Wydarzenia i zapowiedzi

Przeczytaj: Artykuł Radosława Pyffla w Rzeczpospolitej o geopolitycznych konsekwencjach klęski pod A2

rplogoW najnowszym sobotnim wydaniu dodatku do Rzeczpospolitej (16.07.2011) Plus Minus ukaże się skandalistyczny artykuł Radosława Pyffla dotyczący porażki, do jakiej doszło przy budowie autostrady A2 oraz jej geopolitycznych konsekwencji.

Serdecznie zapraszamy do lektury,

CSPA

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Przeczytaj: Artykuł Radosława Pyffla w Rzeczpospolitej o geopolitycznych konsekwencjach klęski pod A2 Reviewed by on 4 lipca 2011 .

W najnowszym sobotnim wydaniu dodatku do Rzeczpospolitej (16.07.2011) Plus Minus ukaże się skandalistyczny artykuł Radosława Pyffla dotyczący porażki, do jakiej doszło przy budowie autostrady A2 oraz jej geopolitycznych konsekwencji. Serdecznie zapraszamy do lektury, CSPA Udostępnij:        

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 4

  • jeden kotrakt i katastrofa?
    posrodku strony filmik na wesolo o covevu i polskim rzadzie po niemiecku
    bild.de/politik/ausland/china/serie-wirtschaftsmacht-rollt-europa-auf-gefahr-18499590.bild.html

  • „natomiast min. Sikorski po paru telefonach zamiast natychmiast aranżować wizytę w Chinach, ….” nie bardzo rozumiem po co ustawiac sie w roli petenta, tym bardziej nie ma szansy na wygrana.

  • Artykuł p.Radosława jest z trzech powodów bardzo ważny dla naszego środowiska. Po pierwsze niemal całościowo została ujęta problematyka tego co się stało. Po drugie zostały zarysowane strategiczne konsekwencje katastrofy autostrady A2. Po trzecie artykuł ukazał się w bodajże najbardziej prestiżowym dzienniku w Polsce.
    Autor ubolewa, że w Polsce pominięto sprawę konsekwencji tej katastrofy, koncen-trując się na wystąpieniu brukselskim ojca Rydzyka, badaniach psychiatrycznych JK..itd. Nie jest to nic nowego i zawsze tak było, nie tylko u nas. Ludzie w większości lubią zajmować się głupotami, szczególnie jeśli media nadadzą im posmak sensa-
    cji. Dla porównania i rozważań na tym artykułem podam chiński przykład. W odległej przeszłości w Chinach wydarzyła się katastrofa. W 751 r. chiński korpus został całkowicie rozbity przez Arabów w bitwie nad rzeką Talas na terenie obecnego
    Kazachstanu. Nie przejął się tym specjalnie ani cesarz Huanzong niemal całkowicie zauroczony wdziękami przepięknej ponoć Yang Gufei, konkubiny pierwszej rangi (najsłynniejsza piękność w dziejach Chin) ani też zapewnie mieszkańcy Changanu, stolicy imperium (obecne miasto Xian). Bo kogoż to mogło interesować, jakaś tam bitwa na krańcach imperium, za wieloma górami. Chyba tylko kanclerz Li Linfu, na którego głowę spadła ta sprawa oraz kupcy z Jedwabnego Szlaku, korzystający dotąd z bezpiecznego przejazdu od Changanu do Samarkandy dzięki Pax Sinica.
    Tymczasem ta bitwa okazała się jedną z najbardziej doniosłych w dziejach. Do tej pory Azja Środkowa była buddyjska z ogromnymi wpływami chińskimi. Po tej bitwie stała się częścią cywilizacji islamskiej (nie od razu oczywiście) aż do teraz. To była katastrofa której nikt nie zauważył.
    Autostrada A2 to taka katastrofa na miarę Polski, której elity nie chcą zauważyć.
    W tych obu historiach jest też pewna różnica. Kanclerz Li Linfu i jego następca przygotowywali wielką armię do walki z Arabami (nie wyruszyła ze względu na wybuch wojny domowej w Chinach), natomiast min. Sikorski po paru telefonach zamiast natychmiast aranżować wizytę w Chinach, zajął się pisaniem noty ze skargą na obywatela Polski do Watykanu. To pokazuje skalę priorytetu rządzącej elity.
    Sama katastrofa A2 to, moim zdaniem, klasyczny układ przegrany – przegrany.
    Strona polska nie mogła negocjować warunki kontraktu. To byłoby niezgodne z prawem, które nb. przy zamówieniach publicznych musi stosować reguły ustalone przez Unię. Zresztą takie negocjacje, czy zmiana cen w celu podwyższenia wartości kontraktu byłoby natychmiast oprotestowane przez konkurencję, której cena niezależnie od wszystkiego mogłaby być np. niższa niż finalna cena Covecu po paru takich negocjacjach. Niemniej strona polska wykazała w sprawie Covecu obojętność i brak życzliwości w stosunku do kontrahenta który popadł w kłopoty.
    Tak też można sądzić, jeśli płaci się kontrahentowi w ostatnim możliwym dniu zapłaty, znając dobrze jego problemy z płynnością finansową. W biznesie międzynarodowym (długo w nim pracowałem) zawsze jest tak, że kontrahentowi, który ma kłopoty, idzie się na rękę tam gdzie jest to możliwe, szczególnie wtedy gdy styka się z nieprzyjaznym otoczeniem (część lokalnego biznesu budowlanego, budowlane lobby europejskie). Tego nie było. Niewątpliwie Covec popełnił
    kardynalne błędy w Polsce i rację mają Ci, którzy twierdzą, że Chińczycy muszą respektować reguły biznesu obowiązujące w danym kraju. Tego zdania jest chyba część Chińczyków (..prasa chińska nie zostawiając na spółce Covec suchej nitki…. Polsce gratulowały też zresztą liberalne dzienniki z południa Chin.). Oznacza to, że w Chinach zdają sobie sprawę, że model prowadzenia biznesu w Europie jest inny i nie zawsze można prowadzić biznes zgodnie z własnymi wyobrażeniami i że po całych wiekach izolacji trzeba się uczyć brania odpowiedzialności za zaciągnięte zobowiązania w innych częściach świata.
    Co przegrała Polska. Jeśli spojrzymy na obecny stan to może wydawać się, że nic. Polska rozwija się bez kapitału chińskiego i pewnie będzie nadal się rozwijać przez dobrych kilkanaście lat na tym samym poziomie niezależnie czy ten kapitał będzie czy go nie będzie. Kontrakty zaproponowane przez Covec były nierealne. Gdyby je urealnili to praktycznie niewiele by się różniły cenowo od europejskich konkurentów. W związku z tym można powiedzieć, że materialnie nie ma różnicy,
    Jedynie można się niepokoić czy następcy Covecu zdążą wykończyć A2 przed ME 2012. Pewnie kilkanaście wieków temu myślała chińska elita w Changanie. Jaki mogła mieć wpływ na ich życie klęska nad Talas. Żaden.
    Do tego czasu Chińczycy przeszli wielkie łańcuchy górskie: Hindukusz, Karakorum i
    Tien-szan oddzielające Chiny od Azji Centralnej. Podporządkowali sobie Samarkandę, wiodące miasto tego rejonu i rozciągnęli swoje wpływy aż do jeziora Aralskiego. Było to możliwe m.in., dlatego że miejscowa ludność w znacznej mierze była buddyjska. Gdyby udało im się odeprzeć Arabów, którzy zresztą wtedy wyraźnie tracili swój impet zdobywczy, to prawdopodobnie rozciągnęliby swoje panowanie aż po Morze Kaspijskie. Tereny te uległyby sinizacji a plemiona koczownicze przestały stanowić zagrożenie dla tego mocarstwa. Nie powstałoby imperium mongolskie. Skutkami klęski nad Talas były: wyrzucenie Chińczyków z Azji Środkowej, szybka
    emancypacja koczowników spod panowania chińskiego, dalsze zepchnięcie na wschód i w efekcie podbój przez Mongołów, zamknięcie się Chin, które właśnie wtedy były najbardziej otwarte w swojej historii.
    Klęska nad Talas ma konsekwencje dziś. Nie ma buddystów i Chińczyków w Azji
    Środkowej, za to są muzułmanie w Zachodnich Chinach i stanowią problem.
    Co to ma wspólnego z Polską ?
    Klęska A2 to nasza bitwa nad Tales. Nie ma wpływu na teraźniejszość, ale jest klęską strategiczną. Klęska polityczna, ponieważ znajdując się między Niemcami a Rosją potrzebujemy mieć dobrych przyjaciół między wielkimi tego świata. Klęska gospodarcza ponieważ brak chińskich inwestycji i zwiększenia obrotów z tym krajem to nie tylko coraz dalsze dryfowanie od głównego nurtu globalizacji a też dalsze uzależnienie się od wymiany handlowej z jednym rejonem. Wyniki eksportu za 5 miesięcy 2011 roku wskazują, że wśród dziesięciu największych naszych rynków
    eksportowych, dziewięć to kraje Unii. Liderem są Niemcy z wynikiem 26,1%. Udział Niemców w naszym eksporcie niepokojąco rośnie. Ten proces jest niepokojący nie tylko ze względów czysto biznesowych, ale jeszcze bardziej politycznych. Odsunięcie na jakiś nieokreślony czas, wzrostu wymiany handlowej z Chinami to praktycznie skazanie siebie na brak dywersyfikacji.
    Nie ma nas na rynkach USA, Indii, Brazylii. Rosja z kolei jest nieobliczalna, co pewien czas zamyka komuś granicę. Boom gospodarczy w wymianie z Chinami nie tylko zwiększyłby bezpieczeństwo naszego eksportu, ale także przeto dałby nam silniejszą pozycję polityczną.
    Straciły na tym także Chiny. Porzucenie prestiżowej dla odbiorcy inwestycji, nie zapłacenie do końca podwykonawcom musiało zrobić fatalne wrażenie, niezależnie od argumentów wykonawcy.
    Jednakże dla Chin jest to strata nie mająca większego wpływu. Chińczycy mają gigantyczne obroty z USA, dynamicznie rozwijające się z Ameryką Płd., zawojowali Afrykę, coraz mocniej inwestują w chwiejących się finansowo krajach strefy euro. Dla nich Europa Wschodnia jest regionem co najwyżej drugiej klasy, jeśli nie trzeciej ze względu na ważność, a wysłanie „na podbój Polski dwudziestokilkuletnich menadżerów” mówi samo za siebie. Oczywiście, Węgry (kraj mały) czy Ukraina (poza UE) mają dla nich mniejszą wartość niż Polska, ale w globalnych kalkulacjach, dla Chin utrata Polski jest niewiele znaczącą przegraną potyczką, a dla nas jest to
    klęska strategiczna.

    • Bardzo dobry komentarz. Trafnie oddający sedno sprawy. Aczkolwiek myślę ze jedynie w krótkiej, najwyżej kilkuletniej perspektywie. Bo jeśli w przyszłym roku agencje ratingowe zaczną przechodzić do niższych ratingów dla Polski, to władze chińskie rozmieszczające- a więc i dywersyfikujące- na całym świecie swoje swoje kapitały, przypomną sobie o Polsce i podobnie jak w Grecji, Portugalii, Hiszpanii czy Ukrainie, zaczną kupować to co się będzie opłacało kupować. Oczywiście już wtedy głównie z korzyścią dla siebie, a mniejszą dla nas. Ale sami sobie- dzięki „staraniom” obecnego rządu- na to zapracowaliśmy. Szkoda.

Pozostaw odpowiedź