Publicystyka

S. Niewiński: Polska na Jedwabnym Szlaku – szanse, mity i zagrożenia

Przewodniczący ChRL Xi Jinping złoży w dniach 19-21 czerwca wizytę w Polsce. Jest to pierwsza wizyta w Polsce polityka chińskiego na tak wysokim szczeblu od 12 lat. Ostatnim tego typu wydarzeniem była wizyta przewodniczącego Hu Jintao w 2004 r.

Przylot do Polski chińskiego przywódcy jest wydarzeniem o istotnym znaczeniu. Od 2008 r. Polska otwiera się na współpracę z Chinami oraz zacieśnia z nimi swoje relacje. Przejęcie władzy przez Prawo i Sprawiedliwość w 2015 r. przyspieszyło ten proces. Prezydent Andrzej Duda podczas swojej jesiennej wizyty w ChRL jednoznacznie poparł pomysł przystąpienia Polski do projektu „One Belt, One Road”, zwanego w Polsce potocznie „Nowym Jedwabnym Szlakiem”. Zbliżenie z Pekinem towarzyszy jednocześnie w polityce zagranicznej nowej polskiej administracji bardziej uniosceptycznemu kierunkowi na arenie europejskiej. To połączenie stanowi bardzo istotną zmianę w historii dyplomatycznej III RP.

Przewodniczący ChRL będzie gościł w Polsce trzy dni. W ciągu tych dni strona polska będzie miała okazję omówić z chińskim przywódcą wiele istotnych kwestii. 20 czerwca w Łodzi Andrzej Duda i Xi Jinping przywitają pierwszy pociąg na trasie Chiny-Europa. Wydarzenie to zapewne będzie dobrą okazją do umówienia zagadnienia członkostwa Polski w projekcie „Nowego Jedwabnego Szlaku”. Omówiona ma zostać także problematyka udziału Polski w AIIB. Bardzo istotną kwestią jest również zwiększenie eksportu polskiej żywności do Chin.

Wizyta przewodniczącego Xi Jinpinga jest Polsce bardzo potrzebna. Chiny są obecnie drugą (a uwzględniając PKB wyrażony parytetem siły nabywczej już pierwszą) gospodarką globu. Pekin jest świadomy swojej rosnącej pozycji w skali globu i proponuje reszcie świata różne inicjatywy o charakterze geopolitycznym i geokekonomicznym: wspominane już „One Belt, One Road” oraz Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB). Polska nie chcąc pozostać państwem bytującym na peryferiach światowej gospodarki musi zacieśniać stosunki z Chinami.

Jednocześnie jednak problematyka naszych relacji z ChRL jest obciążona sporym ładunkiem emocjonalnym. Wielu polskich polityków, przedsiębiorców, naukowców dostrzega sporo korzyści w rozwijaniu kontaktów z Chinami. Wszelako postępującemu od kilku lat zbliżeniu Warszawy z Pekinem towarzyszy sporo mitów oraz uproszczeń. Część decydentów w Polsce zaczyna stopniowo traktować „kartę chińską”, jako rozwiązanie wszelkich kłopotów trapiących współczesną Polskę. Należy być bardzo ostrożnym w takim stawianiu problemu.

Siła i słabość Nowego Jedwabnego Szlaku

Koncepcja „Nowego Jedwabnego Szlaku”, to chyba najbardziej ambitny projekt geopolityczny i geoekonomiczny realizowany współcześnie. Czym jest ten projekt? W założeniu ma to być sieć logistyczna (w jej skład będą wchodzić linie kolejowe, drogi, morskie szlaki handlowe) łączące Chiny z Europą i Afryką. Na „Nowy Jedwabny Szlak” składają się dwie główne odnogi: lądowa oraz morska. Ów projekt ma za zadanie zwiększyć chińskie obroty handlowe, poszerzyć chińskie wpływy na jego obszarze, przyspieszyć modernizację zachodnich prowincji ChRL oraz przynajmniej częściowo uniezależnić Chiny od transportu morskiego (US Navy wciąż dominuje na morzach). Ta inicjatywa dysponuje potencjałem, który może zupełnie odmienić polityczną i ekonomiczną architekturę globu. Jeśli Pekin zrealizuje ten projekt, to może uczynić XXI w. epoką swojej dominacji. Niemniej wszelkie bardzo ambitne programy mają ten problem, że są zarazem niezwykle ryzykowne. Projekt „One Belt, One Road” ma być zrealizowany do 2049 r., czyli na stulecie proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej. Innymi słowy budowa „Nowego Jedwabnego Szlaku” będzie trwała 33 lata. W tak długiej perspektywie czasowej może zdarzyć się bardzo wiele. W tym czasie z różnych przyczyn budowa tego projektu może się nie udać. W wypadku Nowego Jedwabnego Szlaku możemy mówić o dwóch typach zagrożeń: wewnętrznych i zewnętrznych.

Zacznijmy od zagrożeń o charakterze wewnętrznym. W tym wypadku główną kwestią jest zagadnienie kondycji gospodarczej ChRL. Stworzenie projektu „One Belt, One Road” wymaga od Chin olbrzymich nakładów finansowych. Chińczycy chcąc zrealizować swoje geostrategiczne zamierzenia będą musieli początkowo bardzo dużo zainwestować. Natomiast czasy w których chiński wzrost gospodarczy był dwucyfrowy odeszły już do historii. Współcześnie ChRL musi zadowolić się wzrostem PKB w przedziale 6,5-7%. Wielu ekonomistów niepokoi rosnące lawinowo dług publiczny Chin. Pewną „rysą” na dotąd nieskazitelnej opinii chińskiego modelu gospodarczego były niewątpliwie spadki na szanghajskiej giełdzie z zeszłego roku. Chiny są w trakcie reformowania swojej gospodarki: kluczowa dotąd rola eksportu i inwestycji wewnętrznych ma zostać zastąpiona przez konsumpcje wewnętrzną, większą innowacyjność oraz troskę o ochronę środowiska. Komentatorów sytuacji gospodarczej Chin można podzielić na dwa typy: optymistów i pesymistów. Optymiści twierdzą, iż spowolnienie gospodarcze Chin ma naturalny charakter – chiński PKB co roku jest coraz większy i co za tym idzie niemożliwym jest ciągłe żyłowanie wzrostu gospodarczego w ujęciu procentowym. Ich zdaniem dług publiczny, chociaż wysoki, wciąż znajduje się pod kontrolą oraz ma innych charakter aniżeli np. w USA. Podkreślają oni duże zaangażowanie władz ChRL w reformowaniu modelu gospodarczego. Pesymistów te argumenty nie przekonują: uważają oni, że jeśli władze chińskie nie przeprowadzą radykalnych reform gospodarczych, to przyszłość Chin maluje się raczej w ciemnych barwach. Które z tych stronnictw ma rację? Trudno powiedzieć. Wydaje się, że pesymiści przesadzają i racje ma raczej opcja optymistyczna. Chiny wciąż rozwijają się w tempie, którego inne kraje mogą im pozazdrościć. Wstrząsy na szanghajskiej giełdzie wydają się z rocznej perspektywy być tylko niewielkim incydentem. Niemniej to jest perspektywa z 2016 r. Kondycja gospodarki chińskiej za 10, bądź 20 lat może być zupełnie inna.

Źródło: commons.wikimedia.org

Źródło: commons.wikimedia.org

Przejdźmy teraz do drugiego typu zagrożeń – zewnętrznych. Projekt „Nowego Jedwabnego Szlaku” jest wymierzony w amerykańską dominację. Z tego powodu Amerykanie są gotowi zrobić bardzo wiele, aby ten projekt utrącić – być może nawet z wariantem zbrojnym w ostateczności. Amerykańską odpowiedzią na koncepcję „One Belt, One Road” są dwa projekty: dla półkuli zachodniej Transatlantic Trade and Investment Partnership (TTIP) oraz dla półkuli wschodniej Trans-Pacific Partnership (TPP). Amerykanie nie są osamotnieni w procesie hamowania potęgi Chin. Szczególną rolę tutaj zajmuje Japonia, czyli najważniejszy amerykański sojusznik w Azji. Tokio pod rządami ambitnego premiera Abe Shinzo – z pewnością przejdzie on do historii, jako najwybitniejszy szef japońskiego rządu od czasów Koizumiego Junichiro (2001-2005), jeśli nie Nakasone Yasushiro (1982-1987) – remilitaryzuje się oraz prowadzi coraz bardziej aktywną politykę zagraniczną. Przykładem rosnącej aktywności Japonii na arenie międzynarodowej jest m.in. decyzja japońskiego rządu z maja 2015 r. Japonia stworzyła fundusz inwestycyjny w wysokości 110 mln$, który zostanie przeznaczony na projekty infrastrukturalne w Azji. Stanowi to konkurencje dla wspierającego „One Belt, One Road” banku AIIB.

Amerykańsko-japońskie partnerstwo nie jest jedynym zmartwieniem, jakie elitom KPCh towarzyszy podczas budowy „Nowego Jedwabnego Szlaku”. Bardzo poważnym niebezpieczeństwem jest realność wyłamania się z współtworzenia tego projektu kluczowych partnerów Pekinu: Nowego Delhi oraz Moskwy.

Indie sytuują się na swoistym geopolitycznym rozdrożu. Z jednej strony współtworzą „Nowy Jedwabny Szlak” oraz AIIB. Są obserwatorem w Szanghajskiej Organizacji Współpracy i aspirują do stania się jej zwykłym członkiem. Z drugiej strony induskie elity z obawą przyglądają się wzrostowi chińskiej potęgi. Krytycznie odnoszą się do infiltracji Oceanu Indyjskiego przez Marynarkę Wojenną Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, czy chińsko-pakistańskiego sojuszu. Z tego powodu Indie równocześnie coraz mocniej zacieśniają współpracę ze Stanami Zjednoczonymi.

Na oddzielne potraktowanie zasługuje casus Rosji. Jest on szczególnie ważny z polskiego punktu widzenia. Polityka rosyjska zawsze ma wpływ (czasem mniejszy, czasem większy) na sytuację naszego kraju. Rola Rosji na arenie międzynarodowej może zamanifestować się w dwóch wariantach: jako sojusznika Chin przeciwko USA, bądź jako sojusznika USA przeciwko Chinom. Współcześnie realizowany jest scenariusz pierwszy. Kooperacja Moskwy z Pekinem jest najbliższa chyba od lat 50 XX w. Chiny i Rosja podpisały od 2014 r. szereg umów gospodarczych, zaś chińscy i rosyjscy żołnierze coraz częściej odbywają wspólne ćwiczenia. Zbliżenie rosyjsko-chińskiego nastąpiło dlatego, ponieważ Rosja została do niego z szeregu różnych przyczyn zmuszona. Rewolucje będące częścią tzw. „Arabskiej Wiosny” poskutkowały obaleniem (bądź zagrożeniem obalenia) wielu lokalnych przywódców blisko związanych z Moskwą np. w Libii i Syrii. Kulminacyjnym punktem była rewolucja na Ukrainie: usunięto Wiktora Janukowycza oraz wyniesiono do władzy ekipę prozachodnią. Skłócona z Zachodem Rosja zwróciła się w najbardziej w takiej sytuacji racjonalnym kierunku – na wschód, czyli ku Chinom.

Chiny i Rosję sporo łączy, ale nie wolno zapominać, że także wciąż sporo dzieli. Chiny nie udzieliły wsparcia Rosji za darmo – za swoją pomoc na arenie międzynarodowej zażądały sporo w zamian. Najważniejszą „daniną”, jaką Władimir Putin musiał złożyć na ołtarzu porozumienia z Chinami była zgoda na budowę lądowej odnogi Nowego Jedwabnego Szlaku w Azji Środkowej. Rosja prezentuje ambiwalentny stosunek do chińskiego projektu. Z jednej strony dostrzegają pewne atuty koncepcji „One Belt, One Road”. Po ochłodzeniu stosunków gospodarczych z Zachodem, rosyjski biznes bardzo liczy na chińskie inwestycje. Z drugiej strony włączenie Azji Centralnej w projekt „Nowego Jedwabnego Szlaku” niesie ze sobą bardzo realne zagrożenie uczynienia tego regionu chińską strefą wpływów. Dlatego dalsze trwanie chińsko-rosyjskiego zbliżenia jest kwestią dyskusyjną. Jest ono uzależnione od decyzji Stanów Zjednoczonych. W Waszyngtonie właśnie znajdują się „klucze” do stosunków na linii Pekin-Moskwa. Jeśli Stany Zjednoczone zdecydowałyby się na dokonanie resetu w stosunkach z Rosją, to jest bardzo prawdopodobnym scenariusz w którym Rosja przyłączy się do antychińskiego sojuszu z USA. Dopóki w Białym Domu urzędują demokraci taki scenariusz jest bardzo mało prawdopodobny. Barack Obama wydaje się nie być mentalnie zdolny (ani nikt z jego partii) do porozumienia z Rosją. Niemniej demokraci nie będą panować wiecznie. W bieżącym roku w USA odbywają się wybory prezydenckie. Istnieje możliwość, że zostaną one wygrane przez będącego kandydatem republikanów Donalda Trump’a. Donald Trump kilkakrotnie dawał do zrozumienia, iż jest zainteresowany jakąś formą detente w relacjach z Moskwą. Jednocześnie wskazywał na wielkie zagrożenie dla interesów USA płynące z ChRL.

Ewentualny reset amerykańsko-rosyjski będzie miał bardzo doniosłe skutki dla Polski. Doniosłe i jednocześnie bardzo negatywne. Płaszczyzną porozumienia Waszyngtonu i Moskwy jest antychińskość obu mocarstw. Amerykanie i Rosjanie będą wspólnie działać na rzecz ograniczenia chińskich wpływów. Ich głównym celem będzie projekt „One Belt, One Road”. Waszyngton i Moskwa doprowadzą do ograniczenia tego projektu, bądź wręcz jego wyrugowania. Europa Środkowa i Wschodnia zostanie geopolitycznie „zabetonowana” przez USA i Rosję. Wszelkie polskie próby uniezależnienia się od Stanów Zjednoczonych (politycznie) i Niemiec (gospodarczo) zostaną zahamowane. Pozostaniemy mało znaczącym państwem wegetującym na peryferiach Zachodu.

Podsumowując powyższy wątek należy stwierdzić, że Polska może nie skorzystać z  „Nowego Jedwabnego Szlaku” z powodu fiaska tego projektu. Powodem porażki „One Belt, One Road” mogą być problemy wewnętrzne Chin, bądź działania państw wrogo nastawionych wobec Pekinu.

Polski manicheizm geopolityczny ma się dobrze

Specyficznie polską formą pojmowania stosunków międzynarodowych jest postrzeganie ich w kategorii rywalizacji „Good guys” z „Bad guys”. Te etykietki na przestrzeni dziejów były wypełnianie różną zawartością. W czasach „Zimnej Wojny” pod etykietką „Bad guys” kryli się panujący nad Polską Sowieci, zaś „Good guys” pragnący (zdaniem ludzi wierzących w tego typu narracje oczywiście całkowicie bezinteresownie) przynieść Polsce wolność Amerykanie i ich sojusznicy. Ostatecznie Związek Radziecki i blok wschodni upadły. Polska została włączona do zachodniej strefy wpływów. Od czasu, gdy to się stało minęły już niemal trzy dekady i coraz więcej ludzi w Polsce uświadamia sobie, iż Amerykanie, Niemcy, Francuzi, czy Brytyjczycy nie wyrwali Polski z sowieckiej strefy wpływów z myślą o dobru naszego kraju. Uczynili to dlatego, że chcieli zniszczyć konkurencyjne mocarstwo i potrzebowali taniej siły roboczej dla swoich koncernów oraz rynku zbytu dla swych towarów. Wciąż toczą się spory o ocenę polskiej transformacji społeczno-ekonomicznej.

Można zaobserwować w Polsce pewne relatywne rozczarowanie członkostwem Polski w NATO, czy UE. Towarzyszy mu szukanie alternatywnych rozwiązań geopolitycznych i geoekonomicznych. W niektórych środowiskach podnoszone są koncepcje zbliżenia z Rosją i (coraz częściej) właśnie z Chinami. Takie dyskusje są bardzo Polsce potrzebne. Fakt, że dostrzega się koncepcje alternatywne dla kierunku prozachodniego jest pozytywny. Niemniej przy okazji takich poszukiwań pojawia się niekiedy znów bardzo szkodliwy polski manicheizm geopolityczny. Ponownie można zaobserwować etykietki dzielące aktorów geopolitycznych na „Bad guys” oraz „Good guys”. Tylko tym razem role się odwracają. „Bad guys” są reprezentowani przez Zachód, natomiast „Good guys”, to mocarstwa wrogie wobec USA: Chiny i Rosja.

Należy przyznać, że chińscy specjaliści od „soft power” bardzo dobrze wykonują powierzone im zadania. Wizerunek Chin w Polsce uległ w ostatnich dekadach zmianom. Jeszcze w latach 90. XX w. dominowała w naszym kraju bardzo subiektywna i krytyczna narracja nt ChRL, jako brutalnej dyktatury, która stłumiła pokojowe protesty studenckie oraz ciemięży mniejszości narodowej. Dziś coraz częściej można spotkać się z wizerunkiem Chin, jako państwa mogącego stać sojusznikiem Polski i wspomóc nas w procesie uniezależniania się od Zachodu. Niektórzy posuwają się jeszcze dalej: dostrzegają w Pekinie siłę ze wsparciem której wręcz można przywrócić Polsce mocarstwową pozycję z czasów dynastii Jagiellonów.

Chińska Republika Ludowa odbudowując swoją potęgę działa na wielu płaszczyznach. Komunistyczna Partia Chin rozwija potencjał gospodarczy oraz militarny. Jednocześnie Chińczycy bardzo dużo inwestują w „soft power”. „Nowemu Jedwabnemu Szlakowi” towarzyszy także ekspansja chińskiej kultury. Obrazem chińskiej kinematografii towarzyszących promocji projektu „One Belt, One Road” jest film Daniela Lee z 2015 r. pod tytułem: „Tian jiang xiong shi” (Tytuł na polski jak to często bywa przetłumaczony dość niefortunnie, jako „Wojna imperiów”). Film opowiada o na wpół legendarnej bitwie pod Sogdianą, gdzie ponoć miały się ze sobą zmierzyć wojska imperium rzymskiego i chińskiego. Starcie miało się zakończyć zwycięstwem wojsk chińskich. Obraz ukazuje nam zmagania pogranicznego garnizonu wojsk chińskich (oficera nim dowodzącego gra Chen Gangsheng, polskim widzom znany raczej jako Jackie Chan) pilnującego porządku na Jedwabnym Szlaku, który wraz z pomocą Hunów, Arabów, Hindusów i Persów odpiera inwazje wojsk rzymskich. Do roli Rzymian nieprzypadkowo zaangażowano amerykańskich aktorów – przede wszystkim Adriena Brody’ego oraz Johna Cusack’a. W filmie ukazano zróżnicowane postawy Chińczyków (i ich azjatyckich sojuszników) oraz Rzymian. Chińczycy dążą do pokoju i harmonii pomiędzy narodami. Urzeczywistnieniem tej koncepcji jest właśnie Jedwabny Szlak (a dziś jego odbudowana wersja). Rzymianie pragną ekspansji i podboju.

Omówiony pokrótce powyżej film wpisuje się w szerszą narracje, jaką Chiny przedstawiają światu na swój temat. Można w jego ramach zauważyć pewne – oczywiście uproszczone na potrzeby popkultury – odniesienia do tez zawartych w koncepcji „Chińskiego snu”. „Chiński sen” jest to koncepcja stworzona przez chińskiego wojskowego-akademika płk Liu Mingfu. Liu Mingfu stoi na stanowisku, że XXI w. będzie stuleciem chińskiej dominacji globalnej. Jego zdaniem Chiny zastąpią USA w roli największego mocarstwa światu, niemniej Chiny zaproponują światu bardziej wyrozumiałe przywództwo od amerykańskiego. Chiński wojskowy pisze, że przywództwo ChRL będzie bardziej umiarkowane i harmonijne  – Chiny będą jedynie „primus inter pares” narodów globu. Liu Mingfu w swoich tezach odwołuje się do typowego dla dyplomacji dawnych Chin systemu trybutarnego: przez stulecia państwa Dalekiego Wschodu uznawały zwierzchność chińskiego cesarza, płaciły mu symboliczny trybut, zaś w zamian mogły handlować z Państwem Środka. Koncepcja „Chińskiego snu” jest jednym z oficjalnych haseł realizowanych przez ekipę przewodniczącego Xi Jinpinga.

Do wszelkich narracji, jakimi posługują się na arenie międzynarodowej państwa w realizacji swoich celów, należy podchodzić z pewną ostrożnością. Postępowanie wszystkich imperiów w dziejach ludzkości było do siebie w jakiejś mierze podobne. W polityce Rzymu i Chin można zaobserwować wiele podobieństw. Cesarstwo Chińskie prowadziło w swojej historii politykę militarnej ekspansji. Większość sąsiadujących z Chinami krajów na jakimś etapie swoich dziejów znalazło pod chińską dominacją – i nie zawsze uważają, że była ona „umiarkowana” i „harmonijna”. Pyongyang (stolica Korei Północnej) została założona pomiędzy II i I w. p.n.e., jako chińska komanderia wojskowa o nazwie Lolang. Widać tutaj znaczne podobieństwo do takich europejskich miast jak Londyn, Paryż, Wiedeń, Budapeszt, czy Belgrad, które powstały pierwotnie jako obozowiska legionów.

Nie należy także patrzeć naiwnie na dzisiejszą polityką zagraniczną Chin. Wszystkich czytelników, którzy pragną zapoznać się dokładniej z ekonomiczną ekspansją ChRL wypada zachęcić do zapoznania się z książką dwóch hiszpańskich dziennikarzy Juana Pablo Cardenala oraz Heriberta Araujo „Podbój świata po chińsku” (Katowice, 2012). W pozycji tej można znaleźć wszystko. Autorzy opisali sytuacje w których jak najbardziej chińskie inwestycje pomagają poszczególnym państwom modernizować swoje gospodarki. Jednakże zwrócili także uwagę na wiele neokolonialnych praktyk wzrastającego mocarstwa.

Chiny nie realizują projektu „One Belt, One Road” z myślą o dobru ludzkości. Budują go, ponieważ wymaga tego ich racja stanu. Chiny tworzą „Nowy Jedwabny Szlak” przede wszystkim z myślą o własnych korzyściach. Oczywiście wiele państw może na tym projekcie zyskać. W tym i Polska. Niemniej zyski państw trzecich w tym projekcie są zmartwieniem tych państw. Pekin jest skupiony na realizacji własnych interesów. Dzięki temu projektowi chińskie koncerny będą mogły zwiększyć swoje wpływy na kolejnych rynkach. Pamiętajmy, że włączając się w koncepcje „One Belt, One Road” otrzymujemy dostęp do rynku chińskiego, ale tym samym umożliwiamy ekspansje w Polsce przedsiębiorstwom chińskim. Zależy nam na wykorzystaniu „chińskiej szansy” celem uniezależnienia się od Zachodu, nie zaś wymiany jednego hegemona na drugiego.

Powyższe akapity nie mają na celu piętnowania, czy oceniania polityki ChRL. Autor artykułu kieruje się w analizowaniu zagadnień geopolitycznych paradygmatem realistycznym. Uważa za Nicolo Machiavellim, że państwa oraz ich przywódców obowiązuje inny kodeks moralny aniżeli ten stworzony raczej dla maluczkich tego świata. Państwa mają najpierw interesy, a dopiero później przyjaciół i wrogów. Chiny będąc suwerennym mocarstwem mają prawo do podejmowania wszelkich działań, jeśli tylko obiektywne realia im na to pozwalają. Celem powyższych rozważań jest uzmysłowienie polskiemu czytelnikowi, iż Chiny także (mają do tego prawo) posługują się na arenie międzynarodowej zabiegami propagandowymi. Słusznie postępujemy, gdy odnosimy się z rezerwą do propagandy amerykańskiej, niemieckiej, czy rosyjskiej. Rozsądek wymaga od nas, abyśmy podobnie postępowali w stosunku do propagandy chińskiej. Chiny kierują się na arenie międzynarodowej własnym dobre, a nie dobrem państw trzecich – w tym Polski.

Skorzystać z Nowego Jedwabnego Szlaku

Polska jeśli pragnie skorzystać z kooperacji z Chinami oraz uzyskać profity z włączenia się do projektu „One Belt, One Road” musi spełnić kilka warunków. Pierwsze trzy warunki mają charakter bardziej ogólny, natomiast czwarty dotyczy bardziej konkretnie wizyty zaczynającej się 19 czerwca.

Po pierwsze, nasi decydenci powinni stworzyć spójną wizję tego co od Chin chcemy uzyskać. Muszą się zastanowić w jakich dziedzinach opłaca nam się z ChRL współpracować. Ostatnie osiem lat otwarcia na Chiny nie spełniło oczekiwań, gdyż charakteryzowało się niestety brakiem konsekwentnej wizji współpracy z Chinami po stronie polskiej.

Po drugie, musimy skończyć z charakterystyczną dla współpracy z Chinami z czasów rządów PO zasady „maksimum słów, minimum działań”. Za panowania PO zintensyfikowano współpracę z ChRL, ale często nie potrafiono jej twórczo wykorzystać. Przykładem jest zaproponowana przez Pekin koncepcja „16+1”. Warszawa się na nią zgodziła, ale nie potrafiła zrobić z niej dla siebie użytku.

Po trzecie – o czym wspominano już w tekście – Polska musi zerwać z ocenianiem geopolityki w sposób manichejski. Nie traktujmy kooperacji z Chinami, jako sposobu na rozwiązanie wszelkich trapiących nasz kraj bolączek. Nie łudźmy się również, iż jest to prosta droga do odbudowy polskiej mocarstwowości. Warto także mieć świadomość faktu, że w dającej się przewidzieć perspektywie nie wydaje się możliwym, aby Polska zdołała się uniezależnić od Zachodu. W ciągu ostatnich dziesięcioleci staliśmy się gospodarką komplementarną w ramach Unii Europejskiej. Głównym odbiorcą naszych towarów są Niemcy. Gdybyśmy teraz zdecydowali się na otwarty konflikt z głównymi mocarstwami Zachodu (USA, Niemcy), to poniesiemy porażkę. Jeśli casus Ukrainy czegokolwiek nas uczy, to przede wszystkim tego, że należy być niezwykle ostrożnym przy zmianie swoich afiliacji międzynarodowych. Ukraińcy skonfliktowali się z Rosją wówczas, gdy ich współpraca polityczna i ekonomiczna z Zachodem znajdowała się dopiero na etapie początkowym. Widzimy jak opłakanie skutki przyniosło to Ukrainie. Polska powinna dążyć do współpracy z kim tylko jest to możliwe. Powinniśmy nadal pielęgnować poprawne stosunki z USA oraz Niemcami i jednocześnie odbudowywać stosunki ze wschodem: Chinami i Rosją. Polska musi zabiegać o pogłębianie kooperacji z ChRL. Generalnie należy przyglądać się sytuacji międzynarodowej i umieć na nią reagować. Poprzeć to mocarstwo, które ostatecznie odniesie sukces w rywalizacji.

Po czwarte, podczas rozmów z przewodniczącym Xi Jinpingiem celem polskich polityków są dwie podstawowe kwestie. Musimy podpisać konkretne kontrakty odnośnie chińskich inwestycji w Polsce. Interesować nas powinny inwestycje w obszarach energetyki oraz infrastruktury. Część produkcji do Polski mogłyby także przenieść niektóre czołowe chińskie koncerny np. Lenovo, Huawei, bądź Xiaomi. Zwiększenie obecności chińskiego kapitału w Polsce może doprowadzić do zmniejszenia ekonomicznej dominacji Zachodu nad Polską oraz stworzyć lepsze warunki dla polskiego biznesu. Kolejnym krokiem jest zwiększenie eksportu naszych towarów do Chin – w szczególności polskiej żywności.

Jeśli Polsce zależy na wydostaniu się z pułapki średnich dochodów i zaprzestaniu byciem gospodarką znajdującą się na peryferiach światowej ekonomii, to koniecznie musimy rozwijać naszą współpracę z ChRL. Jednocześnie ta współpraca powinna być oparta na rozsądku, a nie na mitach. Miejmy nadzieję, że polscy politycy będą o tym pamiętać w najbliższych dniach.

Stanisław Niewiński

Udostępnij:
  • 13
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    13
    Udostępnienia
S. Niewiński: Polska na Jedwabnym Szlaku – szanse, mity i zagrożenia Reviewed by on 18 czerwca 2016 .

Przewodniczący ChRL Xi Jinping złoży w dniach 19-21 czerwca wizytę w Polsce. Jest to pierwsza wizyta w Polsce polityka chińskiego na tak wysokim szczeblu od 12 lat. Ostatnim tego typu wydarzeniem była wizyta przewodniczącego Hu Jintao w 2004 r. Przylot do Polski chińskiego przywódcy jest wydarzeniem o istotnym znaczeniu. Od 2008 r. Polska otwiera się

Udostępnij:
  • 13
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    13
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Doskonała analiza geopolityczna naszych możliwości na arenie międzynarodowej w kontekście współpracy z CHRL. Kluczowym jej osiągnięciem jest projekt dwustronnej współpracy między Wschodem (Chiny, Rosja) i Zachodem (USA, Niemcy), która musi być jednak oparta na realiach gospodarczych, a nie tylko na życzeniach i deklaracjach, jak ma to dotychczas miejsce. Polskie zaangażowanie w Chinach i odwrotnie jest bardzo wątpliwe, przynajmniej dotąd dopóki najważniejszym chińskim sojusznikiem będzie Rosja. W tym kontekście i przewidywanej w przyszłości zmianie polityki USA względem Rosji, musimy dokonać na tym kierunku własnego przełomu nie z Chinami, ale właśnie z Rosja, aby w chwili zmiany przewidywanych sojuszy być na nie przygotowanym. Takie wnioski wypływają z tego bardzo cennego analitycznego materiału, jaki autor zechciał nam przedstawić. Pytanie jest tylko takie: czy polskie elity polityczne są na to przygotowane, czy też nadal wolą uprawiać mitologię polityczną, zamiast realnych działań?

Pozostaw odpowiedź