Artykuły

Piotr Śmieszek: VIII Rocznica zamachów na Bali

Październik jest w najnowszej historii Indonezji miesiącem szczególnym i niezwykłym, ponieważ spłynął aż dwukrotnie krwią niewinnych turystów przybyłych na archipelag spędzić swoje wakacje.

Oba tragiczne zdarzenia miały miejsce w tym samym miejscu – na przepełnionej tłumami urlopowiczów rajskiej wyspie Bali.

Aby zrozumieć skąd się wzięli zamachowcy i do czego dążą w swoim działaniu należy cofnąć się o niespełna dwa lata wstecz.

To wtedy tak naprawdę pojawiają się pierwsze organizacje terrorystyczne dżihadystów na Archipelagu Indonezyjskim. Akcje polegające na podrzucaniu bomb do świątyń i kościołów spowodowały w Dżakarcie oraz kilku innych miastach Indonezji liczne zniszczenia i śmierć 18 wiernych. Odpowiedzialność za te czyny wzięło na siebie skrajnie fundamentalne ugrupowanie Jemaah Islamiyah.

Był to pierwszy na taką skalę akt przemocy i terroru wymierzony w „niewiernych”, będący elementem świętej wojny dżihadu, której prowadzenie stawia sobie za cel JI, co ma z kolei doprowadzić do utworzenia kalifatu w Azji Południowo-Wschodniej.

Bom_Bali

JI, jako organizacja jawnie zbrojna ma na swoim koncie liczne zamachy terrorystyczne w Tajlandii, Malezji i przede wszystkim na Filipinach. Przyczyniła się ona również do inspirowania i zasilania ochotnikami tak zwanych Dżihadowych Zastępów – Laskar Jihad, których rekrutami są młodzi, indoktrynowani religijnie mężczyźni, pochodzący najczęściej z jawajskich miast i miasteczek, wyruszających na „świętą wojnę” toczącą się do grudnia 2001 z katolicką ludnością Moluków.

Duchowym przywódcą i moralnym autorytetem indonezyjskiej części organizacji JI był już wówczas i pozostaje do tej pory, skromnie i poczciwie wyglądający, odziany w biel z pedantycznie przystrzyżoną brodą, nauczyciel koraniczny z jawajskiego Solo, Abu Bakar Bashir.

Warto zapamiętać to nazwisko, gdyż będzie się ono przewijać w różnych wątkach indonezyjskich zmagań z terroryzmem, aż do dnia dzisiejszego.

Pamiętajmy, iż w roku następnym w Nowym Yorku, Al-Kaida dokonała największej jak do tej pory akcji wymierzonej w świat zachodni.

Indonezyjscy dżihadyści również nie próżnowali w tym okresie i poza Molukami planowali rozpoczęcie działań stricte terrorystycznych.

W trakcie prowadzonej przez nich świętej wojny na terenie obleganej przez turystów indonezyjskiej wyspy Bali, zwrócili się oni z prośbą o duchowe wsparcie do wspomnianego już Abu Bakara zwanego również Ba’asyir.

Wybór miejca zamachu był prosty, wybrano Bali, gdyż natężenie turystów i rozpoznawalność miejsca były gwarantem potencjalnych dużych rozmiarów tragedii, oraz spektakularnego rozgłosu medialnego, o który również chodziło zamachowcom z JI.

Ba’asyir „pobłogosławił” akcję, tłumacząc się później w sądzie, iż nie zdawał sobie sprawy, iż to o fizyczny, a nie duchowy dżihad chodziło młodym entuzjastom świętej wojny.

Ci z kolei, jak planowali, tak zrobili, i tak 12 października 2002 roku miał miejsce największy w historii młodej Republiki Indonezji, akt terroru.

W wyniku wybuchu bomby wniesionej do restauracji przez zamachowca samobójcę, oraz eksplozji podstawionego pod popularną dyskoteką, mitsubishi wyładowanego materiałami wybuchowymi, śmierć poniosły 202 osoby, a 240 odniosło ciężkie obrażenia.

Jedną z ofiar była przebywająca akurat w restauracji „Padi” polska dziennikarka „Gazety Wyborczej” Beata Pawlak.

Najbardziej tragicznie dotknięta została jednak Australia, której 88 obywateli poniosło śmierć tego feralnego wieczoru.

Aby uczcić śmierć Australijczyków, działająca od tamtej pory najsprawniejsza grupa antyterrorystyczna w Indonezji, dotowana również przez rząd Australii, nosi imię „Densus 88”, na cześć takiej właśnie liczby zabitych obywateli z kraju kangurów.

Śledztwo w sprawie było trudne, gdyż nie zostawiono praktycznie żadnych śladów. Ewentualne dowody rzeczowe obróciły się w pył podczas olbrzymiej eksplozji.

Udało się jednak, jak to zwykle bywa, trochę dzięki przypadkowi, trochę dzięki intuicji detektywów, dotrzeć do grupy, która zorganizowała październikowy zamach.

Aresztowano trzy osoby, Samudrę, Amroziego i Mukhlasa.

Sąd RI uznał całą trójkę winnymi zarzucanych im czynów i zasądził karę śmierci, która wykonana została 9 listopada 2008 roku w więzieniu na Jawie.

Guru Jemaah Islamiyah, dobroduszny Abu Bakar również został osądzony i on również otrzymał wyrok skazujący go na  2,5 roku więzienia, który w efekcie skrócono do 1,5 roku, nie znalazłszy ewidentnych dowodów winy nauczyciela.

Było to w pewnym sensie nawet wygodne dla Ba’asyira, gdyż więzienna cela dała mu niezbite alibi na okoliczność kolejnego czarnego dnia na Bali, kiedy to 1-szego października 2005 roku doszło do tak zwanych „Drugich balijskich zamachów bombowych”.

Abu Bakar nie omieszkał jednak w oświadczeniu z celi więziennej oświadczyć, iż „Zamachy kolejne są dowodem gniewu Boga skierowanego na rząd RI za jego odchodzenie od nauk Allaha”.

Tym razem akcja terrorystów przebiegła w trzech niezależnych zamachach w miejscowościach Kuta i Jimbaran. Śmierć na skutek eksplozji poniosło 26 osób, ponad 100 zostalo rannych.

Tragedia ta spowodowała, iż wiele państw ostrzegało swych obywateli przed odwiedzaniem Bali. Rząd Australii wycofał informację o zagrożeniu nowymi aktami terroru dopiero na początku 2007 roku.

Jeżeli dodać do tej tragicznej statystyki zamach przeprowadzony w stolicy kraju, na Hotel Marriott z sierpnia 2003 roku, w którym podstawiony przed recepcją i zdetonowany samochód- pułapka uśmiercił 14 i zranił 150 osób, wybuch samochodu pułapki pod ambasadą Australii z 9 września 2004 roku, w którym śmierć poniosło kolejnych 9 osób, czy ostatnie zamachy na Ritz Carltona i ponownie Marriott w lipcu 2009, zamknięte bilansem 9 ofiar – mamy obraz bezkompromisowych indonezyjskich poczynań Jemaah Islamiyah, czyli tłumacząc z arabskiego: Islamskiego Społeczeństwa.

Trzeba obiektywnie przyznać, iż policja indonezyjska oraz wspominani komandosi z Densus 88, szczególnie w ostatnim roku z wielką bezwzględnością i determinacją tępią wszelkie namierzone komórki terrorystyczne i bez pardonu likwidują jedną po drugiej grupy próbujące destabilizować spokój w kraju.

Dowodem są doniesienia prasowe, w których co tydzień możemy przeczytać o nowych zatrzymaniach, starciach z terrorystami i likwidowaniu znanych bandytów.

W sierpniu kolejny raz trafił do aresztu zawsze uśmiechnięty mędrzec z Solo – Abu Bakar, po ujawnieniu przez policję jego bezpośredniego zaangażowania finansowego w wspieranie terrorystów, separatystów z północno- sumatrzańskiego Aceh.

Poza działaniami militarnymi nasiliła się również kampania medialna przeciwko terroryzmowi i źle pojmowanemu dżihadowi.

W tym miesiącu na przykład trafiła na półki księgarskie, oraz również do szkół, meczetów i organizacji młodzieżowych, komiksowa książeczka pod tytułem, „Kiedy sumienie mówi”. Komiks, który zdaniem autorów najłatwiej trafi ze swoim przekazem do młodego pokolenia, to historia opowiadająca o losie Alego, jednego z zamachowców z 12 października 2002 roku, który w obliczu rozmiarów dokonanej tragedii, zdał sobie w końcu sprawę ze zła tkwiącego w terroryzmie.

I tylko czasami, tak jak właśnie teraz w okolicach kolejnej rocznicy, zadajemy sobie pytanie;  czy to na pewno wystarczy?

Rząd australijski wydał ostatnio apel do swoich obywateli, wzywający do ostrożności i nie uczestniczenia w obchodach 8 rocznicy tragedii, organizowanych, jak co roku w „Groud 0” na Bali, z powodu dużego realnego zagrożenia kolejnym zamachem w dniu 12 X jak również i po nim.

Czy to wystarczy …?

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Piotr Śmieszek: VIII Rocznica zamachów na Bali Reviewed by on 12 października 2010 .

Październik jest w najnowszej historii Indonezji miesiącem szczególnym i niezwykłym, ponieważ spłynął aż dwukrotnie krwią niewinnych turystów przybyłych na archipelag spędzić swoje wakacje. Oba tragiczne zdarzenia miały miejsce w tym samym miejscu – na przepełnionej tłumami urlopowiczów rajskiej wyspie Bali. Aby zrozumieć skąd się wzięli zamachowcy i do czego dążą w swoim działaniu należy cofnąć

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 5

  • Dzięki z długą i przede wszystkim sensowną od(wy)powiedź.
    Żeby nie przeciągać. Tolerancja w Indonezji mimo wszystko pikuje ostro w dół na przestrzeni ostatniej dekady.Mówią o tym nie tylko moje obserwacje z „pierwszej ręki” ale rzetelne badania opinii społecznej publikowane nie tak dawno na Archipelagu..
    Co do Europy to pięknie wyczerpałeś temat.
    Mimo wszystko mam cichą nadzieję że era internetu sprawi prędzej czy później pojawienie się rys na niedorzecznym ortodoksyjnym islamie i dobro zatriumfuje :)
    Pozdrawiam

  • Artykuł wskazuje na charakter zagrożenia, jakie niesie ze sobą wojujący islam. Zindoktrynowani Jawajczycy usiłują narzucić swoją religię ludności mniej zislamizowanych wysp (Bali, Moluki). Choć obszar Indonezji jest od kilkuset lat po większej części zdominowany przez islam, to jego tamtejsza odmiana była zawsze relatywnie liberalna. Nastroje religijnego fanatyzmu uległy radykalizacji dopiero w ciągu ostatnich kilkunastu lat.
    Temat ten powinien nas obchodzić, gdyż zjawisko cywilizacyjnej inwazji islamu już objawiło się w Europie. Tak jak ostrzegała Oriana Fallaci w swoim dziennikarskim testamencie: islam szturmuje Europę za przyzwoleniem „elit” do cna ogłupionych lewacką poprawnością polityczną. Muzułmanie widząc tę ewidentną słabość Europy coraz głośniej domagają się praw do budowy coraz to nowych meczetów. Ale niechby tak ktoś spróbował postawić niewielki krzyżyk lub inny nieislamski obiekt religijny w Arabii Saudyjskiej, Iranie czy Afganistanie. Takiego „niewiernego” nie minęłaby rychła kara…
    Ta pozbawiona tolerancji religia lub raczej ideologia weszła do Europy wraz z milionami imigrantów (których ani myślą przyjąć na stałe bogate kraje naftowe), a na skutek wysokiego przyrostu naturalnego rośnie w szybkim tempie ich udział procentowy w całkowitej liczbie ludności wszystkich krajów zachodniej Europy.
    I tak np. w Brukseli możesz zrobić kilometry po dzielnicach takich jak Schaerbeek i nie napotkać żadnych Europejczyków. Nawet w pobliżu Grand Place są miejsca, gdzie czujesz się jak w jakiejś arabskiej dzielnicy. Szacuje się, że muzułmanie (głównie Marokańczycy i Turcy) stanowią 1/3 mieszkańców belgijskiej stolicy.
    We Francji jest jeszcze gorzej: na wzór gett murzyńskich i latynoskich w USA, tworzą się tam getta muzułmańskie, gdzie nawet policja boi się zapuszczać, gdzie Arabowie, Berberowie oraz czarnoskórzy Malijczycy i Senegalczycy (też muzułmanie) de facto rządzą się swoimi prawami. Kto nie wierzy, niech obejrzy na YouTube jak muzułmanie blokują ulice 18 Dzielnicy w czasie modłów: „Muslims illegally occupying streets of Paris to pray”. Jeśli to nie jest ekstremizm i agresja kulturowa to co to jest?! I gdzie są służby porządkowe?! Pochowały się jak mysz pod miotłą? A może po prostu wolą łatwiznę, taką jak np. deportacja bezrobotnych rumuńskich Romów?
    Poważni obserwatorzy zwracają uwagę na okoliczność, że WSZĘDZIE tam, gdzie muzułmanie sąsiadują z niemuzułmanami, dochodzi do tarć i konfliktów. Przykład Irlandii Pn. pokazuje, że konflikt religijny niekiedy można „spacyfikować” dobrobytem. Tyle tylko, że tam po obu stronach barykady byli chrześcijanie, a gospodarką rządziły względnie zdrowe prawa doby thatcheryzmu. Stąd wątpliwe, czy taka sztuka uda się w dzisiejszej, tkwiącej w stagnacji Francji. Co więcej, muzułmanie to nie północnoirlandzcy katolicy i protestanci. Nie są zintegrowani z kulturą europejską, gdyż się z nią nie identyfikują (może z wyjątkiem części tureckich elit intelektualnych, ale te spotkamy w Stambule i Ankarze, a nie w Berlinie czy Hamburgu). Jedyne, czego od Europy chce gros muzułmańskiej młodzieży to modne ciuchy, szpanerskie samochody, zasiłki, ewentualnie jakaś niezbyt ciężka praca. Dzisiejsze tzw. europejskie wartości z ich feminizmem, specprawami dla gejów, odbieraniem dzieci rodzicom (pardon: „opiekunom”…) i całym tym lewackim bełkotem budzą u nich jeśli nie odrazę to uśmiech politowania.
    Kilka lat temu libijski dyktator płk Muammar Kaddafi stwierdził, nie kryjąc satysfakcji, że w Europie cele islamu zrealizują imigranci i że religia ta nie potrzebuje sił wojskowych, by opanować Stary Kontynent…
    Oriana Fallaci pisała i mówiła o tym zagrożeniu. Nawet jeśli nie zgadzamy się ze wszystkimi jej uwagami, to warto przynajmniej posłuchać tego, co po sobie pozostawiła ta wybitna, pełna pasji, idąca pod prąd dziennikarka. Nie sposób bowiem nie zgodzić się z jej krytycznymi, politycznie niepoprawnymi spostrzeżeniami:
    – „Nasza epoka pozbawiona jest przywódców. Kiedy się pomyśli, że pijak Jelcyn był carem, a ignorant Wałęsa symbolem wolności, uginają się nogi pod człowiekiem”.
    – „Nazbyt wielu jest tych, którzy milczą. Którzy myślą tak samo jak ja, ale boją się mówić to, co mówię ja. Którzy dla własnej korzyści albo z tchórzostwa udają Greka, udają, że nie widzą tego, co dostrzegam ja”.
    Na koniec mojego przydługiego elaboratu, wracam do Indonezji. Cyt. „Trzeba obiektywnie przyznać, iż policja indonezyjska oraz wspominani komandosi z Densus 88, szczególnie w ostatnim roku z wielką bezwzględnością i determinacją tępią wszelkie namierzone komórki terrorystyczne i bez pardonu likwidują jedną po drugiej grupy próbujące destabilizować spokój w kraju.”
    Skoro władze Indonezji, gdzie muzułmanie to jakieś 90% ludności, nie boją się stawić czoła ekstremistom, to dlaczego Europa robi w portki ze strachu?!

    • Nic dziwnego, że Indonezja, która prowadziła jeszcze niedawno politykę podboju i transmigracji podobną do tej z głębokiego ZSRR, stawia czoła ekstremistom, skoro mają oni tendencje separatystyczne. Zresztą – takie niepokoje były do przewidzenia, skoro najpierw zajmowano chrześcijańskie(jeśli chodzi o jakąś większą religię, inną niż animizm itp.) tereny, by później ściągać na nie niechcianych przybyszów wyznania mahometowego.

      • Avatar Zyggi

        Panie Stefku, przykład ZSRR, który Pan przytoczył, w dużym stopniu oddaje realia etniczno-religijne Indonezji. Reżim gen. Suharto oficjalnie tłumaczył politykę transmigracji (przemieszczania Jawajczyków na inne wyspy) względami demograficznymi – przeludnieniem Jawy. Osobiście uważam, że Suharto jako polityk równie bezwzględny co sprytny, polityką transmigracji chciał po prostu osiągnąc dwa cele za jednym zamachem. 1) Zmniejszyć przeludnienie Jawy. 2) Zintegrowac z Jawą peryferyjne wyspy za pomocą ich „jawaizacji”.
        Inna sprawa, że wzmiankowany w artykule Aceh jako region tradycyjnie islamski sprawiał problemy bez udziału jawajskich migrantów. Z drugiej zaś strony ruchy separatystyczne istniały też w regionach nieislamskich: Papua czy Timor Wschodni, który wywalczył niepodległosc.
        Odnośnie problemu islamskiego w Indonezji, warto też wspomnieć o Sulawesi (Celebes) oraz Molukach, które to wyspy w latach 1998-2000 były widownią pogromów chrześcijan, dokonywanych przez islamskich bojówkarzy. W rezultacie tego wybuchu nienawiści i przemocy spora część moluckich chrześcijan uciekła na Małe Wyspy Sundajskie.

  • Szybka i konkretna garść informacji „w Temacie”.

Pozostaw odpowiedź