BLOGOSFERA

„Polityka Globalna”: Język, który stał się bronią

navajo3Szyfry wojny

Japończycy dysponowali znakomitymi kryptologami doskonale mówiącymi po angielsku, w większości wykształconymi w Stanach Zjednoczonych, którzy bez trudu łamali amerykańskie szyfry. Częste zmiany kodu poprawiały sytuację tylko na chwilę, w dodatku wprowadzały niepotrzebne zamieszanie. Na domiar złego ówczesne maszyny deszyfrujące były bardzo powolne – na odkodowanie jednej depeszy potrzeba było od kilkudziesięciu minut do półtorej godziny. Amerykańscy wojskowi musieli stworzyć bezpieczny kod, inaczej ich przegrana w wojnie na Pacyfiku była tylko kwestią czasu.

Z pomocą przyszedł im pewien cywil. Inżynier budowlany z Los Angeles Phillip Johnston zaproponował oparcie nowego szyfru na języku Indian Nawaho. Język Nawaho jest jednym z najbardziej skomplikowanych i najtrudniejszych na świecie. Jedno słowo wypowiedziane na kilkanaście sposobów może mieć kilkanaście różnych znaczeń. Język ten nie posiada formy pisanej ani alfabetu – nie można się więc go nauczyć. Jedynym sposobem, by mówić po nawajsku jest… być Nawahem lub spędzić wśród nich wiele lat. Najlepiej od urodzenia. Zaledwie kilku białych kiedykolwiek poznało ten starożytny i arcytrudny język.

Jedną z takich osób był właśnie Phillip Johnston. Urodził się w rodzinie protestanckich misjonarzy pracujących w rezerwacie Nawaho i dorastał wśród Indian. Dwa miesiące po japońskim ataku na Pearl Harbor Johnston skontaktował się z kilkoma indiańskimi przyjaciółmi i razem zgłosili się do dowództwa Korpusu Piechoty Morskiej. Marines początkowo byli dość nieufni, więc Nawahowie przeprowadzili krótki eksperyment. Udowodnili, że są w stanie w ciągu kilkunastu sekund przetłumaczyć dowolne angielskie zdanie na swój język, przesłać przez radio i z powrotem przełożyć na angielski. Maszyna dekodująca potrzebowała na wykonanie tej samej pracy kilkudziesięciu minut.

W kwietniu 1942 roku rekruterzy Piechoty Morskiej ruszyli do rezerwatów Nawaho, by zwerbować przyszłych szyfrantów. Odzew przekroczył ich najśmielsze oczekiwania. Kilkuset młodych Nawahów zgłosiło się już pierwszego dnia. Warto zwrócić uwagę na ich niesamowity patriotyzm. Nawahowie nie mieli zbyt wiele do zawdzięczenia “bladym twarzom”. Przecież biali zdziesiątkowali ich naród, przez wiele lat próbowali zniszczyć ich kulturę, na koniec zamknęli ich w nędznych rezerwatach na środku pustyni. Teraz młodzi Indianie, poruszeni atakiem na Pearl Harbor zgłaszali się na ochotnika do armii, która zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej mordowała ich przodków.

Marines wybierali przede wszystkim tych najlepiej wykształconych, w najlepszej kondycji fizycznej. Głównym warunkiem była perfekcyjna znajomość zarówno nawajskiego, jak i angielskiego. Wielu młodych Nawahów zataiło swój prawdziwy wiek, by dostać się do armii. Przychodziło im to dość łatwo, ponieważ w rezerwacie nie wydawano świadectw urodzenia. Po wojnie okazało się, że wielu z nich w momencie zgłoszenia miało zaledwie 15 lat.

W maju 1942 roku wybrano grupę 29 Nawahów, którzy rozpoczęli intensywne szkolenie w koszarach Piechoty Morskiej w San Diego. Oprócz typowego treningu, jaki przechodzili wszyscy żołnierze Marines Nawahów uczono także obsługi różnych typów radiostacji i przede wszystkim – umiejętności kodowania wiadomości w warunkach ciągłego stresu.

W języku nawajskim nie istniały pewne słowa obecne w angielskim. Tak więc okręt podwodny został “żelazną rybą”, samolot myśliwski – “jastrzębiem”, granat – “ziemniakiem”, a czołg – “żółwiem”.

Chrzest bojowy

W 1942 roku wojska japońskie systematycznie opanowywały kolejne wyspy Pacyfiku, co groziło przecięciem szlaków komunikacyjnych ze Stanów do Australii i Nowej Zelandii. Amerykanie musieli utrzymać te szlaki za wszelką cenę. Latem 1942 roku rozgorzały walki o Guadalcanal – niewielką wyspę w archipelagu Wysp Salomona. Tam nawajscy szyfranci przeszli swój chrzest bojowy. Szybko okazało się, jak cenny jest szyfr oparty na ich języku. Dzięki niemu Marines byli w stanie natychmiast powiadomić dowództwo o sytuacji na wyspie, zażądać wsparcia lotniczego lub kierować ogniem artylerii okrętowej. Wcześniej przekazanie takich informacji trwało niemiłosiernie długo i nie gwarantowało utrzymania tajemnicy. Po walkach na Guadalcanal szyfranci z plemienia Nawaho zostali przydzieleni do wszystkich większych oddziałów Marines operujących w rejonie Pacyfiku.

Podczas walk o Bougainville, Tarawę, Tinnian, Saipan i Guam kierowali ogniem amerykańskich krążowników i naprowadzali bombowce nurkujące na japońskie pozycje. Robili to w warunkach bojowych – wśród gwizdu pocisków, wybuchów granatów i jęków rannych. Najcięższy test był jednak przed nimi.

Koszmar Iwo Jimy

Niewielka wulkaniczna wyspa Iwo Jima leży w połowie drogi między Marianami, a Japonią. Pod koniec 1944 roku była najważniejszym strategicznie miejscem na Pacyfiku. Jej zdobycie umożliwiłoby Amerykanom organizowanie nalotów bombowych na Tokio. Japończycy doskonale znali strategiczną wartość wyspy, więc niezwykle silnie ją ufortyfikowali. Stacjonowało na niej prawie 23 tysiące żołnierzy, którzy mieli rozkaz bronić jej do końca.

W lutym 1945 roku na pokładach ponad ośmiuset okrętów przybyło na wyspę 110 tysięcy żołnierzy piechoty morskiej. Po czterodniowym ostrzale artyleryjskim na wyspie wielkości Manhattanu rozgorzały najbardziej zacięte walki II Wojny Światowej. Japończycy (podobnie jak Wietnamczycy dwadzieścia lat później) wykopali na wyspie skomplikowany system podziemnych tuneli łączący zamaskowane bunkry. Amerykanie brodzący w wulkanicznym popiole nie widzieli przeciwnika zanim Japończycy nie zaczęli do nich strzelać.

Po wojnie historycy porównali bitwę o Iwo Jimę do rozbijania żelbetonowego muru głową. O zaciekłości walk niech świadczy fakt, że z 23 tysięcy Japończyków broniących wyspy jedynie 216 dostało się do niewoli. Reszta poległa.

Decydującą rolę w tej bitwie odegrał zespół nawajskich szyfrantów, który pracując 48 godzin non stop odebrał i rozszyfrował bezbłędnie ponad 800 meldunków i rozkazów. Major Howard Connor z 5. Dywizji Marines, która zdobyła wyspę stwierdził “Gdyby nie oni, nigdy nie zajęlibyśmy Iwo Jimy.” Wielu historyków twierdzi, że gdyby nie kod oparty na języku Nawaho, losy wojny na Pacyfiku potoczyłyby się zupełnie inaczej. To był jedyny szyfr, którego Japończycy nigdy nie złamali.

Chichot historii

Po wojnie rola jaką Indianie z plemienia Nawaho odegrali w wojnie na Pacyfiku była objęta ścisłą tajemnicą. Szyfranci nie otrzymali za swoją służbę żadnych szczególnych wyróżnień, czy medali. Podczas demobilizacji przypomniano im jedynie o zakazie mówienia komukolwiek o ich dokonaniach i odesłano z powrotem do rezerwatów.

Armia amerykańska użyła nawajskich szyfrantów także podczas wojny w Korei oraz w pierwszych latach wojny wietnamskiej, jednak na znacznie mniejszą skalę. Informacja o roli, jaką Nawahowie odegrali podczas wojny przedostała się do opinii publicznej dopiero w 1969 roku. Rok później powstało ich stowarzyszenie – Navajo Code Talkers Association. Ludzie, którzy stworzyli jedyny niezłamany szyfr wreszcie mogli być oficjalnie uhonorowani.

Jest niezwykłym paradoksem Historii, że język, który Amerykanie starali się wykorzenić przez ponad sto lat podczas wojny uratował życie tysiącom z nich. Dzisiaj żyje kilkunastu nawajskich szyfrantów z ogólnej liczby około 450, którzy brali udział w walkach na Pacyfiku. Są otoczeni powszechnym szacunkiem. W 1982 roku prezydent Ronald Reagan ustanowił 14 sierpnia Dniem Nawajskiego Szyfranta (Navajo Code Talkers Day), a w 2001 roku George W. Bush odznaczył żyjących szyfrantów złotymi Medalami Kongresu.

W 2002 roku reżyser John Woo nakręcił film pt. “Windtalkers” (polski tytuł “Szyfry wojny”) bardzo upraszczając w nim rolę indiańskich szyfrantów spychając ich do roli bohaterów drugoplanowych. Wysunął w nim również tezę, że każdy z Nawahów miał swojego “ochroniarza”, który miał rozkaz, by w beznadziejnej sytuacji zastrzelić podopiecznego, by żywy nie wpadł w ręce Japończyków. W rzeczywistości tacy “ochroniarze” nie istnieli.

Artykuł ukazał się na portalu Polityka Globalna, jego autorem jest Mateusz Biskup.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Polityka Globalna”: Język, który stał się bronią Reviewed by on 1 czerwca 2010 .

Szyfry wojny Japończycy dysponowali znakomitymi kryptologami doskonale mówiącymi po angielsku, w większości wykształconymi w Stanach Zjednoczonych, którzy bez trudu łamali amerykańskie szyfry. Częste zmiany kodu poprawiały sytuację tylko na chwilę, w dodatku wprowadzały niepotrzebne zamieszanie. Na domiar złego ówczesne maszyny deszyfrujące były bardzo powolne – na odkodowanie jednej depeszy potrzeba było od kilkudziesięciu minut do

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź