Chiny news,Wywiady

Polski biznes w Chinach – Część 10: Prawo w Chinach – Radosław Domagalski

Biznes-w-ChinachPoniższy wywiad jest częścią książki „Biznes w Chinach, Jak osiągnąć sukces”, zrealizowanej we współpracy z Centrum Studiów Polska-Azja, wydanej w ramach projektu go-china.pl na zlecenie PAIiIZ. Publikowanie materiałów odbywa się za zgodą PAIiIZ, autora oraz polskich przedsiębiorców, którzy wzięli udział w projekcie.

Radosław Pyffel: Jak Pan ocenia ogólnie kulturę prawną w Chinach?

Radosław Domagalski: Jako prawnik, który zaczynał karierę z Chinami właśnie doradzając prawnie, udzielając opinii prawnych dotyczących Chin, mogę powiedzieć, że po pierwsze: Chiny w ciągu ostatnich 30-40 lat zrobiły ogromny progres jeśli chodzi o ustawodawstwo. Trzeba pamiętać, że 40 lat temu system prawa czy sądownictwa, czy kultura prawna w ogóle nie istniała. Z wiadomych przyczyn za czasów rewolucji kulturalnej nie istniały odpowiednie instytucje, jeśli dobrze kojarzę, to nawet sądów przez moment nie było. Zresztą w ogóle historycznie ten system czy kultura prawna kształtowały się zupełnie inaczej niż w krajach Zachodu, bardziej umownie.

Oceniając te 30-40 lat rozwoju prawa w Chinach można powiedzieć, że postęp jest olbrzymi. Co do zasady można powiedzieć, że jest to prawo zbliżone, jeżeli chodzi o fundamenty, do prawa kontynentalnego w Europie. Wiele zresztą rozwiązań jest bardzo zbliżonych, na przykład do niektórych instytucji prawa niemieckiego. Natomiast oczywiste jest to, że po pierwsze nie można w 20-30 lat stworzyć kultury prawa. To kwestia przede wszystkim stosowania prawa. Przepisów wykonawczych, których ciągle w Chinach brakuje, jednolitych interpretacji tego prawa i przede wszystkim świadomości ludzi, że prawo należy respektować. W Chinach, jak wiadomo, mocno rozpowszechniona jest instytucja guanxi, gdzie ludzie raczej zawsze starają się dogadywać między sobą, co jest zdrowe, ale o tym trzeba wiedzieć. Uważam, że mój model biznesowy co do zasady nie uwzględnia w ogóle korzystania z instytucji prawa, typu sądy. Wiem, że muszę sobie radzić sam w rozwiązaniu sporów. I nigdy takich sporów sądowych nie miałem.

O ile uważam, że prawo w swojej literze zrobiło ogromny progres i ustawy oraz kodeksy można ocenić wysoko, o tyle pozostaje bardzo dużo do zrobienia w kwestii implementacji tego prawa. Tak samo z prawem własności intelektualnej, które jest na wysokim poziomie, natomiast egzekwowanie tego prawa to inna sprawa. Do tego dochodzi świadomość ludzi co do ogólnego sensu istnienia instytucji takich jak na przykład znaków towarowych – jest to spojrzenie zupełnie inne niż w Europie. To jest kultura konfucjańska, która uznaje za cnotę kopiowanie pewnych wynalazków czy wiedzy, niż jej zastrzeganie. Dlatego też ludzie nie rozumieją zasad czy pewnych instytucji prawa. Dlatego też w Chinach istnieją dwie rzeczywistości: jedna to rzeczywistość prawa stanowionego, a druga to prawo funkcjonujące w praktyce, czyli sądy, które mają problemy z jednolitą interpretacją. Należy być świadomym tych dwóch rzeczywistości. W Chinach prawnicy, doradcy, ludzie już wykształceni, nabierający doświadczenia, też są tym brakiem jednolitości związani. Trzeba pamiętać, że nawet przy najlepszych intencjach poruszają się oni w trudnym terenie, jakim jest prawo chińskie, więc trzeba też uwzględniać jakość opinii prawnych od zewnętrznych doradców. Jest ona trochę inna niż w Europie.

R.P.: Czyli nie należy absolutyzować tego prawa, bo zawsze jest ta druga rzeczywistość, która jest jednak trochę inna.

R.D.: Dokładnie tak.

R.P.: Czy słyszał Pan o najczęściej stosowanych kruczkach prawnych w Chinach? Mieliśmy sprawę Covecu w Polsce, gdzie osoby, które się tym zajmowały nie miały zupełnie świadomości tego, czym jest kontrakt w Chinach.

R.D.: Trzeba pamiętać o jednej rzeczy: dla Chińczyka, który podpisuje z nami umowę, treść kontraktu odzwierciedla sytuację tu i teraz. Oczywiście kontrakt z definicji przewiduje w pojęciu europejskim różne sytuacje, które mogą się zdarzyć, i sposób postępowania na wypadek zaistnienia warunków określonych w umowie. Chińczycy generalnie zakładają, że do każdej sprawy należy podchodzić indywidualnie, należy ją negocjować. To właśnie jest kwestia tego słynnego guanxi, braku jakiejś kultury czy braku tradycji prawa. Wszystko trzeba negocjować. Podpisując umowę z Chińczykiem, trzeba mieć świadomość tego, jak on podchodzi do treści takiej umowy. W wielu przypadkach, choć to może też jest trochę uogólnienie, bo te duże koncerny czy firmy podchodzą już jednak bardziej w stylu europejskim, ale mniejsze firmy, czy średniej wielkości firmy, zwłaszcza właściciele, często raczej zakładają, że w sytuacji sporu zawsze będzie możliwość dowolnego negocjowania tych umów. Ja też się spotkałem z takimi sytuacjami, że widziałem różnego rodzaju umowy w stylu europejskim po kilkadziesiąt nawet stron. Ja często bałbym się nawet taką umowę podpisywać w Chinach, bo mogę sobie wyobrazić, że chiński partner nie do końca świadomie lub poważnie podchodzi do takiej umowy. Najlepsze są proste umowy, które regulują naprawdę proste rzeczy, to w zupełności wystarczy. A jeżeli dojdzie do problemu, którego nie reguluje umowa, trzeba będzie kierować się dobrą wolą i rozwiązać racjonalnie taki problem. To jest zdrowe, bo zachęca do tego, by rozwiązywać sprawy sporne szybko i między sobą, bez zewnętrznych instytucji typu sądy.

R.P.: Czy miał Pan takie poczucie w czasie swojej działalności w Chinach, że jakiś aspekt rzeczywistości biznesowej jest przeregulowany, że jest za dużo regulacji, za dużo biurokracji? Zakładam, że z tym najczęściej można się spotkać przy zakładaniu firmy, wypełnianiu formularzy itd., ale to Wam akurat poszło bardzo gładko.

R.D.: Prawo na poziomie kodeksowym wydaje się prostsze niż w Polsce, kodeks pracy ma chyba kilka stron, o ile dobrze pamiętam, kodeks cywilny też kilkanaście lub kilkadziesiąt, nie tak jak polski kodeksy cywilny. Problemy zaczynają się na poziomie przepisów wykonawczych, które są często różne dla różnych prowincji, nawet powiatów. Znajdujemy się w sytuacji, w której w jednej lokalizacji ten sam przepis szczebla ogólnego na poziomie przepisu szczególnego jest interpretowany inaczej lub też brakuje jeszcze przepisu lub jest kilka sprzecznych ze sobą przepisów. Takie sytuacje zdarzają się często.

R.P.: Jak sobie z tym radzicie?

R.D.: Zawsze decyduje dany przypadek, sytuacja. Najczęściej polega to na tym, że trzeba albo negocjować z lokalnym urzędnikiem, albo po prostu znaleźć inne rozwiązanie.

R.P.: Gdzie szukać pomocy w przypadku kłopotów prawnych? Wam się coś takiego chyba nie zdarzyło, ale jeśli wydarzy się coś  złego, to co wtedy?

R.D.: Najlepiej zawsze zapobiegać, unikać zawczasu. To jest oczywiście teoria. Natomiast w praktyce na pewno trzeba szukać dokumentów, czyli jednak prawnicy są pierwszym źródłem wiedzy dotyczącej przepisów prawa czy nawet przepisów wykonawczych.

R.P.: Lokalni czy międzynarodowi?

R.D.: Ja bym wybrał raczej lokalnych. To zależy oczywiście od rodzaju biznesu. Jeśli mówimy o korporacjach globalnych, to globalne korporacje ze swojej definicji czy procedur wewnętrznych korzystają z sieci wek, czyli to zupełnie inna skala biznesu i procedury. Natomiast biznes średni czy mały można spokojnie korzystać z lokalnych prawników, przede wszystkim dlatego, że oni znają rzeczywistość lokalną. Przede wszystkim znają tych ludzi osobiście, a to jest niezwykle ważne. Albo znają ludzi, którzy mogą znać właściwych ludzi, którzy mogą pomóc zasugerować sposób rozwiązania problemu.

R.P.: Co Pan myśli o chińskich sądach? Czy można tam uzyskać sprawiedliwy wyrok, będąc zagraniczną firmą? W momencie wejścia w konflikt z lokalną firmą?

R.D.: Musielibyśmy zdefiniować, co znaczy sprawiedliwość.

R.P.: Widzę, że przeszedł już Pan proces sinizacji.

R.D.: No tak… Ale jest tak, że pewne rzeczy, te same sprawy oceniamy trochę inaczej. Ja też, jako prawnik już po 7 latach, widzę – zwłaszcza, że mieszkałem też w Stanach Zjednoczonych przez pewien czas, pracowałem w takich instytucjach, w których to prawo było bardzo istotne – że ludzie w takich krajach jak USA czy Wielka Brytania z automatu idą do sądu z pewnymi sprawami, które tak naprawdę kwalifikują się na rozwiązanie polubowne. W Chinach jest zupełnie inne podejście. Jeśli chodzi o same sądy – czy można uzyskać sprawiedliwy wynik… Myślę, że to kwestia tego, czy można uzyskać korzystny dla nas, najlepszy możliwy wynik, wyrok w danej sytuacji. Jest tak, że w sądach pracy rzeczywiście zagraniczny inwestor, pracodawca, wielkich szans nie ma. Można sobie od razu powiedzieć szczerze, że sprawy pracownicze trzeba rozwiązywać na etapie przedsądowym, bo z definicji jest to strata czasu i kosztów. Sądy chińskie uprzywilejowują pracownika i nie jest to tak naprawdę nic szokującego, bo w Polsce też doktryna prawa uzna, że pracownik ma co do zasady większe szanse przed polskim sądem. Po drugie, wcale nie musimy się opierać na sądach chińskich. Są sądy arbitrażowe. W Szanghaju czy w Hongkongu są sądy, trybunały arbitrażowe, można wpisać w kontrakt stosowaną klauzulę, która rozstrzyganie sporów, zwłaszcza cywilnych, umownych, niepracowniczych, można oddać pod orzeczenie trybunału arbitrażowego. To są bardzo sprawnie i obiektywnie działające instytucje, o bardzo dobrej reputacji, i te wyroki są później do wyegzekwowania przed chińskimi sądami. To jest moim zdaniem od razu odpowiedź, co należy zrobić. Zabezpieczać się, czyli nawet, jeśli tego sporu sądowego nie jesteśmy w stanie uniknąć, to należy zwrócić się do takiego organu, który zwiększy nasze szanse na korzystny wyrok.

3946DEDC9ED27277AE5551107D833397Radosław Domagalski – pełni funkcję Prezesa Zarządu spółki Magellan Trading Shanghai, która należy do grupy kapitałowej w całości z polskim kapitałem, w skład której wchodzą takie firmy jak: Rovese (wcześniej Cersanit), Barlinek, North Fish, Synthos. Na co dzień mieszka w Szanghaju. 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Polski biznes w Chinach – Część 10: Prawo w Chinach – Radosław Domagalski Reviewed by on 20 lipca 2013 .

Poniższy wywiad jest częścią książki „Biznes w Chinach, Jak osiągnąć sukces”, zrealizowanej we współpracy z Centrum Studiów Polska-Azja, wydanej w ramach projektu go-china.pl na zlecenie PAIiIZ. Publikowanie materiałów odbywa się za zgodą PAIiIZ, autora oraz polskich przedsiębiorców, którzy wzięli udział w projekcie. Radosław Pyffel: Jak Pan ocenia ogólnie kulturę prawną w Chinach? Radosław Domagalski: Jako prawnik, który

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Patrycja Pendrakowska

Prezes CSPA od maja 2017 roku, ekspert od Chin. Doktorantka w zakładzie filozofii społecznej UW. Ukończyła sinologię, etnologię i socjologię na UW, którą studiowała również na Ludwig-Maximilians Universität w Monachium. W 2011 roku badała problem migracji w Nepalu, w Institute of Integrated Development Studies w Katmandu. Była redaktorka TVN24 i wolontariuszka w dziale misji PAH. Otrzymała stypendia naukowe na seminaria i badania w Polsce, Niemczech, Hiszpanii i Chinach. E-mail: [email protected]; twitter: @patrycjapendra

Pozostaw odpowiedź