Chiny news,Wydarzenia i zapowiedzi

Przeczytaj: Radosław Pyffel o wizycie Dalajlamy we Wrocławiu

mmwrocZapraszamy do lektury wywiadu z Radosławem Pyfflem – prezesem CSPA – na łamach portalu Moje Miasto Wrocław na temat wizyty Dalajlamy we Wrocławiu.  Zaprezentowane jest w nim odmienne spojrzenie na kwestię Tybetu.

CSPA

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Przeczytaj: Radosław Pyffel o wizycie Dalajlamy we Wrocławiu Reviewed by on 21 września 2010 .

Zapraszamy do lektury wywiadu z Radosławem Pyfflem – prezesem CSPA – na łamach portalu Moje Miasto Wrocław na temat wizyty Dalajlamy we Wrocławiu.  Zaprezentowane jest w nim odmienne spojrzenie na kwestię Tybetu. CSPA Udostępnij:        

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 16

  • mi sie wydaje,ze sprawa z pozycji prezydenta Dutkiewicza jest prosta, wystarczy wczuc sie w jego osobe, jestesmy prezydentem duzego miasta i mamy przyjsc na spotkanie z „ikona wolnosci” oraz „autorytetem moralnym” , co zyskujemy ? Dziennikarze glownych mediow chwala nas za to,ze „wspieramy wartosc demokratycznei” „jestesmy nowoczesnym prezydentem” itp, mamy takze wieksze szanse na glos u liberalnego elektoratu a wybory przeciez blisko…

    • Choć osobiście nie uważam Dalajlamy za szczególny autorytet moralny, to nie mam nic przeciwko zapraszaniu Dalajlamy jeśli czynią to osoby prywatne.
      Co innego, gdy wizyta ma rangę oficjalną, a jej skutkiem ubocznym mogą być straty niewspółmierne do pożytku z takiej wizyty. Np. gdy dana chińska inwestycja zamiast do Wrocławia, powędruje dajmy na to do Czech. W końcu to niedaleko, a Pekin nieraz już udowodnił, że nie stroni od polityki „kija i marchewki” karcąc niepokornych i nagradzając tych, którzy nie wchodzą mu w drogę.
      Warto prowadzić niezależną politykę, bez wazeliniarstwa. Inni takich szanują. Ale nie należy wpadać w drugą skrajność i czynić kroki, które mogą uderzyć rykoszetem w nasze, polskie interesy.

  • Gratuluję Panu Radosławowi odwagi, że nie bojąc się wścielego jazgotu lewaków poruszył temat „niepoprawne politycznie” i postawiając pod znakiem zapytania sensowność przyjmowania Dalajlamy przez naszych oficjeli. Choć Pan Radosław uczynił to bardzo oględnie, to i tak istniało ryzyko wywołania „burzy w szklance wody”.
    Wbrew pozorom sprawa Tybetu nas dotyczy bardziej niż nam się to wydaje.
    Lewacy kochają Dalajlamę, bo mówi o kapitalizmie to, co chcą słyszeć. Jego przemyślenia to złagodzone echo ich własnych poglądów. Dlatego tak ujadają, gdy ktoś podważa jego „autorytet”.
    Obserwując to co się dzieje w Eurosojuzie, czasem mam nieodparte wrażenie, że Tybet z czasów Dalajlamów stanowi pewnego rodzaju cywilizacyjny wzorzec docelowy dla dzisiejszych lewackich kierowników UE. Warto tu zaznaczyć, że władzę w Eurosojuzie (a poniekąd i w USA) dzierżą dziś w sporym stopniu ci, którzy we wspomnianym w artykule roku 1968 i później urządzali antykapitalistyczne burdy i kwestionowali tradycyjny porządek rzeczy, w tym religię, rodzinę, własność prywatną itd. Wystarczy poczytać życiorysy Barroso i jemu podobnych…
    Poglądy tych ludzi zmieniły się niewiele lub wcale. Dziś dorwali się do stołków i wywracają wszystko do góry nogami, zgodnie z przykazaniami przedwojennego komunistycznego ideologia Antonio Gramschiego. Zabraniają klapsów i zachęcają dzieci, by te wzorem Pawlika Morozowa donosiły na rodziców. Promują homoseksualizm (sama tolerancja dla gejów to dziś za mało!). Podważają rolę mężczyzny w rodzinie, a potem dziwią się, gdy jakaś umięśniona żona bije i obraża męża zamiast okazywać mu „staromodną” miłość i oddanie. Bredzą o „neutralnym światopoglądowo” państwie, które neutralne światopoglądowo wcale nie jest, bo jest bardziej lewackie niż ChRL. Wykluczają z dyskusji i ośmieszają wszystkich, którzy nie podzielają ich jedynie słusznych poglądów. Mnożą absurdalne przepisy i podwyższają obciążenia finansowe. Szerzą atmosferę powszechnego zagrożenia, by móc po komunistycznemu inwigilować ogłupianych i okradanych obywateli… Przypomina drogę do społeczeństwa totalnej kontroli, pewnego rodzaju imitację feudalno-niewolniczego Tybetu. Tyle, że z nowoczesnymi środkami kontroli i przymusu, a przy tym rodzącą jeszcze więcej patologii, jak choćby wspomniane bicie mężów przez żony.
    Wszystko to budzi w ludziach spoza europejskiego kręgu kulturowego mieszankę rozbawienia i pogardy. Zresztą muzułmanie we Francji i innych krajach coraz jawniej tę pogardę pokazują…
    A skoro już o „wolnym” Tybecie mowa, to warto pamiętać, że Dalajlamy nie uznaje też Tajwan, demokratyczny kraj, gdzie w odróżnieniu od UE, socjalistyczne poglądy nie zdołały się nigdy zagnieździć, z korzyścią dla obywateli.

    • Panie Zyggi,

      Ja nie wypowiadam sie z pozycji prawicowych, lewackich czy anty-lewackich. Dalajlama to fajny facet, usmiechniety, a przy tym cholernie twardy, nieustepliwy i inteligetny. Kilkadziesiat lat na uchodztwie go nie zlamalo i dalej Chiny nie moga sobie z nim poradzic.
      Mysle ze jemu zachodnie podzialy lewica/prawica sa obojetne. Zorientowal sie jaki musi byc by zdobyc poparcie na Zachodzie i po prostu taki byl. Gdyby to byl Zachod przed 1968 rokiem, Dalajlama pewnie akcentowalby wartosci konserwatywne ( ciezka praca, dom, rodzina) i antykomunizm. Z jego punktu widzenia to polityczne narzedzie, a z jest dobrym politykiem, to dobrze w tym wypada.
      Zaluje tylko ze w Polsce ( niezaleznie czy lewicowcy czy prawicowcy) nie patrza na Dalajlame jak na polityka i wylaczaja sie trzezwy osad, a wlaczaja podziw dla tej charyzmatycznej postaci, ktory wyklucza jakakolwiek dyskusje czy polemike.
      Abstrahujac od tego Dalajlama ( kyrtykowany we wlasnym obozie za taktyke- zdaniem wielu zbyt ugodowa) chyba przestal liczyc ze Zachod bedzie zdolny wywrzec jakakolwiek presje. Teraz jego oczy spogladaja na bogacace sie spol chinskie, zwlaszcza mlodziez. Liczy ze mlodzi, bogaci Chinczycy zmienia Chiny i polityke Pekinu wobec Tybetu. Byc moze nawet jego przyjazd do Wroclawia byl spowodowany checia pomocy Rafalowi Dutkiewiczowi w staraniach o reelekcje, bo sam Dalajlama zdaje sie stawiac juz na inne rozwiazanie ( tj zmiany Chiny od wewnatrz i poparcie Wroclawia, moze byc zupelnie nieistotne, a nawet przeciwskuteczne- choc oczywiscie niewiele osob w Chinach wogole o tym uslyszy, gdyz niewiele osob wogole wie gdzie jest Polska nie mowiac o Wroclawiu).

      • Avatar Zyggi

        Panie Radosławie, ja nie twierdzę, że wypowiada się Pan z takich czy innych pozycji. Po prostu napisałem, że Pan nie boi się wściekłego jazgotu lewaków. A pisałem tak, gdyz zauważyłem, że zwłaszcza dla nich Dalajlama to niemal obiekt kultu i jakiekolwiek odstępstwo od bezkrytycznego dlań podziwu traktują jak herezję.
        A propos nadziei, jakie Dalajlama wiąże z młodym pokoleniem Chińczyków, czy młodzi Chińczycy zmienią Kraj Środka w kontekście traktowania aspiracji narodowych Tybetańczyków. By do tego doszło, będzie potrzebne przełamanie negatywnych stereotypów między Chińczykami a Tybetańczykami, wynikających nawet nie z oficjalnej propagandy (bo ta twierdzi, że Tybetańczycy są zachwyceni postępem jaki przyszedł z Chin), a raczej z istotnych różnic kulturowych między obu narodami.
        Póki co, praktycznie wszystkich Chińczyków bez względu na to, gdzie mieszkają i jakie mają poglądy, łączy stanowcze „nie” dla niepodległości Tybetu. A że, jak Pan pisze, Dalajlama jest człowiekiem inteligentnym, więc to zrozumiał i stąd jego bardziej ugodowe stanowisko wobec chińskich władz.

  • Oczywiście – należy odróżniać foldery i doniesienia medialne od rzeczywistości, jednak co do ogołu inwestycje bezpośrednie zmienieją gospodarkę na lepszą. I to na wielu poziomach. Nie znam tego przypadku, więc trudno mi mówić o braku koordynacji między samorządem a władzą centralną (ale z tym są problemy) – rozumiem, że jest to przypadek wrocławski, aby to miało związek z wizytą dalajlamy. Co do 3. – domyślam się, że chodzi Panu o róznego rodzaju subwencje, które wspierają korporacje, a nie np. sektor MŚP (niezależnie od pochodzenia kapitału). To jest to rzeczywiscie trudny temat, wydaje mi się, że są to jednak tak i tak jedne z najbardziej sensownych wydanych (lub w przypadku ulg podatkowych – niezarobionych) pieniędzy podatników; vide – specjalne strefy ekonomiczne w Chinach.

    • Avatar Adam Izydorczyk

      Panie Jarku oczywiście ma Pan rację, ale jak to mówią diabeł tkwi w szczegółach i tutaj z tym ZIBem tak właśnie jest.
      Jako zwolennik wolnego rynku jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek interwencji binarnej i zresztą każdej innej, która będzie zmieniała strukturę rynku „NIENATURALNIE” a za tym ceny popyt podaż etc.etc. ( jako że już na CSPA pojawił się tekst o Misesie to jest chyba jasne ) :+)

      z tymi strefami ekonomicznymi w Chinach i całą kwestią SOE prywatyzacji etc.etc. piszę właśnie analizę .. mam nadzieję, że do 2 tyg skończę .. tutaj temat też jest złożony .. i czasami zastanawiam się czy przez przypadek nie potrzebujemy jakiegoś bardziej rozbudowanego forum na, którym możemy się wymieniać poglądami … bo tutaj te komentarze … czasami wkurzają :+) ale to prośba do władz CSPA … PROSIMY :+)

      • Avatar Jarek Smulski

        Panie Adamie – gratuluję ciekawego tematu. Z przyjemnością poczytam na ten temat.

  • Artykul jest trudny do komentowania, ponieważ zestawia sprawy niemierzalne – wartości, z wartościami inwestycji chińskich w Polsce. Wydaje mi się, że na tym polu brakuje nam takiej dyplomatycznej przebiegłości, sprytu. Przecież Dalajlama odwiedza wiele miast w Europie czy w Stanach Zjednoczonych, wiele uniwersytetów, a kraje te mają o niebo lepsze stosunki gospodarcze z Chinami. To że ich nie mamy wynika nie tylko z nadmiernie podkreślanego etosu Solidarności Polaków i chęci walki z komunizmem na całym świecie, ale z brakiem wiedzy o Azji (szeroko rozumianej). Trochę Radku ocierasz się o populizm, bo co może prez. Dutkiewicz w sprawie zmiany polskiej kolei – nic. Należy oddzielać administrację rządową od samorządowej, która jest w dużym stopniu niezależna od tej pierwszej. Uważam więc, że samorządy mogą więcej w tej sprawie, niż dyplomaci. Akurat prez. Dutkiewicz nieraz udowodnił, że potrafi ściągać inwestycje do Wrocławia, więc może sobie ‚pozwolić’ na takie działania. Swoją drogą zastanawiam się, czy atrakcyjna cena chińskich odcinków autostrady A2, mogła mieć coś wspólnego z kwestią Ronda Tybetu (Wolnego) w Warszawie? Jestem w stanie to sobie wyobrazić. Natomiast bezcenny jest opis przemiany przywódcy tybetańskiego – odbiegający od stereotypów powielanych w pop-kulturze. Za to dziękuję serdecznie!

    • Avatar Adam Izydorczyk

      Znam jedną z inwestycji od środka (żona jest zaangażowana w ten projekt od kiedy TA firma przeniosła dwa ośrodki z Anglii i Francji) i z zewnątrz wszystko wygląda kolorowo, ale po bliższym poznaniu Panie Jarku te wrażenie znika !! Po 2 nawet jeśli to co oferują władze samorządowe jest korzystne to nie zawsze dochodzi do koordynacji tych projektów pomiędzy samorządem a władzą centralną ( i tutaj taki właśnie problem wystąpił). Po 3 jest jeszcze aspekt „ekonomiczny” w sensie zniekształceń rynku do, których dochodzi poprzez działanie władz samorządowych/centralnych !!

    • Drogi Jarku,
      Piszac o kolei mialem na mysli cos innego, rozbudowa infrastruktury, jakies realne, a nie symboliczne sukcesy. Ale autoryzowalem ten wywiad, wiec mea culpa. Faktycznie wyszlo populistycznie, bo kondycja PKP nie zalezy od Rafala Dutkiewicza.
      Chodzilo mi bardziej o budowanie taniej popularnosci i odwracanie uwagi od waznych spraw ( na poziomie centralnym i lokalnym)Wkrotce bowiem niesprawiedliwie przeze mnie atakowany za kiepski stan polskiej kolei Rafal Dutkiewicz bedzie sie ubiegal o ponowny wybor na prezydenta Wroclawia i zaczyna sie kampania. Dalajlama to w Polsce niekwestionowany autorytet, wiec mysle ze Rafal Dutkiewicz zyska duzo glosow dzieki temu wydarzeniu. To moim zdaniem jednak kiepski pomysl, gdyz – w czym na pewno sie zgodzisz- kwestia Tybetu jest wyjatkowo drazliwa, Chinczycy ( na tym punkcie b.pamietliwi) a chinski kapital powiazany z panstwem/polityka ( o czym pisalem w tym komentarzu kiedys na stronie: ).
      To mieszanka wybuchowa, a mam wrazenie ze Rafal Dutkiewicz po prostu sobie z tego nie zdaje sprawy. A kto mu o tym powie? Czy zatrudnia egzotycznych doradcow od Azji w swoim ratuszu ? Czy uswiadomia mu to i skrytykuja go za ten ruch polskie media, czy raczej zrobia mu kampanie, ze taki „prawy, uczciwy, odwazny”? To pytania retoryczne.
      Niestety polityk mysli w kategoriach kampanii wyborczej i niestety nie mysli o Wroclawiu za lat kilka, kilkanascie, czy kilkadziesiat, kiedy nie bedzie juz prezydentem. Szkoda Wroclawia. To jedno z najszybciej rozwijajacych sie miast w Polsce i dla podbicia sondazy w kampanii, o ktorej za kilkanascie lat nikt juz moze nie pamietac, tak duzo ryzykuje.

      • Avatar Jarek Smulski

        Drogi Radku,

        Wydaje mi się, że trochę wyolbrzymiasz wpływ polityki zagranicznej Chin w stosunku do Tybetu na inwestycje. W dalszym ciągu wierzę w pragmatykę inwestorów, także tych chińskich (a może zwłaszcza ich??). Czyli nie spodziewam się jakiś silnych retorsji ze stron Chin w stosunku do Wrocławia. Raczej oczekuje standardowej notatki z ambasady chińskiej, która odnotuje ten fakt i zostanie wysłana do odpowiednich komórek ministerstwa. Osoba prezydenta Wrocławia, czy też sam Wrocław są całkowicie nieznane, więc ‚odium’ za ten czyn spadnie na Polskę. Czy pozostałe 85 miejsc, które odwiedzi Dalajlama, też mają się spodziewać nieprzyjemności? Nie sądzę, co innego język dyplomacji, a co innego stracone inwestycje. Stronie chińskiej zależy jednak by budować w Polsce (czy więc powinniśmy eliminować chinskie firmy budowlane pod hasłem – ZA Dalajlamę!?). Innych inwestycji raczej brakuje (Gorzów Wielkopolski?? – to szczegół), ponieważ na rynku inwestycji jesteśmy dla Chin konkurencją – na rynku outsourcingu produkcji, r&d, bpo, czy kpo. Globalne centra są lokowane i w Polsce, Indiach, Ameryce, czy Chinach, zgodnie z zasadą „follow the sun” i dla nas konkurencją są inne kraje rozwijające – tak od Bułgarii po Ukrainę. Podsumowując – nie dajmy się zwariować i unikajmy skrajności w myśleniu…

      • Avatar Radek Pyffel

        Witaj,
        Odrzucam argumentacje psychologiczna „nie dajmy sie zwariowac” „skrajnosci w mysleniu”. Prywatnie jestem od nich jak najdalszy. Wydaje mi sie ze Twoj wywod ma dwa slabe punkty: Mam wrazenie ze masz maly kontakt z Chinami i Chinczykami i nie uswiadamiasz sobie ich wrazliwosci w kwestii Tybetu. Przyjmujesz swoje stanowisko i zakladasz ze druga strona mysli tak samo racjonalnie. Faktycznie, gdyby Chinczycy byli w tej sprawie rownie umiarkowani jak Ty, nie byloby zadnej sprawy. Sam wtedy bym uspokojal, wiedzac ze wsrod chinski elit jest Jarek Smulski i ludzie podobnie myslacy i ze skonczy sie na notach dyplomatycznych i tego typu demonstracjach by nikt nie stracil twarzy. Ale tak nie jest i nie mozna tego nie brac pod uwage. Jesli kilkadziesiat razy przekonujesz sie ze ktos jest w jakiejs kwestii wyjatkowo nieprzejednany i tym samym zdolny do nieracjonalnych zachowan, a Ty postepujesz racjonalnie i mowisz „nie dajmy sie zwariowac” „unikajmy skrajonosci w mysleniu” to obawiam sie o rezultat koncowy.
        W ocenie biznesu chinskiego, takze przenosisz zachodnie myslenie czy zachodni model biznesu na Chiny. Na Zachodzie jest on oddzielony od polityki: Nike, Siemens, TGV nie bede zwracac uwagi kto kogo oficjalnie zaprasza. Czysty biznes. Ida tam gdzie zarabiaja. W Chinach natomiast jest on powiazany z panstwem MOZE ( ale zgadzam sie ze nie MUSI) zrezygnowac z czesci zyskow dla realizacji celow politycznych. Jesli wyjdzie na to ze inwestycja MUSI byc we Wroclawiu, to bedzie. Ale jesli zdarzy sie kiedys tak, ze to bardziej Wroclawowi bedzie zalezec na tej inwestycji, ze od tego bedzie zalezala jego pozycja w regionie, a Chinczycy beda mieli wybor, to zapewne wystawia rachunek.
        Reasumujac jestem za jak najbardziej chlodnym rachunkiem zyskow i strat: Co zyskuje Wroclaw na spotkaniu prezydenta z Dalajlama? A co moze stracic ? ( podkreslam, MOZE, a nie MUSI). Duzo wiecej. Moim zdaniem nie warto by prezydent dla wlasnej kampanii wyborczej i paru glosow, ryzykowal interesem publicznym calego miasta.
        Nie wykluczam ( obstawia to tez sam Dalajlama- ale czy ma inne wyjscie?) ze Chiny ktore bardzo sie zmieniaja, zmienia sie do tego stopnia ze sprawa ta przestanie miec dla rzadzacych takie duze znaczenie i wowczas dojda do glosu ludzie tak jak Ty, myslacy racjonalnie i umiarkowanie. Tak jednak nie jest. MOZE tak sie stac, ale nie MUSI :)

  • Avatar Adam Izydorczyk

    Dobry wywiad brakuje tylko jednej rzeczy : Henry Kissinger kiedyś w wywiadzie otwarcie przyznał, że Dalej Lama BYŁ agentem CIA !!*
    To Kissinger wpadł na pomysł „polityki odprężenia”, którą de facto wykonywał Nixon !! i tak sprawa tybetu się rypła :+)

    • Nie tylko CIA. Bodajże w kwietniu 2008 r. „Der Spiegel”, a za nim nasz tygodnik „Forum” informował, że działalność Dalajlamy w latach 60. i 70. wspierał też wywiad Indii, a nie wykluczone, że rękoma Indii także KGB. Tyle, że Ruscy w odróżnieniu od Jankesów zapewne bardziej dbali o zacieranie śladów…
      Co do obecnej sytuacji, nie dziwi mnie pojednawczy ton tybetańskiego rządu na uchodźctwie. Jako, że od czasów Rajiva Gandhiego obserwujemy ocieplenie na osi New Delhi-Pekin, więc obecność elementu antychińskiego staje się dla Indii niezbyt komfortowa. Z tej przyczyny Indie kilka lat temu dały Dalajlamie do zrozumienia, że jeśli przyszłoby mu do głowy zajmowanie otwarcie antychińskiego stanowiska, to może nawet zostać uznany za persona non grata.. Gdyby to nastąpiło, zapewne ucierpiałby sztucznie wykreowany na Zachodzie prestiż Dalajlamy. Oczywiście zachodnie media mogłyby rozpętać antyindyjską nagonkę, by ratować image swojego pupila. Jednak w sytuacji gdy Indie mają demokratyczne przywództwo, podczas gdy Dalajlama demokratycznie wybrany nie jest, taka nagonka byłaby raczej mało wiarygodna…

Pozostaw odpowiedź