BLOGOSFERA,Chiny news,Inne-news

Propaganda wojenna i dezinformacja!

 

Miejsce akcji: portal Wirtualna Polska

Tytuł: Napięta sytuacja – chińska flota w gotowości bojowej

Podtytuł: Prezydent Chin Hu Jintao wezwał marynarkę wojenną Chińskiej Republiki Ludowej do zachowania gotowości bojowej i przyśpieszenia modernizacji – podała agencja Xinhua.

Czy można sobie wyobrazić większą dezinformację? No pewnie, że można! Np. tytuł: Chiny przygotowują się do wojny! A potem drobnym druczkiem, że Prezydent wezwał armię do gotowości w przypadku gdy „wróg nas zaatakuje” czyli w sytuacji wybuchu  wojny. Tak zresztą powiedział: „Prezydent zaapelował do marynarki, by „prowadziła intensywne przygotowania do akcji bojowej”, aby „chronić bezpieczeństwo narodowe i światowy pokój”.

Niedawno jeden ze znanych polskich sinologów powiedział bardzo mądre słowa: „Do niedawna Chiny lekceważono, teraz Chinami się straszy”.

Od kilku miesięcy mamy okazję być świadkami festiwalu spreparowanych wiadomości anychińskich. Wiadomości, którymi straszy się świat. I nieszczęście polega na tym, że szeroka publiczność nie ma pojęcia o tym, że są one spreparowane. No bo jeśli ktoś przeczyta nagłówek o napiętej sytuacji i o chińskiej flocie, no to co ten człowiek sobie pomyśli? Że Chińczycy zagrażają światu! Nawet część czytelników nie będzie się wgłębiała w zawiłości tekstu z którego zresztą  niedwuznacznie będzie wynikało, że NIC się nie dzieje! A jeśli w dodatku będzie to można przeczytać na kilku poczytnych portalach, to „umarł w butach”. „Na amen” mamy pewność, że właściwe przesłanie, które stało u podstaw opublikowania tego tytularnego kłamstwa, dotrze do czytelnika.

Czytelnik bardziej wyrobiony zada sobie po przeczytaniu takiego tekstu pytanie: o co tu biega? Co tu jest grane?

Drogi czytelniku, chodzi o to, co już napisałem.

O wywołanie u Ciebie i u milionów innych czytelników STRACHU! Strachu przed Chinami!

Jeszcze bardziej wyrobiony czytacz, żeby nie powiedzieć maniakalny myśliciel, zada sobie wobec tego następujące pytanie: „Ale po co ten strach? Dlaczego Oni chcą, żebym ja się bał? Po co tym bydlakom strach milionów ludzi? Odpowiedź, miły czytelniku tkwi  w tym zdaniu:  chodzi o wywołanie w twoim mózgu tak dużego strachu przed Chinami, aby żadna, podkreślam ŻADNA akcja wymierzona w Chiny NIE wywołała u Ciebie sprzeciwu.

Przecież Ty, czytelniku jesteś pokojowo nastawioną osobą, ale nie lubisz lub wręcz nie znosisz, aby ktokolwiek Ci zagrażał. Prawda? A skoro Oni, Chińczycy Ci zagrażają, osobiście Ci zagrażają, masz prawo powiedzieć: STOP! Stop dla tych chińskich drani! Jak trzeba, to trzeba- wypalić ich ogniem i żelazem!

I właśnie o to chodzi, tej drańskiej propagandzie antychińskiej. Żeby jakikolwiek Ich krok, jakiekolwiek słowo, zdanie, artykuł, można było zinterpretować na Ich niekorzyść- A TY TO ZAAKCEPTUJESZ! Bo tak naprawdę nie chodzi o te antychińskie teksty które się pojawiają. One są tylko narzędziem. Narzędziem do robienia Ci wody z mózgu. I jak powiedziałem, w efekcie, do uzyskania Twojej akceptacji do rozprawienia się z Chińczykami. Straszne? Pewnie! Ale to jest wojna. ZIMNA WOJNA!. Która może przekształcić się w gorącą. Bo ostatnie fakty są przerażające. USA robi wiele lub jeszcze więcej, aby władze Chin i samai Chińczycy, poczuli się osaczoni, okrążoni przez wrogie im państwa. To się nazywa socjotechnika.

Fakty:

1. W zeszłym tygodniu, zostały zerwane przez Indusów rozmowy Chińsko- Indyjskie na temat uregulowania spornych granic między tymi krajami,

2.Indie wzmacniają garnizon swoich wojsk na granicy z Indiami o dodatkowe 100 000 żołnierzy,

3.Indie negocjują z USA w sprawie zakupu rakiet powietrze- ziemia JASSM o niskiej wykrywalności,

4.Indie uzyskają prawo do kupowania od USA uranu niezbędnego do produkcji broni jądrowej,

5.Wietnam przeprowadzi w najbliższych dniach manewry na Morzu Południowo- Chińskim z udziałem 3 jednostek US Navy. Jest to morze stanowiące granicę Chin od południowego- wschodu..

6.Wietnam w ostatnim roku stał się niezwykle agresywny w omawianym basenie, np. przeprowadził  manewry morskie z użyciem ostrej broni.

7.Korea Południowa negocjuje z USA zakup 177 tych samych rakiet, które chcą kupić Indusi.

8.Japonia przekształca swoje morskie siły samoobrony w szybkim tempie w zwykłą Marynarkę Wojenną.

Jeśli to nie świadczy o okrążaniu militarnym Chin, to co to jest innego? ZABAWA?

 

W omawianym czasie- czyli ostatni rok, półtora-  w Chinach nie stało się nic takiego, co można by interpretować jako- jak to mówią propagandyści proamerykańscy- wymachiwanie szabelką.

Oczywiście zwodowano szkolny lotniskowiec- odzyskany prosto ze złomu- trzy razy mniejszy od każdego przeciętnego z 11 amerykańskich lotniskowców bojowych o napędzie atomowym. Chiński okręt ma napęd konwencjonalny.

Oczywiście również zaprezentowano ZDJĘCIE nowego chińskiego samolotu bojowego.

Oczywiście WSZYSCY  na Zachodzie zgodnie twierdzą, że wojskowe wydatki Chin są nie przejrzyste. To, że wydatki wojskowe ŻADNEGO państwa nie są przejrzyste…, a kogo to obchodzi. Mamy bić w Chiny! To, że są 12 razy mniejsze od amerykańskich- to drobiazg. To, że militarnie, Chiny przy USA to chłopiec w krótkich spodenkach przy wojowniku MMA- o tym nie mówimy. Mówimy o Chinach zagrażających światu!

Jak Oni mogą zagrozić światu nie mając wystarczająco nowoczesnej broni, ale przede wszystkim chęci do stania się  światowym agresorem?

Przecież to jest bez znaczenia!

Oni zagrażają INTERESOM USA . TO jest ważne i TO, tylko TO się liczy!

Cała reszta, to opowiadanie bajek nam, maluczkim. Stanom Zjednoczonym AP chodzi o stworzenie takiej atmosfery zagrożenia międzynarodowego, aby można było- oczywiście cudzymi rękami np. Wietnamczyków czy Indusów- w dogodnym momencie uderzyć w same Chiny, bądź w Ich interesy na świecie, za aprobatą światowej opinii publicznej. Czyli NAS.

Zgadzacie się?

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Propaganda wojenna i dezinformacja! Reviewed by on 7 grudnia 2011 .

  Miejsce akcji: portal Wirtualna Polska Tytuł: Napięta sytuacja – chińska flota w gotowości bojowej Podtytuł: Prezydent Chin Hu Jintao wezwał marynarkę wojenną Chińskiej Republiki Ludowej do zachowania gotowości bojowej i przyśpieszenia modernizacji – podała agencja Xinhua. Czy można sobie wyobrazić większą dezinformację? No pewnie, że można! Np. tytuł: Chiny przygotowują się do wojny! A

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Z historii biorę wskazówki dla teraźniejszości z myślą o przyszłości. Makroekonomia którą się fascynuję, pozwala mi na ogląd rzeczywistości gospodarczej takiej, jaka ona jest naprawdę. Niezafałszowana. Sinoligia to namiętność, pewnie ostatnia w moim życiu- więc tym ceneniejsza. "Wiesław Pilch przedstawia" autorski blog p.Wiesława Pilcha. Redakcja portalu polska-azja.pl, będącego platformą swobodnej wymiany myśli na tematy azjatyckie, nie ponosi odpowiedzialności za publikowane na blogu autora treści.

komentarzy 13

  • Za odpowiedź p. Ciekwemu niech posłuży artykuł z Global Times w którym- po 3 lub 4 dniach od spotkania Prezydenta Hu z wojskowymi o którym mowa w mojej notce- głos zabrała Redakcja pisma. Po pierwsze: to był tekst redakcyjny na pewno uzgodniony z Samą Górą, po drugie: światowe echa tego spotkania musiały być naprawdę głośne- czytaj Amerykanie zrobili taką wrzawę, bo im na tym zależało, po trzecie: w polskim internecie natknąłem się owego dnia na kilka portali w których pisano o tym w identyczny sposób, w tym na bardzo dobrym portalu ekonomicznym. Ale tu chodzi bardziej o sposób reagowania na podobne „chece”. Reagownia podobnego do reakcji p. Ciekawego. Jego reakcja sprowazdą sie do stwierdzenia: nic się nie stalo, bo… Na lekceważenie przejawów „wojny propagandowej” którą prowadzi USA w stosunku do Chin moze sobie pozwolić osoba bądź grupa osób ZNAJĄCA REALIA! A ile osób w Polsce zna realia stosunków USA-Chiny? Efekty tej wojny propagandowej będą znane za jakiś czas- rok, dwa, pięć. Ale te efekty będą bardzo istotne dla postrzegania w Polsce samych Chin! Ciekaw jestem czy w RFN też miał miejsce taki szum na ten temat? Myślę że nie. A wiecie dlaczego? Bo od kilku miesięcy działa niemiecko- chińska grupa medialna, która zapewne ma również na celu przekazywanie obiektywnej prawdy, a nie zafałszowanych informacji. Niemcy dbają o swoje stosunki z Chinami, a Polacy są na etapie p. Ciekawego. Jak sądzicie, kto ma szanse zbudować dobre wzajemne relacje, Niemcy czy MY. Odpowiedź pozowstawiam Państwu.

    • Panie Wiesławie, porównywanie Polski z Niemcami jest tak samo bezcelowe, jak porównywanie Meksyku z USA albo Filipin z Japonią. Wiadomo, że chocbyśmy, mówiąc kolokwialnie, znieśli jajo to i tak nie mamy ŻADNYCH szans w konkurencji z Niemcami na rynku chińskim ani jakimkolwiek innym – chyba że w produkcji sznapsa, wurstu i paru innych mniej zaawansowanych produktów.
      W Niemczech zgłasza się co roku 100 razy więcej aplikacji patentowych niz u nas, a niemiecka nadwyżka eksportu nad importem dorównuje chińskiej. Banki i oszczędności polskie nijak mają się do niemieckich. NB 75% Polaków nie ma żadnych oszczędności, ciekawe czy ma to jakiś precedens wśród krajów OECD… Także infrastruktura drogowa, kolejowa i informatyczna lokuje Niemcy w czołówce światowej. To samo można powiedziec o kwalifikacjach niemieckich pracowników oraz ich wydajności w przeliczeniu na jednostkę czasu. No i mentalnośc, Niemcy (a zwłaszcza niemieccy przedsiębiorcy) to w większości ludzie zorganizowani, którzy wiedzą czego chcą oraz kiedy i jak to „coś” chcą osiągnąc. A u nas? Zaplanowanie urlopu z więcej niż miesięcznym wyprzedzeniem to wyczyn, co dopiero reszta. Dominuje stara dewiza „jakoś to będzie”. I JAKOŚ jest, co widac chocby w kiepściutkim stanie polskiej infrastruktury i emigracji, w relacji do liczby ludności porównywalnej z takimi krajami jak Meksyk, Filipiny czy niektóre republiki postsowieckie…
      Konkurowac z Niemcami to tak jak boksowac się z Andrzejem Gołotą: wynik z góry wiadomy, a istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie będziemy nawet wiedziec, co się z nami i wokół nas dzieje… :-(

    • Napiszę krócej, bo mój komentarz został kompletnie niezrozumiany i na podstawie nieporozumienia Pan Pilch buduje insynuacje takie jak ta:
      „Polacy są na etapie p. Ciekawego”.

      Ad rem:

      Jeśli Pan nie rozumie, wp.pl to portal tabloidowy. Przykładowe tytuły z dzisiaj:

      1)”Seks z najgrubszą kobietą świata”
      2)”Benzyna po 8 zł. Już na święta?! Tak w Polsce! ”
      3) „Robert Biedroń chciał się zabić!”
      4) „Co oni wyprawiają? Marnują nam stadion na EURO!”

      etc.

      Czytelnik wp.pl jest zainteresowany głównie treściami plotkarskimi, erotycznymi czy pyskówkami politycznymi. Nie interesują go Chiny, nie ma żadnej wiedzy ani zdania na ich temat, a jeśli ma to oparte jest na stereotypach. Poważni ludzie, mający wpływ na politykę nie czytują tego typu portali, a ci którzy Chinami się interesują nie zdobywają swojej wiedzy, czy nie formułują swoich opinii na podstawie bełkotu jakiegoś kiepsko opłacanego dziennikarzyny.

      Pan nie ma kompletnie wyczucia skali.
      Niedługo dojdzie do tego, że Pan napiszę jak w barze ktoś źle wypowiadał się o Chinach, na litość, co to kogo obchodzi ?
      Łapmy za słowo Sikorskiego, Tuska czy Komorowskiego jeśli ich słowa mają negatywny wpływ na stosunek z Chinami, bo to oni decydują, a nie wp.pl czy lud który to czyta !

      Chińskie politbiuro jest zresztą ostatnie, które kształtowało by swoją politykę zagraniczną na podstawie tabloidów czy woli ludu, niezależnie czy chińskiego, polskiego czy jakiegokolwiek innego.

      • Avatar Zyggi

        Właśnie. Tabloidy żyją sensacjami, bo na nich mogą zarabiać. Z założenia są adresowane do cymbałów, do ludzi, którzy myślą, np. że rząd jest od tego, żeby im było dobrze. Do ludzi, którzy myślą, że Palikot im uchyli nieba i zmiecie rządzącą „mafię”. :-) Wbrew pozorom nie tak mało takich, wystarczy posłuchać horrendalne brednie wypowiadane na Superstacji, zwłaszcza przez dzwoniących do studia. Wysatarczy naobiecywać gruszek na wierzbie i już poparcie gwarantowane. Jak JKM mówi, że Europa powinna wrócić do wolnorynkowych korzeni, to pukają się w czoło: „facet ma kuku na muniu”. A gdy Palikot prezentuje plastikowy penis i mówi, że chce zabrać klerowi (nie mam nic przeciwko, niech zabiera pasibrzuchom, ale ciekawe jak to zrobi), to zbiera milionowe poparcie. Natomiast zagrożenie stwarza fakt, że nieuki stanowią spory procent elektoratu. I tu czai się niebezpieczeństwo, że przez urabianie takich wyborców politycy mogą sobie kreować zaplecze wyborcze na kolejne lata lub tłumaczyć swoje niepowodzenia. No bo cóż łatwiejszego, niż wytłumaczyć plebsowi rosnące bezrobocie konkurencją „tych wrednych Chińczyków”? No bo każdy głupi wie (i powie), że gdyby tak zamknąć granice przez tandetą z Azji, to nasz przemysł by odżył, dobrobyt wzrósł i wszyscy (nawet emeryci i renciści) mieliby kasę na koszule z Wólczanki (~ 150 zł/szt.). :-)

      • Avatar wute

        @ Zyggi
        Czytałem kiedyś, że 8% wyborców głosuje tak jak im mówią w
        mediach. 25% głosuje zgodnie z medialnymi sugestiami.
        Oznacza to, że w Polsce 1/3 populacji wyborczej nie potrafi
        samodzielnie podjąć decyzji na kogo głosować.

    • Zgadzam się z p.Ciekawym, że pewne pisma czy portale nie należy czytać,
      po prostu zatruwają umysł i osobowość człowieka albozazwyczaj ogłupiają.
      Na Zachodzie jest mnóstwo takich tabloidów. Szkoda na nich czasu.

      • Avatar ciekawy

        Schamienie mediów poszło już bardzo daleko, ale taki jest wolny rynek, że aby zarabiać portale muszą dostosowywać się do poziomu i wymagań ludu – inaczej zbankrutują. Cóż z tego że pismo, telewizja czy radio będą prezentować treści na wysokim poziomie, jak nie pójdzie za tym oglądalność, czytelnictwo etc ? Mamy demokrację, kapitał już nie jest w rękach warstw wyższych czy inteligentów (niezły żart !) tylko w rękach ludu i ten lud kształtuje nam media. Pamiętacie wątek Miętusa chcącego bratać się z parobkiem, w Ferdydurke ? Teraz mamy właśnie tego konsekwencje :)

        Można dywagować na ile media dostosowują się do oczekiwań ludu, a na ile media ten lud ogłupiają.
        Ja się przychylam do tej pierwszej tezy, niektórzy do drugiej.

        Skoro więc, rynek wyznacza takie, a nie inne trendy to kaganek kultury wysokiej powinna nieść telewizja publiczna, skierowana do węższej grupy, pozbawiona reklam i opłacana w pełni z budżetu.

        W tej chwili sytuacja jest absurdalna, a TVP jest hybrydą wahającą się pomiędzy misją, a oglądalnością, pomiędzy reklamami, a abonamentem.

        Telewizje rozrywkowe jak TVN czy Polsat już są, więc po jaką cholerę TVP konkuruje z nimi za państwowe pieniądze ?
        Ja widzę TVP jako ostoję teatru, klasyków kinematografii czy filmów dokumentalnych lub przyrodniczych.
        Niech ogląda to nawet kilka razy mniej ludzi niż teraz, ale TVP niech będzie wyznacznikiem i wzorem wysokiej jakości.

        Ja już porzuciłem czytanie prasy, oglądanie telewizji czy zasięgania po informacje na tandetnych portalach takich jak wp czy onet.

        W celu elementarnego zorientowania się w rzeczywistości czasami odwiedzam PAP, a ze stacji radiowych czasem słucham Trójki no i oczywiście odwiedzam CSPA ;)

      • Avatar wute

        @ p.Ciekawy
        Podzielam pana punkt widzenia na rolę TVP. Jednakże stoi on
        w sprzeczności z interesami rządzącej elity politycznej, dla której jest ona najpewniejszym przekazem ich poglądów. Zdobywając władzę, jednocześnie zdobywa się władzę nad TVP via Sejm via KRRIT. Przekształcenie TVP w telewizję nadającą programy tzw wyższej wartości, dramatycznie zmniejszyłoby jej oglądalność, a to byłoby w sprzeczności z celami rządu, który chce mieć jak największe audytorium.

        Co prawda z pozostałych, dwie najbardziej opiniotwórcze stacje: TVN i Polsat są prorządowe, ale rząd nie ma nad nimi formalnej kontroli i w każdej chwili mogą zmienić swoje
        poparcie, co przypadku TVN się wydarzyło kilka miesięcy temu, kiedy rząd próbował dobrać się do interesów
        elity finansowej (fundusze inwestycyjne), co premier Tusk
        skwitował: „ktoś przełożył wajchę”.

  • W polskich mediach brakuje obiektywnego spojrzenia na tę kwestię. Całe szczęście istnieje m.in. The Diplomat – polecam krótki tekst: the-diplomat.com/china-power/2011/12/10/no-hu-didnt-call-for-war/ – autor tłumaczy, jak przemówienie Hu zostało opatrznie i błędnie (a przy okazji celowo) zinterpretowane.

  • A kto rozsądny czyta wp.pl ? Nie podejrzewałbym Pana, Panie Pilch.
    Portal dla plebsu nastawiony na plotkarskie wiadomości, rozdmuchane sensacje i granie na prymitywnych emocjach czytelników.
    Co wie przeciętny czytelnik wp o Chinach ? Nic.
    Jakie emocje wywołują u przeciętnego czytelnika wp Chiny ? Żadne, albo ewentualnie umiarkowanie negatywne w postaci pisania o miskach ryżu.
    Jaki jest wpływ przeciętnego czytelnika wp na politykę zagraniczną Polski wobec Chin ? Żaden.

    Jaka z tego synteza ?
    Czytelnik wp.pl Chinami się nie interesuje, wobec tego takie newsy traktuje jako swego rodzaju ciekawostkę. Myślę, że znaczna część miałaby problem z umieszczeniem Chin na mapie gdyby zabrać podpisy do niej. Jeżeli Chinami się nie interesuje, to nie wywołuje u niego emocji, a jeśli nie wywołuje emocji to Chiny nie są atrakcyjnym kozłem ofiarnym dla polityków.

    O polityce zagranicznej decyduje elita, a to co się przedostaje do mediów to jedynie sieczka atrakcyjna dla proli. Tak, więc niech Pan nie demonizuje i nie czyta wp.pl bo wstyd ;)

  • Z całym szacunkiem p. Zyggi, ale ja nie piszę że rękoma Indusów ani Wietnamczyków da się pobić Chiny. Nie, nie da. Ale mozna przy pomocy tych krajów- co się już zresztą dzieje- utrudnić życie Chinom na arenie międzynarodowej, a wręcz doprowadzić do faktów dokonamych, jakimi byłyby bez wątpienia np. próby wierceń na Paracelach w spornych strefach przez konsorcjum firm wietnamsko- indyjskich. To podniosłoby temperaturę bardzo mocno. I niebezpiecznie wysoko.
    Ponadto nie widzę wzajemności w okazywaniu wrogości przez Chiny- Stanom Zjednoczonym. Chiny ani nie mają takich możliwości medialnych, ani dyplomatycznych, ani jakichkolwiek innych. I chyba po pprostu tego nie potrafią robić- co zresztą poczytuję im na plus. A to, że w Afryce czy Ameryce Płd. już przegonili USA w sferze wymiany handlowej- no cóż, to są współcześni Fencjanie.

    • Przepraszam, jeśli na wyrost zrozumiałem fragment: „Stanom Zjednoczonym AP chodzi o stworzenie takiej atmosfery zagrożenia międzynarodowego, aby można było- oczywiście cudzymi rękami np. Wietnamczyków czy Indusów- w dogodnym momencie uderzyć w same Chiny, bądź w Ich interesy na świecie, za aprobatą światowej opinii publicznej.”
      Jednak uważam, że Chin nie tylko pobic, ale i skutecznie weń uderzyc rękoma Indii i Wietnamu się nie da. Nie na dłuższą metę. Co do Wysp Paracelskich, możliwe, że tuż obok zaczną wiercic Chińczycy np. ze współudziałem jakiegoś innego kraju. Dlaczego nie? I jak wtedy z tym „problemem” poradzi sobie propaganda amerykańska? Napiszą, że Paracele były „od zawsze wietnamskie”? Bo gdyby napisali zgodnie z prawdą, że sporne, to niby jakim prawem Wietnam miałby większe prawa do tego obszaru niż Chiny? Bo komuna we Wietnamie jest mniej opresyjna od chińskiej? Stawiam dolary przeciw orzechom, że w chińskim Politbiurze (czy jak się to tam zwie) biorą pod uwagę i takie posunięcie.
      Myślę, Panie Wiesławie, że chyba przesadza Pan z wpływem mainstreamowej propagandy na ludzkie umysły i z jej znaczeniem. Za komuny też TV, radio i gazety gadały swoje, a ludzie i tak myśleli swoje. Kluczowe znaczenie na ludzką świadomośc ma rozwój sytuacji gospodarczej. Jeśli Chiny będą coraz bogatsze, a Zachód będzie dalej grzęznął (a będzie, bo fircykowie, którzy nim rządzą nie mają odwagi i woli, by wrócic do korzeni, czyli do wolnorynkowych źródeł zachodniego dobrobytu) to na nic się zda gadanie w kółko o chińskim zagrożeniu. Ludzie raczej będą coraz częściej myślec: „Dlaczego u nas to czy tamto nie jest takie jak w Chinach”? Tak jak za komuny, mimo medialnego lania pomyj na Zachód, obwiniania Reagana o to, że u nas kartki i kolejki, ludzie myśleli: „Dlaczego u nas nie jest jak tam?”… Nawet proletariusz czytający Onet i WP ma swój rozum i są granice bzdur, które jest w stanie zaakceptowac. Zwłaszcza gdy coraz bardziej uderza weń gospodarcza mizeria i brak perspektyw. Myślę, że nawet gdyby Amerykanie chcieli, to z przygotowywaniem nas na konfrontację z Chinami mogą nie zdążyc. Zanim my już będziemy „zwarci i gotowi” (już widzę „zwartych i gotowych” Europejczyków – jak tych Holendrów w Srebrenicy ;-)), Chiny mogą byc zwyczajnie zbyt silne, nie tylko z racji ilości posiadanych obligacji federalnych USA, ale też instrumentów do skutecznego prowadzenia tzw. wojny asymetrycznej.

  • Bardzo ciekawe uwagi. Chwilami mam wrażenie, że medialni propagandyści USA postawili sobie za cel dorównanie swoim dawnym radzieckim kolegom po fachu. :-)
    Co do Indii i Wietnamu. Wie Pan, rękoma Indusów ani Wietnamczyków pobić Chin się nie da. Zresztą wątpię, czy tacy Wietnamczycy mieliby ochotę ginąć za mocarstwo, które kiedyś „częstowało” ich napalmem i defoliantami. Myślę, że póki co tak Indie jak i Wietnam (a zapewne także Rosja i inne kraje) chcą jak najwięcej uzyskać od USA (technologie, know-how, uzbrojenie, dostęp do surowców strategicznych – jak ostatnio australijski uran). W zamian za to mogą próbować podkopywać chińskie interesy w regionie, zresztą zapewne z wzajemnością. Ot, taka wojna podjazdowa, trochę jak z dostawami środkowoazjatyckiego gazu do Chin, kiedy to Pekin dał prztyczka w nos Moskwie. Inna rzecz, że podobne działania mogą podejmować – i już podejmują – Chiny względem USA w Ameryce Południowej. Inwestycje chińskie w Brazylii i kilku innych krajach już dziś są wyższe od amerykańskich. Co będzie jutro? Pożyjemy, zobaczymy. Jedno jest pewne, czas działa na korzyść Chin i w ogóle krajów z grupy BRIC.

Pozostaw odpowiedź