęściej pojawiającym się na łamach gazet państwem były znowu Chiny. W szczególnie w ostatnim tygodniu pojawiło się również wiele artykułów o problemach w Azji Środkowej.

 

Indyjski program atomowy

Indiens Atomprogramm

Frankfurter Allgemeine Zeitung; 19.04.2012

         Indie nigdy nie cierpiały na brak świadomości, iż są mocarstwem. – od takiego stwierdzenia autor rozpoczyna sporych rozmiarów artykuł o indyjskim programie atomowym – a mocarstwu, wedle powszechnej wiedzy, przynależy duża i dobrze wyposażona armia. Indie były i w dużej mierze dalej są biednym krajem. Dlatego wszelkie przejawy mocarstwowej polityki są ciągle ograniczone. „Mocarstwu” nie udało się nawet zabezpieczyć swojej polityki w bezpośrednim otoczeniu. Tak przykładowo Sri Lanka zwraca się bardziej ku Chinom, aniżeli Indiom. Długi czas Indie były pochłonięte materialnie, politycznie jak i emocjonalnie konfliktem z Pakistanem, który stał się oddzielnym państwem dopiero przez podział Brytyjskich Indii. Pomiędzy sąsiadującymi krajami odbyły się już trzy wojny. Jednak to konflikt militarny z Chinami z 1962 o przebieg granicy w Himalajach uchodzi jako impuls do intensywnego programu zbrojeniowego w Indiach.

         Przeprowadzenie przez Indie próby atomowej w maju 1974 roku doprowadziło do międzynarodowego poruszenia. W prawdzie rząd podkreślał, że program atomowy służy jedynie celom pokojowym, jednak opozycja już wtedy żądała by kraj rozbudował własny nuklearny potencjał odstraszania. Indie uczyniły ten krok jednak dopiero w roku 1998 by znowu zebrać wiele krytyki. Stany Zjednoczone wprowadziły ostre sankcje gospodarcze przeciwko Indiom, ponieważ kraj ten ani nie podpisał umowy o nierozprzestrzenianiu broni atomowej, ani nie godził się na zaprzestanie testów broni atomowej. Jednak testy te zupełnie odpowiadały ówczesnej polityce. Już w marcu 1988 roku przeprowadzono pierwszy test wyprodukowanej wyłącznie w kraju rakiety ziemia-ziemia. „Prithvi” miała co prawda zasięg około 250 kilometrów, ale rozwój technologii rakietowej w Indiach następował bardzo szybko. Już w maju 1989 roku rakieta średniego zasięgu „Agni” zdała pomyślnie swój pierwszy test.

          Jak daleko zaawansowane były zbrojenia na subkontynencie indyjskim pokazuje pakistańskie „przyznanie się” do posiadania broni atomowej z sierpnia 1994 roku. Indie wyraziły wprawdzie swoje oburzenie, jednak niewzburzone kontynuowały własny program atomowy. Pięć lat później rząd indyjski opublikował projekt doktryny użycia broni nuklearnej, w którym zostało zapewnione, że podczas konfliktu broń atomowa nie zostanie użyta jako pierwsza, a w szczególności przeciwko krajom, które takiej broni nie posiadają. Te postanowienia zostały zamieszczone w 2003 roku w ostatecznym ujęciu doktryny nuklearnej. Tylko dodano możliwość odpowiedzi bronią atomową na atak bronią biologiczną. Decyzja o ewentualnym użyciu broni jądrowej była  w gestii specjalnego gremium pod przewodnictwem każdorazowego premiera. W tej samej doktrynie Indie wyraziły również swoje uznanie dla powszechnego rozbrojenia, jednak powinno to bazować na ścisłej dwustronności. Wszystkie pozostałe mocarstwa atomowe musiałyby również zrezygnować z broni jądrowej.

Chociaż Indie dalej nie podpisały paktu o nierozprzestrzenianiu broni atomowej, kraj ten osiągnął ogromny dyplomatyczny i polityczny sukces. Przy okazji wizyty prezydenta Busha oba kraje uzgodniły założenia umowy, która de facto oznaczała uznanie Indii jako mocarstwa atomowego. Indie dostały dostęp do amerykańskiej technologii i zaopatrzenia w paliwo atomowe. Z kolei Delhi zapewniło, że zagwarantuje dostęp inspektorom międzynarodowej komisji atomowej do cywilnych instalacji atomowych. Podczas gdy prezydent Bush był krytykowany za to, że właśnie zalegitymizował działania państwa, które nie trzymało się umów międzynarodowych, również indyjski rząd naraził się na ostrą krytykę. Zarzucano mu wyprzedaż interesów narodowych. Podpisanie tej umowy trwało jeszcze 2 lata, dokonano tego dopiero 3 października 2008, na krótko przed końcem kadencji Busha. Na krótko przed tym IAEA ustaliła plan kontroli dla 14 indyjskich reaktorów i pozwoliła Indiom na czerpanie prądu z energii atomowej. Jako ważny motyw amerykańskiego działania uchodziła wtedy obawa Waszyngtonu przed rosnącą potęgą Chin. Indie odrzucały jednak wszelkie idee współpracy ze Stanami Zjednoczonymi przeciwko Chinom.

Czerwoni państwo Kennedy

Die roten Kennedys

Der Spiegel; 16.04.2012

            W ostatnim wydaniu der Spiegel  ukazał się kolejny, bardzo obszerny artykuł o chińskiej wojnie na górze. Pekińscy decydenci przedstawiają polityczną rozprawę z popularnym partyjnym bossem z Chongqingu jako aferę kryminalną. Przy okazji przeciętny chińczyk dowiaduje się, jak bardzo uprzywilejowanie żyje czerwona nomenklatura. – uważa autor, podkreślając przemianę wizerunku Bo w chińskich mediach – Dziennik Renminbao do niedawna był pełen pochwał dla towarzysza Bo Xilai’a. „Jeżeli czyni się więcej dla ludu, życie zyskuje na wartości” – cytuje Reniminbao w międzyczasie aresztowanego Bo. Wydarzyło się to na początku stycznia i brzmiało jakby Pekin udzielał popularnemu Bo błogosławieństwa. Towarzysze w całym kraju nazywali go już nawet zbawicielem.

            Bo radykalnymi krokami zwalczył cienie chińskiej gospodarki – rozstrzał pomiędzy bogatymi i biednymi i korupcje. Nakazał aresztować kilka tysięcy członków mafii i skorumpowanych urzędników. Biednym dał tanie mieszkania zwolnione od czynszu. Korzystał przy tym z intelektualnego dorobku pierwszych lat Republiki Ludowej – między innymi nakazując w parkach śpiewanie pieśni towarzysza Mao.

            Jednak czerwony książę – jego ojciec walczył przeciwko japońskim agresorom – stał się nagle wrogiem publicznym. Już w połowie marca chińskie przewodnictwo zatwierdziło jego odsunięcie od władzy w Chongqingu. W zeszły wtorek odebrano mu również pozostałe, sprawowane przez niego urzędy.

            Ale jak to zwykle w państwie środka bywa, najwyżsi przedstawiciele władzy milczą, jakie błędy lub zaniedbania popełnił tak popularny wcześniej Bo. Pekin zarzuca małżonce Bo, Gu Kailai i jej służącemu zamordowanie w listopadzie 2011roku brytyjskiego biznesmena, Neila Heywooda.

Sprawa ta stała się znana po tym jak w lutym 2008 roku szef policji w Chongqingu próbował przenieść się do USA, ponieważ Bo miał chcieć powstrzymania śledztwa w sprawie jego żony. Heywood miał pomagać państwu Bo w umieszczeniu ich syna na Harvardzie. Na krótko przed śmiercią Heywood popadł w konflikt z rodziną Bo. – relacjonuje gazeta, zauważając również pewien historyczny schemat – W całej tej aferze to pani Bo ma ucieleśniać całe zło, tak jak dawniej robiła to pani Mao.

            Gu Kailai była wcześniej poważaną adwokat w USA, gdzie wygrała pewien duży proces dla chińskich firm. Jednocześnie tkała sieć rozlicznych prywatnych kontaktów, w wyniku czego uzyskała podwójne obywatelstwo. Oczywiście w Chinach jest to zabronione i po zostaniu małżonką towarzysza Bo musiała z tego zrezygnować.

            Cała sytuacja jest jednak nie bez ryzyka dla przywództwa w Pekinie. Żeby skazać jako politycznego przeciwnika i jego rodzinę przestępce kryminalnego partia musi dać opinii publicznej wgląd w codzienne życie partyjnej nomenklatury. Szczegóły, które już przeciekły do internetu i zostały zachłannie zebrane i dalej przekazane przez członków internetowej wspólnoty, obrazują nie tylko prywatne życie Bo lecz także pozostałych członków elity partyjnej. Tak pyta się wielu chińczyków jak jest to możliwe, że syn urzędnika państwowego z co państwowym wynagrodzeniem studiuje na londyńskiej Horrow-School, gdzie czesne wynosi 35 tysięcy euro rocznie. Oczywiście następne detale sprawiają, że odpowiedź na to pytanie nie jest specjalnie trudna.

            Starszy brat Bo, Bo Xiyong, funkcjonujący pod pseudonimem Li Xueming, od dziewięciu lat jako zasiada w radzie kontrolnej pewnego państwowego przedsiębiorstwa Everbright Holdings i jeszcze paru innych mniejszych przedsiębiorstw. Dostaje tam roczne wynagrodzenie w wysokości 1,3 miliona euro. Dodatkowo posiada akcje opiewające na sumę 19 milionów euro. Siostra Guma prowadzić z kolei 8 przedsiębiorstw w Hongkongu. Sama Gu w okresie studiów jej syna często zatrzymywała się w Wielkiej Brytanii, gdzie założyła firmę Adad Ltd., o której interesach jednak prawnie nic nie wiadomo, poza tym, że była zarejestrowana w hrabstwie Dorset, stosunkowo niedaleko od miejsca zamieszkania Heywoodów.

            I tak o to wracamy do szefa policji z Chongqing’u – Wang Lijiuna – który miał odkryć transferowanie przez Gu setek milionów dolarów za granice. Musieli więc całkiem nieźle zarabiać w kraju. Oczywiście pieniądze te mogły pochodzić z czasów, gdy Gu pracowała jako adwokat w Dalianie (Bo był tam burmistrzem w latach 1993-2000). W całej aferze państwa Bo główną rolę odgrywać ma firma Dalia Shide , duża spółka w branży paliwowej z Dalianu. Bo miał mianować na jej szefa Xu Ming’a, który w podzięce sponsorować edukację oraz kosztowny tryb życia synowi Bo.

            Autor artykułu podkreśla, że zasadniczo nie chodzi o to jak żyli państwo Bo, tylko o to, że pekińskie przywództwo gani Bo za niemoralność, a przecież jakby spojrzeć jak życie pozostałe 80 milionów członków KPCh…

            Chiny, jak głoszą oficjalne media, są przecież socjalistycznym państwem, w którym króluje prawo i nikt nie będzie oszczędzony, bez względu na jego status. W tle afery pojawia się również walka o władzę. Jesienią odbędzie się zmiana przywództwa i pytanie brzmi, w którą stronę zwróci się chińskie kierownictwo partyjne.

            Lewe skrzydło partii liczyło, że z pomocą zasiadającego w stałej radzie politbiura Bo będzie można znowu ograniczyć wolny rynek, tak jak Bo zrobił to w świetnie prosperującym Chongqingu. Z całego politbiura tylko dwaj członkowie nie podzielali tego zachwytu: prezydent Hu i premier Wen. Ci dwaj demonstracyjnie podróżowali do południowej prowincji Guangdong, gdzie eksperymentuje proreformatorski Wang Yang jednak w zupełnie innym kierunku. Z większą dozą wolnego rynku i demokracji na najniższych szczeblach. W wiosce Wukan zrezygnował on nawet z stłumienia powstania przeciwko nielegalnemu zajęciu gruntu.

            Autor przytacza następnie wypowiedź premiera Wen: musimy przeprowadzić gruntowne reformy chińskiego systemu politycznego, w przeciwnym wypadku dojdzie znowu do takiej tragedii jaka była rewolucja kulturalna.

Zdaniem autora chińskie przywództwo zdecydowało się na takie rozwiązanie „kwestii Bo” z powodu dużej liczby sojuszników jego frakcji w partii.

Więzienie dla pani adwokat

Haftstrafe für Anwältin

Die Tageszeitung, 10.04.2012

            Obrończyni praw człowieka została skazana na karę więzienia na dwa lata i osiem miesięcy. Przed więzieniem policja musiała ruszyć przeciwko demonstrantom oraz obecnym tam dyplomatom. Dyplomaci nie często są naocznymi świadkami wydarzeń. Z racji ich zadań nie często mieszają się bezpośrednio w wewnętrzne sprawy państw-gospodarzy. Jednak we wtorek sprawy miały się w Pekinie zupełnie inaczej. Około tuzina dyplomatów, między innymi z Niemiec, Austrii, USA oraz kilku państw europejskich, stało pokojowo razem z wieloma chińskimi demonstrantami przed siedzibą sądu ludowego w okręgu Xicheng. – relacjonuje gazeta.

             Jeden z demonstrantów chciał nawet przekazać dyplomantom pewną petycję, jednak tu szybko zareagował cywilnie ubrany policjant wyrywając mu ją z ręki. Następnie policja szybko oddzieliła go i około dziesięć innych osób od tłumu. Dyplomaci protestowali głośno, więc i na nich ruszyła policja, w wyniku czego doszło do szamotaniny.

            Przyczyną protestów było skazanie popularnej w Chinach Ni Yulan, adwokat prawa cywilnego. Sąd Ludowy skazał te 51latkę na dwa lata i osiem miesięcy, a jej męża na dwa lata. Rzecznik sądu jak uzasadnienie podał „wspieranie niepokojów społecznych”.

            Małżeństwo należało do tuzina aktywistów, którzy zostali aresztowani w zeszłym roku w trakcie tak zwanego jaśminowego protestu. Chińskie przywództwo obawiało się wtedy, że arabska wiosna mogłaby również objąć Chiny, a państwo Ni jawili się rządowi jako przywództwo. Jako adwokat Ni wieloletnie angażowała się na rzecz ofiar przymusowych wywłaszczeń, doprowadzając do wypłacenia im przynajmniej odszkodowań. Spowodowało to oczywiście, że stała się solą w oku urzędników. Była już dwukrotnie aresztowana. Podczas wyburzania domu jednego z jej klientów została dotkliwie pobita przez policjantów, ponieważ chciała wszystko filmować. Dzisiaj może poruszać się jedynie o kulach. W 2008 roku również państwo Ni zostali wywłaszczeni. Musieli tygodniami mieszkać w jednym z pekińskich parków, następnie w hotelu pokojowym, gdzie był ciągle odłączany prąd.

            Pani Ni dostała 8 miesięcy aresztu więcej niż jej mąż, ponieważ ,zdaniem sądu, nie miała prawa występować jako adwokat, chociaż licencja została jej odebrana dopiero w 2002 roku Obecna w sądzie córka adwokatki od razu zapowiedziała apelację.

            To było niesprawiedliwe i nielegalne, nawet według chińskiego prawa –   powiedział adwokat oskarżonej. Przedstawiciel europejskiej dyplomacji w Pekinie zażądał natychmiastowego uwolnienia małżeństwa adwokatów. „Unia Europejska jest mocno zaniepokojona pogarszającą się sytuacją obrońcą praw człowieka w Chinach” powiedział obecny na rozprawie przedstawiciel UE, który sam doświadczył skuteczność chińskiego systemu sprawiedliwości.

Iran miał przetestować zapalnik dla bomby atomowej

Iran soll Zünder für Atombombe getestet haben

Die Süddeutsche Zeitung, 14.04.2012

 

Tajne służby ujawniły „solidne przesłanki” na to, że Iran już w roku 2003 testował źródło neutronów – ważny element dla mechanizmu zapłonowego głowicy atomowej. Teheran jest coraz pod większą presją. Według informacji Süddeutsche Zeitung inspektorzy międzynarodowej agencji energii atomowej (IAEA) dysponują odpowiednimi dowodami, dostarczonymi przez służby specjalne. Podczas rozmów z Iranem pięciu stałych członków rady bezpieczeństwa ONZ i Niemcy  próbują w Istambule znaleźć rozwiązanie dyplomatyczne tego ciągnącego się latami sporu.

            Na początku roku  podczas rozmów w Teheranie delegacja Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej zażądała dostępu do kompleksu militarnego Parchin. Już w listopadzie inspektorzy poinformowali w raporcie kwartalnym o podejrzanych eksperymentach, które miały być tam przeprowadzane. Teheran do tej pory odmawia inspektorom dostępu do instalacji, żądając wyłączenia niektórych modułów z inspekcji. Jeżeli wierzyć informacjom służb specjalnych, program mieli prowadzić Madschid Schahriari i Fereydun Abbsi-Davani. Obaj stali się celem ataków bombowych, w wyniku których Maschid Schahriari stracił życie, a Abbsi-Davani został ciężko ranny, którego prezydent Mahmud Ahmadineżad mianował go w lutym 2011 roku szefem Irańskiej Agencji Atomowej.

            Amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton po spotkaniu z jej partnerami z krajów grupy G8 zażądała od Iranu by podczas tych zaproponowanych przez niego negocjacji jasno zademonstrował, iż rzeczywiście porzucił program atomowy. Zachód chce przede wszystkim, by Iran zaprzestał produkcji wzbogaconego uranu i wyłączenia stosowanych do tego instalacji w pobliżu Fordo, które są dobrze zabunkrowane pod górami. Dotychczas Iran ciągle odmawiał przynajmniej tymczasowo wyłączyć jego urządzenia. Teheran jest jednak pod rosnącą presją ze strony Rosji. Irański minister spraw zagranicznych Ali Akbar Salehi podkreśla gotowość do dialogu. W artykule, który ukazał się w Washington Post, napisał on, że musi to jednak być przeprowadzane jako proces a nie jako wydarzenie. Tematy, którymi nie zajmowano się od dziesięcioleci, nie mogą zostać rozwiązane w ciągu jednej nocy. W rozmowach wszystkie strony muszą zostać uwzględnione. Dyplomaci nie oczekują w Istambule żadnego przełomu. Mają jednak nadzieję na wdrożenie w życie procesu rozmów i umówienie od razu drugiej rundy negocjacji

Gaz, tory i granice

Gas, Gleise, Grenzen

Die Tageszeitung, 05.04.2012

 

            Tadżykistan i Uzbekistan są na skraju militarnego konfliktu, co Sojuszowi Północnoatlantyckiemu mogłoby utrudnić wyjście z Afganistanu. Oba kraje są od lat zwaśnione o przebieg granicy i dostęp do źródeł wody pitnej. Teraz konflikt ten się zaostrzył. Uzbekistan chce zapobiec powstaniu dużej elektrowni wodnej w Tadżykistanie. Z uwagi na małe opady deszczy Taszkent troszczy się o bezproblemowy dopływ wody pitnej w postaci rzek. Dlatego pierwszego kwietnia Uzbekistan zakręcił Tadżykistanowi kurek z gazem. Krótkie odprężenie nastąpiło za sprawą niemieckiego ministra spraw zagranicznych Guido Westerwelle, który zaprosił przedstawicieli obu państw na konferencję w sprawie gospodarki wodnej do Berlina. Jednak już po kilku tygodniach rządy w Duszanbe i Taszkencie zafundowały sobie solidną wymianę ciosów. „Uzbekistan przyjął kurs konfrontacyjny” komentuje w jednym raporcie zaprzestanie dostaw gazu tadżycki rząd. Koniec dostaw gazu jest dla tadżyckiej  gospodarki fatalny. Fabryki aluminium, które przy produkcji 500.000 ton rocznie tworzyły 70% tadżyckiego eksportu, musiały drastycznie obniżyć produkcję. Być może cała ta gałąź gospodarki będzie musiała wkrótce zaprzestać produkcji.

            Konflikt dotyczy też dróg transportowych. Uzbekistan zrywa tory, które łączą południowy Tadżykistan z międzynarodową siecią kolejową, przez które są transportowane towary do Afganistanu. Brak transportu kolejowego mocno zagraża podstawowemu zaopatrzeniu dużej części tadżyckiego społeczeństwa. Jednocześnie spadają tadżyckie szanse na to, by odgrywać istotną rolę przy wycofywaniu się NATO z Afganistanu.

            Co prawda dzięki międzynarodowej pomocy kredytowej Tadżykistan dał radę zmodernizować sporą część sieci drogowej, kolej pozostaje najbezpieczniejszym i najtańszym środkiem transportu. Tak sojusz północnoatlantycki popada w coraz większą zależność względem Uzbekistanu, a łamanie praw człowieka w tym kraju nie odgrywa już tu żadnej roli. Po prostu przez kraj przebiega jedyna linia kolejowa prosto do północnoafgańskiego miasta Masar-e-sharif. Od początku roku przedstawiciel NATO w Taszkencie starał się by rządzący tak Islam Karimow pozostał przychylny odwrotowi sojuszu. Gdyby Tadżykistan stał się nagle nieprzychylny odwrotowi jednostek sojuszu przez swoje terytorium, Uzbekistan mógłby zażądać wyższych cen za tranzyt.             Rzekome opanowanie sojuszu wobec zatargów pomiędzy państwami centralnej Azji może się zemścić. Kraje te już raz weszły na ścieżkę militarną. W 1998 roku armia tadżyckich  renegatów zaatakowała z terytorium Uzbekistanu tadżycką prowincję Chodschent. Jeszcze teraz prowodyr tej akcji, Machmud Churbedijew, cieszy się protekcją uzbeckiego prezydenta.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Przegląd prasy niemieckiej Reviewed by on 30 kwietnia 2012 .

W ostatnich tygodniach zainteresowanie prasy niemieckiej koncentrowało się na już wcześniej poruszanych wątkach. Najczęściej pojawiającym się na łamach gazet państwem były znowu Chiny. W szczególnie w ostatnim tygodniu pojawiło się również wiele artykułów o problemach w Azji Środkowej.   Indyjski program atomowy Indiens Atomprogramm Frankfurter Allgemeine Zeitung; 19.04.2012          Indie nigdy nie cierpiały na brak

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź