Komentarze

Piotr Śmieszek: Obama w Dżakarcie

Jak mówią starsi i bardziej doświadczeni życiowo, przysłowia są mądrością narodu. Przytaczając zaś adekwatne do tematu artykułu przysłowia, dochodzimy do prostej prawdy, że do trzech razy sztuka, co ma wisieć nie utonie lub, co się odwlecze….

Tak właśnie z czystym sumieniem można potraktować zakończoną kilka dni temu wizytę Baracka Obamy w Republice Indonezji.

Pierwszy czarnoskóry prezydent „światowego supermocarstwa” zapowiadał swoje przybycie do Indonezji praktycznie już od momentu objęcia fotela prezydenckiego w Białym Domu ponad 2 lata temu.

Szczególny magnetyzm Dżakarty spowodował natomiast fakt, iż właśnie tutaj spędził Barack Obama 4 lata swego młodzieńczego życia w latach 1967-71.

Jednak mimo wielokrotnych deklaracji, zawsze rzeczywistość krzyżowała prezydenckie plany.

pomnik_obamy

Obama w Parku Menteng - tak zwany mały Barry

Kuriozalnie wręcz przedstawiała się historia „wizyt” Baracka Obamy w Indonezji – Anno Domini 2010.

Najpierw był termin marcowy, który jednak, z przyczyn obiektywnych wyskoczył z kalendarza roboczego przywódcy USA.

Poinformowano o tym Prezydenta Susilo Bambang Yudhoyono i zgodnie z protokołem przesunięto wizytę na następny termin w miesiącu czerwcu.

Tak się niestety pechowo dla obu przywódców złożyło, że planowany drugi termin wizyty został anulowany z powodu katastrofy ekologicznej w Zatoce Meksykańskiej.

Ostatecznie ustalono, iż definitywna i sztywna data wizyty zrealizowana zostanie podczas azjatyckiego tourne amerykańskiej głowy państwa w listopadzie tego roku.

Ironia losu i tak zwana „siła wyższa” miała znowu zniweczyć te plany. Największa bowiem od ponad 100 lat erupcja najaktywniejszego wulkanu świata Merapi sparaliżowała ruch powietrzny nad Jawą właśnie, w okresie, kiedy to miało dojść do zaplanowanej wizyty.

Administracja amerykańska nie zdecydowała się jednak na kolejne odkładanie spotkania z prezydentem SBY w Dżakarcie i 9 listopada 2010 roku Air Force One wylądował w stolicy Indonezji.

Wizyta Obamy była krótka, ale zdaje się, z analizy lokalnych przekazów medialnych, że owocna.

Niespełna 20-godzinny pobyt amerykańskiej pary prezydenckiej na Jawie, oczarował większość Indonezyjczyków.

Były co prawda protesty skrajnych ugrupowań islamskich, z Hizbut Tahrir na czele, oskarżające Obamę o posiadanie muzułmańskiej krwi na rękach.

Były również zarzuty o Irak i Afganistan, jednak płomienne mowy Baracka Obamy na Uniwersytecie Indonesia i przed największą świątynią islamską, największego muzułmańskiego kraju na świecie, meczetem Istiqlal, stopiły pokłady chłodu i dystansu.

Obama pozyskał sobie sympatię Indonezyjczyków swoją charyzmą, dowcipem i znajomością języka bahasa, którą niejednokrotnie wykorzystywał w celu zjednania sobie audytorium.

Jednak poza tymi gestami showmana prezydent USA powiedział kilka słów, które, mam nadzieję, odegrają korzystną rolę , a pozytywna energia tej wizyty pozostanie tu na miejscu w Dżakarcie i na całym archipelagu na dłuższy czas.

Misją wizyty miało być zbliżenie cywilizacji zachodniej ze światem islamu i to się (mam nadzieję) chociaż trochę udało. Zwrotu: „chociaż trochę” używam tu świadomy, że rowów wykopanych przez dziesięcio- a nawet stulecia nie da się zasypać w 18 godzin.

Liczy się jednak fakt wyraźnego zaakcentowania muzułmanom, iż Ameryka nie toczy wojny z islamem a jedynie z ludźmi,  którzy terrorem czynią innych, niewinnymi ofiarami swoich zbrodni.

Obama wezwał właśnie Indonezję, jako awangardę światowego islamu i największego jego globalnego przedstawiciela, do wspólnego z USA działania na tym polu.

Przywołał fakty pokojowej koegzystencji ludzi wierzących w Boga, jak choćby chrześcijańskiego architekta, budowniczego meczetu Istiqlal.

Podobnie, jak w Kairze w czerwcu 2009 roku wezwał do pokoju i jedności ludzi wierzących w „Dobrego Boga”, bez względu na przynależność religijną.

A sens i logikę takiego rozumowania podparł indonezyjską maksymą – BHINNEKA TUNGGAL IKA –  czyli: w różności jedność, czym zyskał sobie dodatkową sympatię mieszkańców archipelagu.

Nie jestem ani specjalnym zwolennikiem Baracka Obamy i uprawianego przez jego administrację politycznego marketingu, nie jestem też osobą zachłystującą się na wiecach watą słowną i populizmem, bronię się jednak też przed cynizmem i sceptycyzmem.

Dlatego chciałbym wierzyć, że wizyta ta podtrzyma ogień dążeń do pełnej demokracji na wielkim archipelagu Indonezji.

Może właśnie teraz, kiedy po raz kolejny budzi się separatyzm z Al-Kaidą w tle, w północno-sumatrzańskim Aceh, kiedy coraz głośniej i częściej do głosu dochodzą ugrupowania fundamentalistów jak choćby FPI – Front Obrońców Islamu, Barack Obama zaczął spłacać ofiarowaną mu kiedyś, w pewnym sensie na kredyt Pokojową Nagrodę Nobla.

Piotr Śmieszek

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Piotr Śmieszek: Obama w Dżakarcie Reviewed by on 12 listopada 2010 .

Jak mówią starsi i bardziej doświadczeni życiowo, przysłowia są mądrością narodu. Przytaczając zaś adekwatne do tematu artykułu przysłowia, dochodzimy do prostej prawdy, że do trzech razy sztuka, co ma wisieć nie utonie lub, co się odwlecze…. Tak właśnie z czystym sumieniem można potraktować zakończoną kilka dni temu wizytę Baracka Obamy w Republice Indonezji. Pierwszy czarnoskóry

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź