Chiny news,Wywiady

Polski biznes w Chinach – Część 8: Prawo w Chinach – Filip Kenig

Filip KenigRadosław Pyffel: Jak Pan ocenia kulturę prawną w Chinach?

Filip Kenig: Jeżeli chodzi o sądy, to sporów sądowych w Chinach nie mieliśmy, więc nie wiem jak to wygląda w przypadku sporów sądowych czy jakichś nieporozumień. Kontrakty, które podpisywaliśmy, zawsze były przestrzegane przez obie strony. Natomiast ważne jest, żeby dokumentować wszystkie ustalenia na piśmie lub choćby potwierdzać je e-mailem, ponieważ czasem się zdarza, że to, co się ustali ustnie, jest mylnie odbierane przez dwie strony, co wynika zarówno z celowych działań, jak i z nieporozumień natury komunikacyjnej. Prawo chińskie odbiega oczywiście od prawa polskiego czy anglosaskiego, ale nie do tego stopnia, aby nasze zachowania biznesowe w Chinach były zupełnie odmienne. Jeżeli zachowujemy europejski styl prowadzenie biznesu, to raczej nie powinniśmy napotykać na przeszkody natury prawnej.

R.P.: Czyli rozumiem, że jest pewnego rodzaju przekonanie, że w Chinach kontrakty się nie liczą, gdyż wszystko załatwia się na uścisk dłoni. Odradza Pan taką strategię?

F.K.: Przyjaźnie w biznesie trzeba jak najbardziej pielęgnować, ale tak naprawdę ufać temu, co się ma na piśmie, a nie ustnie, bo różnie z tym bywa. Mentalność Chińczyków i etyka biznesowa są trochę inne niż nasze.

R.P.: Co ma Pan konkretnie na myśli?

F.K.: Spotkaliśmy się już kilka razy z podejściem do nas jako do białych, którzy inwestują na zupełnie obcym gruncie i w związku z tym nie znają realiów. Porównam to do bazaru, na który idzie turysta i chce zrobić zakupy – kupuje jakąś pamiątkę, która jest rzekomo bezcenna, a tak naprawdę nie jest nic warta i w ten sposób zostaje naciągnięty na taką transakcję. Podobnie wygląda w procesie inwestycyjnym. Trzeba bardzo uważać z kim jakie umowy się zawiera, a często też się można narazić na to, że chińskim zwyczajem za każdą poradą czy każdym uściskiem dłoni może kryć się ukryta prowizja od pośrednika czy osoby, która, jak to się ładnie biznesowo mówi, nagrywa temat. I to jest dosyć duże ryzyko, że z każdej strony możemy być naciągani na zupełnie zbędne wydatki.

R.P.: Rozumiem, że chodzi o zawyżanie cen i ukryte prowizji, czy o jakieś inne formy naciągania?

F.K.: Tak. Najgorsze jest to, że możemy zostać oszukani przez osoby, po których zupełnie się tego nie spodziewaliśmy. Niestety, prowadząc ten biznes często ma się wrażenie, że oni są u siebie, my jesteśmy u nich, my jesteśmy gośćmi, i tak naprawdę przy jakichś kruczkach prawnych jesteśmy bezbronni wobec perfidnych i świadomych manipulacji.

R.P.: Może Pan podać jeden przykład takiego zachowania?

F. K.: Podam przykład znajomego, który miał joint venture z Chińczykiem, zakład produkcyjny, który zaczął przynosić określone zyski. Po latach, kiedy zakład dobrze funkcjonował, okazało się, że został zbudowany bez odpowiednich zezwoleń i certyfikatów i musiał zostać natychmiastowo zamknięty przez chińskie władze. W tym czasie chiński wspólnik po drugiej stronie ulicy otworzył podobny zakład (ale już bez europejskiego udziału), przejmując wszystkich klientów. Także takie rzeczy się zdarzają – znajomy kontrolował pracę zakładu, inwestycja prawie mu się zwróciła, a cios przyszedł z zupełnie nieoczekiwanej strony.

R.P.: A jak wygląda sytuacja z regulacjami prawnymi? Czy są one rzeczywiście przestrzegane? Bo jak opowiada Pan o tej fabryce, to widać, że funkcjonowała ona przez jakiś czas bez zezwoleń.

F.K.: To jest to ryzyko, że nawet, jeśli jest Pan obecny podczas rozmów z Chińczykami, ale nie zna Pan języka chińskiego, to tak naprawdę nie wie Pan, o czym oni rozmawiają, co ustalają. Otrzymuje Pan dokumenty, czasem setki różnych formularzy i świadectw, które trzeba podpisywać i wypełniać. Tak naprawdę wskazana byłaby kontrola wszystkiego, tłumaczenie każdego dokumentu, a do tego stosowanie zasady ograniczonego zaufania – jednak w codziennym biznesie często bazuje się na zaufaniu i wyczuciu. Niektórych zagrożeń nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

R.P.: A gdzie szukać pomocy w przypadku ewentualnych kłopotów prawnych? Wy co prawda ich nie mieliście, ale…

F.K.:  Wszystko robimy zgodnie z literą prawa, ale nigdy do końca nie jesteśmy tego pewni, bo robi to za nas nasz partner. W przypadku kłopotów zawsze można szukać pomocy w chińskim wymiarze sprawiedliwości – jest policja, prokuratura, sądy, odpowiednie służby. Są tez organizacje, które zajmują się pomocą małym i średni przedsiębiorstwom w Chinach –  są to organizacje finansowane przez Unię Europejską oraz organizacje amerykańskie. Tam też często trafiają przedsiębiorcy. Do tego są prawnicy, międzynarodowe kancelarie, chińskie kancelarie prawne, sposobów zasięgania porad czy prowadzenia egzekucji jest dużo. Jednak każdy przypadek jest indywidualny, szukanie pomocy zależy od skali problemu.

R.P..: Waszym logiem jest znak orła ze smokiem – jak wygląda sytuacja z ochroną praw autorskich? Zarejestrowaliście swoje logo w chińskim sądzie?

F.K.: Jeszcze nie, cały proces rejestracji trochę trwa, ale podjęliśmy już odpowiednie kroki.

R.P.: A nie boicie się, że ktoś będzie próbował skopiować Wasz pomysł z restauracją?

F.K.: Bardzo by nam to schlebiało. Już pojawiają się takie próby, nie ma możliwości, żebym się przed tym ustrzec. Jeśli coś jest dobrym pomysłem, to będzie skopiowane i to w taki sposób, że nie będzie możliwości skorzystania z drogi prawnej. Nie poradził sobie z tym McDonald’s, nie poradził sobie z tym KFC, nie poradził sobie z tym Starbucks, to i my sobie z tym nie poradzimy. Więc jest to dla nas komplement, ale więcej zapytań mamy od franczyzy czy rodzaju współpracy z chińskimi partnerami kolejnych restauracji. W przypadku tak wielkiego kraju jak Chiny trudno byłoby wyśledzić, czy gdzieś nie dochodzi do kopiowania naszych pomysłów.

R.P.: Czyli odpuszczacie ten temat wiedząc, że i tak nie będziecie w stanie w 100% wyegzekwować praw autorskich?

F.K.: Przy skali naszej działalności nie ma na to szansy, ponieważ w przypadku usług jest tyle możliwości skopiowania czy podszywania się, że nie jesteśmy w stanie tego zrobić.

R.P.: Pytanie o podatki. Jak się rozliczacie w Chinach?

F.K.: W przypadku działalności ekonomicznej są dwa rodzaje faktur. Jest wewnętrzny dokument fiskalny, który nie jest zgłaszany w urzędzie podatkowym – jest to tzw. fa piao, który jest fakturą, do której nalicza się podatek VAT. Żeby móc odliczyć podatek, trzeba tak samo taki fa piao wziąć od dostawców czy od kontrahentów. W Chinach stosowany jest tzw. domiar podatkowy wynikający z wielkości lokalu, ilości klientów – płaci się go co miesiąc. Działa to na takiej zasadzie, że chiński urząd skarbowy przyjmuje, że działalność w tej sytuacji jest tak trudna do skontrolowania, że nie ma co dokładnie liczyć podatku od zysku, więc stosuje się tylko miesięczny przelicznik, który przybiera formę comiesięcznego domiaru podatkowego.

R.P.: I Wy funkcjonujecie według tego domiaru? Tak jest łatwiej?

F.K.: Tak, jest łatwiej – wpisujemy wszystko do tego domiaru. Mamy jednak sporo klientów biznesowych i im wystawiamy faktury – staramy się, żeby ilość faktur zakupowych pokryła nam kosztowo to, co robimy, żeby później nie dopłacać podatków. Przy tej skali działalności faktury są nieuniknione.

R.P.: A ile wynosi w Chinach podatek dochodowy?

F.K.: W Chinach jest kilka rodzajów podatków, m.in. tzw. podatek federalny, które składają się na dochodowy. Powiem szczerze, że nawet nie wiem, jaka jest w tym momencie stawka podatku dochodowego.

Filip Kenig – prezes zarządu Tilia Sp. z o.o. oraz MG13 Sp. z o.o., Fundacji MG13.

Biznes w ChinachPowyższy wywiad jest częścią książki „Biznes w Chinach, Jak osiągnąć sukces”, zrealizowanej we współpracy z Centrum Studiów Polska-Azja, wydanej w ramach projektu go-china.pl na zlecenie PAIiIZ. Publikowanie materiałów odbywa się za zgodą PAIiIZ, autora oraz polskich przedsiębiorców, którzy wzięli udział w projekcie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Polski biznes w Chinach – Część 8: Prawo w Chinach – Filip Kenig Reviewed by on 10 lipca 2013 .

Radosław Pyffel: Jak Pan ocenia kulturę prawną w Chinach? Filip Kenig: Jeżeli chodzi o sądy, to sporów sądowych w Chinach nie mieliśmy, więc nie wiem jak to wygląda w przypadku sporów sądowych czy jakichś nieporozumień. Kontrakty, które podpisywaliśmy, zawsze były przestrzegane przez obie strony. Natomiast ważne jest, żeby dokumentować wszystkie ustalenia na piśmie lub choćby

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar