BLOGOSFERA,Chiny

POWRÓT do HONGKONGU – tajemna i cicha pamięć

Każdy kto przyjeżdza do Hongkongu po raz pierwszy, jest zafascynowany miastem i jego zielenią. Przyzwyczajony do parków własnego kraju, z licznymi drzewami, nie od razu zauważy samotne drzewa, które zdołały „przetrwać w gąszczu budynków”.

Szybko się dowie, że są cenne, jak pokazuje ta opowieść.

Drzewo wyrosło na starej ulicy w Hongkongu, swe korzenie wcisnęło w mur i dyskretnie, rok po roku wyrzucało swe gałęzie do nieba. Przy tym wąskim deptaku stało między bardzo wysokimi budynkami ze szkła i betonu. Rzucało cień swymi liśćmi na przechodniów, chroniąc ich przed letnim prażącym słońcem.

Wprowadziliśmy się na czwarte piętro starego budynku naprzeciwko odizolowanego drzewa.

Zamieszkaliśmy w domu kota Maozi, który pomimo przeprowadzki właścicieli mieszkania nie miał zamiaru opuscić swego lokum. Z wyboru dzieliliśmy z nim ten przytulny kąt. Początkowo nie mógł się przyzwyczaić do naszej obecności i wybrał sobie strategiczne miejsce na szafie w odosobnieniu.

Wong od razu w małym pokoju założył swoją bibliotekę. Codziennie rano przy otwartym oknie spisywał swe pamiętniki.

Drzewo szumiało w powiewach lekkiego wiatru. Rozbrzmiewały śpiewy ptaków przeróżnych gatunków, które przylatywały tutaj na koncerty lub schronić się przed deszczem.

W tej dżungli ciasnych budynków mówiących sobie każdego ranka „dzień dobry” wcisnęła się nasza intymność i narodziły się więzi z mieszkańcami. Mili sąsiedzi szczycili się swoim zamiłowaniem do gadających gwarków. Zamknięte w bamusowych domkach ptaszki odpowiadały na nasze powitania „ludzkim głosem”.

Nocą odczuwało się ospałość wśród ogromnych gałęzi zanurzonych w ciemności. Chroniły one ulicę aureolą ciszy i spokoju, wchłaniały nasze sny i koszmary.

Wong po przebudzeniu codziennie rano spoglądał na drzewo. Delektował się jego odbiciem w balkonowych drzwiach. Słońce migotało poprzez gałęzie gdzie dwie synogarlice uwiły gniazdo i lustrzyły swe piórka.

Rytuał powtarzał się od lat. Otwierał okno, zasiadał przy swoim stole i brał w rękę pióro, maczał swe usta w czarce swej ulubionej zielonej herbaty. Jego milcząca obecność była dla mnie uspakajająca. Odnaleźć się w tym mieście, które nieustannie wrzało, zamazując wszelkie ślady przeszłości, było dla mnie tajemnicze. Dzisiaj rodzą się ciche wspomnienia i niezaspokojona tęsknota. Przez długi czas nasza rodzina wysłuchiwała ciężką i okrutną przeszłość będąc świadkiem emigracji do Europy, która roździeliła naszą spojoną familię.

Podczas ulewnych deszczy monsunu, Wong pielęgnował jeszcze bardziej swe wspomnienia na papierze pozostawionym w rodzinnej skrzyni przez wuja Kang. Krople deszczu opadające na liście drzewa wznosiły gigantyczny, stłumiony szelest, usuwający wszelkie inne dźwięki hucznego miasta. Ich odgłos stawał się coraz głośniejszy w powietrzu niczym pojedyncza nuta zawieszona w czasie. Drzewo i deszcz nasilały nostalgię za rodzinnym Kantonem. Zwłaszcza gdy nadchodziła wiosna zwiastująca święta Nowego Roku, stawaliśmy się sobie bliscy i oddani. Wtedy nadchodził czas świętowania!

Któregoś ranka Wong przebudził się zaniepokojony, jak gdyby jakieś zagrożenie zaciążyło nad miastem …

Nagle ujrzał wielki żółty dźwig zakorzeniony przed domem. Wokół niego zebrani robotnicy smarowali łańcuchy piły, huczały silniki. Zbiegł szybko po schodach, zdołał tylko wykrzyknąć żeby się zatrzymali i zaoszczędzili stare drzewo.

„Porządek rządu!” – odpowiedzieli bez wzruszenia.

Dźwig podniósł się. Piskliwy dźwięk piły rozdarł poranne powietrze i jedna z dwóch wielkich gałęzi padła na ziemię, pozostawiając szeroką pustkę przed oknem Wonga.

Ptaki odfrunęły, drzewo było zdane skonać pod szablą piły. Nie pomogły lamenty i prośby Wonga:

„Przestańcie, nie zabijajcie drzewa …”

Otóż Wong powołując się na los nielegalnego drzewa, które wybrało ten zakątek, by się narodzić, długo, długo jeszcze przed przyjściem na świat oprawców z piłą, nalegał aby go ocalić. Był wstrząśnięty i myślał o konsekwencjach śmierci drzewa, odgłosach w lokalnej prasie, mediach i dąsach ekologów … Myślał również o własnym losie, o własnym drzewie.

Aż w końcu, w rozterce i u kresu sił zadzwoniliśmy do kiedyś przypadkowo odnalezionego i wpływowego przyjaciela wuja Kanga i w ostatniej chwili przyszła oczekiwana pomoc.

Wszystko trawało prawie chwilę, co okazać się mogło nawet nierealne.

Zwycięstwo ?

Robotnicy unieśli szczęki piły spogladając na nią ze skruchą. Z determinacją popatrzyli na drzewo. Chyba zrozumieli, że nie powinno być usunięte…

Wong pertraktował. Uparty, mówił o cieniu, które daje drzewo w upalne dni, zachwalał śpiewające ptaki w jego gałęziach, opiewał zielone liście na wiosnę, zachwalał dobre strony przyrody w wielkim szklanym i betonowym mieście.

Pracownicy czekali. Ale było czuć, że są gotowi do skoku i dokończenia nieodwracalnego manewru.

W końcu zapadał wyrok! Otworzyła się droga do wycofania. Żuraw złożył powoli swe skrzydła. Wong podskoczył z radości, był dumny, że w końcu wygrał!

„Nawet jeśli jest to tylko pół drzewa, jest ono uratowane, reszta odrośnie”

– pomyślał

Wong powrócił do swojego stolika i codziennie rano przy otwartym oknie w szumie gałęzi drzewa spisywał swą tajemną i cichą pamięć.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
POWRÓT do HONGKONGU – tajemna i cicha pamięć Reviewed by on 6 marca 2018 .

Każdy kto przyjeżdza do Hongkongu po raz pierwszy, jest zafascynowany miastem i jego zielenią. Przyzwyczajony do parków własnego kraju, z licznymi drzewami, nie od razu zauważy samotne drzewa, które zdołały „przetrwać w gąszczu budynków”. Szybko się dowie, że są cenne, jak pokazuje ta opowieść. Drzewo wyrosło na starej ulicy w Hongkongu, swe korzenie wcisnęło w

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Zhongguo 中国

"中国" - jest sinologiem, propagatorem Chin i kultury chińskiej. Przyjaciel narodu chińskiego. Podróżując po Chinach zagląda w miejsca trudno dostępne dla turystów. Mawia: "CHINY - to pasja i powołanie. KRAJ, w którym jest najwięcej ludzi do polubienia"

Pozostaw odpowiedź