Relacje z podróży

Piotr Śmieszek: Przedświąteczna korespondencja z Yokyakarty

Powstająca w 1945 roku Republika Indonezji była młodym, by nie rzec dosadniej, nowym państwem, które swoją historię pisać zaczęło od początku.

Po preludium w postaci „Deklaracji Niepodległości”, kolejną z najistotniejszych i ponadczasowych idei, jakie ojcowie chrzestni młodego państwa, Sokarno i Hatta dali swemu narodowi, była Pancasila, czyli, oparta na pięciu filarach, filozofia i fundament młodej republiki.

Dzieci na całym archipelagu uczą jej na pamięć, gdyż wiedzą, że na niej opiera się prawo, porządek  i wzajemny szacunek obywateli największego na świecie państwa wyspiarskiego.

Jedną z kluczowych treści nadającą sens Pancaslia jest jej stosunek do religii i prawo do wiary w jednego Boga.

Indonezja powinna więc być i jest przykładem pluralistycznego wyznaniowo kraju, który mimo iż  w 90% islamski, szanuje inne wyznawane w jego granicach religie.

Do równouprawnionych grup wyznaniowych zaliczono urzędowo chrześcijan, buddystów, hinduistów, oraz ostatnio również naśladowców Konfucjusza.

Dlaczego o tym piszę? Głównie z chęci podzielenia się refleksjami obserwatora życia w tym wielkim i zróżnicowanym kraju.

Przebywając od kilkunastu miesięcy w Yogyakarcie miałem okazję być świadkiem zatoczenia koła w kontekście roku kalendarzowego, a co za tym idzie uczestnictwa we wszystkich istotnych świętach i obrzędach „cyklicznych”.

Podziwiałem misterium ceremonii sakralnej w trakcie buddyjskiego święta Waisak, odprawianego ze szczególnym namaszczeniem w świątyni Borobudur.

kosciol_yogyakarta

Miałem okazję przesiedzieć cały dzień w pokoju hotelowym w Kuta, podczas hinduistycznego Nippi, zakazującego jakąkolwiek aktywność w terenie.

Przeżyłem święty miesiąc Ramadan w jawajskiej, muzułmańskiej Yogyakarcie oraz kończące go święta Idul Fitri, a dwa miesiące później Idul Adha.

Jest już grudzień, a to oznacza, iż przed nami następne ważne święta kolejnej z wielkich religii monoteistycznych świata, chrześcijańskie Święta Bożego Narodzenia.

Chciałbym nawiązać do nich w kategorii nieco innej, niż te z jakimi kojarzą się wszystkim je obchodzącym jak i osobom nie związanym z religią katolicką.

Nie będzie więc o drzewku Bożonarodzeniowym ani o Świętym Mikołaju rozwożącym prezenty saniami ciągniętymi przez zaprzęg reniferów.

Jedyny aspekt, w którym chcę do nich nawiązać, to wiara w narodzenie nowej nadziei i w lepsze jutro.

A wątek nadziei oplotę wokół jednej z najbardziej dziwnych i intrygujących mnie budowli w Yogyakarcie.

Od pierwszego spotkania z miastem uwagę moją przykuwał schowany w gęstej zabudowie klasycznego miejskiego Kampungu, opuszczony biały kościół w iście europejskim stylu w samym centrum miasta na wysokości jednego z placów Alun Alun.

Mimo swojej dziwnej lokalizacji, wpinającej go niczym klocek lego, ciasno pomiędzy inne budynki, nie sposób nie zauważyć go przemieszczając się po mieście.

Podróż z popularnej wśród turystów dzielnicy Prawirotaman, batikowej ulicy Tirtodipuran, czy plaży Parangtritis do miasta zawsze wypada obok tajemniczej budowli sakralnej.

Nikt nigdy mi o nim nie opowiadał i nie ma go w żadnej książce, choć stoi tam już od lat i nie da się tego przemilczeć i nie zauważyć.

Zbierałem się wiele razy, by stanąć gdzieś w pobliżu, zrobić kilka zdjęć oraz zapytać starego lub starej Jawajki cóż to za mistyczna budowla tu wyrasta.

Zawsze brakowało mi czasu, lub nie sprzyjała aura, aż w końcu zebrałem się i trafiłem pod  dawno upatrzony adres.

Na próżno błądziłem wkoło szukając wejścia na dziedziniec obiektu. To, co wcześniej wydawało się proste stało się nierealne. Budynek zamknięty na cztery spusty wyklucza jakiekolwiek próby penetracji.

Wywiad przeprowadzony wśród mieszkańców okolicznych domków i właścicieli sklepików niewiele poszerzył stan mojej wiedzy na ciekawiący mnie temat.

Co gorsza, wspomniana wcześniej ciasnota urbanistyczna w  osadzie zwanej Sayidan, uniemożliwia praktycznie wykonanie jakiejkolwiek poprawnej fotografii.

Utrudnia to możliwość stworzenia dokumentacji, ale nadaje budowli jeszcze bardziej tajemniczy, by nie rzec mroczny charakter.

Z informacji, jakie mimo wszystko po pół godzinnym kręceniu się wokół gmachu, udało mi się zebrać i posklejać w logiczną całość, wiem że był to w czasach holenderskich kościół, zbudowany w klasyczny europejski sposób.

Klasyczny, czyli z domem dla duchownych w ramach tego samego kompleksu.

Okoliczni mieszkańcy zwą go Gereja Gothic Sayidan, co oznacz kościół gotycki Sayidan.

Przydomek gotycki zyskał pewnie dlatego, iż finezją architektoniczną przypomina katedrę Notre Dame w Paryżu, bądź inne budynki sakralne z epoki gotyku w Europie.

Oczywiście kościół z Saydan gotykiem być nie może, gdyż datę jego powstania od gotyku dzielą stulecia, nie ujmuje to jednak niczego jego architektowi i twórcom.

Właścicielem budynku jest obecnie osoba prywatna, niejaki, również mistyczny w opowieściach mieszkańców Pan Haryono z miejscowości Kaliurang, właściciel tamtejszego muzeum batiku.

Najbardziej spektakularnym elementem świątyni jest kilkumetrowa figura Chrystusa zwrócona twarzą do Pałacu Sułtana Kratonu, jak mówią, by go błogosławić.

I tak wróciłem do wątku religijnego dzisiejszej opowieści z Sayidan a Yogyakarcie.

Mieszkańcy Sayidan to w większości pobożni muzułmanie i jak się po cichu spekuluje byli oni jednymi z inicjatorów zamknięcia świątyni.

Nie wiem i nawet nie staram się dociekać, czy to fakt i ile w tym prawdy, bo nie o to w kwestii Gereja Gothic Sayidan i mych rozważaniach chodzi.

Yogyuakarta jest pięknym i niezwykle atrakcyjnym turystycznie miastem, posiadającym skarby dziedzictwa kultury światowej UNESCO i wiele innych, nie mniej uroczych miejsc i obiektów.

Miasto posiada sułtański pałac Kraton oraz ogrody władcy Tamansari i magiczną ulicę Maliboro.

Patrząc na zamknięty i zapomniany kościół, mogący być jednym z punktów, do których zawijać będą ‘becaki’ czyli ryksze pełne turystów, nachodzi mnie jedna myśl, w jak prosty sposób miasto mogłoby tylko zyskać. A by tak stać się mogło, potrzeba, tylko i aż, trochę dobrej woli i nadziei, o której wspomniałem na wstępie.

A dobrej woli i nadziei nigdy za wiele nie tylko w odniesieniu do opisanej Yogyakarty, ale całego rozległego archipelagu.

Nadchodzące Święta Boże Narodzenia, toczące się w polityce dyskusje, oraz  spory na linii Dżakarta – Yogyakarta, dotyczące wyjątkowości pozycji Sułtana i status specjalny miasta, fundamentalna idea Indonezji Pancasila i unikalna architektonicznie uroda kościoła Sayidan obudziły we mnie refleksje, którymi nie omieszkałem się właśnie podzielić.

Wszystkim obchodzącym Boże Narodzenie – Wesołych Świąt, miastu i mieszkańcom Jawy umęczonym zmaganiami z Merapi nadziei i wiary w lepsze jutro, a odwiedzającym Yogyakartę  i Indonezję turystom i wszystkim razem życzę Wszelkiego Dobra i Pomyślności w nadchodzącym 2011 roku.

Piotr Śmieszek

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Piotr Śmieszek: Przedświąteczna korespondencja z Yokyakarty Reviewed by on 6 grudnia 2010 .

Powstająca w 1945 roku Republika Indonezji była młodym, by nie rzec dosadniej, nowym państwem, które swoją historię pisać zaczęło od początku. Po preludium w postaci „Deklaracji Niepodległości”, kolejną z najistotniejszych i ponadczasowych idei, jakie ojcowie chrzestni młodego państwa, Sokarno i Hatta dali swemu narodowi, była Pancasila, czyli, oparta na pięciu filarach, filozofia i fundament młodej

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź