Chiny,Polecane,Wietnam

Prawo autorskie w Chinach i Wietnamie

Wietnam

Zdjęcie: Blog Sorbeta.

Traktaty międzynarodowe Światowej Organizacji Handlu (WTO) obejmują towary, usługi i własność intelektualną. Jak z tego wynika ochrona własności intelektualnej, a m.in. ochrona zapewniana przez prawo autorskie, postrzegana jest jako jeden z fundamentów światowego handlu. Chiny to azjatycki tygrys, a Wietnam jest jednym z najdynamiczniej obecnie rozwijających się krajów Azji. Oba te kraje pozostały monopartyjne i nie odrzuciły także innych elementów szeroko rozumianego systemu komunistycznego. Jednocześnie w latach osiemdziesiątych w olbrzymim stopniu przeszły na gospodarkę rynkową.

 

Polskie firmy są obecne na ich rynkach, a tradycyjnie szczególnie dobre stosunki mamy z Wietnamem. Stąd obecność licznej mniejszości wietnamskiej w Polsce (a szczególnie w Warszawie) nie powinna zaskakiwać. Ulice największych wietnamskich miast pełne są sklepów z towarami renomowanych światowych producentów. Na przykład w okolicach targu Ben Thanh w Ho Chi Minh (Sajgonie) znajdziemy nie tylko plecaki z marką znanego światowego producenta, ekskluzywne zegarki, buty największych światowych przedsiębiorstw, ale też – sklepy z tysiącami filmów, stoiska bukinistów z kserokopiami książek po angielsku i francusku, a wszystko – za promil ceny tych artykułów w Europie! Jednocześnie przewodniki nie informują o nazwiskach architektów buddyjskich świątyń lub twórców znajdujących się w nich rzeźb. Wyglądałoby na to, że w Wietnamie nie ma żadnego prawa autorskiego. Czy tak jest w istocie?

Uczestnictwo w światowym systemie ochrony

Chiny i Wietnam są stronami najważniejszych traktatów międzynarodowych z zakresu prawa autorskiego. Jedną z zasad tych umów było ustanowienie minimalnych standardów ochrony własności intelektualnej (a więc i – samej ochrony, jeśli byłoby jej brak) przez państwa strony. Chiny i Wietnam przystąpiły do konwencji berneńskiej odpowiednio w 1992 i 2004 r., a do obejmującego m.in. prawo autorskie, stanowiącego jeden z traktatów Światowej Organizacji Handlu, TRIPS – odpowiednio w 2001 i 2007 r. W żadnym razie nie powinno być więc tak, że ochrona  prawna utworów i praw zależnych jest tym krajom równie obca, jak okcydentalny indywidualizm. Czy w Chinach i w Wietnamie funkcjonują wobec tego jakiekolwiek wewnętrzne państwowe normy prawne z zakresu prawa autorskiego?

Obecnie obowiązująca, pierwsza pełna regulacja chińska prawa autorskiego pochodzi z 1990 r. W nadaniu jej kształtu wzięła udział Światowa Organizacja Własności Intelektualnej (WIPO) oraz m.in. Instytut Maxa Plancka w Monachium. Do 2005 r. w Wietnamie istniało kilka przepisów wietnamskiego kodeksu cywilnego poświęconych prawu autorskiemu oraz liczne zarządzenia i okólniki. Prawo własności intelektualnej z 2005 r. objęło zarówno prawo własności przemysłowej, jak i prawo autorskie, traktując całą tę sferę w sposób możliwie wyczerpujący. Porównanie dat przystąpienia obu krajów do odpowiednich konwencji międzynarodowych wskazuje na to, że początek obowiązywania pierwszej chińskiej ustawy o prawie autorskim i wietnamskiego prawa własności intelektualnej zbiegły się w czasie z uczestnictwem w systemie stworzonym przez konwencję berneńską. Nie budzi wątpliwości także i to, że w przypadku Wietnamu istotne znaczenie musiały mieć plany dołączenia do Światowej Organizacji Handlu. Czy te regulacje wewnętrzne Chin i Wietnamu odpowiadają zachodnim standardom? Czy – biorąc pod uwagę samą technikę legislacyjną – zapewniają skuteczną ochronę prawnoautorską?

Nowoczesne regulacje, ale…

Przegląd struktury i przepisów chińskiego i wietnamskiego prawa autorskiego prowadzi do wniosku, że konwencja berneńska oraz TRIPS stanowią skuteczne narzędzia zapewniania minimalnych standardów ochrony i ujednolicania prawa autorskiego w skali światowej. Z punktu widzenia ustaw Europy kontynentalnej (polskiej, niemieckiej, francuskiej) zarówno chińskie prawo autorskie, jak i odpowiedni fragment wietnamskiego prawa własności intelektualnej zawierają wszystkie podstawowe konstrukcje nowoczesnego prawa autorskiego. Określony jest podmiot, przedmiot i treść prawa autorskiego, a także typy umów autorskich, uregulowane prawa pokrewne, roszczenia ochronne. Te oparte na standardach konwencyjnych regulacje nie odbiegają zasadniczo od swoich odpowiedników polskich, niemieckich czy francuskich. Jednak specyfika państw opartych na rządach jednej partii, której administracja steruje i kontroluje na każdym poziomie biegiem ich spraw, jak również – jak można przypuszczać – znacznie głębsze uwarunkowania kulturowe, są widoczne w sposobie ukształtowania konkretnych konstrukcji prawnych.

Spadek po komunizmie czy kultura konfucjańska?

Rzuca się w oczy hipertrofia elementów administracyjnoprawnych obu, zresztą w wielu punktach różniących się od siebie, regulacjach. Sfera zbiorowego zarządzania jest praktycznie w całości oddana państwu. Leży ono w sferze kompetencji odpowiednich ministerstw (w Wietnamie) lub departamentu prawa autorskiego Rady Państwa  (w Chinach) i właściwych terytorialnie rad narodowych (w obu krajach). Obok sankcji cywilnoprawnych przewidziano ostre sankcje administracyjnoprawne (szczególnie w Chinach). Umowy regulowane wcześniej w Wietnamie urzędowymi okólnikami, podlegają aktualnie w samych ustawach autorskich daleko idącej reglamentacji, jeśli chodzi o ich treść. Nadrzędność interesów państwa nad interesami twórcy bywa uderzająca: w prawie chińskim utwory, których rozpowszechnianie zostało zakazane, są automatycznie pozbawione ochrony (!), a celem prawa autorskiego jest „budowanie społeczeństwa socjalistycznego i promocja rozwoju i dobrostanu socjalistycznej kultury i nauki”. Niezależnie od tego ustawodawcy szczodrze potraktowali dozwolony użytek publiczny, podczas gdy zakres dozwolonego użytku prywatnego w ustawie wietnamskiej w ogóle nie został określony. Inną charakterystyczną cechą obu regulacji jest ich synkretyzm. Znakomity specjalista porządków autorskich różnych krajów A. Dietz nie bez kozery wskazał na usytuowanie chińskiej ustawy autorskiej między systemem copyright a droit d’auteur. Rzeczywiście, charakterystyczne dla obu azjatyckich ustaw zepchnięcie twórcy jako pierwotnie uprawnionego na dalszy plan w stosunku do podmiotu materialnie zaangażowanego w stworzenie i rozpowszechnianie dzieła, cywilnoprawne odszkodowanie karne (punitive damages – w ustawie chińskiej), rejestr utworów (w ustawie wietnamskiej) są w zasadzie obce porządkom autorskim Europy kontynentalnej. Czy obowiązywanie – nowoczesnych, choć wykazujących daleko idące cechy swoiste – ustaw autorskich w Chinach i Wietnamie zapewnia tam skuteczną ochronę utworów? Jest to istotne pytanie szczególnie dlatego, że chodzi przecież nie tylko np. o filmy, książki, dzieła sztuki, ale też o – programy komputerowe, strony internetowe, czy plany architektoniczne.

Pozorne zwycięstwo Zachodu?

Niekiedy wskazuje się na to, że narzucanie krajom azjatyckim regulacji z zakresu własności intelektualnej prowadzi do skutku odwrotnego od zamierzonego. Lawinie przychodzących z Zachodu ustaw towarzyszy wzrost obojętności, co do ich treści i stosowania. W Chinach irytacje budzi poziom konkretności płynących np. ze Stanów Zjednoczonych dyrektyw dotyczących sfery praw własności intelektualnej. Wzmocnieniu ulega potrzeba ochrony także środkami prawa autorskiego swojej kulturowej tożsamości, czemu pośrednio dał wyraz Wietnam zgłaszając pewne zastrzeżenia przy przystępowaniu do Światowej Organizacji Handlu. Pojawiają się nawoływania do wprowadzania zmian w samych międzynarodowych standardach ochrony. Zwraca się uwagę na pozorność implementowania opartych na indywidualizmie ustaw autorskich (i innych z zakresu własności intelektualnej) bez wcześniejszego potwierdzenia w niedemokratycznych krajach Azji praw człowieka. Teza, że ważną dla Chin i Wietnamu funkcją posiadania regulacji z zakresu prawa własności intelektualnej, jest swego rodzaju polityczny lub gospodarczy pijar, przy czym intencja realnego stosowania tych przepisów jest złudna, znajduje pewne uzasadnienie. Na pytanie, jakie może popłynąć z Azji, o ekonomiczny sens własności intelektualnej, Zachód nie byłby w stanie dać przekonującej w kategoriach naukowych odpowiedzi. Nie powinno więc szokować stawianie niekiedy w kontekście ochrony własności intelektualnej przez uprzemysławiające się kraje azjatyckie zarzutu gospodarczego kolonializmu. Daleko idące uzależnienie skuteczności działania ustaw autorskich od rozstrzygnięć powiązanego z partią aparatu administracyjnego otwiera pole do korupcji, tak, że skutecznym środkiem ochrony w przypadku zachodniego inwestora może okazać się odwołanie do zagranicznego arbitrażu albo dostosowanie do radykalnie różnych od własnych wzorów kulturowych i działanie w oparciu o nie. Wszystkie te wewnętrzne sprzeczności światowego systemu ochrony własności intelektualnej prowadzą na razie do tego, że mimo obowiązywania w Wietnamie nowoczesnej regulacji prawnoautorskiej, handel filmami i książkami wokół targu Ben Thanh w HCM (Sajgonie) nie przestaje kwitnąć.

Paweł Żerański jest ekspertem z zakresu prawa autorskiego,  prawnikiem kancelarii FKA Furtek Komosa Aleksandrowicz, publikował między innymi w Gazecie Prawnej.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Prawo autorskie w Chinach i Wietnamie Reviewed by on 29 października 2009 .

Zdjęcie: Blog Sorbeta. Traktaty międzynarodowe Światowej Organizacji Handlu (WTO) obejmują towary, usługi i własność intelektualną. Jak z tego wynika ochrona własności intelektualnej, a m.in. ochrona zapewniana przez prawo autorskie, postrzegana jest jako jeden z fundamentów światowego handlu. Chiny to azjatycki tygrys, a Wietnam jest jednym z najdynamiczniej obecnie rozwijających się krajów Azji. Oba te kraje

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Walka z piractwem, podobnie jak z handlem narkotykami przypomina walkę Don Kichota z wiatrakami. Piractwo będzie istniało tak długo jak filmy, muzyka i programy będą drogie i/lub nieosiągalne. Niedawno jakiś młodzian w USA został skazany na ileś tam mln USD za skopiowanie iluś tam plików mp3… Nie wiem czy ten dzieciak był piratem czy może ściągał na własny użytek. Tak czy siak ma życiorys zniszczony z woli koncernów medialnych. Umarł za życia…
    Zwalczane są portale internetowe umożliwiające ściąganie filmów. A co wtedy, gdy np. ktoś chce obejrzeć ambitny film mało znanego reżysera ale go nie wydano po polsku i jedynym wyjściem są torrenty? Takiego też karać? Niszczyć mu życiorys? Wdeptywać w błoto? Tu rodzi się też pytanie: kiedy kończy się walka z piractwem a zaczyna walka z dostępem ludzi do kultury?…
    Jeśli nie oprzytomniejemy, kolejnym krokiem tej absurdalnej walki kiedyś stanie się każdorazowa opłata za oglądanie Mony Lisy na rzecz firmy, która nabędzie do niej prawa autorskie. To brzmi jak żart, ale jak myślicie, czy koncernom medialnym i ich lobbystom taki pomysł by się nie spodobał?…
    Zachód zmierza do upadku na wszystkich płaszczyznach ludzkiej działalności. Aby to opóźnić i wydrenować od Azjatów jak najwięcej pieniędzy, ten cywilizacyjny pół-trup próbuje narzucić Azji przestrzeganie wydumanej przez siebie koncepcji praw autorskich. Czym to się skończy? Być może tak jak napisałem. Tyle, że właścicielem praw do wspomnianej Mony Lizy niekoniecznie będzie Warner Bros., Bertelsmann czy EMI. Może to być jakiś prężny chiński albo indyjski koncern. Być może jakiś państwowy chiński wydawca. I co wtedy? Rozbudowywanie przepisów w sprawie praw autorskich to kij, który ma dwa końce…

Odpowiedz na „ZyggiAnuluj pisanie odpowiedzi