Relacje z podróży

Piotr Śmieszek: Plaża inna niż wszystkie

Yogyakarta –  miasto leżące na Jawie, w samym centrum starożytnego regionu Mataram, będącego do X wieku naszej ery, sercem królestwa o tej samej nazwie. To właśnie za jego czasów wybudowano uhonorowane X wieków później (wpisem na listę dziedzictwa światowego UNESCO) kompleksy świątynne w Prambanan i Borobudur przyciągające z roku na rok coraz większe rzesze turystów z całego świata.

Miasto jednak „samo w sobie” nie jest specjalnie stare, gdyż jego początki datowane są na koniec XVI wieku, kiedy to pod panowaniem muzułmanów region przebudził się z sześćsetletniego uśpienia, otwierając erę tak zwanego drugiego Mataram.

Dla Indonezyjczyków, miasto ma również patriotyczny wymiar. Jest  bowiem rewolucyjnym symbolem odzyskiwania niepodległości po 350 latach holenderskiej okupacji.

To tu przez cztery lata, znajdowała się formalna stolica raczkującej Republiki Indonezji, po tym, jak pierwszy prezydent Sukarno proklamował jej niepodległości w 1945 roku.

depok

Yogya lub też Jogya (bo tak inaczej nazywane jest miasto) posiada również dodatkowo miano nieformalnej stolicy kulturalnej Jawy.

Batik, gamelan, wayang, teatr Ramayana – to tylko część szerokiego wachlarza pojęć z dziedziny sztuki, z jakimi stykamy się w tym mieście na każdym kroku.

Nie zmienia to jednak faktu, iż to nie malowanie na płótnie, czy jawajski taniec, a świątynie Borobudur i Prambanan są niczym magnes i to one właśnie ściągają do miasta tłumy odwiedzających. I dlatego „mistycznego duetu” chociażby, warto odwiedzić Yogakartę, a skoro już się na to zdecydujemy, trzeba wiedzieć, że odkryć w niej można niezliczoną masę drobnych perełek turystycznych, które powinny absolutnie zachęcić, by wydłużyć pobyt z dwóch, do, co najmniej kilku dni.

O każdym z takich miejsc można opowiedzieć osobną historię, bo każde na oddzielną zasługuje. Zapewne opowiem je, historie o tutejszych turystycznych mistrzyniach drugiego planu, a jeżeli nie jedliście jeszcze ryby w Depok, posłuchajcie.

Jedną z niekwestionowanych atrakcji, absolutnie nieodkrytych przez zagranicznych turystów jest położona nad Oceanem Indyjskim czarno-piaszczysta Pantai Depok.

To oddalone 20 kilometrów od miast miejsce, nie jest może tym, czego należało by się po terminie plaża i plaży jako takiej spodziewać. Czyż jednak nie byłoby nudne, gdybym chciał opowiedzieć kolejną barwna historię, o kolejnej rajskiej plaży, jakich na archipelagu są tysiące?

Plaża Depok tym właśnie różni się od  „zwyczajnych, pięknych plaż”, że będąc plażą, nie jest nią, w powszechnym rozumieniu tego slowa, jest plażą nie tyle do pływania i kąpania, a do… degustacji ryb, owoców morza i miejscowych specjałów.

Atrakcyjność tego miejsca to to, iż jest to baza wypadów i powrotów dla miejscowych rybaków. Ich rozsiane na piasku niebieskie łodzie i łódeczki znakomicie wkomponowują się krajobraz i korespondują z błękitem nieba. Przy odrobinie szczęścia możemy być świadkami wyjścia załóg w morze lub ich powrotu z łowiska. Kadłuby zgrabnie przesuwane po piasku  przez  kilkuosobowe załogi wbijają się w ląd lub szybko znikają za horyzontem.

A skoro powroty z łowów, to i ryby, które żony i bliscy rybaków sprzedają na przyplażowym rybim targu, który w weekendy tętni życiem niczym przysłowiowy ul.

Rodziny z dziećmi, studenci, zakochani przyjeżdżają tu z miasta na piknik, by w rodzinnej, tudzież romantycznej atmosferze zjeść swoją świeżą grillowaną, smażoną, gotowaną – przyrządzoną według gustu i smaku klienta – rybę.

Bo odmienność plaży Depok polega właśnie na tym, że upatrzoną i kupioną rybę, kraba lub innego stawonoga oddajemy do jednej z wielu, wybranej przez nas, przydomowej restauracyjki, by na miejscu według naszych preferencji kucharz mógł przyrządzić dla nas smaczny obiad.

Menu restauracyjek jest więc, mimo mnóstwa gatunków ryb i owoców morza, ubogie i poza listą napojów obejmuje ryż i „obróbkę”  wybranego przez nas rekina, tuńczyka czy czerwonego snapera.

Już samo dotarcie nad ocean, wybór dania głównego i smażalni jest wspaniałą zabawą i wartym przeżycia doświadczeniem. Dodatkowym walorem takiego wyboru na spędzenie dnia w Yogyakarcie, jest też czas oczekiwania na przyrządzenie naszej uczty.

Możemy spokojnie usiąść na piaszczystej plaży i posłuchać szumu oceanu, który nigdy w Depok nie milknie.

Także zachód słońca na tutejszej plaży jest szczególnie zjawiskowy i nieporównywalny z innymi zachodami słońca, jakie zwykliśmy podziwiać na plażach. To za sprawą swoistej gry światła promieni zachodzącego słońca z ciemnym piaskiem tej plaży.

Ilekroć uda mi się wyrwać tu w niedzielne przedpołudnie, zastanawiam się jak to możliwe, że wciąż nie ma tu jeszcze tłumów turystów, którzy gniotą się w tym samym czasie na zatłoczonej Maliboro?

A po obiedzie zawsze warto wstąpić tuż opodal, na okoliczną plażę Parangtritis, chociaż Parangtritis to zupełnie inna historia.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Piotr Śmieszek: Plaża inna niż wszystkie Reviewed by on 3 października 2010 .

Yogyakarta –  miasto leżące na Jawie, w samym centrum starożytnego regionu Mataram, będącego do X wieku naszej ery, sercem królestwa o tej samej nazwie. To właśnie za jego czasów wybudowano uhonorowane X wieków później (wpisem na listę dziedzictwa światowego UNESCO) kompleksy świątynne w Prambanan i Borobudur przyciągające z roku na rok coraz większe rzesze turystów

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Plaż z historią nie brakuje i u mnie, na Sumatrze. Jednak z okolicy Yogyi to bardziej niż Depok, właśnie Paris urzekł mnie podwójnie.
    Ach… Jawa :-]

  • Ciekawy artrykuł. Szkoda, że turyści odwiedzający Indonezję kierują się w większości na Bali, pomijając Yogyakartę i inne ciekawe miejsca.

Pozostaw odpowiedź